Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #50 (30.06.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 30 czerwca 2008 Numer: 25/2008 (50)


Z okazji jubileuszu Pulsa, Marvel przeprowadził akcję "25 Komiksów Na 50 numer Avalon Pulse". No bo nie mógł to być przypadek. ;) Komiksów multum, więc sprawdźcie, po które warto sięgnąć, a które lepiej omijać.
Jednocześnie przypominamy, że ciągle można zdobyć cenne nagrody w naszym avalonowym konkursie urodzinowym.



Avengers - The Initiative #14 avalonpulse0050c.jpg
Gil: Poszło to w raczej niespodziewanym kierunku, bo chociaż większa rola 3D-Triathlona była zapowiadana, to jednak spodziewałem się większego udziału Skrullowjacketa w pierwszej fazie. Tak czy inaczej, facet ma swój tydzień, a początek numeru należy do niego, przy czym wyjaśnia się kilka zagadek serii. Większą rolę odgrywa jednak Crusader i jego dylematy, kulinarne wariacje oraz sposób załatwienia Delroya w końcówce. Tylko te jego przemyślenia wolałbym dostać w formie boxów, a nie chmurek. Hawajska grupa okazuje się całkiem ciekawa. Nowe postacie plus całkiem tu nie pasujący Devilslayer jakoś fajnie współgrają, a ich rola wygląda na nieocenioną. W kontekście tego tygodnia będzie to jakieś 7.7/10.
Hotaru: Szczerze powiem, że nie wiem za bardzo, co sądzić o tym numerze. Nie jest zły, ale wśród natłoku innych tytułów w tym tygodniu zupełnie zanikł. To chyba najlepiej świadczy o tym, jaki jest przeciętny. Zapewne sprzeda się dobrze, bo to w końcu tie-in Inwazji, ale na nie odnajduję to niczego istotnego. Niektóre tytuły towarzyszące temu eventowi rozbudowują fabułę (SI: Runaways & Young Avengers), inne wręcz ją tworzą (Avengers), a mam wrażenie, że ten po prostu podłączył się do zgromadzenia, chociaż nie ma niczego do zaoferowania.
Undercik: Bardzo dobry numer, fabuła, rysunki itd. Trzyma poziom SI. Trukawki z ogórasami, Skrullowie, Hawaje, Skrullowie. Mimo, że nie czytam Inicjatywy, to nie pogubiłem się przesadnie, czytając ten komiks. Ocena 8+/10
owcaboski: Komiks po części mógłby być przedłużeniem historii z MA #15, gdyż dużo w nim było skrullowatego Pyma (scena z Crusardem w stołówce - spadłem z krzesła ze śmiechu).
Po części, bo jego większość opowiadała już o innych aspektach inwazji, opowiadała bardzo ciekawie, jednakże ta seria w odróżnieniu do innych ongoingów z "Avengers" w nazwie zdaje się dziać bliżej teraźniejszej sytuacji w Inwazji. Powrót 3-D Mana do Camp Hammond - jeśli jego gogle mówią prawdę, to Inicjatywa ma poważny problem... Rysunki poprawne.
Ocena 8/10

Angel Revelations #2
Gil: Robi się nieco ciekawiej. Nie tyle ze względu na szkolne perypetie młodego Warrena (to chyba koledż, ale czy on nie powinien być młodszy?), co na sceny poboczne. Te co prawda nadal nie wyglądają, jakby zmierzały do czegoś konkretnego, ale są dosyć wymowne i na swój sposób odważne. Cóż, pewnie nic się nie wyjaśni do numeru ostatniego lub przedostatniego, ale poczytać można, bo to nie boli. Gorzej z rysunkami, które w miarę sprawdzają się tylko w scenach mrocznych i równie abstrakcyjnych, jak kreska. Ogólnie, takie coś na 6.0/10.
Krzycer:
No dobra, przyzwyczailiśmy się do kreski, pora skupić się na fabule. A tu zawód - nie ma morderczego egzorcysty z poprzedniego numeru... Dostajemy za to księdza pedofila i tajemniczego chłystka, który twierdzi że wie, co się dzieje z Warrenem.
Swoją drogą wyciągał jego listy z kosza, lepił w całość i czytał, więc równo pod sufitem to on nie ma...
Tak czy inaczej czegoś mi w tym numerze zabrakło. Morderczego egzorcysty najprawdopodobniej.


Avengers Fairy Tales
#3

Gil: Trzeba było trochę poczekać, ale to zdecydowanie najlepsza jak dotąd ze wszystkich bohaterskich bajek. Raz, że Alicja w Krainie Czarów to absolutny klasyk i w dodatku jeden z moich ulubionych, dwa, że Cebulski sięgnął po Young Avengers i doskonale dopasował ich do tej opowieści, okraszając całość oryginałami. W kwestii stylizacji, mamy tu jazdę po bandzie, a na dodatek nie brakuje dobrych dialogów. Plus, rysunki Miyazawy wyglądają tu dużo lepiej niż w SI:RYA, a design Cassie jako Alicji jest wyjątkowo kawaii. Szczerze polecam i wystawiam całkowicie oderwaną od innych ocen ósemkę.


