Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #49 (23.06.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 23 czerwca 2008 Numer: 25/2008 (49)


Pierwszy letni Pulse już dostępny - ze szczególną dedykacją dla tych, którzy walczą jeszcze z sesją. Powodzenia!
A Ci, którzy już skończyli zmagania z nauką i delektują się błogimi wakacjami, mają zapewne czas, żeby zdobyć cenne nagrody w naszym avalonowym konkursie urodzinowym.



Amazing Spider-Man #563
avalonpulse0049c.jpg
Gil: Już okładka zdaje się krzyczeć: "nie czytaj tego, bo jest głupie", ale nie posłuchałem, bo przyzwyczajenie wzięło górę i chciałem zobaczyć, co tam Pająk wyrabia. No i okazało się, że pod tą okładką kryje się najgorszy numer od początku BND. Jest... Nie, może lepiej powiem, jaki nie jest: interesujący w jakimkolwiek stopniu, ciekawy, zabawny, dobrze i logicznie skonstruowany. Właściwie, możecie sami sobie go opisać, biorąc jakikolwiek pozytywny epitet i stawiając przed nim "nie". Nie da się tego opisać inaczej jak oksymoronem: Gale osiągnął szczyt dna. Albo można wyrzucić "oksy" i zostawić końcówkę, która zdaje się wiele mówić o autorze.
Rysunki wciąż jakby poniżej poziomu artysty, więc tym razem nie będę już łaskawy i dam 3/10.
Mute:
Dobrze, że zrezygnowałem z Pająka przy rozpoczęciu Brand New Day... Ot, kolejny odcinek z cyklu telenowel, przy których należy szybko zmienić kanał. Historia w tym numerze jest prosta, naiwna i nawet dialogi jej nie ratują. Pomysł, by tylko nastraszyć kolesia za pomocą lunaparku był już beznadziejny, a Ox zgłaszający się na ochotnika, by pójść do więzienia - to już było głupie. Na dodatek zapowiedź historii, w której główną rolę odegra magiczna zupa cioci May z pieprzem...
Gdzie się podział prawdziwy Spider-Man z porządnymi historiami, kiedy dowiemy się, że to wszystko to tylko magiczna sztuczka Skrulliów i kiedy to wszystko w końcu wróci do normy???

Krzycer:
Syf. Nie zrozumcie mnie źle - obstawianie walk superbohaterów to fajny pomysł, relacja ojca z synem też spoko, nawet Ox dotrzymujący danego słowa wypada nieźle - ale to wszystko jest jakoś zupełnie niestrawnie podane, co drugi tekst jest wymuszonym dowcipem, a większość pozostałych jest po prostu sztuczna... I przez to ten numer jest porażką.
A interludium z magiczną zupą paprykową cioci May sprawia, że już obawiam się kolejnych odcinków...


American Dream #4

Demogorgon: No, wreszcie jakiś komiks trafił w moje łapki na tyle szybko, żebym mógł opisać opinie w Pulsie. Jest nieźle, nie ma syndromu przedostatniego numeru, a Silikong rozłożył mnie parę razy swoimi tekstami. I tyle, fajnie się to czytało, ale bez większych wrażen. 6/10

Guardians Of The Galaxy vol. 2 #2

Gil: Seria nabiera nie tylko tempa, ale także charakteru, który nadają unikalne komentarze postaci z video-logów. Z lodowca nie wyszedł na szczęście Kapitan, tylko Major, co obok oddechu wytchnienia przyniosło także obiecane przez autorów nawiązanie do oryginalnej grupy GoG, ale także do historii Avengers. Naturalnie, postać z innego czasu, a może nawet wszechświata, jeśli zostanie przyjęta do drużyny, stanie się naturalnym podejrzanym w kwestii zdrady, ale to tylko podbuduje napięcie. Interesująco rozwija się też wątek Uniwersalnego Kościoła Prawdy, a wizyta w Sferze Dysona jest apogeum sajnsfikszynowości serii - jak na razie przynajmniej.
To wszystko plus Cosmo, rosnący Groot i jak zawsze kradnąca wszystko Mantis dają numerowi bardzo mocną 7/10 na granicy z ósemką (za co można winić Pelletiera).
Demogorgon: Seria się rozkręca. Cudne poczucie humoru autorów daje o sobie znać w wykonaniu Cosmo i Rocket Racoona, akcja daje o sobie znać w wykonaniu całej reszty, a tajemnica daje o sobie znać, gdy pojawia się Vance Astro. Szkoda tylko, że nie zachowuje się tak, jak ten z Paradise X, ale może dojdzie do siebie. Drax dostał się w krąg podejrzeń w związku z tym, co Guardiansi zaczną robić za dwa miesiące. A tymczasem ja wystawiam mocarne 8/10

