Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #55 (04.08.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 4 sierpnia 2008 Numer: 30/2008 (55)


W dzisiejszym Pulsie ujawniamy sensacyjny stenogram przedstawiający okoliczności Secret Invasion: Fantastic Four! W cyklu "Nie do wiary": podobno pojawił się dobry komiks z udziałem Black Panthera! W rubryce kryminalnej śledztwo na temat rzekomych skłonności pedofilskich Hawkeye'a!

Kup dwa Pulsy - trzeci gratis!



Amazing Spider Man: Brand New Day Extra
avalonpulse0055c.jpg
Gil: Trzy historyjki: dobra, średnia i słaba. Dokładnie w takiej kolejności. Pierwsza pozwala wierzyć w udany powrót Hammerheada, nawet jeśli ma bardziej przypominać Terminatora, a w dodatku jest świetnie zilustrowana. Druga jest nieco naiwna, ale jakiś swój sens ma, więc można ją przeżyć. Trzecia dla odmiany kwalifikuje się pod szczyt głupoty, bo jest w niej tyle niedorzeczności, że aż w głowie się nie mieści. Nawet nie chce mi się wymieniać tych najbardziej oczywistych. W dodatku narysował ją ten człowiek, któremu nie powinno się dawać kredek do ręki. Innymi słowy, otrzymaliśmy produkt adekwatny do marki Brand New Day, który w porywach łaski można ocenić na 5/10 i to tylko dzięki tej pierwszej historii.
S_O: Nie tak ekstra, jak mogłoby się wydawać. O ile pierwsza z trzech historii, ta z Hammerheadem, stanowi chlubny wyjątek, to pozostałe stoją na typowym dla BND, zatrważająco niskim poziomie. Zwłaszcza ta o urodzinach Harry'ego, kompletnie pozbawiona sensu, smuci. Głównie dlatego, że jej autorem jest Wells, twórca jedynej chwalonej przeze mnie Brendńjudejowej historii (doprawdy, na poczekaniu wymyśliłem lepszy sposób na ukrycie tej maski, niż "zawiąż ją sobie na głowie i módl się, że nikt nie będzie pytał"). Ale ostatnia też wygląda miernie, zwłaszcza, że to policzek dla kolegi ze "Spidey Brain-Trustu", Slotta, który specjalnie dla tego typu rzeczy wymyślił w She-Hulk całą gałąź prawa superbohaterskiego.
CrissCross: Trzyma poziom całego BND. Wprawdzie pierwsza historia jeszcze całkiem przyzwoita, ale dwie pozostałe, szczególnie ta z urodzinami Harry'ego, jakieś takie niedorobione. Jedna pod względem fabuły, druga pod względem rysunków.
owcaboski: Brand New Tragedy ciąg dalszy, czy coś Extra? A jednak coś extra, co wprowadziło mnie w lekkie zdziwienie i nasunęło kilka pytań: To na pewno BND? A może to jakiś elseworld? Wnikliwe przerzucanie stron doprowadziło jednak do stwierdzenia, iż to jednak BND, a te historie z tego One-Shota są nawet ciekawe. Ale idźmy po kolei, historia pierwsza o Hamerheadzie, bardzo ciekawa, przybliżyła origin jednego z nieznanych mi wrogów Pająka w bardzo ciekawy i przystępny sposób. Całość dopełniły świetne rysunki Bachalo. Druga historia i ściąga nas w stronę dna - to podobno Harry miał wariować na wieść o swoim ojcu, a nie Peter - tak przynajmniej było w rozkładzie jazdy z BND, ale ok, scenarzyści popełnili już tyle pomyłek, więc jedna więcej nic nie zmieni. Trzecia historia - ta pod względem fabularnym zaciekawiła mnie najbardziej, thriller sądowy a'la John Grisham z Spiderem i Murdockiem, ciekawe, oj ciekawe...
Szkoda, że to wszystko to prologi, a co za tym idzie - prawdopodobieństwo, iż scenarzyści zmieszają te historie z błotem, jest bardzo wysokie - mimo wszystko One-Shot muszę zaliczyć do jednego z lepszych numerów po OMD/BND.
Ocena: 7/10

