Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #65 (10.11.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 10 listopada 2008 Numer: 40/2008 (65)


Temat tygodnia to bez wątpienia początek wielkiego przemeblowania w świecie Ultimate. Pierwszy numer Ultimatum niestety nie przypadł do gustu większości czytelników.



Avengers The Initiative Special avalonpulse0065d.jpg
Gil: Podejrzewam, że przy tworzeniu tego numeru wykorzystano przepis babuni, który radzi, by wziąć kilka postaci, których originów jeszcze nie pokazano, prześwietlić je, a całość okrasić odrobiną wiążącej akcji. W ten sposób dostaliśmy na tacy Komodo i Hardballa w sosie hydrowym oraz Traumę na przystawkę. Pierwsza część została dość sprytnie związana akcją, która jest całkiem dobra, choć sprawia wrażenie nieco wymuszonej. Przynosi za to spory krok naprzód, jeśli chodzi o relacje między tą dwójką młodych bohaterów i może nawet bym to kupił, gdyby nie podejrzenie, że Hardball próbuje tu odgrywać Wallenroda. Część druga przynosi nam większą i ciekawszą niespodziankę, która wydaje się niezwykle oczywista, gdy już jest po wszystkim. Ogólnie jest dobrze, tylko dlaczego musiał to znów rysować imć Uy? Dam 7/10, ale słabowite.
Hotaru: Z góry na plus zaliczyłem temu komiksowi, że jest o starych członkach Inicjatywy, a nie tym nowym mięsku armatnim, którego nie znoszę. Niestety, jest to jeden z nielicznych plusów. Uy nie drażnił mnie wprawdzie aż tak bardzo, ale nadal nie leży mi jego kreska. Pierwsza historia dłużyła mi się tak mocno, że kiedy się już skończyła, wielką niespodzianką było, że zdołali tam wcisnąć coś jeszcze. Traumę lubię i jego origin byłby naprawdę świetny, gdyby nie jedna postać - Victor Mancha. A tak mamy tylko wtórną historyjkę o zerowej zawartości oryginalności.
Volf: Patrząc na okładkę przeraziłem się widząc, kto odpowiada za rysunki - drogi pan Uy strasznie okaleczył moje ulubione postacie w numerach szóstym i dwunastym, teraz miał je jeszcze dobić w specialu. Ale o dziwo nie wyszło tak źle, albo ktoś tu nauczył się jako tako rysować, albo kilkumiesięczny brak Caselliego sprawił, że stałem się mniej wymagającym odbiorcą. Co zaś się tyczy historii - Slott zamyka swoje wątki przed odejściem, w tym wypadku rozwiązano kwestię Hardballa, Woodmana oraz Hydry. Muszę przyznać że w sposób, którego bym się w życiu nie spodziewał. No i za to spory plus. A na dokładkę origin Komodo i Traumy, też miło. Ogólnie numer znacznie lepszy od tie-inu do SI, znowu poczułem ducha Inicjatywy z czasów Killed in Action.

Adam: Legend Of The Blue Marvel #1
Gil: Ponieważ żyjemy w innych realiach, nie jesteśmy w stanie poprawnie ocenić wymowy tego komiksu. Możemy wiedzieć co nieco o sytuacji czarnej społeczności Ameryki w latach pięćdziesiątych i powiedzieć, że wszystko jest poprawnie opisane, ale trudno będzie nam zrozumieć ciężar historii. Ktoś może powiedzieć, że znowu czarny scenarzysta wylewa swoje rasowe żale, ale czy nie robią tego inni i czy nie mają do tego prawa? Tym bardziej, że Grevioux nie robi tego w przesadnie patetycznym tonie Hudlina i nie opowiada się wyraźnie po żadnej ze stron. Przynajmniej na razie. Póki co, historia jest dobra i logiczna, a główny bohater wydaje się być solidną postacią. Co prawda, retconowanie kolejnego najpotężniejszego bohatera wydaje się być trochę "pulling a Sentry", ale nie przeszkadza mi to. Rysunki też w porządku, więc na zachętę dostanie solidne 7/10.
Lokus:
Zaczyna się nieźle, aż dziw bierze, że pisze to ten sam człowiek, co "wspaniałych" New Warriors. Pierwszy numer mini to starcie Mightów ze starym znajomym Blue Marvela i później jego origin, powiedzmy sobie szczerze - niezbyt porywający. Mata Broome'a wcześniej nie znałem lub też nie kojarzyłem, ale przyznam, że mi jego rysunki przypadły do gustu. Miejmy nadzieję, że kolejne numery będą lepsze i na początek 6/10

