Avalon » Publicystyka » Artykuł

X-Oskary 2006

Rok 2006 za niecałą dobę przejdzie do historii i aby tradycji stało się zadość po raz czwarty redakcja Avalonu wyróżni tych najlepszych, jak i najgorszych w mijającym roku. Na początku byliśmy świadkami bezpośrednich skutków "House of M" w postaci "Decimation". Pozostała część roku minęła głównie pod znakiem "Civil War", crossovera który, na zawsze zmieni świat Marvela.

Rok 2006 za niecałą dobę przejdzie do historii i aby tradycji stało się zadość po raz czwarty redakcja Avalonu wyróżni tych najlepszych, jak i najgorszych w mijającym roku. Na początku byliśmy świadkami bezpośrednich skutków "House of M" w postaci "Decimenation". Pozostała część roku minęła głównie pod znakiem "Civil War", crossovera który, na zawsze zmieni świat Marvela. Nie zabrakło oczywiście flagowych tytułów o mutantach, nie związanych z wojną domową które stały na wysokim poziomie. Dzisiaj przypomnimy to co najlepsze w roku 2006, a jutro kiedy już uzupełnicie poziom płynów po szampańskiej sylwestrowej zabawie, zajrzyjcie tu ponownie aby przekonać się co naszym zdaniem okazało się najgorsze.

X-Oskary 2006



Tytul cykliczny:

Cyclop83: Co tu dużo mówić, wybór nie był zbyt trudny. Oczywiście Astonishing X-Men za wspaniałe historie i rysunki.

Foxdie: Trzeba przyznać że w tym roku wiele serii trzymało poziom, ale ze wszystkich po raz kolejny wyrózniało się najbardziej Astonishing X-Men. Dlatego w tej kategorii, serie Whedona i Cassadey'a wyciągam ponad wszelkie oceny a Oscar goes to...no właśnie, wypadałoby przeciąć go w pół i jedną część wręczyć dla "New Avengers" za swietną pierwszą połowę roku. Drugą natomiast obdarowałbym "Uncanny X-Men" za tę druga połowę roku w której New Avengers 'zarażone' przez Civil War wiele straciło. Brubaker sprawił że Uncanny jako flagowy tytuł mutantów, odzyskało swój blask.

Gil Galad: Zacznę od stwierdzenia, że jedno wyróżnienie w każdej kategorii nie wystarczy, więc będę leciał trójkami, ale za to postaram się ograniczyć tylko do tytułów spod znaku X. Pierwsze miejsce w kategorii serii zajmuje bezapelacyjnie Astonishing X-Men, który oprócz walorów artystycznych i fabularnych wyróżnia się także niezwykłą spójnością, fantastycznym prowadzeniem postaci oraz tym 'czymś' co mają najlepsze serie. Niewiele ustępuje mu X-Factor, która pod wieloma względami jest najbardziej dojrzałą z x-serii. Trzecie miejsce należy zaś do X-Men, która w rękach duetu Carey & Bachalo zyskała nową świeżość, a jej akcje podskoczyły o kilkaset procent.

Jaro: Astonishing X-Men. Tu nie ma żadnych wątpliwości, komiks bez słabych punktów. Nic dodać, nic ująć.

Jim Jaspers: Astonishing X-Men. Może juz nie robi tak wielkiego wrażenia jak na początku, ale to chyba gdyż autorzy przyzwyczaili Nas do bardzo wysokiego poziomu każdego zeszytu, każdej strony, każdego kadru...każdego.

maSSive: W przekroju całego roku zdecydowanie "Astonishing X-Men". Każdy kolejny numer Whedona i Cassadaya trzyma w napięciu od początku do końca, a wszystkie razem tworzą naprawdę świetną, spójną historię. Jedyny minus - tylko kilka numerów w ciągu roku - nie umniejsza wielkości tej serii. Ale po piętach depcze jej już "X-Men" Careya, który to tytuł z każdym kolejnym miesiącem zyskuje w moich oczach, dzięki mistrzowskim rysunkom Bachalo, bardzo dobrej fabule i wyjątkowo oryginalnemu składowi grupy z Rogue na czele.