Fantastic Four - True Story #1
Gil: Ja naiwny sądziłem, że to będzie odgrzewanie początków F4, a tymczasem Cornell zafundował nam znowu jazdę po bandzie. Pomysł na pierwszy rzut oka przypomina te rodem z Tytusa, Romka i A'Tomka, ale po pierwsze, jest świetnie zrealizowany, a po drugie, jakoś wybitnie mi tu pasuje. Ktoś niedobry próbuje zniechęcić ludzi do czytania i używania wyobraźni, więc trzeba ruszyć w jej głąb, by mu skopać to i owo. Czyż to nie słodkie? I czyta się świetnie, bo podróż do krainy wyobraźni stwarza wiele okazji do wykorzystania abstrakcyjnego humoru. Cieszy wykorzystanie Dantego w roli przewodnika, a i walorów edukacyjnych nie można odmówić, bo przynajmniej przeciętny amerykański zjadacz hamburgerów usłyszy o istnieniu klasyków literatury. Śmiem też podejrzewać, że nazwisko Jaspers pada tu nie tylko ze względu na pewnego pisarza. Rysunki może trochę zbyt amatorko wyglądające, ale nie przeszkadzają bardzo. Za sam innowacyjny pomysł należy się 8/10.
Demogorgon: Nie spodziewałem się wiele po tym komiksie. I się pozytywnie zawiodłem. Jest zakręcona fabuła, bardzo oryginalna, bo podróże do świata fikcji to wątek całkiem nowy, no i jest Dante Alghieri, którego nasz ignorant Johnny nie kojarzy. Jest też tajemnica, kto stoi za atakiem na krainę wyobraźni - ja stawiam na imiennika książki, która gościła na wystawach w księgarni. Bardzo dobry numer, dostanie 8/10
S_O: Nie wiem, czemu, ale Fantastyczni wydają się ostatnio działać tylko w miniseriach. A ta ma w dodatku wyjątkowo oryginalną fabułę. I jeszcze te smaczki, typu czytania dymków przez Reeda... Ten komiks ma wszystko, czego potrzebuje hit: rozważne i romantyczne damy w opałach, Tarzana wraz ze swymi małpami (chociaż tylko na jednym kadrze), hordy wrażych potworów...
... Tak, czekam na dinozaury.


avalonpulse0055d.jpg Black Panther vol. 4 #39
Gil: Wiele można powiedzieć o tym obliczu inwazji, ale na pewno nie to, że jest sekretna. Skrullowie przypuszczają zmasowany atak na Wakandę, a ich podstarzały dowódca, myślący tylko o emeryturze (założę się, że mają tam lepszą opiekę socjalną niż w Polsce) upiera się, by postawić wszystko na jedną kartę. Początek przypomina trochę jakąś space operę, z dużą ilością rozkazów i przeskokami między mostkami wrogich jednostek, ale czyta się to całkiem fajnie. Część druga to już bardziej oblężenie Helmowego Jaru i więcej trupów, niż słów. Bez rewelacji, ale mogło być gorzej. Trzeba przyznać, że wybór rysownika był całkiem trafny, bo dobrze radzi sobie z pokazywaniem w cieniu tego, czego nie może pokazać w pełnym świetle w komiksie klasy T+. Nie zabrakło kilku dziwnych scen, więc nie mogę dać więcej niż 6/10.
Demogorgon: Patrzcie, ludzie! Dobry komiks z Black Pantherem! Nie, serio. To dobry komiks. Ładnie pomyślany scenariusz i piękna bitwa o Wakandę. Ciekaw jestem, jak przebiegnie pojedynek i jakiego to Skrulla T'Chala pominął, robiąc czystki. Aaron daje radę, zasługuje na 7/10.
Hotaru: Nie rozumiem, skąd te wyrazy zaskoczenia, że ten komiks dało się przeczytać - przecież nie napisał go Hudlin. Każdy, kto zajmuje stołek Reggiego, ma ułatwione zadanie, bo gorzej pisać się po prostu nie da. Ale nawet nie biorąc tego pod uwagę, Jason Aaron wysmażył kawałek fajnego scenariusza. Po pierwsze, pomimo bycia częścią Secret Invasion, nie drażnił mnie, a to ostatnio duży wyczyn. Po drugie, porządna kreska i mistrzowsko nałożone na nią kolory dodają całości nieziemskiego klimatu. Początek dobry, oby kolejne numery nie obniżyły poziomu.
S_O: Jason Aaron jest wielki. Przejął Wolverine'a z rąk Guggenheima i od razu dało się czytać. Przejął Ghost Ridera z rąk Waya i po jednym czy dwóch słabszych numerach zaczęło się sprawdzać. Teraz, na czas Secret Invasion, przejął Black Panthera z rąk Reggiego i wyszedł jeden z ciekawszych tie-inów! Co prawda postać zmęczonego podbojami generała przywodzi mi na myśl tych dobrych policjantów z amerykańskich filmów, którzy giną na dwa dni przed emeryturą, ale nie można mieć wszystkiego...
hitano:
Jest bardzo dobrze. Aaron po raz pierwszy od nie wiadomo jak dawna pokazuje BP jako postać, która posiada zaawansowaną technologię, jednak mimo tego, zawsze jest gotowa oprzeć się na zwykłej sile z dobrą strategią. Mógłby "sprzedać" kilka pomysłów Hudlinowi. No i generał Skrull, który ma już dość. Bardzo dobre połączenie. Rysunki niekiedy wydają się zbyt mroczne, no chyba, że to Hudlin umieścił T'Challę w zbyt kolorowym świecie. 8/10

