Avalon » Publicystyka » Artykuł

Wspominki na 6. urodziny Avalonu. Część 4.

Uff, to już ostatni dzień wspominek. Mam nadzieję, że czytając to bawiliście się tak dobrze, jak my pisząc. Tymczasem zapraszam na ostanie wspomnienia.
Uff, to już ostatni dzień wspominek. Mam nadzieję, że czytając to bawiliście się tak dobrze, jak my pisząc. Tymczasem zapraszam na ostanie wspomnienia.

Idanow
idanow.jpg
Prawdziwe imię i nazwisko: Utajniono
Poprzednie pseudonimy: Idanoff, Idi
Uniwersum: 616
Tożsamość: Tajna
Wzrost: 5'10" (175 cm)
Waga: 157lbs (71 kg)
Kolor włosów: Ciemny blond
Kolor oczu: Szaroniebieskie
Zajęcie/zawód: Bastard
Klasa postaci: Time Lord
Status prawny: Nienotowany
Stan cywilny: Kawaler
Narodowość: Polska
Miejsce narodzin: Ziemia, układ Sol
Powiązania z grupami: Team Avalon, Time Lords
Baza operacyjna: Avalon
Pierwsze pojawienie się: czerwiec 2002
Zdolności: Idanow potrafi przetwarzać ogromne ilości danych, co czyni z niego żywą bazę danych.

Jesteś miłośnikiem komiksu? Czy Twoja obecność na tej stronie to przypadek?
Tak, zdecydowanie jestem miłośnikiem komiksu od mojegeo pierwszego zeszytu GI Joe zakupionego w 1992 roku. Mnie, jako fanowi militariów, tematyka od razu przypadła do gustu i tak zacząłem pochłaniać kolejne komiksy. Później w kiosku przyuważyłem Spider-Mana, Batmana, Transformers i gdybym był jedynym czytelnikiem TM-Semic, to pewnie finansowałbym wydawnictwo do dziś. Mój pierwszy zeszyt X-Men to 7/94, studenci Xaviera przeniesieni do Shi’ar, walka ze Strażą Imperialną i Deathbird, miodzio. Z samymi X-Men już miałem styczność wcześniej dzieki "The Animated Series" emitowanymi przez niemieckie RTL, ale dopiero dzięki komiksowi trzymanemu w ręku uznałem, że "wow, to jest super". Moja obecność na stronie to przypadek, albo przeznaczenie, jak kto woli. Z viqiem poznaliśmy się na liście dyskusyjnej (hen, eony temu, kiedy fora nie były tak popularne), która miała niewiele wspólnego z tematyką komiksową, ale kiedy tematem stało się X-Men, od razu znaleźliśmy wspólny język. Natychmiast skorzystałem z propozycji Marcina, żeby współtworzyć Avalon i oto jestem.

Jesteś człowiekiem ukrytym w cieniu, dla Avalonu wykonujesz misje, których nie możemy zdradzić, opowiedz nam więc coś o forum Avalonu, kanale IRC i tym, jak się tam znalazłeś.
Na forum z oczywistych względów jestem od samego początku. Jak kilka osób w przeszłości się przekonało, z natury jestem nieugiętym złośliwcem i zdarzało mi się ścierać z osobami mądrymi inaczej. Na szczęście na starość rzadziej udzielam się na forum i ograniczam się do podrzucania zabawnych linków i pisania w hiper-tajnej części forum, gdzie knujemy ostateczny kryzys i anihilację wszystkich polskich stron nawet luźno powiązanych z superbohaterami. Trzeba mieć jakieś hobby. Kanał ircowy to zgoła inna sprawa. Z początku miejsce, gdzie redaktorzy i osoby wtajemniczone mogły rozmawiać o wszystkim i o niczym, od dawna dostępny dla wszystkich, którzy chcą pogadać w sumie o wszystkim. Nawet o komiksach. Dzięki ircowi bliżej poznałem osoby, z którymi łączy mnie fascynacja komiksami i dowiedziałem się, że… mamy jeszcze więcej wspólnego. Zwłaszcza z Adim, z którym bataliami na cytaty z naszych ulubionych filmów, seriali i książek doprowadzaliśmy resztę obecnych do obłędu.

Co możesz, a czego nie mozesz powiedzieć o ludziach związanych ze stroną?
Hmm, i tak zapewne wszystko, co powiem, będzie użyte przeciwko mnie, więc równie dobrze można iść na całość. Myślę, że do tej pory mieliśmy szczęście, jeśli chodzi o załogę. Wszyscy znają swoje zadania i starają się wykonać je na miarę swoich możliwości. Nie mówię oczywiście, że od czasu do czasu nie ma jakiś wewnętrznych konfliktów, których nie da się rozwiązać poprzez uzbrojenie zwaśnionych stron w sztachety i zamknięcie w klatce. W końcu jesteśmy tylko ludźmi. Przynajmniej większość z nas. Część załogi, choć już od dłuższego czasu związana z Avalonem, jest dla mnie osobiście jeszcze nowa, ale myślę, że co nas nie zabije, uczyni nas silniejszymi.

Ostatnimi czasy Twoja nieobecność na Avalonie była znacząca. Spodobało Ci się to, co zastałeś po powrocie?
O tak, bardzo. Wróciłem akurat, kiedy promocja z okazji premiery Iron Mana ruszyła pełną parą. Patronat medialny był bardzo miłym zaskoczeniem, pomyślałem wtedy, że nadeszła najwyższa pora, żeby Avalon zaistniał pozytywnie w branży komiksowej.


