Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #59 (29.09.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 29 września 2008 Numer: 34/2008 (59)


Żegnamy głównego kandydata do tytułu najgorszej miniserii 2008 roku - piąty numer Ultimates 3 trzyma fatalny poziom poprzedzających go komiksów. Na szczęście w minionym tygodniu znalazło się również kilka znacznie bardziej udanych zeszytów.



Captain America vol. 5 #42avalonpulse0059k.jpg
Gil: Wielki finał historii, która ciągnie się już półtora roku? Chciałbym… Mimo rozwiązania pewnych wątków, nadal pozostaje tyle niewiadomych, że możemy mówić najwyżej o półfinale. Jest całkiem dobrze: Bucky robi swoje i zyskuje uznanie, Sharon robi swoje i eliminuje Lukina, Zola robi swoje i przenosi Skulla. Słabi odpadli, najważniejsi grają dalej - tak jak mówiłem: półfinał. Cieszy fakt, że Nibysteve pozostał na placu gry i może jeszcze zamieszać. Wciąż otwarty pozostaje wątek dziecka, które niby stracone, jednak przewija się w dialogach, a wciąż nie wiemy, co właściwie miała zrobić ta maszyneria Zoli. Teraz wygląda na to, że na jakiś czas wątki zejdą na boczny tor i zajmiemy się czymś innym, bo w końcu przed finałem potrzebny jest drugi półfinał. Oby nie potrwał kolejne półtora roku, bo miejscami bywało nudno. Tym razem należy się przyzwoite 7/10.
Bertoluccio:
Finał. I w zasadzie to powinno wystarczyć za wszystko dla tych, którzy czytają Capa w wersji Bru. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to do przewidywalności. Po pierwszych kilku stronach wiedziałem już całkowicie, jak się to skończy, a ostatnia strona była wiadoma od momentu, gdy Zola powiedział, że istnieje inny sposób na wydostanie Red Skulla z ciała Lukina. Jednak jako finał historii wszystko ładnie się ułożyło i domknęło. Dobrzy wygrali, a Bucky zastał oficjalnie uznany przez ludzi za nowego Capa. Ogólna ocena numeru 8/10. Całej historii 9/10.
hitano: Bru trzęsie w tym tygodniu. Koniec potężnej historii po śmierci Steve'a jest drugim mistrzowskim numerem po początku całej historii z 25. Dostajemy dużo i naprawdę fajnie. Podejrzenia co do próby zmiany ciała przez Red Skulla okazały się poprawne. Wypadek przy pracy też nieźle wyszedł. Bucky szalejący i robiący wszystko to, co robił Steve, na swój sposób, również niezły. No, ale najlepsza jest rozmowa Natashy z senatorkiem. Epting na rysownika roku! Ogólnie końcówka zachwyca. I teraz tylko czekać dalej, szczególne wymogi: więcej Sharon i niech pokombinują z Furym jeśli ten przeżyje SI, więcej Natashy, Bucky niech dalej kreuje styl. 6/5! Cała historia 6/5

Angel Revelations #5
Gil: Anioł kontra szalony klecha w starciu o to, z kim rozmawia Bóg. Powiedziałbym, że to lekkie przegięcie z tymi kontaktami, jeśli chodzi o Warrena, ale szczęśliwie są wskazówki, że głosem w jego głowie był jednak Charlie X. Rozstrzygnięcie wydało mi się nieco zbyt szybkie i wyglądało, że większość numeru zajmuje domykanie historii, ale przy drugim spojrzeniu okazało się, że jest odwrotnie, tylko jakoś się to ciągnie. Przy okazji, obowiązkowo wszystko musi się dobrze skończyć, a dawni wrogowie zostają przyjaciółmi. Z wyjątkiem szalonego klechy, który wpadł do rzeki, więc nadal ma szanse wypłynąć. W rysunkach znalazłem wreszcie coś, co mi się podoba i jest to oryginalna stylizacja paneli z masą ozdobników i ornamentów. Za ten numer, jak i całą serię, należy się mocne 6/10.

Avengers: The Initiative
#17

Hotaru: Niestety, nadal średnio mi odpowiada ta historia. Najwidoczniej scenarzystom Secret Invasion było wybitnie nie na rękę i nie mają pomysłu, jak sobie z tym wszystkim radzić. Albo tych pomysłów jest aż zbyt wiele, bo poszatkowane to wszystko wyszło. Przez to trudno się skupić na lekturze i myśli błądzą wtedy gdzieś po rubieżach Drogi Mlecznej. Z ciekawostek wiemy już, że Mutant Zero jest ruda. Tja...
Gil: W czerwonym narożniku Shadow Initiative i lekko zagubiony Ant-Man, w tradycyjnie zielonym - armia Skrullów, a dookoła biega wesoła kompania Skrull-%$&#erów i robi porządki wśród widowni. No cóż, wątki inwazyjne posunęły się naprzód nieznacznie, ale ile działo się w tle - ho-ho! Najpierw mamy Mutant Zero i dwie potężne podpowiedzi co do jej prawdziwej tożsamości. Powiem Wam tyle: jeśli Firestar nie obawia się swojej mrocznej strony, to pozostaje tylko Jean Grey. Dowiadujemy się też, że "blondyna" z Inicjatywy jest Skrullem i… byłaby to duża rewelacja, gdyby już nie zdradzili, że mamy wybór między Thor Girl i Ultragirl. Plusem jest nieco zaskakujące wejście Jocasty oraz dobre rozegranie Ant-Mana i Traumy. Znów mamy też gościnnego rysownika, który zwrócił moją uwagę tym, że rysuje dziwne piersi i nabrzmiałe żyły. Trauma w jego wykonaniu wygląda jak goth-lolita, ale za to Bengal nigdy nie wyglądał lepiej. Ogólnie dość mocne 7/10.

