Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #48 (16.06.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 16 czerwca 2008 Numer: 24/2008 (48)


Jeszcze nie wszyscy zdążyli obejrzeć "Iron Mana", a już na ekrany kin trafił "Incredible Hulk". Również nad tym filmem patronat medialny objął Avalon, więc do końca czerwca czeka Was cała seria materiałów dotyczących Zielonego. Nie zabraknie również konkursów (
pierwszy już trwa), w których do wygrania będzie masa gadżetów związnych z Hulkiem. Enjoy!



Premiera Hulka avalonpulse0048a.jpg
Foxdie: Pisząc ten tekst, jestem świeżo po seansie najnowszej odsłony Hulka i... "I'm lovin it!". Zapomnijcie o zielonym gniocie sprzed kilku lat. Oto i prawowita adaptacja Hulka na miarę obecnej kinematografii. Znajdziecie w nim świetną grę aktorską Nortona, porywające sceny akcji i fenomenalne efekty specjalne. Jeśli wydaje Wam się, że Iron Man pod względem SE wyglądał super, to przy Hulku powinniście przygotować się na podnoszenie szczęki z podłogi. Nie zabrakło oczywiście masy smaczków dla fanów, jak chociażby kultowe fioletowe gatki. Na dodatek filmowe Universum Marvela stało się faktem! Sporo wojskowego oprogramowania i sprzętu sygnowana jest logiem "Stark Industries", a sam Stark ma swoje 5 minut w ostatniej scenie filmu. Nie raz pojawia się również logo S.H.I.E.L.D., a nawet nazwisko jej głównodowodzącego. Summa summarum wszyscy, którzy byli zachwyceni filmowym Iron Manem, powinni pokochać pełnometrażowego Hulka. Teraz biegiem, do kin. Oh, zapomniałbym. Liv Tyler jest piękną ozdobą tego filmu, zwłaszcza jej duże usta.
majne: Jeśli ktoś chce przyoszczędzić trochę grosza, to niech daruje sobie ten film. Filmu nie ratują nawet efekty specjalne :( . Oglądając ma się wrażenie, że reżyser nakręcił film, a następnie wyciął z niego wszystkie sceny odpowiedzialne za fabułę. W sumie można stwierdzić, że poza akcją (dość średnią zresztą), w tym filmie nic nie ma. O scenariuszu można powiedzieć, że pojedynczy odcinek "M jak miłość" wydaje się bardziej zakręcony, niż cały Hulk :/. Jak dla mnie film jest ewidentnie skierowany do osób, które znają historię Hulka. W filmie, który odcina się od poprzedniej części, jest za mało retrospekcji odnośnie historii Hulka. Gra aktorska jest mocno średnia, z naciskiem na słowo "mocno". Liv Tyler chyba sobie zapomniała, że już nie gra Arweny. Oprócz jednej (maks dwóch) scen, tonacja głosu i zachowanie zupełnie takie samo, jak w "Trylogii". Jednym z lepszych momentów jest pojawienie się Starka oraz scena z "napięciem seksualnym :P", reszta jakoś mi nie zapadła w pamięć mimo, iż jestem świeżo po seansie.
Podsumowując, film sporo gorszy od ostatniej adaptacji komiksowej, czyli Irona. Ocena to 3/10. Jeśli ktoś jest zatwardziałym fanem Hulka, niech doda jedno oczko. Jeśli dla kogoś liczą się tylko efekty specjalne, to niech doda sobie kolejne. Dla mnie jednak pozostaje 3/10
Kakteen: Po specjalnych eventach związanych z premierami "Iron Mana" oraz "Superhero", na łamy Avalonu wdarł się popularny "Sałata" i od razu wprosił się aż do końca czerwca. Nasi czytelnicy mogą więc zacierać ręce i oczekiwać wielu atrakcji, m.in. serii specjalnych konkursów, z których pierwszy ogłosiliśmy już w sobotę.
A sam film? Jak na razie zbiera świetne recenzje wśród zagranicznych i polskich krytyków. Co cieszy i tylko utwierdza w przekonaniu, że Studio Marvela nie rzuca słów na wiatr, dążąc konsekwentnie do realizacji celu, czyli oddania poprzez filmowe adaptacje królom swoich komiksów tego, co królewskie. Bogu dzięki za Leterriera i (po stokroć) dzięki za Nortona!




