Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #52 (14.07.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 14 lipca 2008 Numer: 27/2008 (52)


Lex pojechał łowić ryby, więc dziś nie przeczytacie jednego z jego, cudownych niczym zorza polarna, wstępów. Słoneczko świeci, dziewczyny na mieście kuszą, a Skrullowie nadal atakują. Bez przedłużania zapraszamy do lektury, pozdrawiając jednocześnie wszystkich rybaków... i ich dziewczyny... i słoneczko... i Skrullów.



Amazing Spider-Man #565avalonpulse0052c.jpg
Gil: Nie przywykłem do chwalenia Guggenheima, ale przyznać trzeba, że Spidey nawet mu wychodzi. Może to tylko przez kontrast z ostatnimi kiepskimi numerami, ale czuję, że jest zdecydowanie lepiej. Przynajmniej jest fabuła bardziej skomplikowana od budowy cepa i niektóre fragmenty są zabawne. No i jest nowa pani Kravenowa (czy może panna Kravenówna?). Nie mam pojęcia, kogo ona miała przypominać od pierwszego wejrzenia, bo mi się co najwyżej luźno kojarzy z Black Cat i nawet nie byłbym bardzo zły, gdyby się okazało, że to ona i cały ten OMD zaczyna w końcu gryźć Piotrusia w zadek. Jakiś sens by to miało. Ale póki co jest trochę naiwnie, bo najwyraźniej ta wielka łowczyni swoje obserwacje prowadziła po łebkach, skoro uważa, że Gonzales to Spidey. Mimo wszystko, można przeczytać z pewną przyjemnością, bo intryga jest. Jimenez też daje radę, a Kravenka wychodzi mu całkiem hot.
Można dać 6 z plusem.
S_O: Początek, czyli pierwsze 20 stron, jest całkiem sprytnie poprowadzony - wszystko wygląda na to, że nowa Kraven rozgryzła tożsamość Pająka i postanowiła go pomęczyć przed zabiciem. Końcówka jednak psuje wszystko, zwłaszcza, jeśli się posiedzi i pomyśli. Nie wiem, jak Wy, ale gdybym to ja strzelał ze snajperki do gościa mieszkającego w tym samym mieszkaniu, co Spider-Man, i zobaczyłbym go unikającego kul i skaczącego dobrych kilka metrów wzwyż, to bym się trochę zastanowił nad tym faktem. Więc o ile zaklęcie Mephisto nie wywołuje w osobach zbyt bliskich odkrycia tożsamości Pająka totalnego i nieodwracalnego zidiocenia, to mamy bardzo duży minus w kwestii fabuły.
W kwestii kreski natomiast... Jest dobra, ale przez te wszystkie wiszące w powietrzu głowy czułem się jak w chacie szamana voodoo. Przecież narysowanie reszty ciała nie jest znowu takie trudne, nie? Nawet ja to umiem: o, proszę.
Przy okazji spytam jakiegoś uber "przeczytałem każdy komiks, w którym się pojawił" Spider-fana, czy już kiedyś przypadkiem nie wykręcono takiego numeru (tj. "myślałem, że roomie Spider-Mana to Spider-Man")? Bo zdziwiłbym się, gdyby przez te 45 lat nikt wcześniej na to nie wpadł.
CrissCross:
Powiesiłem już w ostatnich miesiącach tyle psów na tym tytule, że... dzisiaj tego nie zrobię. Nie zrobię, bo ileż można jeszcze, skoro to i tak nie pomoże. Inna sprawa, że ten numer był jednak o poziom wyższy od poprzednich. Słaby, ale jednak trochę lepszy. Coś się w miarę działo. Choć rysunki ciut mnie drażniły. Być może przy rozwinięciu historii spojrzę na ten tytuł łaskawszym okiem.
owcaboski:
Myślałem, że Bachalo (którego jestem ogromnym fanem) będzie rysował ten numer. Zrezygonowałem ze Spidera w ramach bojkotu spowodowanego brzemiennymi słowami "It's Magic"... A jak jest w tym numerze? Otóż scenarzystom skończyły się pomysły - wystarczy popatrzeć na tytuł "First hunt of Kraven" - oczywiste nawiązanie do jednej z najlepszych (jeśli nie najlepszej) historii z Pająkiem w roli głównej. Jeśli jednak chodzi o treść, to przy pierwowzorze ta pozycja nadaje się co najwyżej na papier toaletowy, historia trzyma poziom wszystkiego, co pojawiło się w BND, czyli nie odbija się nawet od dna. Scenarzyści myślą, że zbudują postać Spidera i jego wrogów na nowo, ale jedyne, co wymyślają, to tylko mniej udane, bo bardziej udanych nie ma, kopie dawnych przeciwników. Co tu dużo mówić - nie tędy droga, panowie!!! Co mnie zaskoczyło - to o dziwo dobre rysunki Phila Jimeneza, ale niestety w ostatecznym rachunku nie ratuje to tego dosyć słabego numeru.
Ocena: 4/10

