Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #63 (27.10.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 27 października 2008 Numer: 38/2008 (63)


Tydzień zdecydowanie spod znaku Secret Invasion - poza #7 głównej minserii dostaliśmy jeszcze kilka tie-inów. Które wypadły najlepiej?



Zapowiedzi: styczeń 2009 
Gil: Yay! Mamy zapowiedzi! Buu! Połowa jest utajniona! To tak w skrócie, a w szczegółach, wszystko co dotyczy świata poinwazyjnego jest póki co utrzymywane w tajemnicy, natomiast co do reszty… 11 serii dobiega końca, w tym New Warriors, w przypadku której wygrałem zakład, bo kończy się na numerze 20. Zaczynają się 4 nowe, z których pewnie najbardziej oczekiwaną jest Dark Avengers, a ja chętnie spojrzę też na Jacka Russela w Dead Of Night. Do tego mamy 7 one-shotów, z których najciekawiej wygląda połączenie Secret Invasion z War Of Kings za pomocą Inhumans. Wydarzeniem miesiąca będą też z pewnością długo oczekiwane narodziny dziecka Madroxa i Siryn oraz związana z nimi niespodzianka.

Wyniki sprzedaży: wrzesień 2008
Gil: Z jednej strony, niespodzianki nie ma, bo znów Marvel dominuje całkowicie i wpuścił do pierwszej dziesiątki tylko jedną pozycję konkurencji, a na szczycie listy umieścił Secret Invasion. Nie dziwią mnie też debiuty kolejnych adaptacji Stephena Kinga w pierwszej dziesiątce. Co więc mnie dziwi? Nie potrafię zrozumieć, jakim cudem na miejscu drugim i szóstym znalazły się dwa twory Loeba (Hulk i Ultimates 3), które nasi recenzenci bezlitośnie krytykują. Wot, Hamerika! Tradycyjnie dobrze radzą sobie tytuły związane z SI oraz te spod znaku X, natomiast stawkę zamyka Annual z Ms. Marvel (#95) oraz Moon Knight (#94), któremu od dłuższego czasu wieszczę kasację. Warto zauważyć, że w pierwszej setce nie ma skazanych już na zejście New Warriors, ale też na przykład New Exiles, które kupuje już chyba tylko rodzina pana Claremonta. A tak zupełnie przy okazji, władze DC muszą być rozczarowane i wściekłe, bo najwyżej notowany tytuł ich eventu znalazł się dopiero w końcu drugiej dziesiątki.




Captain America vol. 5 #43 avalonpulse0063f.jpg
Gil: Po uratowaniu świata przed Czerwonym Czerepem - cokolwiek tymczasowo - Captain Puerto Rico odpoczywa, uprawiając zapasy w pościeli z Black Widow, pozwala francuskiemu dandysowi skopać sobie tarczę i przy tym mimowolnie podpada komuś, kto na pewno nie ma nic wspólnego z Zhang Chinem. A przy okazji, dzieje się to po SI i żadnych wyraźnych zmian ani widu, ani słychu. Pamiętacie, jak po wielkiej epopei p.t. Winter Soldier dostaliśmy kilka słabszych numerów Red Menace? No, więc po Death/Burden of a Dream dostajemy to.
Nic specjalnie ciekawego, ale czyta się dobrze i wygląda dobrze, więc 6/10 dostanie.
hitano:
Bru spuścił trochę z tonu, mimo to historia nadal naprawdę fajna. Po pierwsze, dostajemy rozeznanie czasowe między SI, a epopeją Bru w łatwy i przystępny sposób. Poza tym dalej podoba mi się włączenie Black Widow do grona postaci ukazujących się w CA. Dalej jest fajnie, retrospekcja interesująca, szczególnie dzięki ostatniemu kadrowi. Luke Ross całkiem nieźle sobie daje radę z rysunkami, jednak moim zdaniem Epting powinien mieć wyłączność na ilustrowanie tego tytułu. 8/10
Lokus: Jeden z dwóch Brubakerów w tym tygodniu i tym razem minimalnie gorszy od DD. Trzeba jednak przyznać, że Bucky w roli Capa jest bardzo ciekawy i diametralnie inny, niż śp. Steve. Rysunki Rossa dobre, lecz nie tak, jak Eptinga. Na plus również gościnny występ Black Widow i interesujące zakończenie. 7/10

