Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #54 (28.07.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 28 lipca 2008 Numer: 29/2008 (54)


Najważniejszy komiks ubiegłego tygodnia to bez wątpienia pięćsetny numer Uncanny X-Men. Zapowiadano wielki początek nowej ery mutantów, ale dzieło czwórki Brubaker/Fraction/Land/Dodson zbiera jak na razie niezbyt przychylne opinie. Oprócz tego, tradycyjnie już, atakujący Skrullowie. No i Lex wraca z lasu, więc tymczasowy redaktor prowadzący cieszy się, że już nie będzie musiał wymyślać dla Was wstępów. Enjoy!



Zapowiedzi na październik
Gil: Jak zwykle, coś się kończy, coś zaczyna. Nowych serii, cokolwiek mini, mamy 8. Co ciekawe, aż trzy z nich łączą się z większymi wydarzeniami w X-Men: Manifest Destiny, Original Sin, Ghost Boxes. Szkoda tylko, że ta ostatnia nie została po prostu częścią Astonishing. Do tego kilka 1-shotów i wysyp Annuali. I kolejna ciekawostka: niechcący przewidzieliśmy wydanie komiksu, w którym Captain America zawita do Polski w czasach wojennych. To chyba nawet był mój pomysł, ale nie będę się upierał. Jest jeszcze Secret Invasion w pełni oraz kilka tradycyjnie mocnych pozycji. Po cichu liczę też na Jasona Aarona, który ma szansę wyprowadzić Ghost Ridera z dołka.
Demogorgon: Dzieje się dużo, nawet bardzo dużo. Dużo rzeczy się kończy - Sercret Invasion zmierza ku końcowi, więc część tie-inów kończy się zawczasu. Kończą sie też 1985 i Marvel Apes. Za to na pocieszenie zaczyna się zupełnie nowa seria Marvel Zombies - I najwyraźniej mają Aarona Stacka! Zaczynają się też nowe historie w Daredevilu i Captainie America. Ultimate dostaje dwa Annualle z dobrymi rysownikami, ale i z Loebem za kółkiem. Amazing Spider-Girl dojdzie do jubileuszowej liczby. Zaczyna się cross Original Sin, który o tyle mnie dobija, że będzie bardzo nierówny - jeżeli ktoś tak dobry, jak Mike Carey i ktoś tak zły, jak Daniel Way tworzą coś razem, to jest to aż nazbyt oczywiste. Na pocieszenie dostajemy dwuczęściową mini-serię Ellisa, który chyba wymyślił coś ciekawego z Subject X.

SDCC: X-Men
Gil: Sam nie wiem, jak odnosić się do pomysłu na Inferno 2. Z jednej strony uważam, że Illyany nie powinno się ruszać, a powroty do starych crossów to nienajlepszy pomysł, ale z drugiej i tak jest już po ptokach, a Cebulski jeszcze nigdy nie zawiódł. Cóż, poczekamy - zobaczymy. Natomiast zdecydowane NIE!, nawet bardziej, niż parówkowym skrytożercom, mówię pomysłowi przywrócenia Cyphera przez Guggenheima w Young X-Men. Kto jak kto, ale ten pan nie powinien nikogo wskrzeszać. Czyli znowu przyszłość iksów nie maluje się różowo.

SDCC: Mondo Marvel
Gil: Łał! Marvel adaptuje Philipa K. Dicka! Chyba cieszę się nawet bardziej, niż na adaptację The Stand. Wiem, powinienem być ostrożny z tym entuzjazmem, ale po spojrzeniu na szkice nie mogę przestać. Electric Ant! Choke on it, Ant-Man!
Ciekawym pomysłem może być też Adam. Czarny bohater w rękach czarnego scenarzysty brzmi trochę ryzykownie, ale na szczęście Gravioux to nie Hudlin, więc może pójdzie w stronę fabuły, a nie pseudo-manifestów. Atutem serii może być doretconowanie kilku ciekawych przeciwników, no i zawsze tekst: "potężniejszy od Supermana" robi jakieś wrażenie.
Do tego mamy Leonardo Manco w War Machine i Brian Reed przebąkuje coś o serii z Mach... ech - Aaronem Stackiem. Chętnie bym to zobaczył.




