Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #64 (03.11.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 3 listopada 2008 Numer: 39/2008 (64)


W tym tygodniu nie zabrakło nam niczego: świetne tie-iny do Secret Invasion i tragiczne nawiązania do tego crossovera. Annuale przeróżnej jakości. Do tego kilka epilogów miniserii i dwa x-tytuły z najwyższej półki.



Astonishing X-Men Ghost Boxes #1 avalonpulse0064c.jpg
Gil: Z jednej strony: co to kurde za moda na wydawanie miniserii zapychanych krótkimi opowiastkami najwyżej na pół numeru? Z drugiej jednak: kurczę, dobre to. Dostajemy spojrzenie na ostatnie wydarzenia z perspektywy agenta i nie wiadomo, czy to jego wybujała wyobraźnia, zwykłe kłamstwo, czy przedwczesny wybieg w przyszłość. W drugiej części wpadamy na chwilę do świata analogowych X-Men, który ma niezwykły urok zarówno w warstwie fabularnej, jak i graficznej. Mogę dać średnio-słabe 7/10, ale wolałbym jednak przeczytać dalszy ciąg historii w serii.
Hotaru: Jedyna rzecz godna polecenia w tym numerze to rysunki Adiego Granova i przedruk skryptu Ellisa na koniec numeru. Wszystko inne jest nudne i nie potrafiło mnie zaintrygować. Tak sobie myślę, że sens wydawania czegoś takiego byłby tylko wtedy, gdyby miało to budować jakiś większy plan, jaki Ellis ma na swój run w Astonishing (run, nie historię). Jeśli tak jest, to wrócę do tego komiksu i może wtedy, kiedy będę już znał więcej elementów układanki, będę w stanie go docenić. Na razie są to 2 puzzle pozbawione większego kontekstu.
Alain: Zwykle słowa "Warren Ellis" wystarczą, żebym wydał najwyższą notę, ale tym razem dodam jeszcze słowa "Steampunk X-Men" oraz "Emma Frost na szezlongu". Pierwsza historia nieco słabsza od drugiej (co nie znaczy, że słaba), ale za to daje głębszy wgląd w historię, którą buduje Ellis. Która, jak wszystkie historie budowane przez Ellisa, zapowiada się na "bardzo dobrą" z szansą na "genialną". Do tego przyznam, że ciągle jeszcze dziwią mnie numery Astonishing X-Men następujące tak szybko po sobie nawzajem...
MikeyLou: Niezłe, choć czekam, jak się akcja rozwinie później. Trzeba się cieszyć z faktu, że istnieje druga główna x-seria. UXM ostatnio leci na łeb na szyję do tego stopnia, że ciekawszym zajęciem wydaje mi się czytanie prawa karnego na wykłady. Druga historyjka zaciekawiła mnie szczególnie, "X-Society" w wydaniu "Lords and Ladies, hebratka po południu, pokazywanie jakichkolwiek emocji jest dla motłochu!" wygląda jakoś świeżo. A Adi Granov jest jednym z moich ulubieńców od kiedy zilustrował Extremis.

Amazing Spider-Man #575
Gil: Jak tylko zobaczyłem szczurka na pierwszej stronie, połknąłem haczyk, a czytając dalej łyknąłem i wędkę, i wędkarza. Początek jest absolutnie genialny i sprawił, że spadłem z łóżka ze śmiechu. Nie tylko teksty Grety i komentarze pajęczaka są świetne, ale też grafika, bo Bachalo jest stworzony do rysowania takich kwasów. No dobra, a co dalej? Dalej robi się bardziej mrocznie i gangstersko. Kelly świetnie poprowadził konfrontację: gangster vs. gangsta, a odświeżone oblicze Hammerheada sprawdziło się całkowicie. Lekki i rozbrajający początek równoważy dość mocna końcówka. Za bardzo dobry scenariusz i świetne rysunki wystawiam mocne 7/10.
CrissCross:
Takie to jakieś słabe strasznie. Ale sama historia nie jest aż taka kiepska, jak kreska. No i jeszcze ta akcja na początku. Po co to komu było? Jeśli miało być śmieszne, to udało się jedynie osiągnąć "poziom żałosny".
MrG: Za Bachalo +3 do oceny. A sama fabuła? Hmm, miesza mi postać Mr. Negative, który to dej pory był swego rodzaju anty-bohaterem, a angażując się w gangi... w sumie wybija je, może taki byl cel. Still - coś mi nie gra. A nowy Hammerhead podoba mi się. 7/10
Krzycer: Mam mieszane uczucia co do sekwencji otwierającej numer. Potem było lepiej, dużo lepiej. Hammerhead w nowym wydaniu jest naprawdę, naprawdę dobry. Mały plusik za próbującego być groźnym Pająka.
Bachalo niestety nie jest w takiej formie, jak przy historii "Blizzard" czy jego numerach X-Men, ale mam nadzieję, że to chwilowy spadek.


