Avalon » Publicystyka » Artykuł

Najlepsze odcinki Spider-Man The Animated Series



Jak już wspominałem w poprzednim artykule dotyczącym kreskówki Spider-Man: The Animated Series, każdy widz może znaleźć w niej coś dla siebie, niezależnie od wieku. Najbardziej cenię ją za masę odwołań do klasycznej ery Spider-Mana z jednoczesnymi zmianami, które robią kreskówce bardzo dobry lifting. Rozumiem jednak, że nie każdy może chcieć oglądać ją od pierwszego odcinka do ostatniego (do czego jednak z całą stanowczością zachęcam). Z tego powodu postanowiłem wybrać dziesięć odcinków, które pokażą wam na czym opiera się mój zachwyt. Odcinki, które wybrałem stanowią chyba najlepszą rekomendację i chyba każdy z nich prezentuje coś, o czym pisałem wcześniej. Zaznaczam tylko, że nie jest to jakiś ranking, a kolejnoś jest czysto przypadkowa. Niestety kreskówka była podzielona tak, że odcinki łączyły się w większe historie. Opisując poszczególne pozycje zachęcam do obejrzenia całości, ponieważ albo skupiam się na pierwszym elemencie serii, albo na środkowym wycinku. Niezależnie od tego, samodzielne moje wybory powinny dać wam dużo satysfakcji i wciągnąć was na tyle, że sami będziecie chcieli zobaczyć więcej.

Noc Jaszczura

Noc Jaszczura jest pierwszym odcinkiem serialu. Szczerze mówiąc nie miałem względem niego większych oczekiwań, ale zastanawiałem się czy będzie miał dużo elementów wprowadzających. Okazuje się, że praktycznie one nie występują. Nie oglądamy genezy Spider-Mana. Nie mamy też tutaj skrótu poprzednich historii z życia Petera Parkera. Zostajemy praktycznie wrzuceni w wir wydarzeń, jednak nie czujemy się zakłopotani. Wydaje mi się, że właśnie taka była myśl przewodnia. Spider-Man: The Animated Series był zawsze dla mnie przewodnikiem po świecie Spider-Mana. Chociaż świat ten był budowany sukcesywnie, ogarnąłem wszystkie ważniejsze motywy już będąc dzieciakiem. Dlatego też na ten odcinek nie możemy patrzeć przez pryzmat wejścia w świat bohatera, bo chyba cały pierwszy sezon jest takim wejściem. Już teraz widzimy jednak podbudowę dalszych konfliktów. I tak startujemy w gabinecie J.J. Jamesona, który wprowadza element rywalizacji pomiędzy Eddie’m Brockiem a Peterem Parekerem. Później oczywiście doprowadzi to do powstania Venoma. Obserwujemy zalążek relacji Petera z Ciocią May, która jest niesamowicie opiekuńcza i ukrywa swoje nieopłacone rachunki przed Peterem (co w komiksach przewijało się bardzo często, a jeszcze częściej skłaniało Parkera do podjęcia jakiejś pracy). No i też klasyczny motyw jak walka Spider-Mana z Jaszczurem. Odcinek jest warty uwagi przede wszystkim ze względu na to, że jest on tym pierwszym. Nie można przy tym ukryć, że jest to po prostu świetna rozrywka. 

Kosmiczny Strój

Saga o kosmicznym stroju to jedno z bardziej rozpoznawalnych wydarzeń w życiu Spider-Mana. Po Secret Wars przywozi on na ziemię nowy, czarny kostium, który okazuje się być żyjącym stworzeniem- symbiotem (tak nazywano symbiont w serialu i do tej pory jestem przyzwyczajony właśnie do takiego nazewnictwa). Z racji tego, że trudno było upchnąć Secret Wars w takim formacie (chociaż w dalszej części będę musiał odwołać swoje słowa), zdecydowano się na wybieg fabularny, który później został przejęty w trzeciej części filmów o Spider-Mania reżyserii Sama Raimi’ego. Otóż lecący na misję astronauci przywożą z kosmosu ciemną maź- jest nią właśnie Symbiont. Materiał, który mieli pozyskać w trakcie misji- Prometeum X (dzisiaj ta nazwa wydaje się wyjątkowo głupia, chociaż w czasach kiedy oglądałem kreskówkę było to coś naprawdę cool), postanawia zdobyć Kingpin, który wysyła po nią Rhino (czyli po polsku „Noso”- tłumaczenia czasami też wypadają naprawdę nieźle). Spider-Man, który chce udaremnić atak przez przypadek łączy się z kostiumem, co odkrywa już następnego dnia. W odcinku obserwujemy przemianę bohatera, który staje się coraz bardziej arogancki. Zaczyna odrzucać dotychczasowe znajomości na rzecz nowych. Staje się bardziej szarmancki, przez co też przyciągający. Bardzo podobają mi się pewne smaczki jak zmiana ubrań za pomocą symbionta. Generalnie kreskówka (jak to kreskówka w zasadzie) proponuje nm ugrzecznioną wersję wydarzeń, jednak wszystko wychodzi bardzo spójnie. W następnych odcinkach czeka nas powstanie Venoma i walka z nim, co moim zdaniem też świetnie oddaje klimat komiksów. Saga o kosmicznym stroju to moim zdaniem jeden z najlepszych elementów kreskówki!

