Avalon » Publicystyka » Artykuł

Wspominki na 6. urodziny Avalonu. Część 2.

Żeby nie przedłużać - wczoraj zaserwowaliśmy wam pierwszą część wspominek, dziś kolejna porcja. Enjoy!
Żeby nie przedłużać - wczoraj zaserwowaliśmy wam pierwszą część wspominek, dziś kolejna porcja. Enjoy!

ja.jpgredevil

 

Przed Avalonem

Jestem typowym czytelnikiem komiksów w Polsce urodzonym w latach osiemdziesiątych. Wychowałem się na Semicowych Spiderkach i X-Menach. Nigdy nie lubiłem Supka, czy Gacka. W pewnym momencie rodzice wmówili mi, że wyrosłem z komiksów. Oddałem swoją kolekcję do biblioteki i tyle. Niemniej ciągle czułem, że czegoś mi brakuje. W maju 95 roku przełamałem się, poszedłem do kiosku i kupiłem, co mieli na stanie - Pająka i X-Men. I to był mój koniec. Komiksy znów mnie wciągnęły i nic nie wskazuje, że ma się to zmienić. Nie piję, nie palę, tylko kupuję i kupuję wciąż nowe zeszyty, trejdy i haceki. I jestem szczęśliwy.

 

Avalon

Tak koło roku 2003 odkryłem internet (mniej więcej jak Jay w "Jay i Cichy Bob kontratakują") dzięki temu, że otworzyli koło mnie kafejkę. Oczywiście nie przeglądałem stron xxx (bo mieli zablokowane i ciągle ktoś zaglądał mi przez ramię), tylko zacząłem szukać komiksowych stron. Tak znalazłem WRAKA i jego forum, KaZet, no i Avalon. Byłem pod wrażeniem stronki o X-Men. Od razu zacząłem czytać streszczenia komiksów, które wyszły po zamknięciu serii Semica. Teraz zdecydowałem się spełnić swoje marzenie sprzed lat - zebrać całą kolekcję X-Men.

Mój angielski zaczął się poprawiać i zacząłem czytać oryginalne wydania, pierwszym zakupionym był Ultimates, potem już różnie, pierwsze komiksy dostałem z USA od znajomej matki. W jednej paczce były zeszyty Batman: Hush Jima Lee i Scooby Doo. Swoje braki w wiedzy i oczytaniu w dalszym ciągu nadrabiałem czytaniem streszczeń. Przyszedł czas, kiedy trafiłem komiks p.t. Chamber z serii Marvel Icons i kiedy skończyłem lekturę i nie znalazłem streszczenia postanowiłem, że spróbuję swoich sił. Gdy skończyłem pisać i zastanawiałem się, jak wysłać próbkę swojej pracy, Avalon akurat ogłosił nowy nabór. Szybki mail z mojej strony i po kilku dniach nerwówki White King napisał do mnie wiadomość: "Zostałeś przyjęty". Pamiętam, że cieszyłem się jak dziecko, właściwie do dziś się cieszę.

Zostałem przyjęty, od razu dostałem swój przydział streszczeniowy i... tyle. Szczerze, nie na to liczyłem. Myślałem, że spotkam tu wygadanych ludzi, a nie rozmawiałem z nikim. To były czasy, gdy jeszcze kontaktowaliśmy się poprzez Yahoo. Z czasem jednak udało mi się porozmawiać z White Kingiem, Snak3'm, czy dostać opierdziel od Gila (niezasłużony drogi Panie, oj nie [może masz rację, ale popatrz jak motywująco to podziałało, Twój postęp jest ogromny - wtrącający się Gil]). Pamiętam, że ktoś żartobliwie nazwał Lexa Aleks(x)andrą i spanikowany szybko próbowałem ustalić, czy faktycznie naczelny to kobiałka.

W końcu przyszedł rozwój, dostałem możliwość prowadzenia działu o Franku i wreszcie zaczęliśmy się normalnie kontaktować w redakcji dzięki forum. Dzięki temu jestem na Avalonie do dziś.

