Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #47 - Fantastic Four vol. 3: Authoritative Action TP

Fantastic Four vol. 3: Authoritative Action TPff.JPG
Scenariusz: Mark Waid
Rysunki: Howard Porter
Okładka: Howard Porter
Liczba stron: 136
Cena: $12,99
Zawiera: Fantastic Four #503-508

Crov: Dziś w nietypowy sposób zajmujemy się recenzją Fantastic Four: Authoritative Action.
Jesteś fanem Fantastic Four? To znaczy, wiem, że ich lubisz, także podejrzewam, jakie są Twoje odczucia względem tej historii.
Gamart: Lubię. Może to jeszcze taka pozostałość po dzieciństwie, bo w ostatnich dwóch latach ciężko było być czytelnikiem głównego tytułu Czwórki. Jednak run Marka Waida, którego częścią jest omawiana tutaj historia, jest jedną z najlepszych rzeczy, jaka przydarzyła się FF od parunastu lat. Facet wrócił do korzeni, czyli przygód naukowo-kosmicznych, podlanych sosem nowości, a przedstawiany tutaj przez nas album jest jedną z moich ulubionych historii, jaką Waid napisał dla tego tytułu. Ale o tym, dlaczego warto się zapoznać z jego pracą, dowiecie się z dalszej części rozmowy.
Crov: Dla mnie F4 zawsze było z boku Marvela, a najlepiej czułbym się, gdyby zostało kompletnie oderwane od Marvelowskiego Uniwersum, w którym jednak bardzo cenię to osadzenie w realnym świecie, czego o Fantastycznej Czwórce raczej nie można powiedzieć. Rzeczywiście, trudno się nie zgodzić z twierdzeniem, że okres obecności Waida w tym tytule był jednym z najlepszych w historii tej drużyny, a już na pewno najlepszym ostatnio. Nie ma co się oszukiwać - ludzie tacy jak Hudlin, McDuffie czy nawet powszechnie chwalony Straczynski nie dali sobie rady z ujęciem esencji marvelowskiej super-rodziny tak dobrze, jak zrobił to Waid. Ale może trochę się zapędzam w wystawianiu oceny.
Przedstawmy zarys fabuły. Czwórka postanowiła pomóc Latverii po pozbyciu się Dr. Dooma...
Gamart: Nie pierwszy raz pozbyła się Dooma, ale po raz pierwszy Reed Richards ma zamiar porządnie przygotować się na jego powrót i posprzątać bałagan, jaki pozostawił po sobie jego "ulubiony" przeciwnik. W sumie, zanim przedstawię fabułę, to pozwolę sobie na przypomnienie, że do połowy lat 90 Fantastic Four miało zawsze jakiś świetny zespół, który prowadził ich przygody. Legendarny run Lee-Kirby, potem niesamowite historie Johna Byrne'a, pojawienie się Walta Simonsona czy Toma DeFalco. Niestety, przyszły Onslaughty, Odrodzenia i coś się zaczęło sypać. Vol. 3 całkiem dobrze mi się czytało, jednak nie było dla wszystkich. Może zbyt cukierkowate momentami. Może to wina Claremonta, który zaczynał się wypalać. Jednak nieważne, wróćmy do tematu głównego.
W ostatniej historii "Unthinkable" [Fantastic Four vol. 3 #67-70 i Fantastic Four #500-503] zobaczyliśmy najbardziej brzemienne w skutkach i najbardziej emocjonujące starcie FF z Dr. Doomem, który wyposażony w potężne moce magiczne uprowadził dzieci Reeda i Sue wprost do... Piekła.
Cała historia zgodnie z zasadą skończyła się dobrze [o czym możecie przekonać sie sami czytając poprzednie TPB, które jest naprawdę świetną lekturą i pozwala polubić przygody Czwórki], jednak rany psychiczne które odniosła rodzina, a szczególnie Reed, miały dopiero dać o sobie znać. I co najważniejsze, teraz trzeba się zająć całą Latverią, która do tej pory znała tylko tyranię, i technologią, jaką zostawił po sobie Doom, który został już na zawsze uwieziony w Piekle... ale, czy na pewno?