Amazing Spider-Man
#576
Gil: Wciąż mi się podoba. Spidey zbiera swoje pogruchotane kości do kupy i odpłaca Młotkogłowemu pięknym za nadobne. Kelly uniknął przesady podkreślając, że wcześniejszy sukces Hammerheada wynikał głównie z zaskoczenia i dobrze rozegrał ten odwet, przy okazji wplatając kilka wątków delikatnie moralizatorskich. Muszę też przyznać, że z całej czeredy dorzucanych hurtowo postaci drugoplanowych, jak na razie Norah podoba mi się najbardziej. Do tego jak zwykle mocno ekspresyjne rysunki Bachalo i jego manipulacje kadrami, które zawsze wyjątkowo mi się podobały. To wszystko daje kolejne 7/10 dla Pajęczaka.
Lokus:
Pająk kontra Młotogłowy starcie drugie. Gdyby nie Bachalo, to spisałbym ten numer na straty. Historia średnio porywająca i nowy Hammerhead wcale nie taki straszny, jak można było się spodziewać. Plus też za całkiem fajny humor 5/10

avalonpulse0065e.jpgCable vol. 2 #8
Gil: Gdy w końcu ośmieliłem się wyrazić cień nadziei, że teraz wydarzy się coś ciekawszego i bardziej konkretnego, Swierczynski kazał Kabelkowi walczyć w przerośniętymi karaluchami. Sprawdziłem, czy przypadkiem nie zajrzałem do podrzędnego komiksu z potworami z lat pięćdziesiątych, ale jednak nie. W czasach, gdy z jednej strony przemysł komiksowy rozwija się w nowatorskich kierunkach, wciąż znajdują się tfurcy przez duże tfu, którzy próbują wciskać czytelnikowi człowieka-karalucha z apokaliptycznej przyszłości. Gdyby to jeszcze było w innej konwencji, nie protestowałbym, ale tutaj poczułem się obrażony. Obiecywali nowatorski komiks o przyszłości i mesjanizmie, a dają crap, crap, crap-pitty-crap. Kolejny tytuł do skreślenia pod rozwagę i ocena 2/10.
MikeyLou: W pogoni za wielkimi robalami... Już mnie zaczyna ta historia nużyć odrobinę. Nie jest ZŁA, ale po przeczytaniu kompletnie znika z pamięci. Ile numerów można iść bez jakiegoś solidnego łupnięcia fabularnego? Niech dzieciak dorośnie, niech się wyjaśni, dlaczego jest rudy i ma Phoenixa w oku i NA BOGA, niech jej imię jakieś wreszcie dadzą. Coś czuję, że dopóki moc małej nie zacznie się ujawniać, będziemy mieli serwowane przeciągajki czasowe na przeczekanie.
Lokus: Mnie się to podoba. Nie jest to jakiś majstersztyk, ale na pewno przyjemniejsze to niż wcześniejsze numery. Naprawdę szkoda, że Duane nie może się popisać czym zbliżonym do poziomu Iron Fista. Co do rysunków to powiem tak, że zamawiam dwie Emmy Olivettiego na wynos... Reszta jak zawsze i 6/10

Civil War House Of M #3

Gil: Podziwiam Gage'a za konsekwencję, z jaką trzyma się tego świata, odbijając sobie fakt, że nie był na pokładzie, gdy parę lat temu powstawał House Of M. Muszę przyznać, że daje radę zaskoczyć mnie prawie za każdym razem, gdy sprytnie wciska tam jakąś nową postać. I nieważne, że wiemy, jak to się skończy. Nieważne, że wiele fragmentów wydaje się oczywiste. Nieważne nawet, że jak dotąd 2/3 numerów kończy się domniemaną śmiercią Xaviera. Czasami proste, niezobowiązujące czytadło z przyzwoitymi rysunkami jest wszystkim, czego do szczęścia potrzeba. Ale tym razem miało dużą konkurencję, więc dostanie tylko słabe 6/10.

