Avalon » Publicystyka » Artykuł

Wspominki na 6. urodziny Avalonu. Część 3.

Dziś przedostatnia część wspominek spóźnialskich, redaktorów części filmowej i tych najmłodszych stażem.
Dziś przedostatnia część wspominek spóźnialskich, redaktorów części filmowej i tych najmłodszych stażem.

Kilku członków Dział filmowego, w kolejności alfabetycznej:


Bullet2.jpgBullet
Jak widziałem Avalon przed dołączeniem do redakcji?
Zacznijmy od tego, że na stronę (www.marvelcomics.pl) natknąłem się przypadkowo. Szukałem materiałów do pracy rocznej lub tapet komiksowych lasek.. już nie pamiętam. W każdym razie znalazłem Avalon, spodobał mi się, dodałem do ulubionych, a trzy tygodnie później wziąłem udział w konkursie rekrutacyjnym...

Jak dołączyłem do redakcji i jak ją odbieram?
W konkursie rekrutacyjnym wziąłem udział z lekkim przymrużeniem oka. A może się uda... no i udało się. Jak odbieram ludzi z redakcji? Hmm, generalnie dobrze. Niektórych bardzo szanuję, co poniektórzy podnoszą mi ciśnienie, ale też ich szanuję. Ale jedno jest pewne - pracuję z profesjonalistami.

Na czyją pracę masz ochotę - jakiego szefa działu chcesz zastąpić?

Nie chcę nikogo zastępować. No, chyba, że mamy dział public relation z płcią piękną i dział rozrywkowy dla VIP-ów... ech, marzenia.

Wspominki o Semiku?
Tm-semic, czasy dzieciństwa, wypraw do kiosku i naprawdę dobrych tytułów, takich jak chociażby "Ostanie łowy Krevena" czy "MM". Kiedyś wszystko miało swój niepowtarzalny klimat... Ale teraz jest Avalon.



fylyp.jpg
Fylyp3g

Czy twoja droga do redakcji była typowa – tzn., czy byłeś czytelnikiem, który wielbił X-men/Marvelcomics.pl i przy naborze śliniąc się i pocąc, wysłał swój txt i łapówkę z prośbą o etat?
Była całkowicie typowa. Bodaj we wrześniu pojawiła się informacja o rekrutacji do działu filmowego. Akurat wtedy miałem dosyć lekką robotę, zajmowałem się rekrutacją rodaków do pracy w Londynie i całkiem nieźle mi za to płacono. Jednak brakowało mi w tym emocji, zero radosnej twórczości ku uciesze ludu. Łapałem się wtedy wszelakich zajęć, łącznie z nieudaną do dziś reaktywacją mojego projektu muzycznego. Tak też Avalon był dla mnie niczym grom z jasnego nieba. Tym bardziej, że czytałem go od lat, a o wiele dłużej jestem fanem komiksów Marvela. Takoż zgłosiłem się, dostałem cztery zadania rekrutacyjne, potem było ogłoszenie wyników. Jak się okazało, byłem najlepszy z całego naboru, więc żadne łapówki, słoiczki pełne zaplamionych krwią konkurentów euro i zniżanie się do punktu siedzenia szefostwa nie było potrzebne.

Byłeś czytelnikiem Avalonu, co najbardziej Ci się podobało, czy oprócz strony zerkałeś na forum?
Czasem zaglądałem na forum, choć nie jako czynny uczestnik dyskusji. Obserwowałem z ciekawości, co się dzieje w fandomie. Jednakże głównie interesowały mnie newsy. Zawsze starałem się być na bieżąco. Traktowałem Avalon także, jako dobre miejsce do uzupełnienia wiedzy o świecie Marvela. Mnogość informacji encyklopedycznych stawia nasz serwis na pierwszym miejscu w kraju.

Jesteś z pokolenia TM-Semic? Jak wspominasz te czasy i te komiksy?