Christoff

Kiedy zetknąłeś się z komiksem?
Zacząłem od TM-Semiców na początku lat 90-tych. Najpierw byli to Transformers, których znałem z kreskówek, potem doszli Iksmeni, Batman i reszta. Znudziło mnie to na krótko przed upadkiem Semica i na parę lat dałem sobie spokój z komiksami. Teraz czytam rozmaite komiksy, ostatnio niektóre pozycje spod szyldu Dabel Brothers i regularnie 100 Bullets, z doskoku inne rzeczy, Brubakery, Ellisy, Morrisony.

Jak trafiłeś na Avalon i jak przebiegała Twoja "kariera"?
Na Avalon trafiłem zaraz na początku jego istnienia, przez Google ;) Skusiła mnie oferta bonusów w zamian za streszczenia i tak zacząłem swoją "karierę". Robiłem streszczenia, duużo streszczeń, do przyjścia Kumosa reszta nie mogła uwierzyć, że można pisać tyle, a Kumos zaczął pisać jakieś 5 razy więcej, niż ja!
Streszczałem generalnie to, co sam sobie wybrałem - początkowo bieżące numery Uncanny X-Men, później stary run Claremonta i rozmaite miniserie. Korekty jako takiej za moich czasów nie było, jedynie viqu czasem zwrócił na coś uwagę, żadnych znaczących sytuacji sobie jednak nie przypominam.
Na emeryturę przeszedlem z powodów prozaicznych - przestało mnie bawić pisanie streszczeń i dopadło lenistwo. Poza tym po odejściu Morrisona poziom Iksmenów spadł w moim odczuciu dość znacznie.

Jako stary avalończyk musisz mieć kwity na innych, możesz śmiało kogoś obgadać :)

Trochę kwitów mam, ale zachowam je na czarną godzinę. Ale jeśli spotkacie kiedyś ghaeza, poproście go, żeby zaśpiewał wam jakiś motyw z filmu Pocahontas.
Pamiętam też Aferę Nici Dentystycznej. To była taka wymiana zdań na liście dyskusyjnej redaktorów. Idanow postanowił opieprzyć Killaha za błędy w streszczeniach i jako główny przykład wyciągnął przetłumaczone przez niego "floss" jako "mycie zębów", podczas, gdy oznacza to "czyszczenie zębów nicią dentystyczną". Rzecz jasna tak straszliwy błąd wywołał niemałe poruszenie i grobowe konsekwencje.

Jak podoba Ci się nowy Avalon?
Nowy Avalon uważam za świetną stronę, robioną niezwykle profesjonalnie i odczuwam głęboką dumę, że kiedyś tam przyczyniłem się do jej powstania ;) Jedynym minusem są częste problemy techniczne, ale także i tutaj są widoki na poprawę. Godspeed więc, Avalonie.



killah.jpgKillah

Początki mojej przygody z komiksami przypadają na rok bodajże 1991-1992, kiedy to kuzyn, który rok wcześniej wyemigrował wraz z rodziną na stałe do Szwecji, wrócił do kraju na święta bożonarodzeniowe. W tamtych stronach komiks amerykański już od ładnych paru lat miał się całkiem nieźle (przypuszczam, że to dzięki skandynawskim korzeniom TM-Semic), a kuzyn na czas podróży zaopatrzył się w całkiem pokaźną stertę komiksów: pamiętam spośród nich kilka "Spider-Manów" i "X-Menów", a także mini-serię "Secret Wars" (Zwłaszcza jeden kadr - "Coo? Dlaczego Magneto kumpluje się z X-Menami??"). Nietrudno chyba zgadnąć, że coś takiego, te komiksy, były dość ciężkie do ogarnięcia dla przeciętnego polskiego dzieciaka. Nic to, że były one po szwedzku – z perspektywy czasu wydaje mi się, że wtedy ta pozorna przeszkoda wręcz dodawała im uroku.

Wkrótce jednak święta się skończyły, kuzyn wyjechał, a razem z nim – nad czym ubolewałem bardziej – wyjechały i komiksy. I co robić? W moim mniemaniu wówczas, jeszcze przez długie lata, nie było szans na pojawienie się czegoś podobnego w naszym pięknym Kraju Kwitnącej Głupoty. Na szczęście pomyliłem się: nie pamiętam zbyt wiele z tamtego okresu, ale wkrótce potem w moje ręce trafił nr 2/1994 komiksu "X-Men" wydanego przez TM-Semic. Ciężko powiedzieć coś więcej na temat wrażeń z tego wynikających, ale to właśnie wtedy stałem się regularnym klientem tego wydawnictwa. Kupowałem na dobrą sprawę wszystko, co pojawiało się w kioskach (no, właściwie Batmany i Supermany z grubsza ominąłem). Matka wykupiła mi prenumeratę, najpierw "X-Menów", a potem także "Mega Marvela" (o ile dobrze pamiętam, komiksu dość trudno dostepnęgo). Z tą prenumeratą problem był jednak taki, że zamówiony w ten sposób komiks trafiał do mnie sporo czasu po pojawieniu się go w normalnym obiegu. Ale to nic – czasem kupowałem drugi egzemplarz komiksu, który miał kilka dni później zostać do mnie dostarczony pocztą; najczęściej szedłem jednak do kiosku, i prosiłem pana, żeby "pokazał" mi taki i taki komiks (często kilka dni pod rząd!). Koniec końców, rozpoczęcie lektury każdego kolejnego numeru było wielką frajdą, ze wskazaniem na sekcję "Następne Gorące Numery", która zdaje się w pewnym momencie zniknęła. Klientem TM-Semic pozostałem aż do momentu, kiedy przestali wydawać "X-Men". Oprócz rodzimego wydawcy, nałóg zaspokajałem także undergroundową działalnością p. Witka Idczaka, który sprowadzał oryginalne numery (pamiętam chodzenie do jego sklepu i wertowanie tych kartonowych pudeł, polowanie na oryginalne "The Uncanny X-Men" z rysunkami Joe Madureiry) i który sporo na mnie w związku z tym zarobił. Komiksy wpasowały się idealnie w moją pasję do rysowania. Pamiętam, że kupowałem "na pęczki" brystolowe bloki rysunkowe A3 i zapełniałem kolejne strony rysunkami poszczególnych składów mutantów. Niestety, z każdego rysunku zadowolony byłem co najwyżej kilka dni, po czym zaczynałem wszystko od nowa.

