Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #51 (06.07.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 7 lipca 2008 Numer: 26/2008 (51)


Po szaleństwie z zeszłego tygodnia, w którym Marvel wydał 25 komiksów, tym razem zdecydowanie bardziej wakacyjny i ulgowy tydzień. Liczba komiksów ledwo przekroczyła dziesiątkę, ale wśród nich znalazły się długo oczekiwane pozycje: debiutujące SI: Frontline, Squadron Supreme vol. 3 i przede wszsytkim
pierwszy numer Astonishing X-Men vol. 3 Warrena Ellisa.
Przekonajcie się, który z tych komiksów okazał się najlepszy.



Astonishing X-Men vol. 3 #25 avalonpulse0051c.jpg
Gil: Oczekiwania były dość spore, bo przecież to Ellis i wszyscy wiemy, co zrobił z Thunderbolts... Tylko najwyraźniej siadając do scenariusza, Warren E. zapomniał wziąć swoją specjalną pigułkę i coś nie do końca wyszło. Nie mam tu na myśli historii, która chwyta, chociaż rozwija się nieco opieszale i jest schowana pod warstwą gadania. Nie mówię też o prowadzeniu postaci, które jest prawidłowe i bardzo dobre (zwłaszcza w przypadku Hisako zaskakująco dobre). W ogóle, co do treści zastrzeżeń większych nie mam, ale ta forma... Za dużo gadania, trochę poszatkowane dialogi, których do końca nie rozumiem i niczym nie oznaczone przeskoki miedzy scenami. Niby niewiele, a jednak przy czytaniu przeszkadza. Wszyscy wiemy, że Ellis nie kocha gatunku superhero, ale jak sam mówi, zarabia tym na życie, więc nie powinien pisać scenariuszy na kolanie. Natomiast jeśli o rysunki chodzi, to mogę przyczepić się tylko do tego, że Bianchi wybiera czasem pozycje, które nie wypadają najlepiej na rysunkach, a dobór palety barw nie pomaga mu w tym. Na początek będzie 7/10, ale liczę na szybką poprawę.
Demogorgon: Ten numer był potrzebny, przyda się choć chwila oddechu po tej nieustannej akcji u Whedona. No i Warren zdecydowanie potrzebował napisać coś lżejszego po Thunderbolts, to też widać. Jest tu dużo humoru, postacie są prowadzone dokładnie tak, jak Warren powiedział, że je widzi. Jak na razie jednak wielkie, bo podwójne - po Whedonie i po Thunderbolts - oczekiwania zostały niespełnione. Ale mimo to to dalej fajny komiks, pokazujący doskonale nowy status X-Men i tajemniczo budujący fabułę. Na razie dam 7/10 i czuję, że będzie lepiej - o ile skumulowana poprzeczka oczekiwań nie jest tak wysoko, że nawet Alan Moore mógłby jej nie przeskoczyć.
CrissCross: Rewelacji nie było, ale nawet się jej nie spodziewałem. Szczerze mówiąc, wyszło lepiej niż myślałem, bo obawiałem się całkowitej klapy. Właściwie jedyne, co było mocno irytujące to nowe samoloty i samochody (?) "Iksów". Teksty całkiem dobre, momentami zabawne, chociaż to już nie to samo, co u Whedona. Intryga zawiązuje się powoli, więc daję jeszcze kredyt zaufania. Trochę nie pasowała mi scena współpracy z policją, ale to chyba nowość, do której trzeba się będzie przyzwyczaić. Choć po tylu latach ciężko będzie...
MadMarty: Jak dla mnie zapowiada się ciekawie. Fakt, że akcja rozwija się powoli, ale pierwszy numer Whedona też mnie nie powalił, więc spokojnie. Dialogi trzymają poziom, do rysunków przywykłem i muszę powiedzieć, że jak na Bianchiego to są kapitalne. Mam nadzieję, że utrzyma poziom, bo pamiętam też niektóre mocno potworkowate ilustracje z Wolverine'a. Storm nie jest moją ulubioną postacią, ale takie zestawienie jej z Emmą może być strzałem w dziesiątkę. Obie są bohaterkami głównie dlatego, że seks i zakupy im zbrzydły. Piękne i obrzydliwie bogate. No i mają słabość do bieli. Jeśli chodzi o wspomaganie policji, to nie jest to tak do końca pierwszyzna - Cyke i Beast wspomagali śledztwo w sprawie zabójstwa Jumbo Carnation, gdzieś w okolicach "Riot at Xavier's". Pamiętajmy poza tym, że X-Men to drużyna, dla której San Francisco odrzuciło Inicjatywę. Jeśli chodzi o kostiumy i styl uliczny to rozumiem, że miało to być pogodzenie Quietly'ego i Cassaday'a, ale szczerze powiedziawszy Cyclops jako jungle'owiec wygląda dziwnie. Wolałbym, żeby na czas śledztwa ubierali się nieco inaczej. Albo skóry Quietly'ego, albo krawaty. Może przywykniem. W nowych kostiumach podoba mi się stonowanie barw (np. zastąpienie "oczojebnego niebieskiego" takim prawie czarnym u Wolviego). Nie podoba mi się przerobienie na sreberko czarnego wizjera Cyclopsa. Szkoda też, że nie zdjęli mu kapturka. Kostium Beasta jest bardziej sensowny od Cassaday'owego, a Storm... Każdy by chciał mieć królową z tyłkiem na wierzchu.
Generalnie to na razie jest bardzo ok, zwłaszcza jeśli idzie o przedstawienie postaci i dialogi. A do Ellisa mam wielki kredyt zaufania.
Burzol: Mi się bardzo podoba, choć dialogów w nim nad wyraz sporo, ale też dobrze jest dla odmiany poznać proste życie mutantów, szczególnie, że o nowiutkiej x-bazie alfa jeszcze niewiele wiemy. Poza tym mutanci jako policyjni konsultanci to chyba nowość dla X-ów. Komiks rusza też graficznie – Bianchi wprowadził bardzo ciekawy układ kadrów, szczególnie jeśli ktoś przyzwyczaił się do klasycznych prostokątów Cassadaya. Rysunki są bardzo niezłe, a jedyne, co odrzuca, to głupawy strój Storm. Rozumiem ideę połączenia stylu mutanckiego i afrykańskiego w jednym stroju kąpielowym, ale efekt jest raczej... zabawny.
Ogółem nadal jest lepiej, niż w jakichkolwiek innych x-seriach.
White King: Całkowita zmiana wizerunku grupy, która mam nadzieję wyjdzie zespołowi na dobre. Na razie powstrzymam się od jakichkolwiek spekulacji. Przeczytany zeszyt traktuję jako przekąskę przed daniem głównym. Dość kiepską przekąskę. Rysunki, nie licząc ciekawego rozmieszczenia kadrów nie zachwycają. Wyglądają niedbale i sprawiają wrażenie wykonanych na kolanie. Ciekawym rozwiązaniem jest wprowadzenie do zespołu Storm. Od dawna brakowało w nim drugiej i silnej bohaterki, a Emma królowała w nim niepodzielnie. Mam nadzieję, że wzajemna niechęć do siebie obu pań przyniesie nam kilka pamiętnych cytatów. Po wysłaniu bezbarwnej Kitty w kosmos, Armor zajmuje jej miejsce. Dziewczynka z elementu tła stała się dowcipną i nieco złośliwą osóbką, która nie boi się już zabierać głosu przy starszych. Mam nadzieję, że będzie ewoluować w stronę Jubillee, tworząc z Loganem fajny team. Fabuła, odzierająca bohaterów z ich lateksowych wdzianek i wymuszająca wyjście na ulicę do zwykłych ludzi, powinna być kontynuowana. Natomiast statki kosmiczne i przybysze z innych planet powinni w końcu odpuścić i zostawić Ziemię w spokoju na kilka numerów.

