Avalon » Publicystyka » Artykuł

X-Men 3: The Last Stand po raz czwarty

X-MEN 3: LAST (BUT NOT LEAST) STAND

tekst: Graalion

Obejrzałem film przedwczoraj. Czas o tym pogadać. Pewnie będzie trochę bez ładu i składu, ale takie już bywają moje przemyślenia. Może być miejscami sucho i krótko, jedynie zasygnalizowane coś.

Przede wszystkim film mi się podobał. Bardzo. Z całą pewnością to było dobrze wydane 13 zeta. Film podobał się także mojemu bratu, który - choć całkiem lubi fantastykę - komiksów nie czyta. A to już dobry znak. Podoba się cywilom. Stąd pewnie dobry wynik finansowy. No i braciszek ostrzegł mnie o scenie po napisach, chwała mu za to.

Dwa główne wątki. Tylko po co? Nie od dziś wiadomo, że nie pomagają one filmowi. To przypomina napychanie się jedzeniem byle szybciej i więcej, byleby zdążyć przed gwizdkiem. Innymi słowy, to wygląda na strach, że się nie wypełni tych stu iluś minut. Głupota, widząc spis scen, które wycięto z X3. Takie świetne sceny, a wycięto je, bo musiano zostawić gadanie nadające sens fabule. Ech. Rzecz jasna nie neguję samego gadania - fabuła nie może się przecież składać wyłącznie z walk i efektów specjalnych, a i rozmowę można ciekawie pokazać. Ale przy jednym wątku mogłoby być i to, i to. Jakoś ostatnio jest w tego typu filmach moda na podwójnych przeciwników. 3 ostatnie części Batmana (w tym "Powrót") się tym charakteryzowały, co im moim skromnym zdaniem nie pomogło im, a wręcz zaszkodziło. Oczywiście "Batman - Powrót" był nadal dobrym filmem, tak jak X3, ale uważam, że nonsensem jest spłycanie i skracanie fabuły, byleby zmieścić oba główne wątki.

Zakończenie było ładne. Takie malownicze zamknięcie klamerki trzech części. Instytut, Wolverine na balkonie, wszystko się układa - normalnie obrazek. W pozytywnym tego słowa znaczeniu. Drgnięcie piona na końcu - czyli "zmienia się, ale pozostaje takie samo". Dla mnie przesłanie tej sceny było jednoznaczne - Remedium (swoją drogą, skoro już tłumaczą, to czemu nie "Lek"?) ma działanie czasowe. Po jakimś czasie moc powoooli zaczyna wracać. Widać badania (czy raczej testowanie) trwało za krótko, by twórcy to odkryli. Co oczywiście nie przesądza o bezużyteczności Remedium. Mutanci nie chcący nimi być - jak Rogue - będą musieli zażywać Remedium jak insulinę, czyli regularnie. Remedium stanie się zapewne dobrym sposobem na karanie przestępców-mutantów. Gdyby działanie było trwałe, byłyby duże opory przed jego stosowaniem, bo podobnie jak kary śmierci, kary takiej nie dałoby się odwrócić. Ale skoro działanie jest tymczasowe? Ograniczyłoby to znaczenie Remedium jako broni, ale z drugiej strony dałoby poważny argument do ręki zwolennikom takiego jego zastosowania. Zaczęto by Remedium zapewne porównywać do paralizatorów. W rezurekcji Xaviera należałoby rozważyć jeden problem. W filmie mutacja bezpośrednio jest związana z genem X. Czyli z DNA. Energia psychiczna nie posiada DNA. Czy więc jest możliwe, że Xavier zyskał nowe ciało, ale stracił całą moc? Teraz jest przecież człowiekiem, ma człowiecze ciało. Równie ludzkie jakby je potraktowano Remedium. To mogłoby być całkiem ciekawe. Czy Xavier ujawniłby się? Wróciłby do Instytutu? Czy może przeszedłby na zasłużona emeryturę? Och, wiem że w komiksach mutacja chyba nie wymaga ciała z genem X (zdaje mi się, że Shadow King był mutantem?). Ale tutaj? W filmie? Hmm... Sama kwestia przeniesienia osobowości do innego ciała nie budzi mego sprzeciwu. Xavier był przecież najpotężniejszym telepatą na Ziemi (z wyjątkiem być może Phoenix; ale tylko być może). Taka sztuczka powinna mu się udać bez problemu. Ale co potem? Człowiek czy mutant? To już zupełnie inne pytanie.

