Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #47 (09.06.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 9 czerwca 2008 Numer: 23/2008 (47)


W tym tygodniu wracamy do wiadomości z konwetu WizardWorld w Philadelphii, ale tematem numer jeden jest kolejny odcinek Secret Invasion. Poza tym skrajne opinie na temat Kick-Ass #3 oraz Ultimate Origins #1.
Jeszcze raz gratulujemy nagrodzonym w konkursach (1, 2) dotyczących Superhero Movie. Kolejne nagrody do zdobycia już wkrótce!



WW Philly 08: Magneto - Testament
Gil: Zła wiadomość. Bardzo, bardzo zła. Pak i di Giandomenico przedstawią nam origin Magneto. Inicjatywa, owszem, z najwyższej półki. Ba, gdybym pracował dla Marvela, byłaby to pierwsza rzecz, jaką chciałbym zrobić. Niestety, nie wierzę, że amerykański pół-Koreańczyk z Włochem przedstawią tę historię tak, jak należy. Po pierwsze, nie ustrzegą się błędów merytorycznych, a za nimi polecą rzeczowe i inne - bo wszyscy wiemy, jak u Amerykanów z historią jest. Po drugie, kreskówkowy styl rysownika za nic nie pasuje do opowieści i łamie zasadę równowagi formy i treści. Wszystko wskazuje więc na to, że historia o holokauście i cierpieniu zmieni się w płytki banał dla nastolatków uzależnionych od telewizji. Obym się mylił.
Demogorgon: Mam dwie wiadomosci, dobrą i złą. Dobra - Deodato będzie nowym rysownikiem pewnego X-Tytułu. Zła - ten tytuł to Wolverine: Origins. I dalej pisze go Way, który zacznie psuć też X-Men: Legacy, bo z Careyem wymyślili jakiś crossover. Gdyby nie Mike, już bym tę historię skreślił, poważnie. Oby to on miał główny wpływ na tę historię, albo to będzie totalne dno (pamięta ktoś jeszcze Wild Kingdom? Spodziewam się takiego poziomu, jeżeli Way będzie miał za dużo do gadania).

WW Philly 08: Cup O'Joe
Hotaru: Ze wszystkich paneli, jakie Marvel przygotował na tym konwencie, tylko jeden przyniósł wiadomość, którą uważam za dobrą. Chodzi o adaptację The Stand Stephena Kinga. Wiem, że Dark Tower to niepowtarzalny projekt, ale jeśli twórcy podejdą do Bastionu równie profesjonalnie, to szykuje się nam kolejna bardzo dobra adaptacja, która będzie mogła konkurować nie tylko z Mroczną Wieżą, ale i z adaptacją Gry Endera Orsona Scotta Carda. Im większa konkurencja, tym jakość musi być lepsza, by przetrwać na rynku - tym lepiej dla czytelników. Pozostałe informacje nie grzeją mnie wcale. Sparzyłem się Messiah CompleX, więc do Manifest Destiny podchodzę z wielką dozą sceptycyzmu. Panel o Secret Invasion nie przyniósł praktycznie żadnych znaczących nowinek - pełnił raczej rolę zbioru reklamówek: "To i tamto pojawi się tam i tam" (czytaj: "idź do sklepu i kup"). W sukces Age of Sentry nie wierzy chyba nawet sam Marvel. Cóż, i tak wszystko wyjdzie w praniu.