To były dobre czasy. Byłem sprawniejszy fizycznie, nie siedziałem godzinami nad tekstami w pozycji niegodnej człowieka. Nie musiałem martwić się płaceniem rachunków, ani kląć pod nosem na polityków podczas oglądania programów informacyjnych. Komiksy były wtedy w zasięgu ręki, czyli we wszystkich kioskach i to te najważniejsze dla mnie pozycje. Mieliśmy rozwijający się rynek, na który niestety niespodziewanie spadł meteoryt jakieś niewytłumaczalnej niemocy. Gdy zamknięto X-Men to niemal się załamałem. I tak to trwa do dziś. Miałkość ryneku, nie moje załamanie. Zeszyt nijako się skończył i liczą się tylko wydania książkowe. Nie piszę, że to źle, jednak trochę mi ich żal. Tym bardziej, że wydaje się mało i najczęściej, niestety nienajlepsze pozycje. A już najbardziej głowa pęka, gdy jakość wydania woła o pomstę do nieba. Co niestety zdarza się zbyt często.

Piszesz niusy dla kilku stron, wymień je i powiedz, dlaczego to Avalon jest najlepszy z nich?
Niedawno zrezygnowałem ze współpracy z Batcave i odsunąłem się nieco od pisania w Comix Grrrlz, pozostając jedynie stałym współpracownikiem. Oba te miejsca bardzo cenię, jednak czegoś mi tam brakowało, a i czasu na nic ostatnio nie miałem. Pisanie dla samego pisania nigdy mnie nie interesowało. Każdy serwis musi mieć także to "coś", co mnie do niego ciągnie i pozwala w nim trwać. To tak jak z kobieta, która i tak cię później zdradzi z jakimś przypadkowym kolesiem. Avalon to ma. Ten serwis nie tylko "jest", on "żyje". I choć nikt mi tutaj nie płaci za pisanie, to mam frajdę przy pracy w nim. Dopóki takowa będzie, dopóty ja tu będę ku załamaniu nerwowemu Ozza. Kiedyś takowa się skończyła, więc zrezygnowałem, jednak jak widać jestem znowu. Może to jakiż magnetyzm. Nie wiem. To z punktu widzenia redaktora, a od strony czytelniczej serwis też ma po swojej gros argumentów na tak. Świeże informacje, olbrzymia ilość streszczeń (których nie czytam), forum, na którym udziela się niemal cała redakcja, mnogość ciekawych eventów i wiele, ale to naprawdę wiele więcej. Trzeba przy tym pamiętać, że mamy tu do czynienia z czymś, co powstało z "niczego" (czytaj: z pasji) i ciągle prze śmiało do przodu. Choć logicznie rzecz biorąc, z uwagi na skrajnie różnych redaktorów, to nie powinno się udać. Widocznie tu kończy się logika, a zaczyna coś ponadto. Najprawdopodobniej Jezus nas kocha bardziej.

Udało się Wam postawić filmówkę na nogi, stworzyć z niej dział nieodbiegający od tych komiksowych. Ciężko było?

Jeszcze dużo nam brakuje, by był na miarę tego komiksowego, na który osobiście się nie zamykam, jak większość moich kolegów z działu filmowego. Przez tych kilka miesięcy poczyniliśmy kilka dużych, oraz kilka mniejszych kroków i co najważniejsze, podnieśliśmy nieco poprzeczkę. Mamy właśnie trzecią akcję promocyjną. Choć dystrybutorzy jeszcze nas nie docenili logiem na plakatach, to poczyniliśmy postęp. Na plus warto zaliczyć także wprowadzenie mojego pomysłu, czyli Strefy Szortów, która stała się kolejnym punktem stałym po Pulse i Living Tribunal. Kolejne są w poczekalni. Ciągle wyglądamy rozbudowy filmówki. Gdy ta w pełni ruszy, wtedy będzie się dopiero działo. Na razie pozostaje nam ostra praca w stronę wiekuistości i chwały wszelakiej. Zachowując jednocześnie zasady pisowni w rodzimym języku, czego sobie i moim kolegom z redakcji serdecznie życzę.