Tabbcia: Już na początku chciałabym zaznaczyć, że jestem osobą wysoce niezdecydowaną, więc zamiast wybierać z kilku moich typów na zasadzie "entliczek-pentliczek", po prostu podawać będę po dwóch, lub trzech nominowanych do Oscarów. W kategorii tytuł cykliczny miałam szczególny problem, ponieważ wiele serii mnie w tym roku bardzo zainteresowało zarówno fabułą, jak i świetną grafiką. Zdecydowanymi liderami pozostają jednak X-Factor oraz Nextwave. Choć oba tytuły różnią się niemal wszystkim - punktem wspólnym pozostaje świetne poczucie humoru autorów - są jednak esencją tego, co lubię w komiksach: dobre rysunki, ciekawie prowadzone postaci (które w X-Factor posiadają przeżycia wewnętrzne, co ostatnio nie jest takie znowu oczywiste), świetny scenariusz i elementy zaskoczenia. Perełki.

The NewlyAwoken: Na samym początku chciałbym zaznaczyć jedną rzecz: moje typy są MOJE. Nie będę was okłamywał, że starałem się być obiektywny i sprawiedliwy. Przeciwnie, obiecuję, że moje oceny będą stronnicze i tak subiektywne, jak tylko pozwoli mi na to poczucie dobrego smaku i własnej godności. Zapewne część przyznanych przeze mnie nominacji do Oscarów większości z Was bardziej będzie pasowała do Malin, a przyznane Maliny w waszym odczuciu będą zasługiwały na Oscary. Jeśli mam być szczery - niewiele mnie to obchodzi i na tym zakończmy naszą dyskusję.
Pozwólcie, że przejdę do nominacji właściwej. Na początku roku, nie pamiętam dokładnie kiedy, ściągnąłem sobie z neta pewną piosenkę, po czym po odsłuchaniu jej kilkadziesiąt razy w kółko (sic!), wrzuciłem do swojej standartowej playlisty, której słucham gdy piszę, czytam, uczę się, słowem - kiedy tylko się da. Za każdym razem, gdy słyszę tę piosenkę, przypominają mi się perypetie pewnej grupy mających nie do końca równo pod sufitem superbohaterów, ich emo arcywroga ze skłonnościami do popadania w depresję i zastępów przerażających ludzi-brokuł, z którymi przyszło im walczyć. Mam oczywiście na myśli wspaniały, niebanalny i wnoszący powiew świeżości do świata Marvela "Nextwave: Agents of H.A.T.E.", a wspomniana piosenka to temat muzyczny serii. Nie pamiętam szczerze powiedziawszy kiedy ostatnio jakikolwiek komiks tego wydawnictwa wywołał u mnie tak długotrwałe spazmy śmiechu i przy czytaniu którego mógłbym się tak wspaniale bawić. Absurdalny, a przy tym inteligentny humor serii, która właśnie taka miała być z założenia - niepoważna i obrazoburcza, pozwolił mi uwierzyć, że w Marvelu nadal istnieją ludzie twórczy, mający ciekawe, niebanalne pomysły. "Nextwave" swoim poziomem przebił wszelkie inne 'humorystyczne' serie, które kiedykolwiek zostały wydane, w tym wszystkie z Deadpoolem. A to jest już osiągnięcie. Naprawdę.

Historia:

Cyclop83: Chyba nikogo nie zaskocze jak powiem, iż najbardziej podobała mi się historia "X-Men: Deadly Genesis" i potem jej następstwa.

Foxdie: Chociaż było wiele innych historii które powaliły fanów na kolana. Chociaż historia ta zaczeła się w roku 2005 to swój finał miała w połowie obecnego. Chociaż napisał ją człowiek który w ostatnich latach pisał raczej shity niż hity. Chociaż wielu z Was za chwile spadnie z krzeseł i zacznie wołać o pomste do nieba to..."X-Men The End" według mnie zasługuje na tytuł najlepszej. Cała trylogia to wielka epicka opowieść o upadku, o wojnie, o miłości, przyjaźni i spóściźnie Xaviera i jego wychowanków. Ten Koniec mutantów spełnił w pełni moje oczekiwania i wiele razy wzruszył ukazując X-Men jako swoisty ród. Zwłaszcza ostatni numer i cała akcja z Phoenix (streszczenia ostatnich numerów juz wkrótce:p).