Daredevil & Captain America Dead On Arrival

Gil: Nie spodziewałem się, że będzie to przedruk europejskiego podejścia do tych dwóch postaci i nie zwróciłem uwagi na linijkę w stopce, gdzie widnieje nazwisko tłumacza, dlatego przez cały czas miałem uczucie deja vu i powrotu do któregoś z klasycznych już tytułów Marvel Knights z przełomu wieków. Bo dokładnie tak to wygląda w warstwie graficznej i chyba każdy to przyzna, jeśli sobie sam porówna. A w warstwie fabularnej? Nie dawała mi spokoju prosta jak schemat budowy cepa konstrukcja fabuły i dziwne zachowania postaci (na przykład policji w stosunku do Daredevila), więc kiedy dotarłem do końca i zobaczyłem notkę o autorach, wydobyło się ze mnie przyczajone "Ahaaa...!" No cóż, nie da się ukryć, że komiks jest inny w odbiorze i może niektórym się to spodoba, ale mnie nie przekonuje. Dlatego wystawię tylko 6/10.

Invincible Iron Man #7 avalonpulse0065f.jpg
Gil: Myślałem, że koszmary się skończyły, ale ten numer był jak ta scena z horroru, gdy niby bohater się budzi i wszystko jest okay, ale po chwili okazuje się, że nadal śpi, a Freddy Kruger czai się w szafie. Fraction wziął po prostu dwóch popularnych bohaterów i skleił ich taśmą klejącą na siłę, nie patrząc, że nie ma w tym logiki ani sensownej fabuły. Ot, spotykają się i razem uganiają za łotrzykami, bo tak. I nieważne, że jest Akt Rejestracyjny. Nieważne, że praca Pietrka dla Antosia nie ma sensu, jeśli ten nie wie, że tamten jest Pająkiem. Ważne, żeby się sprzedało i kasa wpłynęła. Ale ja Wam zdradzę jedną tajemnicę, związaną z tym numerem: jest po prostu głupi. Ocena 3/10.
LeGol:
Zapychacz, w dodatku nie mogę sobie tego nigdzie (jak zwykle) ułożyć chronologicznie. Końcówka pełna "miałkiego" dramatu, ale ma coś w sobie. Miło się czytało, a rozmowy na temat rejestracji były po prostu "fajne". Ogólnie poza chronologią, która mogłaby wyjaśnić, czemu Stark nie rzuca się na Pająka z hasłem "freeze" jak tylko go widzi, to nie mam się do czego przyczepić. Ot, tak sobie poczytać bezstresowo można bez przeszkód.
MikeyLou: Dołączam do ogólnego apelu -- dlaczego, na Boga, Tony Stark na sam widok Spider-Mana nie krzyczy "Freeze motherf*cker, you're under arrest!"? Bo fakt, że Peter na niego się nie rzuca z rykiem zranionego żubra jeszcze mogę zrozumieć. BND (tfu, tfu) i te sprawy. Niezły ten numer, na pewno ciekawszy od poprzednich z serii Invincible Iron Man, przy tamtych regularnie zasypiałam. Reporterskie spojrzenie na imperium demonizowanego przez wszystkich Tośka jak na kolosa na glinianych nogach mi się spodobało. Aha! No to już wiemy, że sekretna znów tożsamość Spider-Mana tak sekretna nie pozostanie, Stark głupi nie jest i się domyśli, skąd wzięło się zdjęcie na okładce Frontline - zdjęcie skądinąd fantastyczne.
Lokus: Taki standardowy team-up, w którym jednej rzeczy nie rozumiem: kiedy to było? Na pewno nie po SI. Może i przed, ale czy wtedy Tony nie powinien chociaż próbować Pająka aresztować? Zresztą, powinienem się już przyzwyczaić, że w scenariuszach Fractiona zawsze mi coś nie gra. Larroca również na swoim poziomie i kolejny numer dający powody do tęsknoty za Knaufami. Za ten komiks w sumie dam 5/10