Avengers: Initiative #15 avalonpulse0054d.jpg
Gil: I znów historia zatacza krąg, by skrzyżować się z tym, co pokazano w Secret Invasion. Wszystko skupia się tym razem wokół Crusadera, którego wzruszającą historię możemy prześledzić przy okazji. To chyba specjalnie dla tych, którzy nie czytali opowieści z nim w Marvel Team-Up. Tylko trochę dziwny jest ten zbieg okoliczności, że pierwszym Skrullem, na którego wpada nasz pozytywnie zielony, jest akurat jego stary kumpel. Dla odmiany, 3-D Man dał się zrobić w jajo i zaliczył upadek. A i tak wszystko kradnie Ant-Man ze swoją przemyślaną strategią. Zmienił się rysownik, ale prawie tego nie zauważyłem, bo ma styl całkiem podobny do Casseliego. Ocena: 7/10.
Demogorgon: Mam nadzieję, że efekt Freedom Ring był tymczasowy, bo inaczej nasz 3-D Man zacznie walić we wszystko, co się rusza. A tymczasem Crusader opowiada się po stronie Ziemi, dając krótkie streszczenie roli, jaką odegrał w przeszłości, w tym w Marvel Team-Up Kirkmana. Też może być, mi do gustu przypadło.
Hotaru: Zwykle nie oceniam komiksów, których nie przeczytałem. Doszedłem jednak do wniosku, że to jest już oceną samą w sobie. Nie przebrnąłem przez ten numer. Zacząłem lekturę nie podejrzewając nawet, że nie będzie mi dane jej skończyć, a tu taka niespodzianka. Po 3 stronach byłem już totalnie znudzony, wiec przekartkowałem dalej mając nadzieję, że znajdę coś usprawiedliwiającego dalszą lekturę. Nie znalazłem, więc komiks zamknąłem, by nigdy do niego nie wracać.
CrissCross:
Takie sobie. Jakoś tie-iny do SI nie są jak na razie zbyt wciągające. Ten także wpisuje się w szarzyznę większości rzeczy rozgrywających się w trakcie inwazji. Wszystko sprowadza się właściwie do walki ze Skrullami. Nic oryginalnego. A że jeden z obrońców też jest Skrullem... No cóż... nie jest to jedyny komiks z takim motywem...

Angel Revelations #3
Gil: Wreszcie wątki zaczynają się splatać, więc od razu robi się ciekawiej. Całkiem nieźle wypadają też ćwiczenia w lataniu młodego Warrena. A co najważniejsze, Roberto Aguirre-Sacasa wykazuje niezwykłą odwagę i przekracza kolejną granicę ujawniając, ze pewien wredny ksiądz robi brzydkie rzeczy koledze Angela. Ciekawe, kiedy zaczną się protesty i palenie komiksów? Tylko te rysunki... Skrzydła Angela są ogromne, a mimo to, kiedy je spakuje, nadal jest chudy jak źdźbło trawy. Realizmu za grosz nie ma. Ogólnie, nadal 6/10.


Black Panther #38
Gil: Zaplątał się, więc przeczytałem i co widzę? Skrull! Wredna, zielona paskuda, która udaje Brothera Voodoo. Pewnie teraz wokół niego zakręci się inwazyjny tie-in. Poza tym, jest hudlinowo, czyli gadające małpy, wyskakujące znikąd piły, dialogi jak z Cartoon Network i inne smaczki. Nie mogę przeboleć tego, co zrobił z Monicą, więc poskarżę Ellisowi na jego forum. Trzeba jednak przyznać, że rysunki są miejscami całkiem dobre, a bojowy pancerz Panthera całkiem mi się spodobał. Nawet nie bolało, więc mogę dać łaskawie 4/10.
Demogorgon: Zerknąłem w first looka, zobaczyłem stronę, na której Killmonger odbiera T'Challi miecz, magnetyzując go i jego zbroję przeciwnymi ładunkami, uznałem, że ten komiks obraża moją inteligencję i nie czytałem dalej. I do tego samego zachęcam również Was - nie ruszajcie nawet patykiem.
Hotaru: Scenarzysta: Hudlin. I to wystarczy za komentarz. Nie ma tu absolutnie niczego godnego uwagi... no, może prócz jednego Skrulla. I że Reggie w końcu dał po sobie poznać, że dotarł do niego koncept, o którym fani wspominają od dwóch lat z hakiem - to małżeństwo to pomyłka. Tak jak i ten pan na tym stołku.