Jesteś znany z dość niecodziennych postów, jakieś słowa dla tych, którzy dodali Cię do listy ignorowanych?
Niedawno stwierdziłem, że moja szczerość i niekonwencjonalność, w której się przez te 24 lata socjalizowałem, wprowadzi mnie kiedyś do pieprzonego, głębokiego i zaiste mrocznego dołu na odwłoki… Co mam im do przekazania? Dobry wybór! Nie widzę lepszego, winszuję i popieram w całej szerokości i rozciągłości. Więcej, gdyby ktoś mnie poprosił, to ułożyłbym równanie na poparcie tej decyzji w metrach sześciennych.

Masz ambicje przejąć filmówkę od Kaktusa?
Mam o wiele większe ambicje. Filmówka, ba, nawet cały Avalon, to dla mnie za mało. Wszystko, co robię w życiu, jest krokiem ku czemuś ponadto. Co by się nie zwijać z braku rozwoju. Bo potem to już tylko artretyzm, prostata i demencja.



franklin.jpg
Kakteen

Najpierw był Avalon, potem Kaktus się z nim zetknął. Jak doszło do tego? Ile kolców złamałeś?
Przygoda z serwisem zaczęła się w roku 2005. Było to jedno z moich pierwszych zetknięć z rozpoznawalnymi mediami od środka. Avalon był jeszcze wtedy stroną traktującą tylko o X-Men, do których obok Spider-Mana zawsze czułem największy sentyment, jeśli chodzi o postaci rodem z "Domu Pomysłów". Zwierzę ze mnie bardziej filmowe niż komiksowe, dlatego też jakoś udało się przetrwać w swoim prywatnym ekosystemie. Potem strona ewoluowała, dochodzili nowi redaktorzy, dorastaliśmy my wszyscy... W przeważającej większości dzieci Semica, spuścizna Marvel-Arka. Na tej - nierzadko ciernistej drodze - nie obyło się bez zgrzytów, ale gdzie ich nie ma?

Jesteś osobą, której zawdzięczamy powstanie filmówki z kolan, dobrałeś sobie ekipę, to Tobie zawdzięczamy patronaty ostatnich filmów. Jak Ci się to udało?
Odpowiem przewrotnie. Moją małą ojczyzną jest Wielkopolska, natomiast o tym, jaką drogę przebył dział filmowy od zarania do miejsca, w którym znajdujemy się dzisiaj, wiedzą tylko najmądrzejsi górale z dalekiego południa... A tak na poważnie, to nie byłoby dzisiejszych sukcesów bez długoletniej pracy całego sztabu ludzi, konsekwentnie budujących markę strony. I w tym miejscu należą się im podziękowania.

Oczywiście takie odcinanie kuponów od popularności jak filmowe patronaty to nie tylko przyjemność, ale też dodatkowe obowiązki. Organizacja i ocena konkursów, cała logistyka z wysyłaniem paczek, negocjacje z przedstawicielami firm i dystrybutorów. Muszę jednak przyznać, że pomimo całego natłoku zajęć na pewno warto, przede wszystkim dla czytelnika. I tutaj nasuwa się mi pewna anegdota. Ostatnio jeden z laureatów konkursów poprosił o... autografy członków działu filmowego Avalonu :). Zabawna sytuacja, ale z drugiej strony to nobilituje.

Niewątpliwie zdarzają się też drobne błędy i biorę pełną odpowiedzialność za niedociągnięcia zespołu na siebie. Sęk w tym, aby z tych potknięć wyciągać wnioski. W głównej mierze zgrzyty wynikały z tego, że Avalon jest swego rodzaju wolontariatem, obok którego mamy masę innych obowiązków, które trzeba umiejętnie ze sobą godzić. Tak się też stało, że dział filmowy to specyficzny team, prawdziwa mieszanka wybuchowa ścierających się ze sobą osobowości. W tym red. Fylyp3g, postać zasadniczo nie do podrobienia i tzw. "człowiek z charakterem" oraz ułańską fantazją. Potrzeba dużej elastyczności i kombinatoryki, często dobrej woli, by zlepić pozornie sprzeczne ze sobą żywioły w jedną całość.

