Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #57 (15.09.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 15 września 2008 Numer: 32/2008 (57)


Po wyjątkowym King-Size Avalon Pulse Special wracamy do normalnej formuły Pulsa. Tym razem przyglądamy się końcówce Secret Invasion, kilku debiutom i nieoczekiwanej zwyżce formy Amazing Spider-Man.



Amazing Spider-Man #571 avalonpulse0057c.jpg
Gil: Historia toczy się swoim torem, który zły nie jest, ale już na przykład w porównaniu z poprzednim numerem czuć mały spadek. Ot, biją się dalej i ta część jest całkiem ciekawa, bo przyjacielski Eddie dobrze wypada i zapewnia zwroty akcji, Norman w starciu z Menacem prezentuje się równie dobrze, a w dodatku dostajemy nową słabość do kolekcji Pajęczaka. Część, w której się nie biją, wypada już gorzej, bo chociaż wszystkie sceny z Bullseyem są świetne, to zagrywki polityczne już nieco mniej. No i nie da się ukryć, że sposób rozumowania Normana w końcówce prosi się o fotkę kociaka z podpisem: "Conclusions. Ur doing it wrong." Romita popełnił jeden naprawdę świetny panel z Menacem w cieniu, wiszącym nad Osbornem, ale nie zmienia to faktu, że mam ochotę ręcznie wbić mu do głowy, że Songbird musi mieć skrzydła. Ogólnie dam 6/10, bo taką mam fanaberię.
Krzycer:
New Ways to Die, część kolejna. Dobra konfrontacja Osborna z Menacem. Anti-Venom rzucający się na Radioactive Mana to też dobry motyw. I tylko jedno mi nie pasuje - czemu Osborn po znalezieniu aparatu i dojściu do właściwego wniosku, że Pająk robi własne zdjęcia wykombinował, że Parker jest twarzą Pająka w kontaktach z prasą a nie, że Parker jest Pająkiem? Brzytwa Occama, najprostsze rozwiązanie i tak dalej... Poza tym jest spoko.
CrissCross: Takie sobie. Najbardziej zaskoczył mnie in minus fakt, że Osborn ma kontrolę nad każdym ze swoich kiedykolwiek zbudowanych gliderów. Trochę to przesadzone. A poza tym dalej jakoś mnie to nie wciąga.

Big Hero 6 #1

Gil: Jeśli facet po czterdziestce zaczyna udawać nastolatka, mówi się o kryzysie wieku średniego. A co powiedzieć, jeśli robi to facet pod sześćdziesiątkę? Z jakiegoś powodu, Chris Claremont jest przekonany, że wciąż potrafi być cool i świetnie rozumie nastolatków… EEEEK! Wrong! Może na początku Genext mu się udało, ale tym razem chybił o milę. Chociaż, co ja tam wiem - nastolatkiem byłem w minionym wieku ;P Tak czy inaczej, po wywleczeniu Hiroshimy i Nagasaki na pierwszej stronie niczego dobrego się nie spodziewałem i tym razem trafiłem. Czyta się trochę lepiej niż New Exiles, co wcale nie znaczy, że dobrze.
Na szczęście David Nakayama uratował w moich oczach ten projekt z ciekawym redesignem postaci (no tak, bo może nie wszyscy wiecie, że po raz pierwszy Big Hero 6 pojawili się jeszcze w czasach, gdy byłem nastolatkiem). Nie rozumiem tylko, dlaczego ponad połowa postaci w tej Japonii to nie Japończycy?
Anyways… dam 5/10 tylko dlatego, że nie chcę od razu spisywać serii na straty.

