Avalon » Publicystyka » Artykuł

Relacja z 30. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi


Jubileuszowa edycja łódzkiego festiwalu dla mnie była dopiero drugą, w której udało mi się uczestniczyć. Jak więc wypadła w moich oczach 30. eMeFKa? 

Tym razem główne festiwalowe atrakcje ograniczono do dwóch dni, soboty i niedzieli, co wydaje mi się być dobrym pomysłem. Poważną zmianą względem poprzedniej edycji było też przeniesienie się Festiwalu z Atlas Areny do budynku Expo Łódź. Jeżeli chodzi o sam dojazd do tego miejsca, sam choć jechałem z Katowic nie odczułem pod tym względem sporej różnicy i łatwo i w miarę szybko udało się trafić w odpowiednie miejsce. Kolejki od rana były długie, również w środku było sporo ludzi, choć największy tłok dało się odczuć w najbardziej obleganej ze stref, czyli Strefie Targowej. Z tego co widziałem już w paru komentarzach, nie tylko moim zdaniem strefa była odrobinę za mała i ciężko było spokojnie stanąć przy wielu stoiskach. A przynajmniej tak prezentował się Festiwal w sobotę, w niedzielę podobno było już nieco luźniej. Być może brak rozgraniczenia strefy targowej i strefy kolekcjonerskiej (brak informacji w katalogu festiwalu o tym, kogo można tam znaleźć - a było tam wiele stoisk wartych zobaczenia m.in. Bazgrolle czy Celuloza - to też minus) i umieszczenie jej na jednej hali, a przeniesienie Strefy Gier Planszowych do Foyer mogłoby być lepszym rozwiązaniem na przyszłość. Albo stworzenie wspólnej strefy gier planszowych i komputerowych? Nie ukrywam, że ta część festiwalu zawsze wydawała mi się nieco na doczepkę, brak z nią też związanych większych wydarzeń w programie, w oczy rzuciło mi się jedynie spotkanie dotyczące dubbingu w grze Cyberpunk 2077. Fajna atrakcja, ale jednak wciąż za mało. Może przyciąga to pewną grupę odbiorców, ale przynajmniej gdy zaglądałem w tamte rejony, to równie dużych tłumów nie widziałem.  

Plan tegorocznej edycji festiwalu był dość bogaty, w moim odczuciu odrobinę za bardzo. Z moich obserwacji, ale i z licznych innych komentarzy, wynika, że warto wprowadzić też nieco większe przerwy między kolejnymi punktami w programie. Dziwi, że wciąż może zdarzyć się sytuacja, w której ktoś przedłuża swoje spotkanie kosztem czasu innych osób. Nie da się w przypadku tak masowej imprezy wszystkiego zaplanować idealnie, ale myślę, że i nad obszernością planu można by się zastanowić. Inny problem to brak nagrań ze spotkań, które powstają jedynie dzięki staraniom uczestników. Krakowski Festiwal Komiksu robi to dobrze i jeżeli nie uda się komuś być na wydarzeniu, które odbywało się równolegle, spokojnie można je potem nadrobić. Wątpię, by były osoby, które przyjeżdzały wyłącznie dla zobaczenia konkretnych spotkań, więc nie ma się co obawiać, że zmniejszyłoby to festiwalową frekwencję. Dla wielu najważniejszym punktem programu było spotkanie dotyczące zapowiedzi Egmontu na przyszły rok, ale o tym napisaliśmy tutaj.

Na festiwalowej gali Grand Prix konkursu na krótką formę przypadło Bartoszowi Nowickiemu (scenariusz) i Łukaszowi Pawlakowi (grafika) za pracę pt. Człowiek żelazny. Nagrodę im. Papcia Chmiela, Doktorat Humoris Causa, za zasługi dla polskiego komiksu otrzymał Grzegorz Rosiński. Komiksem roku (a raczej najlepszym komiksem międzyfestifalowego okresu) uznano "Brom" od Wydawnictwa 23, który stworzyła Unka Odya. Konkurencja w moim odczuciu była spora, ale już od premiery Broma widać było, że to on wywołuje w środowisku największe emocje, i to te pozytywne. Więcej o Bromie możecie przeczytać tutaj. Wydawcą roku został Timof i Cisi Wspólnicy. Myślę, że zasłużenie, bo konsekwentnie na rynek wprowadza komiksy świetnych polskich i zagranicznych twórców, odkrywa nowe interesujące nazwiska. Kto nie miał okazji poznać jeszcze żadnej z ich publikacji, wydawca wzorem ubiegłorocznego zwycięzcy (Non Stop Comics) wprowadził promocję na swoje tytuły (nawet do 50%), więc zapraszam i ja do ich sklepu. Pracę Timofa na pewno warto docenić, ale nie ukrywam, że ten rok to sporo dobrej pracy także ze strony innych większych i mniejszych wydawców, a takie "kwiatki" jak Fantasmagorie pozostają już jedynie we wspomnieniach.

