Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #58 (22.09.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 22 września 2008 Numer: 33/2008 (58)


Ostatni letni Pulse już wyraźnie pod wpływem jesiennej melancholii, która manifestuje się ostrymi ocenami nowych komiksów.



Amazing Spider-Man #572avalonpulse0058c.jpg
Cyclop83: Piąta odsłona historii New Ways to Die jest bardzo apetyczna. Nadchodzące problemy Normana z firmą, wkurzony Harry, świetny pomysł na wytropienie Petera oraz interwencja Anti-Venoma! Dawno nie czytałem tak fajnie skonstruowanej historii z udziałem Spider-Mana. Do tego umiejętne wykorzystanie Freaka, postaci, której do tej pory raczej nie rozumiałem. Zaskoczenia największe tego numeru: bardzo klimatyczna rozmowa, jaką przeprowadził Harry z ojcem w masce Goblina; duże oznaki inteligencji u Brocka, o jakie nigdy go nie podejrzewałem, oraz powrót pewnego złoczyńcy do nowszej wersji kostiumu, aż chce się zrobić transparent "Scorpion, Scorpion, Scorpion!" Ciekawe, jak to się zakończy, mimo wszystkich wskazówek nie sądzę, by Menace to był Harry, zwłaszcza po jego reakcji w tym komiksie na tok rozumowania ojca, który jest tego pewny. Z czystym sumieniem 9,5/10.
Gil: Mamy tu regularną SiNuSoIdĘ, która niestety znów poszła w dół. Akcja, która była motorem historii, została mocno wyhamowana, a nowe elementy intrygi pozostawiają sporo do życzenia. Bo na przykład wyciągnięcie z kapelusza Freaka i wykorzystanie go w roli Deusa Ex Machiny pachnie raczej wciskaniem na siłę nielogicznego rozwiązania. Eddie przechodzi wsteczną ewolucję w stronę Troskliwego Misia i nawet odnosi Pajęczakowi skradziony aparat, popełniając przy tym głupotę numeru. Jeśli nawet on twierdzi, że prześladował Parkera, bo ten robił zdjęcia dla Spidera, to dochodzimy do punktu przegięcia, który grozi złamaniem. W tym wszystkim, pojedynek Spidey vs. Bullseye, na który bardzo liczyłem, okazuje się krótki i głupawy, a zachowanie reszty T-Boltsów, gdy Norman znów wkłada zielony dresik, wywołuje wysypkę znaków zapytania. Dla odmiany, rysunki Romity lecą na łeb. Nie wiem nawet, do czego porównać Freaka, a i tak wygląda o niebo lepiej, niż pokraczna kombinacja Venoma i Scorpiona na ostatniej stronie. Tym razem będzie znów cząstkowo: 4.5/10.
Krzcyer:
Ciąg dalszy New Ways to Die. Historia trzyma poziom - Osborn dbający o BHP mnie rozczulił, Slott znalazł też znośne zastosowanie dla Freaka, wygląda na to, że Oscorp nie jest tylko złą organizacją do zwalczenia w tej historyjce, ale może znowu zagościć na dłużej. I dobrze.
Rozwalanie Coffe Bean wyszło sympatycznie. Team-up Pająka z Surowicą nawet zaskakujący, biorąc pod uwagę ich ostatnie spotkanie. Czekamy na pojedynek Goblina z Mockgoblinem.
A propos Mockgoblina - Harry wkurzający się na Petera wypada przekonująco, zresztą rozszerzenie konfliktu z zamaskowanej części życia Pająka na prywatną sprawia, że historia jest mocniejsza - i dobrze. I tylko te sugestie, że Lily skoczyłaby w bok z Peterem wydają się jakieś nie na miejscu...