Civil War: House Of M #1
Gil: Z sobie tylko znanych powodów Gage zabrał się do uzupełniania historii świata, którego nie było i trzeba przyznać, że wychodzi mu to całkiem przyzwoicie. Co prawda z Avengers nie dało się wiele wycisnąć, ale tutaj jest wyraźnie lepiej. Na początek dostajemy lepszy z zaserwowanych w tym tygodniu originów Magneto, później kilka łat na dziury fabularne, a w końcu ciekawe przymierze, które przeradza się w równie ciekawy konflikt i ostatecznie ustawia pionki na szachownicy. Miejmy tylko nadzieję, że rozgrywka utrzyma poziom otwarcia. Rysunki również dobre, zwłaszcza na początku, a DiVito utrzymuje swój charakterystyczny styl. Mogę dać 7/10 na dobry początek.
Krzycer:
Niezłe. Może to być lepsze od HoMoAvengers - no i tutaj akurat mamy do czynienia z pytaniem, na które nigdy nie padła odpowiedź - co w HoM stało się z Xavierem?

avalonpulse0057d.jpgCable King-Size Spectacular #1
Gil: Opowieści o człowieku, który idzie, ciąg dalszy. Tym razem wchodzi w sidła na niedźwiedzia, czy raczej futurystyczne skrzyżowanie niedźwiedzia z chodnikiem. Na szczęście jest jeszcze opowieść o człowieku, który idzie za człowiekiem, który idzie. Ten dla odmiany miota się w czasie i przestrzeni, trafiając na kilka interesujących pułapek, co ratuje ten bardzo specjalny numer. To i fakt, że dziewczynka, którą pozwolę sobie nazwać Nie-Jean, rośnie w oczach, bo inaczej musielibyśmy się szykować na opowieść rozmiarów Mody na Sukces. Jest jeszcze jeden duży plus, a mianowicie rysunki. Chętnie zobaczyłbym Kena Lashley na etacie w głównej serii zamiast Olivettiego, który już mi zwyczajnie obrzydł. Niech będzie, że dostanie 6/10 i to głównie za grafikę.
hitano:
No i proszę, Duane umie coś zrobić ciekawego z Cablem, tzn. po tych 6 czy 7 naprawdę nie zachwycających numerach serii. No i w końcu ktoś Olivettiemu pokazał, że Cable, jak i dziecina, może wypaść ładnie na rysunkach. Jak dla mnie jak najbardziej TAK. Po raz pierwszy czytało się historię o uciekającym panu z dzieckiem miło. Mamy wiele zadym, pomysłów, pułapek. Do gustu przypadło mi szczególnie z pułapką ludzką, przewidywalne, ale jednak dobrze wykonane. Końcowe strony trochę studzą zapał, ale większość zwycięża. Pewnie Bishop wykorzystał jakieś moce, co ich nigdy nie miał, ale że nie znam zbytnio tej postaci, to nie przeszkadza mi to wcale! Rysunki o wiele lepsze od tego, co bazgrolił czy też umięśniał Ariel. No i po raz kolejny rysownik stara się robić dziecinę na reinkarnację Jean Grey. 4/5

Dark Tower: Treachery #1
Hotaru: Na jakimś poziomie świadomości obawiałem się tego numeru. Nie chciałem, żeby okazało się, że w połowie zaplanowanych na Mroczną Wieżę numerów daje o sobie znać zmęczenie materiału. Na szczęście nic takiego się nie stało i panowie (i pani) twórcy zafundowali nam rozrywkę na najwyższym, znanym z poprzednich odsłon poziomie. Dzięki nim komiksowa wersja największego dzieła Kinga nie jest jedynie przystawką, a pełnokrwistym jego elementem. Mówiąc "Mroczna Wieża" nie będę miał na myśli tylko siedmiu tomów, ale i pięć miniserii.


Ms Marvel vol. 2 #30
Gil: Jest wyraźnie słabiej niż w ostatnich numerach, bo gdzieś podział się impet wydarzeń i nie czytałem już z wypiekami. Ale wciąż jest dobrze. Tej ciekawszej części trzeba się jednak domyślać, bo jeden tatuaż niewiele mówi. Możliwości domysłów jest wiele, a jeden bardziej interesujący od drugiego - tak czy inaczej, rola Hydry pozostawia otwarte drzwi dla post-inwazyjnych wątków. Kolejną ciekawostką jest kilkumiesięczny przeskok w czasie, niewątpliwie do momentu, kiedy jest już po inwazji. I wszystko wskazuje na to, że w Hong Kongu Skrullów nie ma, a Karolka zeszła do podziemia. Ponadto, główna część opowieści oferuje tradycyjnie dobre rysunki, a epilog, chociaż obniża trochę poziom, również jest przyzwoity. Dla mnie nadal dobre 7/10.
Krzycer:
Hm. Z lekka jestem rozczarowany. Powiązanie inwazji z Hydrą i przeskok o parę miesięcy mogą wypaść ciekawie, nie przeczę, ale w tym numerze czegoś mi brakowało. Ot, rozróba i tyle.
CrissCross: Łup, bęc, bum, wielki zwariowany Skrull... Jedna wielka rozwałka, tak jak cały ten tie-in. Do głównej historii nie wniosło to nic poza masakrą kosmitów. Mało to odkrywcze, ale... chyba taka historia też była potrzebna.