avalonpulse0049d.jpgIncredible Hercules #118
Gil: Boski, naprawdę boski numer. I nie mam tu na myśli tylko ilości bóstw na centymetr kwadratowy papieru. Wyprawa God Squadu, by skopać boskie zielone tyłki wyszła daleko poza granice Inwazji i prawie poza granice pojmowania zwykłych śmiertelników. Wyprawa w głąb Dreamtime'u zaczyna przypominać psychodeliczno-filozoficzny trip, w którym niczego nie można się spodziewać. Pak świetnie buduje interakcje między bogami i bardzo dobrze wplata w to Amadeusa, a dodatkowego plusa dostanie za idealne wykorzystanie Nightmare. No i nie można zapomnieć o gwieździe numeru, czyli Kirbym (skrót od Kerberosa), który dzielnie wypełnia rolę protektora, by w finale stać się podejrzanym. To, w połączeniu z nieco lepszymi rysunkami i rozbrajającą stroną recapową sprawia, że Herc dostaje tytuł numeru tygodnia z oceną 8/10.
Demogorgon: Świetne. Spotkanie z Nightmarem i pretekst do ukazania lęków naszych bohaterów wypadły świetnie. Najbardziej podobał mi się obiekt strachu Atuma - no bo czego innego mógłby bać się taki twardziel? Moze jeszcze Infinity, ale Eternity jest bardziej na miejscu. Poza tym parę razy umarłem ze śmiechu - choćby gdy wśród największych koszmarów dostrzegłem jakiegoś urzędnika - ciekawe z czyjej głowy wyszedł? A Herc dokuczający Bogożercy powalił mnie na kolana. Ja chcę więcej! 8/10
Gamart: Ta seria zdecydowanie dostała kopa, gdy zmienił się główny bohater. Cały zespół jest naprawdę pocieszny, tak jak i jego gwiazda, czyli Hercules. Cała sytuacja z Nightmare bardzo logiczna jak na tę postać. Niezła zmyłka z Mikaboshim, świetne pojedyńcze sceny z Herculesem, których humor jest na najwyższym poziomie, a to wszystko przeplatane poważniejszymi momentami, Cho i znowu Skrullami. O, i świetna końcówka. Do tego rysunkowa świetne.
Soundtrack: U2 - Original of the Species

Krzycer: Jak na razie najlepszy tie-in do inwazji. Spotkanie z Nightmarem nie przebiega do końca tak, jak miało. Miło, że sytuację ratuje jeden z podejrzanych członków drużyny, rzucający haiku na lewo i prawo i znający kage bunshin no jutsu (musiał oglądać Naruto ;) ) Mikaboshi.
A do tego otrzymujemy wgląd w to, co spotyka pokonane przez Skrullów bóstwa, dowiadujemy się, kto się czego boi, w drużynie rozkwita nowy związek, a kojocik dostaje fajne imię i błyska ostrzegawczo zielonymi ślepiami...
No i Herc po bratersku drażniący Bogożercę - urocze :)

hitano: Pak i Van Lente piszą najlepszy Tie-In do SI. God Squad przeżywa oczywiście swoje perypetie. Wizyta u Nightmare nie jest taka, jaka miała być. Poza tym Nightmare wykazuje, iż nawet nasz bohaterski Herc czy genialny Cho mogą się czegoś bać. A już myślałem, że to niemożliwe xD Zawiązuje się nam też jakiś malutki romansik. Choć za najlepszy motyw uważam przypisywanie, kogo współtowarzysze z drużyny przypominają Hercowi i tekst "But tell me, Hercules, what about young Cho?" I odpowiedź "... No idea". Kojocik dostaje w końcu wypaśne imię no i oczka też mu się świecą. Rysunki Rafy nadal trzymają poziom. Gość idzie do góry w moim rankingu rysowników jak burza. 10/10 za to, że w jednym numerze dostaliśmy tak dużo fajnych rzeczy od Paka.