Amazing Spider-Man
vol. 2 Annual #1
Gil: Witamy na festiwalu samozachwytu autorstwa Marca Guggenheima. Pan scenarzysta skupia się na swojej postaci i swoich historiach, przypominając swoje numery i wyciągając z niebytu łotrzyków, których sam stworzył, a przy okazji wspominając też o swoim serialu i wyraźnie rozpływając się w swoim pseudonaukowym bełkocie. A wszystko to aby pokazać, jak genialnym jest scenarzystą i spuścić w toalecie postać, której jedyną mocną stroną był fakt, że czytelnicy mieli nadzieję na jakikolwiek jej związek z drugim dnem fabuły i możliwością jego rozwiązania. Zgoda, poczułem się zaskoczony, ale miła niespodzianka to nie była. Teraz pewnie wylezie nam druga Jackpot... Poza tym, jak zwykle spora dawka bullshitu sytuacyjnego. Rysunki generalnie w porządku, ale co u diabła jest z tą fryzurą Jackpot? Więcej jak 5/10 nie dam.
CrissCross:
Jackpot caput? Nie wydaje mnie się. Za proste to jakieś. No chyba, że chcą wykończyć wszystkich związanych z BND i wrócić do stanu poprzedniego. W takim wypadku POPIERAM! Ale niestety to raczej złudne marzenia. Wielki sekret okazał się zmarnowanym czasem i niczym więcej. A w Marvelu, tak jak w przyrodzie, nic nie ginie.
Krzycer: Hm. Mam wrażenie, że niepotrzebnie to wszystko zostało skomplikowane. Oczywiście teraz Sara Ehret ponownie przywdzieje kostium, motywowana poczuciem winy za śmierć jak-jej-tam, tak jak Pająk robi wszystko ze względu na kompleks wujka Bena. Tylko po co to wszystko?
I jeszcze sidenote: po M-Day MGH przestało działać, co było powiedziane w "Endangered Species".


avalonpulse0064d.jpgAvengers: The Initiative #18
Gil: Ależ nam się wysypało tych grup Inicjatywy... Szkoda tylko, że nazwy mają coraz głupsze, ale trudno się mówi. Wyszło też na jaw, po co właściwie Skrullom była Inicjatywa, a ściślej mówiąc - jej bazy. Ma to sens jakiś, ale jeśli znów się okaże, że plany najeźdźców w różnych seriach się rozjadą albo zaczną sobie przeszkadzać wzajemnie, to będę bardzo niepocieszony. Zdemaskowaliśmy kolejnych trzech Skrullów, więc zostało tylko... 40? Dla odmiany wygląda na to, że stary Devil-Slayer robi miejsce nowemu. Mocną stroną numeru jest powrót Cloud 9, której bliżej teraz do Punishera niż roześmianej nastolatki, ale najmocniejszą są rysunki, które noszą dość wyraźne ślady inspiracji stylem Jae Lee, zwłaszcza w sposobie tuszowania. Kolejne 7/10 i znów z tych wyższych warstw.
Hotaru: Initiative nie był równym tytułem. Zdarzały sie numery biedne, ale i całe historie z przebłyskami geniuszu, które wciągały jak bagno. Niestety, od czasu, kiedy komiks wkroczył w fazę Seketnej Inwazji, stracił dla mnie resztki uroku. A szkoda, bo niektóre z tych postaci autentycznie polubiłem, intrygowała mnie tożsamość Mutant Zero, a przez ten interes z tie-inami mam ochotę rzucić to w trzy diabły. Kiedy Secret Invasion dobiegnie końca, otworzę szampana. I na 100% będę świętował co innego, niż Bendis.
Undercik: Jeden z lepszych tie-inów do inwazji. Dzięki niemu zacząłem się interesować tym tytułem. Od strony graficznej dobrze. Ant-Man, który w poprzednim numerze dał popis, tym razem kończy swą akcję, a Dum Dum-skrull przemawiający do drużyn Inicjatywy - bezcenne.
Lokus: Zdecydowanie najlepszy z Inwazyjnych tie-inów i jak dla mnie najlepszy tegoroczny tytuł z Avengers w nazwie. Dlatego tym bardziej boję się odejścia po Inwazji jednego ze scenarzystów. Wiele bardzo ciekawych momentów i niesamowity Ant-Man. Rysunki też bardzo fajne i tylko tak dalej. Ten komiks to chyba jeden z niewielu już argumentów na plus dla istnienia Inicjatywy. 8/10
MikeyLou: Inicjatywa trzyma poziom, jako jeden z niewielu tytułów ostatnio. Na pewno jako jedyna seria o mścicielach. Strach i zwątpienie siane przez Skrull Dugana działają perfekcyjnie. Steve Kurth daje radę z oprawą graficzną. To nie to samo, co Caselli, ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Na duży plus: Cloud 9 jako prawdziwy Hitman (choć mam dziwne wrażenie, że ta nagła zmiana charakteru odbije sie na niej niedługo w bardzo brzydki sposób). Na duży minus: Po kiego grzyba tam w ogóle wstawiają tego Ant-Mana? Ani to ciekawe, ani nie wnosi nic do fabuły. Tylko upierdliwy jest. I -- co ważniejsze -- jak się ludzi nęci wstrętnie mówiąc, że się ujawni tożsamość Mutanta Zero, to w dobrym tonie byłoby pokazać ją choć na JEDNYM PANELU.