avalonpulse0059j.jpgDaredevil vol. 2 #111
Gil: Drogie dzieci, przywitajcie się z Lady Bullseye. Chociaż wydaje się, że wypłynęła na fali żeńskich odpowiedników znanych złoczyńców, może okazać się całkiem silną postacią choćby z tego względu, że właściwie nic nie łączy jej z oryginałem, poza krótkim spotkaniem i wielką fascynacją. Okazuje się też, że jej cele są inne, niż by się z początku zdawało, co eliminuje element oczywistości z historii. Ale póki Lady B (czemu nie Queen B?) pląsa sobie po dachach, Matt i Dakota zajmują się sobą - bardzo. I ku mojemu zdziwieniu, wyjątkowo podoba mi się taki rozwój wypadków, bo Milla była męcząca jako wieczna ofiara, a panna North wyrasta na silną osobowość. Miejmy nadzieję, że Lady B nie ubije jej w najbliższym czasie. Po ostatnich słabych numerach, ten wydał mi się znacznie lepszy pod każdym względem, dlatego dołączy do grona komiksów ocenionych na 7/10.
Demogorgon: No proszę, robi się całkiem ciekawie. Matt i Dakota robią coś, czego się nawet spodziewałem od początku numeru, za to Lady Bullseye okazuje się kompletnym zaskoczeniem i bardzo ciekawą postacią. No i ma bardzo fajne cele - o ile Danny cieszy mnie bardzo, o tyle Carlos to zaskoczenie i jeszcze większa radość. Nie mogę się doczekać team-upu tych dwóch z Daredevilem. Z niecierpliwością czekam na kolejny numer, a ten polecam wszystkim.
Krzycer: Bru znowu pisze Iron Fista! Co prawda tylko w ramach gościnnego występu ale i tak - super. Lady Bullseye - póki co nie mogę się do niej przekonać, zobaczymy. Matt i Dakota - może to miała być siurpryza dla czytelnika, nie wiem, w każdym razie zaskoczenia nie było.
Ogółem - dobry numer. Daje nadzieję, że rozpoczynająca się historia będzie ciekawsza od poprzedniej (która, choć niezła, rozczarowywała).


Black Panther vol. 4 #41
Hotaru: Tytułu Black Panther nie ma w zapowiedziach na najbliższe miesiące. Cieszy mnie to niezmiernie, bo nie przeżyłbym, gdyby po dobrej historii Jasona Aarona pałeczkę znów miałby przejąć Hudlin. A tak może to świadczyć o tym, że Marvel w końcu opracował jakiś plan dotyczący małżeństwa T'Challi z Ororo i miniseria X-Men: Worlds Apart ma ten plan wcielić w życie. Jak dla mnie bomba, najwyższy czas, by coś w tej materii zaczęło się dziać. Tutaj wprawdzie nia ma nawet jaskółki zwiastującej przyszłe tarcie między małżonkami, ale traktuję to jako pożegnanie ze starym porządkiem. Jeśli jest to ostatni numer Black Panther, to - jak ktoś już zauważył - cieszę się, że seria umarła lepiej, niż żyła.
Gil: Czy ktokolwiek wątpił w to, że T'Challa okaże się sprytniejszy od przeciętnego Skrulla? Nie widzę, nie słyszę. Pozostawało tylko pytanie, jak tego dokona, a odpowiedź okazała się być w bardzo hudlinowym stylu, czyli deus ex rectum. Ot zwyczajnie, od niechcenia ostatnia nadzieja czarnych znalazła sposób, jak podszyć się pod Skrullów, jednocześnie podszywając Skrullów pod siebie. Tak, wiem, że to zdanie nie ma sensu - tak samo jak pomysł. Niemniej jednak, odrobina pomysłowo pokazanych tortur, połączona z powrotem do dylematów podstarzałego dowódcy armady sprawia, że przez większość numeru jest całkiem fajnie, dlatego dam 5/10.

Deadpool vol. 3 #2
Gil: Dziwnie się czuję pisząc to, ale chyba… spodobało mi się coś, co napisał Way. Spokojnie - nie ma powodów do paniki - spodobało mi się częściowo. Bo jeśli przymknąć oko na kretyńskie halucynacje i bełkot okazuje się, że to zagranie było całkiem w poolowym stylu. A może po prostu skojarzyło mi się z numerem, w którym był zastęp klonów Gwen Stacy? W każdym razie, pomysł z masową deadpoolizacją Skrullów i wykorzystaniem tego przeciwko nim całkiem dobry jest. Wykonany średnio, ale dobry. I pokazanie Nicka na ostatniej stronie też ma jakiś sens. Żeby jednak nie było zbyt słodko, muszę zauważyć, że dzieje się to w jakimś wayoczasie, który biegnie szybciej niż czas w reszcie uniwersum, bo chociaż minęło 6 godzin inwazji, Deadpool miał tydzień na przeszkolenie swoich kopii. Zapewne w ten sposób Daniel Way przypomina nam, że to jego dzieło. No cóż, tym razem dam 6/10, bo i rysunki były dobre, ale nie zaszkodzi więcej sensu w przyszłości.
Undercik:
"Daniel Way - Writer". Wiadomo, co te słowa za sobą niosą. Jednak jakoś tak mi się lepiej czytało niż poprzedni numer, co nie znaczy, że przestało być kiepsko. Way to strzał Marvela w stopę. Rysunki w najnowszej seri o Deadpoolu mi pasują, są dobre, ale ta fabuła... Armia SkrullPooli rozwala super-Skrullów, taa, jakie to wyszukane. No, ale ten tytuł pozostawia mi żal, żal, że mógłby pisać to ktoś lepszy.

