Avalon » Publicystyka » Artykuł

X-Maliny 2005

Kolejne dwanaście miesięcy wyrzucania przez Marvel miniserii jak z automatu i że niby ktoś to ma jeszcze czytać, zwłaszcza, że większość poniżej oczekiwań. Do przewidzenia, ale w firmie pewnie i tak interpretacjom takiego stanu rzeczy nie ma końca.


X-MALINY 2005



Tytuł cykliczny:

Black Bolt: Uncanny X-Men. Od sztandarowego tytułu świata X wymaga się znacznie więcej, a tu czasami... Ech, szkoda gadać.

Bosnas: Uncanny X-Men, dzięki radosnej twórczości pana Claremonta i kretyństwom w stylu dino-Rachel. Zresztą rysunki szły w parze z pomysłami scenarzysty. Dopiero na sam koniec coś drgnęło, ale jednak pozostał ten niesmak.

Gil Galad: W tym rankingu, trzy najgorsze pozycje pozwolę sobie obdarować odpowiednio nagrodami cynowego, plastikowego i szmacianego Chucka. Wybór wydaje się prosty, bo wystarczy popatrzeć, które serie zniknęły z rynku, ale nic przecież nie jest tak proste, ja by się zdawało... I tak, pierwszą nagrodę - cynowego Chucka otrzymuje miniseria X4, która obraża inteligencję i dobry gust fanów komiksu zarówno bolesnym zwyrodnieniem fabuły, jak i paskudnymi do bólu rysunkami. Druga nagroda - Chuck plastikowy - dla równie plastikowej i pozbawionej zalet miniserii X-Men: Age of Apocalypse, która rozwaliła w gruzy dostojny świat AoA. Szmaciany Chuck zaś należy się równocześnie miniseriom Shatterstar, Jubilee, Kitty Pryde: Shadow & Flame i Wolverine: Soultaker, których sens istnienia pozostaje dla mnie nieodgadniony. Ale Se pojechałem! :]

Kumos: X-Men Milligana. Wiem że was to dziwi, ale orientuję się mniej więcej co dzieje się w tym komiksie tak samo, jak większość x-fanów w aktualnych produkcjach Claremonta. Po przeczytaniu numeru już go nie pamiętam. Do dziś nie wiem o chodziło w historii z Gologthami.

Lex: Tylko jeden? ciężki wybór, bo właściwie mógłbym wskazać na "Uncanny", "X-Men", "Wolverine'a", albo na którąś z wielu nieudanych miniserii. Chyba jednak zdecyduję się na "Exiles", które zmierza po równi pochyłej od dłuższego czasu (SNOORT!).

Spence: Brak zwycięzcy.



Historia:

Black Bolt: X-Force, Rogue, Gambit, X-Force: Shatterstar, X4, Nightcrawler, Jubilee, Wolverine: Soultaker, X-Men: Kitty Pryde - Shadow & Flame, Ororo: Before The Storm, X-Men and Power Pack i jeszcze kilka innych miniserii. Po co tyle tego? Kiedy Marvel zrozumie, że nie liczy się ilość, a jakość?

Bosnas: Będę konsekwentny: "World's End". Nie wolno pozwalać, by czytelnik tak się męczył przy czytaniu historii, a już po chciał jak najszybciej zapomnieć o tym, co dopiero był przeczytał. Jakby jeszcze były jakieś wątpliwości, bohaterem powyższej opowiastki jestem ja sam.

Gil Galad: Mam szczerą nadzieję, ze udało mi się jednak uniknąć przeczytania najgorszej historii roku, ale z tego, co miałem nieprzyjemność poznać wybrałem, jak następuje: Zdecydowanie najbardziej odrzucającą historią roku jest dla mnie "Agent of SHIELD", umieszczona w Wolverine vol.3 #26-31, a to dlatego, że zawiera dwa nieakceptowane elementy: rysunki Romity juniora oraz... ekhm... HORDY KRWAWIĄCYCH NA ZIELONO ZOMBIE NINJA! Brr... Niżej w klasyfikacji, znajduje się historia, która zarżnęła Rogue, czyli "Forget Me Not", kończąca jej solową serię. Dziwię się, że główna bohaterka nie wyrwała się jeszcze z kart komiksu, by wyrwać serce panu Bedardowi za to, co jej zrobił. Na koniec zaś wypadałoby wyróżnić choć jeden przykład radosnej twórczości pana Claremonta, waham się jednak, czy wybrać bajkę o jaszczurkach, czy historię, której w dalszym ciągu nie rozumiem... Postawię jednak na "Sezon of the Witch", ponieważ bajka o jaszczurkach ma jeszcze cień sensu, dzięki któremu ktoś może dostrzec w niej pozytywne strony.