Genext #3
Gil: No i skończyło się rumakowanie... Nastolatkowe pogaduchy były przynajmniej lekkostrawne, ale gdy pan Claremont zaczyna budować intrygę, robi się... cóż - claremontowo. Wymiękłem na patetycznej przemowie Cyclopsa i nie chciało mi się już sprawdzić, dlaczego Emma ubrała się w czarne skóry i jaka żyłka jej w głowie pękła. Mignęło mi gdzieś nazwisko Grey, co oznacza, że najprawdopodobniej będziemy męczyć stare wątki. Nie wiem, czy mam na to ochotę. Ocena: 4/10.
S_O: ...No tak. Po ucieczce jednej ze swoich, bohaterowie miniserii przez pół numeru dyskutują i dochodzą do wniosku, że uciekła. Potem coś próbuje ich zabić, jednak nie przejmują się ani tym, ani złowróżbnym alarmem, bo i tak kradną samolot i uciekają. Poza faktem, że coraz wyraźniej widać, że ten blondasek, którego imienia nie chce mi się nawet sprawdzać, jest potomkiem Fantastycznych, nie ma tu zbyt wiele do oglądania. Chris, zawołaj swojego wnuczka, który pomagał ci pisać pierwszy numer, bardzo cię proszę.

avalonpulse0052d.jpg Captain Britain & MI13 #3
Gil: Jedno z żelaznych praw komiksu mówi, że jeśli twoje imię zaczyna się od "Kapitan" i kończy nazwą państwa, długo nie pozostaniesz martwy. Tak - Captain Britain powrócił. I to w całkiem niezłym stylu, zarówno pod względem akcji, jak i stylistyki postaci. Dzięki niech będą Kirkowi za ten nowy design bez kozaków i głupiego hełmu! Przy okazji, Wisdom wypuścił wszelkie zło zza ściany w Imaginationlandzie, żeby grupa miała co robić w kolejnych numerach. Bardzo dobrze wypada bitwa o Most Westminsterski, równoległa do wielkiej bitwy o Avalon. Swoje momenty mają właściwie wszyscy bohaterowie, ale tradycyjnie już numer kradnie Faiza, do spółki z Johnem Skrullennonem, których każdy tekst jest klasą samą w sobie. Mimo tego, co sugeruje okładka, nie było nic wampirycznego i to uznaję za plus, bo akurat te wątki - z obiecywanym wprowadzeniem Blade'a - najmniej mi tu pasują. Cóż - poczekamy, zobaczymy. Na razie jest to mocna siódemka.
Demogorgon: A więc to jednak Merlin odzywał się w głowie Wisdoma. Przynajmniej tym razem zachowuje się normalnie, a nie jak ostatnio. Na całe szczęście rozwiązano też inny wkurzający wątek, jaki został po DbtS - Fury posłużył za materiał do wskrzeszenia Britaina (który dostał nowy, lepszy kostium). Ciekawe jest też towarzystwo, które Pete wypuścił na świat - czy tylko ja widziałem tam Lilith i Cyttoraka? Jak na razie ten komiks to jeden z najlepszych tie-inów Secret Invasion, wiec z niecierpliwością czekam na następny numer. 7/10
S_O: Lepszy z komiksów traktujących o Anglii. Całkiem nieźle przedstawione dwie bitwy - o Most Westminsterski i o Avalon, możliwe zejście Black Knighta, symboliczne wypuszczenie wszelkiego zła przez Wisdoma (Pandora, anybody?), no i na koniec epicki powrót bohatera. Nie powiem, kogo, podpowiem jedynie, że jego imię znajduje się w tytule i to nie jest ani MI13, ani #3, ani and. Poza tym, miło ze strony Cornella, że naprawia wszystko, co zepsuł Claremont. Zwrócił nam porządnego Merlina, zwrócił nam ciętego Wisdoma, z wczesnych szkiców, które zamieściliśmy kupę czasu temu zgaduję, że zwróci nam Meggan... jak tylko zwróci Braddockowi jego, no, wiecie, heteroseksualizm.

