Avalon » Publicystyka » Artykuł

Wspominki na 6. urodziny Avalonu. Część 1.

To już szóste urodziny serwisu, doskonały czas na wspominki zarówno te związane z Avalonem, jak i z samymi komiksami w ogóle. Zapraszamy do zapoznania się z wypowiedziami byłych i obecnych członków redakcji, którzy publicznie piorą swoje brudy i przyznają się do błędów! Przeczytaj o historii naszego serwisu. Udało się nam namówić do zwierzeń nawet założyciela strony, obecnie osiemdziesięcioletniego emeryta - viqa, jego następców, a nawet... ale to już sam musisz sprawdzić.

To już szóste urodziny serwisu, doskonały czas na wspominki zarówno te związane z Avalonem, jak i z samymi komiksami w ogóle. Zapraszamy do zapoznania się z wypowiedziami byłych i obecnych członków redakcji, którzy publicznie piorą swoje brudy i przyznają się do błędów! Przeczytaj o historii naszego serwisu. Udało się nam namówić do zwierzeń nawet założyciela strony, obecnie osiemdziesięcioletniego emeryta - viqa, jego następców, a nawet... ale to już sam musisz sprawdzić.


viq%281%29.jpg

viq


Avalon zaraz będzie obchodził swoje 6 urodziny, więc viq, co robiłeś w maju i czerwcu 2002 roku?

Do szkoły chodziłem, panie. A konkretnie to do liceum. W sieci natomiast związany byłem wówczas z ActionMagiem - magazynem czytelników pisma CD-Action. Najpierw pisałem do tamtejszego Star Wars Corner, a potem prowadziłem stronę internetową kanału IRCowego #actionmag. Z mutantami kontakt straciłem w 1997 roku, wraz z końcem wydawania X-Men przez TM-Semic i dopiero w 2002 znowu zacząłem czytać komiksy im poświęcone. W sieci trudno było znaleźć wówczas polską X-Menową witrynę z prawdziwego zdarzenia, a jako że "natura nie znosi próżni"... Na przełomie maja i czerwca zakończyłem więc definitywnie działalność ActionMagową i postanowiłem poświęcić większość wolnego czasu tworzeniu Avalonu.

 

Postanowiłeś więc założyć stronę i co, na drugi dzień stała już sobie? Kto Ci pomagał i ile trwało, nim pierwsze streszczenie czy nius pojawił się na x-men.pl?

Na x-men.pl w 2002 roku? Chciałbym! Początkowo witryna dostępna była pod adresem www.x-avalon.prv.pl (alias ten zresztą nadal jest aktualny). Domena x-men.pl była zajęta przez dystrybutora filmu X-Men, który, na nasze szczęście, zaspał w pewnym momencie i nie przedłużył jej rejestracji. Jeden z piękniejszych dni w historii Avalonu, swoją drogą.

Sam pomysł na stronę pojawił się w lutym 2002, a zadebiutowała ona oficjalnie w piątek 21 czerwca (ukochany przez większość pierwszy dzień wakacji, BTW). Jak teraz się nad tym zastanawiam, to nie mam pojęcia, dlaczego minęło aż tyle czasu. Widocznie trochę się obijaliśmy... Albo chcieliśmy dojechać do tej symbolicznej daty i wtedy wystartować... Albo zbierałem te 50 zł, które trzeba było zapłacić za nasz pierwszy serwer... ;)

W ulepieniu czegoś, co można by pokazać szerszej publiczności, pomagał mi mój super ziomek Grzesiek (wówczas pod pseudonimem arbuzzz, dziś - ghaez). Pomagał, w sensie ja mu mówiłem, jak chcę, aby strona wyglądała, a on to wyczarowywał. Jeżeli zaś chodzi o warstwę treściową, to od początku z Avalonem był Idanow, którego znałem już wcześniej z ActionMaga. Idi wziął na siebie streszczenia polskich wydań X-Men (zagubione aktualnie, ale Lex obiecuje, że wrócą...) oraz biosy postaci, za które odpowiada do dziś. Ja natomiast zajmowałem się resztą, czyli newsami, streszczeniami oryginałów, galeriami okładek.

 

Zacząłęś więc zajmować się wszystkim, wiadomo było, że taki stan rzeczy nie utrzyma się wiecznie. Musiałeś też zdobyć czytelników. Czy pisali do Ciebie z opisem, jak odbierają Twoją inicjatywę, zgłaszali chęć wstąpienia do redakcji, czy sam szukałeś pasjonatów wśród znajomych?

Pamiętam, że już drugiego dnia po premierze o Avalonie, w dość pochlebnych słowach, napisała Gildia Komiksu. Jaka to była wtedy frajda – ktoś duży nas zauważył! Reakcje czytelników również od samego początku były pozytywne. Strona na starcie może nie była zbyt imponująca, ale wiele obiecywaliśmy, a oni nam wierzyli.

Dużą rolę odegrał kanał IRC, który powstał wraz ze stroną. Już drugiego dnia na kanale pojawili się Adi i edekk, którzy siedzieli w świecie mutantów przez cały okres mojej przerwy więc gnębiłem ich codziennie dziesiątkami pytań, w stylu „cooo? Że jak niby Cyclops z Apocalypsem połączony był? WTFOMGLOL!”. Adi dodatkowo od samego początku miał dziesiątki uwag odnośnie wyglądu strony i przyjął rolę takiego nieoficjalnego głównego konsultanta.