Daredevil #109
Gil: Jak można było się spodziewać, wielki zły rząd stoi za wszystkim... znowu. Mam pewne podejrzenia, do czego to zmierza i wiążą się one ze skrótem WPP. A tymczasem mamy dzień składania wizyt. Najlepiej z nich wypada konfrontacja Dakoty z tatusiem. W ogóle, ona jest tu najciekawszą postacią, aż do ostatniego strzału. Murdock dalej się miota, ale przynajmniej coś robi, więc jest trochę lepiej. Rysunki jak zwykle na poziomie. Ocena: dobre 6/10.

avalonpulse0054e.jpgNew Avengers #43
Gil: Rozwinięcie akcji w Savage Land prowadzi nas za kulisy inwazji, wraz ze wspominkami podrabianego Kapitana. I jest to ciekawa podróż, która mówi więcej o całym procesie podróbki i ludziach - o, przepraszam - Skrullach, którzy się na niego decydują. Fragment fałszywej historii ucieczki również przyjemny. No i okazuje się, że niezłe antyskrullowe strzałki mają tam, w tej dziczy. Rysunki również dobre. Tan radzi sobie coraz lepiej, tylko najwyraźniej rysownicy różnych serii nie dogadali się w sprawie szczegółów takich, jak choćby pajęczyna pod pachami Pajęczaka. To będzie 7/10.
Demogorgon: Kolejne wyjaśnienie. Jak widać, Skrullowie zaplanowali wszystko od początku do końca i to naprawdę tak, że nasza dobra Ziemia może nie wyjść z tego taka sama. Z początku zdziwiło mnie, czemu jeden z uśpionych agentów zmienił się wcześniej w Voida, ale potem pomyślałem, że jakiś Skrull musiał przecież kompanów pilnować, żeby przypadkiem nie zaczęli robić na podbitej Ziemi partyzantki. Rysunki mi się nie podobają, ale poza tym jest okej.
Hotaru: Billy Tan mnie zaskoczył. Zwykle rysowane przez niego komiksy na początku mają znośną kreskę, która z każdym kolejnym panelem coraz bardziej szkaradnieje. Tym razem było odwrotnie - zaczęło się szkaradnie, a skończyło znośnie. Czyżby Tan zaczął rysować od końca? Fabularnie - flaki z olejem. Po kiepskim Mighty mamy kiepskie New. W końcu całe Secret Invasion reprezentuje jeden, spójny poziom.
uther: "Nie wszyscy Skrullowie gładko przechodzą transformację". Blah. Po co poświęcać na to cały numer? Ogólnie nie odstaje poziomem od reszty New i Mighty. Chyba te numery mniej by denerwowały, gdyby były wydane przed albo po inwazji, zamiast w jej trakcie. I fatalny błąd Tana na jednym panelu, z zamianą postaci miejscami podczas rytuału przemienienia. Jak on mógł tego nie zauważyć, jeśli już na następnym rysował prawidłowo? Ale czekam na kolejny numer traktujący o Illuminati, może wreszcie zobaczymy coś ciekawego.
CrissCross:
Odgrzewanie kolejnego kotleta, czyli to, co mamy w prawie każdym z ostatnich numerów o Mścicielach. Mam nadzieję, że jednak tych zamaskowanych agentów nie było wielu, bo przedstawiać w każdym kolejnym numerze, jak ten czy inny bohater został podstawiony, a wszystko prawie na taką samą modłę, może się znudzić nawet scenarzystom.