W latach 1998-2002 zaliczyłem przerwę w czytaniu/kolekcjonowaniu komiksów, a wróciłem do tego ponownie za sprawą wspomnianego kuzyna ze Szwecji, którego odwiedziłem po drugiej stronie Bałtyku w roku 2001 (Choć z perspektywy czasu, odwiedziłem raczej jego kompa ze stałym łączem...). Buszując wtedy po necie, postanowiłem wklepać w wyszukiwarce słowo "X-Men", choć prawdę mówiąc, wydawało mi się, że szanse na to, że komiksy te jeszcze się wydaje, są raczej niewielkie (pamiętałem słaby poziom ostatnich wydanych w Polsce numerów). Jednakże pomyliłem się - wydawnictwo Marvel (choć faktycznie po bankructwie) miało się dobrze: nowy naczelny, nowe serie, postacie itd. Wtedy jeszcze biznes komiksowy nie wciągnął mnie z powrotem na dobre, za to rok później – już tak.

Na początku lipca 2002 znalazłem w sieci "X-Avalon" i zarejestrowałem się na pierwotnym, biedniutkim, zintegrowanym wówczas ze stroną forum. Stamtąd właśnie zaproszony zostałem przez niejakiego Adiego (a może przez XSE, Goda, Rogue, LexaLuthora, AlexaJL, Nacjonalistę, Narsila, lub Andurila...) na kanał IRCowy strony, gdzie regularnie gromadzili się ludzie stojący za całym tym niecnym procederem. Z perspektywy czasu to chyba właśnie przesiadywanie tam długimi godzinami (całymi dniami, nocami) uważam za najprzyjemniejszą część The Avalon Experience: poznawanie nowych ludzi, często takich samych wariatów, jak ja (a często nawet większych...), rozmawianie z ludźmi już poznanymi na tematy okołokomiksowe i nie tylko, itd. Spośród wielu highlightów tamtego okresu szczególnie dobrze pamiętam sugestię edkka, żebyśmy zrobili własną kreskówkę X-Men – przedsięwzięcie, któremu poświęcić on chciał cały rok swego życia. Kolejnym "rodzynem" była próba wymyślenia Pierwszego Polskiego Mutantatm. Pseudonimu nie przytoczę ze zwzględu na grzeczność, ale pani ta posiadać miała niebywale przydatną zdolność strzelania krwią z genitaliów. Dowodem tego, jak wciągały rozmowy na tym kanale niech będzie fakt, że kiedyś, gdy nie miałem akurat w domu dostępu do internetu, poprosiłem viqa o przesłanie zapisów rozmów z kilku poprzednich dni, które potem sobie czytałem.

Co do Avalonowej kariery jako takiej, otwarcie przyznaję, że wykazałem się chyba przede wszystkim słomianym zapałem. Jednak kilka moich streszczeń się na stronie pojawiło: zacząłem, jak chyba wszyscy, którzy dołączali do redakcji w tamtym okresie, od "Professor Xavier and the X-Men #1", potem doszło parę numerów "X-Treme X-Men", itd. Było również parę biosów twórców, ale ogólnie najbardziej zadowolony jestem z dwóch publicystycznych tekstów, z których jeden (o bankructwie starego Marvela) ukazał się nawet na Gildii Komiksu. Moje odejście spowodowane było różnymi czynnikami: oprócz wszelkiej maści spraw osobistych, było to przede wszystkim regularne wypalanie się tematyką komiksową, do czego nawiążę jeszcze później.

Nie ukrywam, że serce rośnie, gdy patrzę na obecny Avalon. Patronaty medialne, konkursy z nagrodami i tym podobne sprawy, to coś, co wydawało się nieosiągalne dla członków redakcji Avalonu circa 2002-2003 (choć, rzecz jasna, mówić mogę tylko za siebie). Za moich czasów (jak to brzmi...) wiekopomną chwilą była choćby prosta (no, może dla ghaeza nie taka znów prosta...) zmiana bannerka, że nie wspomnę już o tym, jak zmieniony został cały layout na czas, gdy redakcja opisywała „Age of Apocalypse”. Obecnie zdecydowanie cieszy stopniowe polepszanie funkcjonalności strony; czy też zorientowanie już nie tylko na przygody mutantów, ale na cały Marvel. Miło by było, gdyby pewnego dnia Avalon stał się witryną o tematyce ogólnokomiksowej.