Jeżeli zaś chodzi o rozrost grona twórców, to już na początku lipca pojawił się Hotaru, który pisał o zbliżającej się drugiej części filmowych przygód mutantów. Nieco później dołączył (niestety na krótko) Mad Marty oraz dostaliśmy pierwszą bardzo dużą pomoc w postaci Christoffa i Killaha. Nie jestem dzisiaj pewien, czy te nowe nabytki były efektem pomysłu ich samych, czy też już pierwszych naszych ogłoszeń. Później już co jakiś czas przypominaliśmy, że chętni i zdolni będą mieli co na Avalonie robić. No i tych chętnych (oraz nieco mniej chętnych) tudzież zdolnych (oraz nieco mniej zdolnych) przybywało, dzięki czemu sama strona również puchła i puchła.

 

Powiedz, ile czasu zaczęła wymagać strona, abyś jej poświecił?

Zdecydowanie najwięcej na początku. Pierwsze miesiące to było siedzenie minimum po 3 godziny dziennie. Pamiętam też, jak jednej nocy wpadłem w trans wprowadzania drobnych poprawek w menu, tabelkach na podstronach itp. Tytanem html-a nie byłem, więc zajęło mi to prawdopodobnie z 5x więcej czasu, niż osobie oblatanej w projektowaniu stron www. Jak tak sobie usiadłem do dłubania koło północy, to dopiero o 7 rano stwierdziłem, że już chyba dość na dzisiaj. Na szczęście był sierpień, więc można było sobie pozwolić na podobne szaleństwa.

Z czasem większość materiałów była przygotowywana przez ciągle rozrastającą się ekipę, w związku z czym moja rola sprowadzała się do umieszczania tego wszystkiego na serwerze oraz na ogólnej koordynacji prac. Trafiały się więc dość luźne dni, gdy Avalon dostawał ode mnie coś koło godzinki.

 

Z Twojej wcześniejszej odpowiedzi można wywnioskować, że nie darzysz X-Men szczególną miłością, taką na zabój, czy wybór tematyki strony naprawdę podyktowany był tylko tym, że "X ludki" nie miały przyzwoitej strony? Czyżby przypadek, niemal rzut monetą, zdecydował o kształcie pierwszego Avalonu? No bo dlaczego nie zdecydowałeś się otworzyć którejś tam strony o Star Wars?

Realistycznie oceniałem sytuację. Były wówczas dwie duże polskie witryny o Star Wars (www.starwars.pl i www.gwiezdne-wojny.pl, sytuacja zresztą chyba niewiele się zmieniła), które w zupełności, moim zdaniem, zapełniały tę niszę. Wiem, że nie stać by mnie było na stworzenie strony, która mogłaby stanowić dla nich solidną konkurencję. Obok istniało/istnieje również multum mniejszych stroniczek, które stanowią niszę w obrębie tematyki, która już sama jest niszowa. Od początku chciałem, żeby Avalon był dużym dziełem, najlepszym w swojej kategorii. Jak wspominałem, konkurencja była wówczas żadna – kilka małych stroniczek, aktualizowanych (w najlepszym wypadku) raz w miesiącu, więc nie było trudno zostać najlepszym. Na szczęście udało się zbudować ekipę, dla której samo bycie najlepszym to jeszcze nie powód do świętowania.

 

Jesteś wychowany na komiksach Tm-Semic? Jakie masz wspomnienia związane z wydawnictwem - może pisałeś coś do nich? Może coś wydrukowali? Tworzyłeś własne komiksy inspirowane "amerykańcami"?

Tak, jestem dzieckiem Semica, choć do „rodziny” dołączyłem dopiero w 1994 roku. Przez komiksy zainicjowałem w domu instytucję stałego kieszonkowego! Trzeba było mieć te... OK, nie pamiętam zupełnie, ile kosztowały komiksy 14 lat temu, ale musiałem tyle mieć co miesiąc. Nawiązując do poprzedniego pytania o moją miłość do X-Men – był to jedyny komiks, jaki wówczas regularnie kupowałem (w domu był też Spider-Man zbierany przez brata). Ot, przeczytałem marcowy numer, który był finałem "Fall of the Mutants" i się spodobało. Nic to, że od środka zacząłem czytać historię, nie wiedząc, kto jest kto i jak ten ktoś się znalazł tam, gdzie się znalazł; i tak była super! A miesiąc później przyszedł Jim Lee z "X-Tinction Agenda", które do dziś uważam za najlepszy cross-over z mutantami w roli głównej (możliwe, że głównie ze względu na sentyment właśnie) i wtedy wsiąkłem na amen.

Czy pisałem coś do Semica? Chyba tak, bo pamiętam, że dostałem od nich jakiś komiks oryginalny... którąś z części "Infinity Gauntlet" bodajże. Ale już za co dostałem, nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Recenzja jakaś może...?

Własnych komiksów nigdy nie tworzyłem i nie stworzę. Nie dostałem od Bozi odpowiednich talentów.

 

Czemu więc odszedłeś? Dopiąłeś swego, czy Gil zrobił Ci jakieś kompromitujące zdjęcia i Cię zaszantażował?