Amazing Spider-Man #562 avalonpulse0048d.jpg
Gil: Ojjj... Niedobre rzeczy dzieją sie z tą serią. BND jako coś nowego po pierwsze miał kredyt zaufania, a po drugie - na początku był o niebo lepszy. Teraz jedzie w dół po równi, chociaż przyznać trzeba, że kąt jej nachylenia nie jest wielki. Mimo wszystko, każdy kolejny numer jest ciut słabszy. Tym razem pan Gale próbował zaserwować coś nowego, budując akcję wokół baru złoczyńców i Bookiego. Zaczęło się nie najgorzej, ale idiotyczny pomysł przebrania Screwball za Pająka rozwalił wszystko. Mogę zrozumieć przebranie Echo za faceta, bo była tam jakaś szczypta wyjaśnienia, ale jak dziewczyna zakłada obcisłe rajtuzy i nikt nie widzi różnicy między nią, a Spider-Manem, to już jest po prostu głupie. Podobnie fakt, że Spidey nie pamięta Baru Bez Nazwy, w którym kilka bijatyk już rozpętał. No... chyba, że zapomniał, bo it's magic. Pozytywnych wrażeń nie dodają śmieszne inaczej teksty oraz zmierzające donikąd wątki, jak to, że Piotrek zamieszkał z panem policjantem. Rysunki są o wiele lepsze, niż poprzednim razem, ale i tak mam wrażenie, że nie rysował tego McKone, tylko jakiś Skrull. A skoro tu się doda, a tam odejmie, wypadkowa nadal będzie 5/10.
MadMarty:
Pomijam napisy na okładce, bo i tak pozostała ona chyba najlepszą częścią tego numeru. Dostajemy dwóch Spider-Manów. Czyli tak jakby dwa razy gorzej, niż dotychczas. Nowy, enigmatyczny Spider jest tajemnicą przez kilka stron. Takie dowcipy to przechodziły w latach 80-tych. Do tego ta knajpa pełna złoczyńców, wyglądających jak wyrwani z jakiejś parady. Tak jakbym gdzieś to widział, tylko, że tam był pogrzeb. Nie wiem, jak dalej to poprowadzą, ale mam wrażenie, że dużo gorzej niż u pana-z-czaszką-na-klacie.
CrissCross:
Powiem tak: czekam, aż znów pojawi się Mephisto i odkręci to, co rozkręcił. Bo aż żal się robi.

Genext #2
Demogorgon: No i trochę bardziej zapachniało zwykłym Claremontem. Na szczęście tylko na początku, bo potem historia znów jest na poziomie poprzedniego numeru. Da się czytać, a zabieg z rysunkami był świetny. Dam 5/10, głównie dlatego, że o niebo lepsze od Hulkowego one-shota.
Gil: Myślałby kto, że ten tytuł okaże się nawet ciekawy? Claremont bawi się własnymi klockami, nie psując cudzych zabawek i całego świata, więc nawet przyjemnie się to czyta. Opowieść ma charakter bardzo nastolatkowy - i prawidłowo. Nie ma zbędnego patosu i wyolbrzymiania, tylko po prostu grupa dzieciaków ze swoimi problemami. Colossus trzeci wychodzi na całkiem fajnego gościa, a historia No-Name robi się intrygująca. Teraz najważniejsze to utrzymać ten ton i nie przesadzić. Rysunki są dostosowane do charakteru opowieści, a tym razem pomogło znacznie wzbogacenie stron o przypadkowe szkice. Kurcze, jest naprawdę nieźle. Tak na 6/10.
Krzycer: N
o, tu już jest bardziej claremontowo. Pierwsza przydługa rozmowa Colossusa z No-Name, w której oboje używają bardzo wyszukanych zwrotów i argumentów, a czytelnik patrzy i nie wierzy, bo jeśli dobrze rozumiem, to mowa była o wagarach.
Dalej jest już lepiej, czyli znowu - nieszkodliwe czytadełko. Spodobały mi się ilustracje nowego Kolosa porozrzucane poza kadrami całego komiksu. To akurat sympatyczny patent... No i dowiadujemy się na przykład, że w tej szczęśliwie wydumanej przez CC rzeczywistości Kurt i TJ dostali po Oscarze...


