Avalon » Publicystyka » Artykuł

X-Maliny 2006

Muszę powiedzieć, że wybór najgorszej serii minionego roku dla mnie osobiście był bardzo trudny nie dlatego, że tak wielu było kandydatów, ale dlatego, że właściwie żaden tytuł nie był całkowicie spaprany. Pod koniec roku wręcz można by było powiedzieć, że wszystkie tytuły trzymają pewien poziom. Mimo to, jedna z serii stała się dla mnie szczególnie niestrawna, a jest nią...

Odrobina lektury na noworoczne popołudnie, czyli X-Maliny minionego roku.

X-Maliny 2006



Tytul cykliczny:

Cyclop83: Trudny wybór. Praktycznie każdy X-Tytuł w 2006 roku był poprostu dobry (nie mówiąc o Astonishing X-Men). Gdybym jednak miał rozstrzygać, który tytuł zawiódł najbardziej to byłby to albo "New Excalibur" albo "Exiles".

Foxdie: Tak samo jak w przypadku Oskara tak i tutaj statuetkę należałoby podzielić na pół i tak, first half goes to..."Uncanny X-Men" Claremonta, szkoda słów. Second half goes to..."X-Men" Milligana, miał ładnie zakończyć swoją przygodę z X-Men którą całkiem nieźle rozpoczoł Golgothą a tutaj taki crap w postaci "Blood of Apocalypse" w efekcie którego ucierpiało wiele postaci zwłaszcza sam En Sabah Nur i Gambit.

Gil Galad: Tą kategorię chciałbym rozpatrzyć w dwóch wersjach: największy chłam i największe rozczarowanie. W pierwszej niestety na czoło wyszła seria Exiles, która całkowicie poszła w rozsypkę i przestała być interesująca. Za nią kroczą równo ministeria Phoenix: Warsong oraz New Excalibur - sensu istnienia obu nie rozumiem, chociaż muszę przyznać, że tej drugiej znacznie pomogły gościnne występy Franka Tieri. Największym rozczarowaniem roku jest natomiast historia Eda Brubakera w Uncanny X-Men oraz Wolverine Origins jako całość. A miało być tak fajnie...

Jaro: "Wolverine Origins". Mogło być naprawdę ciekawie, mógł być nawet X-Oskar, przeszłość Logana to przecież temat na genialną opowieść. A co jest? Nuda, flaki, nuda, krew, nuda, rozwlekanie historii, nuda, momentami naprawdę paskudne rysunki (zwłaszcza Jubilee), jeszcze raz nuda. Owszem, są gorsze tytuły, ale tu malina należy się za całkowite s@*%$#nie tego komiksu.

Jim Jaspers: Hmm...żadnej z cyklicznych serii tego roku nie nazwałbym crapem. Najmniej porwało mnie jednak "New Excalibur".Mało ambitne, przeznaczone chyba raczej dla młodszego czytelnika.

maSSive: "New Excalibur". Nieciekawe rysunki i mało interesująca fabuła. Grupa złożona z kilku bohaterów, z którymi Marvel chyba nie za bardzo wiedział co dalej począć. Jak dla mnie seria zupełnie niepotrzebna, ale to tylko moje skromne zdanie;)

Tabbcia: Być może ze względu na moje uprzedzenia i dużą sympatię, jaką darzyłam bohaterów, a także autorów tej serii w 2005, tegoroczną Malinę za tytuł cykliczny daję prowadzonym przez duet Kyle & Yost New X-men. Zdaję sobie sprawę, że poprzedni klimat nie każdemu odpowiadał, ale ta bezsensowna w moim mniemaniu jatka, którą wprowadzili dwaj panowie jest dla mnie nie do przyjęcia. Ja rozumiem, zabić parę postaci, jeżeli taka jest konieczność, ale żeby nie było odcinka bez przynajmniej jednej śmierci, to chyba przesada. Wysoce irytujące nadmiar i gloryfikacja X-23, Emma Frost, która zachowuje się zupełnie inaczej niż w innych seriach, pozbawione sensu wybieranie nowej drużyny, oraz kanciaste rysunki Brooksa są kroplami, które dopełniają moją osobistą czarę goryczy.