Iron Man: The End
Gil: Kolejny z serii Endów. Wcześniej żaden mi się nie spodobał, więc i tym razem niespodzianki nie będzie, jeśli powiem, że nie jestem pod wrażeniem. Ot, po prostu Antek się zestarzał, pochorował i musiał sobie znaleźć następcę, a szczęśliwie akurat ktoś właściwy był pod ręką. Może to tylko ja, ale czytając miałem okropne wrażenie zrzynki z Batman Beyond. Dobra, przyznam, że nowe pancerze to ciekawe pomysły, ale zabrakło klimatu, a przede wszystkim happy end zabił cały sens wydania tego jako Enda. Dam najwyżej 4/10.
MikeyLou:
Takie nico. Ani nie narysowane porządnie, ani nie napisane ciekawie. Niby wszyscy wiedzą, że kiedyś Tony się zestarzeje i już dalej nie da rady zajmować się absolutnie wszystkim, ale wątpię, żebym w mainstreamie kiedykolwiek tego dożyła. Poza tym, przepraszam bardzo, Tony Stark z ŻONĄ? Wyjeżdżający na orbitę, żeby ODPOCZĄĆ? SZCZĘŚLIWY?? Bullshit! Ludzie, wiele rzeczy można mi wmówić, ale weltschmertz Starka jest wiekuisty i niezniszczalny. Tego pozbyć się zwyczajnie nie da!

Marvel Zombies 3 #2
Gil: Zrobiło się jakby bardziej mrocznie, ale nadal czyta się lekko i przyjemnie, bo wszystko kręci się wokół Aarona, a ten… cóż, jest sobą i to wystarczy. Jocasta dzielnie dotrzymuje mu kroku i nawet zaczynam ją lubić, chociaż dotąd była tylko złomem w tle Avengers. No i mamy w końcu samą intrygę - zgrabnie umiejscowioną w czasie i zbudowaną wokół Kingpina wszystkich zombiaków. Nie ma się do czego przyczepić, a bezpretensjonalna rozwałka tylko potęguje wrażenie, więc już można śmiało powiedzieć, że to najlepsza z zombiakowych serii. Należy się przyzwoite 7/10.
Lokus:
Drugi numer potwierdził tylko to, co napisałem przy okazji poprzedniego numeru - trzecia odsłona Marvelowskich nieumarłych niestety, przy całym szacunku dla Van Lente, nie jest ani zbyt ciekawa, ani wciągająca. Również rysunki mnie nie powaliły. Ot, takie sobie średnie czytadło. Szkoda, bo mamy tu Machine Mana, ale nawet on nie wyratował jak na razie tego tytułu. Zobaczymy jak to się jeszcze rozwinie, ale na razie tylko 4/10

avalonpulse0065g.jpgSub-Mariner: Depths #3
Gil: Nie będzie chyba wielkim zaskoczeniem, jeśli powiem, że ta seria znów zdobywa tytuł komiksu tygodnia. Oczywiście za wspaniałe ilustracje Ribica i równie oczywiście za niezmiennie klimatyczny scenariusz Milligana. Na początku miałem przez chwilę wrażenie, że robimy krok w tył i będziemy się kręcić w kółko, ale szybko okazało się, że źle oceniłem sytuację i akcja wykonała wielki krok naprzód. Nawet jeśli jest to jeden krok skrzydlatej stopy wśród kilku trupów. Napięcie jest świetnie stopniowane, a psychoza rośnie, więc czegóż chcieć więcej? Zasłużone 8/10.
Lokus:
Zdecydowanie numer tygodnia! Brawa dla Milligana i Ribica za tę mini. Co prawda mamy już trzeci numer i Namora nadal nie ma (tzn. niby się pojawia tu i tam, ale kto da głowę po tym numerze, że to na pewno on?), ale historia nic na tym nie traci - i tak jest świetna, a najlepszy jest oczywiście doktor Stein. Z niecierpliwością już czekam na kolejny numer i myślę, że mam już faworyta do tytułu miniserii roku, a te wszystkie Inwazję niech się kryją. 9/10
MikeyLou: Ktoś tu ostro czytał Conrada ostatnimi czasy i nawet imienia kapitana nie chce mu się zmieniać ;) HOT DAMN, ta seria robi się lepsza za każdym razem, kiedy do niej zaglądam. Narracja jest prowadzona genialnie, a klimatyczna oprawa graficzna tylko potęguje narastające napięcie i paranoję. Jak na 3. numer 5-numerowej serii już mamy dowód tego, że rola Namora odegra się głównie w umysłach załogi, co, gdyby trzymali się tego do końca, byłoby fantastycznym rozwiązaniem fabularnym. Póki co dostajemy uskrzydloną nogę.