Fantastic Four #560 avalonpulse0059i.jpg
Hotaru: Aż sam się sobie dziwię, ale spodobało mi się. Ostatnie numery nie potrafiły zdobyć mojego zainteresowania, a w ten wciągnąłem się po uszy. Zaczynam wierzyć, że Millar rzeczywiście ma jakiś masterplan i że cząstka "master" nie pojawia się w nim przypadkowo. Rysunki Hitcha nadal świetne. Autentycznie z wypiekami czekam na kolejny numer.
Gil: Albo mam jakiś tydzień dobroci dla kiepskich serii, albo wszystkie zanotowały lekką poprawę. Na przykład F4 Millara zaczyna nabierać sensu, chociaż przy tym staje się również bardzo przewidywalna. No, bo tak: okazuje się, że Nibydefenders przybyli z przyszłości i chcą ocalić 8 miliardów nieszczęśników cofając ich w czasie, używając do tego Galactusa, którego przytargali ze sobą. A gdzie my wciśniemy dodatkowe 8 miliardów? Jak to gdzie? Przecież w poprzedniej historii zbudowaliśmy zapasową kopię Ziemi. Okazuje się, że niańka, która pozwala Franklinowi czytać Kick-Assa (ja bym ją wylał na zbity pysk), to tak naprawdę Sue z przyszłości i magicznie rozwiązujemy wątek śmierci Invisible Woman z tytułu. Pewnie okaże się też, że tajemniczy człowiek w kapturze to Reed, albo co najmniej Doom. Niestety, nikt nie raczył wyjaśnić takich drobiazgów, jak: jakim cudem Sue przeżyła ponad 500 lat, jakim cudem ci z przyszłości przytargali Galactusa, ani dlaczego chcą cofać w czasie 8 miliardów, zamiast wysłać jednego ludka, żeby wysadził Skyneta czy coś w tym stylu.
Dla odmiany zaliczę plus Hitchowi za kilka niezłych panoram, ale i tak całość może dostać najwyżej 5/10.
Bertoluccio:
Musze powiedzieć, że rewelacje tego numeru mają sens. Przynajmniej jakiś tam. Wyjaśniło się, skąd wziął się tam Galactus (teraz chyba jest już ich dwóch w naszych czasach), którego jednak nie pokonała garstka superbohaterów, ale cała armia. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że nowa niania to Sue z przyszłości, co było jednym z dwóch możliwych strzałów. Drugim była dla mnie Valeria, ale tytuł historii raczej wskazywał na jej matkę, no, chyba że Millar jednak zdecyduje się "uśmiercić" Invisible Woman z naszych czasów. Sensu niestety zabrakło na cały ten plan ludzi z przyszłości. 8 dodatkowych miliardów ludzi na Ziemi pojawiających się znikąd? Przy marnych 6 mamy problemy z przeludnieniem i głodem, a co dopiero przy 14. No chyba, że planują się zadomowić na budowanej właśnie Ziemi 2, tylko raz - dalej ją budują, a dwa - nie dało się tego zrobić w przyszłości i utrzeć nosa bogaczom? A, i wszelkie paradoksy czasowe wyrzucamy przez okno i za jedyną słuszną teorię uznajmy, że ich pojawienie się spowodowało automatyczne powstanie alternatywnej rzeczywistości. Ponieważ rysunki Hitcha jak dalej robią wrażenie rozmachem, zawyżę ocenę i dam 6/10.

Fantastic Four: True Story #3
Gil: Tripowania w Immaginationlandzie ciąg dalszy. Tym razem poznajemy odpowiedź na pytanie, w jaki sposób Nightmare podbił krainę wyobraźni i jest ona równie logiczna, jak zakręcona. Nasi bohaterowie napotykają poważne problemy i praktycznie wszyscy źle kończą. Czy aby na pewno? Czy ktokolwiek wierzy w to, że Fantastic Four mogą zginąć w jakiejś miniserii? Oczywiście, że nie, ale majstersztyk Cornella polega na tym, że czytelnik nie ma zielonego pojęcia, jak oni z tego wyjdą, bo ilość możliwości jest praktycznie nieskończona, a ograniczona jedynie wyobraźnią. Bo o tym przecież jest ta historia - o wyobraźni. A jednak nie da się ukryć syndromu trzeciego numeru, który przyniósł spadek rozpędu i kilka przydługich sekwencji, dlatego tym razem nie będzie ósemki, a jedynie 7/10.


Immortal Iron Fist Orson Randall And The Death Queen Of California
Gil: Nie wiem, jak to traktować… Jeśli zamierzeniem Swierczynskiego było zrobić parodię opowieści w stylu noir, to udało mu się całkiem nieźle, ale jeśli z zamierzeniu pisał coś poważnego - wyszła katastrofa. Mimo nie całkiem pasujących rysunków, udało się przynajmniej w narracji i konstrukcji fabuły oddać część tego specyficznego klimatu. Niestety, dialogi wszystko zaprzepaściły, bo są na poziomie jedenastolatka ("to moje orzeszki, złodzieju!"). Nawet jeśli takie było założenie, to jestem nadal na nie, bo Orson nie pasuje mi na postać pastiszową, a chociaż historia ma swój sens, też nie zaliczyłbym jej do wybitnych. Rysunki niczego sobie, ale zdecydowanie nie w klimacie noir. Ogólnie, dam 5/10.