avalonpulse0048e.jpg Captain Britain & MI:13 #2
Demogorgon: Historia się rozkręca i idzie w dobrym kierunku. Skrullowie doskonale zaplanowali inwazję na świat magii, choć rozwścieczyło mnie, że zamordowały Panią Jeziora i Zielonego Rycerza. Podoba mi się też ich plan przejęcia kontroli nad całą magią, choć podejrzewam, że to coś z ostatniej strony wymknie się jeszcze spod kontroli. 7/10
Gil: To jakaś zadziwiająca prawidłowość, że komiksy o Kapitanach stają sie o niebo lepsze, gdy tytułowi Kapitanowie giną. Po pierwsze, fakt, że Braddock w ogóle zginął, jest zaskakujący. Inna sprawa, na jak długo - chociaż z drugiej strony, ktoś inny w tej roli może być tylko lepszy. Dzięki temu faktowi, atmosfera robi się przyjemnie gęsta i trudno powiedzieć, co dalej. Po drugie, Tink wróciła i od razu zrobiło się ciekawiej, bo jej relacja z Wisdomem jest jedyna w swoim rodzaju. Oberona już nawet nie wspomnę. Dalej mamy świetne występy reszty czeredy, na czele z Faizą, która zdobyła już sobie ważną pozycję. No i finałowa scena, czyli odpowiedź na pytanie, o co tym Skrullom właściwie chodzi. Bardzo, ale to bardzo intrygujące rozwinięcie.
Ponieważ jestem pełen pozytywnych odczuć i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy, z czystym sumieniem mogę wystawić temu numerowi 8/10.
Krzycer:
Niezłe. Moce muzułmańskiej pielęgniarki pokręcone - i dobrze, wreszcie coś oryginalnego. Inwazja Skrullów na Avalon - aj, aż żal się Pani z Jeziora i Zielonego Rycerza robi. Oberon twierdzący, że głos w głowie Wisdoma kłamie - ciekawostka.
Aha - otwarcie numeru - reakcja Brytyjczyków i nawiązanie do śmierci Rogersa w narracji - świetna strona.

Last Defenders #4
Gil: Przeczytałem, bo Krzycer stwierdził, że się poprawiło. I faktycznie, jest lepiej - co nie znaczy jednak, że jest dobrze. Zmiana postaci na takie, których obecność nie psuje jednocześnie ich status quo, wyszła na dobre. Fabuła jednak nadal jest mało interesująca, a Joe Casey z pasją, graniczącą z obsesją, wszędzie wpycha wielkie korporacje, pociągające za wszystkie sznurki. Jedynym jasnym punktem pozostaje Hellstorm, a jego rozmowa z Patsy jest najlepszą sceną numeru. A Nighthawk? Cóż... Nighthawk tym razem odegrał rolę pragnienia w starciu z Antonim Spritem i musiał oddać pelerynkę. Like I care... Rysunki nadal mnie odstraszają, więc mogę wystawić najwyżej 4/10.
Krzycer: H
m. Szczerze przyznam, że numer wcale, wcale. Diabli wiedzą, co to za intryga z korporacjami, panem podróżującym w czasie, mieszkańcami Atlantydy i w ogóle - ale pomału perypetie Nighthawka mnie do siebie przekonują.
No i rysownikowi chyba przypadkiem wyszedł genialny Stark, który co prawda nie mówi "talk to the hand", ale gest jest jednoznaczny...
Inna beczka: że Patsy Walker mieszka w Chinatown to wiem z historyjki o niej w Marvel Comics Presents, ale nie rozumiem pierwszego kadru na tej stronie. Toć to jakiś strip-club, jeśli nie "salon masażu". Czemu ona tam sypia?