TheNewlyAwoken: Muszę powiedzieć, że wybór najgorszej serii minionego roku dla mnie osobiście był bardzo trudny nie dlatego, że tak wielu było kandydatów, ale dlatego, że właściwie żaden tytuł nie był całkowicie spaprany. Pod koniec roku wręcz można by było powiedzieć, że wszystkie tytuły trzymają pewien poziom. Mimo to, jedna z serii stała się dla mnie szczególnie niestrawna, a jest nią "X-Men". Po okropnym "Blood of Apocalypse" w pierwszej połowie roku, zapowiadało się nawet ciekawie - Rogue dostała własny team, w którym znalazło się mnóstwo nietypowych postaci - Mystique, Cable, Lady Mastermind, Karima Shapandar, nie wspominając nawet o Sabretoothu. Niestety, okazało się, że karykaturalna, nierealistyczna kreska Bachalo wcale nie jest lepsza od eksperymentów Larrocy, a styl pisania pana Carey nie jest dużo mniej chaotyczny, niż Milligana. Słowem - przez cały rok w bezprzymiotnikowych panowała nuda, chaos i ogólnie tytuł prezentował to 'ukryte fuj, wewnętrzne psie...'

Historia:

Cyclop83: Hmmy. Lekkim rozczarowaniem okazała się być historia "The Blood of Apocalypse" (X-Men#182 - #187). Spodziewałem się czegoś więcej niż odsunięcia na chwile Gambita w cień. Samo zakończenie ratuje tą historię w moich oczach i z ciekawością oczekuje co też Mr Sinister planuje.

Foxdie: W tym roku historie Claremonta i Milligana stoczyly zaciętą walkę o tytuł najgorszej historii roku, w ostateczności wygrał ten drugi. "Blood of Apocalypse" to najgorsze co nam zaserwowano w AD 2006. Blisko Maliny był również "Phoenix Warsong", ale podratowały go rysunki Kirkhama.

Gil Galad: Wspomniałem już o Phoenix: Warsong, która jest tak nadźgana ekscytującymi pomysłami, że aż nie do strawienia. Muszę także wspomnieć o "Blood of Apocalypse" z X-Men, która była niczym więcej jak nawalanką, nie trzymającą się kupy, strasznej pod każdym względem "Superguardians" z Exiles oraz zupełnie niepotrzebnych ministeriach Storm i Civil War: X-Men.

Jaro: Bzdura na resorach pt. "The First Foursaken" z Uncanny. Nie dość, że nudne to, to jeszcze sztampowe i tandetne. Szumnie zapowiadano tę historię jako nadanie sensu temu co działo się w UXM Claremonta... Cóż, przynajmniej radość z przyjścia Brubakera była większa.

Jim Jaspers: 'Civil War - X-Men'. Całkowicie niepotrzebne, na siłę i słabe. Nabijacz kasy Marvela. 'Phoenix Warsong' tak samo.

maSSive: "The Blood of Apocalypse". W ogóle "X-Men" Milligana rozczarował mnie, a pożegnalna historia wbrew oczekiwaniom nie była lepsza od poprzednich i w przekroju całego roku (którego zwłaszcza druga połowa była bardzo dobra) wypada najsłabiej.

Tabbcia: "Blood of Apocalypse". Mój Boże, nie dosyć, że ktoś pożarł mózgi połowie postaci, co sprawiło między innymi, że zapomniały, kim jest Apocalypse, to jeszcze sam Posiu najwyraźniej również nie do końca pamięta... Żal, po prostu żal.

TheNewlyAwoken: Tutaj niezaprzeczalnie zwycięża bezsensowny, głupi i zwyczajnie zły "Blood of Apocalypse", który całkowicie zniszczył postać En Sabah Nura, usprawiedliwiając tym samym całkowicie ksywkę Poxy. Zmiana Gambita w czarnoskóre, siwowłose coś tylko dodała do tego ogromu goryczy, a styl, w jakim wyrządzono te wszystkie zbrodnie na dobrym smaku był wręcz żenujący. Jedyny pozytyw, to nowe moce Polaris, które otwierają pewne okno rozwoju tej postaci. Ale czy tylko dlatego trzeba nas było męczyć przez pół roku?