Gil Galad: Na pierwszym miejscu postawię "Torn" z Astonishing X-Men #13-18, która zwyczajnie okazała się najbardziej interesującą opowieścią roku. Drugie miejsce po równo dla "Re-X-amination" z X-Factor #13 i "Captive Audience" z X-Factor #5, które mogą także konkurować o tytuł najlepszego pojedynczego numeru roku. Kusi mnie, aby trzecie miejsce przyznać "Supernovas" z X-Men, ale nie chcę być monotematyczny, dlatego na równi z nią postawię całą pojechaną w kosmos historię z Nextwave. Nextwave is love!

Jaro: Ex aequo "Torn" z AXM i Civil War jako całość. "Torn" - mistrzostwo świata w zmuszaniu czytelnika do kombinowania na temat "co będzie dalej i o co w ogóle chodzi", najlepszy do tej pory moment i tak doskonałego Astonishing. Do tego błyskotliwe dialogi i świetnie nakreślone postacie. Civil War natomiast trzeba pochwalić raz za sam pomysł, dwa - za echo, jakim Wojna odbiła się komiksowym światku (pęknięty na pół Internet i te sprawy ;)).

Jim Jaspers: Jako fan Humberto Ramosa, przywitałem go w "Wolverine" z otwartymi ramionami. Dzięki niemu "Vendetta" (#42-#47) Logana okazała się dla mnie graficzną rewelacją a dzięki Guggenheimowi bardzo dynamiczną, ciekawą i dobrze eksploatujacą wnętrze Wolviaka (w przenośni i dosłownie;) historią.

maSSive: "Torn" Whedona i Cassadaya. Historia kompletna.

Tabbcia: Trudna sprawa, biorąc pod uwagę, że część z nich nie jest jeszcze skończona. Wydaje mi się, że jedną z najbardziej zaskakujących i wciągających historii było "Torn" z Astonishing X-men. Jeśli zaś chodzi o miniserie, to nie mogłabym nie zwrócić uwagi na Phoenix - Warsong, oraz absolutnie rewelacyjny Apocalypse vs Dracula.

TheNewlyAwoken: Od lat siedemdziesiątych zeszłego wieku, fani X-Men sądzili, że wiedzą wszystko; że znają historię swojego ulubionego zespołu, że pewne fundamentalne zasady są stałe, oczywiste i niezmienne. Pod koniec zeszłego roku zaczęła jednak wychodzić seria, która tymi fundamentami wstrząsnęła, która zniszczyła je do szczętu i przysypała warstwą gruzu. Mowa oczywiście o "X-Men: Deadly Genesis", która samym swoim konceptem obaliła wszystko, w co do tej pory wierzyliśmy i wywróciła świat do góry nogami. Okazało się, że wspaniały i kochany przez wszystkich Profesor X nie jest tak wspaniały, żeby nie powiedzieć, że jest zwykłym dupkiem. Okazało się, że klan Summersów ma jeszcze jednego członka, o którym nikt prócz jednej, jedynej osoby na świecie nie wiedział. Okazało się, że podstawy, na których zbudowana została cała misja, cała istota egzystencji X-Men, od samego początku nie były przestrzegane przez człowieka, który je stworzył. Okazało się, że sama przynależność do X-Men wcale nie czyni z ciebie 'tego dobrego'. Nie wiem, czy ta opowieść, być może niezbyt fortunnie kontynuowana w Uncanny, nie wprowadziła większej rewolucji do świata mutantów, niż osławione House of M i właśnie za tę odwagę we wprowadzaniu zmian, i za robienie tego w naprawdę dobrym stylu, chciałbym przyznać tej historii X-Oscara.

