Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Paper Girls tom 6

Każda historia kiedyś się kończy. Każdy złoczyńca spotyka swój kres. Każdy bohater wraca do domu. Prędzej czy później oraz na różne sposoby. I kiedy przewracamy ostatnią stronę, autorzy mogą mieć tylko nadzieję, że nie zrobimy tego z uczuciem niedosytu.

Szalona podróż w czasie czterech nastolatek z lat osiemdziesiątych też musi się kiedyś skończyć. Erin, K.J., Mac i Tiffany muszą w końcu wrócić do domu a wojna między dwoma pokoleniami z przyszłości musi zostać rozstrzygnięta. Czas jest nieubłagany i tak jak nie czeka na nikogo, tak nie lubi też, kiedy się w nim miesza. Ciągłość kontinuum w końcu zatriumfuje nad każdą próbą zmiany historii. Nie można odmienić czegoś, co już się zdarzyło. Twoje własne ambicje i plany są niczym z perspektywy nieskończoności. Czy to oznacza, że nad Mac ciąży wyrok i czeka ją śmiertelny nowotwór? Czy jej uczucie do K.J. zostanie zgaszone nim miało okazję na dobre się rozpalić? Czy Tiffany jest skazana na zmarnowanie swojego życia?

Bek D. Corbin powiedział kiedyś “Nigdy nie wprowadzaj podróży w czasie, mitologii Cthulhu ani wielkich robotów do wcześniej uformowanego świata. Jeśli to zrobisz to wszystko o czym on tak naprawdę będzie od tego momentu to podróże w czasie, mitologia Cthulhu lub wielkie roboty”. Czytając finał Paper Girls zacząłem się zastanawiać, czy nie jest to tylko fragment większej prawdy. Może podróże w czasie w ogóle są elementem, który wymaga stuprocentowego skupienia się na nich? Nawet za cenę wszystkiego innego co czyni historię dobrą? Koniec końców, pomimo całego swego kunsztu, na tym rozbił się Brian K. Vaughan. 

Czytając często wypowiedzi redaktorów i agentów literackich spotykam lamenty, że początkujący autor nie potrafi odróżnić czym jest fabuła jego historii od tego o czym ona jest. To pierwsze to spis wydarzeń i opis świata. Stanowią, jak ujął to kiedyś Warren Ellis, obramowanie w ramach którego toczy się historia. To drugie dotyczy tego co naprawdę przyciąga czytelników - bohaterowie i ich rozwój oraz motywy przewodnie, co właściwie ta historia ma do powiedzenia.  Fabuła Władcy Pierścieni jest o pozbywaniu się niechcianej biżuterii, ale tematycznie historia jest o  ciężarze który bierzemy na swe barki dla dobra innych. Vaughan to scenarzysta wybitny. Nie raz i nie dwa pokazywał, że doskonale radzi sobie z tymi elementami. Dał nam pełną skomplikowanych postaci opowieść o walce z przeznaczeniem i konflikcie pokoleń. Niestety w finale Paper Girls wszystko to musiało ustąpić miejsca temu, że fabuła jest o podróżach w czasie. I żelazne zasady tychże miały pierwszeństwo nad tym, co przyciągnęło do lektury czytelników.

Nie zrozumcie mnie źle, Vaughan i Cliff Chiang dają z siebie wszystko by ta seria miała finał na jaki zasługuje. Niektóre ze scen które mam serwują dalej zapadają w pamięć równie mocno co zaskakujące początki tej przygody. Szczególnie numer #28 jest przykładem jak scenarzysta i rysownik wspólnymi siłami wybijają nowe granice w komiksowym medium. Ale jednak kiedy skończyłem lekturę, miałem uczucie niedosytu. Przez trzydzieści zeszytów oglądaliśmy jak te dzieciaki stawiają czoła przeznaczeniu i zmieniają się pod wpływem tych przeżyć. I po co? Aby ich podróż okazała się bezcelowa? Oczywiście, w kontekście świata coś się zmieniło, wielka wojna została zakończona. Ale dla naszych bohaterek? Cokolwiek zyskały po drodze zostało im siłą odebrane bo los rozegrał tę grę tysiące razy i ma dla nich upatrzone z góry role. I jedyne co nam pozostaje to sugestia, że może ich pamięć powróci przynajmniej częściowo, może ich przyjaźń przetrwa. To małe pocieszenie. Ktoś może powiedzieć, że nie liczy się cel podróży ale sama podróż. Tylko co jeśli cała podróż zostaje skasowana przez ten koniec? To tak jak w zakończeniach typu “to wszystko to był tylko sen” - czytelnik ma prawo poczuć się obrabowany z emocji które zainwestował w tytuł.

Nie mogę jednak przestać zastanawiać się, czy taki nie był właśnie plan. To wręcz nie w stylu Vaughana aby wpaść w pułapkę gdzie koncept dławi wszystko inne. Takiej niekompetencji oczekiwałbym od Jonathana Hickmana. Oczywiście Hickman też sprawiłby, że wszyscy mówiliby dokładnie tak samo i zupełnie potracili osobowości, a Vaughan na to jest zdecydowanie za dobry. Tutaj warto też oddać honor Bartoszowi Sztyborowi, który zadbał aby po polsku postaci kipiały osobowością na równi z oryginałem.

Być może to co mnie tak boli w tym tomie było zamierzone? Może Vaughan chciał powiedzieć to, że nikt w życiu nie ma drugiej szansy i dlatego trzeba je przeżyć jak najlepiej jak potrafisz? Może to zakończenie ma sugerować, że w wielkim schemacie rzeczy to te małe, pozornie nieważne decyzje, stanowią całą różnicę? Że nawet jeśli nasze przeznaczenie i droga ku niemu są góry ustalone, to  my decydujemy jak je przejść? Nie wiem ale sam fakt, że komiks skłania mnie do takich rozmyślań świadczy o jego wartości. Mogę nie być do końca zadowolony z tego jak się ta historia potoczyła, ale nie znaczy to, że nie ma ona wartości. Czasem to właśnie te zakończenia które wywołują burzliwe emocje są najbardziej wartościowe.

Demogorgon


Paper Girls tom 6
scenariusz: Brian K. Vaughan
rysunki: Cliff Chiang
tłumaczenie: Bartosz Sztybor
liczba stron: 144
cena z okładki: 44 zł


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.