Avalon » Publicystyka » Artykuł

Cesarzowa, czyli postapo madness from Poland - wywiad z Dominiką Węcławek i Maciejem Pałką

Najnowszy komiks Dominiki Węcławek i Macieja Pałki to niesamowita graficzna opowieść przenosząca świat dawnych mitów w okrutną, postapokaliptyczną przyszłość. Prowadzona bez słów historia trafić ma na cały świat dzięki kampanii na Kickstarterze. 

O "Cesarzowej", procesie jej powstawania i roli jaką odegrali tu komiksowi X-Men, a także o prowadzeniu kampanii na Kickstarterze przeczytacie w wywiadzie, jaki przeprowadziliśmy z Dominiką Węcławek i Maciejem Pałką. 

Wojtek Rozmus: Zacznijmy od pomysłu na "Cesarzową". W opisie kampanii wspominacie, że swój udział w powstaniu komiksu miał inny komiks autorstwa Maćka, czyli "Laleczki", które ostatnio doczekały się swojego drugiego wznowienia.

Dominika Węcławek: "Laleczki" miały tu znaczenie fundamentalne - gdyby nie one, "Cesarzowej" by nie było. W czasie, gdy w moje ręce trafiło wznowienie komiksu Macieja, miałam w głowie pokrewne tematy - brudne, postapokaliptyczne  i dość brutalne, ale jednak literackie. Po prostu siedziałam myślami w drugiej części swojej książki post-apo. Wtedy też dużo pisałam o komiksach i działałam w środowisku. 

Maciej Pałka: Byłaś wtedy mainstreamową recenzentką w prasie. To było „Życie Warszawy”?

DW: Tak, na co dzień w „Życiu Warszawy”, a okazjonalnie w innych czasopismach. To pozwalało wyjść z tego komiksowego "grajdołka", o które tak wszyscy walczyli - "wyjście z getta" jak to ujął Sebastian Frąckiewicz. "Laleczki" zrobiły na mnie wrażenie, bo to nie jest komiks, który przeczytasz raz i wszystko jest dla Ciebie jasne. Ten komiks czytasz drugi, trzeci raz i zaczynasz dostrzegać kolejne rzeczy. Odkryłam, że ta historia ma więcej warstw, niż mi się początkowo wydawało i pomyślałam, że w zasadzie chciałabym  napisać ciąg dalszy - a nawet nie tyle chciałabym, co sam pomysł już siedział w mojej głowie i zaczęłam go sobie spisywać. Gotowy tekst wysłałam Maćkowi, choć wiedziałam, że może trafić on do szuflady tak jak kilka innych napisanych przeze mnie scenariuszy. W 2003 roku wysyłałam zarys scenariusza Markowi Oleksickiemu, który wówczas robił ilustracje do magazynu "Ślizg", w którym pracowałam. Podobnie było ze scenariuszem, który dałam Danielowi Chmielewskiemu gdzieś w 2005 roku. Tym razem stwierdziłam, że trudno, może i ten projekt trafi do szuflady, ale jednak Maciek pochylił się nad scenariuszem i powiedział, że to nie są żadne "Laleczki 2", tylko coś zupełnie innego i większego. To musi zostać stworzone pod zupełnie innym tytułem. I zaczął rysować "Cesarzową".

Po lewej pierwsze wznowienie "Laleczek", po prawej i w tle - drugie [zdjęcie z profilu autora na Facebooku]

