Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #46 (02.06.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 2 czerwiec 2008 Numer: 22/2008 (46)


Wreszcie nadszedł koniec historycznego runu duetu Whedon/Cassaday w Astonishing X-Men. Fani na pewno długą będą pamiętać tę serię, zarówno ze względu na jej poziom, jak i opóźnienia, które jej towarzyszyły. Czy ostatni numer nie zawiódł?



1985 #1
avalonpulse0046c.jpg
Gil: Oto pierwszy numer komiksu, którym część fandomu się zachwyci, a część szybko zapomni. Krytycy będą się prześcigać w peanach na cześć Millara, który stworzył coś niesamowicie innowacyjnego, a statystyczny czytelnik pewnie to łyknie, bo tak wypada. Problem polega na tym, że Millar znowu uderza w czuły punkt każdego komiksowego geeka, czyniąc głównym bohaterem jednego z nich (zupełnie jak w Kick-Ass), a poza tym niewiele ma do pokazania. Ręka do góry, kto uważa, że łotrzyków do tego świata ściągnął wspomniany właściciel domu, który miał jakąś niezwykłą moc? No właśnie. W tej chwili mam wrażenie, że seria zamieni się w wielkie poszukiwanie bohaterów i rozbije się o swoją oczywistość. Jeśli się mylę i Millar naprawdę wymyśli coś nowego, osobiście poślę mu butelkę polskiej wódki, ale jeśli nie, już fandom zadba, by seria została zakopana w długich pudłach. Ponieważ nic mnie tu nie ruszyło, ale też nic nie odepchnęło, wystawiam 5/10.
Hotaru: Nareszcie Millar dostarcza coś fajnego. Może i za kanwę scenariusza służy wyświechtany koncept znany z What-Ifów czy innych fan-ficów, ale to go wcale nie skreśla. Znam fan-fici o wiele lepsze, niż niektóre "profesjonalne" scenariusze. Co z tego, że jego Toby jest nad wiek dojrzały - ja od razu zapałałem do niego sympatią. Rysunki Tommy'ego Lee Edwardsa są wspaniałe, nie wyobrażam sobie nikogo innego odpowiedzialnego za wnętrza tej miniserii. Teraz tylko pozostaje poczekać na to, aż fabuła się rozpędzi, ale już teraz mam przeczucie graniczące z pewnością, że ten pociąg zmierza w dobrym kierunku.
Demogorgon: Powiem wprost - nie znoszę rysunków Edwardsa i jego stylu, który wygląda jak nieudolne naśladowanie Maleeva przez Sala Buscemę. Na szczęście jak na razie wszystkie komiksy które rysował mają klimat, do którego rysunki te doskonale pasują. I wszystkie maja dobry scenariusz, przez co odbieram je bardzo pozytywnie. Nie inaczej jest z tym - owszem, historia odkrywcza nie jest, ale przynajmniej nikt nie raczył nas bełkotem o nie wiadomo czym, gdy tylko wyszła zapowiedź, jak przy Kick-Ass i FF Millara.
Jest dobrze, daję 7/10 - Millar, nie zepsuj tego.
MadMarty:
Nie czytałem wcześniej nic o tej serii. Zajrzałem z ciekawości. Od kiedy zobaczyłem Red Skulla, już się uśmiechałem. Doprawdy całość jest urocza i bardzo spójna. Na razie jest mamy koncepcję "mam-13-lat-widziałem-morderstwo/sąsiad coś ukrywa-ale-nikt-mi-nie-wierzy", ale realizacja, dialogi i klimat idealnie współgrają.
Nie chcę chwalić przedwcześnie, ale ten komiks już jest lepszy niż to, co Millar zrobił przez te kilka numerów w F4.
MrG:
Nie rozumiem nad tym zachwytów póki co. Nie od dziś wiadomo, że zrobić fajny elseworld z postaciami Marvela trudno nie jest. No, chyba że ma się na nazwisko McDuffie (Beyond! ssało). Na razie zawiązanie fabuły daje radę, ale za wcześnie na wpadanie w euforię. 8/10