Ms Marvel
vol. 2 #31
Gil: Nie tylko część inwazyjna, ale i poprzednie historie w tej serii oparte były głównie na szybkim tempie i wesołej rozwałce, więc takie wciśnięcie hamulca może być różnie odebrane, ale ja zaliczam je na plus. Wyszło ono na dobre tytułowi i postaci, odświeżając spojrzenie i zarysowując linię podziału między tym, co było, a tym, co będzie. Mamy okazję spojrzeć na aspekty życia Karolki, których nie ruszano od lat siedemdziesiątych, a które zostały sprawnie połączone z tym, co wydarzyło się od tego czasu. Numer wypełniają rozmowy i monologi, które jednak mają na tyle wysoki poziom, by nie zmęczyć czytelnika (chyba, że jest to czytelnik wyjątkowo skupiony tylko na akcji). Rozwiązanie całości też jest dość zaskakujące, a ostatnie zdanie stawia wielki znak zapytania i każe czekać na następny numer z niecierpliwością. Rysownik (chyba) gościnny generalnie nieźle sobie radzi, ale ma słabsze momenty. Całość tradycyjnie zamyka się w ocenie 7/10.

avalonpulse0059h.jpgHulk vol. 2 #6 
Gil: Po pierwsze, mam wrażenie, jakbym czytał komiks dla gramatycznie upośledzonych, bo 80% dialogów składa się z jednosylabowych wyrazów w liczbie nie większej niż 6. Po drugie, ilość gościnnych występów tutaj jest odwrotnie proporcjonalna do ich sensu. Skąd nagle wyskoczyła w San Francisco zbieranina przypadkowych bohaterów z NYC, tylko po to, żeby trzymać most? Dlaczego pan wyrocznia nie wykorzystał zamiast nich X-Men albo Eternals? Czyżby obawiał się, że miałoby to sens? Co jest dość sporym zaskoczeniem, Loebowi udało się nas zaskoczyć i ani Samson (któremu przy okazji urosło jakieś 30 cm włosów w ciągu 4 numerów), ani Ross nie są Krasnym Hulkiem. Teraz zaczynam podejrzewać, że ten czerwony promień po prostu oddzielił wściekłą część Hulka i zmienił w Czerwonego, pozostawiając Zielonego na poziomie sylabizującego debila. No, zobaczymy… A teraz ocena, czyli tradycyjne 4/10.
Bertoluccio:
Ten numer powinni pokazywać na jakiś lekcjach pisania komiksów, aby scenarzyści widzieli, jak nie należy pisać komiksów. Na początek nie powinno cofać się dla własnego widzimisię głównego bohatera zarówno w rozwoju mentalnym, jak i ogólnym rozwoju jako postaci przez te kilka lat. Po drugie, nie daje się takiej ilości gości specjalnych, którzy nie należą do jednej grupy, ani nawet specjalnie lubią, aby postali i powiedzieli kilka "śmiesznych" tekstów. W ogóle, to co tam robił Namor? Już pominę, że cały czas nie mogę dojść, kiedy go rząd USA wypuścił, ale od kiedy to kumpluje się z Iron Manem i przejmuje losem ludzi? A ta godzilla, to też wymysł Loeba, McGuinnessa, czy też tylko ją skądś wygrzebali? Ponieważ jednak mam dzień dobroci, poszukam jakiś plusów w tym wszyskim. Jeden - Hulk jednak trochę myśli i potrafi ułożyć plan. Fakt, że Red Hulk wstępnie nie okazał się Samsonem, też pozytywny. Niestety mam przeczucie, że tożsamość czerwonego będzie jeszcze ciekawsza i okaże się jakimś wspólnym wytworem świadomści Samsona, Rossa i czegoś tam jeszcze. No i Thor w końcu był Thorem, a nie chłopcem do bicia. Ogólnie za te nikłe, ale jednak plusy 2.5/10.

New Avengers #45
Hotaru: Ten komiks załapał u mnie gigantycznego plusa za osobę artysty, Jimmy'ego Cheunga. Uwielbiam jego kreskę i to, że jego rysunki zawsze reprezentują sobą najwyższy poziom. Co się tyczy scenariusza... narzekałem, że w Secret Invasion ciekawsze od głównej miniserii są tie-iny. Podobało mi się pokazywanie, jak do tego wszystkiego doszło, ale co za dużo, to niezdrowo. W dwóch tytułach Mścicieli mamy ciągłe retrospekcje, które mi się wreszcie przejadły. Odnoszę wrażenie, że Bendis zapatrzył się za bardzo w swoją fabułę i teraz narcystycznie serwuje historyjki mające świadczyć o tym, jakiż to jego mózg jest genialny, że to wszystko wymyślił. Proszę, to nie geniusz - to pycha.
Gil: Numer, po którym można było spodziewać się czegoś więcej, ale który mimo wszystko trzeba nazwać co najmniej przyzwoitym. Ot, opowieść o tym, jakim cudem Skrullowie nie zdemaskowali się w House Of M i co zyskali na tym wydarzeniu. Naprawdę liczyłem na to, że dowiem się w końcu, kim jest tajemnicza czwarta osoba z katedry, ale z drugiej strony cieszę się, że nie był to jakiś Skrull, bo za dużo byłoby gadania o podważaniu sensu historii. Dużym plusem jest natomiast płynne przejście do wydarzeń z Annihilation i pokazanie ich impaktu na naszych drogich najeźdźców. Kurcze, nawet przez chwilę im współczułem. A z ciekawostek innego rodzaju: jeden ze Skrullów towarzyszących Veranke w końcówce przypomina mi Bendisa. Nadal daję 7/10 i uważam, że kulisy są ciekawsze od samej inwazji.

New Warriors vol. 4 #16
Gil: No i wracamy do zwyczajowych problemów New² Warriors, czyli dużej ilości gadania o rzeczach zbędnych lub oczywistych, dziwnych pojedynków, w których giną postacie, których nawet z imienia nie kojarzę, chociaż są głównymi bohaterami, oraz abstrakcyjnych planów, w których coś idzie nie tak. Co to będzie tym razem? Alternatywna przyszłość jakaś? A, nawet dobrze - niech już tam zostaną i znikną z półek. Dla mnie tym razem 3/10.