Captain America Theater Of War Operation Zero-Point

Gil: No proszę, Knauffowie wyczytali gdzieś teorię, że hitlerowcy budowali w Polsce UFO i przekuli ją w całkiem przyjemny kawałek historyjki. Czyta się dobrze, bo jest płynna i ma swój polot, ale w powietrzu wiszą pytania typu: "gdzie jest Bucky?" albo "dlaczego Cap gada sam do siebie, jakby mu czegoś brakowało?" Przeciwnik, stworzony specjalnie na tę okazję, robi dobre wrażenie i można przymknąć oko na fakt, że jest technicznie nieprawidłowy. Końcówka raczej przewidywalna, ale ważne, że wrażenia pozytywne. Mocne 6/10 dostanie.
Krzycer:
Kapitan Ameryka rozwala nazistowskie ufo testowane w okupowanej Polsce.
Czego chcieć więcej? Może szkoda, że Knaufowie tak szybko pozbyli się Lior i jej dekoltu.


Immortal Iron Fist
#19

Gil: Wciąż na pierwszym miejscu na liście moich życzeń odnośnie tytułu jest wymiana rysownika. Wymiana scenarzysty szybko pojawi się na drugim, jeśli będzie dalej podążał w tym kierunku, bo chociaż trzyma się wątków pozostawionych przez poprzedników, coraz częściej zjeżdża gdzieś na bagniste rozdroża. Plus za zastosowanie Nieśmiertelnych Broni, minus za szybkie ich zejście ze sceny i absolutnie naiwny sposób podejścia Danny'ego. Czekam na rozwiązanie problemu gościa z potworem w szyi, a na razie przyzwoite 6/10.
Undercik:
Świetny numer. Masa rzeczy, które mi pozostaną w pamięci, a to wejście Immortal weapons, a to walka dzieci ze sobą, a to powody, dlaczego Orson popada w nałogi. Końcówka też dobra, no i dająca pytanie, co się stanie z Randem?
Lokus: Kolejny bardzo dobry numer. Duane dużo lepszy niż w Cable i do tego z dużo lepszym rysownikiem niż tam. Nie wiem, czy ta seria dobrze się sprzedaje, ale liczę na jej jeszcze długą obecność, najlepiej na podobnym poziomie. Gdyby nie Nova to byłby bezsprzecznie numer tygodnia. 9/10
Krzycer:
Wejście Nieśmiertelnych Broni na piątkę z plusem i certyfikat "klimatu >>Iron Fista<< Brubakera". Reszta wcale niezła. Jest nadzieja dla Swierczynskiego.