avalonpulse0051d.jpgAvengers/Invaders #3
Gil:
Historia nadal rozwija się ciekawie i zahacza o wątek "My future self and me", kiedy zagubiony w czasie żołnierz ucina sobie pogawędkę z samym sobą. Prawie to samo robi Namor, z tą różnicą, że tłucze siebie samego na miazgę - ciekawe, w którą stronę to pójdzie. Pozostałe postacie też mają swoje chwile, a dalsze spotkania wiszą w powietrzu. Zastanawia tylko, czy autorzy wiedzieli, że Jessica jest Skrullem i jak to wpisać w jej zachowanie? Na niekorzyść muszę dorzucić lekki spadek poziomu grafiki, co jest bardzo widoczne w pojedynku Namorów, ale i tak źle nie jest. Ocena całości to 7/10.
Demogorgon: A ja się rozczarowałem. Znaczy się - nie jest źle, ale gorzej, niż w poprzednich numerach. Mimo to jak na razie wydarzenia rozwijają się w dobrą stronę i są bardzo mądrze przemyślane. Ross i Krueger wiedzą co robią, choć mogliby wybrać lepszego rysownika - ten jest strasznie nierówny. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
A na razie 7/10
Krzycer:
Historia trochę zwalnia. New Avengers spotkali się ze Spider-Skrull-Woman i tyle, Cap i Bucky trochę nabrudzili na Helicarrierze, a spotkanie dwóch Namorów jakoś mnie nie powaliło...
A w tle szeregowy jakmutam majstruje coraz większy paradoks z weteranem jakmutamem...
Ale nadal czyta się to fajnie.