Dokąd zmierza filmówka Avalonu? Co jeszcze nowego w niej zobaczymy?
Jak najbliżej do gwiazd. Bo jeśli mamy przetrwać to tam, wśród gwiazd, jest nasza przyszłość...;)


Kolejni, niemniej ważni, członkowie Avalonu...


majne150.jpg
majne

Lubisz komiksy, czy to, że jesteś naczelnym programistą Avalonu, to przypadek i równie dobrze strona mogłaby być o gołych pan(i)ach?
To nie przypadek :) . Komiksy czytam od zawsze (niestety teraz już nie tak często jak kiedyś).
Pierwsze kroki w poznawaniu literek zaczynałem właśnie od komiksów i nieśmiertelnego dla mnie "Kajko i Kokosza". Jak rodzicie stwierdzili, że nie mają już siły i czasu czytać mi komiksów (wiadomo, życie na wsi nie rozpieszcza) sam musiałem się zabrać za czytanie :P
Avalon znalazłem na sieci tak dawno, że już nie pamiętam, kiedy to było.
Pierwszy kontakt z Lexem był jeszcze na długo przed planami marvelcomics.pl, odnośnie funkcjonalności, która umarła, zanim została wdrożona. Potem było długo długo nic, znaczy cisza, aż po powrocie z urlopu w skrzynce odnajduję maila od Lexa: "Project Expansion Cytat: Avalon dojrzał do postawienia kolejnego kroku w rozwoju..."

Ile pracy włożyłeś w rozwój serwisu z x-men.pl na marvelcomics.pl?
Ile pracy, znaczy się czasu?? Dużo.
Ile pracy, znaczy się siebie?? Dużo.
Ile pracy, znaczy się pomysłów?? Parę :D
Na początku wszystko szło opornie, wiadomo jak to początki. Potem z czasem się rozkręcało :)

Dużo działasz z Lexem, musisz go nie znosić po takim czasie znajomości, udało Ci się zhakować mu komputer i znaleźć coś obciążającego, coś, co zniszczy jego wizerunek Matki Teresy z Avalonu?
Hehe, już dawno to, co Lex miał u siebie zahasłowane, nie jest dla mnie tajemnicą. Upss ... mam nadzieję, że Lex tego nie będzie czytał.
Największy mój problem z Lexem jest taki, że moja druga, lepsza połówka jest o niego zazdrosna.
No dobra, wiem, jak to brzmi, tak więc proszę bez zbędnych domysłów :P



hotaru.jpg
Hotaru

Coś o sobie
Urodzony w 1983, wychowywany w cudownych czasach PRLu i dorastający... Dobra, sam zaczynam ziewać. W każdym razie mój pierwszy komiks to Transformers, zasponsorowany przez babcię i z którego miałem niewiele pożytku, bo jeszcze nie umiałem czytać. Jakiś czas potem w odwiedzinach u kuzyna trochę z nudów zacząłem przeglądać jego kolekcję komiksów (Spidery, Batmany, Supermany, Transformers i X-Men) i zakochałem się w pewnych kocich błękitnych oczach białowłosej laski rysowanej przy Byrne'a. Od tego czasu co miesiąc (lub co dwa) oblatywałem wszystkie kioski w mieście, by tylko dostać w swoje łapy kolejny x-numer. TM-Semic padł, więc i moje zainteresowanie powoli stygło, aż do czasu, kiedy oglądając na kompie jakiś filmik za pomocą ad-ware'u zwanego Real Player zobaczyłem reklamę pierwszego filmu o X-Men. Serce znowu mocniej zabiło i miłość wybuchła jak supernowa. Trwa do dzisiaj, chociaż z namiętnego rozbuchanego romansu powoli zaczęła się przeistaczać w małżeńskie przywiązanie. (Nie, nie użyłem tego porównania w znaczeniu pejoratywnym.)