MP: W 2005 "Laleczki" były moim autorskim, albumowym debiutem. Wywodzę się ze sceny xero-zinów lat 90. Standardem było wtedy bardzo prowizoryczne DTP - chałupnicze metody składu (klej, nożyczki) i druk na xero. "Laleczki" były modelowym xero-zinem. Więcej - komiks był powielany na riso, z tłustą rozjechaną czernią. Smolista farba i efekt druku z żelowej matrycy sprawdziły się idealnie w brutalnej postapokaliptycznej historii. Potem było przeredagowane wznowienie "Laleczek" z 2010 roku. Rozszerzone o wątki napisane przez trzech scenarzystów: Irka Mazurka, Daniela Gizickiego i Bartka Sztybora. Na tym wydaniu bazuje najnowsza edycja - stylizowana na amerykańską zeszytówkę. Dominika wspomniała, że chce zrobić coś w podobnym klimacie. I tu się zaczyna historia jak z filmu: Kwiecień, rok 2015, ja w Atenach razem z ekipą Conturu na festiwalu komiksowym. W takich okolicznościach przyrody dostaję scenariusz "Cesarzowej" - świetny, mitologiczny i niejednoznaczny. Tymczasem zaczęły piętrzyć się przeszkody, głównie wewnętrznej natury: nie wiedziałem jak podejść do tego komiksu. Długo szukałem stylu. Strasznie się męczyłem nad planszami... a potem poszło już z górki.

DW: Maciek teraz w trzy dni potrafi całą scenkę narysować! Wtedy, kiedy dostał scenariusz, to go tak trawił i trawił, co jakiś czas podsyłał jakąś planszę, a potem pół roku ciszy. Potem znowu dwie i cisza [śmiech] Teraz jak ruszyliśmy z Kichstarterem, to historia jest w zasadzie narysowana, bo stron jest już gotowych ponad 100. A jak dostałam swoją historię z powrotem, to się zaczęłam zastanawiać, czy to jest jeszcze moja historia [śmiech].

MP: Bo to totalnie Marvel Way, klasyczny z dawnych lat! Burza mózgów i rysunki. Teraz powinnaś dopisać dialogi do tych plansz! Z tym, że dialogi owszem, były, tylko gdzieś je po drodze... zgubiliśmy! 

DW: Jak ostatnio znalazłam tę pierwszą wersję i zobaczyłam te dialogi, to one tam całkiem mięsiste były! 

MP: "Paskudna babo, wypruję Ci flaki!" 

DW: Przez to, że te dialogi wypadły, musiałam skomponować historię tak, żeby ludzie od początku odnaleźli się w tym świecie i wiedzieli, o co w nim chodzi. Musiałam przemyśleć, jak zrobić wprowadzenie, żeby czytelnik potrafił dekodować te świetne obrazy!

MP: Finalnie całość zrobiłem w formie manuskryptu, tak że plansze były zarysowane z dwóch stron. Niekiedy tusz przeciekał na drugą stronę. Czasami ciekawe rzeczy na skanach wychodziły np. odcisk ołówka, zacieki... Na początku przygotowaliśmy też sobie wersję czarno-białą komiksu, klasyczną kserowaną robotę, czasem nawet z rozpikselowanymi grafikami. Złożyło się to na taki zinowy "artist edition".

DW: Fajne to jest! Ja lubię, kiedy ten brud wychodzi na wierzch, ja lubię utwory, w których jest szaleństwo, a nie sterylność, bo sterylne rzeczy tworzy komputer, a nie człowiek. 

czarno-biały manuskrypt "Cesarzowej" [zdjęcie z profilu autora na Facebooku]

WR: Wróćmy na chwilę do tego poszukiwania stylu. Wspominałeś gdzieś, że swoją rolę odegrali tutaj X-Men?

MP: Olbrzymią rolę! Po pierwsze, ja byłem fanem X-Men od czasów TM-Semic w latach 90., zbierałem ich od pierwszego do ostatniego numeru. Byłem wiernym fanem do lipca 1997, kiedy to w Polsce była Powódź Stulecia, a w kioskach pojawił się ostatni numer X-Men. Całe lata 90. mam zmapowane co do miesiąca premierami TM-Semic! 

DW: Fajnie jest to, że jak mi Maciek o tych TM-Semicach opowiedział, to od razu uruchomiły się moje wspomnienia. Zbierałam zeszytówki X-Menów! 