owcaboski: Do tej serii podchodziłem początkowo bardzo sceptycznie, a to ze względu na to, że miała przypomnieć nam niedawno zmarłego niejakiego Steve'a R. aka Captain America. A tu bardzo duże i bardzo miłe zaskoczenie, dużo akcji, dużo zamieszania, przemieszane z wolniejszymi, aczkolwiek dramatycznymi i zarazem ciekawymi momentami - rozmowa Panów Paulów Anselmów. Akcja mimo dosyć szybkiego tempa i wielu spektakularnych bijatyk zazębia się w bardzo ciekawą intrygę, która w mojej opinii zaowocuje jeszcze kilkoma ciekawymi zwrotami akcji, pod jednym warunkiem... Że Panowie Ross i Krueger nie wypalą się, bo seria zaplanowana jest na 12 numerów, a z każdym nowym zeszytem napięcie wzrasta. Co do rysunków - to muszę powiedzieć, że stoją na bardzo dobrym poziomie i wspaniale uzupełniają bardzo dobry scenariusz. Zdecydowanie "Avengers/Invaders" to najbardziej wartościowa pozycja tego tygodnia.
Ocena: 9/10

Amazing Spider-Man #564
Gil: Otrzymaliśmy, proszę państwa, potrójną dawkę historii o niczym. O, przepraszam - potrójną wariację w temacie "Mistrz Kierownicy Ucieka" z udziałem znanego tylko nielicznym super-złoczyńcy, który najwyraźniej od gry w GTA na radioaktywnej konsoli nabawił się nadludzkiej mocy tuningowania wszystkiego, czego dotknie. Chociaż opowiedziana jest z trzech i pół punktów widzenia, historia ta zupełnie nie jest interesująca, a momentami jest nawet drażniąca. Odnoszę wrażenie, ze twórcy BND mają lepszą zabawę, niż czytelnicy. Trochę lepiej wypadają rysunki, bo przynajmniej Spidey wygląda czasami całkiem macfarlanowsko. Ocena: 5/10
Krzycer:
Wcale dobry odcinek. Niektóre teksty Pająka poniżej normy, ale nie chce mi się sprawdzać, kto które napisał, więc przymknę na to oko i napiszę po prostu, że otrzymujemy niezły pościg z trzema narratorami - czyli dokładnie to, co nam zapowiadano.
Teraz czekam na historię o Hammerheadzie rysowaną przez Bachalo...

CrissCross:
Ta sama nudna i mało oryginalna historyjka opowiedziana trzy razy w równie nudny i mało oryginalny sposób. Pomysł, żeby przedstawić tę samą sytuację z trzech różnych perspektyw może i niezły, ale wykonanie było raczej płytkie. Dowiedzieliśmy się z tego tyle, że Gonzalez jest gliniarzem, który spełnia swoje obowiązki jak należy, a Overdrive jak każdy podrzędny złodziejaszek jest tchórzliwy i ma trochę wybujałą wyobraźnię. Do tego prawdziwy szok! Peter Parker znów miał pecha z pracą! Tego jeszcze nie było! Najlepszy pomysł numeru: zapakować dzieci do jednego wora i wyrzucić z pędzącego autobusu. Na dokładkę człowiek-negatyw. Cieszmy się.
MadMarty: Co za absurd z tym Pająkiem 3 razy w miesiącu i rotacją twórców. Mam wrażenie, że całość jest strasznie poszarpana i mimo, że teoretycznie zasuwa do przodu, to jednak zwyczajnie nudzi.