Deadpool vol. 2 #1
avalonpulse0057e.jpg
Gil: Mam mocno mieszane uczucia. Początek jest całkiem dobry, ale szybko wracamy do głupot, jakie serwował Way podczas występów Poola w Wolverine Origins. Zwłaszcza te niby-halucynacje drażnią mnie niemiłosiernie, bo zabijają cały urok Deadpoola, robiąc z niego zwykłego wariata. No i ile razy można powtarzać jeden dżołk ze skrullowym "oh, shit!"? Później przychodzą refleksje na tematy: skąd on się tam właściwie wziął, jakim cudem wylazł z tego kostiumu i jak u diabła wielki musi być ten stadion, żeby można tam było wysadzić statek kosmiczny i jeszcze na spadochronie polatać? Czyli, generalnie… waaay too stupid. No i jest jeszcze któryś z Medinów, którego specjalnie nie lubię, chociaż stara się kopiować Cheunga. A jednak sam fakt, że Deadpool znowu ma własną serię, jest plusem i to właśnie ten plus podnosi ocenę na 4/10.
Krzycer:
...to kiedy Aaron przejmie ten tytuł i wybawi nas od Way'a?
Na plus: rysunki, zwłaszcza w otwierającej numer sekwencji z maskotką.

CrissCross: Może niespecjalnie zabawne, ale lekkie i strawne. Deadpool trochę na siłę wepchnięty w Inwazję nie wnosi do niej nic konkretnego, ale miło się to czyta.
Undercik: Ten numer to typowy przykład. Czego? Ano tego, że im dalej, tym gorzej z fabułą, że Way nie nadaje się do Deadpoola i jak coś nie ma odpowiedniego poziomu, to najlepiej zacząć serię w jakimś wielkim crossie. Co z tego, iż wiele nie wnosi do SI, ale jakoś trzeba tytuł wypromować, bo zazwyczaj seria jest przez pryzmat crossa ciut lepsza.

NYX: No Way Home #2
Gil: W tej serii rozdanie kart już było - teraz blefujemy. Chociaż wydarzenia posuwają się do przodu, dzieje się to powoli, nawet nieco ospale. Ot, dylematy, sprzątanie po sobie i dopiero w końcówce jakieś większe wydarzenie. Przynajmniej mamy odpowiedź na pytanie, jak działają moce Tatiany w zetknięciu z ludzką krwią, a za miesiąc pewnie dowiemy się, co się dzieje, gdy zetknie się z własną. Tak, to znaczy, że mam zamiar czytać dalej, choćby po to, by dojść do punktu z prologu i dowiedzieć się, co z panią Palmer. Rysunki nienajwyższych lotów, ale nie przeszkadzają.
Niech będzie 6/10 przy granicy z siódemką.

Patsy Walker: Hellcat #3

Gil: Patsy wymiata nadal, z pełną konsekwencją, taranując mniej lub bardziej dosłownie wszystko po drodze. No, ale czego się spodziewać po kimś, kto oswoił demonicznego wilka i upchnął do samochodu? Odpowiedź: spodziewaj się niespodziewanego. Motywem numeru jest bez wątpienia leming na speedzie… i ręka nieboszczyka też. A piracki okręt i lodowy zamek wyglądają nader zachęcająco. Szkoda tylko, że nie mogliśmy podziwiać naszej bohaterki bez maski.
Patsy znów zdobywa 8/10 w swojej własnej kategorii.