Avengers/Invaders #2 avalonpulse0047e.jpg
Gil: Po dobrym debiucie, poziom utrzymuje się wysoko. Pierwsza konfrontacja między bohaterami nie zostaje rozwiązana w sposób oczywisty i już samo to jest plusem. W szczegółach jest jeszcze lepiej, bo kolejne pojedynki i dialogi świetnie współgrają. Na dodatek, autorzy sprawnie manipulują postaciami spoza głównego wątku i jest to chyba pierwszy poza własną serią występ Kapitana Bucky'ego. Nie zapominajmy też o Paulu, który na pewno nieźle zamiesza i jeszcze zafunduje nam tu jakiś paradoks. Bardzo przyjemna lektura, pozostawiająca sporo oczekiwań na przyszłość, za co dostanie 7/10.
Volf: P
oziom pierwszego numeru się utrzymał, jest dobrze. Wszystko jest doskonale wpasowane w uniwersum i dosyć logiczne. Mamy nawet chyba pierwszy występ Bucky-Capa poza jego własną serią. Tylko wciąż się martwię, czy 12 numerów to nie za dużo na taką serię. Ale póki co jestem dobrej myśli.
Krzycer: Zdecydowanie komiks pisany pod fanów, którzy po Civil War nienawidzą Starka. Tyle razy w jednym numerze jeszcze chyba nigdy go faszystą, ewentualnie nazistą, nie nazwali...
Poza tym - jest dobrze. Do tego Parker w cywilu i tlący się w tle wątek szeregowca, z którego coś niewątpliwie w końcu się wykluje.
Swoją drogą to fajne, że Stark chcąc uniknąć paradoksu tak się skupia na Invaders, że nawet mu do głowy nie przyszło, że oprócz nich mogło tu jeszcze kogoś przywiać...
A, i jeszcze Bucky uciekający z celi. I chociaż robi to w niezłym stylu, to chowanie materiałów wybuchowych we własnym ciele - nie, nie tam, gdzie myślicie - nieodwołalnie kojarzy mi się z Davidem "Furym" Hasselhoffem wyciągającym bombę z oczodołu czy coś takiego...

Amazing Spider-Man #561
Gil: Zacznę od stwierdzania, że pana Martina od tytułu najgorszego rysownika roku ratuje jedynie istnienie Chaykina i tego jakmutam od Ghost Ridera. Szczerze - nie ma panelu, na którym nie byłoby jakiejś kaszanki. Prawdopodobnie taka oprawa sprawia, że historia wydaje się słabsza, niż w rzeczywistości, bo finał wyszedł dość przyzwoity. Dowiadujemy się czegoś o Paper Doll i jej słodko oldskólowym originie, dostajemy jakiś wgląd w obecne relacje między Peterem i MJ bez scenek, od których rozbolałyby nas głowy, a do tego coś ciekawego dzieje się w końcu w DB. Jestem pewien, że gdyby rysował to ktoś inny, odbiór całości byłby lepszy, a tak ocena będzie znowu zaniżona. Mimo wszystko, nie mogę potraktować tego numeru zbyt brutalnie i dam mu 5/10.

avalonpulse0047f.jpgCable vol. 3 #4
Gil:
Tym razem boli trochę mniej, bo numer jest ukierunkowany raczej na przekazanie informacji, niż pokazanie bezsensownej akcji. Nie znaczy to, że oszczędzono nam zupełnie bishopowego bullshitu, ale przynajmniej nie dodano cannonballowego crapu. Historia, która nam zaserwowano jest całkiem przyzwoita... za wyjątkiem Sama, wpatrującego się w monitor przez 30 lat. Poza tym, można ją łyknąć. Jeśli się lubi ciężkostrawne potrawy z mięśniaków o metalowych częściach ciała, oczywiście. Nadal nie wiadomo, kim jest człowiek, który udaje Bishopa i pomiędzy pokazami nowych mocy próbuje smażyć niewinnych knajpiarzy w oleju do frytek. No cóż, przynajmniej udało się Swierczynskiemu zainteresować pytaniem: co zostało z NYC? Powiedzmy więc, że jest poprawa i zamiast trójki dajmy 4/10.
Krzycer: K
rótka opowieść Cannonballs, ostatniego X-Mana, dobra i krótka. Dobrze wyszła scena, w której Sam siedzi i patrzy, jak reszta umiera (nie jestem pewien, czy chodziło o resztę mutantów czy - bardziej dramatycznie - resztę zespołu, ale tak czy inaczej... coś takiego wypada lepiej, niż pokazanie, co konkretnie się z nimi stało). Dalej dostajemy krótką walkę z Bishopem, którego po raz kolejny ratuje syndrom obcej ręki.
Jeśli dobrze pamiętam, była kiedyś gdzieś sytuacja, w której Sam zginął, Cable zaś twierdził, że ten jest nieśmiertelny (jako External) i faktycznie - Sam wrócił do życia.
Ciekawe, czy dostaniemy tu powtórkę.
CrissCross:
To, że Bishop teraz przyjmuje także energię kinetyczną, to kompletnie niepotrzebna bzdura. Ale przynajmniej zrobili z niego całkiem ciekawą postać. Interesująco będzie jak się okaże, że rzeczywiście dziecina jest odpowiedzialna za tragiczną przyszłość. No i mamy też kolejny cud medycyny Marvela. Po Xavierze, który przeżył po rozłupaniu mózgu pociskiem, dostajemy Cannonballa, który po wyjęciu w mało delikatny sposób serca jest jeszcze w stanie coś powiedzieć. Inna sprawa, że całkiem niezła scena.