Angel: Revelations #1

Gil: Od razu powiem, że rysunków Poliny wybitnie nie lubię, ale ich wpływ na ocenę nie będzie zbyt wielki, bo usilnie starałem się nie zwracać na nie uwagi. Próbowałem się skupić na fabule, ale szybko okazało się, że poza wstępem i zakończeniem, nie bardzo jest się na czym skupiać. Dostaliśmy właściwie kolejny komiks, umiejscowiony w przeszłości, którego wpływ na marvelową rzeczywistość pozostanie zagadką przynajmniej do zakończenia serii. Szczenięce lata Warrena nie są zbyt interesujące, więc dialogi to właściwie ślizgawka. Na szczęście, wszystko wskazuje, że ten numer to tylko przygrywka do dalszego ciągu, a naprawdę ważne jest to, co wydarzyło się w domu gdzieś na prowincji. Ta część jest intrygująca - naprawdę - i tylko ze względu na nią, sięgnę po dalszy ciąg. Tymczasem dostanie 5/10.
TheNewlyAwoken: Przede wszystkim fenomenalna, bardzo artystyczna kreska w stylu, który nie jest już zbyt często spotykany w Marvelu, a która w połączeniu z bardzo dobrym inkerem daje świetny efekt - szczególnie podobają mi się sceny z absurdalnie długim szalikiem Warrena. Sama historia nie jest szczególnie odkrywcza, ani genialna, za to opowiedziana w spójny, ciekawy sposób, z zastosowaniem fajnych zabiegów, powtarzający się dziewięć razy na dwóch stronach panel, ze zmieniającymi się jedynie dymkami/onomatopejami, ukazujący (a raczej zakrywający) bardzo poruszającą scenę.
Generalnie może to być jedna z lepszych miniserii roku.
MikeyLou:
Fantastyczna kreska. Fantastyczna. Miniseria zapowiada się całkiem nieźle, choć kto tam wie, mógłby ją pisać Jeph Loeb, a mi i tak by się podobała ze względu na stronę wizualną.