Nova vol. 4 #17

Gil: Kl'Rt to jednak równy chłop jest - jak na Skrulla, oczywiście - i Ryśkowi krzywdy nie zrobił, więc ten mógł odwiedzić rodziców i dotrzeć do brata, który pod wpływem braterskiej inspiracji najął się do tajnego projektu rządowego. Niespodziewanie (oh, really?) pojawił się też Darkhawk, który przedłożył ciepłą posadkę ochroniarza nad spotkania anonimowych spandexoholików. Duet scenarzystów zrobił nam jednak psikusa, bo kazali się spodziewać przywrócenia Worldmindu, a niespodziewanie wyciągnęli z niebytu Wendella Vaughna, który ma odegrać rolę kota Schroedingera. Oczywiście są też źli, atakujący Skrullowie, ale robią głównie za tło. I chociaż ziemskie przygody Novy zawsze wydawały mi się tą słabszą stroną historii z jego udziałem, całość czyta się bardzo przyjemnie, bez odczuć, że coś tu nie gra. Zasłużone, mocarne 7/10 mu dam.


Runaways vol. 3 #2avalonpulse0059f.jpg 
Hotaru: Bardzo się cieszę, że mogę ogłosić, iż ten numer jest pod każdym względem (no, poza okładką) zdecydowanie lepszy od poprzedniego. Poprawiły się zarówno rysunki Ramosa, jak i scenariusz Moore'a. Komiks łyknąłem szybko i z przyjemnością, i chociaż nie do końca zaczaiłem, jak przedstawione w nim wydarzenia mogą sypać piach w tryby związku Xavina i Karoliny, to i tak pozostałe smaczki rekompensują to z nadwiązką. Wygląda na to, że reanimacja Uciekinierów zakończy się przywróceniem wszystkich funkcji życiowych!
Gil: Wciąż coś mi nie pasuje w tej odsłonie Uciekinierów… O ile połowę poprzedniego numeru zajęło im wyjście z domu, tak w tym w ogóle z domu nie wychodzą, ale przez połowę numeru tłuką się z kosmitami, a przez drugą połowę przesłuchują jednego z nich. Trzeba przyznać, że kosmiczna afera ma swój sens, a przesłuchanie jest dobrze poprowadzone (nie dadzą tortury, nie dadzą kiksy, tego, co dadzą dowcipy o pizzy), ale jednak fakt, że wszystko dzieje się w jednym miejscu, nieodparcie kojarzy mi się z mydłami pokroju Mody Na Sukces. Postacie zaczynają nabierać życia, ale gdyby jeszcze akcja była bardziej dynamiczna, a mniej teoretyczna, byłoby zdecydowanie lepiej. Ramos radzi sobie różnie - trochę nierówno, a całość może dostać 6/10.
hitano:
Terry Moore i Humberto Ramos potwierdzają, że wybór Marvela był idealny. Jedynie szkoda, że całe z tym zamieszanie spowodowało reset numeracji. A reszta? Reszta jest fantastyczna! Sprawa z dziwakami z Majesdanu wypada ciekawie. No a potem jest jeszcze lepiej. Cała gadka z jednym z dziwaków jest bardzo fajna, Moore zgrabnie prowadzi dialog i mocno ukazuje emocje całej paczki. Świetny tekst jest z szukaniem kozła ofiarnego. No i Nico bardzo dobrze wypada ze swoimi atakami gniewu. Ramos chyba rysuje fantastycznie jak nigdy przedtem. Wyraźnie widać, iż czuje każdą z postaci i wychodzi to naprawdę bardzo fajnie. 5/5

Secret Invasion Amazing Spider-Man #2
Gil: W końcu pojawił się tu Spider-Man… na stronie recapowej. Poza tym, jedna wielka kicha, która ponad wszelką wątpliwość dowodzi, że to najbardziej niepotrzebny tie-in do inwazji. Myślę jednak, że nie powinniśmy winić za to Briana Reeda, który chociaż stara się cokolwiek z tego wycisnąć. Winni są ci, którzy na siłę wcisnęli to w harmonogram i dali mu do ręki postacie, z którymi nic nie da się zrobić. Brendniudejowym wciskaczom mówimy stanowcze, zdecydowane nie! Ocena 2/10.
Undercik: "
pokażmy BND w 616 w jakimś wielkim wydarzeniu". Jak dla mnie służy to głównie zaprezentowaniu Jackpot - która w TASM nie występowała jakoś tak dużo. Obyła by się Inwazja bez tego, a sorry, raczej nie, bo Marvel trochę na tym zarobi dzięki temu, że w tytyle jest pajączek!

Thunderbolts #124
Gil: Ogromnym ciosem dla tego numeru okazał się wybór strasznie kiepskiego rysownika, który wyraźnie olał wszystko i skupił się na niemal doszczętnie zniszczonym kostiumie Moonstone. Fabularnie jest natomiast całkiem dobrze. Mamy kilka zwrotów i niespodzianek, z czego największym zaskoczeniem jest chyba fakt, że Andrea nie była Skrullem. No, ale cóż… użycie czasu przeszłego rozwiązuje tę kwestię. Boltsi może nieco zbyt szybko rozwiązują swoje małe kłopociki, ale przynajmniej Norman ładnie to wykorzystuje i nie ma w sumie na co narzekać. Mimo wszystko, w porównaniu z poprzednimi numerami, tie-in przyniósł znaczny spadek intensywności tytułu, co może się odbić na jego pozycji, jeśli nowa grupa twórców nie wyrówna w górę. Muszę zaniżyć ocenę, bo rysunki są naprawdę koszmarne, a ostateczny wynik to 6/10.
hitano:
Czyli jak Norman stanie się przyszłym prezydentem USA. Zaczyna się nieźle. Norman nadal ma obsesję z Pajączkiem, ale potrafi ją przezwyciężyć, jak miło. Potem Normi pokazuje nam fantastyczne umiejętności dowodzenia swoją bandą psychopatów. Przemówienie do Venoma robi wrażenie. Sprawa z nieskrullicą Andreą interesująca, bo byłem na pewien, że nią jest. Moonstone wychodzi z opresji, mimo iż Bullseye i o niej myślał. No i Moon wygląda ślicznie, gdy trochę ciałka odsłoni. 5/5

avalonpulse0059g.jpgMarvel 1985 #5
Hotaru: Cóż, o ile Fantastyczni w tym tygodniu zaliczyli trend wznoszący, tak 1985 nadal znajduje się na delikatnej równi pochyłej. Nawet rysunki Edwardsa tym razem są jakoś przygaszone - może to przez ten wyprany w zwykłym proszku schemat kolorystyczny?
Przy okazji ostatniego numeru obawiałem się, że Millarowi zostało tyle do opowiedzenia, a tak mało stron, i chciałbym, aby akcja wreszcie się zagęściła. A ten numer jest najbardziej chyba rozwlekły ze wszystkich. Oby chociaż skończyło się z hukiem...