avalonpulse0050d.jpg Daredevil vol. 2 #108
Gil: W tym odcinku Dakota North feat. Daredevil główna bohaterka, świetnie prowadzona przez Ruckę, znajduje gościa, który zrobił jej kuku i dowiaduje się kilku ciekawych rzeczy, udzielając mu lekcji pokory. Jej support, pisany przez Brubakera, daje sobie przywalić z dyńki, bo facet, któremu chce pomóc, woli krzesełko na prąd niż cokolwiek, co może mu zrobić tajemniczy ktoś. Bardziej przypomina to typowy kryminał niż superhero, tym bardziej, że czerwony z różkami pojawia się w aż jednej scenie. Jak dla mnie przypomina go nieco za bardzo, więc będzie 6.5/10.
Krzycer: Matt Murdock na tropie dostaje z bańki od poszkodowanego, któremu chce pomóc. Poszkodowany nie chce pomocy. Kogo boi się na tyle, żeby bez szemrania siąść na krześle? Czy ma z tym coś wspólnego tajemniczy pan Rzeź? W międzyczasie Dakota North rewanżuje się za łomot z poprzedniego numeru i odkrywa, że w sprawę zamieszani są federalni. Jest dobrze. Jest bardzo dobrze. Historia się nakręca, tajemnice mnożą, czas ucieka... Bru w formie. A może to zasługa team-upu z Rucką?
hitano:
Bru scenarzystą tygodnia. Tym razem Matt w roli zbyt chętnego adwokata do pomocy. Widać przestępcy nie cierpią natrętów, bo w numerze każdy dostaje po pysku. Miło, ze Dakota znowu się pojawia i próbuje pomóc Mattowi w zagadce. No i motyw z doskoczeniem do gościa, który ją sprał, świetny. Widać, że Bru, Rucka i Lark już ze sobą współpracowali, bo numer wypada świetnie. 10/10 i bezapelacyjny numer tygodnia!

Captain America vol. 5 #39
Gil: Akcja wprawdzie przyspiesza nieco, ale nadal nie ma jej wiele. Wejście Kapitana Podróby z początku i obicie Sin przez Sharon to właściwie wszystko, a kulminacją tego wszystkiego wydaje się być użycie przez tą ostatnią słowa na B, które brzmi "bijacz". Tymczasem Captain Puerto Rico (jak ktoś słusznie zauważył zbieżność nowego designu kostiumu z flagą tego państwa) sobie chodzi, słucha debat politycznych i daje się wciągnąć w pułapkę. Pozostaje liczyć, że w następnym numerze będzie w końcu ta wyczekiwana konfrontacja. Ocena: 7.5/10.
Krzycer:
Kolejna cegiełka do trejda. Przynajmniej akcja przyspiesza - konserwa wchodzi na scenę, media szaleją, senator zbiera punkty, Sharon się uwalnia i pokazuje Sin, kto tu rządzi (nareszcie ktoś to zrobił...). Wszystko fajnie, ale w całym tym zamieszaniu Kapitan Bucky jest gdzieś w tle i niczego specjalnego nie robi... Oprócz wpadnięcia w pułapkę, która stawia go naprzeciwko Kapitana Konserwy. I tu niestety dostajemy cliffhanger... ale następny numer zapowiada się pysznie!

Fantastic Four #558
avalonpulse0050e.jpg
Gil: Podstawowe pytanie: gdzie my jesteśmy? Dodatkowe: kiedy? Rzeczy, które Millar tu sobie wypisuje nijak mają się do czegokolwiek, co dzieje się w pozostałej części uniwersum. Jedynym rozsądnym założeniem jest przyjąć, że to dzieje się w tym alternatywnym świecie, z którego wzięła się ostatnia historia w Wolverine, a który być może powstał za sprawą wydarzeń w 1985. Jeśli to nie to... wybacz Millar, ale lecisz Austenem. Obecność jakże tajemniczej grupy, która w zaskakujący sposób stoi za wszystkim, co się działo ostatnio, jest mocno naciągana - zwłaszcza, że wyrządzają więcej szkód, niż armia Skrullów. Motyw z Valerią jest dość zaskakujący, ale właściwie wyciągnięty z kapelusza, a jej tajemnicza niania wydaje się wprost nieprawdopodobnie podobna do Sue, która podobno ma tu zejść.
Może jest lepiej niż poprzednio, ale wciąż nie ma czym się zachwycać i ocena może być najwyżej 5.3/10.
Hotaru: Jako komiks osadzony w continuity, run Millara i Hitcha jak na razie jest wybitnie rozczarowujący. Jednak wystarczy przestawić myślenie na to, że scenarzysta tworzy swoje własne uniwersum i nagle wszystko łatwiej jest przełknąć. Od razu idzie docenić Hitcha, który stworzył tu kilka naprawdę imponujących rysunków, przyklasnąć kilku fajnym tekstom napisanym przez Millara i... zastanowić się, jakie istnieje powiązanie z 1985 i Wolverine.
Krzycer: No i mamy kolejny odcinek telenoweli od Millara. O ile dotąd nawet lubiłem Psionics, to to, że należy do jakiejś grupy/rodziny z alternatywnej przyszłości/rzeczywistości ostudza mój zapał, ale może jeszcze coś dobrego z tego wyjdzie...
Zrobienie z Valerii świętej Ali (Alii?) od noża... to może być strzał w dziesiątkę albo kompletna porażka, jeszcze się nie zdecydowałem.
A co do niańki... historia nazywa się "śmierć Invisible Woman" przez co obawiam się, że tu również mamy do czynienia z odpowiednikiem Sue z alternatywnej przyszłości/rzeczywistości...


