Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #62 (20.10.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 20 października 2008 Numer: 37/2008 (62)


Sporo niespodzianek w dzisiejszej edycji - serie, które przyzwyczaiły nas do słabszego poziomu, tym razem dają radę i vice versa.



Amazing Spider-Man #573 avalonpulse0062e.jpg
Gil: Konkluzja utrzymuje poziom całej historii, łącząc te dobre elementy z tymi naciąganymi (żeby nie powiedzieć: "kiepskimi"). Konfrontacja Pajęczaka z Normanem wypada świetnie i ma trochę tego klimatu ich dawnych pojedynków, a przy okazji pokazuje, że BND skasowało też wszystkie ustalenia na temat ich rozejmu. Starcie Anti-Venoma z Venpionem początkowo jest słabowite, ale gdy Gargan wchodzi w konflikt z symbiontem, robi się naprawdę ciekawie. Udział reszty Thunderboltsów pozostaje zagadką, bo zachowują się jak nie oni i robią dziwne rzeczy. Akurat po Songbird mógłbym się spodziewać, że wypuści Pajęczaka, ale przy całej otoczce wokół grupy jest to trochę dziwne posunięcie. Choć nie bardziej niż konferencja prasowa na końcu. W ogóle w tej historii Boltsi działają tak, jakby wcale nie byli na smyczy rządowej i robią, co chcą, a to już jest duży minus. Pozytywnie zaskoczył mnie Romita, który wykonał kilka świetnych paneli (zwłaszcza pierwszy splash-page) i przez cały numer utrzymuje poziom, chociaż nadal nie wie, co zrobić z Songbird, a jego Venpion jest pokraczny. Dodatkowa historia z Colbertem do zignorowania, a ogólnie dam 7/10.
CrissCross:
Całkiem niezłe, choć bez błysku. Osbornowie przestali być ciekawi, gdy zaczęli powracać zza grobu, a teraz szczególnie. Do tego szykuje nam się kolejna telenowela z panną Holister w roli głównej.
Lokus:
Trzeba przyznać, że całe "New Ways To Die" trzyma poziom o wiele wyższy, niż wszystkie historie z BND i konkluzja tej historii tylko to udowodniła. Co prawda Norman to już dawno nie ta sama postać, jak dawniej, ale jednak konfrontacja jego z Pajączkiem była udana. Dla Dana Slotta powinno się przewidzieć więcej numerów ASM, bo mam przeczucie, że za tydzień już tak fajnie nie będzie. 7/10
Krzycer: "New Ways to Die" póki co było jedną z dwóch najlepszych historii spod szyldu Brand New Day (druga to Zamieć). Końcówka też trzymała poziom. Co prawda nie podoba mi się wciąganie Parkera do trójkąta, ale rewelacje o tym, że Harry prowadził testy na Chińczykach to wynagradzają.
Szkoda tylko, że ilustrował to Romita. Co prawda w porównaniu z koszmarkami w rodzaju WWH tutaj szło mu wcale nieźle, ale to, co robił z Normanem, woła o pomstę do nieba.