Immortal Iron Fist #17
Gil: Pierwsza z poważnych zmian autorskich w tym tygodniu. Swierczynski radzi sobie zdecydowanie lepiej, niż w Cable'u, ale jednak nie jest to ten Danny Rand, którego do świetności przywrócili Bru z Fractionem. Brakuje przede wszystkim atmosfery kina z Hong Kongu i pewnego przymrużenia oka. Sam pomysł jest całkiem dobry, ale trzeba pamiętać, że został odziedziczony po poprzedniej ekipie, więc oceniać będziemy realizację. Ale na to jeszcze za wcześnie. Na płaszczyźnie graficznej dla odmiany zdecydowanie gorzej. Co ten cały Forman wyprawia z twarzami, to się fizjonomom nie śniło. Ogólnie dam 6/10.
Demogorgon: Swierczynski totalnie ma Skrulla, który pisze Cable'a. Albo dostał zwyżki poziomu czytając dokonania poprzedników, bo jego Iron Fist nie jest może tak dobry, jak ten Bru/Fractiona, ale jest o niebo lepszy, niż się spodziewałem. Co prawda pomysł z mordercą Iron Fistów, który żywi się ich mocą, nie jest aż taki znowu odkrywczy (Pamięta może ktoś Morluna?), ale póki co wykonanie nie jest takie złe. Ale nie będę rzucał pereł przed wieprze - zobaczymy co dalej.
hitano: N
umer tygodnia. Przyznam, że nowy team pracujący nad Nieśmiertelnym Dannym zszokował mnie utrzymaniem dalej tej serii na wysokich obrotach po odejściu Bru/Fractiona. Zaczyna się niewinnie, a kończy niesamowicie. Zatrudnienie nowej młodej głowy do firmy i ujawnienie jej sprawy z Hydrą interesujące, liczę, że coś z tego jeszcze wyniknie. Motyw z "byłą" dziewczyną na imprezie wiążący przede wszystkim pewnie możliwość ponownego pojawienia się Heroes of Hire. Ale pomysł z Nieśmiertelną Bronią, której cel jest jeden - zabicie Nieśmiertelnej broni z Kun'lun po skończeniu 33 lat - niesamowicie dobry. Travest też daje radę i po dobrych rysunkach Ayi też w tej mierze seria trzyma poziom. 9/10

She-Hulk #31 avalonpulse0054f.jpg
Gil: Ciąg dalszy crossa z X-Factor. Duża część numeru to bijatyka z gatunku tych nieporozumieniowych, której uroku dodaje jednak fakt, że obie strony wiedzą o tym i tłuką się, bo tak wypada. Lepsza jest część wspominkowa, która pokazuje, jak duet Jen & Jaz znalazł się w tym czasie i miejscu. No i okazuje się, że tajemniczy Talizman to nikt inny, jak Skrull podszywający się pod Longshota. Natomiast fakt, że Darwin zdemaskował go, gdy tylko o tym pomyślał, ponad wszelką wątpliwość wyjaśnia, dlaczego to właśnie jego się ten Skrull przyczepił. Na plus zaliczam również dobre rysunki, przypominające nieco styl Udonu z europejskim szlifem.
Moja ocena to 7/10.
Hotaru: Pierwszy numer She-Hulk, jaki przeczytałem i żałuję, że tak późno. Peter David w świetnej formie - pojedynek Monet z Jen jest przezabawny, a i inne momenty z X-Factor są świetnie wykorzystane. Wszystko okraszają przepiękne rysunki, które bardzo przypadły mi do gustu. Rozświetlona, kreskówkowa kolorystyka bardzo mi się spodobała (przypomina mi trochę Younga z czasów "Quest for Magik"), a sama kreska jest estetyczna i czytelna. Świetny numer.
uther:
Rysunki nie tak koszmarne, jak w X-Factor, dają się oglądać, ale co najwyżej poprawne. A historia dalej bez polotu, trochę naparzania, trochę wewnętrznych rozterek Shulkie na temat tego, że się nie poznaje, bo ma ochotę lać ludzi zamiast z nimi rozmawiać. She-Hulk, really? Nawet dowcip PADa jakoś się stępił na okazję Tie-ina :/

New Warriors #14
Gil: Pomysł na skonfrontowanie starych i nowych New Warriors w okolicznościach inwazji jest bardzo dobry. Wykonanie słabe. Zaczyna się od tradycyjnego "bla, bla, bla", później wpadają Skrullowie i gdy tylko pojawiają się na monitorach, Thrasher wie już wszystko o szczegółach inwazji. Oczywiście, zamiast coś zrobić, leci sobie gdzieś. Jego (nie)dzielna grupa leci za nim, by po drodze wpaść na atakujących Skrullów, chociaż i wcześniej i później pokazane jest, że mogą się teleportować. Walka z najeźdźcami w liczbie jednego jest błyskawiczna, bo wielka Wonderbra depcze biedaka, a żaden z setek innych Skrullów nie zauważa jej i nie atakuje. Panie i panowie, nadeszły z dawna przepowiadane kiepskie tie-iny. Ocena... najwyżej 4/10.