Hulk vol. 2 #4

Gil: Początek zaskakująco zabawny - Krasnyj Hulek pokonuje marvelowy szczyt bezczelności. Później robi się coraz gorzej i gorzej... O ile początek bijatyki z Sałatą jeszcze jakoś wygląda, to szybko cała akcja pogrąża się w odmętach absurdu, którego apogeum jest przeniesienie wszystkiego na pylon mostu brooklyńskiego. Skąd i po co znalazł się tam Thor, wolę nie pytać (bo i tak wiem, że magiczne słowa to "boost sales"). Na dokładkę mamy ciężko myślącego Antosia i kolejne - tym razem zupełnie wprost - wskazanie na Samsona. Kto by pomyślał...? Oceńmy to na 4.0/10.
kid777: Loeb nie być w formie. On sugerować, że Samson być czerwony Hulk. A Samson być fajny u Ellis. I znowu robić z zielony Hulk półdebil. I kazać czerwony Hulk atakować Watchera. I angażować Thora...
...pomijając głupotę Loeba, to jako czytacz nie jest beznadziejne, rysunki też mogą być... ale i tak brak sensu zaważy na ocenie 4/10

avalonpulse0050f.jpg Immortal Iron Fist #16
Gil: Nareszcie Fraction napisał coś, co naprawdę mi się podoba. Udało mu się stworzyć niesamowity klimat, który utrzymuje się od okładki, po dym z gasnącej świecy. Danny oderwał się nieco od rzeczywistości i w pogoni za uporządkowaniem swojego życia, zapomniał o własnych urodzinach. Zbieżność z odkryciem, którego dokonał właśnie tego dnia, jest wyczuwalnie przytłaczająca. No i sam pomysł, że Ajronfistowie (Ajronfiści?) umierają w wieku 33 lat, jest dość odważny. Czyżby Iron Fistami byli Jezus, Aleksander Wielki i Kurt Cobain? Do tego mamy kilka ciekawych dialogów i nowatorskich pomysłów oraz jak zwykle powalający występ Nieśmiertelnych Broni (Bride jest niesamowita!). Plus gościnny występ Bru i Fractiona na jednym panelu. Miejmy tylko nadzieję, że jak przyjdzie Świerczyński, nie zarżnie wszystkiego tak jak Cable'a. Póki co, daje nam to 8.0/10.
CrissCross:
Lepszy od poprzedniego numeru. Ogólnie sprowadziło się do tego, że Danny mówi, co robi z kasą, gada z immortal weapons i na końcu odkrywa, że wszyscy posiadacze mocy Iron Fista umierają w wieku 33 lat, no i nagle wchodzi tort z cudną liczbą 33. Kto by się tego spodziewał? Ale Danny zapomniał, że w Marvelu jest wieczna młodość, u innych postaci nie widać siwych włosów, ot, tak np. Spider-Man, huśta się od około 40 lat na swoich pajęczynach, dodając jego wiek, kedy otrzymał moc, hmm, nieźle jak na około 60-latka. Dlatego Danny nie martw się, nigdzie nie jest napisane, że żyje się równo 33 lata, te twoje urodziny to jeszcze nie kataklizm.

Marvel 1985
#2

Gil: Jestem już niemal pewien, że Millar obiecanej flaszki nie dostanie. Z prostej przyczyny - nic się tu nie dzieje. Tak, widziałem sparring Hulka z Juggym i wejście Electro oraz Sandmana, ale nadal twierdzę, że nic się nie dzieje. Przy okazji, ten Hulk jest dziwnie inteligentny, co kojarzy mi się z innym tegotygodniowym komiksem. To, co robi łepek, też zakwalifikuję pod "nic", bo chyba nikt się nie spodziewał, że jak zacznie opowiadać, co zobaczył, to ktokolwiek mu uwierzy. Zwłaszcza ojciec, który ma już najlepszego kumpla w psychiatryku. Innymi słowy - wszystko, co się dzieje, jest przewidywalne, a poza tym nie dzieje się nic. Dlatego ocena będzie na poziomie 4.1/10.
Hotaru: Drugi numer i na razie najlepszym punktem tego tytułu są rysunki Lee Edwardsa. Nie znaczy to, że wszystko pozostałe to słabizna, bo tak nie jest – po prostu ten pociąg jeszcze się nie rozpędził, chociaż tempo nabierania pędu wydaje się zwiększać. Czyta się przyjemnie i szybko, ale obietnica jeszcze pozostaje niespełniona. Mamy na to jeszcze kilka numerów.
Krzycer:
No proszę. Nikt dotąd nie zwracał uwagi na to, jak ten Hulk musi śmierdzieć. Cóż za nowinka.
Marne żarty na bok - numer przyzwoity. Atmosferę podkręcają wizyta tatusia u kumpla w psychiatryku i końcówka z Sandmanem (?) i Electro. W międzyczasie mały Toby nie robi niczego szczególnego, ale że to trzynastoletni szczyl, to możemy mu to wybaczyć.
Jest nieźle.