Astonishing X-Men vol. 3 #27

Gil: W końcu zaczyna mi się podobać. Po pierwsze dlatego, że historia dostaje zastrzyk sensu i kawałki układanki zaczynają wpadać na miejsce, a po drugie ze względu na dynamikę postaci, która stale rośnie. Klimat serii zaczyna odsuwać się od Whedona w stronę Morrisona, co dla mnie jest dużym plusem. Oczywiście, Joss był świetny w swojej dziedzinie, ale takie naukowo-surrealistyczne historie wyjątkowo lubię. Dodatkowo, Ellis w najlepsze robi sobie jaja z nagłego umaczowienia Cyclopsa, zmieniając przekleństwo, które wyszło z jego ust, w biegający dżołk. Plusem jest też wprowadzenie agentki Brand i spojrzenie na jej relacje z Beastem. Dla odmiany Bianchi jakby mniej się postarał, ale nadal jest dobrze. Proszę państwa, seria wraca na półkę z oznaczeniem 8/10.
Hotaru: Pierwsze zauroczenie zaczęło przemijać i najwyższy czas na konkrety. Astonishing Ellisa jest zupełnie inne od Astonishing Whedona. Czy to dobrze? Cóż, zależy, czego kto oczekiwał. Ja zaczynam się przestawiać na naukową powiastkę detektywistyczną i dzięki temu czerpię z lektury przyjemność. Trochę gorzej odbieram rysunki pana Bianchi. Odnoszę wrażenie, że oryginalna kompozycja kadrów na stronie jest dla niego ważniejsza od rytmu opowieści. Nie mówię, że jego kompozycje są złe - bo tak nie jest. Jest jednak coś nie tak, kiedy z każdą kolejną przewróconą stroną myślę sobie "co też ten Bianchi wyprawia", zamiast wskoczyć w kolejny kadr historii. Może to dlatego, że nie przywykłem do tego stylu i muszę się do niego przyzwyczaić. A może nie.
CrissCross:
Tytuł zdecydowanie stracił po odejściu Whedona i Cassaday'a. Jest zdecydowanie więcej mało ciekawego gadania, a rysunki takie sobie, raz lepsze, raz gorsze. I nie pomogę wstawiane czasem na siłę ironiczne teksty Armor albo sztuczne przekomarzania Emmy z Ororo, nie mówiąc już o"humorystyczne" sytuacji międziy Hankiem i Brand.
Lokus: Mnie się to to nawet podoba. Dlaczego? Z dwóch powodów. Po pierwsze Brubaker mając niemal ten sam skład do dyspozycji robi jeszcze dużo gorszy komiks, a po drugie Ellis fajnie prowadzi postać Armor. Jednak każdy już to chyba przyzna, że napisać o AXM, że jest tylko przyzwoity, to coś, co za Whedona się raczej nie zdarzało. A spadek w moim prywatnym rankingu x-tytułów z 1 na 3 miejsce też wiele mówi. Jest ok, ale nic więcej. 6/10

avalonpulse0062f.jpgGhost Rider vol. 5 #28
Gil: Czytam teraz tę serię bez specjalnego zainteresowania, żeby tylko zobaczyć, co jeszcze może się wydarzyć. I przyznać muszę, że daje radę mnie zaskoczyć prawie za każdym razem. Danny wreszcie włącza swojego Ghost Ridera i szykuje się konfrontacja, ale to najmniejsza rewelacja. Okazuje się bowiem, że Duchów Zemsty jest więcej i właściwie każda kultura ma swojego. Z jednej strony to ciekawe, bo otwiera sporo możliwości, ale z drugiej nie mogę oprzeć się wrażeniu, że każdy pomysł jest przesadnie rozbudowywany. Był jeden symbiont, później pojawiły się ich setki. Był jeden Nova, okazało się, że jest cały korpus. Był jeden Ghost Rider... no, już wiecie, o co chodzi. Teraz wszystko pozostaje w rękach twórców, którzy mogą przekuć to w coś ciekawego albo absurdalnego. Zobaczymy. A na razie mogę dać słabe 6/10.
Lokus:
Aaron znów mnie zadziwił, bo napisał kolejny naprawdę dobry numer Ghosta. Bardzo cieszy mnie powrót Danny'ego Ketcha do łask i zbliżająca się mini z jego udziałem, choć wolałbym, żeby pisał ją Aaron właśnie. Tymczasem co my tu mamy? Tybetańskiego Ducha Zemsty, nowego Caretakera i dużo akcji. Pan Tan Eng Huat (skądkolwiek on jest) generalnie daje radę i nie ma zbytnio do czego się przyczepić. jak dla mnie jeden z lepszych komiksów w tym tygodniu. 7/10
hitano: Seria z każdym numerem Aarona odżywa po tragizmach Waya. Jest naprawdę fajnie, może to nie jakieś fantastyczne czy zadziwiające historie, ale mimo to mają dobry warsztat i wszystko całkiem fajnie się łączy. Dobry pomysł z tybetańskim Ghościakiem, nowa Caretaker jest jak na razie najsłabszym ogniwem. Tan radzi sobie lepiej, niż w numerze poprzednim, mimo to Marvel powinien zainwestować przy kolejnej historii w jakiegoś rysownika z wyższej półki. 7/10