Amazing Spider-Man #574
Gil: Wielki ziew. Po pierwsze, nigdy nie lubiłem Flasha Thompsona, więc jego historia wybitnie mi zwisa. Po drugie, nie lubię patriotycznego bullshitu, więc historie poświęcone "naszym dzielnym chłopcom w Iraku" mnie drażnią. Po trzecie - Guggenheim. Po dodaniu powyższych otrzymamy coś, co odrzuca mnie pod każdym względem i mimo dobrych rysunków sprawia, że żałuję sięgnięcia po to. 2/10.
Undercik: Ś
redniak, średniak i jeszcze raz średniak, numer-zapychacz. To, że Flash stracił nogi, można było by ująć tak, jak historię Brocka w pierwszym numerze "New Ways to Die". Gorsze od poprzedniej histori w TASMie, ale lepsze niż końcówka BND. Teraz czekać na powrót Hammerheada.
CrissCross: Numer poświęcony prawdziwym bohaterom. Po tym, jak Mephisto skrzywdził wszystkich czytelników, teraz jeszcze jego ofiarą padł Flash. Choś odcinek nie wnosi nic do historii, to jest bardzo wymowny.

Daredevil
vol. 2#112
Gil: Nadal rozwija się ciekawie, bo wychodzi na to, że Lady B wcale nie zamierza Carlosa i Danny'ego ubić, tylko wykorzystać ich, najprawdopodobniej niecnie, w sobie na razie znanym celu. Testy na nich wypadają przyzwoicie i wnoszą właściwie całą akcję do tego numeru, bo Matt jest zajęty siedzeniem w areszcie i wyrzucaniem sobie one-night-standu z Dakotą. Na szczęście, obie płaszczyzny są dobrze poprowadzone i jedna nie dominuje nad drugą. A na końcu mamy małą niespodziankę i zalążek dalszego rozwoju akcji. Plusem jest też odniesienie do Inwazji, które trochę pomaga umieścić historię w czasie. Jest dobrze, ale póki co, są to te niższe rejony 7/10.
Krzycer:
Lady Bullseye daje radę, strasznie mnie cieszy gościnny występ Randa w tej historii, a i Carlosa lubię. Do tego zasuszony - i mający zadatki na pijanego - mistrz i mamy już wszystkie składniki potrzebne do trochę lżejszej, ale bardzo fajnej historyjki. Będzie dobrze. Do tego jak zwykle świetne rysunki.
Lokus: Numer tygodnia! Jeszcze dwa miesiące temu byłem niemalże pewien, że stworzenie postaci Lady Bullseye to będzie niesamowity cios w tak dobrą serię, jaką jest DD, ale chyba za bardzo zwątpiłem w Bru (możliwe, że byłem akurat po lekturze jego UXM). Szczerze mówiąc nie wiem już, ile numerów DD stworzył duet Bru/Lark, ale chciałbym, żeby zrobili razem jeszcze co najmniej kilkanaście numerów. Plus gościnny występ Iron Fista takiego, jakiego wszyscy lubimy. 8/10

