Avalon » Publicystyka » Artykuł

Komentarz do Absolute Carnage #1

No dobra… To było dobre! Powiedziałbym, że to świetny komiks, lecz było w nim kilka rzeczy, które trochę raziły mnie w oczy, dlatego sprawiedliwie musiałem nieco obniżyć ocenę. Niemniej jednak trzeba przyznać, że Donny Cates napisał udany numer. Jednak musimy się nieco w niego zagłębić.

Eddie wraca do Nowego Jorku z Dylanem u boku, mając świadomość tego, że nadciąga zagrożenie tak wielkie, że nie będzie w stanie go sam powstrzymać. No i na samym początku zaczynają się schody, bowiem widzi, że jest oskarżony o zabójstwa dokonane na Ryker’s Island… a jedną z ofiar jest Lee Price. Scenarzysta odnosi się do historii z Free Comic Book Day 2019, gdzie widzieliśmy jak Cletus podstępem dostaje się do więzienia w „przebraniu” Brocka, aby zdobyć kodeks Price’a. Eddie w obliczu zagrożenia ze strony Carnage’a jest zupełnie bezradny i bezsilny. I to dosłownie, zwłaszcza, gdy Kasady znajduje się tuż za nimi i bezceremonialnie wrzuca ich pod pociąg metra. No ale nie ma co spoilerować, zainteresowani sięgną po ten komiks. Bo naprawdę warto. To kawał dobrej lektury.

To, że Brock uda się po pomoc do Spider-Mana wydawało się oczywiste, w końcu i jeden i drugi jest na celowniku Carnage’a. Ciekawie jest zobaczyć zmianę w ich wzajemnej relacji. Wydaje mi się, że nie jest już tak jak kiedyś, że Brock widzi w Pająku wroga numer jeden i za wszelką cenę chce go zabić, a sam Pająk nie postrzega już Eddiego jako zagrożenie. Coraz bardziej utwierdzam się w przypuszczeniu, że Venom już na stałe będzie teraz pisany jako antybohater, a jego konflikt ze Spider-Manem przejdzie jeśli nie w zapomnienie, to na bardzo daleki plan. Może to i dobrze? Może światu potrzebny kolejny bohater? Nawet jeśli miałby to być ktoś pokroju Venoma? Zobaczymy.

Na chwilę jednak chciałbym wrócić do fabuły, bo jednak trzeba powiedzieć o niej kilka słów więcej. Ciężko pisać o klimacie komiksu, nie podając konkretnych przykładów. A moim zdaniem Cates próbuje stworzyć z „Absolute Carnage” taki trochę horror. Na początku mamy pojawiającego się znikąd Cletusa, który wrzuca Dylana i Eddiego pod pociąg. No i sam deign Carnage’a jest nieco creepy. Ale idziemy dalej… W pewnym momencie Brock i Spider słyszą wiadomości… odnalezienie masowego grobu pełnego szczątkami w różnym stanie rozkładu. Pośród zmarłych znaleziono Thunderbolta Rossa czy Angela Fortunato. Co ważne, wszystkim zwłokom ktoś wyrwał kręgosłupy… Dramatyczne, okropne, paskudne… Brock zdaje sobie sprawę, że ci zmarli mieli kontakt z symbiontami. A to może znaczyć, że wśród odkrytych zwłok znajduje się ciało Annie – ex-żony Brocka i matki Dylana. Ciężko sobie wyobrazić, co Eddie musiał w tym momencie czuć. Scenarzysta uderzył we wrażliwą strunę, która w pewien sposób może i ruszyć czytelnika. Możemy postawić się w sytuacji Brocka, jesteśmy zszokowani i źli.

Podobny horrorwy klimat panuje, gdy Spider i Venom udają się do Ravencroft aby – ku swojemu niezadowoleniu – wyciągnąć stamtąd kolejnego ex-nosiciela symbionta, by móc na nim przeprowadzić test maszyny Stwórcy. A tak, Stwórca okazuje się być sojusznikiem naszych herosów w walce z Kasadym… tylko ciekawe na jak długo i czy nie planuje czegoś za ich plecami. Coś mi mówi, że to przebiegła i zdradziecka bestia. Ale wróćmy do tematu… Zakład dla obłąkanych, Spider z Venomem przyszli zrobić swoje, gdy nagle rozlega się alarm, światła zapalają się na czerwono a korytarzem idzie Cletus, który rozrywa swoją pierś i wyjmuje z niej czerwone, wijące się robaki, które wrzuca do cel. I po chwili w stronę Petera i Brocka biegną opętani więźniowie, wyglądający jak dwuręczne kopie Carnage’a. Przyznacie, że klimat jest, co?

Generalnie komiks jest bardzo dobry, pod względem fabuły jak i rysunków. Ale przecież idealnie nie jest, pisałem na początku. A co mnie razi w oczy? No właśnie… jak wiemy, Kasady swego czasu został rozdarty na pół przez Sentry’ego. No ale niekonsekwentność czy nieznajomość tematu u rysowników robi swoje i tutaj widzimy, że pod symbiontem Grendela, Cletus przynajmniej ma nogi do kolan. Nad kwestią stóp też się można zastanawiać, bo nie do końca wiadomo czy to jego stopa czy stworzona przez symbionta. Na koniec komiksu dostajemy jakby formularz, który należy wypełnić przy zgłaszaniu pacjenta do Ravencroft. Oczywiście ów dokument dotyczy Cletusa Kasady’ego i w punkcie dotyczącym samobójstw w rodzinie widzimy informację, że matka Cletusa zmarła podczas porodu…. A przecież wiemy, że matka zginęła za sprawą ojca Cletusa. No razi mnie to w oczy i to bardzo. Gdyby nie te dwie rzeczy byłoby znacznie lepiej.

Ogólnie: czy warto sięgnąć po ten komiks? Jeśli podoba się Wam run Catesa i to jak pisze Venoma, jak jesteście ciekawi co planuje Carnage i czy Knull się przebudzi… powinniście sięgnąć po ten komiks! Jeśli nie śledzicie przygód Venoma a mniej więcej wiecie o co chodzi z kodeksami i Mrocznym Bogiem, a chcecie przeczytać klimatyczny komiks z bardzo ładnymi ilustracjami, przeczytajcie! Ja byłem nawet zachwycony!

Dengar


Absolute Carnage #1

Pamiętajcie, że możecie użyć kodu promocyjnego "ENDGAME", by otrzymać 5% rabatu na komiksy Marvela. 

A wy co sądzicie o najnowszym numerze serii? Zapraszamy do dyskusji na naszym forum.


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.