Powrotu na stronę, mimo całego mojego sentymentu do niej, jak i do ludzi ją tworzących, raczej nie planuję, a to dlatego, że komiks jako taki nie jest już dla mnie tym, czym był jeszcze te 3-4 lata temu. Kierunek, w którym podąża to medium – w którym zdawało się podążać zawsze – nie napawa optymizmem, a Marvelowskie eventy typu Civil War czy Secret Invasion, zamiast jakichkolwiek pozytywnych odczuć, wywołują raczej zażenowanie (przy czym eventy DC są jeszcze gorsze). Oczywiście, że istnieją pozycje, które wzniosły się ponad ograniczenia narzucone przez własny gatunek (Daredevil: MWF, Watchmen – wymieniać można by długo); istnieją komiksy, które – choć na pierwszy rzut oka może nieszczególnie ambitne – sprawiają, że mam ochotę powiedzieć "You know what? To jest dobre, to jest fajny komiks", ale takowych jest coraz mniej. Ostatecznie dałem sobie chyba spokój, gdy wstrzymano wydawanie komiksu "Wildcats 3.0", którego byłem wielkim fanem. Niestety, wynika to z faktu, że wydawcy typu Marvel czy DC regularnie dostają od swych czytelników następujący, przykry komunikat "Nie chcemy zmian. Nie chcemy nowych postaci, dobrych ani złych, ani sposobu przedstawiania tychże. Chcemy – żądamy – kurczowego trzymania się tego, co dobrze znamy. A co za tym idzie, wszystko ma być bezpieczne, sterylne, miałkie, poddawane jednakże co jakiś czas drobnemu liftingowi, żebyśmy sami przed sobą mogli udawać, i gratulować sobie nawzajem, że nie stoimy w miejscu, że nie dopada nas stagnacja. Stagnacja?! Od następnego miesiąca X-Men będą przecież mieli nowe kostiumy!" Nieuniknionym wydaje się w związku z tym być kolejny krach biznesu komiksowego, taki, jaki miał miejsce pod koniec lat 90-tych. A może się nie znam: w końcu komiks wyszedł z getta.

No, ale dosyć tego pseudofilozofowania i ględzenia. Na koniec chciałbym życzyć Avalonowi i całej jego załodze Wszystkiego Najlepszego: nieustannego zapału do pracy i satysfakcji z niej płynącej, a także ciągłego rozwoju. Jestem przekonany, że Avalon doczeka się jeszcze urodzin 10., 12., a nawet 15...




SO%21.jpgS_O

Mój pierwszy raz.
Moja przygoda z komiksami zaczęła się o tyle nietypowo, że wcale nie od komiksów. Jako członek "średniej klasy średniej" już od małego miałem dostęp do wyłapywanych przez satelitę niemieckich kanałów, dzięki którym mogłem oglądać coś poza infantylnymi przygodami Bolków, Lolków i innych wróbelków kurdupelków (miałem pięć lat, nie byłem już dzieckiem!) i z otwartymi ramionami przyjąłem niemieckojęzyczne amerykańskie kreskówki, jakimi raczyła mnie sobotnia ramówka RTL, a wśród których był X-Men TAS, który pokochałem od pierwszego wejrzenia. Niedługo później brat, który dzielił ze mną to uczucie, odkrył, że w kioskach sprzedają komiksy z naszymi ulubionymi trykociarzami (była połowa 1994, czyli końcówka ery All-New, All-Different, chociaż o tym dowiedziałem się znacznie później).
Jak wszyscy pamiętają, w 1997 szlag trafił semicowe X-Men, a że byłem bardziej mutkiem, niż kimkolwiek innym, pożegałem się z wydawnictwem. Jakikolwiek kontakt z komiksami utrzymywałem jedynie dzięki Kaczorowi Donaldowi i Thorgalowi (no co, pasują do siebie doskonale!), a w późniejszym czasie również dzięki rozmaitym mangom, które w przeciwieństwie do komiksów amerykańskich były dostępne u mnie w mieście.
Minęły lata, do Thorgala doszedł Szninkiel, satelita została zmieniona na kablówkę... Aż pewnego dnia, podczas skakania po kanałach, trafiłem na rysunkowego, siwego gościa ze świecącym okiem i wielkim gnatem w ręce. Od razu skojarzyłem postać Cable'a i miłość do X'ów wróciła. Wyszukałem stare egzemplarze Semicowych X-Men, z pomocą allegro zacząłem zdobywać te, których mi brakowało... aż pewnego dnia...

Kontakt.
...aż pewnego dnia wspomniany wyżej brat zaproponował: "Wpisz w googlach X-Men". Jak łatwo się domyśleć, wśród pierwszych wyników znalazł się Avalon. Było to w połowie 2005, do dziś pamiętam, jak zerknąwszy na najnowsze streszczenia pomyślałem "co to jest, kurczę, 'House of M'?" Przez kilka miesięcy zaglądałem na stronę bardzo nieregularnie, aż do momentu, gdy w jednym z newsów dostrzegłem pewien błąd (do dziś pamiętam, jaki) i zarejestrowałem się na forum, by go wytknąć. I już na forum zostałem, co jakiś czas wrzucając nowe listy błędów do tematu "Taaa... Uwagi". Pod koniec roku pańskiego 2006 do redakcji dostał się wspomniany już kilka razy mój brat, którego możecie znać jako nieszczęśnika, który streszcza Black Panthera. Jeszcze tego samego dnia, po usłyszeniu głośnego "NO WAY!", dowiedziałem się o planach rozwoju strony. Rżnąć głupa na forum musiałem jednak tylko kilka miesięcy, bo pewnego zimnego, styczniowego dnia (a może to już luty był?) otrzymałem na PM propozycję objęcia posady korektora. Do dziś nie wiem, czemu zostałem wybrany, ale zgaduję, że redakcja miała dosyć moich ciągłych narzekań na literówki. Tak trafiłem do redakcji...