Marvel Comics Presents #11
Gil: W pierwszej historii, Guggenheim dopiął swego i zafundował mi śmiech przez łzy. Wyciąganie różnych typów z niebytu tylko po to, by ich pozabijać, to kiepska strategia. Zwłaszcza, gdy wiemy, że np. Blade nie może zginąć tu i teraz. No i pan Superpałerful dobrowolnie poddający się autopsji - rozczulające.
Historyjka z Aaronem przechodzi nieoczekiwany zwrot, który podpowiada mi możliwe zakończenie. Bo skoro zbudował sobie wspomnienia, dlaczego nie miałby zbudować sobie arch-nemesis? Plus za wykorzystanie elementów Nextwave.
Opowiastka ze Stingrayem to taki zapychacz, ale przynajmniej daje możliwość przyjrzenia się postaci, która zawsze robi za tło. Rysunki dobre.
No i jeszcze jest to coś z Guardianem, co wymyka się opisowi, bo okazuje się strasznie głupie. Karmienie go złoczyńcami? Puh-lizzz...


avalonpulse0054g.jpgThunderbolts #122
Gil: A oto i druga z wielkich zmian w obsadzie twórców. Gage pisał już Boltsów, więc zmiana jest mniej wyraźna i widać, że kontynuuje kilka wątków, które wprowadził w 1-shotach. Brakuje trochę klimatu, bo nie każdy jest takim psycholem jak Ellis, ale jest też kilka zagrań całkiem w jego stylu. Na początek mamy bitkę, która służy za tło dla przedstawienia aktualnego stanu postaci - jest to o tyle przydatne, że umiejscawia w czasie kilka wydarzeń, które zaszły, gdy czekaliśmy na kolejne numery serii. Później zaczyna się część inwazyjna. Czy ktoś w ogóle wątpi, że Andrea jest Skrullem? Nie sądzę. Ale pytanie brzmi: kto jeszcze? No i w finale mamy wejście Skrull-Vella, które dubluje to, co pokazano w serii Secret Invasion. Rysownik na pewno nie zmienił się na lepsze, ale też nie stała się tragedia. Również może dostać 7/10.
Demogorgon: Nie jest to może ten sam poziom, co Ellis, ale Gage przygotował się odpowiednio one-shotami i zdołał nie tylko nie zgubić klimatu, ale też ładnie poprowadzić postacie. Fajnie połączył własne wątki z Ellissowymi i wpasował w Secret Invasion. Ogólne rzecz biorąc - bałem się, że będzie gorzej.
Snak3: Dlaczego wszystkie komiksy nie mogą trzymać takiego poziomu? Naprawdę. Cholernie delektuję się każdym dialogiem i z uporem maniaka przeglądam w kółko te kilkanaście stron. Norman jest jak zwykle genialny... Ech... a ja odnoszę wrażenie, że stoję obok postaci i udaję, że czytam gazetę, a tak naprawdę śmieję się z ich przegadywanek i ironii. Rysunki trochę podupadły, ale nie po to czytam komiksy, żeby nogi Songbird oglądać.
uther: Gage potraktował ten numer jako typowe nowe otwarcie. Stąd przedstawianie bohaterów, odkrywanie rzeczy oczywistych i leniwa akcja. W tym numerze jeszcze daruję, ale jeśli coś z tego przecieknie do kolejnych, to ma u mnie wielką krechę za sprofanowanie jednej z moich ulubionych serii. Mam tylko nadzieję, że Captain Marvel nie fatygował się do Tbolts tylko po to, żeby unieszkodliwić Andreę von Strucker, bo byłby to jeden z najbardziej naciąganych motywów inwazji.