Incredible Hercules
#122
avalonpulse0064e.jpg
Gil: Jeśli będziemy wybierać panel roku, to dwa pierwsze miejsca na mojej liście wyjdą właśnie z tego numeru: Herc uciekający przed Amazonkami we flashbacku i wielki okejos. Dla odmiany, zamykający numer tekst może śmiało pretendować do tytułu cytatu roku. A tak w ogóle, to cały ten numer jest rozbrajający, od wiersza Safony po liftingu w roli recapu, po spętanego Posejdona. Coraz bardziej wydaje mi się, że to Van Lente powinien zbierać laury za przygody Herca, bo to jego wersja zombiaków bardziej przypomina tutejszy klimat, niż pozostałe serie Paka. Mój numer tygodnia z zasłużona oceną 8/10.
MrG:
Trochę za luzacko się robi, ale co tam... Ta seria zaczyna mieć w sobie coś z PADa, a to barrrdzo dobrze. Tylko czy Namor tam nie wywola jakiegoś continuity screw-upu? w końcu Atlantydzi zwiali do Latverii. 8/10
Krzycer: Uśmiechnięty Hercules i jego kciuk to szczytowy punkt numeru, od razu skontrowany niewesołym losem Hippolity. Reszta numeru utrzymuje poziom, jest też coś cudownie pulpowego w końcówce "ani kroku, bo rozwalę łeb waszemu bogu!".
MikeyLou: Uwielbiam Herca, cokolwiek się dzieje. TO jest facet, którego jedynym życiowym celem są zdrowa łupanka i piękne kobiety. Old School na całego. A, że dobrał się akurat z Namorem, który słynie z równie wyrafinowanych technik negocjacji - tym więcej radości dla mnie. Plus - pierwszy panel na stronie 14? CUDO. Na łupance też się nie zawiodłam. Jak można się zawieść na armii wyjątkowo wrednych i skąpo ubranych Amazonek? A, że jakiś Posejdon tam się przewija... no, fakt.

Marvel 1985
#6

Gil: Nareszcie koniec. I co się okazało? Otóż okazało się, że seria była jednak o tym, o czym od początku myślałem, czyli o niczym. Pan Millar flaszki nie dostanie, bo się nie spisał. Nie ma w tym zupełnie nic interesującego, zaskakującego ani poruszającego. Nie ma nawet shock-value Kick-Assa, ani w ogóle żadnej innej value. Seria obliczona na pogrywanie związkiem czytelnik-komiks zawiodła na całej linii. Ocena: 2/10.
Hotaru: Z dużej chmury mały deszcz. Kapuśniaczek. Aerozol wodny. Niewypał na całej linii. Miałem wielką nadzieję, że po zakończeniu 1985 okaże się czymś więcej, niż sumą części składowych, ale tak się nie stało. Jest to fabularny gniot i nie żałuję czasu z nim spędzonym tylko dzięki rysunkom Edwardsa. Czyżby Civil War tak wypaliła Millara, że od tego czasu nie jest w stanie napisać niczego na poziomie, do którego zdążył nas przyzwyczaić? Najwyższy czas się otrząsnąć.
Alain: I już? To jest ta wielka historia twórcy The Ultimates? Jestem zawiedziony. Nie, żeby ta historia była jakaś specjalnie zła, ale specjalnie dobra też nie była. W ogóle była strasznie nijaka. Nie wiem, czy to przypadkiem nie gorzej. Millar miał do dyspozycji niezły pomysł, znakomity materiał i naprawdę dobrego rysownika. A wysmażył coś takiego. Niech lepiej wraca do Ultimate, tam się lepiej sprawdza.

Marvel Apes
#4

Gil: No i się skończyło. Wielką bitwą, bo jakżeby inaczej. I niespodzianka - ci dobrzy wygrali, ale nie do końca, bo przecież trzeba zostawić sobie jakąś furtkę. Właściwie, zamiast jednej furtki, autorzy postawili ogrodzenie składające się z samych furtek. Speedball przeniknął do świata #616 i chce dołączyć do Avengers. Na pewno będzie w tej nowej Dark serii. Jakiś chłopaczyna znalazł magiczną maskę i teraz będzie... czym? Boy X? Man X? Luchador X? Wyszło z tego takie sobie, nienajgorsze czytadło, ale dalszego ciągu jednak wolałbym nie oglądać. Wystawię słabe 6/10.
MrG:
Niaaah, zwykła naparzanka, nie miała stylu porzednich trzech numerów. Nadal fajne, ale nie aż tak fajne. No i mamy Human X. Za to ostatnia historyjka z Watcher Watcherem świetna, dawno nie uśmiałem się przy komiksie. No i za panel ze Speedballem przychodzącym do Avengers plus się należy. 7/10
Krzycer: No i koniec tego monkey business. Miniseria była zaskakująco przyjemna. Na ostatni numer już nie starczyło zwrotów akcji i dostaliśmy tylko łubu-du, ale i tak - było dobrze.
No i Watcher Watcher - poezja :)