Eternals vol. 4 #1 avalonpulse0048f.jpg
Gil: Zasadnicze pytanie brzmiało od początku: czy Knaufowie dadzą radę? Odpowiedź brzmi: tak. Pierwszy numer chwycił. Nie jest to jednak zasługa akcji, bo w tej kwestii jest raczej oszczędnie. Prawdziwa siła serii drzemie w konstrukcji postaci i od razu rzuca się w oczy. Eternals są mocno zróżnicowani, a po kuracji Gaimana stali się też bardziej ludzcy, dzięki czemu jest miejsce na kontrasty, skrajności, relacje itd. Jest po prostu płynnie i fajnie się to czyta. Od początku autorzy położyli podwaliny pod trzy wątki, które pewnie długo będziemy obserwować. Dreaming Celestial wprowadza element metafizyczny, który jest przedstawiony w interesujący i wyjątkowy sposób, a z pewnością stanie sie osią serii. Obecność tajemniczej Hordy zapewni nam odpowiednią dawkę akcji, gdy tylko wątek zostanie rozwinięty. No i mamy jeszcze wątek poszukiwania brakujących Eternals na wyścigi z Druigiem. W tym przypadku moje pierwsze skojarzenie to serial Heroes, przy czym Druig odgrywa rolę Sylara. Jakoś tak podobne mi się wydało jedno i drugie. I na koniec słowo o rysunkach, które również są dobre i całkiem oryginalne.
Dodatkowy plus za maksymalne wykorzystanie innych postaci z uniwersum, a to wszystko daje nam kolejne w tym tygodniu 8/10.
MadMarty:
Ok, na razie ta seria ma u mnie spory limit zaufania po Gaimanie. Ale... no właśnie! W sumie to na razie jest całkiem nieźle. Fakt, że to dopiero preludium, ale niczego jeszcze nie zepsuto. A może po prostu wcześniej przeczytałem Spider-Mana i nie jestem obiektywny?
Jedyne, do czego mam zastrzeżenia, to sposób, w jaki prowadzi się Makkariego. Mam nadzieję, że nie zrobią z niego jakiegoś totalnego mruka. Generalnie to czekam na więcej, bo jest fajnie.
Krzycer:
W numerze najbardziej spodobał mi się przegląd scen z historii Marvela - Jean i Beast w Genoshy, mały Lehnsherr, Nico i jakmutam [poważnie, zapomniałem...]. A reszta? Reszta w porządku - ale jakoś nie chwyta.

Magdalena/Daredevil
Demogorgon: A taki sobie one-shot, z kompletnie mi nieznaną postacią. Początkowa walka była bez sensu, Magdalena musi być idiotką, skoro pomyliła faceta w stroju diabła z demonem. A po za tym historia była nudna i mało ciekawa. Lepiej, jak Daredevila piszą Bendis i Brubaker, takie występy gościnne tylko psują postać.
Krzycer: O
t, crossover. Wpadli na siebie, potłukli, nawiązali współpracę i tyle. Tylko dla fanów jednej lub drugiej postaci... a najlepiej obu na raz. Niepotrzebne.