Scenarzysta:

Cyclop83: Bez dwóch zdań: Joss Whedon ! szkoda, że opuszcza Astonishing X-Men niedługo.

Foxdie: Po raz kolejny pomine Whedona który tym co wyczynia w Astonishing plasuje się grubo ponad wszelką klasyfikacją. Brubaker. Ed Brubaker. Za to jak odważnie wstrzasnął całą przeszłością X-Men a teraz pokazuje nam jaki ma to wpływ na przyszłość i to nie tylko X-Men ale całego Shi'ar.

Gil Galad: Wyobraźcie sobie złotą górę, na której szczycie siedzą sobie Joss Whedon, Peter David i Mike Carey, którzy okładają kijami wspinających się Ellisa, Bendisa, Millara i Tieriego, żeby na szczycie nie zrobiło się zbyt tłoczno. Tak wygląda konkurencja wśród najlepszych scenarzystów. ;)

Jaro: Również remis. To był zdecydowanie rok Marka Millara, więc jeden X-Oskar wędruje do niego. CW i The Utimates 2 to chyba wystarczające powody. Drugie wyróżnienie dla Whedona. Powód jest wręcz zadziwiająco trudny do odgadnięcia;).

Jim Jaspers: Joss Whedon. Perfekcjonista. Uwielbiam go za logiczne, dowcipne dialogi, zwroty akcji i...dosłownie wszystko! Wyróżniają się także Craig Kyle i Chris Yost z 'New X-Men' za dynamikę akcji i bezprecedensowość w ich historiach.

maSSive: Ciężki wybór. Joss Whedon jak zwykle niezawodny, ale do tego zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Na szczególną uwagę w mijającym roku zasługują jednak Ed Brubaker i Mark Carey. Obaj panowie całkowicie odmienili oblicze dwóch czołowych wydawnictw o mutantach i obaj uczynili to w świetnym stylu. Oby tak dalej!!

Tabbcia: Jeden? Nie ma mowy. Moje typy to David, Ellis, Whedon, Carey - wybierzcie z nich tego, którego cenicie najbardziej.

TheNewlyAwoken: Pozwólcie, ze zacytuję: "You don't have any claws" "Now it's my turn". "Yeahbuhwhat", "Can't mess with my mind lady. I already lost it" "I'm an X-Men. I don't shoot people. I'm just trying to make a point" "Cry me a river, bitch" all by Joss Whedon. Nuff said.

Rysownik:

Cyclop83: No kto to może być? John Cassaday świetnie uzupełniający geniusz Whedona.

Foxdie: Narysował serie która pretenduje u mnie do tytułu X-Maliny (o tym jutro), ale to właśnie jego rysunki może jakimś cudem wybronią ją, przed zgubnym losem najgorszej historii roku w moim mniemaniu. Jego Emma Frost, albo lepiej, Emma "Phoenix" Frost jest powalająca, a jako że zawsze miałem słabość do kobiecego piękna nie moge postąpić inaczej jak obdarować tym tytułem właśnie Tylera Kirkhama. Jego Kukułki też roxx!

Gil Galad: Nie będę oryginalny, jeśli powiem, że najpierw jest John Cassaday, a potem długo, długo nic. Na szczęście na występy w tym roku zdążyli się załapać Ryan Sook, Roy Allan Martinez, Alex Maleev, Renato Arlem i Pablo Raimondi, bo przepaść byłaby ogromna. W swojej kategorii wyróżniają się także Chris Bachalo, Paul Pelletier i Stefano Caselli.

Jaro: Alex Maleev. Za wizualne piękno "The Ballad of Clint Barton and Wanda Maximoff", za klimat, który w tej historii jest budowany prawie wyłącznie przez rysunki i wreszcie za to, jak namalowana została sama Wanda.