Haunt Of Horror: Lovecraft #2
Gil: Kolejna porcja adaptacji opowiadań mistrza grozy. Tym razem niektóre z nich są nieco bardziej swobodne, ale nie zmienia to faktu, że czyta się przyjemnie. Dzięki czarno-białym rysunkom o specyficznym stylu, seria ma charakterystyczny klimat, który świetnie pasuje do treści. Zacna lektura, ot co. Taka na 7/10.
Demogorgon: Strasznie fajna rzecz. Podobają mi się te wariacje na bazie fragmentów twórczości króla grozy, podobają mi się straszne rysunki, podoba mi się brak koloru - jak dla mnie komiks to cudeńko.

newuniversal: 1959
Gil: Hi, Tony Stark! Bye, Tony Stark! Chociaż ostatnio (czytaj: po filmie) zacząłem bardziej lubić pana w żelaznych gaciach, niekłamaną przyjemność sprawiła mi scena, w której odstrzelili mu głowę. Ten 1-shot otworzył nowy rozdział nowouniversalnej historii, wiążąc ten świat z głównym universum w pewien sposób i pokazując, że wątki sięgają dalej, niż by nam się zdawało. I nie chodzi tylko o powtarzalność White Eventu oraz zdolności, które daje. Dzięki temu numerowi, świat ten dostał klimat jak z najlepszych czasów X-Files i to jest wielki plus. Co ciekawe, dopiero po przeczytaniu zauważyłem, że to nie Ellis napisał, więc niech to świadczy o poziomie. Rysunki też dobre, więc mamy kolejne w tym tygodniu 8/10.
Demogorgon: A ja się bałem, że nikt poza Ellisem nie da rady napisać czegoś w newuniversal. A tu proszę, pozytywna niespodzianka. Historia nie ma żadnych bugów względem miniserii, a za to sporo się wyjaśnia. No i znów mamy nawiązania do głównego uniwersum - Biedny Tony. Dodajmy piękny klimat noir i mamy ładny numer. Dla mnie numer tygodnia, dostaje 8/10. A przy okazji widzę też szanse na ciekawy wątek do wykorzystania przez Ellisa - jakoś tak się złożyło, że czwarty (dodajmy - najpotężniejszy) z nadludzi, jeżeli istniał, to nie wypłynął i nie został zabity.