avalonpulse0048g.jpg Hulk: Raging Thunder
Demogorgon: To jest żart, prawda? Wyciągać postać Thundry z najgłupszego uniwersum, jakie dało się wymyślić i kazać jej bić się z Hulkiem i kraść jego komórki, aby dorobić Skaarowi siostrzyczkę? Bez sensu, totalnie bez sensu. A do tego brzydkie. Szkoda słów.
Gil: ...znany od dzisiaj również jako "Thundra Does Hulk". Mieliśmy już dobre 1-shoty okołohulkowe, więc przyszła kolej na te kiepskie. O ile przypomnienie zakurzonej nieco postaci Thundry złym pomysłem nie jest, tak fakt jej spółkowania (raczej w przenośni, ale jednak) z Zielonym nie tylko podpada pod perwersję, ale też woła o pomstę. Czyżby ktoś na siłę chciał zapełnić świat zielonymi dzieciakami z nieprawego łoża? To ja się pytam: po co? Potem będą się plątać w tle, bo nikt poza twórcami nie będzie chciał ich używać. Na szczęście ta córka Sałaty tkwi w jakiejś alternatywnej przyszłości, czy czymś takim i może tam pozostanie. Jakieś to takie bez sensu, ale ze względu na stronę graficzną dam 4/10.
Krzycer:
Jezu, kto to wymyślił? Wyciągać jakąś ultrafeministkę przyszłości (w której to przyszłości kobiety prowadzą wyniszczającą wojnę z mężczyznami) ze starożytnego numeru FF, stawiać ją przeciwko Hulkowi, a potem jeszcze ją z nim rozmnażać?
To jest tak głupie, że mózg wysiada.


Moon Knight vol. 5 #19
Gil: Od początku seria miała proste założenie: oprócz scenarzysty, nikt nie może wiedzieć, o co chodzi. W wykonaniu Hustona było to na swój sposób pociągające, ale teraz... Przeczytałem ten numer dwa razy, potem przeczytałem poprzedni jeszcze raz i znowu ten, a nadal nie wiem, o co chodzi. Jakieś bulbotanie o miłości w połączeniu z dziwnym festiwalem na cześć Inicjatywy, starcie Moon Knighta (a.k.a. First-Aid-Kit Man) z wielkim, złym i mrocznym, a potem nurkowanie z dachu. I nie wiadomo kto, co, ani dlaczego. Dajcie już tego wilkołaka i zmieńcie charakter serii na radosną rozwałkę, bo jest źle. Ocena: 2/10.