Iron Man vol. 4 #30

Gil: Ten numer jest płynnym przejściem od fazy wstępu do zasadniczego rozwinięcia historii. Poznajemy dalsze losy (nie aż tak) złego terrorysty, które okazują się być całkiem ciekawe, chociaż mają kilka typowych dla takich historii elementów. Antonio musi zdecydować się na pewne kroki, które doprowadzają do dość dziwnego rozstrzygnięcia z udziałem Paladina. Może się ono nie podobać, ale nie można zarzucać, że nie zostało odpowiednio wyjaśnione. Poza tym, rozwija się wątek, wskazywany jako główniejszy w tej opowieści, czyli Overkill ewoluuje od Horna do Minda. Mam wrażenie, że już widziałem podobne rozwiązania, ale nie będę narzekał, póki nie zobaczę, do czego to doprowadzi. Tym razem będzie 6/10.

Secret Invasion: Fantastic Four
#2
avalonpulse0049e.jpg
Gil: Największą zaletą tej historii jest to, że nie poszła torami, na które wszystko wskazywało. Zamiast zwykłej nawalanki z Lyją, Johnny robi coś jednocześnie bardzo dla siebie typowego i niespodziewanego. Fajnie to rozegrano i jest zdecydowanie lepszą częścią historii. Gorzej wygląda wątek z Thingiem i dzieciakami, a zwłaszcza wyjęcie z kapelusza zbroi bojowej dla małolatów. Co to w ogóle za pomysł jest? Nie dziwię się, że Sue zrypała Reeda za coś takiego, ale teraz powinna jeszcze zrypać Roberto. No i zostaje nam zapowiedź wielkiego finału w więzieniu 42. Plan jest na pierwszy rzut oka naciągany, ale jeśli przypomnimy sobie, że Skrullowie rozwalili całą technologię Starka, a Lyja zepsuła centralny portal, to rzeczywiście potrzeba kogoś, kto mógłby to naprawić. Stawiam na Mad Thinkera. Mimo kilku zgrzytów czyta się całkiem fajnie, więc na mocne 6/10, ocierające się o 7, zasługuje.
Krzycer: N
a plus: jest fajnie. Na minus: dzieciaki w zbroi bojowej. Na plus: Johnny nawet w takich warunkach pozostaje sobą i gania za spódniczką. Na minus: już wiemy, że będzie go to kosztowało... choć to akurat nie taki wielki minus. Na plus: za sugestią szczyla pójdą szukać więzienia 42. Na minus: po kiego grzyba chcą kogokolwiek stamtąd uwalniać? Przecież są zarejestrowani, w wiezieniu jest portal, a logicznym rozwiązaniem byłby powrót na Ziemię i odnalezienie Reeda, żeby wszystko naprawił, nie zaś wpuszczanie do Baxtera jakiegoś mądrego złoczyńcy, by im pomógł... Porażka.
My, czytelnicy, wiemy, że więzienie opanowali więźniowie - ale bohaterowie komiksu nie. Więc skąd takie kosmiczne pomysły?

CrissCross: Takie bardzo lekkie czytadełko. Właściwie tego się po F4 spodziewałem. Nie wnosi jak na razie do głównego wątku nic specjalnego, ale można poczytać.
hitano: Nadal przyjemnie się czyta. Choć historia nadal jest trochę wyjęta z życia całej Inwazji. Fajnie wypadło przypomnienie sobie przez Johnny'ego wszystkich swoich miłości. Potem dostajemy gadkę wściekłej byłej o tym, jak to Johnny miał ją w nosie i pewnie liczył na jej śmierć etc. No i oczywiście w końcowym rozrachunku Pochodnia nam ratuje kobitę, bo jeśli nie, to by nie był sobą. Duet młodych szaleje w zbroi no i wpada na pomysł. Zaś Kitson nadal rysuje o wiele ciekawiej niż w The Order, choć kilka kadrów wypadło na poziomie owej maxi serii. 6/10, ponieważ nadal nie ma to dużego wpływu na główny nurt Inwazyjny.