Crov: Warto wspomnieć, że efektem tej właśnie historii jest Reed wyglądający, jakby chciał kandydować do jednej z głównych ról w The Dark Knight, co też ma ogromny wpływ na postać, a przynajmniej na to wygląda.
Gamart: Heh, wiem do czego pijesz. Doom okropnie oszpecił lewa część twarzy Reeda za pomocą ognia piekielnego, przez co Richards w żaden sposób nie może poradzić sobie z bliznami. Ta sytuacja zbliżyła bohatera do swojego największego wroga jak nigdy dotąd. Reed w końcu może się w jakiejś części poczuć jak Victor. Wygląda również na to, że rany fizyczne łączą się dosyć mocno z jego zdrowiem psychicznym, o czym też widzę wspomniałeś. Wiec jak to jest z ta historią?
Crov: Po pokonaniu Victora von Dooma Reed - ku zaskoczeniu wszystkich - ogłasza się monarchą i nowym władcą Latverii. Na początku nie wydaje się to tak straszne, choć przyjaciele Richardsa są zaniepokojeni. Pan Fantastyczny postanawia "nawrócić" zniewolony przez tyle lat lud Latverii i pokazać im słuszną drogę wolności i demokracji.
Pomoc, którą chce nieść razem ze swoją rodziną, spotyka się z wyjątkowo chłodnym przyjęciem obywateli, którzy podejmują drastyczne środki, żeby pokazać to swemu nowemu władcy. Szybko w dawnym zamku Dooma, obecnie głównej kwaterze Fantastic Four, pojawia się zamachowiec samobójca, a w podziemiu formują się rebelianckie oddziały. Reed powoli przestaje kierować się jakąkolwiek empatią i dochodzi nawet do tego, że wypuszcza na ulicę Doomboty mające pokazać ludności Latverii, co się stanie ze spiskującymi przeciwko niemu.
W tym momencie nadchodzi zwrot akcji i zaskoczenie, które doprowadza do powrotu Dooma (choć niekoniecznie tak, jak tego można by się spodziewać), całkowitego poświęcenia Reeda i śmierci jednego z członków drużyny.
Cały wątek przejęcia władzy w Latverii jest bardzo upolityczniony, więc równocześnie z oglądaniem rozwoju planu Fantastycznego oglądamy także jego następstwa i to, jaki mają wpływ na reakcję ONZ oraz sąsiadujących z Latverią krajów. Opowieść, oprócz typowej kolorowej bijatyki i elementów czysto fantastycznych, zdaje się starać przemycić jakąś drugą, głębszą wiadomość. Mamy tutaj dywagacje na temat władzy absolutnej, która deprawuje absolutnie, oraz o pomaganiu na siłę krajom, które tego nie chcą.
Cóż, ja cały czas nawijam i nawijam, więc może, zanim przejdę do wyrażenia swojej opinii na ten temat, zapytam, jak ty się czujesz z tego typu próbą ukazania podobnej problematyki i jak tobie podobało się tego wykonanie w "Autoritative Action", Gamart?
Gamart: Podobało mi się. Uwielbiam, gdy tematy polityczne są włączane do typowo superbohaterskich. Waid nie raz udowadniał, że polityka i bohaterowie do siebie pasują. Wystarczy przypomnieć Legion of Super-Heroes z wydawnictwa DC, które gorąco polecam. Co najważniejsze, całość nie nudzi, bo jest świetnie połączona z problemami w zespole, obsesją Reeda związaną z zaprowadzeniem porządku i ciągłą walką z Doomem. Co warto wspomnieć, Reed jest pewien, że Doom i tak wróci i trzeba pozbawić go technologii, majątku i pozycji, aby nigdy juz nie miał środków do prowadzenia swojej morderczej gry. Świetnie to
Waid przemyślał. Po co walczyć z samym potężnym przeciwnikiem, jeśli można zapobiec walce? Wątki naprawdę ładnie się łączą i wszystko to czyta sie niczym dobre political-fiction połączone z sensacją
Crov: Ja mam jednak nieco odmienne zdanie.