Ms Marvel Special Storyteller
Gil: Przyznam, że nie zwróciłem większej uwagi na Gavina podczas jego debiutu w poprzednim specjalu, więc miałem mieszane uczucia co do potrzebności tego numeru, ale ostatecznie dał radę. Historia jest kontynuacją poprzedniej, ale poza tym nie ma większego związku z serią, więc nie zmusza potencjalnego czytelnika do kupna, a jednak warto się skusić i zobaczyć, jak działa wielka moc bez wielkiej odpowiedzialności. Widać, że potencjał historii i postaci wciąż się rozwija, a ta część jest tylko krokiem na tej drodze. Ponadto, mamy tutaj całkiem ciekawe rysunki, wyraźnie skoncentrowane na Karolce i obcisłości jej kostiumu. Powiedzmy, że dam mu mocne 6/10 tuż przy granicy z siódemką.

Punisher War Journal
vol. 2 Annual #1
Gil: Wcale nie zamierzałem tego czytać, ale jak już pod rękę wpadło, to zajrzałem. I okazało się całkiem zabawne. Karzący Franek w konfrontacji z wielkim fanem Beatlesów i jego snossaczami oznacza jeden wielki trip. Przyjemniej się na niego patrzy niż czyta, bo wiadomo, że fabuła przygód Punishera jest zazwyczaj mocno schematyczna, ale tak czy inaczej jest fajnie. Tak, to najlepsze określenie - fajnie.
Pewnie szybko o tym zapomnę, ale jest w porządku, więc 6/10 dostanie.
hitano:
Ten numer wprawił mnie w osłupienie, z jednej strony to naprawdę świetna odskocznia od całego dennego tie-ina do SI w serii PWJ, z drugiej zaś strony motyw z psychotropem jest tak absurdalny, że trudno mi się zdecydować, czy podoba mi się, czy jest tak denny, że mnie rozbawił. Sama historia jest prosta jak drut. No, oprócz wszędobylskiego ukazania większości zwykłych gangsterów w formie znanych postaci z bajek. Ogólnie nie jest źle, choć nie jestem pewien, czy nie lepiej było ten numer dać Fractionowi. Rysunki takie sobie. 6/10