Dark Tower: Long Road Home #4
Hotaru: Dark Tower nie zawodzi! Zaiste, klimat, który udało się wypracować twórcom, jest nie do przecenienia i z lektury każdej pojedynczej strony czyni niezapomniane przeżycie. W tym numerze ścieżki chłopców Rewolwerowców i Sheemiego ponownie się schodzą i cóż to jest za spotkanie! To, co z niego wynika, jest jeszcze bardziej niesamowite. Wolę kibicować Sheemiemu na koniku, niż naszym na Euro!

Haunt Of Horror #1
Gil:
Gdy tylko usłyszałem o tym tytule, pierwsze, co stanęło mi przed oczami wyobraźni, to klimatyczne, czarnobiałe grafiki. Czarnobiałe owszem, są, ale czy klimatyczne? W pewnym sensie tak, bo komiksy monochromatyczne zawsze mają swój nieodparty urok, ale z drugiej strony - rysunki mogłyby być lepsze. O samych historiach nie będę się wypowiadał, bo kimże ja jestem, żeby oceniać Lovecrafta, ale mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że ich adaptacja jest dobra. Mocno skrócona, ale dobra. Trudno polecić ten komiks wszystkim, ze względu na specyficzną formę i sposób wyrazu, ale zachęcić do sprawdzenia osobiście mogę, na przykład wystawiając mu 6/10.

Invincible Iron Man #2 avalonpulse0047g.jpg
Gil: Ponieważ druga seria z przygodami blaszaka przechodzi teraz przez ciężką fazę rozruchu nowej historii, wpłynęło to korzystnie na ocenę opowieści tutaj. Nie można zaprzeczyć, że dzieje się trochę - tutaj bomba, tak jakaś rozwałka, czy inny sparring... Powiem szczerze, że jak pierwszy raz zobaczyłem imię MODOG, stanął mi przed oczami pies z wielką głową, więc byłem autentycznie szczęśliwy, gdy go nie zobaczyłem. Dostaliśmy za to ciekawostkę w postaci filipińskiej grupy bohaterów i gościnny występ Thora. Albo kogoś bardzo do Thora podobnego, bo na pewno nie była to postać z serii Straczynskiego. Pewnie ten gość wystąpi w tie-inie do SI autorstwa Fractiona. Poza momentami tu i ówdzie, jest średnio ciekawie i widać, że będzie się to trochę ciągnęło, ale nie można powiedzieć, że jest złe. Larroca za to spisuje się średnio, uparcie przepychając swoje spojrzenie na postacie, rodem z lat osiemdziesiątych. Tym razem można powiedzieć, że na 6/10 sobie zasłużył.
Krzycer: P
oznajemy filipińskich superbohaterów, tylko po to, by stronę dalej ich pożegnać. Krótki występ.
Poza tym jest... W porządku. Tony dwa numery tylko się miotał niepewnie (no i rozwalał jakiś jajogłowych terrorystów i MODOGa, słuchając przy tym Bacha), Zeke wesoło rozrabiał, więc tylko odrobinę zaskakuje, że już teraz się spotykają.
Może być ciekawie.
Salvador rysuje nierówno. Niektóre rzeczy wychodzą mu bardzo fajnie, potem jakiś jeden kadr psuje cały efekt... Tak czy inaczej znowu pnie się do góry, po średnich przed-kompleksowych Uncanny i wcześniejszych nieporozumieniach w bezprzymiotnikowych.
Ale do stylu z X-Treme to już pewnie nigdy nie wróci...