Foolkiller: White Angels #3
Hotaru: Punisher i Foolkiller w jednym stali domu... Mogłoby się wydawać, że współpraca tych dwóch postaci zaowocuje ciężkim, mrocznym i dobitnym komiksem o zemście na gnidach tego świata - nic bardziej mylnego. Wraz z trzecim numerem Follkiller: White Angels został przemianowany na komedię. Interakcje Michaela i Franka są tak komiczne, że buzia szczerzy się w uśmiechu od ucha do ucha, a kończąc lekturę jest jakoś lżej na sercu... zaraz potem dochodzi jednak do człowieka, o czym jest ten komiks i uzmysławia on sobie, że nie to powinien odczuwać czytając o tych sprawach. Jeśli to zamierzony zabieg, to jego celowość mi umknęła.
Gil: Hellou! Witamy w kolejnym odcinku "The Frank & Mickey Show", gdzie kończyny latają, trup ściele się gęsto, a gęby się nie zamykają. Dzisiaj nasi bohaterowie porównują swoje poglądy w temacie "czy miecz jest lepszy od uzi?" i pokażą, jak otwierać drzwi przez dziurę w brzuchu. Gościnnie wystąpi Bootleg Jack - znany DJ z Torunia! Aha… nie z Torunia. Przepraszam - zmyliły mnie jego teorie… A w końcówce zapowiedź powrotu złoczyńcy znanego na Avalonie jako Kaszlący Joe. Tylko chwila… czy ta historia nie zaczęła się od mocnego tematu morderstw na tle rasowym? No, nieważne - wesoło było, czytało się miło i dostanie 7.1/10

avalonpulse0058d.jpgCaptain Britain & MI 13 #5
Cyclop83: Cornell daje radę! Blade wkracza na scenę, i to jak. Przyjemnie zrobiona rozmowa, jaką przeprowadzili Black Knight i Faiza z rodzicami tej młodej damy plus scena na cmentarzu powodująca ciarki oraz zapoznanie czytelnika z tym, co jest celem drużyny Braddocka w tej serii sprawia, iż komiks ten jest miłym odprężeniem od tego, co dzieje się w Marvel Universe. Zaskoczenie, jakie wywołuje ostatnia strona, zaczyna być znakiem firmowym Cornella. Osobiście obstawiam, iż Spitfire jednak przetrwa, bo inaczej byłby z niej już tylko proch, jeśli Blade dobrze celował w serce. 8/10.
Gil: Niby taki zwykły przerywnik i wstęp do większej historii, a jaki dobry. Drżałem na myśl o wprowadzeniu Blade'a, bo ta postać jest dla mnie synonimem nijakości, ale w rękach Cornella mi nie przeszkadza, a dzięki ostatniej stronie pojawiła się nikła szansa, że nawet go polubię. Rządzi jednak bezapelacyjnie... no, kto? Faiza oczywiście! Wizyta u jej rodziców to seria perełek, zakończona odlotem na skrzydlatym koniu. No i mamy jeszcze Wisdoma w depresji po zwycięstwie, czające się w Birmingham zło, gościnne występy oraz Jacky, która na pewno nie da się tak łatwo. W połączeniu z tradycyjnie dobrymi rysunkami, mamy mocarne 7.9/10.
Bertoluccio:
Inwazja się skończyła, czas zacząć sprzątać bałagan, jaki wywołał Wisdom uwalniając Zło z akcentem na duże 'Z'. Drużyna dopiero się zbiera, więc nie ma w tym numerze za wiele akcji, ale i tak czyta się dobrze. Nowa specyfika mocy Captaina Britaina bardzo ciekawa. Wisdom już zaczął podbudowywać jego samopoczucie. Za to nie kojarzyłem, że Blade jest Brytyjczykiem, ale pomijając filmy niewiele się tą postacią interesowałem. Rozmowa rodziców dr Hussain z Black Knightem zabawna i przypomina mi, że na Newsaramie doszło do ostrej dyskusji o to, jak Cornell mógł dać Excalibur do rąk Muzułmanki. Jak dla mnie był to świetny pomysł, chociaż ja bym dał Polakowi ;) . Koniec numeru intrygujący, choć nie niespodziewany. Czekam na więcej. Tylko Johna mi ciągle żal. A moja ocena to 7.5/10.