avalonpulse0057f.jpgSecret Invasion #6
Gil: Bendis powiedział, że to moment kulminacyjny - największe zbiorowisko postaci Marvela w historii. Okay, kupuję to. Możemy sobie tu dywagować o wzniosłych rzeczach i technicznych zawiłościach komiksotwórstwa, ale jak ktoś mi powie, że widok tego zbiorowiska nie trącił jego geekowskiej żyłki, nazwę go kłamcą i zapytam, co tu jeszcze robi. Niemniej jednak, nie da się ukryć, że sposób, w jaki doprowadzono do tego übermomentu pozostawia wiele do życzenia. Zbyt szybko się to stało w porównaniu do sześciu numerów, w których umieszczono dwie godziny w Savage Land. W dodatku, sądząc po funkcjonalności Iron Mana w końcówce, gdzieś tu musi się zmieścić tie-in z jego własnej serii. Ale to wszystko nieważne, bo mój bóg ma młotek. Yu mi nie przeszkadzał, ale też specjalnie nie zachwycił - nadal twierdzę, że widziałem lepsze jego prace. Summa summarum - 7/10 i to dość mocne.
Hotaru: Czy komiks, w którym gros czytelników za dobry uważa jedynie spęd bydła (oops, bohaterów), można uznać za dobry? Na dodatek narysowany przez Yu, który do tej pory nie nauczył się ładnie rysować, więc raczej już tego nie zrobi. No właśnie. Marvel powinien wyciągnąć taką naukę z Secret Invasion, że lepiej jest, kiedy dział marketingowy daje na wstrzymanie, a potem produkt końcowy pozytywnie zaskakuje, niż kiedy jest odwrotnie. I pomyśleć, że rok temu naprawdę myślałem, że to będzie coś wielkiego... znaczy, poza klapą.
Undercik: No to zaczęła sie nam bitwa. Jak długo potrwa - zobaczymy. Klimat jest, w końcu wyrwali się z Savage Landu, umiera Skrull-vell, Nick Fury ze swoją ekipą, Avengers się jednoczą, nawet Osborn nie chce atakować pajączka. Numer bardzo dobry. Jest jednak pewne ale. Mógłby to być równie dobrze trzeci-czwarty numer, bo zawartość poprzednich pięciu można byłoby bardziej streścić. No ale nareszcie po trzech kiepskich numerach głównej seri crossa pojawia się taki, który utrzymuje i stopniowo podbija poziom dwóch pierwszych numerów.
CrissCross: Cienizna! Gadają sobie tu, gadają sobie tam, a na końcu nagle wszyscy opojawiają się ni stąd, ni zowąd w jednym miejscu i leją zielonych.

Secret Invasion: Runaways & Young Avengers #3
Gil: Skończyło się? Już? I to wszystko? No, to jestem trochę rozczarowany, bo spodziewałem się, że Yost wyciśnie więcej z Hulklinga. Rozwiązano tylko ten wątek, który od początku był pewniakiem, czyli starcie Xavina z byłym nauczycielem. Plus jeszcze wyeliminowanie jego pupilki. Nie powiem, oba rozwiązano dobrze - zwłaszcza ten drugi - ale wciąż wisi w powietrzu kilka niedomkniętych wątków. A ja nie lubię, jak coś tak wisi. Na szczęście mamy kilka świetnych scenek i jak zwykle Molly zgarnia wszystko. Będzie 7/10, ale nie tak mocne, jak mogło być.
Hotaru: Zakończeniem tej mini mógł być wybuch, który wstrząsnął by w posadach zarówno Uciekinierami, jak i Młodymi Mścicielami. Zamiast tego dostaliśmy... pyknięcie kapiszona. Co za rozczarowanie! Obie drużyny wychodzą z tego praktycznie nie odmienione, nie wspominając już o tym, że główne założenie fabuły zostało sromotnie zignorowane w głównej serii. Nie wiem, czyja to wina, ale wyszło kiepsko.
Krzycer:
Koniec mikroserii. Niezła była. Co prawda "stary nauczyciel, którego nigdy nie pokonałem" był nieco wyświechtanym przeciwnikiem, ale Xavin go ładnie załatwił. Poza tym strasznie spodobał mi się design Elektro-Cloak-Daggerowej Skrullicy.
I tylko ta mangowa kreska jak pięść do nosa...