Mój pierwszy raz
Szczerze powiem, że nie pamiętam dokładnie, kiedy i w jakich okolicznościach po raz pierwszy zawitałem na Avalon. Najważniejsze, że zostałem. Z początku jako zwykły czytelnik, z czasem zacząłem się odrobinkę udzielać, w szczególności na forum. Z nostalgią wspominam forumowe sesje RPG, najpierw prowadzone przez Remy'ego, potem przez Onslaughta. Zdarzały się okresy dłuższej separacji, kiedy np. wyjeżdżałem harować za granicę albo kiedy wprowadzałem się na stancję bez dostępu do neta. Jakoś w tym czasie skontaktował się ze mną Gil z propozycją współpracy, ale nie zdecydowałem się podjąć wyzwania z różnorakich powodów rodem z życia zwanego prywatnym. Miesiące mijały, regularnie odwiedzałem Avalon i kiedy rok temu Lex ogłosił, że X-Avalon kończy działalność, było mi naprawdę smutno i poczułem wewnętrzny sprzeciw – Internet bez Avalonu? Na szczęście strona powróciła, w glorii i chwale, potężniejsza niż kiedykolwiek. Jakoś wtedy skończyłem studia, wziąłem ostatnie w życiu wakacje i po nich zacząłem obijać się w domu, jak na bezrobotnego absolwenta przystało. Z braku czasu zapodawałem na forum mnóstwo newsów i znów dostałem propozycję współpracy, tym razem od Lexa. Po kilkutygodniowym wahaniu udało mu się w końcu mnie namówić i oto jestem.

Moja działka
Od początku zająłem się newsami. Pod moje skrzydła trafiły te dotyczące działów Assemble, potem Unstable Molecules, Hell's Kitchen, i kiedy Cyclop83 musiał na chwilkę zredukować swe zaangażowanie, te ogólne i bez wyraźnego przydziału. Pierwsze miesiące newsami sypałem jak z rękawa, a potem zacząłem pracę zawodową zjadającą mi ok. 12h z doby i już nie było tak zielono, ale luz, daję radę.
Inaczej nie zdecydowałbym się zacząć pisać streszczeń. Po lekturze urzekającego The Gunslinger Born #1 zapragnąłem go streścić, dostałem przydział i chwilę potem stukałem się po łbie, próbując w streszczeniu oddać chociażby ułamek klimatu wypracowanego przez Davida i Lee. Ponieważ nie uczę się na błędach, następnie pod moje skrzydła wziąłem Foolkillera, którego narracja momentami była jeszcze mniej standardowa, i ponownie moja czaszka znosić musiała razy.
I tak to się kręci – jest fajny newsik, to wędruje na stronę, i tak samo z kolejnymi numerami wybranych przeze mnie serii.

Redakcja i redaktorzy
Co się tyczy ludzi, to nie mogę narzekać. Nie można sobie chyba wyobrazić przyjaźniejszego przyjęcia do redakcyjnego grona. (Po tym wstępie, ludzie nie lubiący nadmiaru lukru mogą sobie darować resztę akapitu.) Wszyscy byli (i są nadal) bardzo pomocni, poczynając od Leksa wprowadzającego mnie w niuanse funkcjonowania redakcji i pomagającego od czasu do czasu przy newsach, albo kiedy nasz CMS się na mnie obrazi, poprzez Cyclopa83, który chyba za punkt honoru postawił sobie, bym się tu czuł jak najlepiej, poprzez kierowników działów, z którymi współpracuję, aż po oddział pełniący korektę, którym zdecydowanie za rzadko dziękuję za dobrze wykonaną robotę. Nie wiem też, czy to moje naiwne usposobienie, ale wydaje mi się, że nawet Ozz nie częstuje mnie (zbyt często) swoim ostrym jak bicz językiem.
To chyba dobry moment, żeby wspomnieć o Czytelnikach, a w szczególności tych, którzy skrytykowali moją pracę. Nawet nie wyobrażacie sobie, jaka to frajda, kiedy ktoś, kto rzeczywiście przeczytał to, nad czym się siedziało, ma dla was słowa konstruktywnej krytyki (pozdrowienia dla Charleene).

