Avalon » Publicystyka » Artykuł

X-Men 3 - "Who will You stand with?"

"Who will You stand with?"

tekst: Foxdie

Od premiery X2 mijają właśnie trzy lata, a na ekranach kin zagościła część trzecia. Czy trzy lata to wystarczająco dużo czasu, aby stworzyć po raz kolejny bardzo dobry film? Zdecydowanie tak! Ale jak widać chyba nie wszyscy o tym wiedzą...

"Make no mistake my brother's"

Zawsze oglądając filmy przywiązywałem raczej mała wagę do reżyserii i strach się przyznać, ale dopiero dzisiaj zrozumiałem, że reżyser to więcej niż połowa sukcesu. Pierwszy X-Men stworzony przez Singera nie porywał, nie zachwycał, ale trzymał poziom. Drugi X-Men nie dość, że okazał się genialną adaptacją przygód mutantów to w moich oczach podniósł ocenę filmu pierwszego, który tworzył idealny wstęp dla drugiego. Tak, trzeba przyznać, że Bryan Singer ułożył sobie w głowie zacny plan stworzenia trylogii, trylogii która miała powalać i... dlaczego porzucił to na rzecz Supermana!!! I tak oto zakończenie dzieła oddano w ręce dość obiecującemu chłopu, co się zwie Brett Ratner. Trzeba przyznać, że się spisał jeśli chodzi o obie części "Godzin Szczytu" bo oglądając je miałem dobry ubaw i nawet "Czerwony Smok" okazał się dość ciekawym uzupełnieniem historii Hannibala Lectera, ale tego co uczynił dla X-Men wybaczyć nie mogę. Od początku akcja ciągle się rozwija i rozwija, nabiera w końcu prędkości francuskiego pociągu TGV, tylko, że Brett zapomniał zamontować hamulce.

Fabuła

Oto i przepis na filmową fabułę:
- Weź dwie dobrze znane i bardzo dobre historie z kart komiksów
- Potnij je w odpowiednie plastry, tak aby zmieściły się na niecałe dwie godziny
- Wrzuć garść mutantów (śmiało, taką dużą garść)
- Wszystko dokładnie wymieszaj (dokładnie!)

Niestety scenarzyści okazali się bardziej wcieleniem Bożeny Dykiel niż Roberta Makłowicza i nie wymieszali dokładnie składników pozostawiając masę grud i grudek. Daniem głównym jest wynalezienie lekarstwa niwelującego mutacje wśród homo superior, czyli motyw żywcem wyjęty z pierwszych numerów Astonishing X-Men. Dodatkowo jako przystawkę dostajemy powrót Jean, aczkolwiek nie jest to Dark Phoenix Saga, co dla filmu wyszło raczej na dobre. Chociaż powrót panny Grey wywołał duże zamieszanie to przez większość filmu widzimy ją tylko w tle, ale kiedy już wkracza do akcji to jest naprawdę piekielnie dobra w tym co robi.

Tak jak każdy kij ma dwa końce tak i ten film pełen jest lepszych i gorszych scen, niestety z przewagą tych drugich. W zasadzie to, co najlepsze otrzymujemy na początku, gdy Xavier i Lehnsherr odwiedzają młodą Jean (szukajcie, a znajdziecie w tej scenie Stana Lee) i zaraz później przenosząc się do tak długo wyczekiwanego Danger Room. Dalej jest już gorzej, ale sytuacje ratuje pojawienie się Phoenix i każda manifestacja jej mocy jest ucztą dla spragnionego akcji widza. Do tego mogę jeszcze dorzucić solowy występ Wolverine'a w lesie i starcie Jugerrnaut vs. Kitty. Natomiast dość irytującą sceną jest moment transportacji Magneto i jego świty do Alcatraz, co prawda efekt zniewalający, ale z logiką już gorzej.

X-Men & Brotherhood

I tutaj sprawy się komplikują. Z filmu na film mutantów przybywało i pomimo iż część druga zawierała dużą ilość postaci to jak widać scenarzystą wciąż było mało i tak oto dostaliśmy... za dużo. W tym filmie mutanci są wszędzie, na ścianach, sufitach w powietrzu i na lądzie. Jak się mówi co za dużo to nie zdrowo i tak właśnie jest w tym przypadku. Magneto postanowił zebrać armie i faktycznie udało mu się, tylko że miała to być armia mutantów a za jakiego plecami, w tle ciągle widać armie raczej ludzi niż mutantów. Fakt większość opatrzono w jakieś tatuaże bądź blizny, ale czy to ma świadczyć o ich odmienności? Chyba tak, bo nie eksponują żadnych nadludzkich mocy.