Secret Invasion: Who Do You Trust? avalonpulse0048h.jpg
Gil: Z jednej strony, jest to typowy tie-inowy one-shot, który tak naprawdę niewiele wnosi, ale z drugiej - okazuje się też ciekawą lekturą. Dowiadujemy się, że Captain Marvel próbuje rozegrać jakiś własny plan w ramach inwazji. Poznajemy ciekawe fakty z życiorysu agentki Brand. Dostajemy całkiem przyjemne rozwinięcie dżunglowej walki w nietypową konfrontację Wonder Mana i Beasta, która stawia wiele pytań. Możemy spojrzeć na plany Noh-Varra, tylko szkoda, że nie wiemy jeszcze, do czego je przypiąć. A na koniec dostajemy update sytuacji Agentów Atlasa, który również wydaje się niczym nie uzasadniony. Wszystkie z pięciu opowiastek czyta się dobrze (co jest pewnym zaskoczeniem w wydawnictwie tego typu), ale zdecydowanie wybija się ta z Wonder Manem i Beastem. Teraz musimy tylko zaczekać na rozwój wypadków, żeby wiedzieć, z czym to wszystko jeść. Ale jest dobrze - również pod względem graficznym.
Może dostać 7/10.
Hotaru: Rozprawię się z każdą z historyjek po kolei. Na pierwszy ogień idzie Captain Marvel, którego może i czyta się dobrze, ale brakuje "tego czegoś", co decydowało o sukcesie jego miniserii. Historyjka o agentce Brand niestety też nie wnosi niczego, poza szpetnymi rysunkami. Jeszcze trochę i Marvel będzie nam proponował komiksy o tym, co pomyślał sobie nasz bohater w drodze z pokoju do kuchni. Nie zmienia to faktu, że dzięki Whedonowi polubiłem tę postać, więc dobrze było ją zobaczyć nawet w tak nic nie wnoszącym projekciku. Kolejny epizod, z Beastem i Wonder Manem, ma już lepszą oprawę graficzną. Ale poza tym jest przegadany, w ogóle nie wiedziałem o "przyjaźni" tych dwóch postaci i nadal nic mnie ona nie obchodzi. Po tych kilku stronach nie wyjaśniło się nam zupełnie nic - nadal każda z tych postaci może być Skrullem. Kolejna zapchajdziura. Następna historyjka z Marvel Boyem to powrót do kiepskiej kreski i kontynuowanie kierunku zbędnych fabuł. To, że młody Kree miał zmienić swe postępowanie było już ustanowione w Illuminati, wiec po co się powtarzać? Nad pozostałymi aspektami tego scenariusza nie ma się nawet po co pochylać. I wreszcie na zakończenie Agents of Atlas, których nie znam, ale którzy mnie tutaj zaintrygowali, tak samo jak stwierdzenie, że Skrullowie chcą asymilować społeczeństwo ludzi do swojego. Cóż, po wydarzeniach w głównej miniserii jak na razie na to nie wygląda, ale to ciekawy koncept i jestem ciekaw, czy się rozwinie. Reasumując, dwie porządne historyjki wśród przeciętności, żeby nie powiedzieć słabizny. Trzymaj tak dalej, Marvel.
MikeyLou:
Niezły one-shot, choć momentami rysowany trochę niechlujnie. Dwie ważne rzeczy - zaczyna się rozjaśniać sprawa z 'he loves you'. Dowiadujemy się również, że w wielkiej diasporze Atlantydy ktoś mógł maczać swoje zielone paluszki.
Skrullowa głowa na patyku też była miłym dla oka akcentem. :)
owcaboski:
Gdyby Secret Invasion było serialem TV, ja nazwałbym to zapychaczem, akcja niby jest, logo SI też, ale czegoś tu brak... Brak jest pomysłu, o czym ten one-shot miałby być, więc scenarzysta (scenarzyści?) kolejny raz postanowili uraczyć nas opowiastką pt. jak, gdzie i po co zaczęła się inwazja i co kieruje postaciami, które biorą w niej udział. Jak dla mnie to trochę naciągane i nakierowane na wyciągnięcie kasy od czytelnika, ale takie są już reguły tworzenia crossoverów. Od strony graficznej jest strasznie nierówno - słaba jest szczególnie część z agentką Brand, ale tak prawdę powiedziawszy to żaden z rysowników nie powalił. Ocena: 4/10

newuniversal: shockfront #2
Demogorgon: Zdawało mi się, że widziałem kreskówkowego Skrulla. Dobrze mi się zdawało, widziałem kreskówkowego Skrulla! I Captaina Marvela tuż obok! Ellis bawi się już na całego i nie tylko serwuje nam doskonałą historię, ale jeszcze równie doskonale nabija się z głównego uniwersum Marvela. Numer jest ważny dla świata, bo daje nam górę wyjaśnień i podpowiedzi, a i tak pozostaje wiele niewiadomych. Jenny wróciła i pokazała ilu nadludzi hasa po USA, dostaliśmy historię uniwersum od 1960, a parę osób zaczęło kojarzyć fakty. A do tego Voight wziął sprawy w swoje ręce. Numer tygodnia, daję mocne 9/10 i czekam na więcej.
Gil: Kolejna historia, która rozwija się w bardzo ciekawy sposób. Pojawiają się nowe postacie i nowe intrygujące wydarzenia, które nie pozostają niezauważone. Uwagę na nie zwracają nie tylko znani już bohaterowie, ale także różne trzecie frakcje, które z oczywistych (mniej lub bardziej) względów nie są zadowolone. Chociaż akcja kręci się wokół futbolisty, najciekawsze są fragmenty z dziełem Jenny i Charlotte, które dają wskazówki co do natury wydarzeń. Nic, tylko czytać dalej i czekać na rozwój wypadków. A tymczasem mocne 7/10 się należy.