Ghost Rider vol. 5 #27
Gil: Były już Paramilitarne Pielęgniarki, więc teraz dla odmiany mamy Zabójcze Zakonnice, z których jedna szybko zmienia luźną improwizację na temat stroju Batmana na równie luźną wariację na temat oryginalnego stroju Bucky'ego. Okazuje się, że Caretaker miał bogato wyposażoną piwnicę, która niestety spłonęła, ale za to bracia Riderzy w końcu się spotkali. W promocji Blackout dostał bęcki i zobaczyliśmy wreszcie, jak wygląda ten wielki niebiański przekozak - Zadkiel. Czy tylko mi się kojarzy z Archangelem? Mimo wesołej rozwałki, nadal nie ma tu nic naprawdę dobrego, a jedynie wleczenie rozbabranych wątków za wnętrzności po podłodze, więc mogę mu dać najwyżej 4.2/10.

Iron Man vol. 4 #33
Gil: Końcówka tej serii Iron Mana, czyli właściwie początek nowej serii War Machine. Generalnie jest całkiem przyzwoicie, ale nie da się nie zauważyć kilku dziwnych drobnostek. Gage ostatnio robi za etatowego zapychacza nieobsadzonych serii i najwyraźniej odbiło się to na jego kondycji twórczej. Bo jak wytłumaczyć fakt, że przepisując dokładnie kwestie Bendisa z SI do Thunderboltsów jednocześnie tak bardzo rozminął się ze wstępem do tej historii z Avengers: Initiative, który sam pomagał napisać? Później nadrabia, dając Jimowi przeciwnika, który nie jest boleśnie oczywisty i dodając wątpliwości w osobie Suzi Endo - której nadal nie ufam, tak przy okazji. Ale znowu końcówka i wielki satelitarny transformer, to już raczej zagranie w kierunku geek-awesomeness, które trochę chybiło. Mimo wszystko, wątki zaczęte zostały dobrze, a w połączeniu z porządnymi rysunkami może dostać 6.6/10.


Guardians Of The Galaxy
vol. 2 #5 avalonpulse0058e.jpg
Hotaru: Jak to dobrze, że DnA jedynie lekko przyprawili swoją kosmiczną epopeję inwazyjnym sosem. W ich rękach obecność Skrullów wydaje się niewymuszona i jestem niemal w stanie uwierzyć, że sami zaplanowali ich wprowadzenie, a nie była to decyzja z góry mająca na celu nabić kasę przy okazji wielkiego eventu. Czytelnika czeka w tym numerze wiele niespodzianek - niech ktoś mi powie, że przewidział, kto będzie kolaborantem Zielonych, a i tak nie uwierzę. Kosmiczna gałąź Marvela ma się świetnie.
Gil: Ktoś coś wspominał o inwazji Skrullów? A, no tak, rzeczywiście jest coś o tym. Wciśnięte pomiędzy wątpliwości nad sensem istnienia grupy, Draxa młócącego Luminalsów, kolejną wizytę Starhawka i inne takie. Właściwie te "inne takie" dominują i są naprawdę dobre, tylko akcja posuwa się trochę zbyt wolno między dialogami. Wyjątkiem jest końcówka, w której Adam odkrywa, kto ukrywa Skrullów, ale dam się połaskotać, jeśli nie okaże się, że są to dobrzy Skrullowie, którzy ukrywają się przed ogólną paranoją. Czyli ogólnie jest dobrze, ale nie mogę się oprzeć uczuciu pewnego przytłumienia. Rozumiem, że cały ten lockdown powinien wywoływać lekko klaustrofobiczny klimat, ale jest on raczej słaby i wychodzi przytłumienie właśnie. Tak czy inaczej, 6.8/10 się należy.
kid777:
Jeden z tych potrzebnych tie-inów, które pokazują, że Inwazja to nie tylko sieczka. Super-fatalna atmosfera w drużynie, świetne ukazanie poszczególnych relacji, zamieszanie ze Starhawkiem i oryginalnymi Guardians, podwójnie lojalny Cosmo, Warlock bawiący się w Makkariego, Drax prawdziwy Destroyer i Skrullowie z Knowhere - zupełnie inni, niż ci z inwazji - oby tylko ładnie rozwiązali te wątki i oby nie pozbyli się Cosmo! :P 10/10