Gil od początku wydawał mi się podejrzaną personą. Niby fajny, niby miły, ale jak coś mu nie pasowało, to już w pierwszych miesiącach pracy na Avalonie potrafił rzucać do mnie tekstami w stylu "taa... spoko... zobaczymy za 2 lata... tylko żebyś nie płakał...".

A tak serio – dopadł mnie syndrom wypalenia. Prowadzenie strony przestało sprawiać mi przyjemność i zaczęło być przykrym codziennym obowiązkiem. Stwierdziłem więc, że są ludzie, którzy będą w stanie bardziej wczuć się w rolę i dać z siebie więcej. I zupełnie się nie martwiłem, że z Avalonem stać się może coś złego. Główne założenia strony były stałe od początku jej istnienia. Przez blisko 3 lata mojego kierownictwa udało się wytyczyć jasny kierunek rozwoju i nikt chyba nie zamierzał go radykalnie zmieniać. Mogły się jedynie pojawiać kolejne pomysły na ulepszanie Avalonu, na wprowadzanie nowych, ciekawych materiałów. Byłem więc spokojny o dalszy żywot witryny.

 

Zostawiłeś Avalon "mutancki", teraz jest "całomarvelowy", jak oceniasz teraz swoje dziecko?

To nadal nie ma DC na Avalonie? Ktoś tu się ostro opieprza... Ale żarty na bok. Cieszy mnie, że strona jest coraz większa, że pędzi naprzód i znaku „stop” nie widać. Fajnie, że pojawiają się takie inicjatywy, jak ostatnie patronaty medialne nad filmowymi "Iron Manem" i "Hulkiem". Wierzę, że to nie ostatnie tego typu wydarzenia i w przyszłości będą one coraz lepiej organizowane. Najbardziej jednak zadowolony jestem ze stałego wzrostu liczby odwiedzin, jakie odnotowuje Avalon. Pamiętam, jak przy zakładaniu witryny pisałem Idanowowi cos w stylu: "na razie będziemy sami płacić za serwer, ale jak już przekroczymy barierę 10-ciu tysięcy odwiedzin, to znajdziemy sponsora i będzie cacy". Wydawało mi się wówczas, że jest to ogromna liczba. Sześć lat później wygenerowanie owych 10-ciu tysięcy wejść zajmuje stronie około 30-tu godzin, a liczba unikalnych użytkowników zbliża się do 3000 dziennie. Jak tu nie być dumnym?

 

Na deser coś z archiwum Irca, wygrzebane przez Idanowa:

Wtorek, 19 marca 2002

viq: Szkoooda, że nie ma żadnej polskiej stronki o X-Men z prawdziwego zdarzenia.
Zyzik: To znajdź innych fanów i zalóż.


Gil Galad

 

Zająłeś miejsce viqa na fotelu prezesa, jego wersję znamy, jaka jest Twoja?
Moja wersja jest prawdziwa, bo ciągle mam w skrzynce tamte maile ;P
Wszystko wydarzyło się bardzo szybko w moim odczuciu, bo w ciągu jakiś trzech dni z pozycji streszczacza wskoczyłem na fotel prezesa, więc wrażenia są trochę mgliste. Wtedy nawet nie udzielałem się za kulisami Avalonu, więc decyzja Marcina była ogromnym zaskoczeniem. W pierwszym odruchu wysłałem mu maila w tonie "boże, czemuś mnie opuścił", ale kiedy jasno przedstawił swoje motywy, nie mogłem dłużej mu truć. Pierwszym kandydatem do tronu był Adi, ale on zawsze wolał działać w cieniu, później był Lex, ale też się czymś zasłaniał [nic o tym nie wiem, zrzucam to na twoją "mglistość" wrażeń ;) IPN rozstrzygnie za jakiś czas - dop. Lex], więc przy którymś z kolei mailu na liście dyskusyjnej rzuciłem coś w stylu: "jeśli nikt inny nie chce, to ja mogę spróbować". Nie powiem, żebym rwał się do tego, bo wtedy nie miałem bladego pojęcia o prowadzeniu strony, ale właśnie zacząłem się rozkręcać, gdy nagle pojawiła się groźba zamknięcia imprezy, więc wolałem wziąć to na swój garb. Tak już niestety mam, że lubię sobie dokładać obowiązków. Potem oczywiście całą noc nie spałem, bo świadomość, że dostałem cały wspaniały Avalon w swoje łapy, jednocześnie mnie nakręcała i przerażała. Zajęło nam chyba kilka tygodni przygotowanie wszystkiego i dzięki tutorialom viqa opanowałem obsługę kulis, a potem stało się. Dalszy ciąg znacie.

Może nie wszyscy czytelnicy wiedzą, że tak naprawdę jesteś maszyną tłumaczącą amerykańskie komiksy na polskie streszczenia, wielu ludzi myli Cię z prawdziwym człowiekiem, ale Twoje osiągnięcia wskazują, że jednak żaden z Ciebie "fleshy one". To przypomnij wszystkim, ile już lat siedzisz w tym biznesie, ile streszczeń popełniłeś, ile komiksów przeczytałeś i ile zrobiłeś rzeczy, o których jeszcze nikt nie wie?