avalonpulse0064f.jpgNova vol. 4 #18
Gil: Wrócił Quasar, wrócił Worldmind, wrócił Nova Corps... Festiwal szczęśliwych powrotów, jak nic. Pierwsze dwa zostały już logicznie wyjaśnione, więc teraz poczekamy na ten trzeci, który zajmie nam kilka kolejnych numerów i mam nadzieję, że będzie równie dobry. A tymczasem mamy wielkie zielonych tyłków kopanie, w którym scenarzyści i rysownik udowadniają, że z szybką akcją także świetnie sobie radzą. Absolutnie nie ma się do czego przyczepić, ale jakieś wyjątkowo górnolotne to też nie jest, więc damy porządne 7/10.
hitano:
Numer tygodnia, dlaczego, to za chwilę. Otóż oczywiście dostajemy rozpizdówkę w PEGASUSIE, Nova z Quasarem dwoi się i troi. Darkhawk też sobie radzi. Jednak numer należy do Worlmindu, tym razem w osobowej formie. Piekna sprawa ze strony Abnetta i Lanninga. No i końcóweczka to decyzja IMO najlepsza od pomysłu z Annihilation, tylko tym razem bez tak dużego echa. NOVA CORPS ARE BACK! Rysunki Alvesa bardzo fajne. 10/10
CrissCross: Dużo akcji w klimacie kosmicznego Marvela. Nie interesuję się akurat tymi dziejami, ale tutaj można poczytać i pooglądać. Na pewno, obok Inicjatywy, jeden z lepszych inwazyjnych komiksów.
Lokus: Numer Tygodnia!!! Generalnie nieco wyżej Hitano napisał wszystko, co można powiedzieć. Jedno tylko mnie zastanawia: Czy odrodzenie Nova Corps to jakaś odpowiedź na Korpus Zielonych Latarni z DC, który ostatnimi czasy stał się za wielką wodą bardzo popularny? Niemniej jak już wcześniej wspomniałem, numer tygodnia i moje pierwsze tutaj 10/10
MrG: Cala inwazja ma tu niewiele wspólnego, chyba że Nova Corps pojawią się na koniec SI. A ogólnie - wszystko świetnie (jak zwykle) i na koniec nowi Nova, i panel w 100% zerżnięty z Green Lantern Corps. Ale nadal dobre 8/10

Secret Invasion: Thor
#3

Gil: I znów forma góruje nad treścią, czyli rysunki są lepsze od scenariusza. Thor i Bill z zupełnie niezrozumiałych przyczyn strasznie się męczą ze Skrullicą, chociaż słabsi od nich radzili sobie bez większych problemów. Ostatecznie zrzucają na nią cały Asgard, po czym Thor rusza do Nowego Jorku, zwoływać kumpli na bitkę, a Bill odlatuje sobie w kosmos, bo ma kiepskiego agenta i nie załatwił mu miejsca w scenariuszu ciągu dalszego.
Typowy Fraction, najwyżej na 5/10.
MrG:
Beta-Ray Bill wrócił. Poza tym ta seria nie miała sensu. 2/10