Nova vol. 4 #14
Gil: Pożerania planety ciąg dalszy i nadal jest ciekawie. To właściwie pierwszy poważny występ Surfera i Galactusa po Annihilation, więc możemy potraktować go jako wyznacznik ich nowego status quo. To znaczy, że Galactus postawił na filozofię "jeść i spać, a resztę mieć gdzieś", a jego herold wybrał służbę za wszelką cenę, bo brak mu w życiu celu. Sens w tym jest i zostało dobrze pokazane. Dla odmiany, Rysiek za wszelką cenę lata za Harrowem i to akurat mniej mi się podoba, bo zamiast z nim walczyć, wystarczyło drania rzucić gdzieś na odludzie i wziąć nogi za pas. Jeśli chodzi o ciąg dalszy, mam pewne domysły, ale jeśli się sprawdzą, to nic złego, bo zobaczymy kawał niezłej walki. Generalnie, zasłużone 7/10 się należy.

avalonpulse0047h.jpgKick-Ass #3
Gil:
Trzeci odcinek serii zbliża nas do szczytu głupoty, ukazując nieokiełznaną potęgę filmików z YouTube i profili na MySpace i nauczając kilku pożytecznych rzeczy. Po pierwsze: jeśli widzisz głupiego dzieciaka w kostiumie na ulicy, musisz pokazać mu cycki, a jeśli natura ci ich poskąpiła, wystarczy krzyknąć, że jest zajebisty i zachęcić do działania. Po drugie: dzieciak, o którym mówią, że sprzedaje się na ulicy, jest najbardziej kólowy w szkole. I wreszcie po trzecie: głupi dzieciak w kostiumie może bez przeszkód wejść do kryjówki szefa jakiejśtam mafii i bezkarnie mu nawrzucać, zanim zacznie okładać po mordach jego ludzi. Poznajemy też nowe zasady marvelowej (czyżby?) fizyki, które mówią, że wystarczy dać łebkowi o wzroście pół metra miecz o długości pół metra, żeby mógł ściąć dekiel murzynowi o wzroście dwóch metrów. A teraz przesłanie do autora: Dear mr. Millar, do you think we're completely stupid just because we read comics? We're not. Your latest issue of Kick-Ass is rated 2/10.
Demogorgon: Nie będę komentował takiego nagromadzenia nonsensu, podejrzewam, że wszelki realizm tej serii dostał ataku padaczki. Podejrzewam też, że powiązania między tą serią, a 1985 są takie, że to jeden świat, a to małe coś z mieczem to córeczka dorosłego już bohatera tej serii, który zwariował po wydarzeniach z tamtego czasu, skoro dał jej takie coś do ręki. A na poważnie - słabe i to bardzo, 3/10
Volf: Dla mnie to dobry komiks jest. Cały ten super-mega-hiper entuzjazm w zapowiedziach drażni, ale sam komiks zły nie jest. Dziewczynka z kataną wypadła świetnie, sposób działania Kick-Assa też całkiem oryginalny. Rysunki pasują do komiksu, więc mi nie przeszkadza, że szkaradne. Me like! Komiks tygodnia.
Undercik:
Skąd dziecko ma katanę? Dlaczego ten numer jest przegadany? Dlaczego, skoro ma być to realistyczny komiks, dzieci kopią tyłki dorosłym i nawet im głowy odcinają? Ech... gdyby nie wejście nowego superkida w końcówce numeru, byłoby realistyczniej, ale mniej krwawo. Coś mi się zdaje, że najważniejsze w tej serii są nawalanki, bryzgająca krew, latające organy itp. Realizm musi być, ale jeśli przeszkadza w lataniu organów, to można go nagiąć, a jak!
Moja ocena 7=/10. Wszystko fajnie, ale ta seria była reklamowana tym, że ma być realistczna. Do zniesienia jest to, że jakiś drugi psychiczny dzieciak weźmie się za "zwalczanie" przestępczości, ale żeby od razu latać z kataną i odcinać głowy?? hmmm


Wolverine: Deadliest Game
Gil:
Oto kolejny typowy one-shot wolverinowy. Poza siekanką nic się nie liczy. Tym razem nasz dzielny (chyba wciąż anty-)bohater wspomaga grupę hipisów w kampanii przeciw polowaniom na lisy, przebierając się za wielkiego futrzaka i masakrując psy gończe oraz ich właścicieli. Autorom gratulujemy wysublimowanego poczucia humoru i jakże prawdziwego przesłania: "jeśli jesteś przeciwny zabijaniu, zabij zabójcę". Tej drugiej historyjki za ch...iny Ludowe przypomnieć sobie nie mogę, więc chyba nie ma o czym mówić. Bezlitośnie ustrzelę ten tytuł, dając mu 3/10.