Cable vol. 2 #5
avalonpulse0051e.jpg
Gil: I stało się... nic. Myślałem, że chociaż w tym zniszczonym Nowym Jorku coś ciekawego zobaczę, ale jednak nie. Niemniej, dwie sprawy nie przestają mnie nurtować: jak można zamknąć dziecko w puszce i używać w charakterze kamizelki kuloodpornej oraz czy każda kelnerka zamienia się w komandosa, jak tylko zobaczy magazyn broni? Widzicie? Już nawet nie bardzo jest się czego przyczepić, bo nic się tu nie dzieje. Nawet film o facecie w łódce był ciekawszy niż komiks o facecie, który idzie. Zastanawiałem się nad podniesieniem oceny za mniejszą zawartość chłamu, ale to jednak nie jest pozytywna odmiana, tylko obowiązek scenarzysty, więc bonusu nie będzie. Nadal 3/10.
CrissCross:
Niestety porażka. Rysunki coraz mniej mi się podobają. Ale to jeszcze nic. Fajnie, że po MC Bishop stał się znowu w miarę ciekawą postacią. Szkoda tylko, że Swierczynski nie zapoznał się z nim, zanim zaczął pisać. Najpierw okazało się, że Lucas magazynuje także energię kinetyczną. A teraz jeszcze można mu wpakować w plecy kilka zwykłych pocisków i nic mu nie będzie. Na dodatek nie wiem, czy mam rozumieć, że teraz jest też telekinetą? Bo to łamanie/wyrywanie kości nie wyglądało jak zwykły strzał energetyczny. Nie tak dawno temu Carey zrobił z Sinistera jednego z najpotężniejszych telepatów na świecie. Ciekawe, jak skończy Bishop. Może zostanie bogiem...
MadMarty:
Eh... Liczyłem, że coś się wyjaśni, zakończy. Tym czasem dostajemy tasiemiec, który nie niesie ze sobą żadnych konsekwencji dla universum, bo główny bohater po prostu idzie. Kojarzy mi się to z Randallem streszczającym Trylogię Tolkiena w "Clerks 2".
Albo z Apocalypto. Tam też cały film biegali. Tylko tu jest mniej Gibsona...
owcaboski: miał być koniec ucieczki, jeden miał przeżyć, a tu mamy przenośny opancerzony kojec na dziecko, rysunki w stylu ślubnych portretów naszych dziadków i dalszą ucieczkę w przyszłość. Nuda i gniot, seria ssie, a nawet dobrze się zapowiadała...
Ocena: 2/10

Secret Invasion Frontline #1
Gil:
Jednocześnie jest to i nie jest typowy Frontline. Jest Ben, ale nie ma Sally. Są historie zwykłych śmiertelników z inwazją w tle, a jednak wydaja się jakieś inne - mniej spójne, a bardziej rozdrobnione, więc trudno wyczuć jakąś jednolitą atmosferę wydarzeń. Kolejne opowiastki są mniej lub bardziej proste. Trudno spodziewać się zaskoczenia w wątku córeczki i tatusia, a sponiewierany taksówkarz chyba też wielu atrakcji nam nie dostarczy, więc naturalnie trzeba się skupić na wątku pani doktor, gdzie jeden ze świecącymi oczami już się pojawił. Reed dobrze prowadzi postacie, więc mam nadzieję, że mylę się co do wątków, czego sobie i Wam życzę. Na dodatek rysunki też mi jakoś nie podchodzą, bo równają bardziej w stronę SI:RYA niż innych serii. Na początek dam 6/10 z nadzieją na więcej.
Krzycer:
Dobre! Komiks w klimatach filmu katastroficznego. A że Skrullowie to zagrożenie dla superbohaterów, ale dla zwykłych ludzi - katastrofa, właśnie to zapowiada się coś bardzo fajnego.
Żeby tylko Reed nie poszedł za bardzo w kierunku Wojny Światów w wydaniu Spielberga... (martwi mnie ten chcący się rozwieść ojciec z córką...)