Eternals #2
Gil: Drugi numer, a seria już ma swój mocny klimat i to nawet silniejszy od stworzonego przez Gaimana w miniserii. Z jednej strony rozwija się wątek Hordy i Fulcrum, ujawniając kilka zaskakujących zależności. Z drugiej mamy codzienne sprawy Eternals, którzy wciąż próbują się odnaleźć w sytuacji i napotykają różne zgrzyty. Tutaj najlepiej wypada Sersi i rozmowa Theny z Zurasem. Do tego mamy sekretny plan Druiga i odpowiedź na niego. Ajak robi niezłą rozróbę i dostaje misję, która trochę nie współgra z jego obecnością w God Squadzie, więc chyba warto założyć dla bezpieczeństwa, że dzieje się to przed Inwazją (na co wskazuje choćby początek poszukiwań Gilgamesha). Plusem jest też niezły występ Iron Mana i Orderowców, którzy słusznie wyszli na frajerów. W połączeniu z rysunkami, które nadal są oryginalne, zasługuje na ósemkę. Ba! W tym zestawieniu zasługuje nawet na tytuł numeru tygodnia.
S_O: Aj waj. I tu się pojawia dylemat. Knaufowie piszą świetnie, wszystko jest interesujące - szatański plan Druiga, szaleństwa Ajaka w Golden Gate Parku, rozmowy między Eternalami, jak i ta między Sersi, a Starkiem... Pozostaje tylko pytanie, kiedy się to dzieje? Jako, że jeden Ajak płynie sobie po dreamlandzie razem z Herciem i resztą kompanii, a drugi infiltruje Vorozheikę, należy przypuszczać, że albo ktoś tu skrulluje, albo serię rozpoczęto wydawać jakieś pół roku za późno. A skoro już o Skrullach mowa, to czy oni też nie są eksperymentami Celestianów? Bo ich żadna horda chyba nie zeżarła...

Guardians Of Galaxy #3avalonpulse0052e.jpg
Gil: Jest gorąco. W każdym tego słowa znaczeniu. Nasi GoGusie dostali niezłe baty i naprawdę wrócili poranieni, co nieczęsto widuje się w komiksach, a przez chwilę nawet dałem się nabrać, że Gamora usmażyła się na dobre. (Swoją drogą, niezły ma ten healing factor, skoro przetrwała spotkanie z gwiazdą.) Kardynałowie okazali się godnymi przeciwnikami, a ich misja ujawnia coś zaskakującego. Czyżby gdzieś dzwoniło imię Magus? Zaskakujący jest też rozwój wypadków w Knowhere - wiedzieliśmy, że pojawi się Starhawk, ale chyba inaczej wyobrażaliśmy sobie jego rolę. Zwłaszcza intrygujący jest fakt, że jest niewidzialny dla Mantis. To wszystko, plus tradycyjnie świetna rola Cosmo i nadal bawiące komentarze postaci, składa się na bardzo przyzwoitą siódemkę.
S_O: What Gil said. Znając zapowiedzi dla tego numeru i pamiętając, jak wrócił Vance Astro, spodziewałem się po powrocie Starhawka wielu rzeczy, ale na pewno nie ataku na Knowhere. Brawa dla DnA za zaskoczenie czytelników. Walka, jak i cała późniejsza sytuacja w sferze Dysona, równie ciekawa, a poświęcenie (dzięki Bogu nie ostateczne) Gamory - majstersztyk. No i koniec, z wielkim kokonem w miejscu, w którym nikt się tego nie spodziewał... Tylu już podejrzanych o pomarszczoną brodę, a jeszcze miesiąc do inwazyjnego numeru...