Heeej... To miała być tajemnica firmowa! Ale, kurcze, muszę uszczypnąć swoje biologiczne ciałko, bo już tyle osób twierdzi, że jestem cyborgiem, że sam zaczynam wątpić... Auć! Jednak cielesny.
No dobra, to mówisz, że chcesz recapu mojej kariery? Zaczęło się w 2002, gdzieś na jesieni, kiedy będąc pod urokiem świeżo poznanego Avalonu, wymieniłem kilka maili z viqiem - głównie w stylu seria pytań, seria odpowiedzi. Pod koniec roku, zupełnie spontanicznie, strzeliłem recenzję telewizyjnej Generation X, którą wysłałem ot tak, nie licząc na wiele. Marcin ją puścił, czym mnie zaskoczył, bo nie uprzedził, ale tym samym narobił mi apetytu. Później przetłumaczyłem wywiad z twórcami z Wizard X-Men Special, a wiosną udało mi się wyhaczyć kilka komiksów (tutaj specjalne podziękowania dla Askani :*) i streściłem historię "With an Iron Fist" z Exiles. Te streszczenia nie poszły na stronę, bo Kumos mnie uprzedził, ale spodobały się na tyle, że Marcin oddał w moje ręce Exiles, za których wziąłem się od numeru 31. I to był kamyk, który poruszył lawinę. :>
W tej chwili jest na stronie ok. 750 moich streszczeń i kilkadziesiąt (-set?) innych tekstów. Część zaginęła w mrokach dziejów, innych (na przykład pierwszych numerów Generation X) nigdy nie widzieliście, są też takie, które dopiero zobaczycie.
Ile komiksów przeczytałem? Łorany... boję się policzyć. Myślę, że teraz to już można liczyć w tysiącach, ale o podanie choćby przybliżonej liczby się nie pokuszę.
Natomiast jeśli chodzi o rzeczy, o których nikt dotąd nie wiedział... Cóż... Próbowałem sprzedać Mandragorze pięcioczęściową miniserię, ale negocjacje rozbiły się o rysunki i dlatego teraz obsesyjnie zużywam po nocach kolejne ołówki, żeby wyrównać poziom formy i treści. A skoro już mowa o wykorzystaniu bohaterów Marvela na własny użytek, to przyznam, że zrobiłem nawet więcej, bo wykorzystałem też niecnie postaci z DC i zeszłej zimy popełniłem one-shota p.t. "Deadpool vs. Joker". Niestety, nie mam czasu, żeby go pokolorować, więc świat będzie musiał poczekać na to wiekopomne dzieło. A może ktoś mnie wspomoże, co? Są chętni?

Naprawdę te House of M #7 w osiem minut streściłeś? Odkąd przyszedłem te słowa, są powtarzane niczym plemienny sekret.
Tak naprawdę to... nie pamiętam. To jest całkiem możliwe, bo nadal zdarza mi się pisać w mniej niż pół godziny, jeśli historia pozwala. W kulminacyjnym momencie serii, w przypływie emocji... a co będę rozwiewać legendę? Jasne - osiem minut na jednym wdechu.

Pamiętam Twoją prezesurę i przymiarki do rozszerzenia strony, gdzie forsowałeś swoją wizję mi.in. grafik, po jakimś czasie jednak odsunąłeś się w cień i wydaje się, że wyszło Ci to na dobre, czego przykładem chociażby wspaniała historia Marvela, którą serwujesz. Czy teraz uważasz, ze zejście z fotela prezesa było właściwe?
Powodów mojego zejścia było kilka, między innymi podupadłem na zdrowiu i pojawiło się kilka zgrzytów w życiu prywatnym (serio - mam takie), więc burzliwa dyskusja, w większości nad szczegółami, stała się okropnie męcząca. Skoro wizje pozostałych zaczęły kleić się do kupy, a moja coraz bardziej odstawała, znowu trzeba było wybrać to, co korzystniejsze dla strony. W tym przypadku były to rządy kolektywu, zamiast mojej dyktatury.
Mi z pewnością wyszło to na zdrowie, bo jak kiedyś powiedział Lex: "Avalon ma być przyjemnością, nie obowiązkiem", a skupienie się na tym, co lubię i co wychodzi mi najlepiej pomogło zbalansować szale. Poza tym, rola szarej eminencji i wielkiego manipulatora bywa przyjemniejsza.
Jeśli czegoś żałuję, to tylko tego, że nasi czytelnicy nie zobaczyli projektów strony, bo słyszałem o nich dużo dobrego, a pomysły rozbiły się głównie o kwestie techniczne. Hmm... może nawet mam gdzieś jeszcze te obrazki...

Czy Marvel ma przed Tobą jeszcze jakieś tajemnice?
Oczywiście, że tak. Inaczej nie byłoby to już zabawne. Chociaż może to tak wyglądać, nie zmierzam do tego, żeby wiedzieć wszystko, bo zawsze musi zostać miejsce na jakieś zaskoczenia. Jeśli czegoś nie wiem, albo mgliście kojarzę, wtedy szukanie odpowiedzi sprawia mi frajdę. No i oczywiście pozostają jeszcze tajemnice kulis Marvela... ale ja się tam kiedyś wybiorę i dowiem się, co naprawdę wciąga Ellis i czym Bendis poleruje łysinę.