Scenarzysta:

Cyclop83: Tony Bedard - jakoś nie przypadły mi do gustu jego wyczyny w "Exiles"

Foxdie: Wypadałoby konsekwentnie pojechać po dokonaniach pana Milligana ale on już swoje wycierpiał a jest jeszcze ktoś kto z tego rozdania nie powinien odejść z pustymi rękoma. Ci którzy niestety poświęcili swój cenny czas na czytanie Wolverine Origins zapewne zgodzą się iż najgorszym scenarzystą tego roku okazał się Daniel Way.

Gil Galad: Długa nieobecność Chrisa Claremonta sprawiła, że na prowadzenie wysunął się Tony Bedard zwany także mordercą Exiles, a nasz ulubiony emeryt musiał przesunąć się na drugie miejsce. Nie popisali się także Peter Milligan w X-Men, Marc Guggenheim w Wolverine oraz Greg Pak w Warsongu.

Jaro: Chris Claremont. Naprawdę, doceniam co ten człowiek zrobił dla X-Men, doceniam to, że jest żywą legendą, ale jak się pisze takie gnioty jak "Wand'ring Star", wyżej wspomniany "The First Foursaken" czy też "X-Men: The End", dostaje się malinę. Wieeeeelką, dorodną, w pełni zasłużoną malinę.

Jim Jaspers: Peter Milligan za skopanie "The Blood of Apocalypse". Oczekiwałem od niego naprawdę wielkiej (w końcu jego pożegnalnej) historii z wielkim powrotem Apocalypse'a a okazało się nudnie, wtórnie i bez większych fajerwerków. Typowy "read and forget".

maSSive: Peter Milligan. Za cały run i za to co zrobił z Gambitem.

Tabbcia: Milligan. Za Blood of Apocalypse.

TheNewlyAwoken: Nikt, kto widział moją sygnaturę na forum Avalonu nie powinien mieć wątpliwości, co do mojego typu: duet Craig Kyle & Chris Yost oficjalnie ssie. Ci panowie rzucili się na bardzo trudny, wymagający temat: temat śmierci młodych ludzi i tego jak wpływa ona na żyjących. Niestety, byli oni zwyczajnie zbyt kiepscy, żeby takiemu tematowi podołać. Z perspektywy czasu nie mam im nawet za złe, że wybili większość postaci, bo nie byli w stanie sobie poradzić z taką różnorodnością. Mam im za złe, że zrobili to w tak kiepskim stylu, że podeszli do tego niedojrzale i naiwnie. Stanie w kółeczku z podkówkami na twarzach, żeby pokazać, jak wszystkim jest smutno nie wystarczy. Jedyna reakcja która mi się podobała, to ta Emmy Frost, poza tym - było żałośnie.

Rysownik:

Cyclop83: Tu zwyciężają niestety Renato Arlem & Roy Allen Martinez za moim zdaniem spaskudznie świetnego komiksu jakim jest niewątpliwie "X-Factor" (zwłaszcza X-Factor#12 wyszedł fatalnie moim zdaniem).

Foxdie: Zdecydowanie Larocca, jako przykład jak z samego szczytu (X-treme X-Men) można wylądować na samym dnie. Czasami nie chce mi się wierzyć że ten Salvador Larroca gryzmolący mało szczegółowe postacie to ten sam Larroca który stworzył te zapadające w pamięć rysunki z X-Treme X-Men.

Gil Galad: Tak patrzę i patrzę, i chyba nie mam komu przywalić. Z początku denerwował mnie Humberto Ramos, ale zdążyłem się już przyzwyczaić do jego specyficznego, kreskówkowego stylu. Mógłbym się czepiać Steve'a Dillona, bo jego styl nie pasuje do Wolverine'a, ale to nie wina rysownika tylko kadr. Zawsze mógłbym poznęcać się nad Larrocą albo Liefeldem, którzy też załapali się na coś w tym roku, ale to już było. Tak więc okażę łaskę i nie napiętnuję nikogo... przynajmniej nie wprost.