Mighty Avengers
#15
avalonpulse0050g.jpg
Gil: Jestem zaskoczony przede wszystkim faktem, że nawet spodobało mi się, co zrobił tutaj Romita młodszy. Bardziej przypomina mi to jego wczesne prace, niż ostatnie konstrukcje z klocków, ale podejrzewam, że sporo w tym zasługi inkerów. Cóż, ważne, że wyszło dobrze. Historyjka również jest dobra, nawet bardzo. Precyzyjnie umiejscawia podmianę Pyma, pokazuje jego słabości i metody działania Skrullów. Na dodatek, najważniejsze momenty zostały świetnie rozegrane - tak, by czytelnik spodziewał się, co się stanie, ale nie podejrzewał, jak i kiedy. Plusem są też sceny rytualne, które oprócz spojrzenia za kulisy dają nam wszystko, co potrzebne do stworzenia słownika skrullsko-angielskiego (to działa, bo fragmenty z NAv już sam sobie rozszyfrowałem). Kolejny dobry tie-in i dobra historia sama w sobie. Zasługuje na 8.1/10.
Hotaru: Wspomnę o nich na początku, aby mieć to z głowy: rysunki Romity Juniora są mniej szkaradne, niż zwykle. Ale nadal daleko im do porządnych. Co się tyczy fabuły... podobnie jak w New Avengers jesteśmy świadkami podmiany jednego z bohaterów i tego, jak zaczyna sypać piachu w trybiki ziemskiej machinerii. Wiem już, że dla mnie najlepszą częścią Inwazji będzie śledzenie tego, jak do niej doszło, bo sam atak Skrullów, który obserwujemy w głównej miniserii, jest średnio absorbujący.
kid777: Średnio przekonujące... Rytuał przemiany wyjaśnia, czemu tak trudno wykryć Skrulla, a podejście i podmiana Pyma w bardzo naiwny, ale i ludzki sposób, ot, kolejny kawałek układanki, z całkiem miłymi jrjr-owymi rysunkami. 6/10
owcaboski: Tutaj zaczyna się trochę nudnawo, w zeszłym miesiącu: jak załatwiliśmy Sentry'ego, w tym miesiącu: jak podmieniliśmy Pyma, za miesiąc: jak podmieniliśmy Elektrę... Trochę mnie ta konwencja nudzi i wydaje mi się, że seria zbacza ze swojego kursu, bo za dużo o Mighty Avengers w niej nie ma, a czytanie jej wymaga czytania Secret Invasion - tak, tak, w końcu to tie-in, ale na boga Skrullów, on ma "Avengers" w nazwie, a nie "Infiltration". Z drugiej strony, nie ma jak traktować o "Majtach", ani o "Niu", bo w końcu wszyscy siedzą w Savage Landzie, więc trudno tu stworzyć coś odkrywczego traktującego o MA. Mighty Avengers jest ważnym tie-inem, ale nie koniecznym do zrozumienia Secret Invasion.

Ms Marvel vol. 2 #28

Gil: Ludzie narzekają, że rozwałka i nic więcej. Zapytam więc ludzi, czy oprócz oglądania rozwałki czytali wewnętrzny monolog Karolki? Przedstawiła tam jasno sobie i nam, że to jest cholerna wojna, a na wojnie się walczy - nie gada. Właśnie dlatego bardzo podobał mi się ten numer. Jest przepełniony akcją z nagłymi zwrotami i niespodziankami. Zmusza bohaterkę do działań szybkich i nie bardzo przemyślanych, a potem do zmierzenia się z konsekwencjami. Bardzo dobrze pokazuje reakcje skołowanych obywateli, a jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to całkowity brak innych herosów - chyba, że założymy sobie, że zanim dotarła z Savage Landu do NYC, zdążyli już się rozproszyć. Dodatkowym plusem są rysunki - zwłaszcza uśmiechy Karolki, ktore są wprost cudowne i zawsze odpowiednie do sytuacji. Jeszcze jeden mocny tie-in, który w kontekście dostanie 7.9/10.
Undercik:
Numer sprowadzający się do tego, że Ms. Marvel nawala się z Super-Skrullami, bum bam bem itd, Skrullowie zmieniają się w niewinnych ludzi i weź tu ich traf, skoro nie wiesz, które to cywile, a które to zieleniaki. Na szczęście znów się zmieniają w Skrullów i znów się nawalamy. Nie ma to jak skomplikowana fabuła.

Mythos: Captain America

Gil: Jak wszystko spod szyldu Mythos, także ta historia nie oferuje wiele więcej niż podrasowane spojrzenie na początki bohatera. Jest to opowieść dobrze znana i w przeciwieństwie do pozostałych zeszytów serii, przedstawiona trochę bardziej skrótowo, ale w większym przedziale czasu, co czyni ją przydatną dla potencjalnych nowych czytelników. Siłą tego wydawnictwa są co najmniej interesujące ilustracje, wymalowane przez Paolo Riverę, więc znacznie zawyżają one ocenę. Plus za wykorzystanie oryginalnego designu Kapitana - szkoda, że tylko na kilku panelach. Tak, czy inaczej: 5.9/10