Marvel Apes #2
Gil: Powinienem chyba podziękować Marvelowi za stworzenie fizycznego wzorca powiedzenia "o jeden krok za daleko". O ile kierunek, który wyznaczył poprzedni numer, był interesujący, bo stwarzał szansę na opowieść o różnicy między człowiekiem a zwierzęciem, tak rewelacja tego numeru pcha mnie w stronę drzwi z napisem "nie, dziękuję". Wampiryczne małpy (wałpy? małpiry?) to już jednak lekkie przegięcie. Zdecydowanie w inwazji na superzajebistość, Marvel wylądował o jeden most za daleko. I nie pomagają kolejne opowieści z Małpel Universe, ani Bullpen Bulletin poprowadzony w tym stylu. Może zobaczę, jak to się dalej potoczy, ale oczekiwań już nie mam żadnych.
Ocena: 4.3/10.
Bertoluccio:
Przeczytałem razem z pierwszym numerem i muszę przyznać, że mile się zaskoczyłem. Pomysł na serię co najmniej dziwny, ale wykonanie solidne. Małpy wampiry już widywałem w komiksach (ba, tamta była na dodatek Nazistą z czasów II WŚ), więc mnie nie zdziwiły. Za to w następnym numerze szykuje się nam Civil War, a raczej Apes War. Ocena 7.5/10.

avalonpulse0058f.jpgIncredible Hercules #121
Gil: Nawet bez Skrullów i God Squadu Herc nie przestaje wymiatać. Jego niekonwencjonalne amory z Namorą to jedna sprawa, a przechwałki o tym, jak wykiwał Atlasa druga, ale naprawdę rządzi tam, gdzie go nie ma: w knajpie, gdzie przyprawia o niestrawność Aresa i sypialni księżniczki, gdzie jego partnerstwo z Cho zostaje tak opatrznie zrozumiane. A skoro już o tym mowa, to Amadeus nieźle się wpakował - prosto między panienki ze spluwami, które od stu lat chłopa nie miały. Auć! Warto wspomnieć o zmianie rysownika, która nie jest bardzo zauważalna, ale jednak mogłaby zaczekać. Styl Henry'ego ma w sobie coś charakterystycznego, co sprawia, że jego kobiety są nieatrakcyjne, a to w obliczu tylu Amazonek nie jest niczym dobrym. No, bo czy to normalne, żeby najbardziej hot była tu zielona Gorgona? A może to ze mną coś jest nie tak? Niezmiennie, Niesamowity Herc dostaje 8.0/10.
Bertoluccio: Pak zasługuje na nagrodę za to, jak umiejętnie wplata mity greckie do nowych przygód Herculesa. W samym komiksie Amazonki idą na wojnę z Atlantydami, Hercules idzie na wojnę z Namorem (tak nawiasem mówiąc, czy on przypadkiem nie był uwięziony przez rząd USA?), tylko Amadeus nigdzie nie idzie i wygląda na to, że ma większe kłopoty, niż się na początku spodziewał. Motyw z błędnym odczytaniem przez Amazonki relacji, jakie łączą Herca z Cho bezbłędny. Ocena 8/10.
Krzycer: R
elaks i rozprawianie o rozdziewiczaniu w mityczno-współczesnej polewie. Pak powinien zejść z Saakaru na Ziemię i pisać już tylko Herca. Dożywotnio, bo idzie mu to przednio.