Ms. Marvel vol. 2 #29
avalonpulse0055e.jpg
Gil: Gdyby ktoś mnie zapytał o najlepszy w tej chwili tie-in do Inwazji, oto on. Z właściwą dynamiką, odpowiednią dozą okrucieństwa i coraz większymi załamkami głównej bohaterki pokazuje prawdziwe oblicze tej wojny. Nie ma czasu na plany, tylko na reakcje. Nie ma czasu na zabawy, tylko na walkę o życie. Każde posunięcie ma konsekwencje i nie są one przyjemne. A jakby mało było skrullowego truchła liczonego w setkach, jest jeszcze ostatnia scena, która mrozi krew w żyłach. Najgorsze dopiero przed nami. Nie przesadzę, jeśli powiem, że czytałem w napięciu i było to naprawdę intensywne doświadczenie. Tak właśnie lubię, więc... Brian Reed be praised! Adriana Melo też zasługuje na wszelkie pochwały, bo Karolka w jej wykonaniu jest boska. Bez dalszego ściemniania, przyznaję numerowi tytuł komiksu tygodnia i mocne 8/10. Mam nadzieję, że będę mógł wystawić więcej przy następnej okazji.
D
emogorgon: Wojna, wojna, czysta wojna - oto, co dostajemy w tym komiksie. Jednoosobowa armia o nazwisku Carol Danvers kontra armia jednoosobowych armii. Ms. Marvel pokazuje swoje umiejętności i spryt w walce, co cieszy. Numer z ukryciem się w więzieniu kojarzy mi się z filmami o zombie, ale to mało ważne - zastanawia mnie końcówka. Kim jest Skrull, którego inni Skrullowie się boją?
S_O: Czyli Panny Cudownej samotnej walki z zielonymi ludzikami część druga. I znowu głównie mamy do czynienia z radosnym łubu-dubu (bo wojna jest i te sprawy), zakończonym przez widok rzeźni w the Raft. Ale mnie bardziej interesuje fakt, że Skrullica, która wysadziła Minicarrier, miała moce Nitro. Więc jeśli Reed pamięta, że polegały one na wysadzaniu się i ponownym złożeniu do kupy, a nie na wysadzaniu się i pozostawaniu martwym (to w końcu moce Nitro, a nie Al-Qaeda-Mana), to można oczekiwać powrotu Ms. Skrullvel.
CrissCross: Jedyne, co mnie w tym naprawdę zainteresowało, to... końcówka. Reszta to jedno wielkie BUM BĘC BACH. Poza tym mam takie wrażenie, że albo rysownik nie mógł się zdecydować na jeden styl, albo kilka stron ze środka rysował ktoś inny, bo ciut się fizjonomia postaci różni (jakieś takie dziwne głowy szczególnie ;)), a Marvelka ma trochę inną maskę.

Skaar - Son Of Hulk #2
Gil: Tu będzie krótko. Historia nadal o niczym. Smoki nadal fajne. Zielony trafił na panienkę, koło której teraz się zakręci i będzie się tak kręcił przez ileś numerów, bo ona go nie lubi, ale polubi. Takie czytadło, niezbyt interesujące i nie w moim stylu. 4/10 najwyżej.
S_O: No i się zaczęło... odcinanie kuponów. Jak się okazuje, wielki gość z toporem sieka sakaarskie dzieci w poszukiwaniu Hulka Juniora, by zapewnić sobie koronę. A jego konkurentką w tym celu jest zaginiona siostra Edwarda Nożycorękiego. Ale mnie bardziej interesuje opowieść szarego starca o tym, jak przekonywał Skaara do przepaski biodrowej, względnie wytłumaczenie, czemu pobratymcy Mieka zmienili się nagle w gigantyczne karaluchy.
Zażartowałbym, że Pak znowu został podmieniony na Skrulla, ale raz, że ten żart potwornie szybko się starzeje, a dwa, że widać wyraźnie, że to Greg, bo tylko on potrafi wstawić "Heh." nawet w usta ryczącego i chrząkającego Heavymetalowca Skaara.

Skrulls vs. Power Pack
Snak3: Nie wiem, co mnie natchnęło do sięgnięcia po ten komiks. Okropne rysunki, okropna historia i kilka średnich gagów, które giną zalane resztą okropności. Przerzucając kolejne kartki uświadomiłem sobie, że chcę, żeby to jak najszybciej się skończyło i coś pozabijało wszystkie postaci. Nie wiem, co ma Marvel (oprócz kasy) z wepchnięcia kolejnego komiksu do Skrullowej historii, ale widząc to "cudo" dziwię się, że nie mamy Skrullowych G.I. Joe... Nigdy więcej... 1/10