Captain Britain And MI 13 #6
Gil: Dwie rzeczy o tym numerze mogę powiedzieć bez chwili zastanowienia: jest szybko i jest czerwono. Nie, nie od krwi - od ognia piekielnego, a właściwie psionicznej energii przypominającej taki ogień. W tej chwili historia bardzo przypomina mi odcinek Doctora Who, przynajmniej w tej głównej warstwie. Przeciwnik magiczno-surrealistyczny i dom spełnionych marzeń to coś, co bardzo pasowałoby do tego serialu i dobrze wpisuje się także w ten komiks, bo wnosi coś, czego w Excaliburze nigdy nie znalazłem (nie żebym specjalnie szukał, chociaż wiem, że jakieś magiczne elementy się tam przewijały). Obok tej części jest jeszcze dynamiczny pojedynek między Spitfire a Bladem, który cieszy oko. No i końcówka przynosi coś jednocześnie spodziewanego i niespodziewanego. Czyżby ktoś jeszcze miał dołączyć do grupy? Jedyny minus to mały udział Faizy, która jednak ma swoje momenty. Tak czy inaczej, mocarne 7/10 się należy.
Krzycer:
Nie tak fajne, jak poprzednie pięć numerów, ale nadal dobre. Mało Faizy. No i brakuje mi Johna. Za to starcie Blade'a ze Spitfire w "płonącym" budynku - pierwsza klasa.
hitano: Historia, mimo braku Skrullów, jest równie fajna, co wcześniejsze numery. Wyjaśniło się, że Blade nie będzie taki potulny, jak Peter sądził, no i bardzo dobrze! W dodatku zadymka w budynku naprawdę fajna. Szkoda braku Faizy, jak wspomniał już Krzycer - oby nie weszło to w żyły Cornellowi. Rysunki nadal przyjemne dla oka. 7/10

Hulk Monster-Size Special #1

Gil: Kolejny hulkowy one-shot, który został wydany dwa tygodnie za wcześnie i nie trafił w Halloween, gdzie z pewnością lepiej by wypadł. No cóż... Bruce Banner spotyka wnuczkę Frankensteina i robi za bateryjkę dla potwora, a Hulk kuma się z nim jak potwór z potworem. Okay, mogę to kupić i nawet przyzwoicie wygląda. Bruce Banner spotyka Jacka Russela, który chce, żeby przypilnował jego kudłatego ja. Eee... tu już gorzej, a rysunki trochę mało czytelne, chociaż kilka fajnych tekstów zielonego się trafiło. Tata potwór straszy małego potworka bajkami o Hulku... heh. A ostatniej historii, z całym szacunkiem dla PADa ,nie chciało mi się przeczytać, bo późno było.
Całość to takie typowe 5/10.
Lokus:
Krótko. Nie wiem, po co to wydano. Nic nie wnosi, nieciekawe. Tylko dla fanów zielonego. 3.5/10