Moon Knight vol. 5 #22
Gil: Próba poprawy wyników sprzedaży przez gościnny występ Thunderboltsów. Status: FAILED! Historia nie pozwala nawet zwrócić większej uwagi na tytułowego bohatera, bo ten gdy już się pojawia, udaje kogoś innego, podczas gdy jego znajomi biegają w kółko, każąc czytelnikowi zastanawiać się, czy każdy może dostać bioniczne kończyny, jeśli tylko ich potrzebuje. Gwiazdy numeru zachowują się dla odmiany jak… zblazowane gwiazdy. I byłoby to całkiem odpowiednie, gdyby nie dotknęło wszystkich bez wyjątku, co zwłaszcza psuje nam Songbird, która powinna być sumieniem grupy. Ale gniazdowanie to jedno, a głupota to coś zupełnie innego, więc mimo wszystko zapytam: po kiego grzyba Venom przegryzał butle z gazem, żeby wysadzić swoich kompanów? Na korzyść przemawia tylko tytuł historii, który niesie szansę na zamknięcie serii z numerem 25. Ocenimy to na 4.0/10.


Secret Invasion: Thor #2
Gil: Chcecie szybkie streszczenie? Proszę bardzo: bijatyka, poród, bijatyka, poród, bijatyka, poród, strażacy, bijatyka, cliffhanger zapowiadający więcej bijatyki. Fabularnie nie ma właściwie o czym mówić, chyba że chcemy się zastanawiać nad tym, dlaczego jedna Skrullica z mocami wyjątkowych frajerek dokopała Końskiej Gębie Gromu, albo odkąd to strażacy ruszają gasić trwającą bitwę. Na szczęście, komiks oferuje także warstwę graficzną, a ta jest na tyle dobra, by rozważać stwierdzenie, że marnuje się w tej miniserii. Oto komiks, którego obejrzenie polecam, ale przeczytanie już niekoniecznie. A zawyżona rysunkami ocena to 5.0/10.


Mighty Avengers #18 avalonpulse0058g.jpg
Hotaru: Rysunki pana Casseli sprawiły, że na czas lektury zapomniałem, że kartkuję Mighty, a czułem się jakbym czytał o kolejnych nowych rekrutach Inicjatywy. I dlatego cieszę się, że przeczytałem ten komiks - gdyby narysował go np. Pham, to nie byłoby w nim nic, co by mnie urzekło, a tak chociaż strona graficzna trzyma jakiś poziom. Nie zrozumcie mnie źle - scenariusz też łatwo przechodzi przez gardło, ale zawiera w sobie tyle fajnej fabuły, co Mc Royal wartości odżywczych. Ot, Bendis postanowił popisać o wymyślonych przez siebie postaciach, i popisał... ale dużo z tego nie wynika.
Gil: Nie wiem, czy był to efekt zamierzony, ale ten numer bardzo przypomina Avengers: Initiative w wersji hardcore i to nie tylko dzięki gościnnemu występowi Stefano Caselliego, który potęguje wrażenie. Cóż, rekruci Inicjatywy powinni być szczęśliwi, że nikt nie rani ich uczuć, nie wyrywa w środku nocy z łóżek i nie torturuje, żeby sprawdzić, czy są wierni do końca. Nikt też nie rzuca ich w wir akcji praktycznie bez przygotowania, tylko po to, żeby sprawdzić, czy jego inne nauki nie poszły w las. Mimo, iż tak naprawdę niewiele wnosi jako tie-in, numer ten jest dobrym wstępem do serii z przygodami Aniołków Nicka, którą wkrótce zobaczymy. Pokazuje trochę relacji między postaciami i nadaje grupie całkiem oryginalny charakter, a na dodatek pozwala przypuszczać, czego będzie można się spodziewać w ich przygodach. Mimo kilku drobnych niedociągnięć, czyta się naprawdę dobrze i może dostać 7.4/10.
Bertoluccio:
Fury to kawał drania, ale takim trzeba być, jak chce sie zrobić z młodzików żołnierzy. Akcja z porwaniem Marii Hill ciekawa, ale gdyby nie fakt, że użyła Life-Model Decoy powiedziałbym, że za łatwo im poszło. No i jeżeli historia dzieje się kilka godzin przed SI, to przecież nie jest już ona Dyrektorem S.H.I.E.L.D., więc czemu Fury twierdzi inaczej? Co mnie jeszcze zastanawia, to jak przestraszyć podczas przesłuchania boga strachu, bo przecież Nick i jego musiał przetestować. Ocena 7/10.