avalonpulse0050h.jpg New Avengers #42
Gil: Kolejne spojrzenie za kulisy inwazji, rzucające nieco światła na sytuację Jessiki Drew i podszywającej się pod nią królowej Skrullów. Dostajemy tu ciekawy przegląd znajomych sytuacji z pierwszych numerów serii, aż do rozpoczęcia House of M, które widzimy w nowym świetle. Możemy ogarnąć rozmiar inwazji i przekonać się, że z najeźdźcami współpracują także ludzie, np. Viper. Otrzymujemy też kilka wskazówek co do udziału Skrullów w HoM i znowu zasadne stają się podejrzenia, że jedną z tajemniczych postaci w katedrze był Skrull. I nie marudzić mi tu, że podkopuje sens HoMa - jeśli w ogóle, to tylko trącili Wandę patykiem i pękła sama z siebie. Jest też kontynuacja tygodnia dobroci dla Skrulljacketa, a podczas spotkań Skrullów możemy zobaczyć kilka podejrzanych postaci, które dziwnie przypominają na przykład Misty Knight (a Danny z nią spał w tym tygodniu ), albo... Vanishera? Jest to więc wartościowy wkład w przedstawianie wątków pobocznych inwazji i jej konstrukcji jako całości. Wreszcie czuć jej rozmach. Za to należy się 8.2/10
Hotaru: Powtórka z mojego komentarza zamieszczonego przy Mighty, z tą różnicą, że jestem fanem talentu Cheunga. Wyobrażam sobie, że fani Spider-Woman muszą teraz masowo wymieniać zęby, po tym jak popękało im szkliwo z powodu szczękościsku. Mi to nie wadzi, a wręcz przeciwnie. Jestem ciekaw, jak Bendis wyjaśni zachowanie podszywającej się pod Jessicę Królowej, kiedy np. przyniosła Starkowi trupa Skrullectry. Dawno (nigdy?) nie czułem się tym tytułem tak zaintrygowany.
CrissCross:
Kolejna porcja wyjaśnień. Bardzo zjadliwa przy tym. Choć szczerze powiem, że czytanie kolejnych retrospekcji nieco zaczyna mnie nużyć. Wolałbym wiedzieć, co jest tu i teraz. No ale z drugiej strony, trzeba wiedzieć, co i jak.
owcaboski:
Ten tie-in swą formułą podobny jest do MA, ale historie w nim bardziej mnie ciekawią, a szczególnie ta z tego numeru. A to ze względu, że nie skupiają się na pojedynczych postaciach, a całych seriach wydarzeń. Jeśli seria dalej podtrzyma taką formułę, a historie będą ujawniały kolejne akty dlaczego i jak przygotowywana była SI, to ten crossover otrzyma ode mnie miano najlepiej przygotowanego i największego w ostatnich latach. Z każdym numerem dowiadujemy się, za co w ostatnich latach odpowiedzialni byli Skrullowie. Tu dowiadujemy się, że to dzięki ich działaniom powstali (niezamierzenie) New Avengers, mamy przesłanki, by sądzić, że maczali paluchy w House of M oraz Civil War. Jeśli okaże się to prawdą, SI okaże się największym wydarzeniem Marvela w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku. Ocena: 9/10

New Warriors vol. 4 #13

Gil: Po ostatnich dołach, niewielka - naprawdę tyci-tyci - zwyżka formy, spowodowana wprowadzeniem nowego pomysłu zdalnie sterowanych zbroi. Ich dobór jest interesujący, ale to właściwie jedyna interesująca rzecz w tym numerze. Dla odmiany, o absurd ociera się Night Thrasher udający Iron Mana - no, chyba, że w ten sposób Grevioux stara się rozegrać motyw "stajemy się tym, z czym walczymy". Szczerze, nie chce mi się tego sprawdzać, bo ta seria to nic więcej jak pojedyncze zrywy pomysłów, przeplatane potokami nudy. Ocena: 4.0/10.

Secret Invasion Runaways/Young Avengers #1
Gil: Bardzo, ale to bardzo nie lubię, jak coś jest narysowane w sposób japoński, a pokolorowane po amerykańsku, bo jedno z drugim się gryzie i efekt jest paskudny. Dlatego też rysunki tutaj są dla mnie straszne i wole się o nich nie wypowiadać więcej. Natomiast jeśli chodzi o fabułę, jest o wiele lepiej. Yost dobrze wykorzystał fakt, że YA i Runaways już się poznali, dzięki czemu Hulkling i Xavin stali się naturalnymi sprzymierzeńcami w zaistniałej sytuacji. Wspomniana sytuacja również jest pozytywnym zaskoczeniem, bo ujawnia istnienie planów i planów w planach, a także różnych frakcji wśród brzydkobrodych. Oprócz wymienionej dwójki, inni bohaterowie grają role drugoplanowe, ale myślę, że można się spodziewać zwarcia szeregów i wspólnej akcji ratunkowo-odwetowej. Tak więc, ignorując całkowicie paskudne rysunki, ocenię fabułę na 7.5/10
Hotaru: Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tym numerem. I to nawet pomimo koślawych rysunków. Bardzo zgrabnie wykorzystano nie tylko Secret Invasion, ale i wcześniejsze przygody obu drużyn, co się chwali. Miło wiedzieć, że istnieje skryba, dla którego continuity nie jest balastem, ale fundamentem do budowy fantastycznych konstrukcji. Chcę więcej i już żałuję, że tak mało numerów dostanę.
kid777: Miłe zaskoczenie. Po bezcelowym CW: Young Avengers/Runaways, spodziewałem się czegoś analogicznego, tymczasem jest inaczej. Ładne osadzenie w czasie, bijatyka na Manhattanie potraktowana jako tło wydarzeń, fabularnie też jest nieźle - nie wszyscy Skrullowie muszą być źli, skoro inwazja to dzieło fanatyków, tylko rysunki takie spider-man-loves-mary-jane-sowe... ale można się przyzwyczaić... (zwłaszcza, że pasują...). 8/10