 

Blaski

Na pewno ludzie są tu plusem. Z niektórymi się nie zgadzam, innych ignoruję, bądź ignorowałem (pozdrawiam Fylypa:). Ale zawsze znajdzie się ktoś, z kim porozmawiam więcej niż kilka słów. W przeszłości byli to Snak3, White King, teraz zanudzam Lexa swoimi postami i świetnie się bawię, dokuczając Don Godowi (ostatnio przy pisaniu o Ennisie wynikła zabawna historia - don wysłał mi swoją część tekstu i napisał, że nie wie, jak używać cudzysłowów, że mu się już nie chce tego poprawiać, ja w tym samym czasie zacząłem szukać zdjęcia Gartha i od razu natrafiłem na ten kadr z ennisowego "Kaznodziei")

 

Cienie

Pamiętam swój kryzys, który dostałem jakoś po pół roku działalności. W ciągu miesiąca nie napisałem żadnego streszczenia, ani nic. Straciłem zapał. Przestałem czytać komiksy. Miałem ich dość. Wyszedłem z tego jednak, ograniczyłem czytanie do kilku serii, skupiłem się na pisaniu przygód Franka i świata Ultimate i odzyskałem znów pociąg do historii obrazkowych. Niemniej było ciężko. Czułem się wypalony, podobnie przeżywają teraz obaj Donowie - wzięli na siebie za dużo pracy.

Irytują mnie także czytelnicy, ci, którzy tylko czytają, nic nie udzielający się na forum. Mamy 10,000 odwiedzin dziennie, w tym 3000 unikalnych, a raptem cisak (pozdrawiam) czasem wytknie nam błąd, większość czytelników podchodzi do nas obojętnie - nie chwalą, nie ganią, a głupia uwaga od kogoś, kto przeczytał naszego biosa, jest naprawdę cenna, wtedy wiemy, że robimy coś dla kogoś więcej niż dla siebie. Dlatego też wpadłem na pomysł zebrania tych wszystkich wywiadów. Liczę, ze jeśli Avalon Squad pokaże się trochę prywatniej, czytelnicy też trochę się otworzą. Plus to był jedyny sposób, żeby wyciągnąć coś od viqa.



ozz.jpgOzz

Czy byłeś czytelnikiem Avalonu? I jak dołączyłeś do redakcji?
Na pewno musiałem czytać, bo pamiętam, że na początku chciałem dołączyć, żeby powiedzieć, że historia X-Men zawiera wydarzenia w niechronologicznej kolejności. Ale jakoś tego nie zrobiłem, a później po prostu się zarejestrowałem, żeby odpowiedzieć na kilka pytań z tematu o Marvelu.
Jakiś czas później pokazałem Gilowi (bo on wtedy był szefem) kawałek mojej strony, którą chciałem zrobić, ze streszczeniami Excalibura i spytałem się, czy się coś takiego przyda. On odpisał, że tak i napomknął coś o jakimś większym projekcie. Jakoś dzień albo dwa dni później zostałem powiadomiony, że jako nowy członek redakcji (dostałem się w zasadzie bez konieczności przechodzenia naboru) mam zajrzeć w to i to miejsce, bo właśnie zaczęły się rozmowy na temat rozszerzenia działalności Avalonu na cały Marvel. I w ten sposób znalazłem się wśród ekipy tworzącej nową odsłonę strony.

Wychowałeś się na semicach?
Wcześniej co prawda był Tytus, Romek i A’Tomek oraz Kajko i Kokosz, ale tak, kupowałem je prawie od początku, bo zacząłem od drugiego numeru Supermana i trzeciego Batmana. Właśnie tak się składa, że zbierałem głównie komiksy DC, a jedynym z Marvela były Transformery. Oczywiście przeczytałem większość numerów X-Men i Spider-Mana, pożyczając od kolegów, ale sam ich nie posiadałem. Ale to właśnie to przez Transformery jestem teraz na Avalonie, bo kilka lat po upadku Semica zacząłem się udzielać na zagranicznych stronach o robotach i przeczytałem wiele dyskusji o innych komiksach amerykańskich, głównie wydawanych przez Marvela, dzięki którym zainteresowały mnie i chciałem je poznać. Jednymi z nich były X-tytuły, więc właśnie dlatego w końcu znalazłem Avalon.