Chłopcy (i dziewczyny) z ferajny.
Przez te półtora roku przyszło do redakcji wiele osób, kilka odeszło, są takie, które wróciły... Redakcja cały czas się zmienia, chociaż jest coś, co od zawsze było, jest i pozostanie takie samo - nie jest monolitem, jeśli chodzi o poglądy, ani "kółkiem wzajemnego miziania się wiecie po czym", ale jest zbudowana z ludzi o czasem skrajnie różnych charakterach. Jak choćby Hotaru, który czasem wywołuje u mnie wzrost ciśnienia, gdy sprawdzam jego opinie do Pulse'a - co nie jest w sumie złe, bo jego często skrajne oceny są ciekawym urozmaiceniem. Lub też jak FYLYP3G, który zawsze mówi to, co myśli, chociaż nie jestem całkiem pewien, czy zawsze myśli nad tym, co mówi, przez co dorobił się tyluż przyjaciół, co przeciwników. Czy w końcu kilku redaktorów, którzy mają różne maniery pisania, które korekta musi w kółko poprawiać. Ale to tylko drobne szczegóły, osobiście lubię wszystkich (najwyżej nicki tych, którzy mnie denerwują, używam do nazywania botów/wormów, które potem bezlitośnie fraguję. Tak jest profesjonalnie ;)). Ale te właśnie różnice sprawiają, że nie gnuśniejemy, tylko pędzimy do przodu, ku gwiazdom...

Przez trud do gwiazd.
...Bo, jak mówi motto strony, to w gwiazdach jest nasza przyszłość. I mam nadzieję, że będzie to przyszłość świetlista, co nie powinno być trudne z taką redakcją. I z takimi czytelnikami, którzy mimo ciągłych padów strony, zwanych White Eventami, mimo częstych błędów, których nie dostrzegło bystre redaktorskie oko, mimo jeszcze sporu niedociągnięć, zostają z nami. Tak trzymać i all hail Adi!



jaro.jpgJaro

TM-Semic

Dziecko miało 6-7 lat, kiedy w pofajdane plasteliną i czekoladą łapska dostało jakiś numer Conana Barbarzyńcy. I tak to się zaczęło, potem szybko przyszła pora na X-Men (pamiętam, że mój pierwszy kontakt z mutantami odbył się przy okazji historii "Sąd nad Magneto"), Spidera i Batmana, z czasem dziecko zaczęło pochłaniać wszystko, co było rysowane i z dymkami, a potem biedna matka musiała słuchać na zebraniach w podstawówce, że synek na plastyce rysuje Punishera w akcji. Z wiekiem to coraz bardziej przechodziło, przez jakiś czas kupowałem pojedyncze zeszyty, ale już przy ostatnim polskim numerze X-Men o regularnym czytaniu mowy być nie było. Wielki powrót nastąpił późno, bo dopiero w liceum.

 

X-Men.pl

Kiedy natrafiłem w sieci na Avalon, w New X-Men królował Grant Morrison i pamiętam moje zdziwienie, jak bardzo zmienili się mutanci, których znałem z dzieciństwa. Dzięki Avalonowi powoli wkręcałem się na nowo w świat X-Men, później też przyszła pora na szukanie w sieci informacji o całym uniwersum Marvela. Takie bierne korzystanie z serwisu trwało dość długo, nie rejestrowałem się wtedy nawet na forum. W końcu przyszedł rok 2006, lato się chyba kończyło, a Avalon ogłosił nabór. Można było wysłać takie streszczenie, jakie się chciało, postanowiłem spróbować więc swoich sił i zrobiłem jakiś numer New Avengers. Kiedy zostałem przyjęty, dowiedziałem się o planach rozbudowy strony. Wybrałem sobie do streszczania Agents of Atlas, kilka pierwszych numerów napisałem pod opieką White Kinga, a potem dostałem zielone światło na samodzielne pisanie. Ponieważ jednak moja mini-seria mogła zostać puszczona dopiero na nowym Avalonie (swoją drogą, do tej pory te streszczenia jeszcze nie poleciały ;)), zadebiutowałem po około pół roku od przyjęcia mini-serią New Avengers: Illuminati.

 

Marvelcomics.pl

Pewnego dnia, gdy już było mniej-więcej wiadomo, jak będzie wyglądał nowy Avalon, dostałem maila od Leksa z zapytaniem, czy nie chciałbym poszefować działowi o Fantastic Four. Czwórki akurat nie chciałem i wcale nie znałem, ale że pajęczy dział akurat był wolny, z chęcią się za niego wziąłem. Czasu było dość sporo, ale oczywiście większość materiału startowego pisałem na krótko przed deadline'ami (i zostało tak do dzisiaj - tutaj pozdro dla wszystkich moich korektorów, którzy dzielnie poprawiali i poprawiają to, co wrzucam "za pięć dwunasta"). Sam brainstorming podczas kształtowania Marvelcomics.pl wspominam bardzo dobrze, było mnóstwo pomysłów, z których najlepsze można oglądać teraz na stronie.