Gil: Zacznę od tego, że numer zdobi_inaczej jedna z najpaskudniejszych okładek roku. A co w środku? Nieco lepiej, niż przez poprzednie 4 odsłony, co wcale nie znaczy, że nagle zmieniłem zdanie i przestałem uważać to za koszmarek.
Na plus zaliczam scenkę z Jarvisem i sposób, w jaki Edwards stylistycznie oddaje różnicę między dwoma światami. Poza tym, nadal nie widzę tu nic ciekawego, ani metody na dobre zakończenie tego ustrojstwa. Te dwa pozytywne akcenty zaowocują łaskawą oceną 4/10.
Bertoluccio:
Jestem nastawiony pozytywnie do tej serii i pewnie to się nie zmieni. Tempo ma niemiłosiernie powolne, ale i tak mi się podoba. Podróż Tobiego po świecie Marvela robi niesamowite wrażenie, kiedy spróbujemy sie wczuć w jego położenie. Zobaczyć na własne oczy Avengers Mansion? Marzenia. No i zabawny, ale jakże prawdziwy motyw odprawienia go z kwitkiem przez Jarvisa (i ten jego komentarz - świetny). Część dziejąca się w naszym świecie nie jest już taka imponującą. Czegoś mi w tym wszystkim brakowało, ale pojawienie się Galactusa zapowiada ciekawy finał.
Ogólnie 8/10.


She-Hulk 2 #33
Gil: Drugi raz w tym tygodniu mamy do czynienia z komiksem, w którym górę biorą sprawy rodzinne, ale tym razem o żadnym wyhamowaniu akcji nie może być mowy, bo bijatyka wrze. Przy okazji dowiadujemy się, co takiego zrobiła Jazinda, że ścigają ją wszyscy zieloni z tatusiem na czele, a Kl'Rt po raz kolejny udowadnia, że nie jest jakimś tam kosmitą bez serca, tylko postacią, z którą można sympatyzować. Na szczęście zachowuje przy tym swój urok i o żadnym mydle również nie ma mowy. Jedyne, co może rozczarować, to nieco zbyt szybkie zakończenie i brak rozwiązania kwestii Talismana - chyba, że oznacza to przeniesienie wątku w jakieś inne miejsce, co nie jest wcale wykluczone. Tymczasem jednak mamy kawał dobrej lektury na stałym poziomie, zasługujący na swoje 7/10.

Ultimate Fantastic Four X-Men Annual #1
Hotaru: Ookej... w tym Ultimate Fantastic Four X-Men Annual "ultimate" jest jak na lekarstwo. Toż to zrzyna z obecnego runu Millara w F4, Civil War, Days of Future Past i House of M. I to zrzyna nieudolna. Jeśli po tym wszystkich Ultimatum okaże się chociażby do przełknięcia, obwołam je największą niespodzianką roku.

Ultimate Spider-Man #126

Hotaru: Chciałbym napisać, że Ultimate Spidey jak zwykle nie zawodzi, ale nie mogę, bo na tym numerze się zawiodłem. Pojawia się Venom, pojawia się Nick Fury, pojawiają się Ultimates, a mimo tego treści w tym wszystkim jak na lekarstwo. Dowcipne one-linery Parkera ugięły się i nie zdołały podźwignąć komiksu. Szkoda. Ale każdemu może się zdarzyć wypadek przy pracy i liczę na to, że nastęnym razem Bendis wróci do formy.
Bertoluccio:
Spider-Man ze strojem Venoma kontra prawdziwi (jako przeciwieństwo tym Loebowych) Ultimates. Jest akcja, są dobre dialogi i przemyślenia Petera. Rysunki trzymają poziom scenariusza. Czego chcieć więcej? Miałem jedną uwagę, ale została mi wytłumaczona, tak więc ocena 8.5/10.

Ultimates 3 #5avalonpulse0059e.jpg
Hotaru: Boli. I to bardzo. Po lekturze zacząłem zastanawiać się, kiedy ostatnio czytałem coś równie kiepskiego. Na myśl od razu przyszedł Hudlin i po chwili głębszej rozterki doszedłem do zdumiewającego wniosku - o ile fabuły obu "scenarzystów" są w równym stopniu mierne, tak skrypt Loeba dokonał rzeczy wydawałoby się niemożliwej i jest gorszy od tych hudlinowych. Nie wiem, czy określenie "grafomańswo" nie byłoby w tym przypadku zbyt pochlebne. Polecam ten komiks każdemu - ludzie powinni zobaczyć, jak nisko można zejść.