The Age Of The Sentry #1
Gil: Mam tu mały dylemat: czy oceniać numer według tego, jak go odebrałem, czy tego, jak został zrobiony? Nie da się zaprzeczyć, że celowo został wykreowany na archaiczny komiks z lat sześćdziesiątych i w tej kreacji twórcy osiągnęli mistrzostwo. Rysunki są bardzo w stylu epoki, same historie proste i naiwne, tak jak dawniej, a przeciwnicy wyjątkowo klasyczni. A jednak, przy całym szacunku wobec srebrnego wieku Marvela, nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że ta stylistyka mi się podoba. Gdyby nadal robiono komiksy w tym stylu, trzymałbym się od nich z daleka. A zatem, rozumiejąc założenie i traktując to jako ciekawostkę w szczególnym stylu, mogę ocenić całość na 8.0/10, jednak pod względem fabularnym i artystycznym jest to dla mnie zdecydowanie zbyt naiwne i mało atrakcyjne, za co dałbym 3.0/10. Powiedzmy więc, że wypadkowa to 5/10.

True Believers #3

Gil: Numer skupiający się całkowicie na Payback i jej tajemnicach odkrywa przed nami jedno - fakt, że scenarzystom Marvela kończą się pomysły. Ze wszystkich możliwości rozwinięcia wątku dziwnego czegoś, Bates wybrał dodanie kolejnego symbionta do długiej listy i dodatkowe udziwnienie go. Rozczarowujące. W dodatku zapowiadany na okładce występ Cage'a ogranicza się do kilku stron z retrospekcji, które sensu praktycznie nie mają. No i wygląda to raczej brzydko, bo Gulacy nie umie utrzymać proporcji ani poprawnie narysować twarzy. Dodając do tego fakt, że wszystko to jest wielką retrospekcją, która ma miejsce w ułamkach sekund podczas ogromnej eksplozji ekranu komputera, podsumować mogę tylko w jeden sposób: Pffff...! Jeśli to wyszło mało wyraziście, dodam ocenę: 4.1/10
Krzycer: B
liss-junkie symbiot żyjący w eterze? Aj waj... Poza tym numer niezły. Chociaż "trening" z Cagem mógłby być krótszy albo mogłoby go nie być (choć i tak pół biedy, że do nieodzownego każdej miniserii występu gościnnego ktoś wykorzystał Cage'a właśnie zamiast Wolverine'a... to już coś...).