Secret Invasion: Inhumans #2
avalonpulse0057g.jpg
Gil: Chyba najlepszy z tegotygodniowych tie-inów i to nie tylko ze względu na fantastyczne pomysły na Super-Skrullów, którymi Raney mnie powalił. Fabularnie też jest dobrze, bo królewska rodzina pokazuje, co potrafi. Chciałem napisać, kto wypadł najlepiej, ale wychodzi na to, że wszystkim należy się wielki plus. Wyróżnię jednak akcję Crystal z pomnikiem, bo to jeden z tych pomysłów, które są po prostu fajne same w sobie. Jedyne, nad czym się zastanawiam, to dlaczego trzymają Black Bolta przy życiu, skoro potrzebują tylko jego mózgu? A skoro o tym mowa - skrullowy doktor Menele też robi wrażenie. Szkoda, że Raney nie utrzymał poziomu do końca i spaprał niemy krzyk BB. Mimo wszystko - naprawdę mocne 7/10.
Hotaru: Po pierwszym numerze tego tytułu nie byłem pewny. Pozostawił mnie neutralnym, bez zdeklarowanej opinii. Cieszy mnie, że odsłona druga potrafiła mnie przekonać. Nie tylko rysunki Raneya poprawiły się do tego stopnia, że mało jest twarzy z topiącego się wosku, ale przede wszystkim fabuła nabrała rumieńców. Medusa jest moją faworytką i nie mogę się doczekać, kiedy jej kudełki zaczną rozszarpywać kolejne zielone ludki.
Chcę jeszcze!

hitano: Po pierwszym numerze byłem dobrych myśli. Nie zawiodłem się zbytnio. Zaczyna się, czy też skupia się, na kopaniu tyłków - tym razem rodzina królewska Inhumans kopie skrullowate. Głównym punktem programu nazwałbym jednak zabawę psychologiczną z jeńcem i wskazanie, że nie tylko Bolcik został złapany. I tu fantastyczna dla mnie hybryda Skrulla Jean Grey/Emma Frost (genialnie narysowana).
Rysunki, oprócz dziwacznych dalej na początku a'la witraż, następnie przybierają ponownie świetną postać. 4/5

Krzycer: świetna okładka... a dalej też dobrze (poszczególni Inhumans ładnie rozprawiają się ze Skrullami, zły doktor-super Skrull jest bardzo zły, bo szantażuje BB, groząc synkowi), bardzo dobrze (Medusa torturująca Skrulla Terrigenezą, genialnie narysowana "niańka" Ahury - Phoenix/White Queen/Medusa SS) a nawet genialnie. Momentem genialnym, zasługującym na wzmiankę poza nawiasem, jest to, jak Maximus poradził sobie z SS podszywającym się pod Ahurę.
"He loves me. He loves me not." :D


Secret Invasion: X-Men #2
Gil: Tutaj dla odmiany spadamy. Rysunki, które miesiąc temu wydawały się oryginalne, teraz ujawniły się jako po prostu brzydkie i to odczułem najbardziej. Fabuła jakby się rozciągnęła (czy tylko mi się zdaje, że kiedyś była mowa o trzech numerach?) i numer został wypełniony przez improwizowaną partyzantkę z przerwami na refleksje. Ten drugi wątek wciąż ciekawi, ale bijatyki są wyjątkowo nieatrakcyjne - zwłaszcza to dziwne wejście X-Force prosi się o wielkie, różowe WTF. No i chyba nikt nie kupi pomysłu z zejściem Emmy. Cóż, jeden wątek by wszystkie pociągnąć i ocenę wzmocnić to mit. Będzie najwyżej 5/10.
Hotaru: Z pierwszym numerem przewidywałem, że dostaniemy coś a'la x-tie-in do WWH. Myliłem się. Jest gorzej. Liczyłem się z tym, że rysunki mogą być brzydsze, niż w numerze pierwszym (ale żeby aż tak?), ale myślałem, że chociaż fabuła będzie spójna. Tytuł opuścił strefę średnich i zdobył przebojem tereny miernot. Moje gratulacje.
CrissCross:
FATAL ERROR! Już same rysunki odstraszają. Przy tym obserwujemy nagłe zjednoczenie wszystkich mutantów, którzy kiedykolwiek nosili "X", nie ważne gdzie się do tej pory podziewali. "Pstryk" i już ich mamy. W tle rozgrywa się scena Nightcrawlera z gadającą kulą przypominająca motyw Palantira z Władcy Pierścieni. A na dokładkę dostajemy Warrena Wortingtona w dwóch (!) postaciach! Porażka.