avalonpulse0063g.jpgHulk vol. 2 #7
Gil: Loeb - i wszystko jasne. Cały sens tego numeru znajduje się w stopce redakcyjnej, bo w samym komiksie nie ma go wcale. Pierwsza część to kompletny bullshit, który znikąd wyciąga szarego Hulka i Moon Knighta, a dorzuca do tego stado Wendigów. Przypominam, że klątwa Wendigo działa tylko na północy Kanady, a Las Vegas nie leży na północy Kanady. Część druga niby ciut bardziej przemyślana, ale manewr "dzwonię po koleżanki i będziemy naparzać czerwonego" to nienajlepszy pomysł na początek grupy. Zwłaszcza, że wiemy już, do czego doprowadzi, z przygód She-Hulk. Rysownicy również się nie spisali. Art. Adams - mój ulubieniec z lat '80 - gdzieś zgubił swój styl, a Frank Cho tak się rozpędził w rysowaniu wielkich bab, że nawet z Valkyrii zrobił dwumetrową olbrzymkę postury Thora. Dlaczego ja to jeszcze czytam? Ocena: 3/10.
Gamart: Widziałem różową bieliznę Valkyrie. I piersionosza nie nosi! Że tam jakieś Fixity i Wendiga są, a Red Hulk to teraz Rulk? Tam, bielizna Valkyrie! Komiksy od tego momentu nie mają mi już niestety nic więcej do zaoferowania ;P Uwielbiam seksistowskiego Cho, chociaż zaczynam się bać tego, że jego kobiety masą wygrywać zaczynają z niemieckimi atletkami. W ogóle ta drużyna Jen zachowuje się trochę jak współczesna wersja Three Stooges, tylko ładniejsza.
Lokus: No cóż... Po siedmiu numerach tej serii wiem tylko jedno: tytuł ten pobił nawet New Exiles w moim rankingu najgorszych tegorocznych serii i dostanie ten zaszczytny tytuł mimo tego, że dopiero październik. 3/10

Ghost Rider: Danny Ketch
#1

Gil: Miniseria wydaje się trochę spóźniona, bo wiemy już, do czego doprowadzi, pozostaje więc obserwować, jak. Autorzy starają się załatać dziurę między zakończeniem serii z udziałem Dana i jego powrotem, co jest dosyć trudnym zadaniem, bo na pierwszy rzut oka zupełnie się to rozlazło. Jeśli się uda i wyjdzie z tego coś logicznego, chwała im za to. Na razie jest więcej pytań niż choćby wskazówek i wygląda to trochę chaotycznie, ale wyraźnie do czegoś zmierza. Chętnie zobaczę, do czego, a póki co, pozostaje nacieszyć oko przygaszonym Ghost Riderem w wersji demo, który sam w sobie jest ciekawym pomysłem. Plusem jest zatrudnienie Saltaresa, który narysował początki Dana w oryginalnej serii, ale klimat jakby nie do końca ten sam mu wyszedł (może przez brak Texeiry?).
Na zachętę może dostać 6/10.
Lokus:
Jest nieźle, choć całkiem możliwe, że Aaron zrobiłby to lepiej. Mini troszkę spóźniona (tak o dwa miesiące) i z nie najpiękniejszymi rysunkami, ale nie przeszkadza to zbyt bardzo. Cieszy mnie, że marka Ghost Ridera ostatnio dużo zyskała, bo to jeden z moich ulubieńców jeszcze z dawnych czasów TM-Semica. Oby tylko z jakością poszedł też w górę słupek sprzedaży. 6/10

New Warriors vol. 4 #17
Gil: Początek odliczania do końca tej serii przynosi nam dokładnie to, co przyczyniło się do jej upadku: dużo gadania o niczym i schematycznych konfliktów, okraszonych wątpliwymi rewelacjami. Tym razem najdziwniejsze jest to, że chociaż Żelazny Brat patrzy, grupka cudaków w kostiumach zwyczajnie chodzi sobie po ulicach, kłócąc się, a ministerstwo żelaznej miłości zwraca na nich uwagę dopiero, kiedy nakrzyczą na publiczny telewizor. Ale bez obaw, jest jeszcze tajemniczy Thrasher z przyszłości. Hmm… czyżby jedynym, co ta seria kiedykolwiek miała do zaoferowania, były tajemnicze Thrashery? Standardowo: 4/10.

