Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Odrodzenie tom 7 Naprzód

Po wydarzeniach z poprzedniego tomu w Wisconsin wrze. Do dawnych problemów dochodzą jeszcze wszechobecni teraz żołnierze. Jeden z nich szczególnie zaczyna naprzykrzać się Nikki i Derrickowi. Tymczasem Generał Louise Cale bezwzględnie wprowadza swoje plany co do Odrodzonych w życie. I wynajmuje kogoś aby dopadł jej dwie uciekinierki - Danę i Em Cypres.

Przedostatni tom “prowincjonalnego noir” Tima Seeleya i Mike’a Northona oferuje w pewnym sensie więcej tego, co znamy z serii do tej pory. W tym niestety więcej problemów. Przede wszystkim ponownie podnosi głowę tendencja tytułu do wprowadzania odrażających, godnych pogardy drani...którzy mogą robić co tylko chcą i fabuła się układa tak aby unikali konsekwencji. Dwa tomy temu skrajnie prawicowy czubek Edmund Holt wreszcie dostał kulkę w głowę. W poprzednim tomie fanatyk religijny Blaine został ostatecznie skreślony z obsady. A teraz na ich miejsce włazi Gianni Sarkis. Zakuty w mundur, skorumpowany mięśniak, który czerpie przyjemność z pomiatania każdym kto mu się nawinie. Znienawidziłem tego obleśnego, przerośniętego dręczyciela ze szkolnej ławki niemal od pierwszej strony z jego udziałem. I niestety, im więcej go było, tym bardziej rosła moja frustracja patrząc jak raz za razem omija go zasłużona kara. Owszem, zostaje pobity w pewnym momencie ale koniec końców nawet z tego wychodzi zwycięsko. Postacie takie jak on a wcześniej Holt i Blaine mają rodzaj “grawitacji okropieństwa” - nieważne jak niewielka w szerszym kontekście jest ich rola, ich przesadne, odrażające zachowanie ściąga wszystko w ich orbitę. Niczym tusz wylany na piękny rysunek, im są gorsi, tym bardziej rzutują na odbiór całej historii. A fakt, że Seeley zawiódł w dostarczeniu dobrego katharsis przy zgonach tamtych dwóch sprawie, że wątpię aby końcowy los Gianniego był satysfakcjonujący.

Nie jest to jednak jedyny problem tego tomu. Drugi problem jest o wiele poważniejszy. I można streścić go w dwóch słowach. Amisze. Ninja. Widzicie, kiedy generał Cale zwraca się o pomoc w schwytaniu Dany i Em, kieruje się do byłej rządowej zabójczyni ninja, która porzuciła karierę aby dołączyć do społeczności Amiszów. Powtórzmy to. W tytule który do tej pory starał się zachowywać chociaż pozory realizmu aby podkreślić niezwykłość Odrodzonych wmawia nam się, że rząd w XXI wieku zatrudniał zabójczynię wyszkoloną w sztuce walki ze średniowiecznej Japonii. Co więcej, porzuciła ona pracę by dołączyć do Amiszów. I akurat, zbiegiem okoliczności, są to Amiszowie mieszkający niedaleko miejsca akcji opowiadanej historii.Ja rozumiem, że to komiks w powrocie ze zmarłych który wydaje Image. Ale to nie oznacza, że muszą koniecznie wprowadzać niewykorzystane postaci ze Spawna. To, że Odrodzeni to technicznie żywe trupy nie znaczy, że komiks będzie lepszy jeśli dodamy pannę wymachując kataną jak u Kirkmana. 

Moje zawieszenie niewiary zupełnie roztrzaskuje się w momencie kiedy ta postać jest wprowadzona na strony komiksu. Gdyby może był to tytuł jak Saga albo Shutter gdzie oczekujemy, że dziwne rzeczy jak sowa będaca szeryfem Miasteczka Aborcji będa wyskakiwać co drugą stronę, to by nie był problem. Ale odrodzenie jednak starało się zachować pewną wewnętrzną spójność tonu i stylu. A teraz rzuca motywami, które wymagają więcej wyjaśnienia niż jest na to czasu czy miejsca. Być może mógłbym zaakceptować Amiszów ninja gdyby więcej wysiłku zostało włożone we wprowadzenie ich nie tyle w historię co w konstrukcję świata. Teraz wygląda to jak postać z odrzuconego pomysłu na osobny komiks, którą Seeley wcisnął na siłę do Odrodzenia. Sposób w jaki jest ona wprowadzona sprawia, że nie mogę tego traktować ani trochę bardziej poważnie niż niesławnego Kurczaka Ostatecznego Zła z powieści Terry’ego Goodkinda.

Co sprowadza nas do kolejnego problemu z serią. Mam coraz częściej i coraz silniejsze wrażenie, że ten tytuł nie jest pisany aby być w pierwszej kolejności komiksem. Seeley wprowadza nowe postaci i często tylko powierzchownie nakreśla ich motywacje oraz przeszłość albo wręcz jedynie ją sugeruje. Trudno nie zastanawiać się, czy on nie pisze z myślą o potencjalnej telewizyjnej adaptacji.i celowo pozostawia miejsce aby móc rozwinąć tych wszystkich bohaterów. I jeśli tak to wcale nie wychodzi to Odrodzeniu na dobre. W ten sposób cała opowieść czuje się pofragmentowana, jakbyśmy dostawali kawałek teraz a pełny obraz kiedy ktoś łaskawie zrobi z tego serial na Netflixie.

Oczywiście w tym festiwalu malkontenctwa z mojej strony  znajdziemy też pewne pozytyw. Kiedy Selley skupia się na tym co od zawsze było siłą tej serii, jak relacje sióstr Cypress czy wniknięcie w codzienne życie bohaterów których już miał okazję rozwinąć, seria przypomina czemu jest taka wciągająca. Szczególnie zeszyt z udziałem Lestera w tym tomie mi zaimponował. Oprawa graficzna dalej stoi na wysokim poziomie i wreszcie kolorystyka poprawiła się na tyle aby krew przestała wyglądać sztucznie.

Atutami Odrodzenia zawsze były atmosfera mrocznej prowincji i odkrywanie wewnętrznych demonów toczących jej mieszkańców. Kiedy komiks trzyma się tego co mu wychodzi dobrze,, jest świetny. Niestety im bliżej końca tym bardziej mam wrażenie, że Seeleyowi mniej zależy na tym co uczyniło ten tytuł popularnym, a bardziej na zostaniu następcą Żywych Trupów. Jak inaczej wyjaśnić naginanie wewnętrznej logiki swojego świata do granic możliwości aby tylko mieć własne odpowiedniki Michonne i Negana? Tak blisko finału Seeley powinien się skupić na zbudowaniu finału na jaki fani zasługują, nie na traktowaniu fandomu innego tytułu jak idiotów którzy rzucą się na wszystko co im przypomina ich ulubieńców. Czasy kiedy Image mogło zarabiać na tak bezmyślnym odcinaniu kuponów minęły bezpowrotnie, może pora wyciągnąć z tego lekcję?

Z drugiej strony, Negan Żyje, więc co ja tam wiem?

Demogorgon

Odrodzenie tom 7 Naprzód
Scenariusz: Tim Seeley
Rysunki: Mike Norton
Liczba stron: 144
Cena z okładki: 44,00 zł


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.