Masz ochotę zostać następcą Lexa kleksa? Czy zadowolisz się X-Avalonem?
Nie chcę być szefem całego Avalonu, to nie dla mnie robota. Nie miałbym do tego cierpliwości i pewnie więcej był narobił szkód, niż pożytku. Mnie jest dobrze kierując Triskelionem, bo praktycznie wszystko, czego on dotyczy, mniej lub bardziej mi się podoba, a poza tym nie ma drugiego działu (dopóki ktoś nie wpadnie na pomysł, żeby zrobić taki o Marvel Adventures), który obejmuje jednocześnie jakieś (przeważnie moje ulubione) wersje Spider-Mana, X-Men, Fantastycznej Czwórki i Avengers, więc na brak różnorodności nie mogę narzekać. Ponieważ nie chcę tego zostawiać, nie wziąłbym na siebie raczej czegoś tak dużego, jak X-Avalon, bo nie mógłbym prowadzić obu. Ale gdyby Avalon zamierzał poszerzyć kręgi działalności poza Marvel, to chętnie zająłbym się czymś mniejszym, jak Hellboy/BPRD, czy Transformery z IDW (nasza strona zajmuje się już podobno filmem, a gdyby czytelnicy zaczęli się domagać czegoś więcej, to kto wie…).

Ze wszystkich redaktorów masz najłatwiejsze zadanie, Twój dział jest najmłodszy i najmniejszy, a może jest inaczej?
Na szczęście nie jest najmniejszy pod względem komiksów, które ukazują się co miesiąc, jest w połowie stawki. To, w połączeniu z niemałą ilością newsów plus inne materiały, daje możliwości dawania co kilka dni na stronę czegoś nowego. Oczywiście, ponieważ Ultimate Marvel ma niecałe osiem lat, archiwalne streszczenia skończą się na pewno najszybciej. Z drugiej strony, łatwiej jest to wszystko ogarnąć i np. napisać biosa jakiejś postaci. Do tego jeszcze ta różnorodność, o której wspomniałem wcześniej… Być może rzeczywiście to jest najłatwiejszy dział do prowadzenia.

Wymagasz wiele od innych, ciągle pokazując im ich błędy, sam ich nie popełniasz?
Avalon to hobby, a nie płatna praca, ale pewien poziom powinien prezentować. Zwłaszcza, że większość błędów można uniknąć w łatwy i szybki sposób, chociażby przez sprawdzenie, czy dodany przez nas przed chwilą tekst rzeczywiście dodał się do bazy danych prawidłowo. Nigdy bym nie powiedział, że sam nie popełniam błędów, bo każdemu się zdarza – cała zabawa polega na tym, żeby je wyeliminować, zanim materiały trafią na stronę. Po co coś robić źle, jak można dobrze? A co do wytykania błędów – w zasadzie nie musiałbym tego robić, mógłbym sam wszystkie poprawiać, jak zauważę. Ale moja rola nie ogranicza się jedynie do sprzątania po innych, a czasami jest lepiej pokazać, że coś jest źle, to może następnym razem będzie dobrze. Przykład: zaraz na początku nowego większego Avalonu, kiedy zaczęły się ukazywać teksty o filmie Incredible Hulk, nazwisko odtwórcy roli Bannera było pisane Edward Northon. Raz czy drugi wyrzuciłem zbędne 'h', aż w końcu zwróciłem uwagę i więcej nie trzeba było poprawiać.



 

don%20God.jpg

Don God

 

To którym donem jesteś?
Z reguły nie tym, o którego chodzi rozmówcy... Poważnie zastanawiam się nad zmianą nicka na "Nietendon". Jesteś pewny, że to ze mną chciałeś teraz rozmawiać? :) Żart. Wiem, że od pewnego czasu już nie mylisz mnie z Don Davidem.