Phoenix - ślicznie ją opracowali. Duże brawa, że nie bawili się w kosmiczne energie itp. W komiksie to może być; ze względu na całkowitą długość cyklu i bogactwo uniwersum, znajdzie się tam mnóstwo miejsca i dla kosmitów, i dla magii, i dla wampirów, i dla mnóstwa jeszcze innych rzeczy. Ale film to co innego. Bardzo eleganckie więc rozwiązanie - mutant klasy 5, do tej pory zblokowany. Ale to niesie za sobą pewne konsekwencje. Mianowicie, że Jean nie ma już kosmicznej mocy Phoenix, ale tylko telekinezę i telepatię. Co prawda rozwinięte do niewyobrażalnych rozmiarów, ale jednak tylko te dwie moce. Choć szczerze mówiąc nie zauważyłem, by jej telepatia się aż tak mocno rozwinęła. Chyba żeby liczyć sięgnięcie przez spory połać terenu do umysłów najpierw Cyclopsa, a później Wolverine'a. I oparcie się atakowi mentalnemu profesorka. Nie do porównania jednak z rozwojem telekinezy.
Właśnie, telekineza. Tak rozwinięta, że Phoenix nie tylko mogła unieść tysiące/miliony/miliardy (nie wiem jakiego rzędu to były liczby) litrów wody, ale że mogła rozrywać ludzi (i mutantów) na strzępy po prostu telekinetycznie rozkładając ich ciała na atomy. Kto więc narzeka, że to wyglądało jak działanie Wandy Maximoff - dajcie se spokój. To telekineza w najczystszej postaci. Oczywiście, że brakuje ognistego feniksa, by choć raz buchnął za jej plecami. Czy mogłaby go zrobić? Jasne, że tak. Temperatura to szybkość poruszania się cząstek. Telekinetycznie przyśpieszając ich ruch na danym obszarze, mogła stworzyć wysoką temperaturę, a więc i ogień, a więc i kształt stworzony z ognia. Podobnie jak zmienić materię drzewa w złoto, oddziałując na cząstki atomów - elektrony, protony i neutrony - by połączyły się w określony sposób, tworząc określony pierwiastek. Tyle, że czy przeciętny widz by to zrozumiał? Powiedziałby sobie - no jak, przecież ona jest telekinetyczką 5 stopnia, skąd więc tu ogień czy transmutacja pierwiastków (załóżmy, że przeciętny widz zna słowo "transmutacja", ot, tak dla zabawy). Nic więc dziwnego, że reżyser (lub scenarzysta) nie odważył się pokazać takich efektów. W tym i ognistego feniksa. Po prostu nie chciał wprowadzać zamętu w logiczną stronę sprawy Phoenix. Tak, mnie też jest żal, że nie było ognistego feniksa. Ale trudno. Ciekawym pozostaje jedynie fakt, w jaki sposób Phoenix powstrzymała promienie Cyclopsa. I to w samych jego oczach. Telepatią? Mimo że on sam nie miał nad tą mocą kontroli? Tym niemniej jest to możliwe. A może dokonała tego jakoś za pomocą telekinezy? Z kimś, kto umie działać na atomach, nigdy nic nie wiadomo. Widać było, że ta moc wręcz cofa się w głąb jego oczu. Więc pewnie raczej telekineza. Być może miliony mikroskopijnych tarcz tuż przed jego oczami, może nawet między komórkami jego oczu?
Możliwe jest też zapewne teoretycznie, że rozłożyła Cyclopsa i złożyła go z powrotem gdzieś na dnie jeziora, w jakimś kokonie. A gdy Wolverine ją dziabnął, utworzyła replikę swego ciała obok Cyclopsa (działając na atomach można stworzyć wszystko, może z wyjątkiem życia) i przeniosła do niego swoją świadomość, jak Xavier. Taa, kokon na dnie jeziora z inną wersją siebie. Kojarzy wam się to z czymś?
Heh, a ta scena z oczami Cyclopsa - każdy zauważył chyba, że to odbicie sceny tuż sprzed "Dark Phoenix Sagi", pikniku na szczycie skały u Worthingtona. I fajnie. Lubimy takie smaczki.
A na zmiany fizyczne w wyglądzie Jean nie mogę narzekać, bo były całkiem efektowne i mnie się podobały.