Iron Man: Director Of S.H.I.E.L.D. #34
avalonpulse0062g.jpg
Gil: War Machine - The Space Transformer continues... ale tylko przez pierwszych kilka stron. Później, właściwie bez powodu, Jim leci sobie do Rosji, by z zaskoczeniem dowiedzieć się, że go tam nie lubią i nie chcą pomocy. Gdyby nie te retrospektywne sentymenty i nagły przypływ ludzkiej solidarności, mógłby sobie dalej w kosmosie do zielonych strzelać, a tak oberwał i wylądował na stole do sekcji. Czego uczy nas ten numer? Poza tym, że wielmożny nasz prezydent nie powinien mieszać się w sprawy Ukrainy i Gruzji, chyba niczego konkretnego. Ot, po prostu kładziemy podwaliny pod solówkę War Machine, wyciskając co się da z SI. 5/10 będzie, bo nic ciekawego w sumie.
Lokus:
Czyli War Machine w akcji. Podwaliny pod jego nową solową serię to komiks, jakich wiele. Być może twierdzę tak dlatego, że wobec całej Inwazji jestem strasznie krytyczny, ale nie ma tu nic znacznie zachęcającego do dalszego śledzenia przygód Rhodesa. Oby tak dalej... nie było. 5/10 i pytanie: zgadnijcie, ile tytułów z nazwiskiem Gage'a ukaże się w październiku? 4.
A nie lepiej by było mniej, a porządnie?
hitano:
Słabe to to, trochę gorsze od numeru wcześniejszego. Nie widzę tej całkiem oddzielnej serii Rhodesa w blasku fleszy. Wydaje mi się, że problem leży w tym, że ostatnio War Machine był fajny tylko w A:I i w solowych występach trudno będzie mu zaskarbić sobie moją przychylność. 4/10

Mighty Avengers #19

Gil: Poprzednie zakulisowe tie-iny do SI nawet mi się podobały, ale wszystko ma swoje granice. Noh-Varr będzie nowym Kapitanem Marvelem. Da się to zawrzeć w pięciu słowach? Da się. Któryś z ostatnich numerów Secret Invasion pokazał też, że da się to zawrzeć na jednej stronie, więc po co się powtarzać i zapychać cały numer, skoro wszystko, co w nim jest, już wiemy? Owszem, wewnętrzne rozterki Skrull-Vella zostały dobrze pokazane, ale w kontekście jest to całkowicie zbędne. Tym razem łaski nie będzie, a ocena to najwyżej 5/10 i to naciągane.
Hotaru: Wydmuszka. I to nie taka wielkanocna - ta nawet nie jest udekorowana. Jest to po prostu skorupa z dwoma dziurami i pustką w środku. Ktoś powinien zwrócić uwagę Bendisowi, żeby otrząsnął się z samozachwytu i zaczął myśleć nad tym, co pisze. Inwazja miała być dla Czytelników, a nie dla Inwazji. Żenada.
CrissCross: Ciężko powiedzieć coś ciekawego na temat komiksu, który wniósł tak niewiele. Tak naprawdę dla mnie to był zwykły zapychacz z serii Secret Invasion. Nie ma tu nic nowego, istotnego do skomentowania.

Moon Knight vol. 5 #23

Gil: Zabawne - w ostatnim numerze Spector wykańczał się na podłodze w kałuży krwi, a tutaj nagle skacze cały i zdrowy. Zupełnie niezrozumiałe - dlaczego Osborn, mając do dyspozycji potężną grupę, kuma się z bandą psychicznych fanów Kubrika? Dziwny zbieg okoliczności - ponieważ w tej rzeczywistości Bar Mleczny Korova nie istnieje, chłopcy w melonikach rozwalają knajpę Frenchiego i robią kuku jego chłopakowi. A może to było zamierzone? Nie wiem. Ja już z tej serii nic nie rozumiem. A czytając ją mam wrażenie, jakbym oglądał pokaz rodeo na martwym koniu. 3/10 i prośba - zakończcie już tę serię.
Lokus:
Czyli wzywamy Thunderbolts, żeby podnieść sprzedaż. Do Marca Spectora mam pewien sentyment, bo to jeden z numerów spośród poprzednich serii z jego udziałem był pierwszym oryginalnym komiksem Marvela, jaki zawitał w moim domu. Niestety zarówno ten numer, jak i kilka poprzednich, to równia pochyła ku grobowi dla tej serii. I tu nawet Venom i Bullseye nie pomogą. Niestety, do poziomu scenariusza dostosowuje się też rysownik, a wiemy wszyscy, że Texa stać na wiele. 4/10, choć i tak trochę za dużo.