Opowiedz o swoim uwielbieniu dla Avalonu, zanim stałeś się redaktorem. I jak to się stało, ze trafiłeś do redakcji...
Jak duża część redakcji i zapewne czytelników, wychowałem się na semicach. To z nich właśnie dowiedziałem się najważniejszych rzeczy - czym jest teleportacja, jak działa telekineza i dlaczego nie należy robić sobie sygnetu z kryptonitu. Z komiksów uczyłem się angielskiego, poznając co miesiąc nowe słówka typu lizard, octopus czy wolverine. Pierwszy komiks kupiła mi mama w 1991 roku. Był to drugi numer Supermana Johna Byrne'a, a ja byłem świeżo po obejrzeniu w telewizji "Supermana 2". Spodziewałem się adaptacji, otrzymałem zupełnie inną historię. Wystarczyło to jednak, aby zmusić mnie do sprawdzenia drugiego tytułu ukazującego się równolegle - "Batmana". To był koniec - trykociarze do reszty zawładnęli umysłem sześcioletniego czytelnika. Dwa miesiące później dostałem na urodziny "Spider-Mana" 4/91, który jest pierwszym komiksem Marvela, z jakim miałem kontakt. Niezły początek, zważywszy na zawartość numeru (pierwsza walka z Venomem i Todd McFarlane na wokalu). Potem był jeszcze "Punisher", ale to "X-Men" z miejsca stał się moim ulubionym (dwu)miesięcznikiem. Razem z najlepszą koleżanką (pozdro Dora) czytaliśmy od deski do deski każdy zeszyt mniej emocjonując się walkami, a bardziej czekając na to, aż Rogue zdradzi swoje prawdziwe imię, czy też kiedy Forge wreszcie dobierze się do Storm. Pamiętam szok w lipcu 1997 roku, kiedy dowiedziałem się, że kupiony dopiero przeze mnie komiks jest ostatnim z serii "X-Men" wydanym w Polsce. Zostałem odcięty od Marveli na dobrych kilka lat. Dostępu do internetu nie było. Sklep, ktory zajmował się sprzedażą wysyłkową, żądał za zeszyty cen, za jakie Multiversum opycha dziś albumy. Nabyłem kilka "Wolverine'ów" i jednego "X-Factora", jednak interes ten okazał się zbyt drogi jak na kieszeń niepracującego licealisty. Mój kontakt z Marvelem ograniczał się do czytania artykułów w "Produkcie" czy "Ślizgu". Tak było, dopóki nie pojawil się "Dobry Komiks".
Avalon odkryłem całkowicie przypadkowo, szukając w necie informacji na temat "Dobrego komiksu". Było to chyba ze cztery lata temu, w czasach, gdy czytałem jedynie komiksy wydane w Polsce. Rok 2004 to również moja praca na stanowisku kioskarza, dzięki ktorej mogłem spłacić studia. Niechlubna ta posada daje również ciekawe możliwości. Gdy któregoś piątkowego poranka otwierałem paczkę z prasą, jak zwykle ignorując kłębiących się pod okienkiem klientów, mój wzrok przykuł pewien zeszyt znajomego formatu. Był to pierwszy numer "Dobrego Komiksu" - "Street Fighter". Co więcej, z umieszczonej wewnątrz reklamy wyczytać można było, że za tydzień przyjdzie "Ultimate X-Men". Jeszcze przed godziną szóstą rano Uliczny Wojownik został przeczytany (czy byłem jednym z pierwszych czytelników tego wydania w Polsce?) i zamiast na półkę w kiosku, poleciał do plecaka. Sytuacja powtarzała się co piątek, a ja coraz bardziej wciągałem się ponownie w świat amerykańskich komiksów superhero (bo komiksy czytałem cały czas, lecz w Polsce panowała na Marvele posucha). W takim właśnie stanie, głodny wiedzy i informacji, trafilem na Avalon, który w pełni zaspokoił moją ciekawość. Jako, że nie miałem jeszcze w domu internetu, kilka razy w tygodniu udawałem się do kafejki, gdzie przekopywałem się przez tony streszczeń, newsów czy okazjonalnych tekstów publicystycznych. Jesienią 2006 roku kupiłem komputer i mniej więcej w tym czasie zarejestrowalem się na forum. Do dziś pozostaje ono jednym z najciekawszych, jakie miałem okazję oglądać. Choć udzielam się sporadycznie i nie zawsze z sensem, czytam większość postów. Cały czas mam w pamięci, jakie niesamowite seriale dzięki nim dla siebie odkryłem (że wspomnę o "Firefly", czy "Scrubs"). W końcu nadeszły niesamowicie nudne wakacje 2007 roku, kiedy to nie wypalił żaden wyjazd i nic mi nie wyszło tak, jak chciałem. Na stronie głównej od niedawna rozrośniętego Avalonu przeczytałem informację o rekrutacji do ekipy współtworzącej stronę. Poprzedni taki news zignorowałem będąc pewnym, że nie zostanę przyjęty czy coś. Mimo to wysłałem zgłoszenie, bo próbować należy. Okazało się, że postąpiłem słusznie. Niedługo potem otrzymałem od Foxdaja e-mail zwrotny z informacją o przyjęciu mnie do redakcji.