Podstępna szóstka

Odcinek o Podstępnej Szóstce jest pierwszym, który opowiada o animowanej adaptacji Sinister Six. Czerpie garściami z komiksów, jednak starannie je modyfikuje. Nigdy wątek Sinister Six nie należał do moich ulubionych, jednak samo zebranie się wrogów Spider-Mana i wspólne działanie jest fajnym pomysłem na annuala (jak to było w komiksach). W kreskówce nie mogło go zabraknąć! W każdym razie tutaj za zebranie Podstępnej Szóstki odpowiada Kingpin, nie Dock Ock. Świetny wybór, zwłaszcza biorąc pod uwagę charakter animacji. To właśnie Wilson Fisk był kreowany na „głównego przeciwnika”, dlatego jego kierownictwo jest tu naturalne. Mamy świetne nawiązanie do utraty mocy przez Pająka, który mimo tego będzie musiał nauczyć się pokonać najstraszliwszych wrogów. 

Odcinek przypomniał mi jak dobrze serial adaptował postać Doctora Octopusa- szalonego naukowca, który jest przekonany o swojej wielkości. Nie ukrywajmy- większość pozostałych członków jego zespołu nie należy do tytanów intelektu i wchodzenie w interakcje z nimi wychodzi po prostu fenomenalnie. Dodatkowo „easter egg” w postaci okłamywania Cioci May, by dostać się do Spider-Mana doskonale współgra z komiksowym pierwowzorem. 

Oczywiście odcinek cierpi na to, co widać w całej bajce. Uproszczenia spowodowane charakterem serialu (nadmierne emocje postaci sprawiają straszny cringe, stroje czekające w więzieniu by tylko złole je zebrały, więźniowe śpiący w swoich strojach) mogą wybijać z rytmu starszego widza, jednak nie jest to wielkim problemem. 

Tablica czasu

Przy wyborze tego odcinka jako jednego z najbardziej wartych uwagi mogłem kierować się po części niedawną (na czas pisania tego artykułu) recenzją książki „Spider-Man: Wiecznie młody”. Później jednak przypomniałem sobie, że doskonale pamiętam ten odcinek i wiem, jakie wrażenie robił na mnie kiedy byłem mały. Po obejrzeniu odcinka musze przyznać, że już od małego się nie myliłem- to kawał dobrej, superbohaterkiej historii. Zasadniczym plusem jest przedstawienie bardzo klasycznego motywu w historii Spider-Mana. Silvermane chce posiąść tajemniczą tablicę czasu, w czym próbuje przeszkodzić mu Kingpin. Z jednej strony jest to walka przeciwników Spider-Mana, z drugiej obserwujemy mafijne porachunki, które odgrywały w historii Parkera ważną rolę. Ci, którzy czytali komiksy stanowiące podstawę tego odcinka będą mogli zauważyć, jak dobrze fabuła została unowocześniona. Dodatkowo widzimy całą galerię przeciwników, którzy przewijają się przez te 20 minut. Wydaje mi się, że to jeden z mocniejszych elementów całej animacji. Dzięki temu możemy zobaczyć, że świat Spider-Mana naprawdę żyje i bardzo ciężko wyeliminować z niego najtwardszych zawodników. Przy tej okazji pewna anegdotka: oglądając go za dzieciaka usłyszałem w napisach końcowych, że Silvermane’a dubbingował sąsiad mojej babci- Pan Stanisław Brudny. Bardzo ucieszony nie mogłem się doczekać żeby opowiedział mi o współpracy ze Spider-Manem i ekipą. Naturalnie poszedłem do mamy, by opowiedzieć jej o tym, że Pan Staszek zna taką gwiazdę jak sam Spider-Man. W tym momencie dowiedziałem się, że on nie istnieje. Kurtyna. 