NYX: No Way Home
#3

Gil: Czy ja to w ogóle czytałem? Dlaczego nic nie pamiętam? Aha, było coś z tym czarnym kolesiem - jakieś wspomnienia i wewnętrzne monologi. Później ten z tatuażami wyskoczył i tamten coś mu zrobił, ale sam zapomniał. Hm... w sumie nuda. Tak jak w przypadku oryginalnej serii NYX, coś się na początku zadziało, a końcówkę zapamiętają tylko nieliczni z tych, którzy w ogóle do niej dotrwają. Ocena: 4/10.

avalonpulse0062h.jpgUncanny X-Men #503
Gil: Bru i Fraction serwują nam to, co młodzież lubi najbardziej: najpierw drina w knajpie, potem pościg motocyklowo-samochodowy po ulicach, trochę kinky-sexy-stuffu, a na koniec wbijanie noża w czoło jednemu kolesiowi. Słodkie. A starzy ludzie jak ja pamiętają czasy, kiedy w X-Men chodziło o coś więcej niż te rzeczy, nawet jeśli oznaczało to pojedynek ludzi w rajtuzach o władzę nad światem. Cóż, skoro Steve Rogers musiał umrzeć, bo nie wiedział, że Ameryka to YouTube i reality shows, chyba i na mnie czas... Zupełnie mnie to nie bawi i już nawet przestało mnie obchodzić, że robią takie rzeczy z postaciami, które kiedyś uwielbiałem. Kiedy takie rzeczy zaczęły się dziać z telewizją, przestałem ją oglądać - czyżby przyszedł czas na zakończenie znajomości z UXM? Mam wrażenie, że ocena 4/10 to zbytek łaski.
Hotaru: Staram się, ale nie potrafię zrozumieć zasady, jakiej ten tytuł ma hołdować. Nic, co ten komiks ma do zaoferowania, do mnie nie trafia. Tak jak Gil, zaczynam na poważnie rozważać odpuszczenie sobie kolejnych numerów. Szkoda moich nerwów.
Krzycer: W
cale fajne. Co prawda Pixie już nieraz udowadniała, ile jest warta (pozbycie się Malice, masakra N'Garai) ale niech już Brułamkowi będzie. I tylko Madelyne Pryor nie daje mi spokoju. Mało już Kyle z Yostem nawskrzeszali wrogów?
Lokus: Bru chyba sobie do końca nie radzi w komiksach drużynowych. Jeśli śledzi się Captaina lub Daredevila, to tu się można lekko rozczarować. Choć może pan Fraction powie coś o tym więcej... Niemniej, jest lepiej niż ostatnio, choć bez fajerwerków. Tak, wiem, powrót Madelyne miał takim być, ale dla mnie nie był - nigdy tej postaci nie lubiłem. Punkt więcej za rysunki - Land jakoś zawsze mi odpowiadał. W sumie 6/10

Secret Invasion: Front Line #4
Gil: Wbrew temu, co sugeruje okładka, w środku nie ma sielanki, tylko dalszy ciąg bieganiny w ucieczce przed zielonymi. Skrull ludojad się sfrajerował i wypadł przez okno - miałem nadzieję na jakieś ciekawsze rozwiązanie. Nasi dzielni Ludkowie w końcu się spotykają, by pobawić się pilotem do Stark Tower, a na końcu pobiec do Central Parku, gdzie szykuje się wielka bitwa. Kiedy to czytałem, wydawało mi się ciekawsze, ale przy drugim spojrzeniu sam się zastanawiam, dlaczego? Jest coś takiego w dialogach, że kiedy czytasz, jest okay, ale później szybko zapominasz i zostaje tylko kilka takich highlightów z całego numeru, które wydają się mało interesujące. Kolejne 5/10 dla kolejnego tie-inu.