avalonpulse0058h.jpgUncanny X-Men #502
Hotaru: Po Uncanny jeżdżę od dłuższego czasu (co niektórym bardzo się nie podoba), więc kiedy trochę dam na wstrzymanie przy okazji tego numeru, to będzie prawie jak peany wynoszące ten tytuł pod niebiosa. Bo w tym numerze Land na kilku kadrach pokazał, że jeśli się przyłoży - to potrafi. Nie roztrząsajmy, czemu nie przykłada się częściej. Wśród morza nudnych kwestii i wręcz śmiesznych narracji, normalne dialogi wyglądają jak rajskie wyspy, żeby nie powiedzieć diamenty w kompoście. Wreszcie znalazłem klucz do czerpania z tego tytułu frajdy - skupić się na tych fajnych drobnostkach. A pozostałe 99% - przemilczeć.
Gil: Pamiętacie moją ostatnią rozprawę o zimnym śledziu? No, więc śledź ten trafił do marynaty i się dusi. Marynata składa się z czegoś dla nastolatków, czegoś dla wielbicieli kryminałów, czegoś dla amatorów sado-maso i tortur, czegoś dla miłośników samochodów i kilku rodzynków w formie postaci, które nagle wyskakują zza krzaka tylko po to, żeby się pokazać. Gdyby przecisnąć ją przez prasę, wyszłoby z tego kilka kropel sensu i nieapetyczna zawiesina dygresji, które wypełniają miejsce i tylko są, nie mając najmniejszego wpływu na cokolwiek.
I pomyśleć, że kiedyś UXM była najlepszą z serii na rynku. A teraz? Śledź. I to taki najwyżej na 4.5/10.
Krzycer: J
est jakby lepiej. A nawet wcale fajnie. Może Emma prężąca muskuły wypada dziwnie, poza tym znowu robią zamieszanie z jej mocami, bo Bru przypomina, że kiedy ta jest diamentowa nie ma telepatii, choć sam parę numerów wcześniej tego nie przestrzegał, ale poza tym jest spoko.

X-Factor vol. 3 #35
Hotaru: Ponieważ to kolejny numer Stromana, dotarło do mnie, że prawdopodobnie będę się z nim użerał trochę dłużej, więc przebrnąłem przez odrażającą oprawę graficzną, by skupić się na fabule. Mało w niej intrygujących zwrotów, ale chociaż poczucie humoru Petera Davida nie ucierpiało i warto ten komiks przeczytać dla fajnych one-linerów Monet czy dysput Guido z Longshotem. Skoro już o nim mowa, to nigdy za nim nie przepadałem, i mam nadzieję, że nie zostanie na dłużej. A jeśli David sprawi, że go polubię, to znaczy, że jest szarlatanem i należy się z nim odpowiednio rozprawić (ale najpierw damy mu dokończyć Dark Tower).
Gil: Nie wiem, jak można czytać komiks z zamkniętymi oczami, ale muszę się chyba nauczyć, bo rysunki Stromana tak szybko lecą na łeb, że niedługo w ogóle nie da się na nie patrzeć. Już prawie nic na niektórych panelach nie widać, a trend ten wydaje się rozszerzać. Na szczęście, siła tego tytułu nigdy nie leżała w rysunkach, ale w fabule, a tutaj jest wyśmienicie. Od początku czułem, że ten motyw z tatusiem Darwina coś za łatwo poszedł i rzeczywiście - przyniósł niespodziewany zwrot. Pojawił się też prawdziwy Longshot, którego przybycie jest równie dobrze uzasadnione, co zaskakujące. A wraz z nim zaczyna się jazda, bo te dyskusje z Guido są powalające. Na dodatek, znany aspekt jego zdolności został przedstawiony w nowy, ciekawy sposób. Aha, a jakby ktoś nie zauważył, jeden z duplikatów Madroxa właśnie próbował udusić gościa poduszką. Krótko mówiąc - wracamy na tory. Pozostaje czekać, aż wątki się rozwiną, a na razie, ignorując rysunki, wystawiam 7.5/10.