Kumos: Chris Claremont - World's End, czyli Haukka. Wtórność, a co scenarzysta zapomniał pod koniec historii o wątkach z jej początku. Zagadka dla czytelników równa zagadce Xorna/Magneto - gdzie podział się Wolverine?

Lex: Mam problem z obiektywnym wyborem, bo sporej części najsłabszych serii nie czytam (bo po co?) i pewnie pominę jakąś perełkę. Wybieram The Devils Own (Excalibur #11-14), bo to chaos w najczystszej postaci. Ilość błędów logicznych i idiotycznych scen była zadziwiająca nawet jak na ostatnie popisy Claremonta. Zresztą, jak nawet Gilowi się nie podobała ta historia, to znaczy, że naprawdę była cieniutka.

Spence: "X4", choć pewnie tylko dlatego, że nie czytałem "Wolverine: Soultaker"



Scenarzysta:

Black Bolt: Niestety Chris Claremont. Pobluzgałbym tu na niego gdyby nie New Excalibur, który go trochę ratuje. Chciałbym jeszcze przypomnieć dwa nazwiska warte zapomnienia ;) Akira Yoshida oraz Tony Bedard.

Bosnas: Tutaj konsekwencji mi zabraknie, ponieważ znalazłem kogoś, kto zalazł mi za skórę dużo bardziej niż rzeczony już Claremont, a mianowicie Akira Yoshida. Jemu braku konsekwencji nijak zarzucić nie można i regularnie zarzuca czytelników kolejnymi gniotami swojego autorstwa. Niektóre (o zgrozo) docierają nawet do naszego pięknego kraju.

Gil Galad: Nie ma chyba wątpliwości, że nagrodę cynowego Chucka zgarnie sam "ukryty Austin, przyczajony Chuck", schowany pod pseudonimem Akira Yoshida (teorie spiskowe rules!). Wystarczy przeczytać moją opinię na temat najgorszego tytułu roku, by otrzymać uzasadnienie, oczywiście, jeśli komuś nie wystarcza sam fakt, że ten pan jeszcze trzyma się Marvela rękami i nogami. Równie naturalnie, druga nagroda należy się Tony'emu Bedardowi - jeśli nie za zrobienie krzywdy Rogue, to za głośne "Snorrrrt", które towarzyszyło wciąganiu Holocausta nosem przez Hyperiona. I trzecie miejsce, również jak wyżej - Krzysztof Claremont, za konsekwentne odbieganie od fabuły, którą sam tworzy, a która i tak żadnego sensu nie posiada.

Kumos: Nikt nie doścignął poziomu mistrza Austena. Ale po zastanowieniu palmę pierwszeństwa przyznaję Bedardowi, choć pod koniec roku zaczął się poprawiać. Ale statuetka za wciągnięcie Holocausta nosem przez Hyperiona należy mu się bezapelacyjnie.

Lex: Akira Yoshida, człowiek, któremu ludzkość zawdzięcza "X4", "Wolverine: Soultaker", "XM: Age of Apocalypse" i "Kitty Pryde: Shadow & Flame".

Spence: "One and the only" Akira Yoshida. No comments.



Rysownik:

Black Bolt: Salvador Larroca. Na pewno było wielu rysowników gorszych od niego, ale strasznie wkurzają mnie jego wahania formy. Kilka świetnych rysunków i człowiek myśli, no w końcu Salva wrócił do tego co pokazywał wcześniej, a tu nagle bęc, kilka stron wręcz paskudnych, niedopracowanych i tak w kółko.

Bosnas: Tak po prawdzie, to należałoby tu umieścić nie jednego, ale co najmniej trzech rysowników x-serii. Wybrać mogłem tylko jednego, ale i tak nie jestem ostatecznie pewien, czy akurat ten pan najbardziej sobie na to zasłużył. Nie przedłużam już tej niepewności. Moim skromnym zdaniem to właśnie rysunki autorstwa Paula Smitha najsłabiej zaprezentowały się w ubiegłym roku. Były sztampowe, bez charakteru czy jakiegokolwiek wyrazu. Czułem się, jakbym przeglądał numery sprzed lat kilkunastu co najmniej. Nie oznacza to jednak, że należy uznać je za jakoś szczególnie złe. Po prostu na tle konkurencji nie porażały i wypadły dosyć przeciętnie, ale jak już wyżej wspomniałem, nie one jedne, co oznacza, że werdykt ten wydałem tak trochę na siłę. Kogoś trzeba było jednak wskazać, a mam nadzieję, że Smith się za to na mnie nie obrazi:)