Czy czytanie komiksów sprawia Ci jeszcze frajdę? I jak zetknąłeś się z tym medium?
A jak myślisz? Czy byłbym tu jeszcze, gdyby było inaczej? Naturalnie, odbieram to teraz inaczej, niż kiedyś, ale radocha pozostaje. Dziecięciem będąc, podniecałem się słownymi przepychankami typu, czy Spider-Man dokopie Hulkowi, później zżyłem się z postaciami i czytałem dla nich, jeszcze później zwracałem uwagę głównie na rysunki. Teraz skupiam się przede wszystkim na scenariuszach - sposobach ich konstrukcji, rozwiązaniach fabularnych, nawiązaniach, itd. I doszedłem do wniosku, że dobrze napisany prosty pomysł daje taką samą frajdę, jak skomplikowana i dogłębnie przemyślana fabuła. No, bo w końcu to komiksy - one z definicji mają być fajne.

 

A jakie były początki? Również TM-Semic?

Gil is handsomeSemic był właściwie moim pierwszym kontaktem z bohaterami Marvela, chociaż nie komiksami w ogóle. Gdzieś wcześniej słyszałem o Spider-Manie, więc gdy pewnego ślicznego majowego dnia roku pańskiego 1991 zobaczyłem go w kiosku, natychmiast wykonałem manewr "maaamooo, kuuuup!" i tak się zaczęło. Komiksy kosztowały wtedy 9900 (to na obecne 99 groszy, szanowna młodzieży), więc można było za drobne od babci kupić ich całą górę. Miałem 9 lat, więc mocno reagowałem na wydarzenia w komiksach i tak np. po numerze z "Inferno" (listopad '91) strasznie, ale to straaaasznie bałem się Lizarda. Przez kolejne 6 wyrosłem na prawdziwego geeka i mocno przeżyłem upadek Semica - do tego stopnia, że na kilka lat się obraziłem i przerzuciłem na mangę. Ale cóż - Marvel Zombie znów stał się Marvel Zombiem, jak tylko wpisał w Google x, kreska, m, e, n.

I na koniec krótka anegdotka a'propos mojej buźki:

Kiedy przyszło nam się spotkać któregoś dnia z Lexem, Adim i Christoffem, ten ostatni na dzień dobry wbił we mnie wzrok i wpatrywał się nie wiem jak długo, a gdy w końcu zatytałem, o co chodzi stwierdził: "Ty naprawdę jesteś podobny do Sinistera". Dzięki, Chris! :D

 

Lex


Na Avalonie udało Ci się przejść klasyczną drogę od pucybuta do milionera. Opowiedz nam, kiedy odkryłeś komiksy w ogóle i kiedy trafiłeś na x-men.pl.
Początki miałem dosyć standardowe. Jako dzieciak czytywałem różnorakie komiksy polskie, a w 1991 roku odkryłem TM-Semica. Zaczęło się od pierwszego numeru Transformers (okazuje się, że podobnie było w przypadku kilku innych redaktorów), a potem szybko wciągnąłem się w świat Marvela. Przez kilka lat świetnie bawiłem się, poznając komiksowe uniwersum, ale gdzieś koło 1995 roku zmieniły się moje zainteresowania (w końcu 13-latek powinien mieć bardziej "dojrzałe" hobby) i przez niemalże dekadę praktycznie nie miałem kontaktu z komiksami. Gdy wreszcie do nich wróciłem, odkryłem Gildię Komiksu, a przez umieszczony na niej banner trafiłem na Avalon. Od razu spodobał mi się styl prowadzenia strony i to, że była skierowana do osób takich, jak ja. Chyba niewiele później pojawiło się info o naborze na newsmana, zgłosiłem się i po paru testowych newsach dołączyłem do redakcji.

Nie pamiętam, żebym czytał jakieś Twoje streszczenie, czym zajmowałeś się na x-men.pl?
A X-Force/X-Statix? Jakoś nikt nie chciał wziąć się za tę bardzo oryginalną historię duetu Milligan/Allred, więc załatwiłem cały ich run. Poza tym mam na koncie parę miniserii, ale rzeczywiście w porównaniu z wieloma redaktorami, mój dorobek streszczeń wygląda mizernie. Nie jest to zresztą przypadek, po prostu nigdy nie byłem fanem ani czytania, ani pisania streszczeń. Uważam, że to najbardziej odtwórczy rodzaj tekstów i zdecydowanie wyżej stawiam newsy, biosy i przede wszystkim szeroko pojętą publicystykę (najwięcej przyjemności sprawiało mi przygotowywanie comiesięcznych list sprzedaży).