Juggernauta im nie wybaczę. Po prostu. Niby mogę ich częściowo zrozumieć - potrzebny był taki niepowstrzymany siłacz do genialnych scen przebijania się przez ściany i pojedynku z Kitty. Ale nie mogłem wybaczyć już komiksowi "Ultimate X-men" za zrobienie z niego praktycznie zwykłego mutanta, więc w filmie też nie odpuszczę. Wiem, że wprowadzanie magii kamienia Cyttorak byłoby w filmie bez sensu. I wcale bym tego nie chciał - podobnie jak w przypadku kosmicznej energii Phoenix. Ale skoro nie mogli wprowadzić klasycznego Juggernauta, wolałbym żeby w ogóle z niego zrezygnowali, a zamiast tego dali Bloba czy jakiegoś siłacza - mało ich wśród mutantów? No, ale oni chcieli słynne imię. Tak jak w przypadku Callisto. Całkowicie zmienili babeczce moce, żeby przypasowała do scenariusza? Ech, żałosne. Nie lepiej był znaleźć kogoś o właściwych mocach albo stworzyć nowego mutanta? Ale nie, potrzebne było słynne imię.
Do samej filmowej Callisto nic nie mam, bo nienajgorzej zrobiona postać. Choć dziwi mnie trochę, że Storm radziła sobie w walce wręcz z kimś obdarzonym nadludzką szybkością. Niby obrywała, ale i trafiała. Za to nieźle, że wreszcie wprowadzono moce do walki wręcz, co było największą bolączką w "Mortal Kombat". Storm miotała piorunami na przemian ze zwykłą walką wręcz i to mi się podobało.
W ogóle ładnie pokazano walki mutantów, i to w skali masowej. Tyle, że większości mocy nie bardzo było widać. Przy takiej liczbie mutantów, energia powinna latać w powietrzu, winny być jakieś aury itp. Nawet jeśli to byli mutanci do 3 poziomu. A ten zeskok z mostu? Nagle połowa mutantów umie lewitować lub ma moce Toada?
A skoro już mowa o moście. Teatralny gest Magneto. Równie dobry efekt osiągnąłby używając platformy - z metalu wyrwanego z mostu lub przez sprasowanie samochodów - na której przeleciałaby cała jego armia. Pamiętacie efekt z którejś z poprzednich części? Marsz po płytkach tworzących na bieżąco chodnik? Cudeńko. Ale nie, on się musiał popisać. I faktycznie, pokazał że jest niesamowicie silny. Taka potęga naprawdę robiła wrażenie. Tyle tylko, że było kompletnie niepotrzebne. Acz później most się nieco przydał, zgniatając jakieś wieże i mury obronne. W sumie, przeniesienie mostu mogło mieć na celu efekt zastraszenia żołnierzy. Jeśli tak to, odniosło skutek.
Wielkie brawa za zasłonę z metalu przed strzałkami. Efekt znany z komiksów, ładnie ze go przenieśli i do filmu.

Jeszcze odnośnie ilości mutantów. Z całą pewnością było ich za dużo. Zwłaszcza tych znanych. Wiedzieliście na przykład, że w filmie były Dazzler i Emma Frost? Ja tam nie zauważyłem nawet Jubilee i Psylocke. Na moje to jest to takie łaskawe machnięcie w stronę mega-fanów. "Chcecie dodatkowego smaczku, to kupcie DVD, puszczajcie na zwolnionym tempie i szukajcie po aktorkach która to Frost, a która Dazzler. Albo idźcie jeszcze raz do kina i spróbujcie je rozpoznać". Po aktorkach z listy płac, bo przecież inaczej się nie da, skoro nie użyły swych mocy. Na moje to jest nadużywanie postaci. Kitty i Colossus w poprzedniej części byli w porządku, bo użyli swych mocy - to rozumiem. Ale rzucić znane postacie po prostu gdzieś w tłum? To zawęża możliwość ich wykorzystania na przyszłość. Choć o to akurat martwić się nie musieli - w końcu to ostatnia część cyklu. Stąd przecież tak beztroskie szafowanie śmiercią głównych bohaterów (co akurat było pomysłem genialnym - do końca nie mogłem uwierzyć, że oni naprawdę zginęli). Bo moim zdaniem szanse na X4 są bliskie zeru. Beneficjenci zysków skoncentrują się prędzej na spin-off'ach, jak "Wolverine" czy "Magneto". I w sumie może to i nawet lepiej. Całą trylogia tworzy ładnie zamkniętą całość, z iście tolkienowskim zakończeniem. Wszelkie zaś pozostawione wątki można domknąć we wspomnianych spin-off'ach, jeśli ktoś poczuje taką potrzebę.