Jim Jaspers: Mistrzem, Chris Bachalo był dla mnie od zawsze. Teraz mnie rozpieszcza. Najpierw Uncanny, teraz X-Men, wszystko cudowne. I te okładki...

maSSive: Występy Bachalo w "Uncanny X-Men" oraz "X-Men" zapewniły mu mój numer 1 w tym roku. Ale na równi z nim postawiłbym Humberto Ramosa, który świetnie poczynał sobie w "Wolverine", a jeszcze lepiej w grudniowym "X-Men". Surrealistyczna kreska, ale bardzo odpowiada mi taki styl i z niecierpliwością czekam na kolejne numery z jego ilustracjami. Również Billy Tan (ostatnie numery "Uncanny") zasłużył na wyróżnienie.

Tabbcia: Immonen za jakże oryginalny, czysty, kreskówkowy styl Nextwave. Sook za klimatyczne, nieco mroczne (noir, moi drodzy, tak jak tego chciał Madrox) ilustracje pierwszych odcinków X-Factor i Henry, za całokształt - gość naprawdę ma świetną kreskę, a dodatkowo podziwiam go za to, że choć przerzucany z serii do serii, każdej postaci udało mu się nadać w swoich rysunkach własny charakter.

TheNewlyAwoken: Jako, że trochę po macoszemu potraktowałem Astonishing X-Men w kategoriach "ongoing" i "historia", to teraz sobie trochę odbiję (żeby nie było, w obu AX-M uplasował się u mnie na bardzo mocnym drugim miejscu). Na X-Oscara definitywnie zasługuje John Cassaday, za zaprezentowane nam smaczki, typu rozbrajająca Emma, 'przebrana' za Phoenix, Wolverine, cofnięty psychicznie do poziomu ośmiolatka, Kitty Pryde, gdzieś w podziemiach, w pozie dziwnie podobnej do tej Logana z czasów pierwszej walki z Hellfire ( ;) ), ta sama Kitty fazująca siekierę przez głowę Colossusa, a później przedstawiająca mu ich 'syna', odzyskanie pamięci przez Logana po bliskim spotkaniu z puszką piwa i wreszcie kultowy już Cyclops i jego magnum. Temu człowiekowi, razem zresztą z Whedonem, w ciągu mniej, niż dwóch lat udało się na zawsze zapisać w historii komiksu W OGÓLE. Nie przyznanie mu tej nagrody byłoby zwyczajnym bluźnierstwem.

Okladka:

Cyclop83: X-Men #190 Ta scena mówi wszystko. Po prostu piękna.

Foxdie: Tutaj co roku jest problem, okładek zawsze jest więcej niż komiksów, te wszystkie dodatkowe warianty i bonusy. Dlatego wybrałem tą która: a) szokuje; b) oddaje to co dzieje się wewnątrz komiksu; c) nie jest pozbawionym szczegółów tworem Laroccy. W świetle tych kryteriów Zwyciężył cover do X-Men #190 kreski Bachalo, który mówi sam za siebie. Na wyróznienie zasługuje Wolverine Origins #5 Quesady.

Gil Galad: Trzy okładki, które zrobiły na mnie największe wrażenie (choć kolejność nie ma tu nic do rzeczy) to: X-Men #190 Chrisa Bachalo, X-Factor #6 Gabrielle Del Otto i Wolverine Origins #5 Joe Quesady. Ogólnie wyróżnienie za najlepsze okładki należy się panu Bachalo - jego są najbardziej efektowne.

Jaro: X-Men: The 198 #4. Wszystkie okładki do The 198 były bardzo miłą dla oka odmianą, a ta z numeru czwartego i zawieszka na stopy nieboszczyka - logo komiksu: mistrzostwo. Oskar za pomysłowość.

Jim Jaspers: Uncanny X-Men #472.Super klimat i nawet napis tytułowy jest tu małym dziełem sztuki. Sprawdźcie.

maSSive: X-Men #188 by Bachalo (mam sentyment do podwójnych okładek jeszcze z czasów Tm-Semic;) & X-Men #194 by Ramos. Na uwagę zasługują także te autorstwa Michaela Turnera do "Civil War" #1 i #3.

Tabbcia: New X-men #24. Choć z reguły nie trawię Brooksa, tym razem naprawdę udało mu się wywrzeć na mnie duże wrażenie. Ekspresja twarzy Cess, szczegółowość, z jaką katastrofa odbija się w jej skórze a przede wszystkim - świetny pomysł na okładkę naprawdę zasługują na uznanie.