MP: Po latach widzę, jak wypływają inspiracje "extremalnymi" latami z charakterystyczną rozbuchaną stylówką. Chociażby renesans Roba Liefelda, który był człowiekiem memem, a wychował sobie grono oddanych fanów i przyznających się do jego wpływu artystów: Ed Piskor, Michel Fiffe i wielu innych, w tym ja. Jestem wdzięczny za parę sztuczek, które pokazał i które mnie utwierdzały w wyborze komiksowej drogi życia. Swoją drogą to ciekawe, że artysta, który rysując popełniał spektakularne wpadki, po latach jest idolem, a różni wymiatacze z tamtych lat przepadli. Może jeszcze ktoś się o nich upomni?
Nasza "Cesarzowa" to właśnie trochę takie sięganie w przeszłość: z jednej strony projekt inspirowany klasycznymi europejskimi komiksami z lat 70., 80. np. magazynem Metal Hurlant, który później w Stanach pojawił się jako Heavy Metal, a z drugiej strony to te inspiracje amerykańskie. Choćby podczas pracy, kolorując pracuję na samplach z komiksów z lat 90.

Ulubiony skład X-menów rysownika, czasy The Fall of The Mutants. Blank w kolekcji prywatnej.

WR: A jak Wam się razem współpracuje przy kampanii na Kickstarterze?

MP: Tak się podzieliliśmy, że na różnych etapach projektu uzupełniamy się częścią kompetencji w zależności od tego, co jest nam bliższe. Nie ukrywam, że z Dominiką super się pracuje przy tej kampanii!

DW: Mnie z Tobą też!

MP: Merytorycznie nie wchodzę w kompetencje Dominiki, co napisze, to się zgadzam.

DW: Ja decydując się na współpracę z artystą chcę, żeby ten artysta robił swoje. Ma określone przeze mnie ramy, a ja mu się nie wtrącam. To nie jest praca w korpo, że ktoś nade mną stoi i mnie kontroluje. Pisząc się na taki projekt nie chcę kontrolować artysty i mu mówić, że te kreski ma stawiać tak, a te inaczej.

MP: Korzystam z tego, że pracuję z bardzo dobrym, elastycznym twórcą. Dzięki temu nie jest nudno. Można podejść do procesu bardziej intuicyjnie, pobawić się.

DW: Czasami mnie przerażała ta swoboda Maćka, np. pomysł z usunięciem dialogów. Początkowa reakcja to panika, ale potem jest ta świadomość, że cokolwiek by nie było, to my i tak to ostatecznie poprowadzimy tak, że będzie to dobre.

MP: Tak jak mówiliśmy wcześniej, klasyczny Marvel Way! Mamy przy tym dużą wolność, choć jednoczesnie również sporo stresu, bo nikt nas nie ogranicza. 

plansza z Cesarzowej

WR: Dlaczego zdecydowaliście się wystartować z komiksem na Kickstarterze, a nie podjęliście decyzji o wydaniu "Cesarzowej" u któregoś z komiksowych wydawców?

DW: To nie jest tak, że to od razu był Kickstarter, prawda Macieju?

MP: Skończyłem rysowanie w grudniu i wiedziałem, że na kolorowanie i edycję, wszystkie redaktorskie poprawki, będę potrzebował około roku. Czasami trzeba dodać kadr lub przearanżować planszę aby uzupełnić narrację. Sporo pracy, a cel odległy. Potrzebowaliśmy pełnej moblizacji, a Kickstarter tę mobilizację zapewniał. Bo to nie jest tak, że ten projekt był jedynym, czym się zajmowaliśmy. Mieliśmy mnóstwo innych zajęć zawodowych czy rodzinnych i Kickstarter dał nam tę szansę, że mogliśmy się skupić i skończyć ten projekt, by mieć świetny produkt.