The Stand: Captain Trips #1
Hotaru: Oto jest - szumnie zapowiadany "Bastion" Kinga w wersji komiksowej. Czy spełnił pokładane w nim nadzieje, czy może okazał się niewypałem? Cóż, to oczywiście zależy od tego, jakie te nadzieje były. Na zagranicznych serwisach okrzyknięto już tę adaptację równą lub nawet lepszą od Dark Tower. Moim zdaniem tak nie jest, ale robota Furth, Davida, Lee i
Isanove'a to mistrzostwo świata i nie spodziewałem się, że ktoś ich pobije. Pomimo tego, Captain Trips jest świetnym komiksem. Perkins dał z siebie 150% i jego rysunkom trudno cokolwiek zarzucić. Nie jest to może Sztuka, jak w przypadku kadrów z Mrocznej Wieży, ale i tutaj talent bije po oczach. Co się tyczy fabuły, moim zdaniem jest trochę zbyt szarpana, ale rozumiem, że to przywilej pierwszej części - należy jak najszybciej przedstawić czytelnikowi bohaterów i to, z czym się mają zmagać. Na pewno sięgnę po kolejny numer - bez dwóch zdań.

avalonpulse0057h.jpgUltimate Origins #4
Gil: Historii Ultimverse nie śledziłem tak dokładnie, ale mam wrażenie, że Bendis wrzuca jakieś paskudztwa do własnej kaszy. To chyba nie tak było z Parkerami i z Hulkiem? Chyba, że się mylę. Ale tak czy inaczej, jest to intrygujące i Fury wzbraniający się od roli czarnego Kapitana Ameryki wypada świetnie. Plus za rysunki i wychodzi 7/10.
Krzycer:
Richard Parker pracujący nad serum superżołnierza? Hulk winny śmierci rodziców Pająka?
Z jednej strony: to ma sens. Wyjaśnia między innymi, czemu Fury zawsze czuwał nad Pająkiem.
Z drugiej strony - czy Bendis w USM nie pisał, że Parker senior krótko przed śmiercią pracował z Brockiem seniorem nad symbiotem? A te pikniki Parkerów i Brocków, kiedy mniej-więcej trzy-czteroletni Peter bawił się z Eddiem - to było za życia rodziców Parkera, czy wtedy już był z ciocią i wujkiem? Nie pamiętam, a nie chce mi się odgrzebywać starych numerów...
Z innej beczki - w poprzednim numerze coś mi się nie podobało, tutaj superżołnierza Fury'ego przyjmuję bez problemów. Tylko kiedy z prostego wojaka stał się takim cwaniakiem? I kiedy i od czego wyłysiał? To są pytania, na które nikt nam nie odpowie...


Ultimate X-Men Fantastic Four Annual #1
Hotaru: Podczas lektury nie schodził z mej facjaty pogardliwy uśmieszek i chociaż doskonale widzę, jakie nazwisko wydrukowano na okładce, to mnie to nie zmyla. Od razu widać, ze za fabułą stoi Loeb. Ten Loeb, który zafundował nam Ultimates 3. To mówi samo za siebie.

Krzycer: No proszę, Ultimate Days of Future Past! Ponieważ nie miałem żadnych oczekiwań odnośnie tego annuala, wrażenia wyniosłem bardzo pozytywne. Przeszkadza mi tylko artysta odpowiadający za część rozgrywającą się we współczesności.