Ultimatum #1 avalonpulse0065i.jpg
Foxdie: Dawno nie czytałem żadnej serii ze świata Ultimate nie licząc Loebtimates, dlatego obawiałem się, iż w Ultimatum szybko się zagubię. Tak się jednak nie stało, co nie znaczy, że lekturę pierwszego Ultimatum mogę uznać za przyjemną. Zdaje się, że Loeb zalicza 1% wzrost formy w porównaniu do Ultimates 3, ale to wciąż oznacza bardzo słaby poziom. Nowy Jork w przeciągu jednego kadru zamienia się w wodny świat. Na siłę próbuje wmówić się czytelnikom że Dazzler, Human Torch, Nightcrawler czy Wasp są już martwi. Może uwierzyłbym w taki obrót spraw, gdyby pisał to Bendis albo Morrison, ale Loeb? Nah, on na pewno tak po prostu ich nie ubił. Właściwie nic więcej z tego numeru nie wynika, jeszcze poza faktem, że to najwidoczniej Magneto jest odpowiedzialny za katastrofę, tylko że to było wiadomo już przed premierą tego komiksu. Kredytu mojego zaufania Loeb na pewno nie ma, dlatego obawiam się, że największa z dotychczasowych rewolucji w świecie Ultimate zostanie okrutnie spartaczona. Czas pokaże, a numer pierwszy zasługuje na ocenę 4/10.
Gil: Loeb i wszystko jasne. Facet powinien dostać dożywotni tytuł Captain Obvious i zasiąść po prawicy wielkiego boga Ridiculousa. To, w jaki sposób z dramatycznym przerostem formy nad treścią pokazuje rzeczy oczywiste lub absurdalne zasługuje na jakieś wyróżnienie. Może nagrodę Darwina? Szczerze wyznam, że nie obchodzi mnie, czy spuści całe uniwersum Ultimate w toalecie, ale jak widzę wielki szum wokół pierwszego numeru eventu, którego całą zawartość można zmieścić w jednym zdaniu, a w dodatku to zdanie od pół roku przewija się w zapowiedziach, to zbiera mnie pusty śmiech. Pewnie wielu czytelników zostanie przy tym tylko po to, by wiedzieć, co się stało lub dla rysunków. Też się nad tym zastanawiam. Tylko dzięki zawyżającym ocenę rysunkom Fincha dostanie 2/10.
Demogorgon: Jeph Loeb. Dawniej jeden z lepszych scenarzystów komiksowych, że wspomnę słynne Marvelowe "kolorki". Tak było dawniej, ale niestety, po śmierci syna Jeph się wypalił. Nie chcę tu nikogo urazić dosyć odważnym stwierdzeniem (które i tak nie umywa się do tego chamstwa, jakie wypisywali idioci z 4chan), że o ile z jego wcześniejszych komiksów dało się wyciągnąć ciekawe drugie dno, o tyle teraz albo go nie ma, albo sprowadza się ono do "Nie, dalej się nie pozbierałem po stracie". Do tych pierwszych zalicza się jego Hulk, do drugich Fallen Son. Żadne nie są tak dobre jak to, co tworzył wcześniej, choć ta druga kategoria jest nieco wyżej od bezmyślnej tłuczki i olewania continuity. Ultimatum najwyraźniej zalicza się do tej drugiej kategorii. Ale naprawdę, muszę to powiedzieć: Nie rozumiem kto i co zrobił Loebowi lub jego synowi, że ceną za to ma być zniszczenie tak dobrej rzeczy jak Ultimate, taką chałą jak ten komiks. Czy fani, że podoba im się to bardziej niż 616? Czy Brian Bendis i Mark Millar, twórcy Ultimate, mu czymś podpadli? A może zapłacić ma Joe Quesada, który na swojej litości wobec załamanego przyjaciela, która kazała mu przyjść do Loeba z ofertą pracy, kiedy ten już przysięgał nigdy nie pisać komiksów i podnieść go na duchu, wychodzi powoli jak Zabłocki na mydle? A może David Finch, który musi marnować swój niebywały talent na ilustrowanie tego badziewia? Niech mi to ktoś wyjaśni.
Hotaru: Jeph Loeb ma szczęście do rysowników. Rysownicy nie mają szczęścia, kiedy muszą ilustrować scenariusze Jepha Loeba. Tliła się w mym sercu jeszcze nadzieja, że Ultimatum będzie lepsze od Ultimates 3. Cóż - "porzućcie wszelką nadzieję".
Bertoluccio: Przy ocenie tego komiksu mogę pójść dwiema drogami. Albo skupić się na standardowych błędach, niedorzecznościach i głupotach Loeba, albo docenić, co w tym numerze udało mu się zrobić całkiem dobrze. Powiedzmy, że ja postaram się koncetrować na pozytywnych aspektach. Zaraz po tym, jak przebiłem się przez dialogi, które w niektórych przypadkach wołają o pomstę do nieba, dostajemy to, co nam obiecano. Trup ściele się gęsto, każdy zespół najwyraźniej (okaże się pewnie dopiero w następnym numerze) stracił przynajmniej po jednym członku, a może i więcej. Magneto nie żartuje i ostro zabrał się do niszczenia świata. Może ten cross nie będzie powalający fabularnie, ale przynajmniej sprawi, że nie będziemy pewni losu większości pojawiających się w nim postaci. Rysunki Fincha doskonale oddały atmosferę kataklizmu, jaki nawiedził NY, ale muszę go zganiać za paskudnie narysowane twarze bohaterów w niektórych kadrach.
Całościowo na dobry początek dam 5/10 i liczę, że następny numer będzie się również trzymał w tej części skali ocen, bo na znaczną poprawę scenariuszy Loeba dawno już przestałem liczyć.