Ms Marvel vol. 2 #32 avalonpulse0063h.jpg
Gil: Nie raz już powtarzałem, jak bardzo lubię Karolkę jako postać, zwłaszcza w jej solowych przygodach, dlatego z trudem muszę przyznać, że w jakiś dziwny sposób podobało mi się to, jak robią jej fizyczną krzywdę. Reed pokazał nieznany dotąd fragment jej przeszłości w odpowiednio brutalnym stylu, jednocześnie unikając wszystkiego, czego w historiach wojskowych nie lubię. Cheeseburger Danvers jest sobą w każdym momencie tej historii i to jej wielki plus. A minusy? Niestety, jest kilka. Na przykład dziwne, niesprecyzowane umiejscowienie tej historii w kontekście historycznym, które nie współgra z jakąkolwiek wersją historii Marvela, o rzeczywistej nie wspominając. Po raz kolejny daje się dostrzec u scenarzysty podejście typu "mam pomysł i nieważne, jak do niego dojdę", które jednak, na szczęście, nie wpływa jakoś znacząco na odbiór historii.
Rysunki też dobre, więc mocne 7/10 dam.
hitano:
Numer tygodnia. To, co zawsze podobało mi się w Carol z Ultimate, dostajemy i w 616. Carol radząca sobie z Tośkiem perełka, szkoda, że we wcześniejszych numerach nie pokazała czegoś takiego. No i fajnie wypada sprawa przesłuchania, niezłe dialogi, trochę krwi, tylko końcówka zaczyna grozić, że w przyszłym numerze dostaniemy mnóstwo patosu. 9/10
Krzycer: Coś jakby apdejt originu Karolki. Ale jeśli była pilotką w czasie wojny w Afganistanie, to dużo wydarzeń zostaje bardzo mocno przerzuconych w czasie... No nic to, nie mnie się o to martwić. A sam numer - dobry. Chociaż czy CIA naprawdę aż taki łomot sprawia swoim potencjalnym agentom?

Runaways vol. 3 #3
Gil: W poprzednim odcinku, po krótkim sparringu, Uciekinierzy rozsiedli się w salonie, by podyskutować, co zrobić z napastnikami. W tym kontynuują dyskusję w tym samym salonie o tych samych przeciwnikach z tym, że powoli się wykruszają. I gdyby nie to, że Molly uparła się zbudować fort - duży fort z mnóstwem pokoi - i ochoczo zabrała się do realizacji, zupełnie nie byłoby o czym mówić. Dla odmiany muszę przyznać, że Ramosowi wybitnie wyszło kilka paneli - zwłaszcza z Karoliną - ale niestety, tyle samo mu nie wyszło. Czyli po staremu i nadal 6/10.
Hotaru: Zaczynam się na powrót wczuwać w ten tytuł. Czerpię frajdę z lektury, ale to nadal nie ten sam poziom rozrywki, jak za czasów Vaughana. Ufam jednak, że Moore na razie tylko buduje fundament, na którym potem postawi imponujące konstrukcje. Co do Ramosa, to nadal jego prace są nierówne. Na szczęście tym razem było zdecydowanie mniej wpadek. Panowie nadal mają u mnie kredyt zaufania i pomimo kryzysu na globalnym rynku, nie wymagam natychmiastowej spłaty.

She-Hulk 2 #34
Gil: Gdyby Loeb był jak wulkan, który od czasu do czasu wypierdzi z siebie głaz, Peter David byłby nieokiełznaną przyrodą, która głaz ten ukształtuje na nowo i obróci w coś pięknego. Ale dość już tego zen. PAD wziął niezbyt udany pomysł (po)twórcy Hulka i przerobił go tak, że wyszedł z tego mój komiks tygodnia. Niby przypadkowa zbieranina bohaterek, a jeśli każda dostanie osobowość i wspólnie dostaną cel, nagle robi się z tego coś naprawdę fajnego. Cel jest szczytny i niby prosty, ale przy okazji pokazuje kilka problemów współczesnego świata. Bohaterki może nie są z najwyższych półek, ale świetnie współgrają, a wszystkie ich dialogi to perełki. No i jest jeszcze jakaś tajemnica do odkrycia, a na deser mamy kilku Rusków do bicia. Naprawdę przyjemnie mi się to czytało, a prosty styl rysunków również pasuje, więc obok wspomnianej już palmy pierwszeństwa, dostanie 8/10.
Lokus:
PAD z dobrymi rysunkami i jeden z lepszych komiksów w tym tygodniu. Ciekawe, jak się to rozwinie, choć pomysł z Lady Liberators nadal uważam za średnio trafiony. 8/10