Secret Invasion: X-Men
#3

Gil: Po pierwsze, jest zauważalna zmiana rysownika. Nie na jakiegoś o niebo lepszego, ale na trochę lepszego, więc to mały plus. Po drugie, Emma wcale nie zeszła, tylko poszła walczyć z telepatycznymi Skrullami i oczywiście skopała im pomarszczone brody. No i wreszcie, Hank z drobną pomocą Kurta znalazł sposób na najeźdźców, czyli masowe Skrullobójstwo. I ten fragment akurat zdołał mnie zainteresować, bo chociaż nie wierzę, że zdecydują się na taki krok, to chętnie zobaczę, jakie argumenty etyczne zaprezentuje Carey w następnym numerze. Za ten powrót do cięższych warstw historii dam słabe 6/10.
Hotaru: Ten tytuł jest tak bezcelowy, że aż mam problem z napisaniem czegokolwiek innego poza "strata czasu". A ponieważ to nie powinien być mój problem, tylko Marvela, to na tym zakończę.
CrissCross: Kreska jest słabiutka i irytująca. Fabuła natomiast... jeszcze w miarę, ale do pewnego momentu. Walka mutantów z zielonymi ciekawie rozpisana, taka partyzantka. Ale pomysł z wirusem spuścizny to chyba troszkę przesada. Autor powinien sobie zdawać sprawę, że wypuszczenie tego grozi powrotem plagi również dla mutantów. Jak dla mnie pomysł jest albo samobójczy albo nieprzemyślany.
Krzycer:
No cóż, jest to z grubsza niepotrzebny tie-in - ale Carey nie zawodzi i w dalszym ciągu czyta się to wcale fajnie. No i dowodzi, że X-Men mogą istnieć, funkcjonować i znakomicie dawać sobie radę bez Wolverine'a :)
Dodatkowy plus za wymianę rysownika. Nie jest to znaczna poprawa, ale zawsze.


Thor
vol.
3 #11 avalonpulse0064g.jpg
Gil: Numer zaczyna się dość lekko, by później z każdą stroną nabierać ciężkości. Najpierw przez argumenty Lokinki, później przez przypomnienie o losie Sif, śmierć w Asgardzie i moment kulminacyjny, czyli rozmowę z duchem. Przyznam, że miałem trochę ciary, bo sposób rozegrania tej sceny miał bardzo klasyczny charakter, ocierający się o Hamleta czy drugą część Dziadów, i wzbudził reakcję z pewnością pożądaną przez autora. Nie tylko klimat, ale też wymowa sceny jest odpowiednio mocna i trafia z przesłaniem. A później mamy minutę ciszy i powrót do skomplikowanej rzeczywistości. Jest to numer bardzo dobry i mocny, okraszony świetnymi rysunkami, a pola Herkulesowi ustąpił tylko dlatego, że byłem w lekkim nastroju. Niemniej, zasłużone 8/10 dostanie.
Alain:
Kreska lepsza niż historia. Czy coś ważnego właściwie wydarzyło się w tym numerze? Sif jest nadal uwięziona w ciele starej kobiety, Loki nadal kombinuje jak koń (ośmionogi) pod górę, a Captain America jest nadal martwy. A, i Volstagg ma grube kości. Ahahahahahah, wyborna krotochwila. Mogę już iść? Dziękuję.
Lokus:
Ciekawe, czy po zmianie numeracji seria przejdzie w tryb bardziej przypominający miesięczny. Fajnie by było, bo to (póki co) bardzo dobra seria jest, choć może nie aż tak, jak na początku. Niemniej jednak z ciekawością będę zaglądać do następnych numerów. A co my tutaj mamy? Jak na serię o Thorze jest go jakoś tak mało, na szczęście pozostali Asgardczycy również ciekawi, zwłaszcza Loki. 7/10
MrG: Świetne rozliczenie się ze śmiercią Capa, świetny motyw ze śmiertelnością Asgardczyków. Świetne rysunki Coipela. Nie ma się czego przyczepić. 9/10
Krzycer:
"Dziady" w wydaniu amerykańskim. Nie da się ukryć, że sprawnie zrealizowane. Fajnie wypada i rozmowa Thora z duchem Rogersa, i przepychanki w Asgardzie. Straczynski wraca do formy.

Ultimate Captain America Annual #1
Alain:
Opowiem wam pewną historię.
Pewnego dnia człowiek imieniem Jeph obudził się i ujrzał, że tłum niezadowolonych czytelniów pod jego domem jest większy niż zazwyczaj. Nie wzruszyło go to (był bowiem przyzwyczajony do takich widoków), aż do momentu, kiedy ujrzał wśród pikietujących Reginalda Hudlina wymachującego nieżyczliwie afrykańską dzidą w stronę jego okna. Cóż to się stało, pomyślał człowiek zwany Jeph, wszak ludzie naszych talentów i o takim szacunku fanów jak my powinni trzymać się razem. Wśród okrzyków potępienia i ciskanych w jego stronę kamieni, człowiek zwany Jeph zdołał wychwycić, że powodem gniewu Hudlina jest postać Black Panthera w The Ultimates 3, który wbrew wszelkim normom okazał się biały. Aby się nieco zrehabilitować, pomyślał człowiek imieniem Jeph, napiszę historię o "prawdziwym" Black Pantherze! I dodam mu pazury, jak u Wolverine'a, tylko krótsze i mniej użytkowe, gdyż Wolverine się dobrze sprzedaje! I zabiorę mu struny głosowe, gdyż nie potrafię wymyślać przekonywujących dialogów! A Wakanda pozostanie praktycznie niezmieniona, gdyż nie chcę mi się wymyślać nic nowego, bardziej pasującego do świata Ultimate! Jak pomyślał, tak uczynił.
A tłum pod jego domem gęstniał...