avalonpulse0055f.jpg Secret Invasion: Fantastic Four #3
Gil: Muszę przyznać, ze zaskoczył mnie brak wielkiej bijatyki w więzieniu i wykorzystanie Tinkerera zamiast Mad Thinkera. Czy to pozytywne zaskoczenie? Nie bardzo, bo okazuje się, że tak naprawdę w całej serii nic się nie wydarzyło, oprócz spotkania Johnny'ego z Lyją. Ten wątek akurat daje radę do końca i nie można się przyczepić ani jego źródeł, ani rozwiązania, jednak trzy numery na powiedzenie "chciałam cię zabić, ale mi się odwidziało" to trochę dużo. Dla odmiany, wzruszająca historia Tinkerera nie dość, że naciągana, to jeszcze niezbyt zgodna z continuity. A na końcu wrócili szczęśliwi z kanapą i zorientowali się, że coś jest nie teges. Plusik za ciekawy pomysł na recap page i w ostateczności może być 6/10.
Hotaru: Rzeczywiście, te trzy numery można by zgrabnie zmieścić w jednym one-shocie, a najlepiej jako wątek poboczny jakiejś innej rozlazłej historii, których ostatnio nam nie brakuje. Nie podejrzewam winy scenarzysty, zapewne dostał zlecenie na 3-odcinkowy scenariusz, na początku którego F4 znika, a na końcu którego wraca, czyli bez zmian w czymkolwiek. W takich ramach mało kto spłodziłby fajny komiks. To, że ten nie był bezdennie głupi, jest już zaletą.
S_O: Ta... Roberto napisał sporo dobrych rzeczy. Kilka świetnych nawet. Więc czemu tutaj wyszło mu najwyżej średnio? Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to że przyszedł do niego Bendis, spytał, czy chce pisać tie-in do SI, a po usłyszeniu odpowiedzi twierdzącej stwierdził "Dobra, to w #5 głównej miniserii zamierzam uwolnić Reeda, zajmij ich do tego czasu, co?" Robcio spytał: "OK, co jeszcze mam zrobić?" A Brian odparł "Wiesz, rozwal Baxter Building, zawsze wolałem Four Freedoms Plaza." "...To wszystko? Jak ja mam o tym opowiedzieć w trzech numerach?" "A co mnie to obchodzi."
Taaak... To na pewno tak wyglądało.

Spider-Man: With Great Power... #5
S_O: Miniseria dobiegła końca, jeden gość złapany w powietrzu a'la okładka Amazing Fantasy #15, jedna trzydziestoletnia panienka zniknęła, jeden niebezpieczny przestępca wspomniany na ostatniej stronie. I szczerze powiedziawszy, nie mam zielonego pojęcia, czemu zapowiedzi do tej miniserii były takie hurraoptymistyczne, skoro sama historia była w najlepszym razie mierna. Jeśli nie czytaliście, niewiele straciliście, a uratowaliście dobrych kilkadziesiąt minut swojego życia.

Ultimate Spider-Man #124
Hotaru: Pająk pokazał zad! Na miejscu Petera siedziałbym teraz non-stop w necie i czytał komentarze pań pod zdjęciem mojego poślada. Niestety, Parker ma zbyt dużo do roboty, bo oddać się takiej rozrywce, ale czytelnik i tak ma ubaw po pachy. Ani Bendis, ani Immonen nie zawodzą. Dochodzę do wniosku, że to jedyny dobry komiks łysola, jaki teraz Marvel wydaje, więc należy go chwalić. Co też czynię.

Krzycer: Byłoby świetnie... gdyby ta historia rozgrywała się na przestrzeni wielu numerów. Jakoś przeszkadza mi to, że poznajemy ją poprzez retrospekcje. Przecież to nie kwestia tego, że Bendis dopiero na nią wpadł - gra sprzed dwóch (?) lat się na niej opierała... więc czemu dopiero teraz?
Poza tym - jest fajnie.