Gil Galad: Pat Lee - inaczej być nie może. Jego obecność w Marvelu jest wielkim nieporozumieniem, które woła o pomstę do Quesady. Znam ludzi, którzy bardziej zasługują na tę posadę i którzy rysują lepiej, chociaż nie ukończyli jeszcze podstawówki. Za panem Lee jest długa, długa przerwa, a potem pojawia się John Romita junior - najlepszy na świecie rysownik bokserów po przejściach wcinających sterydy na śniadanie. Ja dziękuję za takie pomysły - wolę bardziej subtelne kształty i twarze podobne choćby do ludzkich. Teraz następuje kolejna długa przerwa, ponieważ miałem problem ze skompletowaniem tercetu, ale postanowiłem dać tym razem spokój Salvie i napiętnować pana nazwiskiem Derek Donovan, który również przyczynił się do dobijania Rogue.

Kumos: Mizuki Sakakibara. Ale to akurat kwestia mojego gustu.

Lex: Pat Lee - jego styl po prostu nie pasuje do X-Men. Na dodatek jest złodziejem i oszukał swych pracowników podczas bankructwa wydawnictwa Dreamwave. Zły człowiek.

Spence: O prym walczyli w tej kategorii Pat Lee ("X4") i Marat Mychaels ("X Force: Shatterstar"). Wygrał Pat, dlatego, że w tym roku jego dzieła można było podziwiać także w innych komiksach ("The Other"), natomiast Marat pozostawał w miarę nieszkodliwy.



Okładka:

Black Bolt: Nie byłem w stanie wybrać tej najgorszej z najgorszych, więc wymienię serie, w których okładki mi się nie podobały. Exiles, Kitty Pryde - Shadow & Flame, X-Men And Power Pack, oraz Jubilee.

Bosnas: Uncanny X-men 458. Nie znoszę takiego upychania ile wlezie, żeby tylko wszystkich zmieścić w kadrze. Nie bardzo też się przy jej tworzeniu pan Davis wysilił, bo kilka postaci z pierwszego planu bezczelnie kopiuje pozycje i stoi identycznie, jak te z planu drugiego i dalej jeszcze. Takie to trochę wszystko na siłę jest.

Gil Galad: Tutaj znowu bez klasyfikacji, w kolejności przypominania sobie. Tak więc, w zdecydowanej większości nie podobały mi się okładki pana Ribica do House of M, bardzo niefajna była okładka Astonishing #11, paskudna do Uncanny #457, a co najmniej nienajlepsze do Colossusa. O X4 nawet nie wspomnę.

Kumos: Jak wyżej. Uncanny #462

Lex: Kilka serii miało pecha do okładek w tym roku: Exiles (#67), X-Men (169 i 174) Wolverine (31), czy X-Men Unlimited (12).

Spence: Jakakolwiek z "X4", aczkolwiek ze wskazaniem na pierwszą i czwartą.



Postać żeńska:

Black Bolt: Mystique, bo to szukanie chłopa dla swojej córuchny jakoś niespecjalnie mnie przekonuje.

Bosnas: Rachel Summers. Pojawiała się rzadko, a jak już, to musiała się zamieniać w jakiegoś dinozaura. I na co to komu.

Gil Galad: Ponieważ płaczę nad tym faktem od początku strony, nie sposób chyba nie domyślić się, ze chodzi o Rogue. Najpierw biedaczka została wywrócona na lewą stronę, potem wyprana z resztek charakteru, a na koniec połączona z atomową zapalniczką. Ani to było potrzebne, ani sensowne i tylko zarżnęło moją ulubioną postać. Damn you, Tony Bedard! Niewielkie to pocieszenie, że Rogue nie jest tu osamotniona i na ławce pokrzywdzonych siedzą koło niej Polaris i Psylocke. Pierwsza dlatego, że biega w kółko za własnym ogonem i świruje pawiana (chociaż mam wielką nadzieję, że do czegoś to w końcu doprowadzi), a druga, ponieważ zamiast leżeć w grobie przylazła z zaświatów i kręci się po domu, nic sensownego nie robiąc.

Kumos: Storm. Pisana kompletnie bez pomysłu.

Lex: Ultimate Rogue. Przyzwyczaiłem się już do tego, że Rogue ze świata 616 nie ma szczęścia do scenarzystów i nie mogę liczyć na dobre historie z jej udziałem. Cieszyło mnie to, że przynajmniej jej wersja Ultimate jest ciekawa, ale niestety w 2005 roku "popsuto" również ją.