Jaro: Howard Chaykin. Co on zrobił w New Avengers #21... Jak można rysować postacie z tak przerośniętymi żuchwami? Jakieś kompleksy, czy co? Malina. Może pomoże na opuchliznę brodziska.

Jim Jaspers: Wybiorę troche na siłę. Tom Raney (Ultimate X-Men) nigdy mnie nie zachwycał, tak było i w tym roku. Najbardziej rażą mnie jego brzydkie rysunki postaci(a to ważne jest;), które nie pasuja mi wogóle do ultimate.

maSSive: Tom Raney ("Ultimate X-Men") i Salvador Larroca. Ehh, wciąż tęsknię za ilustracjami Sala z czasów "Heroes Return". Również Clayton Henry (gościnne występy w "Uncanny X-Men" i "X-Men") wypada słabo i niestety nieco obniża poziom obu tytułów.

Tabbcia: Mark Brooks, bo jego twarze są okropnie kanciaste i po prostu brzydkie, jego projekty kostiumów NXM bezsensowne i niepraktyczne, chłopców rysuje nazbyt umięśnionych, a dziewczęta ładne, tylko wina brak ;) Larocca, Medina i Bachalo też ostro ssą.

TheNewlyAwoken: Jeśli ktoś nie potrafi posługiwać się pędzlem, powinien zostać przy ołówku. Salvador Larocca

Okladka:

Cyclop83: Jeśli mam wybierać to "X-Men#184" za przerost formy nad treścią.

Foxdie: Chociąż raz oberwie się dla serii "panującej" w tym roku. Okładka Astonishing X-Men #17. Przeciesz na niej prawie nic nie ma, co tu oceniać;)

Gil Galad: Jedyna naprawdę zła okładka, jaka przychodzi mi na myśl znalazła się na Uncanny X-Men #481. Poza tym jest kilka słabych, ale ta jest naprawdę zła.

Jaro: Exiles #85. Tylu Wolverine'ów szczerzących zęby i pazury na jednej okładce to już kuriozalny pomysł. Jednak dobre wykonanie mogło uratować to dziełko. A ponieważ zabrakło i tego, jest malina. Plus dodatkowe wyróżnienie dla twarzy młodego Howletta za wybitną ciotowatość.

Jim Jaspers: Niestety - według mnie najbardziej beznadziejny cover to Astonishing X-Men #17. I jeszcze okładka New Excalibur #11 wydaje mi się maxymalnie lamerska.

maSSive: Okładki Raneya do "Ultimate X-Men", choćby #68, #73 lub #70. Ta ostatnia jest akurat Bena Olivera, ale też paskudna;)

Tabbcia: X-men 187. Biedna Rogue.

TheNewlyAwoken: Wolverine'a od numeru #42, aż do #46. Do tego tytułu mógłby też pretendować X-Men #185, głównie z racji wyrazu twarzy (a raczej ryja - nie da się tego inaczej określić) Rogue, ale Wolvie serią ohydztw przebił wszystko.

Postać żeńska:

Cyclop83: "Leper Queen" bo pojawiła się i znikła nic nie wyjaśniając.

Foxdie: Czy mi sie tylko wdydaje czy w całym zamieszaniu wywołanym zmianą scenarzystów i wprowadzeniem Civil War, zagineła Elisabeth Braddock? Jeśli sie pomyliłem i gdzieś umkneło mi wydarzenie które tłumaczy zniknięcie Psylocke z X-serii to uznajmy ten typ za nieważny. Jeśli jednak mam racje i moja ulubiona azjatka znikneła w niewyjaśnionych okolicznosciach, to gwoździem do trumny dla niej będzie fatalne wyjaśnienie jej zesłorocznego powrotu w tego rocznym crapie "The First Fourskaen". Oby wstąpienie do Exiles w przyszłym roku wyszło jej na lepsze.

Gil Galad: Zdecydowanie Polaris - widać, że nikt nie wie właściwie, co z nią zrobić i tak się plącze to tu, to tam, a co chwilę przytrafia się jej jakieś nieszczęście. Pecha miały także Storm i Psylocke, które właściwie wypadły z obiegu, mniej lub bardziej dosłownie. Wspomnę też o Dazzler, której nie do twarzy w różowym i Nocturne, która kiedyś miała osobowość.