Runaways 2 #
30
avalonpulse0050i.jpg
Gil: No cóż... Zapomniałem, o czym była ta historia, poza faktem podróży w czasie. Trochę mi się przypomniało w trakcie lektury, ale nie zmienia to faktu, że odbiór wiele stracił. Jakby tego było mało, wcześniej przeczytałem SI:RYA, więc zakończenia się domyśliłem i nie zrobiło na mnie wrażenia. Wydarzenia w numerze układają się w płynną całość i czyta się dobrze, jak już sobie człowiek to i owo przypomni, ale jednak długa przerwa jest nie do przeskoczenia. Whedon strzelił sobie samobója i tylko wydanie digestowe może tę historię uratować. Trudno ocenić to sprawiedliwie, ale niech będzie 6.1/10.
Hotaru: Po cichutku kończy się praca Whedona nad Uciekinierami. I całe szczęście. Wprawdzie scenarzysta tej klasy zdołał zgrabnie zamknąć większość wywołanych do tablicy wątków, ale to za mało, kiedy duch całej serii został zagubiony gdzieś po drodze. Mam nadzieję, że kiedyś go odnajdziemy.
Krzycer: No to koniec runu Whedona. Podsumujmy: wypad do NY, umowa z Kingpinem, wypad do 1907, chaos, chaos, chaos, "walka nigdy się nie kończy, zawsze cierpią dzieci", odpicowanie Nico i Chase'a, sprawienie paskudnego numeru Yorkesom, powrót do 2008, zamknięcie wszystkiego klamrą ze staruszką.
I o ile klamra dobra jest i części we współczesności (tak na początku, jak i w końcówce), nie ma co się czepiać to całe to zamieszanie w przeszłości... Może to natłok postaci, może dlatego, że to przeszłość, a przez to - nieistotne... ale czegoś tu brakowało, coś tam nie działało.
Szkoda. Może Whedon nie powinien był się brać za Uciekinierów, nie zawracałby sobie nimi głowy, AXM miałoby mniejsze opóźnienia... pomarzyć - dobra rzecz.
A przede wszystkim BKV nie powinien był opuszczać tytułu.
Ale "still standin'" Punisher mnie rozbawił.

Thor: Reign Of Blood
Gil: Ten one-shot jest właściwie kontynuacją poprzedniego, również autorstwa Fractiona. Historie utrzymane są w podobnym klimacie, co znaczy, że nadal oderwane są od wszelkich kanonów, a nasz ulubiony blondaś jest bucem, który pluje na kobiety i wyłazi z zamku tylko, żeby coś zarżnąć. Pierwsza opowieść traktuje o wyjątkowej naiwności pewnej lodowej olbrzymki, druga natomiast o rozbijaniu młotkiem góry kości. Pomijając fakt, że obie są właściwie o niczym, można jednak przeczytać je z pewną przyjemnością. Zwłaszcza na drugą z nich aż chce się patrzeć, bo Patrick Zircher jest tradycyjnie niesamowity i wyrobił się w potwornościach wszelakich. Tym razem podniosę ocenę rysunkami, a co! I tą oceną będzie 5.9/10.

Thunderbolts
#121

Gil: Na bok Skrullowie! Bohaterem tygodnia zostaje inny zielony! Chociaż... tak prawdę mówiąc, tym tytułem musi się podzielić. Bo zasługuje na niego wszędzie wzmocniony gamma Samson i Moonstone, która o tym musiała się boleśnie przekonać, a także Robbie, który znów włączył bąbelki. Zasługuje na niego także Songbird, która pokazała klasę i dopięła swego. A przede wszystkim, zasługuje na niego Bullseye, który rozwiązał wszystkie problemy w swoim stylu. No, ale jak zwykle, Norman zgarnął wszystkie zasługi, więc nie ma o czym dyskutować. Szkoda, że musimy już pożegnać tego psychopatę Ellisa, więc zróbmy to owacją na stojąco i miejmy nadzieję, że ciąg dalszy chociaż zbliży się do tego poziomu. Gdybym miał ocenić cały run Ellisa i Deodato, byłaby to mocna dziewiątka, ale ponieważ tego nie praktykujemy, za ten numer wystawiam 8.9/10.
kid77:
Dobre zakończenie bardzo dobrej historii. Ellis sprząta po sobie, ładnie "kończy" wątki. Rysunki tak jakby mniej staranne... ale ogląda się miło. Fabularnie nieźle, walki dobrze przedstawione, fajne teksty Normana, mały szantaż na koniec i kapitalne rozwiązanie problemu telepatow. I kuleczki Speedballa wróciły...
8/10


avalonpulse0050j.jpgShe-Hulk 2 #30
Gil: O, tego się nie spodziewałem. Coś mi musiało umknąć w zapowiedziach. Ale dzięki temu miałem przyjemną niespodziankę w postaci gościnnego występu Herculesa, który został tu niecnie wykorzystany i porzucony. Kolejnym zaskoczeniem było rozwinięcie wątku Brana. Całe szczęście, że nie próbowałem szukać nic na jego temat, bo bym sobie zepsuł zabawę. To bardzo dobrze, że w końcu pojawił się ktoś z celtyckiego panteonu, a rozegranie tego z użyciem Herca było świetnym posunięciem, bo oszczędziło nam zbędnego rozwlekania fabuły. Pozostaje natomiast zagadka, kto i czego chce od Shulkie, że aż wysługuje się do tego bogami? Wszystko fajnie, tylko ta końcówka z Monique jakaś taka zbyt zbiegookolicznościowa. Mały minus za rysunki, a zwłaszcza za to, jak Semeiks ilustruje przemiany Jazindy. W oczekiwaniu, aż w serii zrobi się jeszcze bardziej zielono, wystawiam 6.6/10.
Krzycer:
Wyjaśniła się tajemnica Brana. Tego, przyznaję, się nie spodziewałem - ale przynajmniej dzięki temu gościnny występ Herculesa jest jak najbardziej uzasadniony (i ładnie umieszczony w czasie).
Co prawda, poza tym niewiele się wyjaśnia, nadal wiemy tylko tyle, że za wszystkimi wydarzeniami stoją tajemniczy "oni", ale zawsze posuwa to akcję do przodu.
Przy czym zanim dowiemy się, kim są "oni", będziemy musieli uporać się z Inwazją - i X-Factor.
Zapowiada się niezła jazda.
No i oczywiście zostawiony na lodzie Herc z ostatniej strony powala
:)