DW: Tym bardziej, że wydawcy wcześniej interesowali się "Cesarzową". Nie musieliśmy się obawiać, że komiks nie znajdzie swojego miejsca w księgarniach. Co bardziej znani autorzy, a Maciej takim jest, mają ten komfort, że wydawcy odzywają się do nich co jakiś czas i pytają, nad czym aktualnie pracują i co mogą wydać. Wiedzieliśmy, że ten projekt może sobie spokojnie poczekać i możemy nad nim w międzyczasie pracować. Wtedy pojawiła się Kasia z Kickstartera i zaproponowała, żebyśmy zorganizowali zbiórkę. Wtedy wpadłam w małą panikę - w środku przeprowadzki, na kartonach, z trzymiesięcznym dzieckiem na rękach, a dwójką latających wokół, bo jest pandemia i są w domu - wiedziałam, że taka kampania wymaga dużo poświęceń i uwagi. To jest taki rollercoaster emocji, bo jednego dnia dofinansuje projekt więcej osób, a drugiego mniej - po czym znowu jest wzrost i kolejny przypływ pozytywnych emocji. To ciągłe poszukiwanie kanałów przepływu informacji, gdzie zareklamować nasz produkt. Kickstarter był jednak odpowiedni dlatego, że z komiksem niemym możemy iść na cały świat. Zamiast szukać 100 wydawców w 100 krajach, mamy Kickstarter. 

MP:
Odpadają też kwestie tłumaczenia! Kiedy już ruszyliśmy i zaczęliśmy wrzucać update'y zdałem sobie sprawę, że to jest ta ciągła praca, którą robię od lat ze swoimi innymi komiksami, które sam wydaję i dystrybuuję, jak "Cykl Kozła" czy "Laleczki". To jest to samo, tylko zmienia się narzędzie komunikacji. Trzeba mieć kontakt z odbiorcą, trafić do tego odbiorcy czy też umożliwić mu dotarcie do nas, zadbać, żeby wszystko poszło sprawnie. Gdy miałem ponad 50 przesyłek i wrysunków do zrealizowania przy okazji ostatniej promocji "Laleczek", to było przy tym sporo pracy, ale są z tym związane super emocje. Czytelnicy chwalą się wrysami, dzielą się tym na swoich profilach, piszą wiadomości prywatne, że to fajny komiks. Teraz mamy to samo, tylko Ci odbiorcy są na całym świecie. Większa skala. Metody takie same.

Plansza z Cesarzowej

WR: Skoro Wasza kampania skierowana jest też do zagranicznego odbiorcy, jak wygląda Wasz kontakt z tymi klientami? 

MP: Mamy o tyle trudniej, że wystartowaliśmy mając małą ilość czasu na przygotowanie. Standardowo można promować projekt jeszcze przez zbiórką. My dopiero teraz mamy na to czas. O ile w polskim rynku jesteśmy obeznani, to rynek zagraniczny jest dla nas czymś nowym. Na naszą korzyść działa to, że poniekąd jesteśmy już za granicą obecni, bo znamy  artystów i redaktorów których poznaliśmy na festiwalach lub z którymi współpracowaliśmy.  Jest zainteresowanie na różnorodne projekty, znamy twórców, którzy też zaczynali wydając ziny czy tworząc komiksy o podobnej treści - postapokaliptyczne, psychodeliczne historie.

DW: Ale spokojnie rośnie, jest 67% [w chwili przeprowadzenia wywiadu, a aktualnie już ponad 100% - dopisek redakcji]. Mamy plany na kolejne progi, niespodzianki, żeby zaskoczyć wspierających. 

MP:  My to traktujemy jako projekt, a niekoniecznie jako wyłącznie sam komiks. Po dotychczasowych doświadczeniach wiem już na pewno, że to pierwsza, ale nie ostatnia moja kampania  na Kickstarterze.

WR: Dzięki wielkie za rozmowę, trzymam kciuki za osiągnięcie celu kampanii i dobicie do kolejnych progów!



No i udało się, cel kampanii został osiągnięty, choć to nie koniec zbiórki! Pojawił się kolejny próg, za którym kryje się cyfrowy zin "Cesarzowej" w czerni i bieli, czyli tzw. artist edition. Dostanie go każdy wspierający, który wpłaci na nagrodę "first aid kit" lub droższą, gdy próg przekroczy 110%. Obecnie zbiórka wynosi ponad 106%, a do końca kampanii zostało 6 dni. Jeżeli jeszcze nie wsparliście projektu, zachęcamy!

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2021 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.