Sprawa Wolverine'a i Storm. Nie, nie ich "romansu". Film raczej nie dał powodu do takich przypuszczeń, a ta jedna scena między nimi to o wiele za mało. Pokazała tylko, że w sprzyjających warunkach coś mogłoby ewentualnie zaiskrzyć. Nic więcej. Ale teraz zostali, zdaje się, jedynymi prawdziwymi opiekunami/nauczycielami w Instytucie. To stwarza pewne możliwości.
Ale nie, chodziło mi o to jak dużo jest tych akurat postaci na ekranie. Wolverine był faworyzowany już od X1, co mnie osobiście nieco denerwowało. Faktycznie jest najbardziej znaną i popularną postacią z X-men. Ale czy to znaczy, że trzeba mu podporządkowywać cały film? Ba, całe 3 filmy? No, a teraz kwestia Storm. Początkowo poszły plotki, że ma jej w ogóle nie być. Fani zaprotestowali. I to zdaje się tak gwałtownie, że przegięto w drugą stronę. Storm jest normalnie wszechobecna. Zgadzam się, że jej postaci przydało się rozwinięcie. Ale aż tyle? Czy to naprawdę było potrzebne? Czy nie lepiej byłoby oddać trochę czasu biedniutkiemu Colosussowi, z którego zrobili milczącego osiłka. W porządku, taki typ postaci też może być fajny, ale trzeba to pokazać z głową. A nie ucinając każdą scenę z jego występem do paru sekund i nie dając mu niemal żadnych kwestii mówionych. Rozumiałbym to w poprzedniej części, ale tutaj wszedł już do głównego składu. No i ten metal a'la "Terminator 2"? Ja wiem, że wygląd niektórych postaci trudno przenieść z komiksu. Niekiedy trzeba go lekko zmienić (jak strój Spider-mana), niekiedy zmienić zupełnie (jak stroje X-men czy wygląd Mystique). Ale czy naprawdę nie dało się tego zrobić lepiej? Zmniejszyć odblaskowość, a zwiększyć masywność (w komiksie Colossus rósł po przemianie o jakieś 10-20 cm). Wygląd to w ogóle drażliwa kwestia. Pominę już starą Jean i młodego Cyclopsa, do których przyzwyczaiły nas poprzednie części (a jednak nadal boli). Pominę Beasta - może nie dało się go lepiej przenieść z komiksu (czy aby na pewno?). Ale Juggernaut? Ech ...
A skoro już przy wyglądzie jesteśmy, nie mogę wspomnieć o pewnym dużym plusie. Czyli pani Romijn-Stamos (czy teraz już tylko Romijn) bez "makijażu". Cud, miód i orzeszki. Jakoś nigdy nie uważałem jej za tak piękną jaką miała opinię, ale tu muszę przyznać, że wyglądała bosko. Cóż, jestem tylko facetem. Takie sceny zwyczajnie mi się podobają.