MrG: A mi się podobalo. Taka wizja Black Panthera ma sens. Jedyny zgrzyt to: przed kim niby Cap miał zgrywać T'Challę, skoro Nick jest w Supremeverse? 6/10
Krzycer: Hmmm... Jak na Loeba to nawet znośne. Niepotrzebne, rzecz jasna, ale znośne. No i fakt, że problemem "po co Rogers udaje Panterę, skoro Fury jest w innej rzeczywistości" Loeb się nie przejął.
MikeyLou: LITOŚCI. Niech ktoś weźmie Loeba i wykopie go z powrotem do DC. Tam sobie radził lepiej. Tam sobie radził W OGÓLE. Tak. Naturalnie. Cap przebiera się od czasu do czasu za czarnego mutanta, żeby ten mógł sobie sprawić wakacje - Safari. Super. Kiedyś widziałam odcinek South Parka, gdzie śmiali się z dowcipów w Family Guyu. Pokazali wielkie akwarium, z którego manaty wyciągały kulki z losowo wybranymi hasłami. Typu "randka", "Jezus", "Haiti". I tak powstawał dowcip.

Ultimate Spider-Man Annual #3
Hotaru: W tym annualu nie brakuje tego, co tak mi się podoba w samej serii - żywych dialogów nastolatków. Rozmowy Petera są jak żywe srebro i dostarczały mi mnóstwa frajdy. Co się tyczy zaś akcji, to nie wywarła na mnie żadnego wrażenia, ani na plus, ani na minus. Co do rysunków mam za to mieszane uczucia, bo do niektórych scen pasowały jak ulał, podczas gdy do innych jak Hudlin do edytora tekstu. Fani Ultimate Pająka zapewne i tak przeczytają, a pozostali zignorują.

Alain: Jak to możliwe, że aby przeczytać dobrą historię o Spider-Manie, muszę czytać rzeczy napisane do uniwersum, które jest tylko dodatkiem do tego podstawowego i głównego? No jak? Poza tym, zauważyliście, że Bendis pisze lepiej, kiedy nie wpada w samouwielbienie? I że nowy Mysterio wydaje się całkiem niezłą postacią? I dlaczego cały czas piszę pytaniami? Czy to nie dziwne?
Może powinienem znowu wziąć witaminki?

MrG: Nic wielkiego. Zwykły, dobry poziom USM. Mysterio jako człowiek z głową w chmurze? Oby tą chmurą nie był Galactus, bo fani wpadną w nerdrage :D I, z całym szacunkiem, odnoszę wrażenie, że Bendis zbyt doi tę Parkerową niedojrzałość. W końcu Spidey stanie się 16-17-18 latkiem. 7/10

avalonpulse0064h.jpgX-Force vol. 3 #8
Gil: I znów dałem się kupić na pierwszej stronie, gdy tylko zauważyłem znajomy fragment tekstu Nine Inch Nails. Szczęśliwie, ciąg dalszy zdołał utrzymać moją uwagę. Wprowadzenie Domino to dobry pomysł, bo wybitnie tutaj pasuje, wgląd w umysł Warrena i przejawy powrotu warunkowania Apocalypse'a to pomysł jeszcze lepszy, bo swego czasu było to mój ulubiony wątek. Sama gonitwa za Vanisherem również jest dobra, a sposób jego załatwienia oryginalny, chociaż widać, że nie tak hardcorowy, jak ma wyglądać. Zastanawia mnie tylko ten Demon Bear na końcu, ale mam nadzieję, że scenarzyści jakoś logicznie to wyjaśnią. Na razie świetnie im idzie, podobnie jak rysownikowi, więc mocne 7/10 się należy.

Hotaru:
Numer tygodnia, ale nie oszukujmy się, konkurencji to on nie miał żadnej. Rysunki Choia stoją tu jednak na tak wysokim poziomie, że rozważałbym jego kandydaturę nawet w bardziej zaciekłym tygodniu. Fabularnie też jest nieźle, a nawet momentami bardzo dobrze, nadal jednak nie jestem przekonany do tej linii fabularnej. Mam jednak nadzieję, że moje wątpliwości rozwieją się przed końcem historii.