Przyszłość
Jak zapatruję się na przyszłość? Po prawdzie, liczę na drobne usprawnienia w systemie zarządzania treścią, które być może nie będą widoczne z Waszej – Czytelników – strony, ale które wielce ułatwią pracę nam, Redakcji. Czekam też na moment, kiedy aktywna Filmówka doczeka się swojego działu z prawdziwego zdarzenia i jestem ciekaw tego, co z nim zrobi. Nie ukrywam, że trochę już nuży mnie obecny layout i przydałoby się coś świeższego – kierunek wskazany przez logo prezentowane przy okazji konkursów uważam za obiecujący. Zaś w dalszej perspektywie... ach, niewypowiedziane marzenia czasami są najsłodsze.


Demogorgon

Jak widziałeś Avalon przed dołączeniem do redakcji?
Jako stronę, na którą wchodzę codziennie, zamiast robić coś produktywnego, i jedyne źródło wiedzy o pewnym skrawku Marvela.

Jak dołączyłeś do redakcji i jak, póki co, Ci się ona podoba?

Dołączyłem w naborze po "ewolucji" Avalonu. Odbieram redakcję bardzo dobrze, jest miła atmosfera i wszystko jest załatwiane spokojnie. Są czasem pewne zgrzyty, a ludzie z filmówki z początku działali mi na nerwy, ale przyzwyczaiłem się.

Jesteś dzieckiem Semica?
Dzięki Tm-Semic pokochałem komiksy. To tam poznałem Batmana, Spider-Mana i G.I.Joe. Był też Super-Man, który średnio przypadł mi do gustu, oraz X-Men, których przyznaję, nie potrafiłem zrozumieć ni w ząbek. Do tej pory mam ogromną kolekcję komiksów tego wydawnictwa, których nie wstydzę się trzymać na widoku, jako moją dumę i chlubę.

Czym zajmujesz się na Avalonie i jak się to ma do Twoich aspiracji, czyli krócej: na czyją posadę dybiesz?

Ja? Streszczam, co sobie wybiorę do streszczania. A moje aspiracje - chcę streścić tyle alternatywnych rzeczywistości, żeby szefostwo utworzyło dla nich osobny dział, którego zostanę szefem. Mój plan jest genialny w swej prostocie! <tu następuje pokaz złego śmiechu>


Hendrix

Ty i komiksy to od dawna przyjaciele?
Odkąd pamiętam. Najpierw były Kajko i Kokosz, Tytus, potem Thorgal, Yans i wiele innych, aż w końcu pojawił się TM-Semic. Pierwszym komiksem tego wydawnictwa, jaki kupiłem, był Spider-Man 2/91 z historią "Ślub" (można się domyśleć, że OMD wkurzył mnie w szczególny sposób). Przygodę z Semicem zakończyłem tak, jak zacząłem, czyli ślubem - tylko tym razem Cyclopsa z Jean w ostatnim numerze polskiego X-Men. Później zamiłowanie do komiksu przygasło na wiele lat.

Pierwsze spotkanie z Avalonem
Pewnego dnia przypadkiem znalazłem (wszystkie dobre rzeczy znajduje się przypadkiem) źródełko z wszyskimi komiksami o mutantach od pierwszego komiksu z 1963 aż po aktualne. Od razu sobie przypomniałem przypisy z polskich komiksów "* poprzednie przygody nie publikowane w Polsce" pojawiła się okazja zapoznać z tymi niepublikowanymi komiksami i wyjaśnić parę wątków, które TM-Semic zostawił otwarte. Ale najpierw trzeba było się dowiedzieć, czego szukać, jakie serie, numery składają się na daną historię i w tym właśnie momencie odkryłem Avalon x-men.pl, wtedy jeszcze stronę poświęconą wyłącznie mutantom. To było jakieś 3 lata temu.