Ultimate Spider-Man #123
Hotaru: Spodziewałem się czegoś więcej. Nie wiem, czy to tylko moje odczucie, ale odniosłem wrażenie, że Bendis po prostu powtórzył zabieg z wcześniejszego numeru: tam słuchaliśmy wynurzeń Shockera, a tu Brocka. Nie to, żeby były jakoś kiepsko opisane, ale dwa takie same motywy pod rząd sprawiają, że zaczynam się obawiać o kreatywność Bendisa i czy aby przypadkiem Ultimate Pająk mu się nie przejadł. Byłoby szkoda.

Krzycer: "...życie jest jak pudełko czekoladek..." Eddie siedzi na ławeczce w parku i opowiada przechodniom o swoim marnym losie, co jakiś czas zabijając głód.
Przyznam, że to fajny patent, ale mam nadzieję, że jednorazowy, bo jednak taka szarpana narracja to nie to, na co liczyłem przy Wojnie Symbiotów. No, ale to dopiero preludium.
W dalszym ciągu jest bardzo dobrze, oby tak dalej. Dodam również, że z każdym numerem Ultimate Pająka coraz bardziej ubóstwiam prace Immonena. Mimo to twarz, którą obdarzył Parkera, wciąż uważam za koszmarną.


Ultimates 3
#4

Gil: Przerwa między kolejnymi numerami sprawiła, że ten odebrałem jedynie jako garść skrawków, wrzuconych do jednego wora i przepuszczonych przez pralko-suszarkę. Innymi słowy: chaos okraszony bullshitem, marnujący wciąż ciekawe i atrakcyjne na swój sposób rysunki. Szczytem tego wszystkiego jest szumnie ogłoszone wyjaśnienie tajemnicy innego kształtu młota Thora. No i ten fantastyczny cliffhanger... Chyba nie chce mi się tego dłużej czytać. Nie będę też sztucznie podnosił oceny rysunkami, więc nota na dzisiaj to 2.0/10.
Hotaru: Wow, Loeb przebił tym numerem nie tylko Kirkmana i jego Ultimate X-Men, ale nawet Hudlina z jego Black Pantherem! Szkoda Madureiry, który musi marnować talent na taki crap. Więcej słów poświęconych temu ścierwu byłoby nadużyciem.

Uncanny X-Men
#499
avalonpulse0050k.jpg
Gil: Zamiast dwóch wielkich konfrontacji, dostajemy jedną sporą i wielkie nic. Sytuacja w San Francisco zostaje rozwiązana w kiepski sposób metodą: "oj, już mi lepiej, więc w nogi" i tylko fakt rekrutacji Martynique do Sisterhooda (btw: jaki jest żeński odpowiednik bractwa? siostrwo?) cokolwiek tu rusza naprzód. No, jest jeszcze zaskakujący zbieg okoliczności w postaci uratowania pani burmistrz przez Angela, ale o tym pewnie więcej będzie w następnym numerze. Dla odmiany, część rosyjska to wielkie bęcki z Omegą w roli głównej, które, jak dla mnie, zostały zilustrowane w nieco mało przejrzysty sposób. No i brak jakichkolwiek wymiernych skutków tego spotkania, więc pozostaje pytanie o cel. Ocena: 6.3/10.
Hotaru: Brubaker do domu! Jak zwykle, nic ciekawego nie zaserwował, cały ten arc, zarówno część z San Fran, jak i z Rosją, to materiał na pół numeru, a nie na... aż nie chce mi się sprawdzać, ile. Nawet Choi dał ciała w pierwszej połówce komiksu.
Kolejny, jubileuszowy numer Uncanny możemy już chyba spisać na straty.

CrissCross: Właściwie to takie całkiem przyzwoite. Bez rewelacji wprawdzie, ale jest ciekawie. Walka z Omegą bardzo dobrze napisana i narysowana. Natomiast intryguje mnie kostium (a właściwie rękaw) postaci ukrywającej się w cieniu na końcu numeru. Mam wrażenie, że już gdzieś coś takiego widziałem, ale nie wiem, gdzie. Może mi się tylko z kimś myli... Teraz czekam na wielki jubileusz.