Jaro: Malina zbiorowa dla stada Kukułek w szklanych pojemnikach. Trzy ładne żyjące i dwie obleśne martwe w zupełności wystarczały. Co za dużo, to niezdrowo.

Jim Jaspers: Tutaj podmiot zbiorowy, mianowicie Stepford Cuckoos (i wszystkie ich klony). Uwielbiałem je za czasów Morrisona i myślałem, że z czasem staną się nieodłączną częścią X-Men i wogóle ważną postacią (zbiorową) Marvela, ale 'Phoenix Warsong' zniechęciło mnie do nich zupełnie. Ot klony.

maSSive: X-Oscara w tej kategorii przyznałem Rogue, więc X-Malina powędruje ... również do Rogue. Ale do tej ze świata Ultimate. Tegoroczne zawirowania miłosne tej postaci i jej problemy z mocami jakoś mnie nie przekonują.

Tabbcia: Lorna Dane - być może w jej zachowaniu miał być tragizm, było za dużo idiotyzmu - i X-23 - z powodu osobistej niechęci i uprzedzeń jakoby była ona małą, wredną Mary-Sue'owatą maszynką do robienia kasy, kiedy Wolverine nie wystarczy. I nie lubię klonów.

TheNewlyAwoken: Tu zwycięża zmarnotrawiona i zmanierowana Nocturne. Ktoś kiedyś stwierdził, że oglądając jej wyczyny w New Excalibur ma się wrażenie, że nigdy nie należała do Exiles. Ja chciałem jeszcze dodać, że przedtem była też członkinią X-Men w jej Wszechświecie. Na litość boską! Ta kobieta (bo wbrew sposobowi, w jaki się ją ostatnio rysuje - to nie jest już dziewczyna) straciła dziecko! Straciła ukochanego! Straciła cały swój świat! Może pewni scenarzyści nie są tego świadomi, ale takie rzeczy odbijają się na psychice!

Postać męska:

Cyclop83: Apocalypse - niby chciał być zbawcą mutantów, ale jak zwykle spaprał sprawę, choć jego przyszłość zapowiada się "Celestialsko" :-)

Foxdie: Ciężki wybór, bo jakoś nie dostrzegłem żadnej bardzo słabej postaci męskiej w tym roku. Dlatego w ostateczności Maline dostaje Bishop za swój występ w "Civil War: X-Men"

Gil Galad: Podobnie jak rok temu, jest nią Gambit, który został ostatecznie pogrzebany przez pomysł z uśmierciowaniem go - po prostu głupota. Oberwali też Cable i Deadpool - najwidoczniej Fabian Nicieza pogubił się trochę w swoich planach, co sprawiło, że jego bohaterowie zaczęli zachowywać się bezsensownie, a seria straciła polot. Tradycyjnie też wyróżniony zostanie Wolverine, nad którego chronologią nikt już nie ma kontroli.

Jaro: Cable z Ultimate X-Men. Zaopatrzenie go w pazury to przesada, mało jest Wolverine'a w komiksach Marvela? Malina, na opamiętanie się.

Jim Jaspers: Cable stał się jakąś dziwną postacią. Ta jego misja zbawiciela świata mnie śmieszy i nie przekonuje. Staje się gorszy nawet od Toniego Starka chcąc sobie wszystkich podporządkować. I jego obecnośc w obecnym składzie X-Men też mi jakoś nie pasuje (chciałbym zauważyć, że w 'X-Men'#193, nie wypowiada nawet słowa i robi raczej za tło)

maSSive: Iceman. Nie przepadałem za nim za czasów Milligana, a Carey póki co nie zdążył rozwinąć tej postaci. Wszystko jednak przed nim, więc w oczekiwaniu na zmianę przyznaję minusa właśnie Bobby'emu.

Tabbcia: Z niezwykle ciężkim sercem - Remy LeBeau. Człowiek, który zna Apocalypse'a, który od lat stara się zdobyć pełne zaufanie towarzyszy, który wie co to znaczy być jeźdźcem... Ktoś taki idzie do Pośka z własnej woli i liczy na jego wielkoduszną pomoc mutantom? Gambit chyba mocno oberwał w głowę.