avalonpulse0063i.jpgNew Avengers #46
Gil: Nareszcie tie-in, który coś odkrywa. Co odkrywa? Otóż to, że Slug był Skrullem! Ręka do góry, kto słyszał o Slugu? Jeszcze grubszej podróbce Kingpina? Nikt? Całe szczęście więc, że nie to jest największą rewelacją numeru, ale prawda o pochodzeniu magicznych bajerów Hooda. Nie bez przesady Stefan Strange tak bardzo się nimi przejmował, skoro należą do jego największego wroga - Dormammu. A że nie jest to do końca zgodne z tym, co pokazano w oryginalnej miniserii? Phi! Tak jakby ktoś przejmował się oryginalną serią z Sentrym... Okay, poza tym kilka momentów ma dla siebie Madame Masque, a dyskusje bandy złych kolesiów wypadają całkiem sympatycznie. Podobało mi się, kurcze. Dobre zakończenie serii słabowitych tie-inów. Ocena: 7/10.
Hotaru: Kolejny tie-in Secret Invasion. Przeczytałem z obowiązku, spodziewając się takiego dramatu, jak przy ostatnim Mighty, ale nie było tak źle. Może dlatego, że tym razem komiks był nie tylko o Inwazji, ale też o postaciach, które coś sobą reprezentowały. Rysunki Tana też jakby mniej drażniły... może to dlatego, że po masce Madame Masque nie widać tego irytującego stylu rysowania twarzy. Reasumując, było lepiej, niż się spodziewałem.
CrissCross: Czyli jak to Czerwony Kapturek i jego spółka z bardzo ograniczoną odpowiedzialnością dowiedzieli się o zielonych. Plus na koniec przyczynek do powrotu Dr. Strange'a do Mścicieli.

Thor: Truth Of History #1
Gil: W przeciwieństwie do ostatnich 1-shotów autorstwa Fractiona, ten okazał się całkiem udany. Jest jak najbardziej klasyczny i to do tego stopnia, że gdybym nie wiedział, kiedy wyszedł, oceniłbym go na późne lata osiemdziesiąte. To oczywiście zasługa Alana Davisa i jego stylu - nie tylko rysowania, ale też prowadzenia fabuły. Z jakiegoś dziwnego powodu, podczas czytania kojarzyło mi się to wybitnie z Asterixem i Kleopatrą, pewnie przez mieszankę stylu germańskiego z egipskim. Tak czy inaczej, wypada całkiem dobrze i sensownie, a czytając można zasmakować klimatu dawnych lat i nieco innego stylu tworzenia komisu. Motyw ze sfinksem został ciekawie wykorzystany, ale zabrakło mi trochę jakiegoś wyjaśnienia, czym ten stwór właściwie był. No i Volstagg jak zwykle bardzo panem Zagłobą trąca - w pozytywnym sensie oczywiście. Kolejne w tym tygodniu 7/10.


Thunderbolts #125

Gil: Oto numer, który miał trzy główne zadania: 1) Wyjaśnić, jakim cudem Boltsi znaleźli się w NYC, 2) pokazać wydarzenia z SI #7 z innego punktu widzenia i 3) położyć podwaliny pod nowego, uwielbianego przez wszystkich Normana. Gage może spokojnie zameldować o wykonaniu planu, ale co ma z tego czytelnik? Jakoś tak niewiele… Poza kilkoma dobrymi dialogami i zagrywkami Osborna, dostajemy tylko echo ostatniego numeru Inwazji i scenę z zielonym glutem, której daleko do świetności. Co prawda rysunki poprawiły się znacznie, ale za to finał historii okazał się kiepskawy. Ja już chcę tą nową ekipę, a póki co 6/10 daję.
CrissCross:
No to wiemy, co Osbornowi chodzi po głowie. Władza. Nie, żeby to miało być zaskakujące. Wycofanie się Starka z bitwy zadziałało na jego korzyść. Czyżby niedługo miała powstać nowa seria "Green Goblin: Director of S.H.I.E.L.D."? ;)
Lokus: Moim zdaniem Cage pisze o wiele lepszego Osborna, niż Ellis w swoim runie. Niestety, reszta już jest nieco gorsza. Niemniej jednak jest to nadal jeden z ciekawszych komiksów wydawanych obecnie przez Marvela i z niecierpliwością czekam na kolejne numery. Rysunki Blanco są dobre i liczę na kolejne dobre numery w jego wykonaniu. 7/10