avalonpulse0046d.jpg Giant Size Astonishing X-Men #1
Gil: Wiele było czynników, które osłabiły odbiór tego numeru. Czekaliśmy na niego kupę czasu, wskazówki co do zakończenia zdążyły się wyłonić w innych seriach, a na dodatek wiele wskazywało, że powstał na siłę. Przy tylu minusach, liczyłem jednak, że Whedon wymyśli coś naprawdę bombowego, a Cassaday zafunduje nam dzieło sztuki i wszyscy powiemy, że warto było czekać. Nie mogę tego jednak powiedzieć. Ze wszystkich możliwych sposobów na rozwiązanie problemu pocisku, Whedon wybrał najbardziej oczywisty i tylko w szczegółach różny od tego, czego się spodziewałem. Trochę lepiej wyszła kwestia Breakworldu, ale i ona wydaje się rozwiązana zbyt nagle. Zgromadzenie kupy bohaterów do niczego nie prowadziło i ostatecznie wyszło trochę głupio. Rozwiązanie sprawy Cyclopsa również, bo ostatecznie do niczego to nie doprowadziło. Jedyna ciekawostka to agentka Brand, ale już jej niby-związek z Beastem też nie był potrzebny. Jakby tego było mało, John też nieco spuścił z tonu i kilka paneli zdecydowanie mu nie wyszło. Na szczęście, oprócz tego mamy 24 inne numery, które raują ocenę runu tego duetu, ale tym razem więcej niż 6/10 dać nie mogę.
Hotaru: No i to by było na tyle. Wielki koniec runu Whedona i Cassadaya. Niestety, nie dorównuje on jakością najlepszym z poprzednich numerów, a tego bym oczekiwał. Cassaday rysuje kilka naprawdę zapierających dech w piersi panelów, ale tyle samo - szczególnie pod koniec - jest szkaradnych i wyglądających jak rysowane na kolanie. Scenariusz jest przewidywalny w najważniejszych aspektach, zwyczajnie niedopracowany, a nieliczne fajne momenty tego nie rekompensują. Najwidoczniej, ten team już się wypalił i najwyższy czas na zmiany. Szkoda tylko, że tak długo musieliśmy na nie czekać...
Demogorgon: Efektowne zakończenie efektownego runu. Podobało mi się, zwłaszcza gościnen występy Spider-Mana. To chyba najlepiej napisany ścianołaz od czasów, zanim Joe Quesada wszedł Straczynskiemu na głowę. Może Whedon powinien był teraz zacząć pisać coś pod BND? Wyszłoby to pająkowi na dobre, to pewne. A co do X-Men: ładnie, ale przesadzili z team-upem, zrobionym tylko po to, aby Emma mogła namieszać wszystkim w głowach. Daję 8/10, ale z minusem. Czekamy na Ellisa.
TheNewlyAwoken: Spore rozczarowanie. Jedynymi ciekawymi momentami są tu śmierć Aghanne i Orda oraz relacje Brand i Beasta. Zakończenie przewidywalne, poświęcenie Sentinela mnie nie poruszyło, zebranie superbohaterów nudne (choć strużka śliny mnie ubawiła niebywale), ponowna utrata kontroli nad promieniami przez Cyclopsa właściwie niewyjaśniona. Kiszka, panie Whedon, kiszka.
Alain: Cóż można powiedzieć na temat całego runu Whedona? Na usta cisną się takie słowa, jak: genialne, epickie czy niebanalne. Jest jednak jedno słowo, które wszystkie inne wprawia w zakłopotanie, a ręce złożone do klaskania ściska w pięści. To słowo to "spóźnienia". I chociaż to, z czym ono się wiąże, nie wpływa na samą historię, wpływa jednak na jej odbiór. Odrobinkę, ale...
Mamy więc gościnny występ Spider-Mana, który kradnie numer na każdej stronie, na której się pojawia, mamy agentkę Brand z nowo ujawnionym kompleksem Elektry (nie tej zeskrullonej, oczywiście), Orda, który ratuje świat i Scotta Czerwonookiego. I mamy też Kitty Pryde. Którą to Kitty Colossus traci. (i nie jest to spoiler, bo wiadomo to od jakiegoś czasu. Brubaker wypaplał. Ale winę ponosi jednak Whedon. Znowu te opóźnienia.) Traci ją jednak w taki sposób, że pozostaje tylko zastawiać się, kto ją przywróci i w jaki sposób. I kiedy. Ja ostrożnie daję na to rok i nie sądzę, żebym się wiele pomylił. avalonpulse0046e.jpg
Historia, którą opowiada Whedon, jest dobra. Byłaby świetna, gdyby nie te cholerne opóźnienia. W każdym razie... czekam, co z tym komiksem zrobi Warren Ellis. I mam dobre przeczucia co do tego. Astonishing X-Men to historia z własną duszą, a nie sądzę, żeby Ellis ją zignorował albo zniekształcił. Może ją najwyżej wzbogacić. I może wtedy nie będzie opóźnień...
Moja prywatna ocena: 17/10 za jakoś historii, 1/10 za opóźnienia. Średnia - 9/10 i znaczek jakości "Hulk Likes!"
CrissCross:
Fajne ale... czuję mimo wszystko pewien niedosyt. Być może to przez te opóźnienia. Łatwo wypaść z klimatu całej historii. Poza tym przewidziany już wcześniej, choć bardzo dobrze napisany, koniec (przynajmniej na najbliższych kilka miesięcy) Kitty. Można to właściwie uznać za bardzo dobre zakończenie rewelacyjnego runu Whedona. Wątki zostały w zasadzie zamknięte, nowe, ciekawe postaci (Brand, Armor), wprowadzone. Trochę mi nie przypasowało rozwiązanie wątku mocy Scotta. Znaczy, że co? Tak zwyczajnie Emma przywróciła mu kontrolę, a potem ją zabrała? Nie wiem, czegoś mi tu brakuje. Jakiegoś konkretniejszego wyjaśnienia albo coś. W sumie jednak cały run rewelacyjny i na długo zostanie w pamięci. Szkoda tylko, że pamiętać także będziemy opóźnienia.
hitano:
Czekaliśmy, aż się doczekaliśmy. Jak jest? Nadal genialnie, choć Whedon pozwolił sobie wszystko ładnie pokończyć, dając czyste pole dla Ellisa i Bianchiego. Podobają się mi szczegónie rozmowy między Hankiem, a agentką Brand. Również liczę, że następcy wykorzystają potencjał tej postaci. Co do rysunków, to Cassaday daje radę oprócz FF, która jakoś moim zdaniem wypadła strasznie. 7/10, bo jednak opóźnienie straszne.