Podoba mi się wprowadzenie poważnych politycznych i moralnych wątków do komiksu superbohaterskiego i nawet przez pewien czas Waidowi fajnie to wychodzi. Nie jest to oczywiście nic rzeczywiście głębszego, a bardziej skorzystanie z historii i tego, czego nauczyło nas życie, dla uatrakcyjnienia opowieści. Ciężko było mi spojrzeć na to, co robi Reed Richards, bez pomyślenia o działaniach USA w Iraku, a wszyscy wiemy, jakie są tego efekty - zwłaszcza dziś. O ile deprawującą władzę tłumaczy zakończenie, to stosunkowo szczęśliwy koniec sprawy w Latverii jest niesatysfakcjonujący. Temat został po prostu zbyt błaho potraktowany, by wziąć go na poważnie. Latvernianie żyli przez lata pod rządami tyrana, więc nagła zmiana podejścia do władzy jest zaskakująca, a przy tym mało wiarygodna. W końcu Reed nie był dla nich tylko "dobrym wujkiem" i w paru momentach z pewnością przypominał im o Doomie. Formujące się oddziały rebelianckie to za mało - zwykli cywile zbyt łatwo zmienili nastawienie.
Nie można też zapomnieć, że ludzie to jednak ludzie i szybko wróciliby, nawet bez Dooma, do poprzedniego stanu, a może nawet stoczyliby sie niżej, dlatego razi ślepa naiwność Reeda.
W rzeczy samej nie można uznać tego za poważny zarzut - Fantastic Four ma być przede wszystkim zabawne i przyjemne, dlatego też to, co mi się nie spodobało w tym politycznym aspekcie historii, nie powinno razić innych czytelników. Ja czuję się jednak trochę niewygodnie, widząc takie zakończenie sprawy.
Gamart: Jeśli patrzeć na społeczeństwo, to rzeczywiście sprawa w paru miejscach dosyć mocno sie sypie. Nie możemy jednak zapominać, że w sześciu numerach ciężko zmieścić naprawdę poważną przemianę. Wydaje mi sie, że po prostu czasu zabrakło na przedstawienie problemu. Trochę jedna te wydarzenia przyćmiła naprawdę świetna i dosyć wiarygodna przemiana Richardsa. Dawno już nikt nie robił z tą postacią aż tak drastycznych, ale ciekawych zmian. Spójrzmy prawdzie w oczy, Reed zawsze miał zadatki na mocno niestabilną psychicznie osobowość i w pewnym sensie taki jest.
Crov: Nie jestem pewny, czy to faktycznie jest niestabilność psychiczna. To znaczy wiemy, że Reed ma desperacki plan, ale czy jego władczy chłód to prawdziwa cecha?
Gamart: Chodziło mi bardziej o to, że Reed od zawsze brał na siebie po prostu za duża odpowiedzialność jak na jedną osobę. Mimo że ma elastyczny umysł i jest największym mądralą, jakiego znał świat, to do niektórych rzeczy po prostu nie potrafi sie zabrać. Wystarczy wspomnieć jego życie rodzinne. Co do niestabilności psychicznej, to Reed od zawsze przejawiał zachowania, które kwalifikować go mogły do odwiedzenia psychiatryka. Wystarczy przypomnieć moment z czasów, gdy vol. 3 pisał Cleremont, kiedy Reed został uwieziony w zbroi Dooma, po czym gdy okazało sie, że może ja opuścić, wolał okłamywać całą rodzinę, niż to zrobić. Udawał Dooma, chciał sie nim stać. Reed od zawsze miał problemy z psychiką.
Crov: Rzeczywiście. Fantastic to całkiem interesująca postać. Żal, że w tytule o FF nie ma więcej miejsca do poświęcenia tego typu zagadnieniom.
Gamart: Dokładnie. Potrzeba scenarzysty takiego jak Morisson, który potrafiłby takie rzeczy wyciągnąć z postaci. Reed na granicy stabilności psychicznej? Przekraczający granice, aby osiągnąć wiedza kompletną? To mogłoby być ciekawe. Zresztą w Fantastic Four 1234 Morisson już w jakiś sposób przedstawił nam zwichrowaną wersję Richardsa.