avalonpulse0048i.jpg Skaar: Son Of Hulk #1
Demogorgon: Spodziewałem się czegoś lepszego, ale jak na nową serię, jest całkiem dobrze. Wydawało mi się tylko, że Skaar wyłonił się z Sakaar dorosły, a nie jako dziecko, ale to szczegół. Zasad działania Old Power i tak, i tak nie rozumiem, więc nie będę narzekał na jakieś niedomówienia, a ogólnie historię czyta się przyjemnie. Tylko tak szybko, że pod koniec ma się uczucie niedosytu. Mam nadzieję, że w następnych numerach będziemy mieli tendencję zwyżkową. 6/10
Gil: Wszystko wskazuje, że ta seria będzie dokładnie taka, jak sobie wyobrażałem - niepotrzebna. Mojej uwagi nie uchwyciło tutaj nic, z wyjątkiem fajnego czerwonego smokostwora. Co więcej, jedyną nurtującą rzeczą jest pytanie, czy to jakiś elseworld, alternatywna przyszłość, czy jeszcze inne dziadostwo. Dlaczego? Dlatego, że dzieciak o skórze koloru ściennych porostów (ewentualnie mchu i paproci) rośnie w oczach, a komentarze mówią, że mijają lata, podczas gdy według rachuby czasu marvelowego, od końca WWH (a pamiętajmy, że Skaar wylazł z błota w ostatnim jej numerze) minął miesiąc, albo niewiele więcej. Właściwie, to nie można powiedzieć, że numer jest zły - on jest całkowicie nijaki. Może gdyby choć odrobinę obchodziły mnie losy Sakaaru, coś bym tu znalazł, ale tak nie da rady. Jak dla mnie, to jest 4/10 i pozycja chybiona, ale jeśli komuś podobała się Planet Hulk, może znajdzie tu coś dla siebie.
hitano:
Pak wrócił na Sakaar, dzięki któremu historie z Zielonym nabrały nowego koloru. Teraz jednak zaczął opowieść o synu Hulka. Historii w pierwszym numerze jest niewiele - scenarzysta raczej pozwolił nam przyjrzeć się bliżej dzikości Skaara i wyszło to całkiem fajnie. Sama fabularna część tyczy się jedynie prologu, którego narratorem jest matka naszego bohatera. I tu też Pak nieźle sobie radzi. Rysunki Garneya mi się podobają, nieźle rysuje zarówno postaci poboczne, jak i te główne. 8/10, bo powrót na Sakaar, no i wszystko związane z Hulkiem ostatnio modne u mnie.

The Twelve #6

Demogorgon: Cudeńko prawie tak wielkie, jak schockfront. Rockman jest tak naprawdę chory psychicznie, Dynamic Man znów podrzuca wątpliwości co do swojej orientacji, a Black Widow okazuje się bardziej gotycka, niż rasowe gotki. Ciekawi mnie, co zrobi Phantom Reporter, a tym bardziej jak długo Laughing Mask będzie takim twardzielem w pudle. A na koniec cieszy mnie, że zaczęło się dziać coś mrocznego. 8/10
Gil: Seria na półmetku, więc najwyższa pora, żeby Phantom Reporter znów założył kostium. To jednak tylko symboliczna i krótka scena, bo większość numeru skupia się na prawdziwej historii Rockmana, która niewiele ma wspólnego z podziemnym królestwem. Ponadto, konsekwentnie rozwijane są pozostałe wątki, a każdy z nich wyraźnie do czegoś zmierza. Warto także zauważyć, że praktycznie wszystkie postacie zdążyły już nabrać głębi i rozwinąć się daleko poza punkt, w którym dla czytelnika były tylko bohaterami z wykopalisk. Za to Straczynskiemu należą się brawa. Druga seria i owacja na stojąco będzie, jeśli zakończenie serii sprosta naszym oczekiwaniom, bo one wciąż rosną. A skoro jestem już dzisiaj taki łaskawy, to i temu numerowi dam 8/10.