Daredevil vol. 2 #107
Gil: Ostatnio przygody Daredevila stają się jakby mniej interesujące. Albo może po prostu zbyt rozwleczone. W tym numerze, Matt nadal przeżywa swoje schizy i jak każdy schizujący, sprząta chałupę. Na szczęście, o to, by nas zainteresować, zadbali Cage i Dakota, dostarczając jemu coś do roboty, a nam do czytania. Czy sprawa Donovana jest ciekawa? Pod pewnymi względami owszem, ale już na wstępie naszły mnie obawy, że zmieni się w kolejną gonitwę za cieniem, która będzie się ciągnąć przez jakieś 6 numerów, a skończy się w typowy sposób, czyli nikt nie wygra, a Murdok dostanie kolejne zmartwienia na garba. I tak jak z każdym kolejnym numerem, pogłębia się moje wrażenie, że Bru pisze to ot tak, żeby czymś zapchać numery, a skoro pomagał mu Rucka, to chyba jemu możemy podziękować, że cokolwiek się wydarzyło. Nie czyta się źle, ale kiedyś bywało lepiej.
Mimo wszystko, za gościnny występ Cage'a, będzie 6/10.
Krzycer:
Zawiązanie akcji ciekawe. Żeby rzecz jeszcze bardziej skomplikować, Bru z Rucką dorzucili przejście na islam - ciekawe, czy ten wątek powróci, czy to tylko ozdobnik.
W każdym razie zapowiada się sympatycznie.


Immortal Iron Fist
#15

Gil: I oto mamy kolejny przerywnik, a zarazem kolejnego z długiej linii Iron Fistów. Bei Bang-Wen nie jest może tak ciekawą postacią, jak królowa piratów, ale jest na swój sposób interesujący. Na początku spodziewałem się, że historia pójdzie w zupełnie innym kierunku, ale droga, którą wybrał Fraction, okazała się o tyle ciekawa, co zaskakująca. A gdy dołożymy do tego całkiem niespodziewany finał, okazuje się, że wyszła całkiem dobra historyjka. Zdecydowanie nie najlepsza w tej serii, ale całkiem dobra. Gościnny rysownik również się spisał, więc należy się mocne 6/10.

avalonpulse0046f.jpgNew Avengers #41
Gil: Czas włączyć The Ramones i zaspiewać z nimi: "Shanna is a Skrull killer..." Dostajemy ciekawe rozwinięcie dżunglowej bijatyki i uzupełnienie pierwszej historii z tej serii, które dowodzi, że naprawdę Inwazja była już wtedy w planach. Ponadto, dużo ciekawych dialogów, kolejny interesujący sojusz, Shanna w mundurze S.H.I.E.L.D. i Ka-Zar, którego naprawdę da się czytać, Muszę też stwierdzić, że rysunki Tana są tutaj chyba najlepsze w jego dotychczasowej karierze, więc chyba idzie w dobrym kierunku. Oby tak dalej. Chociaż numer nie bardzo posuwa akcję do przodu, jako uzupełnienie niedopowiedzeń spisuje się bardzo dobrze. Czyta się świetnie, więc zasługuje na mocne 7/10.
Hotaru: Po pierwsze, jestem pozytywnie zaskoczony Tanem. Nie przepadam za jego charakterystyczną koślawą kreską, znaną chociażby z Uncanny X-Men, a tutaj jest jej jak na lekarstwo - i dobrze. Co się tyczy fabuły, mamy kolejne retrospekcje. Wynika z tego, że Secret invasion już się wydarzyła, bo zarówno tutaj, jak i w Mighty, grzebiemy się tylko w bagnie przeszłości. Nie jest to koniecznie coś złego, ale jakoś coraz gorsze mam zdanie o tym całym evencie i chyba zaczynam postrzegać wszystko w ciemnych barwach.
Pożyjemy, zobaczymy.
MadMarty: Mody na retrospekcje ciąg dalszy - tym razem powrót do korzeni pierwszego składu New Avengers. Dowiadujemy się, od jak dawna Skrullowie tam siedzieli itd. Tylko czemu Ka-zar przez te kilka miesięcy/tygodni/lat nikomu nie powiedział, że po Savage Land panoszą się kosmici w uniformach S.H.I.E.L.D., tym bardziej, że skoro on i Fury byli w tak dobrych relacjach, to powinien próbować do kogoś dotrzeć. Niby żyją "under siege", ale jakoś dali radę wskoczyć do ich bazy, nakopać im lekko i zwiać do lasu.
Nie wiem, kiedy się dzieją Avengers/Invaders, ale po śmierci Rogersa mamy już 4 kapitanów - dwóch w serii o Buckym, jednego z kosmosu i jednego z lat 40stych. Jeśli ten ze statku nie będzie Skrullem, to New Avengers będą musieli odszczekać bunt przeciw Rejestracji, bo to zły zielony ich poprowadził przeciw. Więc jednak obstawiam zielonego. Wysoko postawionego, albo Sleepera.
Jeszcze jedno - to chyba najlepszy komiks Tana. Zero skośnookich i kreska jakby bardziej dynamiczna. Możliwe, ze duża w tym zasługa inkera, ale i perspektywa jakby lepsza, całość mniej płaska. Bardzo pozytywne zaskoczenie.
TheNewlyAwoken: Oł-kejjj. W tym momencie ewidentne stało się dla mnie, że całe to planowanie SI od tyyyylu lat i jeszcze trochę jest zwyczajnie naciągane. Zbyt wiele tu nieścisłości i sprzeczności z pierwszymi numerami NA, żeby to była prawda. Co nie przekreśla oczywiście SI jako całości, ale po prostu... ciężko mi w to uwierzyć.