TheNewlyAwoken: Cóż, muszę przyznać, że jeśli o tę kategorię chodzi, nie mam jednego, konkretnego typu. Chyba przez cały rok nie pojawiła się jakaś jedna, genialna okładka, było za to sporo bardzo porządnych, a wśród nich Astonishing X-Men #15, New Excalibur #5, New X-Men #24, New X-Men #27 i X-Men #182.

Postać źeńska:

Cyclop83: Tu był bardzo trudny wybór. Wahałem się między Emmą a Rogue. Ale jednak w mojej ocenie zwycięża Rogue, gdyż pomału ewoluuje w coś nowego. Oby tak dalej.

Foxdie: Emma powinna dostać ten tytuł za występy w Astonishing, ale nie dostanie gdyż zaczeła dorównywać Wolverinowi jeśli chodzi o mnogośc serii w których się pojawiła, co za dużo to nie zdrowo. W ten sposób wygrywa Kitty Pryde, która odegrała bardzo istotną rolę w mijającym roku i tylko zyskała na swojej wyrazistości.

Gil Galad: Tutaj zadanie jest ciężkie, bo jest kilka pań, które wyjątkowo polubiłem, spróbuję się jednak skupić na tych, które najwięcej zyskały. Numer jeden to Siryn, która po historii "Captive Audience" zajęła pierwsze miejsce na mojej liście ulubieńców. Zaraz za nią, koleżanki z zespołu: Monet i Layla oraz Rogue, która odzyskała wreszcie osobowość dzięki staraniom pana Careya. Trzeci rząd to Emma Frost i Kitty Pryde, które w rękach Jossa Whedona niezmiennie błyszczą. Muszę też wspomnieć o Mastermind, która wyskoczyła właściwie znikąd i szybko stała się jedną z barwniejszych postaci w X-Men.

Jaro: Rogue. Carey zrobił z niej najbardziej charyzmatyczną i wyrazistą liderkę x-teamu w historii. No i ładnie wygląda w pelerynie i kapturze;).

Jim Jaspers: To co uczyniono z Emmą w "Torn"(Astonishing XM)przerosło chyba oczekiwania każdego(oprócz White Kinga;). Narobiła naprawdę dużo zamieszania w szeregach X-Men i Naszych głowach. Oprócz tego, White Queen dobrze sprawuje się jako szef, nauczycielka, troche gorzej jako matka;) i często to właśnie ona ma ostatnie i decydujące zdanie(jak choćby w sprawie Civil War). No i jest jeszcze Kitty, która najbardziej rumieńców nabiera właśnie przy Emmie.

maSSive: Rogue. Pod wodzą Careya ta postać stała się moją ulubioną. Nareszcie ktoś dostrzegł potencjał, jaki drzemie w tej dziewczynie.

Tabbcia: Nie, nie, nie wybiorę Emmy Frost. Gdyby występowała tylko w Astonishing X-men, wtedy być może, ale inne serie koszmarnie nadpsuły jej wizerunek. Dlatego mój typ to Layla Miller. Szokujące, biorąc pod uwagę, jak bardzo jej nie lubiłam na początku jej egzystencji w świecie Marvela, ale musicie przyznać, że David zrobił z niej jedną z najciekawszych i najbardziej oryginalnych postaci. I pamiętajcie - she knows stuff!