Co jeszcze o aktorach. Cyclopsa mało, ale to co było - było dobre. Ja akurat całkiem go lubiłem w komiksie (nie to co tego dupka Gambita), uważam że dobrali fajnego aktora, udanie przenieśli go z kart komiksu, a jego załamka po śmierci Jean była całkiem na miejscu. Szkoda, że był tak krótko, ale taki był wymóg fabuły i w pełni to akceptuję - fabuła najważniejsza. Kitty popisała się, ładnie ukazana i zagrana postać, co zresztą było już powiedziane. Juggernaut taki jakiś bezpłciowy, ale i tak miał więcej wyrazu niż Colossus, który był całkowicie płaski i dwuwymiarowy (tak, wiem, nie jego wina, tak mu rolę napisali). Równie dobrze mógł go zagrać manekin, jak to było w przypadku Ciri w "Wiedźminie". Magneto ... ech, to jednak nie jest jeszcze ten Magneto. Zbyt stetryczał, zrobili z niego takiego oślizgłego typa, który bez wahania poświęca swoje oddziały, nawet nie próbując im pomóc. Choć mógłby. W poprzednich częściach jakoś lepiej wypadał. No i ten hełm. Niby taki jak w komiksie (mniej więcej), ale tu akurat widać dlaczego niektóre przeniesienia nie powinny być wierne. Bo to co wygląda dobrze w komiksie, może razić na ekranie. Mystique jak zwykle świetna. Żal tak krótkiego występu, podobnie jak u Cyclopsa, ale zostało to dobrze umotywowane fabułą i za to duże brawa. Lepiej to, niż jakby na siłę ich wciskali. A tak nie dość że elegancko ich usunęli, to jeszcze stworzyli ważne sceny (sceny śmierci głównych bohaterów zawsze są ważne). Angel ... okay, a wydawało się, że gorzej niż Juggernaut już być nie może. Ale Juggy miał parę dobrych scen, jak potyczka z Kitty czy "I'm Juggernaut!". Angel praktycznie nie miał żadnych dobrych scen. Jego skrzydła wyglądały strasznie sztucznie, a on sam zawsze się przy nich prężył i napinał muskulaturę, nie bardzo wiedząc jak odegrać posiadanie blueboxowych skrzydeł, więc polegając tylko na specjalnie do tego filmu przygotowanym ciele. Sceny lotu wołały o pomstę do nieba. Biją przeniesienie mostu na głowę. Tej postaci nie było tak naprawdę potrzeba więcej czasu na ekranie, ale rozwinięcia postaci w tym czasie który miał. Pokazanie zagubienia, konfliktu między miłością do ojca a niechęcią do pozbycia się skrzydeł i poddaniu leczeniu, wysiłku by udowodnić ojcu że skrzydła nie są przekleństwem. Ale do tego potrzebny byłby ktoś umiejący grać mimiką, prawdziwy aktor (co wcale nie musi oznaczać osoby po 30-tce, Hollywood ma dobrych aktorów młodego pokolenia). Nie wystarczy wyrzeźbienie ciała i blond włosy. Rogue podobnie nie zdołała dobrze ukazać głębi dramatu i dylematów, jakie przeżywa. Scena "trójkąta" pokazana świetnie, Iceman traktuje Kitty trochę jak młodszą siostrę (choć nie do końca), a Rogue przez brak dotyku (seksu jej się chce, seksu!) szaleje z zazdrości. Remedium jest akurat jakby stworzone dla niej. Dobrze więc, że nie poszli śladem Beasta i nie kazali jej wytrwać w byciu mutantem "w imię zasad". Acz do decyzji Beasta też nic nie mam. Mógłbym pisać jeszcze o Pyro, Icemanie i innych. Ale po co? Każdy wiedział jak zagrali, podobali się lub nie. Ja do Icemana czy Pyro zastrzeżeń nie mam, choć ten drugi zbrzydł jakoś od ostatniej części (obiektywnie mówiąc). Za to jego płomienie wyraźnie zyskały. Icemanowi dali więcej czasu ekranowego i wykorzystał to bardzo dobrze. Był jeszcze i gość z kolcami na twarzy, też dobrze zagrany, tak jak i Madrox, który równie dobrze jak Iceman wykorzystał dany mu czas. Była Arclight, ni to baba, ni to chłop, a więc dobrze pasująca do mutanckiej braci. I byli inni, lepsi lub gorsi.

Co mi się bardzo podobało, to Departament do Spraw Mutantów. Ogólnie to, że mutanci przestali przemykać gdzieś na obrzeżach społeczeństwa, ale stali się jego integralną częścią. Wreszcie są uznawani przez władze, w sensie uwzględniani w jego polityce całościowej, nie zaś tylko zauważani przez pojedyncze komórki rządowe, jak senator Kelly czy Weapon X.
I śliczna scena ataku plastikową bronią i pogrom mutantów - ludzie też potrafią, a co.

Uff, no, to chyba mniej więcej wszystko, co mi się kołatało po głowie. Podsumowując raz jeszcze podkreślę, że film mi się bardzo podobał. Może nie widać tego po niektórych powyższych narzekaniach, ale taka już natura ludzka, że chętniej zauważa wpadki niż osiągnięcia, że chętniej gani niż chwali. X3 posiada znakomite efekty specjalne, wciągającą i logiczną fabułę, dobrze zarysowane postacie i świetny montaż. Nienawidzę, gdy w scenach walk używa się "kamery z ręki". Teoretycznie zwiększa to dynamizm walki, ale ja chcę widzieć właśnie wspomnianą walkę, a nie przelatujące przez ekran jakieś ruchy różnych części ciała, tu uderzenie, tam jakiś cios i zupełnie nie widać co się tak naprawdę dzieje, wiadomo tylko, że walka jest bardzo gwałtowna. To jest w moim odczuciu oszukiwanie widza, olewanie go sobie. Pójście na łatwiznę. W X3 tego nie ma, przyjęta jest "kamera quasi-statyczna", coś jak w "Kill Bill" czy filmach z Brucem Lee. I całe szczęście, możemy się delektować potyczkami.
X3 to bardzo dobra część cyklu, w niczym nie ustępująca poprzednim.
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.