Wolverine: Saudade
Gil: To coś przypomniało mi ponad wszelką wątpliwość, dlaczego nie trawię francuszczyzny w komiksach. Przesada wylewa się z rysunków hektolitrami, a poza tym są zwyczajnie paskudne. Fabuły praktycznie zero, tylko jakaś bieganina bez celu i ten zły, wyskakujący zza krzaka na końcu. Z jednej strony brzmi jak standardowy wolverinowy 1-shot, ale z drugiej odpycha mnie od niego bardziej, niż od mieszanki Waya z Romitą. Chyba jestem uprzedzony. Well… screw it 2/10.

X-Men: Magneto Testament #1
avalonpulse0057i.jpg
Gil: Nigdy jeszcze nie ucieszyłem się tak na widok znaczka imprintu Marvel Knights na okładce. Na szczęście to tylko wariacja na punkcie jakiegoś alternatywnego Magneto, a nie wiążący origin. Piszę "na szczęście", bo potwierdziły się moje początkowe obawy i Pak nie dał rady. Co to w ogóle za pomysł, żeby robić z młodego Madzia super-atletę, którego aryjscy koledzy nie lubią, bo dalej rzuca oszczepem? Czy oni nie są świadomi, że przed wojną nie było takich hajskólów jak teraz? Albo inny głupi pomysł: hitlerowcy publicznie linczują ojca Magsa tylko po to, żeby później wypuścić go do domu? Really, Greg Pak? A poza tym wszystko pięknie i kolorowo, i młodzieńcza miłość, i bla, bla, bla… Szkoda, że narysowane w jakimś dziwnym, półkreskówkowym stylu. Śmieszy mnie notatka na końcu, w której Pak zapewnia, że wszystko jest historycznie poprawne, bo siedzieli nad tym trzy lata. Sam skleciłem lepszy origin Magsa w jedno popołudnie i to bez tony bullshitu. (No dobra, macie mnie - wkurzam się, bo mnie ubiegł, zanim sprzedałem swój pomysł Marvelowi. Możecie nawet w to uwierzyć i rozpowiadać.)
Za zawiedzione nadzieje i brzydkie rysunki dam 3/10.
hitano:
No cóż, Pak odebrał mi radość życia, oddając Magnusa do Niemiec. Oprócz tego sama historia wypada naprawdę nieźle. Dostajemy dobry jak na Amerykanów opis życia z tamtych lat, a przede wszystkim nieźle przedstawione szybkie zmiany, jakie zaszły w samych Niemczech po przejęciu władzy przez Adolfa H.
Niestety nie przypadły mi do gustu rysunki. Większość postaci rysownik zaserwował wygląd a'la Adrian Brody (nie obrażając aktora), co jest trochę przesadzone. 4/5
CrissCross:
"Genialne". Muszę przyznać, że jestem... zaskoczony. Nagle dowiedziałem się, iż Magneto ma na imię inaczej, niż go od lat nazywano. Poza tym ogólnie ten origin jakoś mi nie przystaje. A więc albo mamy elseworld albo, co bardziej prawdopodobne, ktoś tu chce się popisać i na swój sposób zmienić nieco historię jednej z ważniejszych postaci Marvela.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0057a.jpgDark Tower: Treachery #1

Autor: Jae Lee i Richard Isanove

Hotaru: W tygodniach, kiedy wychodzi Dark Tower, zawsze jestem podekscytowany perspektywą, że być może tym razem uda mi się zobaczyć tak dobre okładki, że wyróżnię je nad prace Lee i Isanove'a. W tym tygodniu ich pozycja pozostała jednak niezagrożona. Ten wizerunek Rolanda mówi nam mnóstwo o tym, co się teraz z nim dzieje. Świetny przykład na to, jak jeden obraz może przekazać tysiąc słów.




avalonpulse0057b.jpgX-Men: Magneto Testament #1

Autor: Marko Djurdjevic

Gamart
: Pomysłowa okładka. Czerń i biel połączona z wyraźną czerwienią tworzy niesamowity klimat i jest wyraznym nawiązaniem do sceny z dziewczynką w czerwonym płaszczu z "Listy Schiendlera" Spielberga.
Tylko w tym przypadku wiemy, że dziecko stanie się złoczyńcą, którego facjatę możemy zobaczyć w kałuży krwi. Bardzo sugestywna i ciekawa okładka.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.09.10


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.