Inni avalończycy
Każdy stara się profesjonalnie wywiązywać ze swoich obowiązków. Jednym wychodzi lepiej, innym trochę gorzej, ale wszyscy dzielimy ogromny zapał do tego, co robimy. To głównie dzięki niemu strona cały czas ewoluuje. Raczej nie staram się agresywnie nawiązywać z nikim kontaktu. W tym momencie jednak często zdarza mi się pogadać dwoma kolegami z redakcji o geniuszu Gartha Ennisa (hi redevil), męskich sposobach popełniania samobójstwa (hi Spence), czy też innych głupotach. Jest sympatycznie.

Praca w ASF to istna harówka, czyż nie?
ASF - Avalon Strike Force - to wewnątrzredakcyjny związek zawodowy zrzeszający kilku mężnych mężczyzn (Foxdie, Don David, redevil i ja), którym niestraszne przepastne odmęty archiwów Marvela. Skacząc z działu do działu. wojownicy ci w kosmicznym tempie uzupełniają braki w streszczeniach. Teoretycznie przynajmniej, bo w praktyce zaczęło się to ostatnio sypać. Mało kto z nas był w stanie utrzymać takie tempo pisania. Coraz częstsze były spóźnienia i wrzucanie tekstów na ostatnią chwilę, przez co korektorzy nie mieli praktycznie czasu na ich sprawdzenie. Sam pamiętam, jak kiedyś źle zorganizowałem sobie czas, przez co zmuszony byłem napisać w ciągu nocy cztery streszczenia :) (to znaczy, nikt by mnie nie zabił, gdybym nie zdążył, ale chciałem się wywiązać z deklaracji). Do dziś nie pobiłem tego rekordu i chyba nie chcę próbować. W tej chwili kwestia ASFu jest otwarta. Na dobrą sprawę drużyna nie istnieje. Czy reaktywuje się za jakiś czas? Zobaczymy.


 

Don%20David.JPG
Don David

To którym donem jesteś?

Tym dobrym. Chociaż nie, tym złym i brzydkim. Bo my jesteśmy jak Sentry i Void. No i na pewno nie jesteśmy klonami/synami Foxdie'a, bo i takie plotki krążyły. Tak całkiem na poważnie, to jakiekolwiek podobieństwo jest całkiem przypadkowe i niezamierzone. Po prostu ta rodzina ma dwóch Donów.

 

Opowiedz o swoim uwielbieniu dla Avalonu, zanim stałeś się redaktorem. I jak to się stało, że trafiłeś do redakcji?

Pierwsze moje spotkanie z komiksami Marvela miało miejsce gdzieś pod koniec roku 1993. Ktoś przytargał do przedszkola/zerówki jakiś tytuł, chyba G.I.Joe, i zaczęło się szaleństwo. Zainspirowało mnie to do własnych koślawych rysunków, które to, uwaga, były pełne krwi i przemocy (co ja bym dał, żeby je teraz zobaczyć). Za karę pani przedszkolanka zmusiła mnie do stania w hula hopie z przyklejoną do pleców przypinką w kształcie wielkiego języka. To się nazywa oryginalna metoda wychowawcza.