Liczba interesujących mnie premier naprawdę mnie przerosła i niestety nie udało mi się zabrać ze sobą do domu wszystkiego co bym chciał od Timofa, Kboom i wielu innych wystawców. Festiwal był szansą na odbiór premierowego pierwszego tomu wspieranej przez Avalon serii Exist (tu nasza recenzja, a tu nasz wywiad z autorką). Dla mnie najciekawiej wypadły premiery od Bazgrolle, które do tej pory zawsze znajdowało się gdzieś na dole list zakupowych i ostatecznie do nich nie trafiało, ale od kiedy sięga po ciekawych zagranicznych twórców, są na szczycie list. Ciało Simpsonów, Band Battle, Pierwsza Jazda i Pojedynek na Szocie to świetne krótkie historyjki. Podobnie miłym odkryciem były premiery od galerii bubipop, czyli Hipster Samuraj i Morenish Dude, dzięki którym mam dwie autorki, których dalszy rozwój warto śledzić. Obie pojawiły się także we współtworzonym z innymi twórcami zinie Fanga. Tam również wyróżniały się na tle innych prac i warto dla nich po ten pierwszy numer zina sięgnąć. MFKiG to także długo wyczekiwana premiera Mutagen Krackle od Łukasza Kowalczuka, w którym pojawiły się m.in. prace z wystawy Komiksy złamią Ci serce. Sam autor dzień później zapowiedział kilka premier na przyszły rok i o tym wspominamy tutaj.

Mimo ścisku w strefie targowej, przeniesienie Festiwalu do Hali Expo uważam za dobry krok, wszystko skupione w jednym miejscu i w miarę dobrze rozplanowane - za rok po pierwszych doświadczeniach w nowym miejscu pewnie będzie lepiej. Cieszy, że wysłuchano próśb z zeszłego roku dotyczących strefy gastronomicznej i pojawiło się tam więcej ławek i stolików, dzięki czemu można było w spokoju coś zjeść, bez potrzeby szukania miejsca na schodach, jak to było przy Arenie. Szkoda trochę, że nie dało się do końca odczuć tego, że świętowane jest 100. lecie polskiego komiksu ani 30. lecie festiwalu. Wystawa poświęcona bohaterom DC (naszą relację znajdziecie tutaj), choć świetna, to jednak nie podkreślała wagi tych rocznic. Pozostałe zaś wystawy nie były praktycznie promowane poza wzmiankami w programie. Wystawa poświęcona 60. leciu powstania Smerfów, która obecna była na 1 piętrze w Hali Expo, prezentowała się dość ubogo, choć o ile się nie mylę, to samo widziałem na Krakowski Festiwalu i tam już zadbano o to, by lepiej to wyglądało.

W przypadku największego festiwalu tego formatu w Polsce trochę przykro też, że tak późno poznajemy gości i program festiwalu. Wiem, ciężko zaplanować to wszystko, tym bardziej, że wiele sytuacji losowych może zmusić zagranicznych autorów do odwołania wizyty. Lepszy kontakt z uczestnikami festiwalu, informowanie o licznych atrakcjach z większym wyprzedzeniem, pozwala pozytywniej spojrzeć na festiwal, a tak większość przedfestiwalowych emocji skupiła się wokół problemów z zaproszeniem postaci otwarcie szerzącej nienawiść wobec środowiska LGBT (i nie tylko). To, że będą z tym związane kontrowersje, wydaje się, że można było przewidzieć już na etapie planowania całej akcji z polskimi okładkami DC. Sam pomysł z akcją uważam za ciekawy i cieszy, że DC wyraziło na to zgodę. Jednak dla mnie samo wykonanie pozostawia wiele do życzenia i ciężko tu bezkrytycznie podejść do ich wykonania tylko dlatego, że udało się zdobyć zgodę na ciekawą inicjatywę. 

Podsumowując, mimo wad i kontrowersji, tę edycję festiwalu mogę zaliczyć do udanych. Nowa lokalizacja w miarę się spisała, myślę, że lepiej niż Arena, i można za rok wyciągnąć wnioski z pewnych niedociągnięć, by było na Festiwalu jeszcze lepiej za rok. Dopisali autorzy z wieloma świetnymi premierami, jakoś tak czułem pewien optymizm w środowisku. Polski komiks ma się dobrze i myślę, że będzie coraz lepiej. 

Wojtek "Rodzyn" Rozmus
zdjęcia: Basia Nowakowska










Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.