Avalon » Publicystyka » Artykuł

Incredible Hulk - pierwsza recenzja

Świeżo po prapremierze najnowszej filmowej adaptacji przygód Hulka, prezentujemy pierwszą recenzję...
Po udanym debiucie filmowym Iron Mana przyszedł czas na Hulka. Wprawdzie próby adaptacji historii sałaty Marvela podejmowano już wcześniej, ale umówmy się, że nie były to dzieła godne miana porządnej ekranizacji komiksu. Dziwi to tym bardziej, że materiał początkowy, czyli komiksowy Hulk, daje ogromne pole możliwości, moim zdaniem znacznie większe, aniżeli w przypadku opowieści o Starku. Można zatem spokojnie potraktować film jako pierwszą opowieść o dr. Bannerze i jego alter ego.

Początek filmu to szybkie przedstawienie procesu powstania Hulka. Trwa to tyle, co napisy i potraktowane jest dosyć ogólnikowo. Później akcja przechodzi do teraźniejszości, w której poszukiwany przez wojsko Banner stara się znaleźć lekarstwo na swoją „chorobę”, prowadząc korespondencję z tajemniczym Mr. Blue. Bruce tymczasowo znajduje się w jednej z brazylijskich faweli, gdzie dorabia dobie pracą w fabryce butelkowanych napojów kolorowych. Gdy jednak kropla jego napromieniowanej krwi dostaje się do butelki eksportowanej do USA, już wiadomo, że sielanka ma się ku końcowi… Dalej widza czekają już tylko efektownie przedstawione losy Bannera. Sama historia w wielu punktach odbiega od tego, co znają czytelnicy komiksu, ale jest nie mniej interesująca.

Przez film przewijają się bodaj wszystkie najważniejsze postaci z Hulka komiksowego. Poza głównym bohaterem, na ekranie można także zobaczyć Betty Ross, jej ojca generała, Emila Blonsky’ego, Leonarda Samsona, czy też przyszłego Leadera. Tu warto skupić się na obsadzie, bo wypadła naprawdę świetnie. Edward Norton wyśmienicie wywiązuje się z roli nieco neurotycznego i zamkniętego w sobie Bannera, Liv Tyler, poza wyglądaniem, potrafi także oddać swego rodzaju opiekuńczość Betty, a generał Ross w wykonaniu Williama Hurta to wypisz-wymaluj komiksowy pierwowzór. Moim zdaniem jednak najlepiej wypadł Tim Roth w roli psychopatycznego Blonsky’ego.

W The Incredible Hulk akcji nie brakuje i, co warto podkreślić, akcji wyśmienicie zrealizowanej. Wystarczy zresztą nazwisko reżysera (Louis Leterrier, stworzył obie części Transportera oraz Danny the Dog) i już wiadomo, czego mniej więcej można się spodziewać. Przy scenach pościgowych emocje mogą rzeczywiście wzrosnąć, a walki robią naprawdę dobre wrażenie. Nie brak też elementów nieco bardziej lirycznych, jak świetne zdjęcia faweli czy Nowego Jorku. Zawodzi w zasadzie tylko jedna walka, ale to już jak ktoś nie lubi przesady w animacji komputerowej. Innymi słowy, od strony technicznej – miód.

Warto dodać, że jak zwykle pojawił się Stan Lee w epizodycznej roli. Epilog filmu także interesujący, tym razem przed samymi napisami końcowymi, po których nic nie ma – nie warto zatem czekać. Na ciąg dalszy z pewnością czekają ledwo tylko zaczęte wątki Leadera i dr. Samsona, a i samo zakończenie jest raczej otwarte.

Podsumowując, film bardzo udany, moim zdaniem lepszy również od Iron Mana, co można uznać tylko jako mocny komplement. Żaden miłośnik Hulka nie powinien czuć się zawiedziony, a osoby zielone w temacie z pewnością dadzą się wciągnąć w film dzięki świetnym scenom akcji, przystępnemu humorowi i doskonałej grze aktorów.

sCarY
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.