Wolverine: Origins
#26

Gil: Jest takie słowo, które sprawi, że większość potencjalnych czytelników odsunie się od tego numeru z wyrazem odrazy. Słowo brzmi: Romulus. Nie pomoże zmiana rysownika na o_niebo_lepszego, ani fakt, że historia dzieciństwa Dakena nawet trzyma się kupy, chociaż jest przesadnie wystylizowana na grecką tragedię. Jeden włochaty, mięsisty i zawsze ukryty w cieniu przekozak znów rozwala wszystko.
Prawdę mówiąc, nie miałbym nic przeciwko, żeby taki Way wziął tego Romulusa i doprowadził historię z nim do szybkiego końca tylko po to, żeby już nas dłużej nie prześladowała. Niemniej, trzeba odnotować pewną zwyżkę formy i odzwierciedlić to oceną 3.5/10.

avalonpulse0050l.jpgX-Men Legacy #213
Gil: Panie Carey, toś pan pojechał! Ale o dziwo, cała ta jazda w jakiś perwersyjny sposób mi się podobała i to nawet bardzo. Wątki, ciągnące się latami, zostały zgrabnie dopasowane i domknięte, a rozwiązanie jest absolutnie zaskakujące. Teraz szczerze nie mogę się doczekać następnego numeru, bo zmiana jest naprawdę rewolucyjna i bardzo, bardzo chcę wiedzieć, co będzie dalej. Ogromny plus za wykorzystanie Shawa w taki, a nie inny sposób, bo od dłuższego czasu chciałem go zobaczyć po tej samej stronie co Iksów, choćby na krótko. Gambit też zrobił swoje i na pewno zrobi więcej, zważywszy na jego powiązania z Sinisterem. Innymi słowy, Mike Carey zafundował nam to, co wychodzi mu najlepiej, czyli historię mroczną, ocierającą się o psychozę i pełną rewolucyjnych zwrotów. Tak lubię i chcę więcej, a tymczasem dam 8.1/10.
Hotaru: Carey żyje! Mogę z ulgą odetchnąć i przyznać się, że jestem człowiekiem małej wiary, bo planowałem rzucić ten tytuł, jeśli ten numer okazałby się kiepski. Na szczęście jest dobrze. Może nie jest to szczególnie kreatywne, ale czyta się świetnie. A gdybym miał wybierać: Xavier lub Essex, wybrałbym tego drugiego. Obym się nie zawiódł!
CrissCross:
Xaviera znowu zastrzelili! I znowu wstał! Hurra... cieszmy się... Intryga opracowana przez Sinistera całkiem ciekawa. Zastanawia mnie taka kwestia. Dlaczego akurat Sinister umarł "na tyle", żeby się nie odrodzić w swoim normalnym ciele, a nie w momencie gdy, na przykład, niewiele z niego zostało po ataku Cyclopsa w finale "Inferno"? W każdym razie cliffhanger nader ciekawy.
owcaboski: Cztery postrzały Xaveira (w tym jeden w głowę) w ciągu ostatnich miesiący to zdecydowanie za dużo... Sinister powraca - to daje jakąś malutką nadzieję, że w przyszłych numerach będzie lepiej. Ciekawie od strony rysunkowej, ale tylko w retrospekcjach Xaviera.
Ocena: 5/10

Young Avengers Presents
#6

Gil: Finał serii przynosi nam drugą w tym tygodniu dobrą historię autorstwa Fractiona. Co prawda, początek jest mocno naciągany, zważywszy, że Kate i Clint spotkali się już w Fallen Son, ale rozwój wypadków wynagradza to. Motywy Bartona są jasne i dość dobrze przedstawione, chociaż trącą nieco rogersowatością, co zostaje zauważone również w historii. Działania Kate również są mniej lub bardziej prawidłowe, a jeśli przymkniemy oko na szczegóły, można stwierdzić, że zachowuje się całkiem naturalnie. Doliczając jeszcze specjalny plus za wzmiankę o Mythbusters, mogę uznać ten numer za jeden z dwóch najlepszych w serii i dać mu 7.2/10.

Hotaru: O dziwo, całkiem przyjemne czytadło. Drugi najlepszy numer tej miniserii po tym z Wiccanem i Speedem. Mam tylko nadzieję, że Heinberg zatwierdził te manewry pomiędzy Kate, Elim i Tommym i kiedy wreszcie wróci, by napisać prawowitą drugą serię Young Avengers, stworzy coś równie genialnego, jak ta pierwsza. Generalnie, mogliśmy się obyć bez tej całej miniserii, lecz Marvel miał chociaż na tyle przyzwoitości, by nie zniszczyć tych wspaniałych postaci – zadali im rany, ale podźwigną się z tego pod okiem sprawnego scenarzysty. Panie Heinberg, czekamy.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0050a.jpgImmortal Iron Fist #16

Autor:
David Aja

Gil: Wybrałem tę okładkę ze względu na jej funkcjonalność. Na pierwszy rzut oka jest bajecznie prosta: trochę rozrzuconych kwadratów w różnych kolorach, parę twarzy, jakieś napisy i dużo białego tła. Ale po lekturze okazuje się, że ta okładka mówi nam właściwie wszystko o zawartości. Są najważniejsze postacie, Danny jest oddzielony od reszty innym kolorem - melancholijną żółcią, kontrastującą z optymistyczną zielenią. A co najważniejsze, nagle okazuje się, że kwadraty układają się w jakże istotny numer 33. Świetny pomysł!



avalonpulse0050b.jpgNew Warriors vol. 4 #13

Autor:
Nic Klein

Lex: Zwróciłem uwagę na okładki Nica Kleina jakiś czas temu. Wyróżniają się spośród większości innych i po obejrzeniu kilku uznałem, że są w bardziej "europejskim" stylu. Okazało się, że to nie przypadek, bo pan Klein pochodzi z Niemiec (chociaż styl kojarzy mi się raczej z kilkoma francuskimi rysownikami). Nie wiem, czy New Warriors to dobry przydział dla tego artysty, ale stworzył świetną ilustrację. Świetnie przedstawiona groza sytuacji, przerażenie bohaterów i dopracowane detale - gdyby tylko historia w środku była lepsza...




Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.06.25


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_ORedaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.