 

Przyszłość

Duża liczba osób w redakcji ma zarówno swoje plusy i minusy, jednak tych pierwszych jest zdecydowanie więcej, a do jednego z najważniejszych z nich trzeba zaliczyć ciągle rodzące się nowe pomysły. Dlatego możecie być pewni, że nie poprzestaniemy na tym, co jest teraz i chcemy niejednokrotnie Was pozytywnie zaskoczyć. Stay tuned.




BB%20foto.jpgBlack Bolt

From Banner To Hulk, from zero to redaktor Avalonu. Kiedy dodałeś x-men.pl do listy ulubionych stron? I dlaczego tak późno?

Komiksy i grafika zawsze mnie interesowały, więc nic dziwnego, że jak w domu nastała era internetu, to w tym kierunku poszły moje poszukiwania. Wstyd się przyznać, ale gdy pierwszy raz wpadłem na x-men.pl (powiedzmy, tak około 2003), to nawet nie zauważyłem, że to polska strona była, tylko kopiowałem okładki i rysunki z moimi ulubionymi iksami. Dopiero po pewnym czasie zacząłem czytać, co tam jest napisane. A na dobre mnie chwyciło, gdy na kioskowych półkach ponownie co tydzień zaczęły pojawiać się komiksy za sprawą DK. I wtedy to Avalon stał się moją stroną startową i tak jest po dziś dzień.

Sama droga do redakcji była dość prosta. Najpierw do viqa poszedł pean pochwalny, jaka to wspaniała strona, gdy się już dokładniej zaznajomiłem z jej treścią. Potem przybrałem imię Black Bolta i zadomowiłem się na forum. A jeszcze później była pierwsza rekrutacja. Trzeba było streścić Alpha Flight vol. 3 #1. Dziabnąłem to w ciągu jednego/dwóch dni, nie za bardzo wiedząc, o czym piszę, i do tej pory jest to najszybciej napisane przeze mnie streszczenie, więc śmiało można sobie wyobrażać, jakie tempo mam. Wtedy zamiast mnie, przyjęty został chyba Bosnas. Zbytnio się nie zmartwiłem, bo nim jeszcze dostałem odpowiedź, zacząłem się zastanawiać, po co taki antyhumanista jak ja pcha się do pisania tekstów.

Nie minęło nawet pół roku, kiedy na forum dostałem brzemienną w skutki wiadomość na priva od niejakiego Gila G. Coś w stylu, "chcemy cię mieć" (do tej pory mam to zapisane, jakby zaprzeczał). No cóż, mając nadzieję, że nie było w tym żadnych podtekstów seksualnych, odpowiedziałem na zew pierwszego sekretarza, bo takim osobom się nie odmawia. I tak oto 14 lutego 2005 o godzinie 15:29 dołączyłem do redakcji (tak, tak, od tamtego sądnego dnia zbieram kwity na wszystko i wszystkich, więc mogę operować dokładnymi datami). Na pierwszy ogień poszła seria Soldier X, potem dostałem jakiś aktualny tytuł, potem kolejny i kolejny.

I tak sobie pisałem powolutku, siedząc za kulisami przez ponad rok, kiedy to w 2006 narodził się projekt "eXpansion". Pomysł Gila był świetny i chyba dość oczywisty, choć nikt przed nim nie poruszał tego zagadnienia, ale było w nim bardzo dużo różnych "ale". Wtedy to po raz pierwszy zacząłem się udzielać w życiu redakcyjnym oraz walczyć kłami i kopytami, żeby Avalon wyglądał tak, jak wygląda.

W owym czasie akurat zaczytywałem się Planet Hulk, więc większość przykładów w dyskusji dawałem związanych z Hulkiem, dlatego też po wszystkim, Lex uznał, że najlepiej się znam na zielonym i przekazał Gamma Zone w moje ręce.

 

Lubisz sałatę, czy masz już dość?

Gdy rozpoczynałem pracę nad Gamma Zone, z powodu trwającego Planet Hulk i zbliżającego się World War Hulk, dział ten wydawał mi się najatrakcyjniejszy. Minął rok i wciąż tak jest. Niemal codziennie dowiaduję się czegoś nowego o zielonym olbrzymie i mam jeszcze sporo niezrealizowanych pomysłów. Więc nie, sałata wciąż mi się jeszcze nie przejadła.

 

Czy czujesz się chłopakiem z pokolenia TM-Semic?

A jakże. Widzę, że początki większości redaktorów były takie same, jak moje. Najpierw seriale na RTLu, potem Tytusy, Thorgale i inne Kokosze, aż w końcu w latach '90 nastała era TM-Semic. Kilka Spiderów, Supermanów, Punisherów i Batmanów, ale moją prawdziwą miłością okazali się X-Men. To dzięki nim trafiłem na Avalon, stałem się jego częścią i poznałem tu kilka fantastycznych osób. Więc sentyment do TM-Semic mam wielki.

 

Zostałeś Avalonowym grafikiem, z daru, czy musu?

To wszystko chyba wina Gila. Gdy ekspansja była omawiana, GG zaczął do argumentów dodawać grafiki, więc nie można było być gorszym i też trzeba było je dodawać. Wtedy to specjalnie zainstalowałem sobie photoshopa i nauczyłem się go odsługiwać. Później zacząłem dostawać najprzeróżniejsze i najdziwniejsze zlecenia, nie zawsze związane ze stroną, od redaktorów, którzy mylnie myśleli, że się na tym znam. Jakoś dawałem radę i ostatecznie mimo wielu wizji i pomysłów, na chwilę przed godziną zero, powstało te dziewięć banerów z ukochanymi przez wszystkich kółeczkami i tyleż samo zestawów kolorystycznych, a później inne okazjonalne grafiki. Udało się i jest. Jednym się podoba, innym mniej, a ja wielbiciel prostot, symetryczności i schematyczności jestem wręcz wniebowzięty, kiedy patrzę na to wszystko i wiem, że brałem w tym udział.