Young X-Men #6
avalonpulse0058i.jpg
Gil: Po pierwsze, znacznie poprawiła się warstwa graficzna i aż miło było popatrzeć na niektóre strony. Po drugie, warstwa fabularna się nie poprawiła. Guggenheim próbuje zamiatać swój bałagan pod dywan wraz z całą poprzednią historią, wracając do schematu: starzy New Mutants uczą nowych New Mutants, chwilowo nazywanych Young X-Men. Poza tym, próbuje nas atakować naukowym żargonem, wrzucając podejrzany gdzieś locus genu i wmawiając nam, że to słynny X-Factor (gratulacje - wszyscy go mamy, bo odpowiada za syntezę kolagenu). Próbuje też porazić nas rewelacjami, odkopując praprzodka Xaviera i wziąć na współczucie pokazując, że wielki kamienny macho potrzebuje przytulenia. Na szczęście odczepił się już od Blindfold, ale na nieszczęście, będzie teraz psuł Anole'a. Ponieważ jednak dawka głupoty nie była szkodliwa dla zwykłego śmiertelnika, a rysunki się poprawiły, wyjątkowo wystawię 5.0/10.

hitano: Po miłych złego początkach, dostajemy nowe określenie funkcji zespołu. Niestety Marc nie daje nic ciekawego (no, może oprócz miejsca na ich bazę), a armią czy też oddziałem zawsze miał być X-Force, więc po cholerę kolejna, w dodatku słabsza banda? No chyba, że Gugi ubzdurał sobie, że wstrzeli się tym w tę całą aferę z ukrywaniem przez Cyke'a istnienia grupy Logana przed Emmą. Tatuażysta pracował dla Pierce'a, a mimo to zostaje, ciekawe, czy to przyniesie więcej jatki ze strony Santo, szkoda że odeszła Blindfold, bo lubię tę postać, za to Anole dołączy do zespołu. 6/10
Krzycer: No, to po pierwszej historii, której zaskakujący zwrot akcji był jasny od samego początku, Gugi bierze się za ustalanie status quo zespołu.
Status quo zespołu jest w porządku, a sam numer wypada zaskakująco dobrze (zaskakująco, biorąc pod uwagę poprzednie pięć numerów). Relacja Santo i Inka broni się, tak samo zatrudnienie Dani i Roberto do roli szkoleniowców (przy okazji widać, że ktoś czuwa nad x-tytułami - Shaw wspominał o dezercji Sunspota w Legacy). Wyjątkowo spodobały mi się: rozmowa Inka z Blindfold, rozmowa Dust z Piercem i rozmowa Rockslide'a z Cyclopsem. Niektórym może się nie spodobać, ale w końcu każdy musi kiedyś się wypłakać...




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0058a.jpgIron Man vol. 4 #33

Autor: Adi Granov

Gil: O tym, że Adi Granov jest mistrzem żelaźniaków, nikogo przekonywać nie trzeba, ale jest to chyba pierwsza okazja, by podziwiać War Machine w jego wykonaniu, więc warto zatrzymać się przy niej na chwilę. Design zachowuje sporo cech oryginału, ale jednocześnie nadaje mu nową dynamikę dzięki temu, że pancerz nie jest tak masywny i nie wydaje się ociężały. Przypomina oczywiście Iron Mana, ale ma też kilka cech charakterystycznych plus niezbędne dla nadania charakteru uzbrojenie. Okładka jest przy tym całkiem dynamiczna i interesująca kolorystycznie. Plusem jest zabieg przykrycia oryginalnego logo nowym, odpowiednim dla sytuacji.


avalonpulse0058b.jpgYoung X-Men #6 - Monkey Variant

Autor: Humberto Ramos

Hotaru: Słaby tydzień, jeśli chodzi o okładki, dlatego typowałem nie tyle jakość, co wywołane sentymentem emocje. Nie mówię, że Ramos pokpił sprawę, bo tak nie jest - jego małpia okładka jest zabawna, dobrze skomponowana i estetyczna. Nie o tych emocjach jednak chciałem napisać, a raczej: "O, wzorem Secret Invasion tym razem wszędzie chcą upchnąć małpy, ale chociaż nie zapomnieli o Anole'u, za którym się już zdążyłem stęsknić... ale zaraz, kto pisze ten tytuł? Guggenheim? O nie... wraca z wygnania prosto w jego łapy! Dlaczego? Dlaczegooo?"





Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.09.17


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.