Crov: Zdecydowanie. Ale dość już tych dygresji związanych z rozciągliwym geniuszem. To może być zajmujący temat na jakąś przyszłą dyskusję.
Myślę, że nadszedł czas, aby przyjrzeć się bliżej dwóm bardzo ważnym zagadnieniom - scenariuszowi i rysunkom.
Jak wspominałem wcześniej, Mark Waid odwalił dobrą robotę, pisząc scenariusz, nawet pomimo moich zarzutów odnośnie uproszczenia wątku politycznego. Dobrze przedstawił depresję Reeda - bo chyba tak można najlepiej nazwać jego stan - spowodowaną oszpeceniem. Mamy to wyraźnie zasugerowane, ale Waid nie uznaje czytelnika za kompletnego głupca i nie zmusza Reeda do bezpośredniego, brutalnego wykrzyczenia: "Jest mi źle, bo straciłem pół twarzy!".
Gamart: Dokładnie, szczególnie że sam zaczyna już zauważać, iż depresja z powodu tego oszpecenia przybliża go do Dooma. Teraz może na własnej skórze sie przekonać, jak ciężko jest sobie poradzić z cielesnymi ułomnościami. Cała ta akcja związana z Latverią i zniszczeniem składu broni Dooma jest odskocznią od traumy i własnych problemów. Ważne, żeby coś robić. Nie myśleć o konsekwencjach, liczy się tu i teraz.
Naprawdę szkoda, że jego facjata zostaje dosyć szybko naprawiona, ponieważ sytuacja naprawdę ciekawa była i wprowadzała dynamikę w zastałą od paru lat postać.
Crov: Ano prawda. Abstrahując od absurdalnego (choć pasującego do F4 - tu powracają moje wcześniejsze zarzuty w kierunku tego komiksu ogólnie) sposobu, w jaki została naprawiona, to szkoda było pozbywać się tak fascynującego motoru napędowego jakiejś przyszłej historii. Z drugiej strony, nie można powiedzieć, że przez to scenariuszowo komiks prezentuje się gorzej.
Gamart: Scenariuszowo to naprawdę dobre czytadło starające się zahaczyć o ambitniejszy temat, jednak nie ukrywa, że nadal jest po prostu pozycją mainstreamową i w paru momentach aż prosi sie o rozwinięcie. Zwroty akcji są naprawdę ciekawe i zaskakują. Szczególnie śmierć jednego z członków i cały finał są bardzo mocne. Nawet jeśli wiemy, że i tak wróci, to przez chwilę możemy sie poczuć jakbyśmy
tracili dobrego przyjaciela, chociaż to tylko postać fikcyjna. Może jeszcze coś o warstwie dialogowej powiesz, zanim do rysunków przejdziemy?
Crov: Dialogi nie były wyjątkowo poruszające ani dowcipne. Typowa interakcja Bena Grimma i Johnny'ego Storma, ich wymiana zdań i przekomarzania się były zabawne i sympatyczne, ale o reszcie rozmów mogę powiedzieć, że były. Waid mimo wszystko - przynajmniej tutaj - nie konstruuje dyskusji czy tekstów naprawdę zapadających w pamięć, tak jak robi to na przykład Bendis czy Whedon. Nie można powiedzieć, że czyta się to źle, ale wyraźnie widać, że jest to starsza szkoła pisania scenariuszy komiksowych, która nie każdemu musi odpowiadać.
Gamart: Zgadzam się, chociaż rozmowa Mr. Fantastica z Doomem została ciekawie napisana i jest zdecydowanie perełką w całej historii. Jak wspomniałeś, dialogi nie zaskakują, ale czyta je sie dobrze.
Crov: Warstwę merytoryczną mamy za sobą, czas na formę. Czas na chłodne wspomnienie o rysunkach.
Gamart: Muszę przyznać, że ten Howard Porter, mimo że solidny, to jednak nie ten sam, który rysował JLA Morissona czy udzielał się przy Flashu Johnsa. Może DC jakoś lepiej na niego wpływa?