Thor vol. 3 #10
avalonpulse0055g.jpg
Gil: Jak zazwyczaj zgarniał wszystkie pochwały, tak tym razem jakoś tego nie czuję. Autochtoni nadal przezabawni, ale w murach Asgardu wieje chłodem. To znaczy, Lokinka uskutecznia swój tajemniczy plan, wypychając Baldera na salony, ale trochę za dużo przy tym opowiada i nie są to opowieści specjalnie rewelacyjne, jeśli zna się trochę nordycką mitologię. To raczej coś jak sprzątanie, a sprzątaniem podnieca się tylko Monica Geller. Innymi słowy - dobrze jest, ale brakuje tego czegoś, co sprawia, że zachwycam się tym tytułem. Rysunki nadal na poziomie, więc dostanie mocne 7/10, ale na więcej trzeba będzie zapracować. Niech wreszcie te plany zaczną przynosić skutki.
Demogorgon: A mi się podobało. Jak zwykle nie można się przyczepić do warstwy graficznej, ani tym bardziej fabularnej. Loki jak zwykle knuje, ale tym razem jej plan robi się naprawdę bardzo zakręcony - zaczynam coraz bardziej lubić tę postać. Urok mają też rozmowy prostaczków, przepełnione wiejską mądrością. Jak dla mnie numer bardzo dobry, a nawet jeżeli słabszy od poprzedników - cóż, ja tego jakoś nie zauważyłem.
S_O: I co z tego, że mało prostaczków? Mamy większą rybę do usmażenia, jak to mówią Wyspiarze. Niech Was nie zwiedzie brak "Part ileśtam of ileśtam" przy tytule (ani brak tytułu w ogóle) - ten numer to część czegoś znacznie większego, a Lokówka knuje, przygotowując się do numeru większego, niż jej/jego sławetne "Acts of Vengeance". Aż nie mogę się doczekać... A Coipel jak zwykle genialnie przedstawia naszego ulubionego boskiego transwestytę.
Krzycer:
Balder oficjalnie księciem Asgardu. W tle William rozmyśla o Keldzie i przypala hamburgery. A ja się zastanawiam, gdzie w tym wszystkim podział się specyficzny klimacik, który dotąd wybijał ten tytuł ponad przeciętność?

Wolverine: Origins #27
Gil: Odkąd zmienił się rysownik, można przynajmniej bez bólu w oczach przekartkować komiks i zobaczyć, czy coś tam się nie dzieje. Zawiesiłem nawet wzrok na kilku dymkach i stwierdziłem, że jakoś się te wątki splatają, chociaż nadal nie widać, by zmierzały do czegoś konkretnego. Nie trafiłem na nic głupiego, więc się czepiać nie będę. Odebrałem to właściwie tak samo, jak Skaara, wiec i ocenę dam taką samą: 4/10.
S_O: Więc Daken miał kontakty z Przekozakiem Romulusem, tak? Po prostu świetnie. Chociaż historia Juniora coś tam w sobie ma (głównie dlatego, że Way nie starał się być dowcipny), to jednak reszta numeru wywołuje we mnie obrzydzenie, czy to przez robo-zombie-dżapsów, czy to przez Logana, nie rozwalającego ich, bo ich historia jest taka *sob, sob* smutna, czy to przez końcówkę, w której Daken ni z tego, ni z owego traci pamięć. No, ale to się zdarza, gdy taszczy się kogoś przez cały kontynent i wsadza do byle jaskini, zamiast, no nie wiem, związać na miejscu i WYJĄĆ TĘ CHOLERNĄ KULĘ Z MÓZGU!

avalonpulse0055h.jpgTrue Believers #1
Gil: Trudno było oczekiwać czegokolwiek po tym tytule i pewien byłem tylko tego, że rysunki mnie nie zachwycą. Ta część się sprawdziła, chociaż początek był całkiem niezły. Natomiast fabuła okazała się nieco dziwna i to właściwie wszystko, co można o niej powiedzieć. Nie ma haka, który chwyciłby czytelnika od razu. Pierwsza akcja nie prowadzi właściwie do niczego, a rewelacje, które funduje nam autor, są przewidywalne. Dopiero końcówka stawia pytanie, które może przyciągnąć czytelnika do następnego numeru. Postać Payback jest na swój sposób interesująca, ale żeby naprawdę taką się stała, trzeba ją jeszcze rozwinąć. Natomiast reszta grupy to kolejna garstka debeściaków, co to potrafią wszystko i są mądrzejsi od S.H.I.E.L.D.. Jak już mówiłem - dziwne to to. Póki co dam 5/10 i poczekam na rozwój wypadków.
Demogorgon: Są komiksy złe, ale są i dobre. Są komiksy bardzo złe i bardzo dobre. No i są takie komiksy jak ten, gdzie ani nic Cię nie zachwyca, ani nic nie doprowadza Cię do szewskiej pasji. Sam pomysł na grupę jest tu chyba jedyną ciekawą rzeczą. Ale jak na razie, to ten komiks mnie nie wciągnął. Dostanie 5/10 i liczę, że następny numer zdecyduje, czy to kocham, czy nienawidzę, bo na razie jestem neutralny.
S_O: Wojownicy ery informacji atakują! I tyle na razie można o nich powiedzieć. No, może jeszcze to, że czwórka nadludzi prowadzi swojego własnego "Pudelka". Ale czy naprawdę trzeba o tym czytać? No, może przynajmniej w następnym numerze znowu zobaczymy Payback w bikini.
Krzycer: Yay, nowa grupa! Tylko już mam tu zgrzyt - w tym numerze dostajemy mocną historię o odkryciu niesmacznych zabaw grupki bogatych gości, a w następnym grupa równie bohatersko weźmie się za... prowadzącego po pijanemu Reeda?
No nic. Na razie jest nieźle.