Secret Invasion #3 avalonpulse0047i.jpg
Gil: odkryłem jedną zasadniczą wadę tej serii: przy pierwszym czytaniu wszystko leci tak szybko, że prawie nie zauważa się, że coś się wydarzyło. Już zacząłem się zastanawiać, czy to już ten czas, kiedy eventy przestają bawić, ale szczęśliwie zabrałem się za pisanie streszczenia i wszystko stało się jaśniejsze. Naprawdę coś się dzieje. Nie jest to jeszcze TO, ale już się zaczyna. Inwazja przestaje być sekretna, są pierwsze ofiary (mam nadzieję, bo głupio by to wyglądało, gdyby nikomu nic się nie stało), a gracze rozstawiają się na planszy. Kilka wątków gdzieś się chowa w tle na chwilę, ale za to wyłażą inne i seria trzyma swój poziom. Dostrzegłem też pewną poprawę w kresce Yu, więc mogę wystawić ocenę zasłużoną, choć wciąż nieco zachowawczą. Ta ocena to 7/10.
Demogorgon: No i zaczyna się robić ciekawie. Wpadł Fury z wizytą, wpadła Inicjatywa w pułapkę, wpadła Spider-Skrull do Starka. Wpadł Jarvis przejąć S.H.I.E.L.D.. No i wpadł na jedną stronę Norman Osborn, aby rzucić zabawnym tekstem. Dużo dobrego się dzieje, teraz pewnie jeszcze wpadną Runaways, aby pomóc Young Avengers i całej reszcie. A cross robi się coraz bardziej miodny.
Hotaru: Po pierwsze, nie zgadzam się z Bendisem, że Yu jest idealnym rysownikiem dla tego tytułu. Zrozumiałe, że scenarzysta będzie zawsze wychwalał swojego rysownika, ale przecież ślepy nie jestem, i widzę, kiedy postaci drugoplanowe w ogóle nie mają narysowanych twarzy (pierwsza strona!), albo perspektywa jest tak skopana, że samochody sięgają ludziom do kolan (strony 8-9). Young Avengers w jego wykonaniu to jakieś koślawe kukły i jedyne, co Yu ładnie wyszło, to Spider-Woman i oko Starka. Scenariuszowo jest lepiej niż ostatnio, ale to nieduży wyczyn, bo ostatnio było kiepsko. Niestety, nadal mam odczucie, że miniseria Secret Invasion to jedynie pozbawiony substancji wieszak, na którym wiesza się przeróżne tie-iny. Widać marketing jest dla Marvela ważniejszy od dobrego komiksu. Czemu nie jestem zaskoczony...
Krzycer: Z
nowu zrobiło się ciekawie. Rozmowa królowej ze Starkiem mocna - a reperkusje będą znaczące (wątpię co prawda, żeby Tony naprawdę był Skrullem, ale w jego obecnym stanie Skrull Drew go może rozłożyć bez problemów) - ale numer kradnie Jarviskrull proszący Hill o poddanie się.
W międzyczasie wielka jatka na Manhattanie robi się jeszcze większa (Skrullowjacket prowadzący bohaterów na rzeź? Aj.), potem dramatyczna (bądź co bądź egzekucje), a potem dostajemy cliffhanger.
Przy czym to zaledwie trzeci numer, więc nie ma mowy, by Fury dużo zdziałał...
owcaboski:
Akcja przyspiesza jeszcze bardziej, coraz bardziej przekonuję się do tego eventu, choć wydaje mi się, że wciąż jesteśmy na etapie "rozstawiania pionków na szachownicy". Nawalanka w Nowym Yorku OK, szkoda tylko Visiona...
Co do Starka Skrulla: jeśli się to potwierdzi, to będzie wydarzenie z dużymi reperkusjami dla Marvel Universe.
Na mój gust to Howling Commandos Fury'ego to raczej za bardzo szans ze Skrullami nie ma - pierwsza liga z nich żadna, zero doświadczenia, moce też bez rewalacji - ale cóż, zobaczymy. W ekipie jest Fury, a on to przecież stary wyjadacz...
Co mnie rozczarowało - rysunki, od początku serii daje się zauważyć silna tendencja spadkowa, tak jakby Yu tracił rozpęd i coraz mniej się starał. Szczególnie denerwowały mnie niedbale wykonane rysunki postaci w ujęciach "z daleka". 8/10