Teraz, gdy patrzę na semici, zwłaszcza te starsze, to od razu morda się cieszy. Te literówki, dupne kolory, dziwnie tłumaczone pseudonimy, listy na temat brutalności w Punisherze... Swojej bogatej kolekcji więc się nie pozbędę.

Trudno mi będzie sobie przypomnieć, kiedy pierwszy raz napatoczyłem się na Avalon. Pamiętam, że strona już sobie wtedy nieźle poczynała i uderzył mnie jej rozmach i profesjonalizm.

Przy pierwszym ogłoszeniu o naborze, które rzuciło mi się w oczy (też ciężko mi sprecyzować, kiedy to było) pomyślałem, że spróbuję swoich sił i skrobnąłem streszczenie żądny sławy, pieniędzy i tłumów groupies. Z tego, co pamiętam, to był 1 numer Young Avengers, pisałem to w środku nocy jakieś 15-20 minut i nie wiem, czy nie byłem czasem pod wpływem. W każdym razie zgłosiłem się i zostałem odrzucony. Później był kolejny nabór, postarałem się troszkę bardziej i już poszło z górki. Pod skrzydła wziął mnie Foxdie, lecz szybko spod nich wyfrunąłem, strona rozszerzyła działalność na całego Marvela, powstał ASF i pojawił się drugi Don, z którym nas ciągle mylą, a teraz wreszcie udzielam wywiadu.

 

Praca w ASF to istna harówka, czyż nie?

Mordercza harówka nawet. Przeskakiwanie z działu do działu, wbijanie się z jednego klimatu w inny i streszczanie co ważniejszych historii. Dlatego przyda się nam urlop.


 

gamart.jpg Gamart

Co skłoniło Cię do porzucenia własnej strony i przyjścia do Avalonu?
Hmm... Moja historia z tworzeniem stron to materiał na niezłą książkę o pięknym sympatyku Avengers, który na informatyce się nie znał w ogóle [Kulturoznawca jego mać!], ale o swoich ulubieńcach pisać chciał. Pierwsza strona, Avengers Mansion, której już na necie nie ma, to był projekt zdecydowanie robiony na szybko, gdy głowa pełna pomysłów, a przygotowania żadnego. Mam do niej wielki sentyment, ale trzeba przyznać, że wtedy dopiero wracałem do świata komiksowego [to jakoś 2003 rok był, jeżeli dobrze pamiętam] i po prostu to nie mogło wypalić. Więc z tego zrodził się następny pomysł, czyli strona o Mścicielach z krótszą historią – Ultimates w 2004 roku. Tu już przygotowanie było dużo lepsze i z paru tekstów jestem dumny, ale znowu coś nie wypaliło. To mnie nauczyło, że samemu nic się nie zdziała i potrzeba naprawdę dobrze dobranej redakcji. Dla Avalonu niczego nie porzucałem, bo przyłączyłem się jakiś czas po upadku Ultimates. Pamiętam, że był jakiś nabór i postanowiłem spróbować. Na streszczanie Alpha Flight się nie załapałem wtedy, ale wrażenie nie było jeszcze tak potworne i dostałem szansę przy Jubilee. Potem było kilka innych komiksów, ale po krótkim czasie zrezygnowałem, bo muszę przyznać, że wielkim fanem X-Men nigdy nie byłem i mnie to po prostu przestało kręcić. Potem jakiś czas pisałem na SMO, BatCave, a i na Alei Komiksu się jakaś recenzja zdarzyła.
Jednak pewnego pięknego dnia, Lex poinformował mnie o planach nowego Avalonu i spytał, czy nie chciałbym się zająć jakimś działem. Oczywiście bez wahania wziąłem ten o Avengers i w końcu jest mi dane pisać o mojej ulubionej grupie, już w dużym zespole redakcyjnym. Takie od zera do bohatera trochę. [filmy o dzieciach, które zostają sportowcami mode on] Pamiętajcie, wiara czyni cuda! [mode off]. Zresztą z Avalonem w jakiś sposób byłem zawsze związany bo na forum już dobre pare lat siedzę i czesto się udzielam.