Spence: Scarlet Witch - z całym szacunkiem, ale dwa crossovery, spowodowane przez jedną postać to stanowczo za dużo.



Postać męska:

Black Bolt: Iceman i Havok. Niech w końcu rozwiążą swoje problemy, bo obie postacie cierpią na tym.

Bosnas: Havok. Przywódca bez autorytetu, który nie potrafi oddzielić spraw prywatnych od zawodowych. Miękki jest i tyle.

Gil Galad: Zdaje się, że wspominałem o tym już rok temu, ale sytuacja się nie zmieniła, więc powtórzę: Gambit został zmieniony z postaci intrygującej w całkowicie zbędną. Na szczęście tym razem oszczędzono mu telenowelowych przeżyć, ale to sprawiło, że do reszty zniknął w tle. Numer dwa to Havok, któremu najwyraźniej wróciły dawne kompleksy braterskie, a na dodatek zaszkodziły problemy z dziewczyną, przez co zachowuje się jak jakiś Ridż Forster, czy inny Franczesko Salinas. Nuda! No i jeszcze nieszczęsny Sunfire, który nie dość, ze nigdy nie był szczególnie lubiany, to teraz padł ofiarą szaleńca i został przed wyrzuceniem na śmietnik pokrojony na kawałki.

Kumos: Iceman, Iceman! Traci moc, odzyskuje, kocha/nie kocha Lorny... Kompletnie mnie nie przekonuje.

Lex: Wolverine - wiem, że niektórym podoba się zarzynanie setek zielonokrwistych zombie, ale jeśli chodzi o komiksy z umarlakami to ja wolę "Żywe trupy" Kirkmana, niż "Wolverine'a" Millara. W komiksach grupowych też przeważnie nie było dużo lepiej.

Spence: Shatterstar.



Negatyw roku:

Black Bolt: Brak spójności! Ja jestem zwolennikiem wszelkiej koherencji, korelacji i interakcji. A tu każda seria sobie, nawet w czasie HoM widać było rozbieżności. Szkoda, że Marvel nie potrafi tego dopilnować. Dodatkowo rok upłynął pod znakiem miniserii, niektórych lepszych niektórych gorszych, ale takiego wysypu już dawno nie widziałem. Jeszcze raz pytam, po co aż tyle tego?

Bosnas: Kolejne dwanaście miesięcy wyrzucania przez Marvel miniserii jak z automatu i że niby ktoś to ma jeszcze czytać, zwłaszcza, że większość poniżej oczekiwań. Do przewidzenia, ale w firmie pewnie i tak interpretacjom takiego stanu rzeczy nie ma końca.

Gil Galad: Mimo ogólnie wyczuwalnej tendencji zwyżkowej, wciąż zauważalny jest koszmarny brak konsekwencji i zgrania między tytułami. Jak to jest w ogóle możliwe, że jakieś x-tytuły nie brały udziału w House of M i nie ma w nich najmniejszego śladu tego wydarzenia? Jaki można pozwolić, by ta sama postać zachowywała się inaczej w dwóch różnych tytułach, bez śladu zbieżności? No i jeszcze jedna stara bolączka - zapychanie rynku tandetnymi ministeriami, robionymi przez niekompetentnych ludzi, które sprawiają, że nie tylko postacie, ale też serie, w których występują na co dzień, tracą na wartości. Czekam na dzień, kiedy Marvel przestanie wreszcie żerować na starej prawdzie życiowej: "trudno się mówi i kocha się dalej".

Kumos: Zasadniczo? To że Marvel nie wykorzystał potencjału pomysłu Morrisona - świat pełen mutantów, drugorzędna mutacja będąca ich przekleństwem. Jednym ruchem przekreślił wszystko w Decimation. Ale sam House of M nie był taki zły.

Lex: Słabiutkie pierwsze trzy kwartały roku. Brak związku pomiędzy poszczególnymi seriami, kiepskie i niepotrzebne miniserie oraz zły dobór twórców. Przy "HoM" też zabrakło konsekwencji i niektóre tytuły w ogóle nie odczuły skutku tego wydarzenia.

Spence: Nadużywanie zwrotu: "Break Internet In Half", w zapowiedziach Marvela. Wiem, że zapowiedzi tegoż wydawnictwa (jak i każdego innego) są delikatnie mówiąc bardzo nadęte, ale ten zwrot jest szczególnie irytujący (czyt. "Internet pękał z taką częstotliwością, że jest teraz podzielony na ponad 20 kawałków.") Poza tym dużo było opóźnień, dzięki czemu HoM, "trochę" się rozszedł.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.