 

Rozwaliłeś ASF, jak się z tym czujesz?

Nie żartujcie. ASF samo padło pod ciężarem swojego mitu. Ich lider uciekł za ocean, a pozostawione samo sobie ASF nie wydoliło z przygotowywaniem materiałów do dwóch filmowych promocji pod rząd. Choć znając życie, to pewnie wszystko robili na ostatnią chwilę i dlatego nie wyrabiali się w czasie. Zero wyrzutów sumienia.

Ale ja tam harmonogram zapełniony materiałami mam do końca hulkopromocji, więc i tak jestem zadowolony. Przy okazji wykorzystam sposobność, żeby podziękować wszystkim tym, którzy brali w tym udział, bądź jeszcze biorą. Dziękuję. I zakończę okrzykiem, który znają wszyscy, którzy kiedykolwiek ze mną korespondowali w jakikolwiek sposób.

Black Bolt pozdrawia!



ruddbwaa

TM Semic
Ta nazwa kojarzy mi się z dzieciństwem - wówczas to wydawnictwo było jedynym, dzięki któremu mogłem zapoznać się z najnowszymi przygodami X-Men... No, czasem też Punishera i Spider-Mana, chociaż moją wyobraźnią zawładnęli głównie mutanci (chociaż nie przegapiłem żadnego wydania specjalnego czy Mega Marvela, z DC już było gorzej). Oj, to były piękne czasy - to nerwowe oczekiwanie na najnowszy komiks już na parę dni przed premierą, zaglądanie do kiosku przez szybę w poszukiwaniu nowej okładki, pochłonięcie całego numeru już w kilka minut po wejściu do domu. Pamiętam, że każdy zeszyt układany był tak, by nieobeznany z amerykańskimi wydaniami czytelnik (czyli chyba każdy wówczas, bo oryginalne wydania były wówczas na wagę złota) zbytnio się nie zamotał w fabule. Problematyczne kwestie rozwiązywał we wstępniaku Arek Wróblewski, który odpowiadał też na listy czytelników. Ale przede wszystkim liczyła się możliwość obcowania z prawdziwym amerykańskim komiksem - i to na takim poziomie! Do dziś cała kolekcja polskich X-Men stoi u mnie na półce - w tej chwili za moimi plecami. Aż się łezka w oku kręci...

Jak z czytelnika Avalonu stałeś się jednym z redaktorów?
Zobaczyłem ogłoszenie o poszukiwaniu nowych rąk do pracy - a konkretnie korektorów, zgłosiłem się, poprawiłem próbny tekst, przyjęto mnie. To nie było takie trudne.

Dlaczego codziennie wchodziłeś na Avalon?
Bo lubię wiedzieć, co się dzieje z Marvelem i jego tytułami. Nie jestem w stanie ogarnąć wszystkiego, co wydaje - nie jestem nawet w stanie przeczytać wszystkich interesujących mnie komiksów. Dzięki tej stronie jestem na bieżąco. Dobra robota!

Który z redaktorów powinien przez swoje "pisarstwo" wrócić do podstawówki?
Nie czytam wszystkiego, co pojawia się na stronie, więc możliwe, że przez to nie miałem okazji poznać takich redaktorów. Newsy czy streszczenia, które przeglądam, są napisane starannie i raczej czytelnie. Niektórzy mają może lekkie problemy z gramatyką czy interpunkcją, ale od tego jesteśmy my - korektorzy.

Dlaczego przeważnie korekta na Avalonie polega na wpisaniu przez szefa działu "korekty znów nie ma"?

To pytanie niech szefowie działu skierują do korektorów, którzy się nie wywiązują. Mnie to pytanie uwłacza.


cyke.JPG

Cyclop83

Tak to jest, gdy robi się najdłuższe w historii First Looki przez kilka dni i nie przegląda się forum. Wówczas jest się prawie na końcu.