Ultimate Origins #5

Gil: Hej! To Rick Jones! Nagi i świecący! Czyżby szykowała się Ultimate Destiny Force? Słuchając monologu Uatu byłem prawie pewien, że jego wybrańcem zostanie Carol Danvers albo Wendel Vaughn, więc wprowadzenie Ricka zaskoczyło mnie. Czy pozytywnie, to się okaże, ale chyba mogę oczekiwać czegoś dobrego, bo seria trzyma poziom. Na dokładkę do monologu dostajemy też część originową, czyli kilka rzutów oka na rozwałkę w Weapon X i włócznię w plecach Charliego. Jest dobrze, więc podtrzymam ocenę 7/10.
Krzycer:
Ultimate Rick Jones. Yay. I dalej: Nick Fury dyrektorem S.H.I.E.L.D. "lata temu"? Jeśli dobrze pamiętam, w millerowych UXM został nim po tym, jak Wraith wysadził generała Rossa, nie? Miałem wrażenie, że coś jeszcze się nie zgadzało, ale może tylko mi się wydawało. Od strony graficznej - porządnie, z jedną rewelacją. Strona z Magneto na kolanach w swojej cytadeli, pośród rozbitego szkła, tuż po palowaniu Charlesa. Ładne.

X-Men: World's Apart #1
avalonpulse0062i.jpg
Gil: Trzeba przyznać, że Yost ma talent do pisania prostych historii w typowym stylu superhero, które są dość dobrą i niezobowiązującą rozrywką. Na samą myśl o wałkowaniu spraw między Storm a Black Pantherem nie bardzo chciało mi się to czytać, ale się przemogłem i nie żałuję. Początek jest wprawdzie nieco rozwlekły, ale po powrocie do Wakandy robi się ciekawiej, zaś dziwne wydarzenia zostają szybko wyjaśnione wprowadzeniem na scenę Shadow Kinga. Klasyczny przeciwnik wyciągnięty z niebytu to duża obietnica na przyszłość, więc mam nadzieję, że kolejne numery wypełnią ją należycie. Oczywiście istnieje też ryzyko, że zamienią się w serię psychicznych tortur bez większego sensu, ale za to opartych na niezłomności charakteru Storm, ale to ryzyko skłonny jestem podjąć. Jest też kilka niezłych paneli, więc dam 6/10 na zachętę.
Hotaru: Mam mieszane uczucia co do tego komiksu. Jest po prostu nierówny i nie mogę się zdecydować, którą część zrecenzować. Bo pierwsza jest naprawdę dobra - zarówno pod względem graficznym, jak i fabularnym. Yost jest tak dobry, że potrafi przedstawić dwa zupełnie inne stanowiska i każde z nich wydaje się prawidłowe. Niestety, końcówka psuje cały efekt. Pomijając pogorszenie się poziomu rysunków, nie chodzi nawet o to, że zachowanie T'Challi jest kompletnie niewiarygodne i obywatele Wakandy powinni się skapować, że coś jest nie halo. Nie odpowiada mi, że najwyraźniej po zakończeniu miniserii małżeństwo Strom i Black Panthera wyjdzie z tej próby wzmocnione, a chciałbym obserwować jego organiczny rozpad. Jest szansa, że dostanę to, czego oczekuję. Ale nie wstrzymuję oddechu.
Krzcyer: Kiedyś myślałem o napisaniu dużego fanfica zaczynającego się zgonem Xaviera, zniszczeniem Instytutu i diasporą iksmanów (niezbyt oryginalne, wiem). Shadow King przejmujący kontrolę nad Black Pantherem też tam był... U mnie miało się skończyć na wpół obłąkaną Storm zabijającą T'Challę. Jeśli okaże się, że przewidziałem wszystko, to nawet nie będę dochodził praw autorskich, ale jeśli będzie tu happy end to... meh.

