Avalon » Publicystyka » Artykuł

Komentarz do Amazing Spider-Man (2018) #26

Komentarz zawiera spoilery dotyczące Amazing Spider-Man (2018) #26

Rodzyn: To było... dobre. Jak wiadomo, pierwsze dwadzieścia pięć zeszytów serii zmieniło mocno moje podejście do tej serii i duży optymizm wobec tej serii i pomysłów Spencera zmienił się w spore obawy co do dalszych losów Petera. Nawał wątków, w tym niepotrzebnych i nudnych, nieustanne powtarzanie, kto jest kim (jakby istniejąca od lat strona z wstępem i streszczeniem nigdy istniała), średni rysownicy. Ten numer czytałem z obawami, ale te powoli częściowo ustawały. Dlaczego? Chyba zasługa obecności Boomeranga, który jest jedną postaci, które Spencer zawsze dobrze pisze.

Oto Fred Myers staje się swego rodzaju dobrym kumplem Petera, który to proces śledziliśmy na łamach poprzednich zeszytów. Teraz jest nie wolnym od wad Friendly Neighborhood Boomerang (oj jakbym chciał zobaczyć taką miniserię zamiast... masy innych tytułów wydawanych przez Marvel), który dzięki wskazówkom Petera próbuje robić to, co jest dobre lub po prostu co wypada zrobić. Serio, Spencer powinien dostać kolejny tytuł na wzór Superior Foes of Spider-Man albo chociaż solową Boomeranga, chętnie widziałbym go nawet w szeregach Avengers choć na chwilę - wszyscy wiemy, że Myers nie na długo będzie bliżej jasnej strony mocy, ale wydaje mi się być dobrym pomysłem. 

Wrócmy jednak do zeszytu. Poza relacją Peter/Fred mamy tu też więcej informacji na temat Sinister Syndicate, czyli przestępczej organizacji złożnej wyłącznie z kobiet. Dołącza do niej nowa Electro, którą kobiety uratowały zeszyt wcześniej. Niechętnie, bo grupa wydaje jej się być dość dziwna, ale fakt, iż na swój celownik obrały Boomeranga, skutecznie ją do nich przekonuje. Sinister Syndicate to ciekawy pomysł, ale część żartów jednak do mnie nie trafia, Spencer nie umie tego tak dobrze sprzedać jak wiele innych wątków o przestępcach-przegrywach.

Mamy tu także kolejne napięcia na linii Kingpin/Boomerang (ogólnie mało kto lubi Freda, ale trudno się temu dziwić), kolejny atak w pobliżu F.E.A.S.T. (mogli sobie darować, ja bym tam na pewno nie zajrzał po pomoc ze świadomością, że średnio co miesiąc miejsce wybucha), absurdalną ucieczkę policji tylko dlatego, że Peter (będący pod ochroną Kingpina) stoi obok Boomeranga (jakby nie byli szkoleni w takich sytuacjach). 

Mimo masy głupot, numer ten czytało mi się lepiej niż wcześniejsze, mimo iż rysunki Keva Walkera są nad wyraz średnie tutaj, a kolorysta nie pomaga pokazać w nich tego, co najlepsze. Graficznie jest więc dość średnio. Jest tu jednak taka dawka Boomeranga, że miło się to czytało i czekam na kolejny zeszyt z większą nadzieją, choć pewnie łudzę się na marne. 


Dengar: Po dość intrygującym ćwierć setnym numerze nadszedł czas na kolejny zeszyt w pajęczym dorobku Nicka Spencera. Nie powiem, w poprzednim numerze scenarzysta nieco – ale tylko odrobinkę – podniósł poprzeczkę i przykuł moją uwagę. Zobaczymy jak długo ta uwaga będzie skierowana na tę serię. Czy Spencer zechce kontynuować wątki poruszone w poprzednim zeszycie?