MikeyLou: No, na razie źle nie jest. Myślałam szczerze, że będzie dużo gorzej. Trup ściele się gęsto, na razie bilans przedstawia się zachęcająco, a wyrzucenie większości ultimate serii z produkcji mogło by nawet oznaczać (o zgrozo!), że the dead stay dead. Na razie za dużo się nie stało konkretnego, więc nie ma jak oceniać, ale męczy mnie jedna rzecz. Po co tak trąbili o tym, że Doom to wszystko zaaranżował i te sprawy, skoro facet najwyraźniej teraz siedzi u siebie i wie nie więcej niż ktokolwiek inny? Druga sprawa - wyjątkowo kretyńsko zachował się geniusz-rezydent, który w obliczu totalnej zagłady postanowił bardzo potężnego potencjalnego sojusznika potraktować prądem zanim wysłuchał jakiegokolwiek wyjaśnienia. Ogólnie jednak numeru nie spisuję na całkowite straty, Loeb pisał dużo gorsze rzeczy. Czekam, jak się rozwinie. Choć doświadczenie z Loebtimatesami podpowiada, że na koniec i tak się okaże, że Wanda i Pietro żyją, ale zwiali na Bora Bora, żeby wziąć potajemnie ślub i do końca swoich szczęśliwych żywotów płodzić kazirodcze dzieci. Tyle.

Venom: Dark Origin #4
Gil: No i seryjka wróciła do swojego naturalnego poziomu, czyli znów stała się nudna i niepotrzebna. Jest kilka fajnych ujęć z Venomem, jakiś dobry tekst tu i ówdzie, ale poza tym wszędzie czuć, że akcja jest rozciągana do granic możliwości przed ostatnim numerem. Dam 5/10, bo ani ziębi, ani grzeje.

Wolverine Chop Shop

Gil: Hej, patrzcie, one-shot z Wolverinem! Tego daaaawno nie było... I jaki oryginalny jest. Logan poznaje panienkę, panienka okazuje się niedobra i trzeba usiec kilku łotrzyków, z którymi się kiwa. Jedyną rzeczą oryginalną jest fakt, że tym razem owa panienka przeżyła. No i może jeszcze konfrontacja, której wcześniej nie widzieliśmy, czyli Wolvie kontra złodzieje organów. Tylko chyba trochę przesadzili z tym jego wypatroszeniem, bo kto chciałby kupować śledzionę? Tradycyjnie, łolwerinowego łanszota ocenię na 5/10.