Wejście Green Goblina

Green Goblin w momencie, kiedy pojawił się pierwszy raz w komiksach nie był bardzo rozbudowaną postacią. Kiedy czytałem pierwsze numery z jego występami nie myślałem o nim jak o jego kreskówkowej i filmowej wersji, które była przeciwnikiem z prawdziwego zdarzenia.  Z czasem oczywiście przeistoczył się w największego wroga Człowieka-Pająka. Jego pierwsze kreskówkowe pojawienie się było zupełnie inne. Dawało się poznać, że jest to postać nie tylko nieprzewidywalna i silna, ale także bardzo niebezpieczna. Właśnie to pierwsze spotkanie widzimy w odcinku „Wejście Green Goblina”. Co ciekawe, wbrew komiksowej chronolgii, Green Goblin jest drugim goblinem, którego spotyka Spider-Man. Dosyć dziwne rozwiązanie fabularne, lecz jako dzieciak nie przejmowałem się tym zbytnio.

Zdradzony Norman Osborn postanawia się odegrać na swoich przeciwnikach z Oscorp. Chodzi tutaj o radę nadzorczą. Swoją drogą jest ona bardzo ciekawa, bo w jej skład wchodzą m. in. Kingpin, Anastasia Hardy i J.J. Jameson. Osobiście powołałbym do rady nadzorczej specjalistów, ale znowu- jako dzieciak nie przejmowałem się tym zbytnio. Mamy klasyczny wypadek w Oscorp, zaginięcie Normana Osborna i pojawienie się strasznego przeciwnika, którego nikt z Osbornem nie łączy. Zaskakuje mnie tutaj dbałość o szczegóły- chociażby to, że ścisłym współpracownikiem Osborna będącym przy wypadku jest Mendel Stromm. Naprawde klasa. Moim zdaiem odcinek bardzo dobrze pokazuje obłęd jaki spotkał Normana Osborna i jego nieracjonalne, lecz przerażające plany. Zdecydowanie jeden z tych odcinków, które się pamięta. No i mistrzowski pomysł ze Statuą Wolności. 


Carnage

Odcinek jest zdecydowanie warty uwagi, głównie z tego faktu, że widzimy w nim świetną walkę pomiędzy Carnege’em a Venomem. Spder-Man oczywiście też bierze w niej udział, ale zdecydowanie głównymi aktorami są tutaj symbioty. Brock musi zwalczyć swą złą naturą (do czego podbudza go głównie jego miłość). Wartości wychowawcze zostają jak najbardziej zachowane, a widz ma okazję zobaczyć coś nietuzinkowego, zwłaszcza że mamy tutaj Cameo Tonyego Starka i War Machine’a. Całość doprawiona jest przeciwnikiem z innego wymiaru- Dromammu. Pamiętajcie, że wszystko działo się w czasach gdzie jakikolwiek crossover między superbohaterami był czymś wow! Animowane uniwersum Marvela (chodzi mi tu o kreskówki z serii The Animated Series) przełamywało to i robiło to bardzo dobrze, czego ten odcinek jest świetnym przykładem!


Powrót Zielonego Goblina

Kolejny odcinek z Green Goblinem i kolejny odcinek, który totalnie mnie kupił. Może dużą rolę odgrywa w tym fakt, że znowu opowiada o ważnym elemencie w życiu Petera Parkera. Jest nim przemiana Harrego Osborna w Green Goblina. W odcinku Harry nie wie co stało się z jego ojcem i bardzo chce rozwikłać tą zagadkę. Przez przypadek trafia do laboratorium Oscorp i spotyka tam… Zielonego Goblina występującego jako odbicie (w istocie będącego Goblinem przemawiającym z innego wymiaru). Ten obiecuje mu zdradzić sekret tego co się dzieje z jego ojcem, jeżeli tylko wykona dla niego jedną przysługę, która łączy się z założeniem zielonego kostiumu. Podoba mi się w tym wszystkim interpretacja Goblina. Nie sprawia on, że Harry traci zmysły, ale po prostu jest gdzieś na uboczu i z nim rozmawia. W tym odcinku jesteśmy też świadkami małego crossoveru- pojawia się Punisher. Animowana interpretacja tej postaci jest niesamowicie ciekawa, z uwagi na wymogi, które kreskówka miała spełniać. Punisher nikogo nie zabija, co jest przecież bardzo nienaturalne dla tej postaci. Jego bronie zostały zamienione na różnego rodzaju pułapki i laserowe pistolety, co jest po prostu dziwne. Tak czy inaczej, odcinek, w którym Harry zmienia się w Goblina jest naprawdę wartościowy dla fana!