Ultimate Fantastic Four #55

Gil: Czytam tylko dlatego, że Ultimate Agatha jest super hot, nawet mimo przerostu dolnej wargi. Sama historia jest w porządku, chociaż nie wciąga za bardzo. Jest kilka dobrych scenek, ale odbiór psuje grupa Salem Seven i jej wybitnie image'owy charakter (mam na myśli wydawnictwo i grupy, które produkowało masowo w latach '90).
A jednak Agatka pokazuje w końcu coś ciekawego i popycha to wszystko do przodu, więc po kolejny numer można sięgnąć, a póki co dam 5/10.
Krzycer:
Hm. Myślałem, że Agatha Harkness trochę dłużej będzie udawała niewinną panią psycholog. Tak czy inaczej - scena zbiorowej oceny grupy jest świetna.
Za to Siódemka to porażka na całej linii... Ale skoro już wiemy, że są źli, to aż tak to nie przeszkadza, byli już głupsi przeciwnicy w komiksach. A zwłaszcza przeciwnicy FF.


avalonpulse0049f.jpgUltimate X-Men #95
Demogorgon: Dobrze się dzieje, oj bardzo dobrze. Całość wyraźnie ma jakiś związek z tym całym Ultimatum i Ultimate Origins, a do tego jest całkiem logiczna. Zaskoczyła mnie tożsamość Sasquatch - czy ona się gdzieś wcześniej pojawiała? Poza tym mamy wyjaśnienie, co w Alpha Flight robią Jubilee i Sunfire. Logiczne jest też, ze Scott gra na dwa fronty, chociaż potem robi się dziwniej, gdy zaczyna latać - nie spodziewałbym się, że te prochy będą aż tak mocne. A z tajemnic mamy tu trochę - kto podawał Loganowi Banshee, kto sprzedaje je Piotrkowi, no i kto skrywa się pod maską Guardiana - stawiam na Gambita. 7/10
Gamart: I tak powinno wyglądać Ultimate. Mało mnie obchodzi, że się kłóci z innymi historiami. Tutaj jest cała fajność świata Ultimate, czyli postacie powykręcane w stosunku do oryginałów, mnóstwo tajemnic, zaskoczeń i niezłej akcji. Przestałem serię już dawno czytać, ale to, co się teraz dzieje, strasznie mnie wkręciło. Chcę wiedzieć, kto sprzedaje Banshee, chcę wiedzieć, kto podawał je Loganowi, chcę wiedzieć, kim jest Vindicator i bardzo chcę wiedzieć, jak to się skończy. Do tego niezłe rysunki. Jest super.
Soundtrack: U2 - Miracle Drug
Zedicus:
Kurczę, to naprawdę fajna historia i wszystko się całkiem przyjemnie rozkręca. Znów czuję, że czytam Ultimate. Tylko jest jeden problem: zaprzecza to wszystkemu, co wiemy do tej pory o postaciach. Coleite pisze historie poszczególnych postaci na nowo. Po co, się pytam?? Czy w Marvelu nikt nie zadaje sobie trudu, by pisać jakieś streszczenia historii i biosów postaci?? Czy po prostu kolejni scenarzyści mają gdzieś prace swoich kolegów??

X-Factor vol. 3 #32
Gil: I oto ze zgliszczy Mutant Town wyłaniają się... ruiny. Wreszcie jasne staje się, do czego to wszystko zmierzało, kiedy atmosfera z przyciężkawej staje się mocno dołująca. Czuć to w zachowaniu postaci właściwie w każdym dialogu, ale zwłaszcza pomaga postać Nathana, który staje się symbolem końca dawnego status quo. Przez chwilę wydaje się, że wiemy, co będzie dalej, ale później zaskakuje nas wybór Madroxa i... kolejny wybór Madroxa, a w końcu... wybór Madroxa. Naprawdę, niespodzianek nie brakuje. Wśród tej ciężkiej atmosfery, promyczkiem nadziei jest moment, gdy Jamie i Terry w końcu wyjaśniają sobie sprawy, a niewątpliwie największą siłą numeru jest powrót Layli - nawet jeśli jest to tylko wytwór wyobraźni Madroxa. Teraz pozostaje pytanie, co się zdarzyło w ciągu tych pięciu miesięcy i jak to wpasować między MC a SI?
Mimo wszystko, jest to mocne uderzenie klimatu i powrót X-Factor do chwały z oceną 8/10.
Krzycer:
Layla może wyimaginowana, ale i tak - po raz pierwszy od rozpoczęcia Kompleksu X-Factor jest zasłużenie numerem tygodnia. Ładna scena z rozmową o getcie, ładnie wypunktowana przez zgryźliwy duplikat Madroxa. Fajna rozmowa Cooper z drużyną, fajne teksty wyimaginowanej Layli, a potem urocza scena przed szpitalem.
Pięciomiesięczny przeskok zapowiada nowe historie w przyszłości, a cały numer świetnie zamyka Cooper cytująca Casablancę, żeby przepełniony kinem noir mózg Madroxa zrozumiał sprawę :)
Debeściak.