True Believers
#4
Gil: W kolejnym numerze tej serii królują dziwne zbiegi okoliczności, które okazują się być zaplanowane. Może z wyjątkiem wybuchniętej z domu Mavis, znalezionej na śmietniku przez Hydrę. W końcu możemy przyjrzeć się bliżej tym członkom grupy, którzy pozostawali w tle, by dowiedzieć się, że są oni równie dziwni, jak ich szefowa. Trzeba przyznać, że to dość oryginalna czereda, ale jednak w kontekście słowo "dziwny" góruje nad "fajny". Tak więc mamy raczej zbędny sparring z Hydrą, zakończony jakże niespodziewaną rewelacją, że tatusia Payback wyeliminowała S.H.I.E.L.D.. Współczynnik zaskoczenia w tym przypadku: zero. A ocena: 5/10.

Secret Invasion #7 avalonpulse0063e.jpg
Gil: Wielka bitwa… nie, przepraszam - WIELKA BITWA rozkręca się na dobre. I chociaż mógłbym marudzić, że wypełnia cały numer i nic właściwie się nie dzieje, ani zbyt atrakcyjnie nie wygląda, nie zrobię tego. A to z powodu takiego, że w tej bitwie jest kilka scen, które wybitnie mi się spodobały. Jessica dołączająca do walczących - poruszające. Clint sięgający po łuk, by ustrzelić Veranke - esencja słowa cool. Bullseye i jego wielki moment bohaterstwa - urocze. Reed w starciu z armią Skrullsan - interesujące. Końcówka - mocno zastanawiająca. Czyżby chcieli użyć jakiegoś rodzaju broni biologicznej? Czyżby to był koniec Janet? Czy może to tylko świecący kapiszon, który za miesiąc wszyscy będziemy przeklinać? Oby nie, bo mimowolnie dałem się wciągnąć tej wielkiej bitwie o losy ludzkości, a za te kilka momentów skłonny jestem nawet dać te 8/10.
Hotaru: Przeczytałem ten komiks z mniejszym zaangażowaniem, niż kartkę z kalendarza na porannej posiadówce. Tak mało mnie obszedł, że musiałem do niego wrócić, aby napisać tę opinię. To znak, jak bardzo mi się nie spodobał. O ile jednak komiksu w ogóle nie zapamiętałem, o tyle komentarz Bendisa do tego numeru rozsierdził mnie tak bardzo, że muszę o tym wspomnieć. Otóż scenarzysta tłumaczy, że rysunki są ekstra, ale ponieważ potem musiały trafić do pokolorowanego komiksu w normalnym formacie, to tego nie widać. WTF?! Przy okazji kolejnego numeru będzie się tłumaczył, że wymyślona przez niego historia Inwazji też jest genialna, ale ponieważ potem musiał na jej podstawie napisać komiksowy scenariusz, to nikt tego nie doświadczy?! Przecież to się w głowie nie mieści! Panie Bendis - czerwona kartka.
Undercik: Wielka bitwa przez cały numer, no bo co mają robić, jak zaczyna się bitwa tak wcześnie? Przecież nie skończą jej w przedostatnim numerze. Nawet końcówka ze Skrull-Spider-Woman jakoś mnie nie uraczyła. Ot, taki przeciętny numer. Oby tylko Bendis zrobił coś ciekawego w ostatnim numerze, bo jak nie, to SI będę postrzegał tak: prolog - bardzo dobry, początek - dobry środek - przeciętność, a potem równia pochyła. Naprawde liczę na ostatni numer. A tak poza tym, to na razie te 7 numerów dało by się zmieścić w 4-5.
CrissCross: Młócka. Duża młócka. I tylko młócka. Fajnie narysowana, nie da się ukryć. Ostatni numer pewnie przyniesie nam pojedynek Stark kontra zielony Jarvis i szybki ratunek dla Wasp. A potem wszyscy będą znowu żyć długo i szczęśliwie.
Jeśli jednak w tej ostatniej kwestii się pomylę, to będę bardzo miło rozczarowany.