Young X-Men #3
Gil:
Mógłbym napisać kolejny wywód pod hasłem "i komu przeszkadzali New X-Men?" Mógłbym użyć wielu słów i przykładów, by udowodnić, dlaczego postacie są płaskie, a fabuła wyjęta psu z gardła. Mógłbym też zmieszać z błotem Guggenheima i Pacqueta, pokazując dokładnie, gdzie robią błędy. Mógłbym... ale nie chce mi się. Po prostu szkoda czasu i energii na bicie piany nad tą serią, kiedy jej wartość zweryfikują za nas wyniki sprzedaży. Niech lepiej przemówi za mnie trójka, slash, jedynka i zero, czyli 3/10.
CrissCross:
Jak na razie, to jest słabo. Mam nadzieję, że Scott okaże się tylko jakimś wrednym podszywaczem, bo to ewidentnie nie jest Cyclops (który zresztą powinien być teraz w San Francisco). Sama historia z Hellfire Club robi się jednak ciekawa. Wewnętrzne gierki nabiorą, mam nadzieję, rozpędu już w następnym numerze.

avalonpulse0047j.jpgUltimate Origins #1
Gil:
Tak jak nie czytuję regularnych tytułów z Ultimate Universe, tak tamtejsze crossowe miniserie całkiem mi się podobają. Tym razem dostajemy interesujące spojrzenie na Ultimate WWII, które jest przygrywką do postawienia całego świata na głowie. Wygląda na to, że zapowiedzi twórców co do ujawnienia wspólnych korzeni całego tutejszego superbohaterstwa się sprawdza i póki co, zapowiada się to dość intrygująco. Zwłaszcza udział Nicka w projekcie Rebirth. Poczytamy, zobaczymy, a na razie solidna 6/10.
Demogorgon: Co my tu mamy? Wszyscy nadludzie prawdopodobnie są wynikiem działań rządu, Fisk zapewne też jest superżołnierzem jakiegoś rodzaju. Cornelius albo zmyślił tę sprawę z wynalezieniem genu X (co byłoby głupie), albo Bendis postanowił doszczetnie przekreślić to, co nawymyślał Kirkman z Apocalypsem. Czekam na dalszy rozwój wypadków, a na razie daję 7/10
Krzycer:
Chwila, zaraz, moment, że co? O ile pierwszy superżołnierz i jego marny los to ciekawa scena, to im dalej w las, tym dziwniej. Fury - żołnierz usański, którego Logan uratował podczas wojny w Zatoce - zostaje tu podciągnięty pod drugą wojnę światową. Dziwne. Bardzo, bardzo dziwne - tak samo jak obdarzenie go mocami w sposób wyglądający jak origin Cage'a. Znaczy co, Fury jest pierwszym superżołnierzem, na podstawie którego opracowano Rogersa? No chyba, że to będzie Nick Fury senior, ale i tak...
Dalej jest jeszcze gorzej. Projekt Weapon X podczas IIWŚ - niech będzie, ale wsadzanie tam niemłodego przecież Corneliusa? Jak on przetrwał te sześćdziesiąt lat? No chyba, że zażywa Ultimate Infinity Formula albo jest kolejnym superżołnierzem.
No i... Mutanci opracowani w latach czterdziestych przez kanadyjski program superżołnierza? Wolverine "mutantem zero"?
O ile sam pomysł jako tako pasuje do świata Ultimate, to mam nadzieję, że rozprowadzanie zmutowanego genu zostanie wyjaśnione... Nie wiem, jak. Wszczepianie go rodzicom i dziadkom wszystkich X-Manów i Bractwa i kogo tam jeszcze? Lame. Wolverine dziadkiem/ojcem wszystkich mutantów? Lame.
Bendis sobie strzela w stopę. Chyba, że Cornelius ściemnia i gen X po prostu jest, czyli nic się nie zmieniło. I, na litość, tak byłoby chyba lepiej dla wszystkich zainteresowanych...
Volf:
Czyta się dobrze, choć temat jest na tyle delikatny, że w kolejnych numerach będzie można łatwo posypać logikę świata Ultimate, a tego byśmy raczej nie chcieli. Nick Fury to raczej na pewno NF Senior, stworzenie genu mutantów to świetny pomysł, o ile logicznie to później wytłumaczą. Zobaczymy, co z tego wyniknie.