Ultimate X-Men #96
Demogorgon: Niezłe. Zaczynając od początku, gdy Phoenix spotyka na swojej drodze Silver Surfera, który zakumplował się z fabryką kosmicznych świateł drogowych, a kończąc na patroszeniu Colossusa. Historia jest ciekawa, ładnie łączy się z Ultimate Origins - fakt, że Banshee powstało na bazie DNA Logana ma sens, skoro był pierwszym mutantem. Dziwi tylko, że Coleite uparcie hintuje Logana jako miłośnika nieletnich dziewczyn.
Hotaru: Nie rozumiem, czemu Coleite zbiera aż takie baty za ten numer. Nie wadzi mi pominięcie Alpha Flight, a jedyny dla mnie zgrzyt to ojciec Jean, od którego odebrałem zupełnie inne wibracje podczas "Ultimate War" (czy jak to się nazywało), kiedy odwiedziła go Wasp. Rysunki są w porządku, chociaż wolałbym Brooksa. I tak jest lepiej od czegokolwiek, co dostawaliśmy za czasów Kirkmana.
CrissCross:
Oj, coś tu jest troszeczkę nie halo. Od początku historii mam wrażenie, że poszczególnego wątki są wtrącane tak trochę bez ładu i składu. Gdzie się nagle podziała Alpha Flight? Dostali bęcki, ale... co? Byli i ich nie ma? Trwa walka między X-Men i... hmm... X-Men i tu nagle ni z gruchy, ni z pietruchy wątek ojca Jean. Takie to trochę jakby wyrwane z kontekstu jak dla mnie. I to już nie pierwszy raz, od kiedy Coleite przejął tytuł.