Last Defenders #5
S_O: OK, czy może mi ktoś wytłumaczyć, co właśnie przeczytałem? Bo jedyne, co pamiętam, to duża ilość niewiele wprowadzającego gadania i kilka niewiele więcej dających wycieczek w przeszłość. Ktoś, kto zna całą historię Defenders na pamięć, pewnie by coś zrozumiał, ale dla mnie to jedynie bełkot. Na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jakby autor chciał zakończyć wątki, których nie pozwoliło mu zakończyć zamknięcie serii, ale problem polega na tym, że Casey - zdaje się - nigdy wcześniej nie tknął Defenders...


New Exiles #8
S_O: Gorszy z komiksów o Anglii. Nie dość, że Krzyś leczy swoje wyspiarskie kompleksy, fantazjując o Nowym Jorku będącym stolicą Imperium Brytyjskiego, to jeszcze znowu kombinuje z Psylocke, zmienia jej głowy, wciska w to wszystko Oguna... Już nie wspominając o przedwiecznej, gadającej ośmiornicy i jej kumplach, z którymi spotyka się Nambit (albo Gamor)... Co to są, podrzędne morskie bóstwa? Małe abstrakty? ...Hej, to całkiem dobry pomysł na serial! ("Li'l Abstracts", © by S_O 2008) I czy może mi ktoś wyjaśnić, jakim cudem cywilizacja, która nadal używa do żeglugi międzymorskiej siedemnastowiecznych okrętów, posiada helikoptery i, co ważniejsze, technologię teleportacyjną?


avalonpulse0052f.jpg Invincible Iron Man #3
Gil: Jest kilka fajnych scen, ale powoli zaczyna z tego tytułu wychodzić fractionowatość. Zacznijmy od plusów: chińskie roboty i pojedynek z nimi - świetne. Zarówno fabularnie, jak i wizualnie. I to tyle plusów. Reszta jest już mniej lub bardziej naciągana. Pepper jako jedyna przeżyła zniszczenie budynku - no, co za zbieg okoliczności! Teraz dostała magnes w pierś, więc tylko czekać, aż dostanie zbroję do kompletu. Zik dla odmiany jest twardy i nic sobie nie robi z faktu, że przypalił się na frytkę, ale za to dochodzi do wniosku, że potrzebuje fantazyjnego dresu. No i oczywiście, najwyższa pora na wspominki, które tak naprawdę nie są potrzebne, bo nie traktują o tym, dlaczego młodszy Stane jest wściekły na Starka, a skupiają się na jego tatku. Mimo naciągania czyta się jednak dobrze, więc może dostać szóstkę.
S_O: Czy on właśnie odpicował Pepper (znowu)? Tak, zrobił to. Słodki Jezu, jeśli ten słodki rudzielec założy konserwę, fractiony Fractiona będzie można zbierać na przestrzeni całego USA.
Poza tym jednak nie jest przesadnie źle, w pewnych momentach nawet ciekawie, ale wszystko niszczy ostatnia strona i "przedziałek" w lustrze. nie jestem pewien, czy będę mógł spać w nocy.
Krzycer:
może być. Ale jak ktoś nie przeczyta, to krzywda mu się nie stanie. No i Ułamek umieszczając akcję na Tajwanie trochę miesza. Tajwańczycy by Starka nie przeganiali, bo tylko on i USA ich strzegą przed ChRLem. Z kolei jeśli zdalnie sterowane zabawki były z ChRLu, to musiałyby przelecieć nad amerykańskimi okrętami stacjonującymi między Tajwanem a kontynentem, a to by się nie skończyło dobrze dla nikogo. Detal.