Ze wszystkich redaktorów masz najtrudniejsze zadanie. Twój dział jest największy, jak sobie radzisz z presją i tym, że przynajmniej 5 osób przyznało, że chcą Cię zastąpić?

Szczerze, to jakoś nie czuję wielkiej presji, bo wszyscy wiedzą, co mają robić i najczęściej tym, co coś zawali, jestem ja. Oczywiście czasami jest urwanie głowy, szczególnie przy crossoverach czy apogeum nerwicy, jakim była promocja Iron Mana (co swoją drogą było również jednym z najfajniejszych przeżyć związanych z komiksami, jakie mnie spotkało), ale zawsze staram się, aby wszystko jak najlepiej wyglądało i chyba jak do tej pory nie jest z tym tak źle.
Zastąpić?!? Mnie?!!! Niech no tylko dowiem się, kto. Jeśli nie będą więksi ode mnie, to wyjaśnimy sprawę na ringu, jak Uwe Boll.

Wychowałeś się na semicach?
Jasne. Chyba jak większość redaktorów, która po latach ma jeszcze siłę pisać na różnorakich stronach o tych trykociarzach, do których sentyment pozostał nam właśnie dzięki temu wydawnictwu. I co najlepsze, to nadal bawi. Pamiętam, że zbierać zacząłem w 1994 roku, a pierwszymi komiksami, które pamiętam, był X-Men z X-Tinction Agenda i Superman, który na okładce wyłaniał się z jakiś kanałów [do dzisiaj jedna z moich ulubionych okładek]. Potem doszedł jeszcze Spider-Man i Batman. Pamiętam też ostatni numer GL, który do dzisiaj jest jednym z moich ulubionych komiksów. Tak jak sobie teraz przypominać zaczynam, to chyba z każdej serii Semica przynajmniej numer miałem. Najwięcej w kolekcji miałem jednak w ostatnich latach wydawnictwa Supermanów i Spider-Manów, a tego drugiego to przez trzy ostatnie lata zbierałem prawie regularnie. Cóż jeszcze powiedzieć? Wychowałem się na tych historiach i chociaż mam teraz dużo archiwaliów kupionych, to staram się ich nie czytać, żeby nie zniknęła magia tamtych historii.

Masz ochotę zostać następcą Lexa kleksa?
Nie. Z dwóch powodów. Po pierwsze, wiem, jak się kończy moje zarządzanie całą stroną i chcę się po prostu skupić na Avengers, których lubię najbardziej, a pilnowanie każdej sprawy związanej ze stroną (a niektóre bardzo odbiegają od komiksów), po prostu mi nie leży. Po drugie Lex to odpowiedni facet na odpowiednim miejscu, mam do niego wielki szacunek za to, jak pracuje i że powierzył mi tak odpowiedzialne zadanie. Niech zajmuję się stroną jak najdłużej, bo pracuje mi się z nim świetnie, jak i z resztą redakcji i mam nadzieję, że nadal tak będzie.

Jakie polskie serwisy komiksowe jeszcze Ci się podobają?
Lubię DC Multiverse. Takie moje polskie okno na świat DC. Do tego często się udzielam na tamtejszym forum, a znaczna część redakcji to dobrzy znajomi. Wielki również sentyment mam do Spider-Man Online, dla których pisałem jakiś czas i mam miłe wspomnienia, jak i BatCave, gdzie znajduje się jeden z tekstów, który sprawił mi bardzo wielką frajdę przy pisaniu, a mianowicie ten o Gotham City.
Oczywiście odwiedzam również takie serwisy, jak Aleja Komiksu, WAK czy Gildia Komiksu, żeby wiedzieć, co tam u nas na rynku się dzieje. Muszę przyznać, że w ostatnich latach poziom polskich stron znacząco wzrósł i cieszy, że powstają coraz nowe, profesjonalnie poprowadzone.


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.