avalonpulse0051f.jpgPatsy Walker - Hellcat #1
Gil:
Teraz was zaskoczę: oto mój komiks tygodnia. Sam jestem zaskoczony i to ogromnie, bo Hellcat od zawsze była na mojej liście postaci do odstrzału, aż tu nagle pojawiła się pewna żona pewnego rysownika i zmieniła ją w Patsy Walker. Pewnie nie pamiętacie, że w latach '50. Patsy miała swój własny komiks, traktujący o modelkach i dziewczyńskich sprawach. Później zamienili ją w kiepski żart na temat Catwoman ze zboczeniem w kierunku new-age'owego okultyzmu i ubili, a najgorsze było to, że ją wrócili do życia. I plątała się tak biedaczka gdzieś w tle, aż Kathryn Immonen naprawdę oddała ją światu. Patsy jest gadatliwa, impulsywna, nierozważna i nieco głupiutka, w bardzo słodki sposób. Ma śmiesznego sąsiada, nazywa Starka Irenką, rzuca kuflami w alaskańskich autochtonów i roznosi demoniczne misiofery. Na dodatek, rysunki Davida Lafuente nadają całości niesamowity klimat shojo, a całość składa się na komiks, jakiego w Marvelu nie było i brakowało. Ogromne, bardzo pozytywne zaskoczenie, punktowane na 8/10.
Demogorgon: Jak długo Stuart trzymał żonę w ukryciu przed światem i dlaczego? Oby jak najdłużej zabawiła w Marvelu, bo jej komiks to naprawdę świetna robota! Dowcipny, intrygujący, ze wspaniałą główną bohaterką - świetne. Pierwsze wrażenie jest tak dobre, że przy dwóch słabszych numerach moich ulubionych scenarzystów zasługuje na wyróżnienie - niech będzie to 8/10, sorry Warren.
Krzycer: A
j. Po następny numer to już raczej nie sięgnę. Choćby nie wiem, jakiej intrygi pani Immonenowa nie wymyśliła, jej zachowująca się jak różowa nastolatka bohaterka odrzuca mnie od tego tytułu.

Squadron Supreme vol. 3 #1
Gil:
Taaak… No więc, ten Chaykin… On to jednak pisze tak, jak rysuje. Kiepsko. W przeciwieństwie do innych kiepskości, ta polega jednak głównie na bolesnej słabości fabuły. Wiadomo, że Squadron od początku był trochę kpiną z konkurencyjnego uniwersum i mając tę świadomość nie sposób było nie docenić tego, co zrobił z nim Straczynski, ale wraz z nim, zniknęło wszystko, co dobre w tym pomyśle. Jakby mało było wariacji na temat bohaterów konkurencji, Chaykin postanowił dodać zrzynki z własnego podwórka. Oznacza to ni mniej, ni więcej, jak bieganie za własnym ogonem i serwowanie kolejny raz tych samych postaci, tylko inaczej. I nawet by mi to nie przeszkadzało, gdyby było uzasadnione, ale tutaj jest po prostu wciśnięte. W dodatku zupełnie nie pasuje mi tu Ultimate Fury i rola, w jakiej go obsadzono. Rysunki średniej jakości, więc nic mnie tu nie trzyma. Ale może komuś się spodoba, więc nie ocenię zbyt surowo - tak na 4/10.
Demogorgon: Po pierwsze - To w końcu jest Squadron Supreme 2, czy Squadron Supreme vol. 3, bo się zacząłem gubić? Po drugie - tego komiksu nie było, to halucynacja, zjadłem coś i mam omamy wzrokowe. No ja po prostu nie wierzę, że można było napisać słaby komiks w Supremeverse. Tam nawet Way dał sobie radę, a Loeb nie był w połowie taki durny, jak w Ultimates. Nie wierzę, koniec i kropka. Udawajmy, że tego chłamu nie wydano, okej?



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:


avalonpulse0051a.jpgDark Tower: The Long Road Home #5

Autor: Lee Bermejo

Hotaru: Ostatni numer drugiej miniserii Dark Tower doczekał się aż trzech okładek, z czego każda stanowi małe dzieło sztuki. Ja wybrałem tę autorstwa Lee Bermenjo. Nie tylko jest to bardzo porządny, pełen detali szkic, ale i świetnie oddaje klimat Mrocznej Wieży - rewolwerowiec na pierwszym planie, śmierć na drugim, a w tle kurzawa i sylwetka budowli będącej neksusem wszystkich rzeczywistości. Zaostrza apetyt.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.07.02


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_ORedaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.