Nova #15
Gil: Chyba nie spodziewaliście się, że naprawdę ubiją Ryśka, nie? No i słusznie. Oberwało się za to Worldmindowi i to dosyć porządnie, więc teraz Nova skazany jest na mało urozmaiconą konwersację ze swoimi gaciami (jak sam to ładnie ujął). Rozwój fabuły zbliżył się do moich przewidywań, ale na szczęście zdołał zaskoczyć. Choćby naturą Harrowa i rozwiązaniem jego wątku bez opanowywania kogokolwiek. No i Galactus po raz kolejny udowadnia, że jest ponad to wszystko - tak jak być powinno. Podsumowując: nie było fajerwerków, których można było się spodziewać po takim spotkaniu, ale historia zdołała pozytywnie zaskoczyć, opierając się na czymś zupełnie niespodziewanym. Kolejna siódemka dla Novy.
S_O: "OK, dobra. Ja się myliłem, ty miałeś rację. Przepraszam." To nie jest takie trudne, Worldmindzie, może trzeba było powiedzieć coś takiego, zamiast robić z siebie maczo i udawać bluescreena. I im prędzej to sobie uświadomisz, tym lepiej.
A teraz, skoro już skończyłem się okłamywać a propos zaginięcia naszego pyskatego systemu operacyjnego, można przejść do omówienia reszty numeru. A w reszcie numeru Rich staje twarzą w... no właśnie... z Harrowem, który po krótkiej walce zostaje upieczony przez Galactusa i jego olbrzymie szkło powiększające. Ale DnA nawet tak niewiele materiału potrafią przerobić na ciekawy numer (np. dając Riderowi gadające gacie). a za miesiąc nie dość, że skrullowo, to jeszcze super-skrullowo. Nie mogę się doczekać.