TheNewlyAwoken: Na początku chciałem nagrodę przyznać Kitty Pryde, za fenomenalny występ u Whedona, ale przypomniałem sobie, że inna postać kobieca zaliczyła niezły rok aż w dwóch tytułach. Mam na myśli Emmę Frost, która została jednocześnie bardzo dobrze poprowadzona zarówno w Astonishing X-Men, jak i w...New X-Men (szczerze powiedziawszy, jej kreacja to jedna z niewielu aktualnie dobrych rzeczy w tej serii). Chociaż twórcy obu serii skoncentrowali się na różnych aspektach jej osobowości, to w obu przypadkach została nam pokazana Emma, której do tej pory nie znaliśmy, ale której istnienia mogliśmy się spodziewać. U Whedona - rozdarta wewnętrznie kobieta z poczuciem winy tak silnym, że staje się ono motorem całego "Torn"; u Kyla i Yosta potężna, władcza zwierzchniczka szkoły, która jest bezsilna wobec śmierci, regularnie odbierającej jej uczniów; jej dzieci, które chciała chronić, przed nienawidzącym ich światem. Scena, kiedy po ataku Strykera i po pogrzebie Emma siedzi w swoim gabinecie w diamentowej formie, przyglądając się zdjęciom nieżyjących uczniów i ryje palcami w swoim biurku chyba na zawsze pozostanie w mojej pamięci.

Postać męska:

Cyclop83: Wystarczy tu podać jedno słowo: Cyclops.

Foxdie: Scott Summers za akcje z magnum w Astonishing #17. Jednak zaraz za nim plasuje się Vulcan który obrócił do góry nogami, historie X-Men jaką znaliśmy.

Gil Galad: Tutaj łatwo mogę wyróżnić wiodącą trójkę: Najpierw jest Madrox, który konsekwentnie wspina się do czołówki najlepszych postaci wszechczasów. Za nim jest Quicksilver, który niby niewiele roił, a jednak stał się postacią niezwykle istotną, no i... kto nie lubi bohaterów z problemami. Miejsce trzecie to ogromny skok z listy postaci do odstrzału do grona najciekawszych, czyli Scott Summers, z którym Joss Whedon dokonał cudu.

Jaro: Thor - Clor. Za zacięty wyraz mordy, za przebogate słownictwo, za sam fakt istnienia i bycia chodzącym ostrzeżeniem, że lepiej nie klonować takich kozaków. A przede wszystkim za przelanie superbohaterskiej krwi i pierwszy poważny sygnał, że to prawdziwa wojna i żarty się skończyły.

Jim Jaspers: Wolverine. Nie no, debiut normalnie;) Wszędzie go pełno, krew się leje, Humberto Ramos szaleje ze swoim runem, a czytelnicy (a przynajmniej ja;) biją brawo bo Logan kolejny rok był doskonałym tematem na dobre, relaksujące story.

maSSive: Ciężki wybór, bo nie mam zdecydowanego faworyta. Ale cieszy mnie pojawienie się Cable'a w zespole Rogue i nie mam nic przeciwko, aby zagościł on tam na dłużej.

Tabbcia: Jono Starsmore. Wiem, wiem że wystąpił tylko w jednym odcinku trzecioligowego komiksu, ale jak wystąpił! W końcu ktoś dał pstryczka w nos wszystkim superbohaterom i superanty-bohaterom, którzy uwielbiają pchać się w cudze sprawy. A poza tym jestem niepoprawną wielbicielką Jono, ale o tym nie musicie wiedzieć ;)

TheNewlyAwoken: Tutaj zdecydowanie Cyclops, za to, że wreszcie pokazał, że ma jaja. Jego wyczyny w AX-M można określić tylko jednym słowem: hardcore! Mam tylko nadzieję, że po "Unstoppable" Summers już na stałe będzie mógł kontrolować swoje promienie. To byłoby naprawdę coś! Poza tym chciałem zwrócić uwagę na jednego, zaniedbywanego bohatera, który jednak ostatnio zaczął być coraz bardziej rozbudowywany i zapowiada się naprawdę ciekawie. Mam na myśli Juggernauta, który z tępego osiłka zmienia się w tępego osiłka, który nie chce już dłużej być taki tępy. Ta postać ma naprawdę spory potencjał i mam nadzieję, że w przyszłości autorzy to wykorzystają.

Pozytyw roku:

Cyclop83: Zmniejszenie liczebności mutantów po HoM przyczyniło się do do zwiększenia ciekawych historii z ich udziałem. Historie, które mają teraz miejsce w Uncanny czy X-Men są tego doskonałym przykładem. Nie mówiąc już nawet o New X-Men, który śmiało można okrzyknąć "masakrystycznym".