Lokus: Jedno wielkie bum. Średnio napisane, średnio narysowane, średnie jak cały cross. Jedyne jako takie zaskoczenie to śmierć Veranke... Panie Bendis, wciąż w pana wierzę i liczę na pełen fajerwerków numer ostatni. 5/10

Secret Invasion: Amazing Spider-Man #3
Gil: O kurcze, Spider-Man! I to naprawdę prawdziwy, nie tylko w recapie. Szkoda, że pojawia się już po fakcie, żeby wysłuchać opowieści Jackpot o tym, jak to z bandą nic nie znaczących postaci drugoplanowych przetrwała trzy numery serii skazanej na klapę. O, i niechcący napisałem sobie podsumowanie całej tej serii, więc nie będę się powtarzał. Niech przemówi ocena 3/10.
CrissCross:
W miarę przyjemne. Choć krajobraz po bitwie wygląda tak, jakby się niewiele stało (takie przynajmniej odniosłem wrażenie). Poza tym scenarzysta pokazał, że chyba nie do końca zna postaci, bo tekst Robertsona na temat jego samochodu jakoś nie pasuje do niego.
Lokus: Jak niemal cała Inwazja, czyli nic specjalnego. Mini chyba wydana tylko po to, by uzmysłowić czytelnikom, że BND dzieje się w głównym uniwersum Marvela. 4/10

Ultimate Spider-Man #127
Hotaru: Mam problem, bo Bendis jedzie u mnie po bandzie przy okazji każdego tytułu SI, a tu mamy komiks, który też wyszedł spod jego pióra i który jest fajny. Trudno mi uwierzyć, że jedna osoba może tworzyć scenariusze na tak skrajnym poziomie. Istnienie brata bliźniaka to jedyne racjonalne wyjaśnienie. Bo Ultimate Pająk to naprawdę dobra lektura, dostarczająca czytelnikowi frajdy. I chociaż poza frajdą nie ma tam wiele więcej, to co z tego - delektując się najlepszym na świecie tortem, nie będę narzekał na brak kawioru.

Krzycer: Ostatnia strona - genialna. A wcześniej - ok, ale bez rewelacji. Ale cieszy powrót Uricha, który dawno się nie pojawiał.

Wolverine: Manifest Destiny
#1

Gil: Kolejna miniseria powielająca w nieskończoność te same schematy z Loganem i hordami wojowników o skośnych oczach. Przyznaję, rozegrane jest to nienajgorzej i nawet wykazuje elementy oryginalności, ale mimo wszystko wciska się w schemat. I nie rozumiem, dlaczego w ogóle podciągnęli to pod Manifest Destiny - event, którego nie ma - zamiast zatytułować na przykład Big Trouble In Little China i pozwolić czytelnikowi spodziewać się czegoś. Najważniejszą rewelacją numeru jest jednak fakt zupełnie nie związany z treścią, a mianowicie taki, że Leinil Yu doczekał się naśladowców. Pozdrawiam wszystkich kopistów i wystawiam 5/10.
CrissCross:
Nic nadzwyczajnego. Kolejna historia o Loganie wracającym do spraw z przeszłości. Typowy Wolverine'owy nabijacz kasy.

avalonpulse0063d.jpgX-Men Legacy #217
Gil: Chcecie poznać jedno słowo, dla którego warto tu zajrzeć? Oto ono: Claudine. Jest świetna, oryginalna i znakomicie narysowana, dzięki czemu kradnie cały numer. Shaw próbuje coś ugrać, ale spada na plan dalszy, a o tych wszystkich Dakenach, Łolwerinach i Ksawerych w ogóle nie ma co mówić. Choćby dlatego, że wielka tajemnica związana z dwoma ostatnimi okazała się dokładnie tym, co przewidziałem w swej nieskończonej przenikliwości. Pewną osłodą jest infiltracja Hellfire Clubu i spotkanie z jego wewnętrznym kręgiem, w którym moim zdecydowanym faworytem jest tchórzliwy lew z krainy Oz. Czy mówiłem już, że wszystko jest dobrze narysowane? Aha, mówiłem.
No dobra, więc damy mu słabe 7/10 za Klaudynkę i na zachętę, bo mogło być znacznie gorzej.