Secret Invasion #4
avalonpulse0052g.jpg
Gil: Chciałbym móc w końcu zachwycić się tą serią, ale, kurcze, nie mogę. Inwazja jest dobra wszędzie dookoła, a tutaj jakoś nie gra. Może gdyby Bendisowi pozwolono to rozegrać na mniejszą skalę, jak początkowo planował, rzeczywiście wszystko skupiłoby się tutaj i forma opowieści byłaby odczuwalna inaczej. Niestety, przy fajerwerkach wszędzie wokoło, powolny rozwój wypadków tutaj i poszatkowana akcja są trochę rozczarowujące. Prawda, posuwa się to naprzód, ale jeśli przy tie-inach jest ZOMG!, a tutaj tylko "aha, no dobra...", to coś jest nie tak. Rozumiecie, co mam na myśli? W tym numerze nie ma absolutnie żadnych rewelacji. Może fakt, że Black Widow nie jest Skrullem jest odrobinę zaskakujący, ale zawsze jest jeszcze ta druga w Captain America. Na szczęście, Yu poprawia się z numeru na numer, dodając serii mroczności i chociaż to cieszy. No cóż, jest najwyżej dobrze, więc nie mogę dać więcej jak 7/10, chociaż czekam na chwilę, kiedy będę mógł to zrobić.
Hotaru: Mam identyczne odczucia, jak Gil. Secret Invasion, jako miniseria, jest po prostu średnim komiksem. Całe to gadanie, że nie trzeba czytać tie-inów, można śmiało włożyć pomiędzy bajki, i to nie takie popularne, jak Andersena czy braci Grimm, lecz takie, których nikt nie czyta, np. marszałka Dorna. Ten tytuł jest jak linka z haczykami, na których następnie wiesza bardziej i mniej udane historie towarzyszące, przy czym towarzyszą one raczej sobie nawzajem, a nie pustej miniserii tytułowej. Kreski Yu nie lubię i chociaż na potrzeby tego tytułu stara się ją okiełznać i uczynić bardziej mainstreamową, to wychodzi mu żałośnie - już wolałem jego bohomazy z New Avengers, gdzie miały jakiś indywidualny styl, a nie to tutaj - ni to pies, ni wydra. Mam wrażenie, że aparat redakcyjny Marvela nałożył sobie na talerz więcej, niż jest w stanie przetrawić. W najlepszym przypadku skończy się to czkawką, w najgorszym... sami wiecie.
S_O: Posiekane to-to, porozrzucane po całym świecie (i nie tylko), ale nie można się nie zgodzić, że nie rusza czegoś do przodu. Mamy kilka ciekawych odpowiedzi, zapoczątkowano kilka nowych wątków (młot, tarcza, kaptur i Twarde Trio w Savage Landzie). Ale nadal wygląda na to, że "Secret" rozgrywa się w obu bendisowych "Avengers", "Invasion" - w pozostałych tie-inach, a główna miniseria to ta spacja. Ale jak na spację (albo, jak wolą niektórzy, wieszak) całkiem ciekawa.
CrissCross:
Liczyłem na jakąś przemyślaną akcję Fury'ego, a tymczasem dostaliśmy trochę strzałów z giwery większej od niego i koniec. Mam wrażenie, że trochę za dużo wątków na raz się dzieje i Bendis nie jest w stanie wszystkiego dobrze przedstawić. Dla przykładu akcja na lotniskowcu S.H.I.E.L.D. praktycznie się nie ruszyła z miejsca (tylko jedną stronę na to przeznaczono...). Ciekawe natomiast, jak w tym wszystkim odnajdzie się Hood i jego kompania. Troszkę mnie jednak całość zawodzi.
owcaboski:
Witamy na wojnie, inwazja idzie pełną parą - Manhattan jest głównym polem walki. Nick Fury zrobił zadymę i znikł - tylko gdzie i po co? Wydaje się, że ma jakiś ukryty plan - ale z drugiej strony, kto w Marvelu go nie ma? Dalej Mr Fantastic torturowany przez Skrullów, krótka wizyta na (Heli)Carrierze S.H.I.E.L.D., krótka wizyta w Savage Land i na koniec Nowy Cap i Thor (bo to raczej nie SkrullThor). Akcja jest tu zawrotna, a sam komiks połyka się w 10-15 minut. Bendis naprawdę odwalił kawał dobrej roboty tworząc ten cross, czego niestety nie można powiedzieć o Lenisie Yu, "manekiny" w kadrach, brak teł. Jednym zdaniem wybór rysownika chybiony, co osłabia ostateczną ocenę tego numeru. Ocena 7/10
Krzycer:
No dobra. Dużo wątków. Fury i jego Sekretni Komandosi kozaczą. Postrzelenie Karolki - mocne (...tylko jak umieścić w czasie jej tie-in?). Spider-Skrull-Woman wciąż obrabia Starka, ale przegania ją Black Widow (przy okazji udowadniając, jaką wielką ściemą była historyjka o Beaście i Wonder Manie z SI: Who do you Trust). Czemu nagle ufają niezarejestrowanemu Loganowi? Po "marchewkach"? Dziwadło. Przynajmniej Skrullowie na Helicarrierze fajnie się pokazali. Tylko... wciąż mamy do czynienia z pierwszym dniem inwazji, a to już połowa historii. Ja naprawdę nie chciałbym, żeby przegonienie Skrullów zajęło światu jeden dzień...