CrissCross: Factory wracają na właściwy tor powoli. Layla jeszcze tylko wyimaginowana, ale może już niedługo... Końcówka trochę chyba psuje timeline Marvela (nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz), gdyż wydarzenia w pozostałych komiksach nie rogrywają się jeszcze chyba aż 5 miesięcy po MC, a przecież ma być jeszcze nawiązanie do inwazji zielonych. Poza tym końcówka: bezcenna. Za resztę komiksu można zapłacić kartą MasterCard ;)

Wolverine vol. 3 #66
avalonpulse0049g.jpg
Gil: Panie Millar, w końcu udało się panu mnie czymś zainteresować. Inna sprawa, że apokaliptyczne przyszłości to niemal pewnik wysokiego zainteresowania, bo każdy chciałby wiedzieć, jak do tego doszło i dlatego czyta do końca. Widać tutaj już teraz dość wyraźnie związek z 1985, więc możemy przewidywać, że albo dzieje się to w tamtym świecie, albo wydarzyło się tam coś, dzięki czemu łotrzykowie podbili Amerykę tutaj. Zobaczymy. Sama historia chwyta niestandardowym ukazaniem Logana w pozycji nękanego starca i trzyma do starcia z rodziną Hulków, ale już w momencie, gdy pojawia się Hawkeye, pojawiają się też zgrzyty. Bo skoro Logan miał być ostatni, co on tu robi i po co wciąga go w wyprawę na drugi koniec Łotrolandu, podczas którego z pewnością nie spotkają innych upadłych bohaterów, by w końcu... No dobra, tu również zobaczymy. Ale przynajmniej w przeciwieństwie do innych pozycji Millara, ta zasługuje na szansę. Brawa należą się również McNivenowi i człowiekowi od kolorów, bo wyszło im kilka naprawdę świetnych paneli. Nareszcie seria zasłużyła sobie na 7/10.
Demogorgon: Lepiej, niż się spodziewałem, choć dosyć schematyczne, jak na "post-apo", zwłaszcza druga część. Dziwi mnie, co to za ziemia niczyja pomiędzy terenami Kingpina i Dooma na mapie USA, bo chyba przestępcy nie pozostawiliby tak dużego obszaru samemu sobie. No chyba, że spadła ta jedna, czy dwie bomby atomowe swojego czasu. Daję 7/10 i będę śledził z zaciekawieniem.
hitano: Kolejny kawałek układanki w uniwersum od Millara. Nie ukrywam, że sam pomysł z pokazaniem Logana w świecie postapokaliptycznym mi się podoba (jako fanowi wszystkiego w stylu Jericho czy Fallout). No i dostajemy naprawdę fajny początek tej historii. Pomysł, że Logan ma rodzinę i zaszywa się w pobliżu Sacramento, jak na razie fajnie wypadł. Jednak genialna scena to przybycie wnuków Bannera. A szczególnie scena, jakby dawny Logan postąpił, no i pokazanie, jak wiele się zmieniło, jest jak dla mnie bardzo wyraziście i dobrze pokazane. Na duży plus zasługuje stworzenie mapki podróży, liczę, że w kolejnych numerach znowu je dostaniemy. Ciekawie też podzielił Millar całe Stany pod władanie danej grupy superzłoczyńców. Co do rysunków, to nie mam zastrzeżeń. McNiven świetnie zajmuje się kreską. Co było widać przy CW, widać i teraz. 8/10, bo na to liczyłem, czytając zapowiedzi tej historii.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0049a.jpgIron Man vol. 4 #30

Autor:
Adi Granov

Lex: Co tu dużo pisać: Adi Granov doskonale rysuje Iron Mana. Widać to było przy "Extremis", widać to i teraz. Tak właśnie powinien wyglądać pancerz Tony'ego w XXI wieku.






avalonpulse0049b.jpgPunisher MAX #58

Autor: Tim Bradstreet

Hotaru: W tym tygodniu żadna okładka mnie nie powaliła. Wybrałem właśnie tę, głównie z jednego powodu - bardzo dokładnie oddanego płaszcza. Nie tylko idealnie oddany jest kształt i forma, wraz ze wszelkimi zagięciami, ale nawet tekstura skóry, z której został zrobiony. Mając tak świetnie wykonany element, wystarczy nie zawalić reszty i tutaj - na szczęście - nie zawalono. Porządna robota.


 




Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.06.18


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_ORedaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.