Patrząc na okładkę wnioskuję, że scenarzysta budował napięcie i pobudzał ciekawość czytelnika, tylko po to by zostawić go z niczym. A dlaczego tak uważam? Chociażby dlatego, że Spencer wałkuje wątek Kingpina. Król przestępczego półświatka – a przy okazji burmistrz – szuka czegoś w tunelach pod ratuszem. Gdy odnajduje tajemnicze pudełeczko, okazuje się, że zostało ono odnalezione wcześniej przez… Boomeranga. Czyli wychodzi na to, że Nick Spencer będzie w najbliższych numerach eksploatować właśnie Freda. Przeczuwam, że Kingpin wyśle za Boomerangiem jakichś zbirów aby go odnaleźli albo zmusili do oddania zawartości pudełeczka. A oczywiście rykoszetem oberwie się Peterowi. Tak przynajmniej zakładam. Czyli Kindred poszedł na bok, Mysterio też gdzieś się zaszył, a raz z nimi odeszły w niepamięć wszelkie lęki Petera. No a co u niego? Siedzi w barze z Fredem i rozmyśla o tym, że Boomerang był swego czasu groźnym wrogiem a teraz może myśleć o nim nie tylko jako o współlokatorze… ale i jako o przyjacielu. Okej, może to będzie ciekawy punkt zwrotny w dalszej fabule. Może w końcu Fred pozna tajemnicę Petera? Może będą musieli stanąć przeciwko sobie i ich przyjaźń zostanie wystawiona na próbę? Póki co nic takiego się nie dzieje. Dzieje się za to tyle, że Fred i Parker wychodzą z knajpy i zostają otoczeni przez grupę policjantów, zupełnie jakby byli wrogami publicznymi numer jeden. No ale jak się zadziera z Kingpinem, to trzeba się liczyć z konsekwencjami. Przez chwilę złościłem się z powodu kretyńskiego zachowania policjantów. Widzą Boomeranga i już są gotowi go zgarnąć czy nawet użyć broni… lecz odchodzą widząc współlokatora Freda. Nie rozumiałem tego, trochę mnie to irytowało ale przypomniałem sobie, że Kindred nawiedził Kingpina i ma go w kieszeni. Wychodzi na to, że tajemniczy, zamaskowany człowiek wie o Peterze bardzo, bardzo dużo. Co to oznacza dla naszego Pająka? No na razie się tego nie dowiemy, bo Spencer skutecznie unika tego, co moim zdaniem mu wyszło najlepiej.

W dalszej części numeru koncentrujemy się na nowopowstałym Sinister Syndicate. Nie mówię, że taka organizacja to kiepski pomysł. Komiks pewnie pokaże nam, że kobiety mogą być dobrymi i silnymi kryminalistkami, że wcale nie są – bo nie są i to w żadnej dziedzinie życia – gorsze od mężczyzn. Ciekawy jestem jak sobie poradzą w przestępczym świecie, czego dokonają i jak bardzo napsują Pająkowi krwi. W sumie to skład tego syndykatu mnie dość intryguje. Lady Octopus, Scorpia, Electro wydają się być dość oczywiste, to znaczy, chodzi mi o to, że ich męskie odpowiedniki bardzo często dołączały do przeróżnych grup przestępczych. Trapstr jest dla mnie jedną wielką zagadką. A White Rabbit to już niestety totalnie tu nie widzę. Jednak z drugiej strony jak czytam o rozkminach Lady Octopus, narzekającej na to, że sprawa kuchni w kryjówce syndykatu nie może czekać, bo chce zrobić wegańskie cheeseburgery… to jakoś tak zaniemogłem. Ale robi się ciekawiej, gdy Sinister Syndicate obiera na cel… Boomeranga. A Fred akurat pomaga obudować F.E.A.S.T….

Okej, fajnie, że Spencer dopieszcza i pielęgnuje swojego ulubieńca – Boomeranga – ale trochę czuję się rozczarowany, że tak nagle Kindred i Mysterio odeszli w zapomnienie. Jak dla mnie wygląda to trochę na to, że scenarzysta ze wszystkich sił stara się opóźnić historię w której odkryje swoje karty związane z tymi postaciami, zupełnie jakby bał się, że ta opowieść będzie najciekawszą w jego dotychczasowym dorobku. Jakby to co będzie potem będzie słabe, nieznaczące i w ogóle nienadające się do czytania. Rozumiem budowanie napięcia, trzymanie czytelnika w niepewności i w ogóle, ale jakoś Spencerowi to wcale nie wychodzi. Już lepiej było jak w przypadku wstępu do The Hunted, jedna strona w każdym zeszycie o Kravenie lepiej budowała napięcie niż takie ucinanie jak nożem wątku Kindreda. Sorry Nick, ale musisz popracować nad tym jak stworzyć odpowiedni klimat dla swojej bomby, którą zamierzasz w – zdecydowanie dalszej – przyszłości na nas zrzucić.

Amazing Spider-Man (2018) #26

scenariusz: Nick Spencer
rysunki: Kev Walker


Amazing Spider-Man (2018) #26 możecie nabyć w sklepie ATOM Comics

Pamiętajcie, że możecie użyć kodu promocyjnego "ENDGAME", by otrzymać 5% rabatu na komiksy Marvela. 

A wy co sądzicie o tym numerze? Zapraszamy do dyskusji na naszym forum.

A już za tydzień ocenimy Amazing Spider-Man (2018) #27!


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.