avalonpulse0052h.jpg Young X-Men #4
Gil: Ręka do góry, kto od początku uważał, że Cyclops nie jest Cyclopsem? No więc, wygraliście ciasteczko - niestety tylko wirtualne. Wielka rewelacja tego numeru była od początku oczywista dla każdego chyba myślącego czytelnika. Nie zmienia to faktu, że fabuła jest koszmarnie naiwna, żeby nie powiedzieć: głupia. Nikt się nie domyślił? Ani Blindfold widząca przyszłość, ani wilkołak z nadludzkimi zmysłami... dopiero ten szary - jakmutam? Kolejną skrajnością jest zachowanie starszych New Mutants. Cannonballs rzucający do dzieciaków "Ah'm gonna kill every last muthafucking one of ya"? PUH-LIZZZ! Panie Guggenheim, czy napisanie jednago przyzwoitego Pająka do cna wyczerpało pański zdrowy rozsądek? Mój w każdym razie poczuł się spoliczkowany i stwierdził, że ma dość. Tradycyjna trója.
S_O: Ojejka, czyżby naszego najnowszego iksa gryzło sumienie? Poza tym, Mareczek za pośrednictwem Rockslide'a próbuje być śmieszny, wciskając mu w usta przypadkowe teksty (jak ten o Bushu. WTF?), Cyclops okazuje się - lepiej teraz usiądźcie - nie być Cyclopsem, a wiwisekcja Sunspota wywołuje zmianę Cannonballsa w &%#@ing mordercę. Czyli Guggenheim w "formie".
Krzycer:
O mój Boże! Ten Cyclops to tak naprawdę nie Cyclops! Ja nie mogę! Łał! Gdyby Guggenheim zdradził to w drugim numerze, to może jeszcze kogoś naprawdę by tym zaskoczył... Ale przynajmniej udowadnia tym, że fabuła nie jest tak idiotyczna, jak dotąd jej to groziło. Czekamy na ciąg dalszy.
Dwie uwagi: Greymalkin, silny po zmroku. To... nawet spoko.
Ink. Ależ ta jego moc jest niewyobrażalnie głupia. Gugi nie powinien był się silić na oryginalność...

Ultimate Origins #2
Gil: Oto historia Steve'a Rogersa - faceta, którego tak ciągnęło na front, że pozwolił klonowi Einsteina wstrzykiwać sobie różne świństwa. Brzmi znajomo? No cóż, z niektórymi postaciami nie da się zrobić rewolucji. Na szczęście jest kilka subtelnych różnic, które sprawiają, że odbiera się to trochę inaczej niż tradycyjną historię o Kapitanie A. Ot, na przykład jest oko na drążku, które łączy historię z teraźniejszością i jest kilka wzmianek o kosmitach, albo raczej "nieludziach", które wskazują kierunek. W tej chwili przeczuwam, że zapowiadane Ultimatum będzie traktować o kolejnej kosmicznej inwazji, ale... mogę się mylić. Fajnie się czyta i dobrze wygląda, więc siódemka się należy.
Krzycer:
Origin Ultimate Capa. Może być. W przeciwieństwie do poprzedniego numeru nie dostajemy tu praktycznie żadnych rewelacji, nie licząc złowrogiego sygnalizatora dla pieszych. A ponieważ obiecywano nam odkrywanie szokujących tajemnic, to jestem rozczarowany.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0052a.jpg Ultimate Origins #2

Autor:
Gabrielle Dell'Otto

Gamart:
Hmm... w tym tygodniu nie było żadnej szczególnie wyróżniającej się okładki więc typuję, jak zawsze porządną, pracę Dell'Otto. Ot, Captain w klasycznej pozie, z amerykańską flagą, na tle rozpromienionego słońca. Niczym jeden z dzielnych amerykańskich chłopców w kolejnym filmie Michaela Baya. Do tego szczegółowe i ładnie namalowane. Całkiem niezły motyw na plakat.




avalonpulse0052b.jpgInvincible Iron Man #3

Autor: Travis Charest

Gil: Jak zauważył Gamart, w tym tygodniu bez rewelacji. Ale, ponieważ mam ostatnio słabość do ciepłych kolorów i zachodów słońca, wybrałem tę okładkę, właśnie ze względu na jej tonację. Dobrze narysowany Iron Man też nie przeszkadza, ale trzeba przyznać, że jego pozycja jest raczej neutralna. Za to umieszczenie go nieco z boku i pozostawienie sporo wolnego miejsca tworzy całkiem ciekawy efekt i miło się na to patrzy. Również dobry motyw na plakat.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.07.10


Redaktor prowadzący: viqKorektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.