Uncanny X-Men #500
avalonpulse0054i.jpg
Gil: Epokowe wydarzenie, które określić można tylko jako… jakieś takie dziwne. Sam pomysł z ulokowaniem X-Men w San Francisco jest w porządku i otoczka wokół niego również bez zastrzeżeń. Gorzej z częścią łotrowską. Szalony reżyser? Blob - gwiazda filmowa? Magneto, który znowu zachowuje się jak monotematyczny psychol? High Evolutionary, który coś majstruje przy Śniącym Celestianinie? A potem jeszcze się okazuje, że oni wszyscy razem latają sobie jakimś statkiem kosmicznym? Czuję w tym rękę Fractiona, bo na kilometr pachnie głupotami z Ordera. No cóż, zdążyłem się już przyzwyczaić, że od dawna każda tak zwana "rewolucja" w światku mutantów tylko pogarsza sprawy, chociaż po MC widziałem światełko w tunelu. Osobna sprawa to rysunki. Tag-team Land-Dodson spisuje się całkiem dobrze, ale są panele, na których ten pierwszy zapomniał narysować twarze postaciom. To nie powinno się zdarzać. Ocena: 5/10.
Snak3: Stuknęła "pięćsetka", a jedyne, co pamiętam z przeczytanego komiksu, to ubolewanie Emmy nad zniszczeniem auta z hybrydowym napędem... ale od początku. Komiks otwiera kilka niezłych okładek. Jest tam też czarna owca przeznaczona dla męskiego grona odbiorców z obrzydliwie wyglądającymi kobitkami... Sam komiks jest jakiś taki przeładowany i może nawet nie zostawiłby złego wrażenia, gdyby nie Maggs, który po raz KOLEJNY znalazł sposób, żeby spaprać dobre imię mutantów. X-Men jeżdżą na motorach, wielki statek krąży, sądząc po odległości gdzieś koło Marsa, wielki robot wyrasta na środku miasta, a były Blob robi karierę w Japonii. Bleeeee. To chyba taka akcja obrażania kraju, którego komiksy mają większy sens. 6\10 za Fastball Special i bojówkę w maskach Hellfire Club.
Hotaru: Od dawna mówię, że Bru przy tym tytule to pomyłka, ale tliła się nadzieja, że być może Fraction coś pozmienia na lepsze. Nadzieja matką głupich. 500-setny numer, a taka chała, że głowa boli. Nigdy nie lubiłem rysunków Dodsona, ale Land dawał radę w Endsong, więc szkoda, że tutaj daje ciała na całej linii. Zdjęcia fajnych lasek i Photoshop to nie wszystko. Reasumując, sromotna porażka. Brubaker może być z siebie dumny.
uther: ojjj.... a miało być tak pięknie. Powrót Magneto nijaki, a wręcz odpychający. Jego komentarze w trakcie walki w ogóle mi do niego nie pasują. Oczywiście, Magneto zawsze był arogancki, ale przy tym inteligentny. A tutaj Bru/Fraction zrobili z niego kretyna, który na każdym kroku musi podkreślać, jaki to jest zarąbisty i co to nie może. Smutne, że znowu zniszczono mu charakter, zwłaszcza że ostatnio, po Excaliburze, HoM i Legacy, liczyłem na o wiele więcej. Przynajmniej jego współdziałanie z High Evolutionary daje nadzieję, że chociaż fabuła może być ciekawa. Poza tym rzut oka na nową rezydencję, co IMO lepiej przedstawiono w AXM (ktoś może mi wytłumaczyć, po co było "oślepiać" panią burmistrz, jeśli to miejsce ma być publiczne?), San Francisco Purifiers-Wannabe i Warren samodzielnie pokonujący Sentinela. Rękami!
CrissCross:
Na jubileusz porażka! Może jeszcze nie jest żenująco, ale jednak spodziewałem się czegoś znacznie, ZNACZNIE, lepszego. Po wydarzeniach ostatnich lat nie myślałem, że ktokolwiek jest wstanie zrobić z Magneto taką kaszanę, a tu proszę bardzo. Charakter płytki jak kałuża na niemieckiej autostradzie. Szykowałem się na wielkie wydarzenie, a otrzymałem "wielki" mały powrót Erica z lat 60 i 70 owiany mgiełką tajemnicy związanej z planami Wyndhama, które mogą, aczkolwiek nie muszą, być jakieś szczególnie wyszukane. Mam w tym miejscu przeczucie, że będzie z wielkiej chmury mały deszcz. Na dokładkę pojawiają się znani nam ze stadionów kibole czy goście, którym się wydaje, że reprezentują klub (w tym wypadku FC Hellfire), a tak naprawdę to mają tylko podobne barwy. Czekam na coś lepszego następnym razem.
Demogorgon: Najpierw przytoczę dwie opinie ze scans_daily, gdzie oceniano first looki tego komiksu, dotyczące strony z facetem przebranym za Xaviera:
- Czemu w ciągu kilku sekund już jest za nim kompletnie inna grupa ludzi?
- Co tam robi Jack Hawksmoor?
To tyle, jeżeli chodzi o rysunki. Co do warstwy fabularnej - eeee? Ja przepraszam, ale co to było? Impreza cosplayowa, Magneto w cybernetycznych ciuchach, kolejna wersja Hellfire Club, tylko ze zmienioną nazwą i High Evolutionary grzebiący w Dreaming Celestialu (a Eternals jakoś nie mieli czasu przyjść i skopać mu tyłka) - za dużo rzeczy na raz, za mało fabuły. Ogólnie - dziwne jakieś. Nie tego się spodziewałem po jubileuszowym numerze. Za to okładka Alexa Rossa jest warta każdej ceny.