Okładki tygodnia

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

 

Hit tygodnia:

avalonpulse0047a.jpgAmazing Spider-Man #561

Autor: Marcos Martin

Gamart: Mimo, iż rysunki w środku numeru nie zachwycają, to okładka jest naprawdę pomysłowo zrobiona i mnie osobiście bardzo zaskoczyła. świetny kolaż wycinków z gazet, przez które mamy przedstawiony nawet tytuł czy autorów komiksu. Wszystko rozrzucone po okładce, co tworzy świetny efekt, gdy widzimy ją na żywo. Do tego idealnie oddaje to, co będzie dziać się we wnętrzu numeru i przedstawia głównych bohaterów. Całość idealnie podkreśla niepokojący wzrok "papierowej" przeciwniczki głównego bohatera.


avalonpulse0047b.jpg Marvel Adventures: Spider-Man #40

Autor:
David Nakayama

Hotaru: Szczerze przyznam, że w tygodniu, w którym wychodzi Dark Tower, nie spodziewałem się wytypować okładki innej, niż ta autorstwa Jae Lee. I chociaż wszystkie okładki Mrocznej Wieży stoją na zwykłym bardzo wysokim poziomie, to kiedy zobaczyłem ten cover, od razu chwycił mnie za bebechy. Wiem, że ta okładka nie jest fenomenalna - to po prostu dobra robota, jeśli chodzi o kompozycję, tło, czy kolory. Ale postać filigranowego Spidera dzierżącego atrybuty Boga Gromów - jak można tego nie docenić? Facjata cieszy się sama. Naprawdę fajna, komediowa okładka.


avalonpulse0047c.jpgSecret Invasion #3

Autor:
Gabriele Dell'Otto

Lex: Marvel przyzwyczaił nas do dynamicznych okładek przy ostatnich wielkich crossach (Civil War i WWH), ale podczas SI przyjął inną taktykę. Okładki tej miniserii mają raczej budować klimat podejrzeń i powtarzać pytanie "Who Can You Trust?" Na szczęście nie wszystkie zrobione są na prostej zasadzie "pokażmy Skrulla w kostiumie bohatera". Dell'Otto bardzo subtelnie pokazuje tutaj manipulacje Spider-Woman, która próbuje uwieść, owinąć w okół palca, Iron Mana. Warto zwrócić uwagę na świetnie dopracowane detale, jak chociażby układ palców u obu rąk Spider-Woman.


Gniot tygodnia:


avalonpulse0047d.jpgYoung X-Men #3

 

Autor: Terry Dodson


Hotaru: Należy zanotować fakt, że w tym przypadku Marvel stara się zachować spójność pomiędzy okładką, a wnętrzem numeru - jedno i drugie jest szkaradne. Od samego początku zajeżdżający zgniłym pomarańczem temat kolorystyczny tego tytułu walił po nozdrzach jak bryza znad oczyszczalni ścieków - już bardziej nie można było się odciąć od kreskówkowych, ale adekwatnych stylów Younga i Ramosa z New X-Men. A ponadto, fanem kreski Dodsona nie byłem nigdy i po takich jego wybrykach już raczej nie zostanę. Strata papieru i farby.

 




Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.06.04


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_ORedaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.