Foxdie: Trudność w tegorocznym typowaniu uświadomiła mnie że ten rok był naprawdę bardzo dobrym rokiem dla mutantów, bo prawie wszsytkie serie trzymały wysoki poziom. Dodatkowo Civil War, jeśli scenarzyści będą w przyszlośći pamiętać o tym wydarzeniu i konsekwentnie tworzyć świat post Civil Warowy to czeka nas ciekawy rok. Nie można również zapomnieć o bardzo istotnym wydarzeniu - Black Bolt przemówił. Czy rok 2007 upłynie pod znakiem wojny i tym razem, nie domowej?

Gil Galad: Nie wspominałem o tym do tej pory z premedytacją, bo chciałem zostawić sobie ten temat na tą chwilę. Mam na myśli Civil War, która bez wątpienia jest dla Marvela krokiem milowym. Od dawna w uniwersum nie było takiej spójności i takiej ekscytacji. Może wojna nie dotyczy specjalnie mutantów, ale jednak jest faktem, że prędzej czy później jej skutki trafią również tutaj. Kolejny pozytyw to powrót do bardziej ambitnych historii i postawienie na rozwój postaci, zamiast ciągłej nawalanki - niestety tytułów, w których podejście to wysuwa się na pierwszy plan jest wciąż za mało. I wreszcie pozytyw trochę innej kategorii, a mianowicie zmniejszenie ilości serii i miniserii, które do niczego nie były potrzebne.

Jaro: Na forum ktoś zauważył, że wszystkie x-tytuły obecnie są bardzo, bardzo dobre. I ja pod tym stwierdzeniem podpisuję się obiema włochatymi łapami. Astonishing is astonishing, X-Men już pod wodzą Milligana było poprawne, a dzięki Careyowi skutecznie goni dziecko Whedona, a odkąd do Uncanny przyszedł Brubaker, tam też nastał w końcu porządek. Do tego całkiem niezłe New X-Men i stale trzymające poziom X-Factor. Oby ta tendencja utrzymała się w następnym roku!

Jim Jaspers: wydarzenie najlepsze roku - Fakt,że mamy 7 (+ jeszcze ultimate i Wolverine) sprawnie działających grup mutantów, z dobrymi, składami, pisarzami(Whedon, Yost, Kyle, David) i rysownikami(Ramos, Bachalo!)

maSSive: Małe namieszanie w przeszłości, czyli "New Avengers: Iluminati" oraz "X-Men: Deadly Genesis". Oba projekty zmieniają sporo w historii universum Marvela. Zazwyczaj takie odgrzebywanie i modyfikowanie przeszłości poprzez dodawanie zupełnie nowych wątków nie sprawdza się, ale w tym wypadku oba przedsięwzięcia są według mnie strzałem w dziesiątkę i stanowią doskonały punkt wyjścia do wielu miejmy nadzieję równie udanych historii.

Tabbcia: Hmm... Jako fanka powiedziałabym, że to, że postaci odzyskują moce po HoM jest pozytywem, ale krytycznie rzecz biorąc, to to zbyt pozytywne nie jest, bo sprawia, że cały HoM jest jedną wielką bzdurą, o której niedługo wszyscy (łącznie z mutantami) zapomną. W takim razie może brak nieskończonej ilości głupawych miniserii pisanych przez nędznych autorów, których w 2005 było zdecydowanie za dużo.

TheNewlyAwoken: Są dwie rzeczy, które bardzo mi się w ciągu dwutysięcznego szóstego spodobały. Pierwsza, to fakt, że pod koniec roku nie ma właściwie X-serii która leżałaby na całej linii. Praktycznie w każdym tytule można znaleźć jakieś pozytywy, co mi osobiście uczyni wybieranie X-Malin bardzo utrudnionym ;) Oczywiście, nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być lepiej, ale to, co mamy teraz to niezły początek.Druga świetna rzecz, której uświadczyliśmy to powrót po dziesięciu latach... buziek na okładkach! Pamiętam, że zawsze je uwielbiałem i mam nadzieję, że teraz zostały wprowadzone na stałe ;]

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.