avalonpulse0054j.jpgX-Men Legacy #214
Gil: Serię czyta się przyjemniej z każdym numerem. Mimo początkowych zgrzytów, teraz wszystko wydaje się być na miejscu, a konstrukcja jest imponująca. Cały numer kradnie Shaw, którego zachowanie idealnie oddaje charakter postaci, a odkrycie, że cały czas rozgrywał własną grę, jest jak wisienka na torcie. Dobrze wypadają też zmagania Charliego z Sinisterem, które kończą się nie tyle sukcesem, co pytaniem: co dalej? Zostało dużo niewiadomych, co stwarza pozytywne uczucie niedopowiedzenia. Gambit też dobry. No i mamy jeszcze zupełnie nową i gorącą mimo swej bladości Miss Sinister. Już nie mogę się doczekać odpowiedzi na standardową serię pytań: kto, jak, gdzie, kiedy? To wszystko, plus dobre rysunki (chociaż mały minusik za okładkę, która nijak ma się do reszty) daje temu numerowi tytuł komiksu tygodnia i zasłużoną ocenę 8/10
Demogorgon: Historia fajnie nam się rozwinęła i zamknęła. Xavier stoczył zwycięski bój z Sinisterem, przy okazji śledząc swoje dawne porażki. Gambit i Shaw utworzyli świetny zespół, szkoda tylko, że na tak krótko. Powaliła mnie ostatnia strona, na której mamy inny wspaniały plan Essexa na powrót zza grobu - przywitajmy gromkimi brawami Miss Sinister! Jak dla mnie komiks tygodnia.
Hotaru: Podoba mi się. Carey powrócił do wysokiej formy. Napisana przez niego walka Xaviera z Sinisterem była naprawdę emocjonująca. Szkoda tylko, że reszta średnio mnie absorbuje. I ten cliff-hanger... ja dałbym już Złowieszczemu spokój, a nie zamieniał jaja na jajniki. Kreska dobra, nie drażni, kilka paneli budzi podziw i zmusza do dłuższego zawieszenia na nich oka. Czyli, pozytywnie.
CrissCross:
Chyba numer tygodnia, z tego co przeczytałem. Jest akcja, są ciekawe wątki. Irytuje mnie tylko nieco ta zmiana płci Sinistera. Jeszcze się wątek nie rozkręcił na dobre, a już mam wrażenie, że wolałem dawnego Essexa. Poza tym chciałbym przypomnieć, że Xavier został w poprzednim numerze poważnie postrzelony (znowu!). Więc co, on nagle nabył zdolności gojenia Wolverine'a? Bo faktu naprawy ciała raczej nie można chyba wyjaśnić przejęciem kontroli nad umysłem przez kogoś innego. Ciało i umysł to w zasadzie nieco inne rzeczy. Mimo tego jednak najlepszy numer w tym tygodniu. To chyba znaczy, że ogólnie było słabo...



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0054a.jpgShe-Hulk #31

Autor
: Mike Deodato

Gil:
I znowu Shulkie wygrywa w kategorii najlepszych okładek tygodnia. Pomysł z wykorzystaniem skrullowatego Madroxa pozwala jednocześnie przedstawić zawartość (choć nie dosłownie) i stworzyć wrażenie dużego rozmiaru wydarzenia. Shulkie jak zwykle śliczna i zgrabna, a do tego coś, co zawsze mi się podoba - twórcze wykorzystanie tytułu. Oby tak dalej, panie Deodato.




avalonpulse0054b.jpgSkrulls! One-Shot

Autor:
Greg Horn

Gamart: Tak, wybrałem na okładkę tygodnia wielki łeb Skrulla w czasie, gdzie mamy coś Rossa i Djurdjevica. No ale ta okładka przyciąga. Skrull ten jest szkaradniejszy od najbardziej szkaradnych Skrullów, ale pozytywnie szkaradny! Ma odrzucać, ma przerażać nastolatków. I zdecydowanie to robi. Skrullowie to brzydule i ta okładka spełnia całkowicie swoje zadanie.




Gniot tygodnia:

avalonpulse0054c.jpgWolverine vol. 3 #66 (Second Printing Variant)

Autor:
Steve McNiven

Black Bolt:
Second printing variant cover, znowu. Nie chodzi o to, że obrazek mi się nie podoba, albo że McNiven brzydko rysuje, ale o to, że nikt się już nie stara przy tych okładkach do dodruków. Kiedyś to chociaż wybierali grafiki na całą stronę, albo ładnie je modyfikowali, a teraz wycinają fragmenty stron nie bacząc, czy znajdują się na niej jakieś ramki i czy to wszystko w ogóle pasuje do siebie. Ot, czego świetnym przykładem jest chociażby ta okładka do dodruków Incredible Herculesa #118, też z tego tygodnia. Trzy kadry z komiksu, wciśnięte jeden na drugi, z czego ten trzeci ledwie się nawet mieści. Ja się pytam, kto to robi? Tydzień temu chyba niepotrzebnie robiłem wyrzuty Pagulayanowi, bo okazuje się, że Marvel podpisuje te wytwory jak mu się żywnie podoba i nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za nie. Czy naprawdę tak trudno, w firmie gdzie pracuje z kilkudziesięciu rysowników i grafików, stworzyć nową, porządną okładkę? A zamiast tego, raczy nas się wtórnymi wycinankami.



Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.07.23


Redaktor prowadzący: viqKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.