Young X-Men #7

Gil: Bla bla bla, monster smash, Dust jest umierająca, a Ink nie jest mutantem. To tyle, idźcie do domu. Wprawdzie tym razem nie poczułem się dotknięty stylem Guggenheima, ale to znaczy również, że ten numer jest zupełnie nijaki. Nawet głupi nie jest. Chyba absolutny brak jakichkolwiek odczuć wobec komiksu oznacza, że nie warto go dłużej czytać, więc to mój ostatni numer (tak, wiem, nie raz już tak mówiłem...). Jedyne, co wciąż zwraca moją uwagę, to rysunki, które chętnie zobaczyłbym w jakiejś bardziej dojrzałej serii i z inną kolorystyką, bo są całkiem interesujące. Ocena tak czy inaczej 3/10.

CrissCross: Oto i ciekawa sytuacja. Kiedy X-Men w składzie z między innymi doświadczonymi na polu walki Cyclopsem, Wolverinem i Bansheem oraz potężną Storm i paroma innymi walczyli z żywą wyspą, to się bardzo męczyli. Sway i Petra zginęły, a Jean, Beast, Iceman i Angel zostali pojmani. Ale wystarczyło rzucić na taką samą wyspę kilku dzieciaków wspartych przez Sunspota i Xian i problemu większego nie mają. Podczas zmagań mogą sobie jeszcze podyskutować spokojnie. Z tego wynika, że nowa generacja znacznie przewyższa starą. Wolverine powinien się pilnować, bo może już nie być najlepszym w tym, co robi. A tak na poważnie, to rysunki znowu cieniutkie.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0062j.jpgGhost Rider vol. 5 #28 variant 1 + variant 2

Autor:
Marc Silvestri

Gil: W tym tygodniu mamy taki wyjątkowy smaczek w postaci dwuczęściowej okładki do samodzielnego złożenia. Z pewnością prezentowałaby się lepiej, gdyby była jedną podwójną okładką, ale i tak nie można jej odmówić tego czegoś. Starcie dwóch Ghost Riderów ma odpowiednią dynamikę, a uwagę zwracają szczególnie ich ogniste motocykle, oddane bardzo szczegółowo. Odpowiednie dobranie kolorów nie pozostawia wątpliwości, który z Riderów jest który, chociaż trzeba zauważyć, że poza tym są dość podobni. Ale co tam - podwójne okładki rządzą!

avalonpulse0062c.jpgSecret Invasion: Front Line #4

Autor: Juan Doe

Hotaru: Ta okładka jest kwintesencją marki "Embrace Change". Sielankowe przedstawienie obiadu z okazji Święta Dziękczynienia z pewnymi subtelnymi różnicami wyszło naprawdę świetnie. Takie postery reklamujące totalną pokojową asymilację dwóch różnych kultur mogłyby naprawdę oddziaływać na szarych mieszkańców uniwersum Marvela... no, gdyby nie fakt, że Zieloni zamiast indyka czy innego kosmicznego zwierza zaczęli gustować w mięsie ludzkim. Smaczkiem jest - na co zwrócił mi uwagę Gamart - że okładka nawiązuje do JSA #54 z konkurencyjnej stajni DC, stanowiąc jednocześnie jej parodię. W każdym razie - świetny pomysł, świetne wykonanie - brawo!


avalonpulse0062d.jpgAmazing Spider-Man #573 Colbert variant

Autor:
Joe Quesada

Lex: W tym tygodniu pojawiło się kilka dobrych okładek, ale tylko na jednej pojawił się Stephen Colbert! Colbert '08!








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.10.15


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.