Praca w redakcji, jako najmłodszy stażem

No cóż, powoli zaprzyjaźniam się z edytorem newsów, dowiedziałem się, że istnieje limit czasu na pisanie informacji. Szkoda, że dopiero po tym, jak odczułem ten limit na własnej skórze. Okazało się, że najwięcej czasu nie zabiera pisanie tekstu, który przy okazji newsów jest zazwyczaj krótki, ale wklejanie obrazków. Ile się trzeba przy tym naklikać! Trochę irytujące jest narzucanie newsów odgórnie tak, jakbym sam nie był stanie ich wyszukać, a z drugiej strony, gdy jakiś tekst moim zdaniem nie wnosi nic nowego, C83 potrafi uszanować mój pogląd i z tekstu zrezygnować. Reasumując, jest nieźle.


ghaez.jpg
ghaez

Pokolenie Tm-semic obejmuje również Ciebie?
Nie mam pojęcia, co to takiego, więc chyba nie. To, zdaje się, jakiś prastary polski wydawca komiksów, tak? Ja nigdy nie byłem entuzjastą tej formy sztuki, choć jeden taki Marcin chciał mnie raz nawrócić.

Wszystkie drogi prowadzą do Avalonu, jak przebiegała Twoja?
Niestety nie uraczę tu czytelników jakąś romantyczną historią, jak to np. Christoff odnalazł mnie jako niemowlę dryfujące po Wiśle w koszyczku, wychował i pokazał ciemną stronę mocy...
Marcin, założyciel Avalonu, to mój stary ziomek jeszcze z czasów grania w "chowanego z piłką" przed blokiem i wspólnego irytowania znienawidzonej pani kosmetyczki z pobliskiego zakładu. Byłem wtedy chyba jedyną osobą, do jakiej Marcin mógł się zwrócić o techniczną pomoc w realizacji pomysłu. Nie musiał mnie specjalnie namawiać, wspólnie zajmowaliśmy się już wtedy jedną stroną internetową (strona kanału IRCowego #actionmag). Spędzaliśmy mnóstwo czasu na IRCu właśnie i współpraca dobrze się nam układała. Można powiedzieć, że naturalny podział obowiązków wynikający z naszych umiejętności i talentów dobrze się uzupełniał.

Jak przebiegała Twoja Avalonowa kariera?
Bardzo spokojnie. Ja nigdy specjalnie nie wnikałem w to, co się dzieje na Avalonie. Nie wiedziałem o najważniejszych newsach, nie śledziłem żadnych wątków, nic. Marcin przychodził do mnie kiedy trzeba było coś zmienić, dorobić, przerobić itd.
Od początku zajmowałem się grafiką i HTML-em. Avalon w pierwszej wersji był stroną całkowicie statyczną, czyli składał się z dziesiątek, potem setek HTML-owych plików. Było tam kilka typów plików: newsy, streszczenia itp. Kilka pierwszych plików każdego typu przygotowywałem ja, a potem Marcin przechodził krótkie przeszkolenie i przejmował sprawę. Dzisiaj aż trudno mi sobie wyobrazić, jak wiele czasu traciliśmy przez taką prymitywną metodę tworzenia strony. No ale ja się wszystkiego dopiero uczyłem, głównie na błędach i wielu długich żmudnych godzinach, np. wklejania nowego graficznego bannera w kilkuset plikach...
Pamięć mam krótką, więc mogę się mylić, ale chyba w drugiej połowie 2004r. przyszedł czas na PHP, czyli skrypty automatyzujące działanie strony. To była prawdziwa rewolucja. Powstał panel administracyjny, gdzie wszyscy, którzy znali jego adres (no co? system użytkowników i uprawnień to trudna rzecz!) mogli modyfikować treści, dodawać nowe itd. Aż trudno mi uwierzyć, ile wtedy miałem czasu na programowanie tego wszystkiego, w zasadzie przez dość długi czas nie zajmowałem się niczym innym. Jeżeli dobrze pamiętam, odpalenie PHP-owej wersji Avalonu to był pierwszy w jego historii tzw. "reload".
Marcin zawsze był moim łącznikiem z ekipą Avalonu, w zasadzie nie znałem zbyt dobrze tych kolesi. Dlatego też kiedy on postanowił zrezygnować z funkcji redaktora naczelnego, ja też porzuciłem swój etat. Pomagałem im jeszcze kilkukrotnie w drobnych sprawach, ale w końcu znalazł się ktoś na moje miejsce.