Crov: To byłoby jakieś novum, DC - przynajmniej ostatnio - ma tendencję do "psucia" twórców. Ciężko mi powiedzieć coś dobrego o rysunkach Portera.
Gamart: Dlaczego?
Crov: Ponieważ to rysownik, którego styl przypomina mi lata 90-te i nieudolnych amatorów, którzy dostają pracę w komiksie. Porter w gruncie rzeczy nie ma tak naprawdę własnego, unikalnego stylu. Nie musiałby to być zarzut, gdyby potrafił utrzymać jakość przez całą historię, a tak obok rysunków porządnych mamy takie bardziej karykaturalne i mniej przyjemne dla oka. Czasem stara się rysować coś bardziej realistycznie, a czasem znacznie mniej, co powoduje wyraźny dysonans.
Gamart: Ma też tego pecha, że pojawia sie podczas przerwy świetnego Mike'a Wieringo
Crov: Prawda to. Traci wiele przez to, że zaraz po nim następną historię rysuje wielki, świętej pamięci, Mike Wieringo. Nie wiem jak ty uważasz, ale dla mnie ten człowiek był stworzony do rysowania przygód Fantastycznej Czwórki. Czysta, nieco kreskówkowa kreska i zawsze ta sama jakość wykonania sprawiały, że aż chciało się to czytać. Kreska Howarda Portera, choć nie jest tragiczna, to delikatnie odpycha mnie od tego komiksu, ale myślę, że nie na tyle, żeby w czyimś przypadku przesądziła o zakupie tej historii.
Gamart: Wracałem do komiksów, gdy Waid tworzył Fantastic Four z Wieringo i zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Po nim nawet Hitch nie potrafi się wykazać w tym komiksie.
Crov: To prawda. Uważam, że realistyczne i filmowe rysunki Hitcha to zły wybór do komiksu o tej super-rodzinie.
Gamart: Jak już mówiłem wcześniej. Lubię Portera w JLA Morissona, ale tutaj po prostu coś nie zaskoczyło i jakiś gorszy okres musiał mu się przytrafić. Jednak nie wpływa to szczególnie na odbiór historii, gdzie akcji jest niewiele, a nacisk położony jest na fabułę. Chyba się zgodzisz, że wydanie zbiorcze warto kupić? Ogólnie uważam, że cały run Marka Waida jest przyjemną lekturą, a teraz, gdy wydaja go w grubych i ładnych HC, naprawdę warto się zaopatrzyć. Jeśli jednak chcecie po prostu zapoznać sie ze światem Czwórki, to polecam ten TPB razem z wcześniejszym "Unthinkable", bo bezboleśnie wprowadzi was w świat najpopularniejszej rodziny Marvela i nie powinniście się zawieść, jeśli lubicie mainstream i superbohaterów. Historia chce wprowadzić trochę ambitniejszych tematów w życie Fantastic Four i potrafi zapewnić naprawdę przyjemną rozrywkę.
Crov: Może coś w tym jest, jednak myślę, że ktoś, dla kogo miałby to być początek przygody z F4, najlepiej zrobi zaczynając od początku stażu Waida. Jeśli ktoś polubi wcześniejsze historie tworzone z wielkim 'Ringo, to chętnie sięgnie i po tą. Kto nigdy nie lubił Fantastycznej Czwórki, tym razem raczej nie zmieni zdania.
Gamart: Czyli podsumowując, historia dobra, a jeśli chcesz zacząć coś czytać z Fantastic Four, to bierz się za to, co napisał Waid, a najlepiej, jeżeli jeszcze są tam rysunki Wieringo
Crov: Absolutnie. Ostatecznie to porządna historia, jednak wydaje mi się, że Waid robił lepsze o tej czwórce. Możliwe też, że tak na moją ocenę wpływają słabiutkie rysunki Portera.
Gamart: Więc to tyle na dzisiaj. Dzięki Crov za miłą dyskusję i do kolejnego TPB.
Crov: Dziękuje i zapraszam ponownie do - mam nadzieję - interesującej dyskusji!

 

LTneutral.jpg

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.