X-Men: Odd Men Out
Gil: Wspominki, wspominki, wspominki, a później zaginiona historia z New Mutants i Robocalypse. W warstwie fabularnej ten 1-shot nie ma właściwie nic do zaoferowania, warto jednak zauważyć, że jest to ostatnia opublikowana praca zmarłego Dave'a Cockruma, więc może mieć pewną wartość kolekcjonerską. Tym się jednak człowiek nie nasyci, kiedy ma ochotę przeczytać kawałek dobrej historii, dlatego nie można ocenić tego wyżej niż 4/10.

S_O: Dwie historie - jedna w związku z pięćsetnym numerem cofa się o jakieś dwieście do tyłu i wspomina pozostałe trzysta, a druga... cóż... łotr przyleciał, pobił się, a potem, bez powodu, odleciał. O ile nie była to jakaś zaginiona/odrzucona historia (Nie chce mi się teraz sprawdzać), to nie jest nawet warta waszego spojrzenia.
CrissCross:
Czy oprócz wyciągnięcia kasy na kolejnym X-tytule był jeszcze inny cel wydania tego? Ani jedna, ani druga historia nie wnoszą nic do dzisiejszego świata mutantów. Nie są także specjalnie porywające. Zrozumiałbym, gdyby zostało to wydane kilkanaście lub więcej lat temu, ale teraz było kompletnie zbędne.

X-Men First Class vol. 2 #14
S_O: Po pierwsze: gdzie śmieszny recap page? Po drugie: no proszę, to ci siurpryza. Jak widać, prawdę mówią stare, ludowe przysłowia, jak choćby to: "Nie wszystko X-51, co nazywa się Aaron i jest robotem". Ale spory minus za potraktowanie po macoszemu buntu robotów z poprzedniego numeru. Tsk, tsk.


Wolverine vol. 3 #67 avalonpulse0055i.jpg
Gil: Dalszy ciąg wycieczki przez świat Millara pokazuje nam, co się stało z San Francisco i Las Vegas oraz wyciąga z kapelusza czarnoskóre potomstwo Petera Parkera. Robi się dziwniej, nic się nie wyjaśnia i tylko wątków przybywa. Pierwszy numer stworzył iluzję, że wszystko pójdzie szybko i sprawnie, ale tutaj zaczyna się to rozłazić na wszystkie strony. To ja już wolałem te iluzje od nawarstwiających się wizji. Nadal uważam, że to alternatywna przyszłość, wynikająca z 1985 i czytam właściwie tylko w poszukiwaniu dowodów. trzeba jednak przyznać, że wygląda to naprawdę dobrze od strony graficznej (z wyjątkiem pomysłów typu: cała strona skały z małym samochodem na górze), więc ocena jest głównie zasługą McNivena. A ta ocena to 7/10.