Jeśli chodzi o głównych bohaterów to nie jest dobrze, ale po kolei:

Wolverine - W tym przypadku moim punktem odniesienia chyba zawsze będzie pamiętna scena ataku na instytut w X2 kiedy to Jackman pokazał prawdziwą naturę Logana. Ratner chciał chyba to powtórzyć i w tym filmie, wysyłając naszego bohatera na samotną misję do obozu bractwa gdzie kosi wrogów z pasją porównywalną do tej, z jaką mój sąsiad kosi trawnik raz w tygodniu. To jednak nie to, gdzieś uleciała cała ta furia i wściekłość, w pozostałej części filmu też wcale nie jest lepiej, może jedynie poza sesją w Danger Room gdzie pokazuje kto ma w tym składzie największe cojones.

Storm - Kolejna postać z tendencją spadkową. Nowa fryzura i charakter a'la Ultimate. Te zmiany jednak nic dobrego nie wnoszą. Z tego co pamiętam Berry cały czas narzekała najpierw na zbyt małą rolę Storm w filmie, później na zbyt duże wymagania fanów. Za to teraz w filmie jest wręcz jej nadmiar, ale czy fani będą usatysfakcjonowani jej występem? Ja nie jestem i uważam, że Storm wypada bladziej niż w pozostałych dwóch filmach.

Cyclops - Harcerzyk jak się patrzy, ale lubię tego harcerzyka i w komiksie i w filmie, więc moje niezadowolenie z części trzeciej w tym wypadku jest ogromne, bo....jego w tym filmie praktycznie nie ma. Bardzo nie spodobało mi się to jak, ekhm, no właśnie, nie chce psuć wam zabawy do końca, więc musze się ograniczyć ze spoilerowaniem, ale mam nadzieje że po obejrzeniu sami zrozumiecie co mi się nie spodobało odnośnie roli Cyclopsa.

Jean Grey/Phoenix - To jest to! Na to czekałem przez te wszystkie lata kręcenia poszczególnych adaptacji, w końcu wyciągnięto z Jean cały potencjał przez co pokazała kto tu rządzi. Dobrze przerobiona historia istnienia Phoenix (chociaż jakieś zgrzyty w niej są), świetny strój no i bardzo dobra rola Famke Jansen w połączeniu z możliwościami efektów specjalnych dały wiarygodnie oddany obraz Phoenix znany ze stron komiksów. Może jedynie zabrakło ognistego ptaka w tle :)

Iceman - Robert Drake zyskał na swojej roli. Tak jak i duża większość postaci tak i on bardziej poszedł w stronę swojego odpowiednika ze świata Ultimate, co raczej wyszło mu na dobre. Powiązanie trójkąta Rogue - Iceman - Kitty, to motyw żywcem wyjęty z komiksu. Fanów Icemana na pewno ucieszy jedna z ostatnich scen.

Rogue - Kolejny niewybaczalny błąd, za który scenarzyści powinni pędzić boso kozy z L.A do NY. Postać Rogue posiada w sobie bardzo duży potencjał porównywalny do Logana czy Jean, a jednak tutaj została zepchnięta na margines, dość odległy margines, dlatego jej rola w filmie jest mało znacząca.

Kitty Pryde - Świetna rola Ellen Page. Z biegu wystartowała w podstawowym składzie i odegrała znacząca rolę w całej historii i na dodatek sposób, w jaki rozprawiła się z Juggernautem. Duży plus.

Colossus - Wszyscy fani barczystego Rosjanina w końcu doczekali się przeniesienia Rasputina na duży ekran. Jednak poza fastball special nie robi on w tym filmie nic znaczącego, damn jego praktycznie w ogóle nie ma! A szkoda bo mogłoby być ciekawie, gdyby chociaż raz skrzyżował swoje pięści z Juggernautem, zamiast tego woli nosić telewizory. No i jeszcze ta zbroja, świeci się jak psu jaja, ale o tym przy efektach specjalnych.

Beast - Do tej roli miałem od początku mieszane uczucia, bo wątpiłem w odpowiednią charakteryzacje naszego ulubionego futrzaka. Niestety moje obawy okazały się słuszne, o ile Kelsey Grammer wywiązał się ze swojej roli dość obiecująco, tak technicy zawalili niedokładnością futrzastego kombinezonu.

Angel - Szok, po prostu szok! Jak można było tak olać jednego z pierwszych X-Men! Chociaż pełno go było w materiałach promocyjnych to w filmie jest jak na lekarstwo, na dodatek każda scena lotu w jego wykonaniu, woła o pomstę do nieba za tak "okaleczonego" anioła.

Pyro - Odkąd pojawił się w X2 było pewne, że jeszcze nie raz o nim usłyszymy i w tej części stał się przybocznym sługom Magneto, w zastępstwie Mystique. Nie wnosi jednak do filmu nic istotnego, poza fajną sceną potyczki z Icemanem.