Ślub

Ślub to jeden z ważniejszych odcinków, zwłaszcza jeżeli chodzi o życie Petera Parkera. Jak można domyślić się z nazwy, w tym odcinku nastąpi przełom w jego życiu, a Mary Jane Watson stanie się Mary Jane Parker. Niestety, jak to bywa w przypadku Parkera, muszą wystąpić komplikacje. Komplikacje te biorą się przede wszystkim z faktu, że Harry Osborn (który zachorował psychicznie) w dalszym ciągu kocha Mary Jane. Obłęd, z którym nie potrafi sobie poradzić zmusza go do założenia po raz kolejny szat Zielonego Goblina. Goblin przylatuje na swoim ślizgaczu na wesele, co skłania Parkera do stanięcia do walki jako Spider-Man. Ten odcinek to w większości po prostu bijatyka połączona z przygotowaniem do ślubu. Całość jednak bardzo wciąga. Oczywiście wszystko kończy się dobrze, także dla Harrego. Odcinek pokazuje, że nawet najbardziej sztampowe postaci mają jakieś zalążki własnego charakteru. 


Sześciu zapomnianych wojowników

Pamiętam, że ten odcinek zrobił na mnie olbrzymie wrażenie, kiedy byłem dzieckiem. Pokazywał, że kreskówka o Spider-Manie nie zamyka się tylko i wyłącznie do świata bohatera, ale jest częścią czegoś większego. W odcinku zostaje nam zarysowany zaledwie zalążek fabuły, który będzie rozwijany w następnych. Z reszty dowiemy sie o pierwszej superbohaterskiej grupie, która działała w czasach wojny. Wśród postaci, które tworzyły grupę znalazł się także Captain America. Jego pojawienie się robiło na mnie jako dziecku olbrzymie wrażenie. Oprócz tego głównym antagonistą odcinków jest Red Skull. Wszystko łączy się w świetną całość. Mroczny klimat i poczucie istnienia tajemnicy to coś, co bije z serii o sześciu zapomnianych wojownikach!

Tajne Wojny

Tajne Wojny zna chyba każdy. Kreskówkowa interpretacja jest czymś przełomowym! W latach 90 nie spodziewałem się, że ktoś może ruszyć tak skomplikowany projekt, który w zasadzie wymaga zaadaptowania specyficznej historii na jeszcze bardziej specyficzny grunt. Żeby wszystko działało w kreskówce, trzeba było wykorzystać postacie, które pojawiały się w niej do tej pory. Z jednej strony musiała być więc nadreprezentacja wątków Spider-Mana, z drugiej nie można było zamykać się tylko do nich, bo przeczyłoby to samej koncepcji. Na szczęście wszystko wyszło bardzo dobrze i myślę, że ta interpretacja Secret Wars wypada bardzo dobrze. Oczywiście komiksowe wątki uległy znacznemu przemodelowaniu, ale na każdym kroku możemy zobaczyć jakieś smaczki. Niektórych rzeczy jednak nie rozumiem do dzisiaj, ale znowu- kiedy byłem mały, nie czepiałem się tego. Zastanawia mnie ciągle, czy jak ktoś jest złoczyńcą, to widząc spokojne miejsce ma nieodparte i niepodyktowane żadnymi logicznymi argumentami poczucie obowiązku zniszczenia tego stanu? No ale podkreśla to jak bardzo złe postaci zostały zaangażowane do Tajnych Wojen, więc zamysł został spełniony. Niezależnie od tego- Tajne Wojny są świetne!

Nienawidzę klonów

A na koniec jeden z najciekawszych pomysłów, a patrząc w szerszym kontekście- arcydzieło. Kojarzycie może Spider-Verse albo Spider-Geddon? Spider-Mani z różnych rzeczywistości łączą się by pokonać zagrożenie grożące każdemu wymiarowi. No i pomysł jest świetny, pokazuje różnorodność etc. Problem polega tylko na tym, że twórcy Spider-Man: The Animated Series pokazali to jeszcze w latach 90, gdzie w komiksach nikomu coś takiego się nie śniło! Kiedy dowiedziałem się, że wątek ten nie jest adaptacją komiksu byłem szczerze zaskoczony. Tak czy inaczej, „Nienawidzę klonów” wprowadza właśnie coś w stylu Spider-Verse. Dobór pająków jest znacznie uboższy i mniej odjechany, niż w komiksach, ale chyba możemy to wybaczyć, biorąc pod uwagę specyfikę produkcji oraz oczywiście lata, w których był kręcony odcinek. Parkerowie (i nie tylko) z różnych wymiarów trafiają do apokaliptycznego świata, który wygląda naprawdę ciekawie. Wprowadza też taki klimat wielkiej wagi wydarzeń, które mają się rozegrać.  Na plu ocenię także przeciwnika, którym okazuje się być Spider-Man z innej rzeczywistości. Naprawdę dobrze to wypada, zwłaszcza że jest połączy z Carnage’em, więc mamy tutaj fajny kontras, który daje pewnego rodzaju niebezpieczeństwo. 

Krzysiek "Sobb" Sobieraj
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.