Hotaru: Nie czytałem pierwszej części "Original Sin", bo postanowiłem nie narażać się na talent Waya, więc ten numer był dla mnie trochę zawieszony w próżni. Carey na szczęście jest na tyle dobry, że na podstawie jego skryptu można domyślić się wszystkiego, co działo się poza jego tytułem i za to należą mu się brawa. Eaton nadal rysuje na swoim stałym, wysokim poziomie. Czytam dalej, chociaż nadal w duchu liczę na coś więcej. Może historia o Rogue w końcu mi tego dostarczy.
Lokus:
Hmm? Obniżka formy Careya, czy zwykły wpływ współpracy z Wayem? Miało być ciekawiej, wyszło tak sobie. Zobaczymy, co dalej, ale już sam fakt, że następna część jest w W:O, nie rokuje dobrze. 6/10

X-Factor
vol. 3 #36
Gil: Jeszcze w tym numerze musimy przemęczyć się z rysunkami Stromana, więc mam nadzieję, że nauczyliście się już ignorować je i skupiać się na treści. W tej warstwie dzieje się dobrze - lepiej niż poprzednio, bo kilka spraw zaczyna się wyjaśniać i afera nabiera rumieńców. Ale co ważniejsze, dostrzegam też powrót Petera Davida do formy, który przejawia się w błyskotliwości dialogów. Tutaj zwłaszcza wizyta u Stefaniego wypada wyśmienicie, choćby ze względu na odniesienie do klasyka detektywistycznej ściemy - Remingtona Steela. Teraz pozostaje poczekać, dokąd nas to wszystko zaprowadzi i kto kogo właściwie wysadził. Tradycyjna ocena: 7/10.
Hotaru: Płakać mi się chce, patrząc na te bohomazy. Muszę się zmuszać do lektury, uspokajając się z każdą następną przewróconą kartką "spokojnie, Peter David jest tego warty". I jest. Ale jest coraz bliżej do zrównania szal, a wtedy przerzucę się na streszczenia X-Factor, dopóki nie zacznie go ilustrować ktoś inny. Stroman powinien iść i bazgrać na murach po jakichś szemranych dzielnicach. Do mainstreamowego komiksu wybitnie się nie nadaje.
Krzycer: Genialny scenariusz + koszmarne rysunki = jest dobrze, ale... W każdym razie - strony z nadchodzących numerów są już bez tych bohomazów, więc jest nadzieja na przyszłość.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0063a.jpgDaredevil vol. 2#112 Zombie Variant

Autor: Travel Foreman

Gamart: Jak już zaczęły mnie denerwować te ciągłe varianty okładek ze Skrullami/zombie/małpami, to pojawiło się to cudeńko. Nie jest to kolejne przedstawienie jakiejś starej okładki, gdzie postać ma parę dziur w ciele czy bruzdy na brodzie. Tu jest wykręcony pomysł i, co najważniejsze, swieży. Pomysł na taką wersję laski z liną Daredevila jest świetny. :)





avalonpulse0063b.jpgRunaways vol. 3 #3

Autor:
Humberto Ramos

Hotaru: Spójrzcie na tę okładkę. I czy naprawdę może być coś lepszego od Molly podnoszącej jedną rączką grającego w "Guitar Hero" Chase'a? Oczywiście, że nie. Gostek już sobie nie pogra - teraz Molly będzie oglądała bajki!





Gniot tygodnia:

avalonpulse0063c.jpgNew Avengers #46

Autor:
Aleksi Briclot

Lex: Jeśli dobrze pamiętam, to Hotaru i Gil wyróżniali kilka razy okładki tego rysownika, ale ta do NA #46 jest moim zdaniem nieudana. Miało być strasznie, ale artysta chciał zbyt dużo zmieścić na obrazie. Płonąca twarz w tle źle komponuje się z pierwszym planem, a postacie złoczyńców są ułożone w nienaturalnych pozach. Uboga kolorystyka też nie podwyższa oceny tej ilustracji.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.10.22


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.