Gil wyżalił się, że zmusiłeś go, aby odszedł ze stanowiska szantażując go pewnym zdjęciem i grożąc jego rodzinie. Jak brzmi Twoja wersja wydarzeń?
Zgadza się. Staram się gromadzić haki na wszystkich redaktorów, bo to znacznie ułatwia współpracę. ;)
W sumie było w tym sporo przypadku. Gdy Gil ogłosił swoją decyzję o odejściu, byłem na avalonowej emeryturze, wywołanej kilkoma powodami. Znowu lekko przejadły mi się komiksy, system aktualizacji stron zestarzał się i zabierał sporo z mojego wolnego czasu, no i przede wszystkim nie pasowało mi, że tak dominującą pozycję na naszej stronie mają streszczenia. Fox i WK nie byli zbyt biegli w sprawach technicznych, które miały znaczenie przy zbilżającej się rozbudowie na całość Marvela. Nie mieli też wiele doświadczenia, które ja nabyłem za czasów szefowania Gila, w okresach, gdy nie miał dostępu do sieci. viq odmówił (jestem pewien, że jeszcze kiedyś zmięknie i wróci), więc wróciłem do czynnej służby i jestem zadowolony z tej decyzji.
Od początku nie ukrywałem, że zależy mi nie tylko na poszerzeniu tematyki strony, ale zmianie jej profilu. Więcej różnorodności, publicystyki, szybsze newsy itd. Pierwszym testem był Civil War Week, który zorganizowaliśmy po zakończeniu tego wielkiego crossovera - wypadł bardzo dobrze i to był sygnał, że warto pójść w tym kierunku i powtarzać tego typu przedsięwzięcia.

Tylko ty i majne wiecie, ile tak naprawdę kosztowało przejście serwisu na tematykę "całomarvelową", w końcu możesz się pochwalić, ile pracy w to włożyłeś/liście.
Ostatnie tygodnie przed rozbudową były bardzo nerwowe. Zbliżał się deadline, strona ciągle nie była gotowa, a redaktorzy już chcieli wrzucać materiały i testować wersję finalną. Czerwiec był kulminacją przygotowań i było naprawdę gorąco. W końcowej fazie praktycznie większość dnia spędzaliśmy nad nowym Avalonem. Nie wiem, jakim cudem szef majnego nie zorientował się, że jego podwładny klepie w pracy kod zupełnie innego projektu, niż powinien. :) Dziś z uśmiechem można przejrzeć archiwum redakcyjnego forum i poczytać zapis tej walki z czasem (zwłaszcza kolejne uwagi Ozza, który z typowym dla siebie taktem pytał, czy będzie mógł wrzucić materiały przed premierą swojego działu), ale rok temu byliśmy mocno zapracowani.
Bardzo dużo czasu zajęło nam przeniesienie danych ze starego systemu do nowej bazy. Po kilka tysięcy streszczeń, opisów postaci i newsów, a oprócz tego setki innych tekstów. Z tego wynika dobra rada dla wszystkich, którzy planują tworzyć własną stronę: od razu porządnie zaplanujcie bazę danych. Nawet jeśli na początku wydaje wam się, że strona będzie niewielka i będziecie panować nad nią, to po pewnym czasie zobaczycie, że bez dobrej organizacji, więcej czasu będziecie spędzać nad techniczną pracą, niż na pisaniu materiałów. A pewnego dnia obudzicie się i zobaczycie kilka tysięcy tekstów różnego rodzaju, które trzeba przerobić od podstaw.

1.jpgKiedy miesiąc temu próbowałem zająć Twoje miejsce naczelnego szukałem ludzi, którzy Cię nie lubią i pomogą mi w tym szczytnym zadaniu, ale nie znalazłem NIKOGO. Jak udaje Ci się szefować tak dużej grupie indywidualistów i żyć w każdym w zgodzie (no oprócz mnie oczywiście)?
Patrz odpowiedź dwa pytania wyżej. ;)
Redakcja rozrosła się do ponad 40 osób, które pochodzą z przeróżnych zakątków naszego kraju. Paradoksalnie to chyba dobrze, bo gdybyśmy pochodzili z jednego miasta i spędzali codziennie kilka godzin ze sobą, to szybko zaczęlibyśmy działać sobie na nerwy. :) Różnorodność charakterów (a mamy pełen przegląd od flegmatyków do choleryków) w grupie może budzić problemy, ale szczerze mówiąc jestem pozytywnie zaskoczony tym, jak niewiele jest tego typu sytuacji. Oby tak dalej.
Staram się zachęcać redaktorów do przejawiania własnej inicjatywy i wymiany pomysłów. Wizje wielu moich ulubionych elementów nowego Avalonu (chociażby Pulse, czy Living Tribunal) powstały właśnie w czasie takich burz mózgów. Mamy tylu kreatywnych redaktorów, że z nowymi pomysłami nie ma problemu - ze swojej strony dbam o to, żeby to nie były jednorazowe zrywy, tylko regularne i konsekwentne działania: żeby czytelnik miał pewność, że Pulse będzie gotowy co tydzień w poniedziałek, albo że jak wejdzie na Avalon we wtorek, to ujrzy First Looks.
W swoim życiu zawodowym miałem styczność z wieloma firmami oraz organizacjami i nigdy nie potrafiłem zrozumieć, czemu często zabijana była w nich oddolna inicjatywa. Ograniczanie pracowników, narzucanie im sztucznych ram jest moim zdaniem wielkim błędem i fatalnie wpływa na motywację pracownika, który w efekcie nie angażuje się, bo wie, że i tak nikt tego nie doceni. Na Avalonie staram się iść w przeciwnym kierunku, stąd na przykład pomysł na stworzenie funkcji szefów działów, czyli rozłożenie odpowiedzialności za funkcjonowanie strony na większą ilość osób. Im większy wpływ redaktora na kształt strony, tym większa motywacja do pracy i zadowolenie z jej efektów. Zresztą przy obecnej ilości publikowanych materiałów nie wyobrażam sobie, żeby jedna osoba była w stanie na przykład przypilnować wszystkich streszczających, układać harmonogram aktualizacji, czy nawet aktywować newsy. Zabrakłoby jej czasu, albo uległaby znużeniu, a przecież Avalon ma dawać przyjemność, a nie być męczącym obowiązkiem. Myślę, że ten system pracy redakcji dobrze się sprawdza, ale i tak nie wierzę, że wszyscy redaktorzy mnie lubią ;P