TheNewlyAwoken: Tutaj mam już większy problem, bo nie zauważyłem jakiejś totalnie zniszczonej męskiej postaci. Typy mam jednakowoż trzy:
- Rockslide, za to, że nadal pozostaje ciołkiem;
- Elixir, za to, że scenarzyści nie mogą się najwyraźniej zdecydować kim on właściwie ma być, a jego charakter zmienia się z miesiąca na miesiąc;
- Wolverine, za to, że potrafi się zregenerować z odgryzionego paznokcia.

Negatyw roku:

Cyclop83: Zbyt dużego negatywnego w skutkach wydarzenia nie dostrzegam. Choć tak duży poślizg komiksów z cyklu Civil War bardzo mnie zasmuca. A podane powody takiej sytuacji są bardzo słabiutkie. Z drugiej strony fan Marvela ma to na co czekał od dawna : świetną historie, na której kolejny numer czeka się z ekscytacją !

Foxdie: Przede wszystkim obsuwy które spowodowały 'osłabienie' całego Civil War. Czytasz Amazing spider-Mana, nie wiesz do końca co i jak, a oni Cie odsyłają do komiksu który ukaże się za miesiąc. To tylko jeden przykład, generalnie opóźnienia w wydawaniu Civil War i jego tie-innów spowodowały że tak ciekawy i istotny crossover wypada dużo słabiej.

Gil Galad: Pojawiło się w tym roku kilka złych decyzji, ale nie dostrzegam jakiegoś wiodącego złego trendu. Marvelowi wiedzie się wręcz za dobrze, a to nie dobrze, bo mogą zacząć popełniać te same błędy, które doprowadziły do kryzysu w latach dziewięćdziesiątych. Słyszycie, chłopaki? Patrzcie pod nogi, jak liczycie kasę, żebyście w coś nie wdepnęli.

Jaro: Po pierwsze: opóźnienia, zwłaszcza komiksów związanych z CW. Według zapowiedzi takie CW #6 miało być już w październiku;). Po drugie: wykorzystywanie popularności CW i wypuszczanie na rynek miniserii takich jak CW: Young Avengers & Runaways czy CW: X-Men. Naprawdę, nic by się nie stało, gdyby nie pojawiły się, a przynajmniej mielibyśmy większą spójność w universum.

Jim Jaspers: "Civil War - X-Men" i "Phoenix Warsong". Patrz najgorsza historia.

maSSive: Hmmm... naprawdę liczyłem na to, że w minionym roku Marvel znajdzie sposób, aby przywrócić do życia Jean Grey, bo bez niej to nie to samo :) Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że może w 2007..;)

Tabbcia: Negatywem, właściwie nie roku, ale już dłuższego czasu, są dla mnie kolory w komiksach. Może i się czepiam, ale to gradientowanie wszystkiego sprawia często, że postaci wyglądają jak z plasteliny. Pewnie to tylko moje osobiste preferencje, ale tęsknię za czasami, kiedy cienie kładło się kreskami.

TheNewlyAwoken: To, co najbardziej mnie wkurzyło w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, to tendencja scenarzystów do totalnego olewania tego, co z ich postaciami dzieje się w innych seriach. W "Deadly Genesis" Siryn płacze nad grobem swojego ojca, podczas gdy w "X-Factor" z zawziętością godną większej sprawy neguje jego śmierć. Cały mutancki świat huczy na temat 198 i O.N.E., a w "X-Factor" nawet nie zostaje to wspomniane. W "New X-Men" ginie brat Cannonballa, ale czy ma to jakikolwiek wpływ na jego zachowanie w "X-Men"? Nie, bo po co! Czy to naprawdę tak ciężko spotkać się w gronie scenarzystów, opowiedzieć co się planuje dla danych bohaterów? Przecież w jakiś sposób się chyba tworzy na przykład crossovery.
Na koniec moja osobista nagroda Buca Roku wędruje do Petera Davida, za chamskie i lekceważące odpowiedzi na uzasadnioną i konstruktywną krytykę ze strony fanów "X-Factor", prezentowaną w listach do redakcji. F*** you, Peter David!

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.