Szukam kwitów na innych, śmiało sprzedaj kogoś.
Christoff jest nieślubnym synem Bronisława Wildsteina, serio, nawet się z tym obnosi. Marcin to zwyrodniały hazardzista i seksoholik. Foxdie chędoży na lewo i prawo, a ma taką fajną dziewczynę... Wszyscy piją absynt bez rozcieńczania, a niektórzy rzucają się na przechodniów w samym środku Opola. Nie, nie mam kwitów na nikogo.

Jak podoba Ci się nowy Avalon?
Nie podoba mi się. Ja zajmuję się projektowaniem serwisów internetowych, programowaniem frontendów itd. i to po prostu nie może mi się podobać. Wygląd tego serwisu jest wprost archaiczny. Tak, to ja go projektowałem, ale to było całe wieki temu, a ponad to od tamtej pory miały miejsce przeróbki, które, moim zdaniem, pogorszyły jeszcze sprawę. Myślę, że na Avalonie forma musi dogonić wreszcie treść.
Ale przecież to pytanie nie dotyczy tylko wyglądu... Serwis zrobił ogromny postęp, od kiedy opuszczałem stanowisko głównego tecznego. Wielkie brawa za pomysł z rozszerzeniem tematyki serwisu, za utworzenie podserwisów tematycznych. O to chodzi, chłopaki! Zresztą statystyki odwiedzania strony mówią tu wszystko odnośnie oceny Avalonu przez tych, dla których jest tworzony. Myślę, że to absolutna czołówka branży w naszym kraju.
Uważam, że Avalon ma ogromny potencjał na przyszłość. Nastały czasy Web 2.0 i Avalon musi szybko na ten prąd odpowiedzieć. Myślę też, że osoby decydujące o kierunku rozwoju serwisu powinny patrzeć na niego bardziej profesjonalnie, a nie już tylko hobbystycznie. Avalon to obecnie bardzo duże przedsięwzięcie i musi być umiejętnie prowadzone. Jako człowiek odpowiedzialny na codzień za sprawy programistyczne i tym aspektem z Avalonem związany, oczekuję od tego serwisu szczególnego nacisku na sprawy techniczne. I życzę powodzenia!

Masz zamiar wrócić?
Odszedłem, bo Marcin zrezygnował. Ale to głupio brzmi i nie jest całą prawdą. Marcin miał inny pomysł na inicjatywę w internecie, chcieliśmy się temu poświęcić. Wtedy też studia i praca czysto komercyjna zajmowała coraz więcej mojego czasu. Co więcej, udzielałem się jeszcze muzycznie w kilku metalowych kapelach. Doszło nawet do wydawania płyt, koncertowania, to wszystko było mi bliższe niż mutanty, dlatego mój wybór był taki jaki był.
Powrotu do Avalonu nie wykluczam, nigdy nie mówię "nigdy". Tym bardziej, że jak patrzę na szatę graficzną serwisu, to aż mi się sam Photoshop odpala... Kto wie, może jeszcze kiedyś nasze drogi się przetną.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.