Chodzą pogłoski, że planujesz wkrótce coś wielkiego, może uchylisz rąbka tajemnicy?
Miniony rok ciężko porównywać z wcześniejszymi, ale na pewno należy uznać go za udany. Sprawny rozwój nowych działów, kilkunastu nowych redaktorów, Złoty Nast dla najlepszej polskiej strony o tematyce komiksowej, kolejne rekordy odwiedzin, eventy przybliżające najważniejsze crossovery, patronaty medialne nad filmami o superbohaterach, konkursy z atrakcyjnymi nagrodami - to największe pozytywy (niekoniecznie w odpowiedniej kolejności). Rok, dwa lata temu, miesięcznie generowaliśmy kilkanaście-kilkadziesiąt newsów miesięcznie. Obecnie przekraczamy dwieście aktualizacji w każdym miesiącu i to nie licząc streszczeń aktualnych komiksów. Pod jakim kątem nie patrzyć: zanotowaliśmy postęp.

Nie zmienia to faktu, że jako perfekcjonista widzę jeszcze sporo niedociągnięć i możliwości rozwoju. Avalon może dawać jeszcze więcej radości redaktorom i czytelnikom. Zmiany, które czekają wkrótce naszą stronę, będą nie mniej rewolucyjne, niż te z zeszłego roku. Avalon dojrzał do postawienia kolejnego kroku w rozwoju...

 

Foxdie.jpg

Foxdie


TM-Semic

Od tego wydawnictwa wszystko się zaczęło. Pierwszy komiks: Transformers 1/91. Kto wie, może gdyby nie ten archiwalny 52-stronnicowy zeszyt o robotach z kosmosu, nigdy nie zainteresowałbym się komiksami. Przez trzy następne lata czytałem głównie Transformers, GI Joe, Supy i Batmany. Od połowy 94 wziąłem się za Spidera, a z początkiem 1995 zacząłem już łykać praktycznie każdy komiks ze stajni DC i Marvela wydawany przez TM-Semic. Taka sielanka trwała aż do pamiętnego upadku polskiego giganta. Co prawda moje zainteresowanie komiksami nie zmalało, ale stały się one mniej dostępne. Po jakimś czasie pojawiło się światełko w tunelu w postaci dwóch czy trzech sklepów, sprzedających amerykańskie wydania wysyłkowo (jakieś tam r.a.r.y czy jak to tam się nazywało). Niestety ceny w tamtym czasie były miażdżące, zwłaszcza dla nastolatka będącego jeszcze w szkole podstawowej. Odłożone kieszonkowe starczyło na jakieś 8 pojedynczych zeszytów Spidera, które musiały wystarczyć na dość długi okres czasu.

 

X-Avalon

Czerwiec, rok 2002. Pierwsze stale łącze w domu zaowocowało znalezieniem strony poświęconej mutantom Marvela, na której były streszczenia aktualnych numerów. To było naprawdę COŚ, po długim okresie komiksowej posuchy. Niedługo po odkryciu Avalonu, zawitałem na jej kanał ircowy, na którym szybko się zadomowiłem i nie opuszczałem go przez długi okres czasu, poznając przy tym pierwszy zespól redakcyjny (ghaez, Idanow, Killah, Adi i pewnie kogoś pominąłem) z samym viqiem włącznie. Byłem przy narodzinach forum, chociaż początkowo funkcjonowałem raczej jako bierny użytkownik (nie żebym teraz strzelał postami jak z karabinu). Pamiętam nawet, że chciałem dołączyć do redakcji, ale na chęciach się skończyło, gdy nieprzekupny viq zapodał do testowego streszczenia "Professor Xavier and The X-Men #1", nie można było tego pominąć??

 

XME

Pewnie niektórzy pamiętają tę stronkę poświęconą serialowi animowanemu X-Men Evolution. Po znajomości [pozdro Toad] dostałem się do jej redakcyjnego grona [widzisz viq, a jednak można było bez streszczenia testowego], gdzie napisałem kilka streszczeń.

 

Amazing Comics.pl

Równolegle z XME pisałem recenzje gier, newsy i streszczenia komiksów dla Amazing Comics.pl, gdzie udało nam się sprawnie przeprowadzić patronat medialny nad Daredevilem, a w trakcie podobnej akcji dla X2 serwis przestał istnieć, a konkursowe nagrody wraz z nim [pozdro Kosmaty]. Ktoś widział hełm Magneto?

 

Hell's Kitchen

Mając dostęp do oryginalnych komiksów, zacząłem nadrabiać stracone lata i poznawać dokładniej cale uniwersum Marvela. W dużej mierze skupiłem się na ulubionej postaci, czyli Daredevilu, po czym zachciało mi się własnej strony, a co! Tak oto z pomocą Toada, Bosnasa [tak, to ten sam, co spóźnia się ze streszczeniami X-Men na Avalonie ;)], Azbesta, devilreda, ghaeza i kilku innych osób powołałem do życia pierwszy polski serwis o Daredevilu. Niestety, z braku rąk do pisania i trochę własnych chęci, hellskitchen.prv.pl zakończyło swoją działalność po pół roku istnienia.