Gil: Finał niesławnych Loebtimates sprawił, że przez ładnych kilkanaście minut nie mogłem opanować ataku śmiechu. Ultron w roli zakochanego i zazdrosnego Pinokio? (Chociaż, żeby tolerować fakt, że jego oblubienica woli sypiać z własnym bratem, musiałby być z Kentucky.) Captain America udający Black Panthera? (To akurat rozumiem - z pewnością zabiega o względy Reginalda Hudlina, bo symbol Ameryki musi być przyjacielem czarnych, a wyrocznią w tej sprawie jest Hudlin.) "Teraz mnie widzisz, a teraz nie" Hawkeye? (Ale przecież działa under-cover, a w komiksie można to zrobić tylko całkowicie off-panel.) Doom w roli deus ex rectum? (Albo nie, temu się nie dziwię po wspomnieniu Ultimate Power.) I wreszcie absolutnie żenujący tekst Pyma o tym, jaki to z niego madafaka - skierowany zapewne do czytelników z Kentucky albo hajskólów. Przynajmniej kilka idiotyzmów wyjaśniono innymi idiotyzmami i przestały mi aż tak przeszkadzać. Rysunki nadal mi się podobają, chociaż miejscami coś mi nie grało.
Kusi mnie, żeby spisać to na straty całkowicie, ale ponieważ śmiech to zdrowie, mogę dać 2/10.
bastek66:
Spodziewałem się urwanego końca lub dennego zakończenia z niespodziewanym "innym graczem", a tu obie głupoty na raz. Black Panther był cały czas Capem... PO CO? Ach, i jeszcze te kretynizmy: Pyro stał się zły, Thor ma młot jak w 616, a jego mechaniczna wersja taki, jak on miał w poprzednich seriach i czemu Madureira narysował Valkyrie wyższą od Logana, skoro ultimatowy Wolverine nie jest kurduplem?
Jedyną zaletą tego numeru jest okładka. 1/10.

MadMarty:
No... na to wszyscy czekali! Świetny komiks! Loeb ugruntował swoją pozycję jako chłopiec do bicia. Pół internetu dostało dokładnie to, czego chciało ;)
Bo czy ktoś się spodziewał, że Panther to Cap? Albo, że Wandę zabił zakochany Pinokio? Tym bardziej, że o ile Millar czynił delikatne sugestie, podobnie jak w kwestii Pietro/Wanda, to po tym, jak Loeb wywalił karty na stół a propos kazirodczego związku było oczywiste, że Ultrona też wyciągnie... Poza tym pozostawił mnóstwo zagadek! Każdy zadaje sobie pytanie "po co/dlaczego?". Najlepsze jest to, że po "Dlaczego" każdy może wstawić dowolne zdanie, a i tak będzie pasowało! Po co Cap się przebrał? Po co był tam Wolverine? Żeby dopisać jakiś idiotyczny background i zrobić z niego ojca Wandy? Przypomniał sobie?
Dlaczego Thor gada jak w 616? Niby wyjaśniono, że mjolnirów jest cała szafka, ale czemu stał się gorszą wersją 616, już nie. Dlaczego Iron Man, który lata poza planetę, nie mógł dogonić Magneto i jego działki? Dlaczego Creed nie zabił Bartona? Dlaczego na to pozwolili Loebowi?
Na dodatek nasz pisarz nie wiedział, co zrobić z częścią postaci, więc jak Hawkeye w ostatniej bitwie pojawia się w takich tycich kadrach, żeby pokazać, że gdy Ci ważni dla fabuły się biją, on strzela...
Jedyny plus to całkiem przyjemne rysunki.

Bertoluccio: Zostałem zaskoczony. Loeb napisał komiks z "sensem" (jako przeciwieństwo sensu, ale nie bezsens ;)). Cała historia ułożyła się jak kawałki układanki i w końcu zrozumieliśmy, że mieliśmy odpowiedź przed samymi oczami, ale jej nie widzieliśmy. Zabił lokaj... To znaczy Ultron. To znaczy Yellowjacket. Nieważne. Poznajemy też tożsamość Black Panthera, którym okazuje się... chwila niepewności... Captain America. Zdziwieni? Ja też nie. A po co się za niego przebierał, pozostanie zapewnie nigdy nieodkrytą tajemnicą. Bo jeżeli wiedział o robotach, to czemu nikogo nie ostrzegł? A jeżeli się bał, że inni są podstawieni, to czemu sam nic nie robił? No i Magneto postawił Ultimatum. A za wszystkim stoi Doom, co akurat przynajmniej łączy się w minimalnym stopniu z tym, co działo się w Ultimate Power. Rysunki bardzo dobre, ale ten styl mi tutaj po prostu nie pasuje. I dlatego nie podwyższe za niego oceny. Będę i tak hojny i dam 3/10, bo Loeb przynajmniej udaje, że czarpie coś z poprzednich historii Millara (chociażby był to tylko motyw z Ultronem i jego niewinnym flirtem z Wandą).

Wolverine Annual: Roar
Gil: Mamy w tym tygodniu dwie prace Swierczynskiego i dwie Deodato. Jeśli chodzi o tego pierwszego, jest to jego lepsza praca, bo nie próbował robić nie wiadomo czego, a skupił się na dość oryginalnym i prostym zarazem pomyśle. Na początku nie bardzo wiadomo, o co chodzi, ale gdy wszystko się wyjaśnia, jest to całkiem zadowalające. Poza tym, to właściwie jedyna normalna historia z Loganem od kilku miesięcy, więc narzekać nie można. Jeśli chodzi o drugiego z twórców - to jego gorsza praca w tym tygodniu. Najwyraźniej tuszowanie samego siebie nie wychodzi mu na dobre, a w dodatku Wolverine w jego wykonaniu zawsze wydawał mi się nieproporcjonalny. Jak na Annual, wyszło to zaskakująco dobrze i może dostać 6/10.