avalonpulse0065h.jpgX-Men: Manifest Destiny #3
Gil: I znów mamy trzy historyjki, które śmiało mogę określić jako: bla, bla i bla. Pierwsze bla jest tak oczywiste, że nawet nie chciało mi się czytać dialogów. Wiedziałem, że to się stanie i stało się. Suprajz, suprajz... Drugie bla to Guggenheim uparcie lansujący stworzoną przez siebie postać. Nawet nieco zdołał mnie zaskoczyć momentami, ale i tak przekombinował w końcu. Trzecie bla jest najciekawsze i najzabawniejsze, a miejscami nawet bardzo dobre, co jednak nie zmienia faktu, że można je traktować tylko jak kolejne bla. Absolutnie nie poruszające i niepotrzebne wydawnictwo, ale za ostatnie bla może dostać nawet 5/10.
Hotaru: Drażni mnie już, że opowieść o Bobbym i Raven dostajemy w tak małych dawkach. To zabija przyjemność z lektury - mogliby wydać jednego poświęconego im one-shota, a nie ciągnąć i ciągnąć jak ścierwo za motorówką podczas polowania na rekiny. W następnej historyjce po raz pierwszy spotkałem Graymalkina i chociaż spodziewałem się czegoś gorszego, to było całkiem spoko. Mam tylko nadzieję, że jego rozmowa z Vickiem nie będzie zwiastowała początku czegoś więcej. Historyjka o Peterze wyszła całkiem rozrywkowo, chociażby dzięki kilku zabawnym momentom. Jako całość prezentuje się całkiem ok, ale gdyby ten numer nigdy się nie ukazał, też niczego byśmy nie stracili.
LeGol: Pierwszej historii nie będę komentował, po prostu jakimś cudem przeoczyłem poprzedni numer i nie jestem z historią Drake'a na bieżąco.
"Abomination" przeczytałem dwie strony i resztę przekartkowałem, nie wciągnęła mnie historia typa, co 200 lat przeleżał w trumnie.
Co do "Uncheerable" i Colossusa, to.. hmm, dobre to było. Ot, kolejna historyjka-zapychacz, ale... Ładnie przedstawia podejście "żelaznego" do życia po wydarzeniach w AXM, a całe przedsięwzięcia X-rodzinki, by polepszyć humor Piotra, są nawet zabawne (Logan przysięgający Kurtowi, że on nic nie zrobił z wagonem i wychodząca z cienia Laura nawet sprawiły, że lekko się zaśmiałem, co mi się niezbyt często zdarza przy komiksach).


X-Men/Spider-Man #1
Gil: Dokładnie to, czego się spodziewałem. I dlatego mi się podoba. Gage ponownie napisał niezobowiązujące czytadło, ale przy tym udało mu się uchwycić coś z ducha epoki i odpowiednio operować postaciami, więc wypada całkiem przyjemnie. Zastanawiam się, jak bardzo abstrakcyjne mogło się to wydać czytelnikowi, który nigdy nie czytał komiksów z lat sześćdziesiątych, ale może właśnie w tym leży siła serii? Ciekawym elementem jest wyciągnięcie Sinistera w końcówce, które daje nadzieję na jakąś większą złożoność kolejnych części. Rysunki dosyć nierówne, ale generalnie dają radę, więc nie będę się czepiał i dam całości 6/10.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0065a.jpgPunisher War Journal vol. 2 Annual #1

Autor: Dave Wilkins

Gamart: Okładka z punktu widzenia technicznego jest średnią i Wilkinsa stać na duzo lepszą pracę [niesamowite covery do Marvel Comics Presents #6, Black Panther #35 czy X-Men: Manifest Destiny #1), ale absurdalny pomysł połączenia mrocznego rysunku Franka z kolorowymi gwiazdkami sprawia, że można ją na dłużej zapamiętać. Ot, fajny pomysł w tygodniu, gdy innych szczególnie ciekawych okładek nie ma.



avalonpulse0065b.jpgWolverine: Chop Shop

Autor:
Tomer Hanuka

Lex: Zawsze lubię, gdy okładka ma jakiś związek z historią wewnątrz i stąd dodatkowe punkty dla tej ilustracji. Fabuła tyczy się handlarzy ludzkimi organami i dlatego mamy lekko makabryczny widok wnętrzności Wolverine'a. Szkoda, że środkowy pasek, z przedstawionymi organami, nie jest nałożony bezpośrednio na sylwetkę Logana (przez to mamy na ilustracji dwie pary oczu), ale debiut w Marvelu pana Hanuka można uznać za udany.



avalonpulse0065c.jpgX-Men: Manifest Destiny #3

Autor: Humberto Ramos

Hotaru: Szczerze powiem, że wybrałem tę okładkę z 2 powodów. 1) Runaways vol. 1 #15 i 2) Runaways vol. 2 #21. Te dwie okładki zlały mi się w jedną i widząc ten cover autorstwa Ramosa od razu pomyślałem "to powinna być Molly". Ale i bez niej jest nieźle.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.11.05


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.