 

X-Avalon, again

Tak jak wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, tak wszystkie łącza prowadzą do Avalonu. Po dłuższym okresie internetowej tułaczki powróciłem na ircowy kanał. Nie pamiętam już konkretnie w którym roku (2006?), oficjalnie trafiłem do redakcyjnego grona Avalonu, ale na pewno miało to miejsce w czasie panowania Gila G. G przyjął mnie na pozycje streszczacza, bez potrzeby męczenia się nad "PX&TXM#1", na które było się skazanym za czasów viqa, i od razu wziąłem się za "District X", który po bodajże 3 numerach porzuciłem. Później było chyba pamiętne "X-Men: The End" które trochę rozwlekło mi się w czasie (około roku?), ale jednocześnie skutecznie namieszało w kampanii zamykania/otwierania Avalonu.

 

Avalon New Age

Stało się. W lipcu 2007 roku X-Avalon w wyniku secondary mutation stał się Avalonem, jednocześnie przekształcając się w największy polski serwis poświęcony Marvelowi. Ponad rok czasu trwały przygotowania do tej rewolucji. W tym czasie Gil zrezygnował ze stołka redaktora naczelnego, a jego miejsce zajął Lex. Sam trafiłem do "grupy trzymającej władzę" (czyt. zarząd strony), kierując poczynaniami streszczaczy. Na dodatek poszedłem w ślady viqa i wymagałem przy każdej rekrutacji napisania streszczenia…… "Professor Xavier and The X-Men #1". Dzięki ewolucji strony, dostałem również możliwość przywrócenia do życia Hell's Kitchen, tym razem pod szyldem Avalonu. Oprócz tego, podjąłem dwie inicjatywy. Pierwsza to autorski projekt, który znacie pod nazwą "World Tour Project". Ponieważ zdarza mi się często podróżować po świecie, postanowiłem wykorzystać ten fakt dla dobra redakcji i czytelników, tworząc opisy napotkanych Comics Shopów. Oczywiście do akcji może włączyć się każdy inny redaktor, co zresztą miało miejsce. Druga inicjatywa to grupa znana Wam szerzej jako ASF (Avalon Striking Force), która powstała dość spontanicznie przy okazji uzupełniania braków w streszczeniach „Daredevil vol. 2”, a która obecnie skacze między działami, pisząc duże ilości archiwalnych numerów. Albo przynajmniej skakała, dopóki nie trafiła do Gamma Zone, gdzie Black Bolt ją "zepsuł". ASF to również wspomniane przez reda "zaniedbane dziecko". Obecnie przebywam w USA (gdzie między innymi zajmuję się dystrybucją nagród na Avalonowy konkurs i zbieraniem materiałów do kolejnych World Tourów) i w związku z wyjazdem zmuszony byłem chwilowo porzucić ASF, a w większości cały Avalon. Oczywiście wracam zaraz po studenckich wakacjach i mam nadzieję przywieźć ze sobą sporo materiałów na kolejny sezon WTP, tym razem będziecie mogli poznać amerykańskie Comics Shopy rozrzucone po kilkunastu stanach. Wracając do ASF, które obecnie tworzę ja, Don God, Don David i redevil, mam nadzieję, że po wakacyjnym odpoczynku wrócimy ze zdwojoną silą, zaplątani w pajęcze sieci. W czasie roku funkcjonowania nowego Avalonu, redakcja mocno się rozrosła [zyskaliśmy nawet własnego Palikota, pozdro Fylyp], co oprócz zwiększonej liczby materiałów zaowocowało kilkoma mniejszymi i większymi "zgrzytami", ale co by to była za redakcja bez "emocjonującej wymiany zdań i poglądów"?

 

The Future

Nie chcę rzucać żadnymi konkretami, bo takowych póki co za wiele nie ma, ale jak już wcześniej wspomniałem, od października możecie spodziewać się powrotu WTP i ASF. Jest również bardzo prawdopodobne, że do końca roku Avalon wzbogaci się o nowy dział, prowadzony przeze mnie, ale o tym w swoim czasie.

Nie będę ukrywał, że pozycja redaktora naczelnego, którą pełni obecnie Lex, byłaby tą pożądaną, ale póki Lex sam nie zrezygnuje, nie widzę potrzeby dokonywania zmian na tym stanowisku. Good Job, wodzu. Zastanawiałem się jeszcze nad boskim stanowiskiem Adiego, ale ten chyba nie zamierza przejść na emeryturę.


Korzystając z urodzin, chciałbym podziękować…. Nie, nie redaktorom, tym to możecie Wy dziękować….. chciałbym podziękować Wam, czytelnicy, bo tak naprawdę to bez Was ta strona nie miałaby racji bytu. Zwiększająca się z każdym rokiem liczba odwiedzin nakręca nas i mobilizuje do dalszej pracy nad Avalonem, za co dziękuję w imieniu swoim i redakcji. Tak, wiem, pewnie już ktoś to zrobił przede mną, ale urodziny mamy, to można zaszaleć nawet z ilością podziękowań. To teraz, gdzie te prezenty?

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.