Demogorgon: Hawkeye to pedofil. Innego wyjaśnienia nie widzę na to, że ma dziecko z najmłodszą córka Petera Parkera. A swoją drogą, ciekaw jestem kiedy ten Parker znalazł czas płodzić dzieci z jakąś murzynką, skoro zginął na wojnie. Z pozytywnej strony mamy Ultrona przerobionego na C3-PO, czcicieli Mjolnira i bardzo ładne rysunki. 7-/10
Hotaru: Trudno mi umiejscowić tę historię - po trosze western, po trosze Fallout, domieszka Mad Maxa, po szczypcie kilku następnych filmów, których tytułów nie pamiętam, no i mamy kolejny numer, na dodatek kończący się ujęciem uwięzionej laski w stroju Spidera. Jeśli mają jedyną refleksją po lekturze było "jak ona uszyła sobie taki fajny kostium?", to chyba nie jest dobrze... a szkoda.
Snak3: Świetne! Świetne! Świetne! Pomijając, że lubię postapokaliptyczne klimaty, komiks trafił do mnie w stu procentach. Komiks, podczas lektury, którego moja świadomość nie błądzi w kilku kierunkach, zastanawiając się nad tysiącem nielogicznych rzeczy! Mamy wielką pustynię i jest dobrze. Mamy pozostałości po elektronice dawnego świata i też jest dobrze. W końcu, mamy Logana, który po zabiciu i okaleczeniu tysięcy przeciwników w 616 dostaje baty od byle frajerów i jest pięknie! On nawet myśli! Khee... khee... Logan i Clint kontynuują swoją podróż po Mad Maxowej Ameryce, odkrywając kolejne pozostałości po erze bohaterów, powodując kolejny opad mojej gęby. Mam nadzieję, że Ultron i Mjolnir to dopiero początek, historia utrzyma poziom. 7.5/10
S_O: Badass stuletni Hawkeye. Czy muszę pisać coś więcej? Tak? No to wspomnę jeszcze o Ultronie, który mimo tego, że - jak ktoś wspomniał - upodabnia się do archetypu robociego homoseksualizmu, jest bardziej badass od Logana. No i o ciekawych koligacjach wśród bohaterów, których wynikiem jest jedno młode i hoże dziewczę o kolorze czekolady mlecznej i ubrane w czerwono-niebieską piżamkę po dziadku. Dobrze jest.
Krzycer: Starego człeka Logana część druga. Hm. Miejscowość, gdzie prostaczkowie oddają cześć Mjolnirowi - fajny patent. Ale już córka Clinta, będąca jednocześnie wnuczką Spider-Mana - dziwne (między innymi dlatego, że nie mogę przestać się zastanawiać, jaka musiała być różnica wieku między Clintem a "najmłodszą córką Petera Parkera").
W całej historii zaś niewątpliwie czekamy na to, aż Logan pokaże pazury. I jeśli Millar ma szansę czymś zaskoczyć, to tylko tym, że Logan aż do końca nie pokaże pazurów. A wtedy okaże się, że przez rok czytaliśmy o złamanym starcu, a oczekiwaliśmy komiksu superbohaterskiego.
Nie jestem pewien, jaki miałem cel, rozpoczynając ten wywód. Chyba chodzi mi o to, że jakby Millar nie poprowadził tej historii - będę zawiedziony... ;)

owcaboski: Klimat tej pozycji jest powalający - na myśl od razu przychodzi mi Fallout, Mad Max itp. Historia póki co idzie powoli, ale ratują ją smaczki np. gawiedź i Mjolnir, córka Spider-Mana i mapa USA, która pokazuje, iż naszych bohaterów czeka jeszcze dużo ciekawych przygód. Co mnie najbardziej interesuje, to nie to, jak doszło do wygranej bad-guyów, ale to dlaczego jeden z największych (jeśli nie największy) killer z #616 został pacyfistą. No cóż, zobaczymy, co będzie dalej, jak dla mnie historia i świat w niej pokazany ma wielki potencjał, mam nadzieję, że to nie ostatnie, co zobaczymy z tego postapokaliptycznego świata.
Ocena: 9/10




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0055a.jpg Ms. Marvel vol. 2 #29

Autor: Greg Horn

Gamart: Średni okładkowo tydzień. Tę wybrałem, bo Carol wygląda na niej po prostu seksownie. Mundur i plakietki nawiązują do wszystkich tych filmów wojennych, szczególnie związanych z Wietnamem, jak Platoon czy Full Metal Jacket, czyli wszystko się zgadza, bo jest Inwazja. Ot, taki Horna rysunek ładny plakatowy.





Gniot tygodnia:

avalonpulse0055b.jpgSkrulls vs. Power Pack

Autor: Gurihiru

Hotaru: Ten tydzień nie dopisał w dobre okładki. Po prawdzie, tym razem Marvel nie zaprezentował niczego godnego uwagi. Pomimo tego, wybrałem tę okładkę. Przyznaję, że bardziej ze względu na wartość symboliczną, niż graficzną, ale zawsze. A co według mnie ten cover symbolizuje? Że Marvel funduje nam ostatnio stanowczo za dużo zielonego i że powoli ta rozdmuchana fabuła wzniesie się tak wysoko na chwiejnych fundamentach, że niedługo dziury logiczne będą odnajdowali przedszkolaki i cała budowla legnie w gruzach. I to właśnie widzimy na tej okładce. Dziękuję.





Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.07.30


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.