Komiksami tak na serio zainteresowałem się chyba w połowie lat 90-tych. Wówczas w moje ręce wpadł sławetny numer X-Men z historią Wolverine versus Hellfire Club. Pomału zbierałem wszystkie możliwe komiksy o mutantach, jakie ukazały się w Polsce. Spider-Man naturalnie również był w mojej kolekcji aż do samego końca obu serii w naszym kraju. Potem z braku polskich źródeł komiksowych o mutantach na rokstraciłem kontakt z komiksem. Na szczęście znalazłem w Krakowie dobre źródło komiksów prosto z USA. Naturalnie chodzi o sklep o dźwięcznej nazwie R.A.R. (bądź R.A.R.Y.T.A.S.), który był prowadzony między innymi przez znanego fanom komiksu Kamila M. Śmiałkowskiego. Niestety i to źródło po paru latach upadło. Wówczas trafiłem przypadkiem na stronę pewnego sklepu komiksowego w Gdańsku. I dzięki niemu mogłem dalej cieszyć się komiksami. Z biegiem lat znajdywałem inne źródła komiksowe, kończąc na poznańskim multiversum. Gdzieś tak na początku 2005 roku natrafiłem na stronę o naszych drogich mutantach. Dzięki niej nadrabiałem zaległości z przeszłości mutantów… nawet kosztem zajęć z informatyki. We wrześniu 2005 roku zarejestrowałem się na forum i moja przygoda z nim trwa do dnia dzisiejszego. A jak zostałem newsmanem Avalonu? Jeśli mnie pamięć nie myli, to Lex zaobserwował, iż na forum przekazuję sporo informacji o mutantach. Po krótkiej wymianie PW zostałem newsmanem naszej strony. Pierwszy tekst stworzyłem chyba na początku 2006 roku (archiwum strony na to wskazuje). Poprzednikiem na tym stanowisku był Lex, którego udało mi się pobić, jeśli chodzi o długość zajmowania się newsami. To już ponad 2 lata. Ale ten czas leci. W tym czasie stworzyłem sporo newsów, które, mam nadzieję, były pozytywnie odbierane przez odwiedzających naszą stronę. Przed ewolucją strony roboty było bardzo dużo, jeśli chodzi o newsy. Teraz jest Hotaru i Hendrix. Współpraca z nimi przebiega znakomicie, jak w szwajcarskim zegarku. Mam nadzieję, że gdy zakończę pracę na naszej stronie (co ma nastąpić jakoś w ciągu 2 lat) First Looks, MyCup o' Joe oraz X-Avalon przejmą osoby, które tak jak ja cieszą się tym, co robią.

Jeśli chodzi o mutantów, to jestem jeszcze z jednej sprawy zadowolony. Udało mi się zebrać wszystkie kluczowe historie z udziałem X-Men od opowieści X-Men: The Dark Phoenix Saga. Myślałem, że tego nie dokonam przez kilkanaście lat. Z działalności strony również jestem zadowolony. Zarówno przed, jak i po ewolucji ludzie, z którymi przyszło mi współpracować, są w stosunku do siebie uczciwi. Wiadomo, jak w każdej grupie zdarzają się kłótnie, dyskusje i tak dalej. Na szczęście w przeważającej części spraw potrafimy dojść do konsensusu. A i udało mi się spotkać Lexa osobiście. Nie sądziłem, że się uda, a jednak. Prawie zapomniałem. Osoba, która pomogła mi w pisaniu poprawnie newsów i nie tylko, to naturalnie White King. Ten człowiek naprawdę zna się na swojej robocie i jest wymagający. Dzięki niemu również zaczynam stawiać pierwsze kroki, jeśli chodzi o pisanie streszczeń dla naszej strony.

Aby nie zanudzać. Zapraszam na najbliższe First Looki, w których padł rekord, jeśli chodzi o zwiastuny. Mam nadzieję, iż nasza strona będzie miała jeszcze wiele wspaniałych momentów w swej działalności. Oraz powodów do obchodzenia hucznych urodzin.


I na koniec mały bonus w postaci wywiadów z dwójką naszych czytelników.


krzycer.jpg

Krzycer

 

Dlaczego uzależniłeś się od Avalonu i ile już lat to trwa?
Bo oglądając X-Men TAS na FoxKids po raz n-ty chciałem dowiedzieć się czegoś o mutantach, a Avalon był pierwszym wynikiem w wyszukiwarce - i jedynym stale aktualizowanym w tamtym okresie, jeśli dobrze pamiętam. Będzie przynajmniej pięć lat, jak pierwszy raz trafiłem na stronę, jeszcze zanim zacząłem czytać komiksy Marvela.


Wolałeś kameralny x-men.pl, czy teraz potwór marvelcomics.pl lepiej spełnia Twoje wymagania?

Mniej więcej w czasie Civil War zacząłem się interesować resztą świata Marvela, więc publikowanie newsów nie tylko o mutantach przyjąłem z radością. Więc pewnie można powiedzieć, że nowy, większy Avalon lepiej spełnia moje wymagania.


Czy odwiedzasz jeszcze jakieś polskie serwisy komiksowe?

Nie. Czasem na coś wpadnę - ale ponieważ z amerykańskich komiksowych miesięczników czytam tylko marvelowskie, to nie mam potrzeby wchodzić gdzie indziej.


Forum Avalonu to Twoje drugie życie, czy już pierwsze?

Odkąd zacząłem czytać komiksy Marvela (niedługo będą 4 lata) forum Avalonu jest jednym z trzech, które sprawdzam codziennie, więc jeśli chodzi o aktywność internetową, to jest zdecydowanie pierwszorzędne.
Mimo to wolę utrzymywać, że moje pierwsze życie to te poza Internetem.

 

 

crisscross.jpg

CrissCross

 

Dlaczego uzależniłeś się od Avalonu i ile już lat to trwa?
Trwa to lat... dużo. A dlaczego? Bo tematyka "X" interesuje mnie od dzieciństwa.


Wolałeś kameralny x-men.pl, czy teraz potwór marvelcomics.pl lepiej spełnia Twoje wymagania?
Teraz jest chyba lepiej. Marvel Universe to taki światek, gdzie wszystko się prędzej czy później ze sobą łączy, więc rozbudowanie strony pozwala lepiej to wszystko poznać.


Czy odwiedzasz jeszcze jakieś polskie serwisy komiksowe?
Nie odwiedzam. Avalon zapewnia mi wszystkie informacje, jakie mnie interesują.


Forum Avalonu to Twoje drugie życie, czy już pierwsze?

No niestety, jeszcze drugie, bo mam jeszcze parę innych zainteresowań.


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.