X-Force: Ain't No Dog
avalonpulse0048j.jpg
Gil: ...znany również jako "Wolverine Torturing a Guy". Jedyne, co odróżnia ten komiks od tradycyjnych 1-shotów z Wolverinem, to kostium. No, i może jeszcze fakt, że nie ma panienki, która ginie po przespaniu się z Loganem. Jest za to krwawa jatka, wyrwana z kontekstu i refleksje na temat rzucania palenia. Co chciał pokazać Charlie Huston tą historią? Nie mam pojęcia, ale coś mi mówi, że chyba krwawą jatkę. Druga historyjka to głównie spotkanie Proudstara z niedźwiedziem. Załapała się pewnie dlatego, że niedźwiedź to też nie pies. Innymi słowy - klasycznie bezpotrzebny one-shot. Ocena... niech będzie 4/10 za rysunki w pierwszej części.
MikeyLou:
Łezka w oku się kręci. Można na 20 stron zapomnieć o Civil War i wszystkich bzdurach i zanurzyć się w jedynym bohaterze, który nie zmienia się nigdy. Po co, w końcu jest najlepszy w tym, co robi. :D Historia a'la oldskulowy Jimmy Howlett - dużo krwi, mało wyrzutów sumienia i popisowy monolog. Jak dla mnie - fantastycznie. Druga część nuży i nie przekonuje. To jak z filmem "Cztery pokoje". Niby pokój drugi nie był zły. Tylko, że po pokoju Rodrigueza zupełnie się go nie pamięta.
owcaboski:
Spodziewałem się czegoś innego, bardziej w stylu ongoinga X-Force, który w mojej opinii jest teraz najlepszą X-serią. A tak dostajemy zakamuflowany pod X-Force one-shot z Wolverinem w roli głównej i gościnnym występem Warpatha. Dużo krwi, walki i mało pomysłu...
CrissCross:
Taka sobie rzeźnia. Krzyżowcy rzeczywiście jakby stracili na przestrzeni lat na swojej sile i nie są już tak niebezpieczni, jak kiedyś. Część skupiona na Loganie dość lekka (mimo ilości osocza ;)) i odprężająca.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

avalonpulse0048b.jpgCaptain Britain & MI:13 #2

Autor
: Brian Hitch

Gil: Wybrałem tę okładkę z jednego prostego powodu - jej dynamika jest niesamowita. Mamy Wisdoma, który wyraźnie szarpie się z mieczem i aż wychodzi poza część kadrową. Mamy kilku wyprężonych, sięgających ku niemu Skrullów. W tle jest burza z błyskawicami i porywisty wiatr, który unosi różne elementy, a cały efekt potęguje duży i wyraźny refleks świetlny od położonego centralnie miecza. Ta okładka mówi, że w środku dzieje się dużo i wcale nie za dobrze, więc doskonale pasuje do treści.



avalonpulse0048c.jpgInvincible Iron Man #1 Meinerding 2nd Printing Cover


Autor: Ryan Meinerding

Spence: Podobnie jak sporo okładek w tym tygodniu, wygląda stworzoną w pośpiechu, niedokończoną, taką, której brakuje jeszcze trochę szlifowania. Ale akurat w tym wypadku to pasuje - całość wygląda jak szkic koncepcyjny topornego, ciężkiego, pierwszego pancerza Iron Mana, a w końcu pierwsze próby nigdy nie są dopracowane. Tła nie ma - jest tylko delikatna łuna mniej więcej w połowie postaci. Pomysł bardzo dobrze zrealizowany. Ciekawi mnie tylko, czy warianty kolejnych odcinków będą kontynuowały ten patent. Zresztą, zobaczymy.

 




Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.06.11


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_ORedaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.