Wolverine: Origins #28
Gil: Mamy w tym tygodniu dwie prace Deodato i dwie Waya… Dobra, wiecie już z kontekstu, że tutaj rysunki Deodato wyszły lepiej. Jest kilka dziwnych POV, a wspomnienia Logana są wizualnie niepoprawne, ale ogólnie jest jakoś lepiej i jakby czyściej. Natomiast jeśli chodzi o Waya… Cóż, albo miał dobry tydzień, albo odczuwalny jest tu już na początku historii wpływ Careya, bo sensu jakby więcej, a bełkotu mniej. Nie znaczy to, że nie ma go wcale, ale jest mniej drażniący. Może dlatego, że więcej miejsca nasz ulubieniec zostawił na popisy rysownikowi, nie psując ich komentarzami. Wciąż jednak te wspomnienia Logana rozmijają się z tym, co wcześniej widzieliśmy w komiksach i mam wrażenie, że nieprzerwana seria retconów ma na celu zrobienie czytelnikowi papki z mózgu. Tym razem dam łaskawie 5/10, co oznacza, że historia ma pewien potencjał.

avalonpulse0059d.jpgX-Force vol. 3 #7
Hotaru: Pierwszy numer kolejnej historii Kyle'a i Yosta prezentuje się świetnie. Wciągnął mnie, a nie spodziewałem się tego po ostatniej odsłonie. Co dziwniejsze - i tym bardziej godne odnotowania - Mike Choi godnie zastąpił Claytona Craina na stołku rysownika i zaprezentował chyba najlepsze rysunki w swej dotychczasowej karierze. Po tym numerze nie pozostaje mi nic innego, jak dać tej serii drugą szansę. Zasłużyli.
Gil: Wyrasta nam tu coś całkiem ciekawego. Kiedy wreszcie mamy chwilę wytchnienia, możemy przyjrzeć się tej grupie z nieco innego punktu widzenia, a jednocześnie podsumować ostatnie wydarzenia przed wstępem do nowych. Tak jak się spodziewaliśmy, Warren nabawił się drobnego rozdwojenia jaźni, co jednak nieźle się komponuje z wciąż aktywnym warunkowaniem Rahne i dodaje nam rozrywek. Dobrze skomponowane są także relacje w grupie (odpowiednia ilość napięć i uczucie braku komfortu), a młodociani goście specjalni sprawiają miłą niespodziankę. Złoczyńcy dla odmiany… knują coś, jak na złoczyńców przystało. Kyle i Yost wyciągnęli ich tylu, że trzeba dać im czas, a tymczasem wyciągnęli jeszcze jednego dinozaura oraz Legacy Virusa, o którym wolałbym zapomnieć. Choi radzi sobie zaskakująco dobrze w tym klimacie, a takie smaczki, jak Cyke cały w plastrach, można tylko zaliczyć mu na plus. Ogólnie, nadal mocne 7/10.
venom:
Podoba mi się ten numer. Jest spokojnieszy troszkę od poprzednich i dobrze, bo za dużo akcji może przytłoczyć. Widzimy, jak poprzednie wydarzenia wpłynęły na bohaterów, np. Angela i Rahne, przez co te postacie stają się ciekawszymi. Pojawiają się też w tym numerze moje ulubione siostrzyczki w Marvelu, co jak dla mnie też jest dodatkowym plusem ;) No i na koniec nowy cel wyznaczony przez Cyclopsa - ciekawy jestem, po co Vanisherowi to, co ukradł... heh, X-Force chyba stanie się moją ulubioną serią z X w tytule ;)

X-Men Legacy #216

Hotaru: Nudy. Carey chce chyba sprawdzić, ile numerów będze mógł napisać, dziejących się w pokiereszowanym mózgu Charlesa. Cóż, wygląda na to, że jest w stanie napisać ich więcej, niż ja jestem w stanie przeczytać. Rozumiem, że pomysłem na tę serię jest przeszłość Czarusia, ale to nie znaczy, że należy serwować wciąż na nowo odgrzewane kotlety. Ten schabowy mi się już przejadł i w tym momencie wolę nawet paprykaż.
Gil: Odnoszę niestety wrażenie, że był to najsłabszy numer od czasu zmiany tytułu. Prawie nic z niego nie zapamiętałem, a spodziewałem się, że konfrontacja Emmy z Charliem będzie czymś niezapomnianym. Tymczasem wyszło coś pomiędzy sesją terapeutyczną, a seansem programu It's Your Life. Emma sponiewierała trochę łysola psychicznie, a później go wzruszyła, żeby na końcu mogli sobie ze Scottem uścisnąć prawicę. Coś jakby dwa numery wymuszonego wypełniacza w oczekiwaniu na możliwość rozpoczęcia crossa z Wolverine Origins. Jest słabiej, ale wciąż dobrze się czyta, bo Emma to Emma, a Chuck ostatnio wiele zyskał charakteru, dlatego dostanie 6/10.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0059a.jpgDaredevil vol. 2 #111

Autor:
David Aja

Hotaru:
Wystarczy pomysł, szczypta talentu i 3 kolory - powstanie okładka, którą za kilka lat można będzie śmiało powiesić w muzeum plakatu. Nie przeszkadza wcale, że została ewidentnie zrobiona od początku na kompie za pomocą podstawowych narzędzi. Wystarczy pierwszy rzut oka i pozytywne wrażenie pozostaje z człowiekiem na długo.




avalonpulse0059b.jpgMs. Marvel vol. 2 #31 - Monkey variant

Autor:
Frank Martin jr.

Lex:
Do alternatywnych okładek, najpierw spod znaku "Zombies", a obecnie "Apes", już się przyzwyczailiśmy. Przeważnie nie są zbyt odkrywcze, a ich autorzy ograniczają się do przedstawienia znanych postaci ze zmienionymi twarzami. W tym przypadku na szczęście jest inaczej - mamy proste, ale zabawne nawiązanie do ewolucji rodzaju ludzkiego, która została przedstawiona w odwrotniej kolejności: od człowieka do super-małpy. Sprytne.



avalonpulse0059c.jpgShe-Hulk 2 #33

Autor:
Mike Deodato Jr.

Gamart:
Kolejny tydzień z okładką She-Hulk i kolejne podium. Świetny i pomysłowy rysunek Deodato. Niesamowite filmowe ujęcie walki She-Hulk z Super-Skrullem, po prostu czuć dynamikę. Czekajcie do kolejnego typowania, gdzie pojawi się okładka She-Hulk.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.09.24


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.