Magneto - McKellen po raz kolejny wywiązał się z powierzonej mu roli, charyzmatycznego silnego przywódcy mogącego poprowadzić armie mutantów. Może jedynie dodał swojej postaci zbyt dużo teatralności, co kontrastując z pozostałą, czysto filmową grą jest nie na miejscu.

Juggernaut - Spodziewałem się wielkiego osiłka, będącego połączeniem rozpędzonego pociągu z intelektem blondynki i chyba trochę się zawiodłem. Całość z pewnością psuje głos aktora, kiedy wypowiada on swoje słynne "I'm Juggernaut!" nijak ma się to do tego co prezentuje komiks.

Mógłbym tak jeszcze długo wymieniać, ale po krótce. Na plus: Multiple Man, Leech, Moira MacTaggert i to coś na wzór męskiego odpowiednika Marrow. Na minus: Za mało Mystique, Callisto poruszająca się z prędkością Quicksilvera, Psylocke (o ile to była Psylocke) i nieznanej płci Arclight (co prawda piersi to posiada, ale cała reszta jest wątpliwa).

Efekty (nie)specjalne

Już sam początek nie wzbudza entuzjazmu, w porównaniu do tego jak zaczynał się poprzednik. Ekipa od efektów specjalnych czasami wręcz przesadziła z efektami, przyjrzyjcie się scenie w lesie, gdy Wolverine zostaje ranny, procesowi leczenia poddana została również jego koszulka, która sama załatała dziury....Kolejnym przykładem niedopracowania jest scena gdy Logan zostaje rzucony przez Jugsa w sufit i spada na ziemie przebijając się przez sufit w pokoju obok. Czyżby Logan była aż tak ciężki czy może konstrukcja podłóg i sufitów tak słaba? Z kolei sceny, w których Jean daje popis swoich mocy przywodzą mi na myśl zeszłoroczne House of M i poczynania Wandy. Oczywiście wygląda ta oszałamiająco i oddaje potęgę jej mocy. Po raz kolejny przyczepie się również do Angela, którego lot wygląda całkiem nieźle dopóki generuje go komputer. W scenie odlotu z laboratorium nie można oprzeć się wrażeniu, że ten facet wcale nie leci, tylko został spuszczony na linie. Ładnie prezentuje się przemiana Rasputina w blaszaną formę, ale sama zbroja jest zbyt... świecąca? Wygląda to tak jakby Piotr był metroseksualnym kolesiem, pucującym swoją zbroje 5 razy dziennie żeby nie straciła swojego blasku. Wierzę, że ludzie od efektów specjalnych chcieli dobrze, ale czasami albo przedobrzyli albo niedopracowali.

Tłumacza zatrudnię:

Biada wam powiadam, biada jeśli dystrybutor nie zmieni tych amatorów z funkcji tłumaczy. Co prawda palmę pierwszeństwa w kwestii tłumaczeń wciąż wiedzie Polsat, za własną interpretacje X-Men, ale nie usprawiedliwia to w żaden sposób autora napisów do X-Men 3. Po pierwsze Remedium! Rozumiem, że tłumacz chciał wzbogacić język filmu, popełnił jednak okrutny błąd. Później nie mógł się zdecydować: "tłumaczyć nazwy własne postaci czy nie?" i tak otrzymujemy obok napisu Juggernaut wyjaśnienie nijak do tego pasujące - TIR. Co ma wspólnego TIR i Juggernaut? Nie wspomnę już o pomijaniu niektórych zwrotów, przez co w napisach ani razu nie zobaczymy Callisto. Czasami dochodzę do wniosku, że właśnie przez takich błaznów jak nieszczęsny autor tych napisów, ludzie podchodzą do adaptacji komiksów z jeszcze większym dystansem, bo z założenia traktują to z przymrużeniem oka, ale przymrużają je jeszcze bardziej, jeśli główni bohaterowie nazywają się "Wilk" albo "TIR"...


"Who will You stand with?"

Myślę że po prostu zbyt wiele oczekiwałem od tego filmu, który jest po prostu kolejną częścią trylogii o mutantach. Chociaż wypadła słabiej od poprzednika to wciąż jest to lekka i przyjemna rozrywka. Jeśli jesteś fanem X-Men to oczywiście jest to dla Ciebie pozycja obowiązkowa a z kina wyjdziesz raczej zadowolony. Niestety obawiam się że film może być dość niezrozumiały dla tych którzy pominęli poprzednie części i wyjdą oni z kina z niesmakiem na twarzy, jeszcze bardziej zniechęceni do wszelkich opowiastek o nierealnych bohaterach. Mam tylko nadzieję, że powstanie kolejna część, dla której otwartą furtkę pozostawiono w scenie po napisach końcowych.
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.