Undercik: Jakoś nigdy nie zebrałem się, aby przeczytać coś z tej seri, w końcu mi się udało. Wrażenia super. Najlepszy x-tytuł na rynku. Tutaj i fabuła, i strona graficzna dają radę, i to jak! Jestem pod wrażeniem.
Lokus: Kyle i Yost wymiatają. Nowe X-Force to zdecydowanie najlepszy x-tytuł w tym roku. Już dawno nie było tak ciekawego Warrena i Elixira. Podejrzewam, że jestem w mniejszości, ale jednak ja wolałem styl Craina i już się nie mogę doczekać jego powrotu, choć nie twierdzę, że rysunki w tym numerze są złe. Co to, to nie, jest dobrze, a nawet bardzo. 8/10

Wolverine: Origins #29
Gil: Mam wrażenie, że prace nad tym krosem wyglądały tak: imć Way rzekł do imć Careya: "to ja ci dam się pobawić Dakenem, ale pociągniesz wszystkie moje wątki, a w zamian ja oleję twoją część i też skupię się na swoich wątkach". Tak też zrobili i wszystko w tym numerze skupiło się na tym, jak Wolvie masakruje Hellfire Club i znów wytyka Charliemu, że mu poprzestawiał w głowie żądając, by to samo zrobił z jego synkiem. I w sumie to nawet lepiej, że tak wyszło, bo Way rozwałki pisze przyzwoite, a z treścią prawdziwą mu nie idzie. Może tak zostać. Graficznie niby to wciąż Deodato, ale coś mi tu nie pasuje - spieszył się, czy co? Ocenić to mogę na przyzwoite 6/10.
CrissCross:
Jak dla mnie to typowa kolejna historyjka o Loganie i jego przeszłości. Nie jest porywająca, ale też nie tragiczna. Po prostu jedna z wielu opowieści o facecie, który jest podobno najlepszy w tym, co robi. Z gościnnymi występami Lady Sinister (która średnio przypomina starego dobrego Essexa), Shawa i Xaviera.
Lokus:
No i stało się: po dość długiej przerwie wróciłem do tego tytułu, ale tylko ze względu na crossa z Legacy. I choć historia jest o niebo lepsza, niż regularne wyczyny Waya, to jednak po zakończeniu OS tytuł znów porzucę. Niestety po obiecującej pierwszej części i jeszcze nie najgorszej drugiej następuje tu spadek poziomu i chyba znów muszę liczyć na Careya :D Za ten numer tylko i aż 6/10.
Krzycer: Historia ciągle ta sama, ale w odróżnieniu od one-shota otwierającego crossover tutaj już Way wyziera z dialogów i rozwoju akcji. No i - lubię Deodato, ale Claudine wolę w wersji Eatona.
Poza tym jednak - dobrze jest, szkoda tylko, że ostatni rozdział crossa napisze Way.
No i chciałbym jeszcze kiedyś zobaczyć Strachliwego Lwa :)




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0064a.jpgAvengers: The Initiative #18

Autor:
Mark Brooks

Hotaru: Ta okładka zalicza się do tych z pomysłem. Od kilku lat Marvel wydaje się faworyzować covery z ujęciami postaci, nie niosące z sobą niczego wiecej. Dlatego cieszy, kiedy artyście udaje się przemycić sensowny pomysł, a do tego wprawnie go zrealizować. Brooks ma swoje lepsze i gorsze dni, ale ten rysunek na pewno powstał w tym lepszym.





Gniot tygodnia:


avalonpulse0064b.jpgImmortal Iron Fist #19

Autor:
Travel Foreman

Gil: Seria mogła dotąd poszczycić się serią unikalnych okładek w charakterystycznym stylu, ale jak wiadomo, wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Przyszedł Foreman i dał nam takie coś. Owo coś jest graficznie niepoprawne, ponieważ nie ma wymiarów, ani kierunków, światłocień żyje własnym życiem i dotyczy wyłącznie postaci, tło jest maźnięte ot tak, żeby było, a wszystko ma nam wynagrodzić wygenerowany maszynowo gradient. Ale czego się spodziewać po panu, który w środku nic ładnego nie narysował...?





Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.10.29


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.