King-Size Hulk #1
Gil: Przyznaję to z pewnym zaskoczeniem, ale przyznać muszę - całkiem przyzwoicie to wyszło. Powód jest prosty: zapełniając luki i wspominając, Loeb nie miał okazji niczego zepsuć. Pojedynek z Wendigo był krótki, ale za to świetnie zilustrowany. Część z Shulkie niewiele wniosła, ale przynajmniej pokazała jej uzasadniony lęk przed czerwonym. No, a krótka historia kariery Emila Blonsky'ego była tym, czym być powinna. Czy jest to wartościowe wydawnictwo? Nie bardzo. Ale czytało się nieźle i dało chwilę wytchnienia od tego, co dzieje się w serii. Przedruków nie czytałem, bo już to znam. Ostatecznie, można nawet dać mu 6/10, ale nie będzie ono równe szóstkom innych tytułów.

Ms. Marvel vol. 2 #27

Gil: Coś mi mówi, że Brian Reed trochę za bardzo skupił się na innych inwazyjnych tie-inach, bo tym razem wyszło mu średnio. Gonitwa, która do niczego nie prowadzi i wysadzenie kolejnego Helicarriera (cokolwiek mini), to trochę za mało po poprzednich, naprawdę ciekawych numerach. Jest kilka dobrych scen, ale to jednak nie to. Na szczęście, Karolka zachowuje się we właściwy sobie sposób (czytaj: jest zagubiona) i dodaje życia temu numerowi. No i jeszcze z wątku z Rickiem coś może się wykluć ciekawego, na co szczerze liczę. Nie pomaga też zmiana rysownika w środku historii i to na zdecydowanie słabszego.
Z nadzieją na zwyżkę formy w kolejnych numerach, wystawią kolejne w tym tygodniu 6/10.
CrissCross:
No, nie wiem... Jakieś to takie bez większego polotu. Nie mogę się przekonać do Marvelki. Kreska przy tym też średnia. Buzi-buzi z Simonem musiało się prędzej lub później wydarzyć.

Thor vol. 3 #9 avalonpulse0046g.jpg
Gil: Jest super! Wracamy do codziennych problemów Asgardu, które mnożą się i mnożą, a do tego są coraz ciekawsze i bardziej złożone. Lokinka jest w swoim żywiole i miesza na całego, a przy tym naprawia coś, co zawsze uważałem na błąd, czyli kwestię Baldera. Ciekawe, co jej chodzi po głowie? Wyprawa za Gigantami i jej konsekwencje są świetne, a wszystko to wzbogacone nową porcją scenek rodzajowych - mam przeczucie, że w nich też się coś kryje. No i nie wolno zapomnieć o powrocie Coipela, który w tej serii działa cuda. Jego Lokinka jest po prostu boska! Wobec powyższych argumentów, nie da się nie uznać tego numeru za komiks tygodnia. Całkowicie zasłużone 8/10.
Demogorgon: Gromowładny pobił wszystko i wszystkich w tym tygodniu. William rzucający kwiatkami, zabawne dialogi bogów, Loki i Balder pakujący się w tarapaty, nauka koszykówki...Wszystko jest na miejscu i wszystko jest świetne. No i ta ostatnia strona - robi się ciekawie. Co ta Lokówka kombinuje?
8/10 z dużym plusem, prawie 9.
TheNewlyAwoken: Numer ciekawy, chociaż nie fantastyczny, za to odrobinę zbyt przegadany. Loki robi się coraz bardziej bezczelny(a) w swych intrygach, ale oczywiście nikt mu z miecza nie pociągnie, kończąc spekulacje "zdradzi nas/nie zdradzi nas", bo wtedy nie byłoby zabawy. Rozmowa Heimdalla z Volstaggiem bezcenna, tak samo wszystkie sceny z Williamem - zdecydowanie mam niedosyt śmiertelników w tym tytule. Naiwność Baldera bardzo sympatyczna, choć takie postacie jak on są dosyć już zgrane i oczywiste, nie tylko w historii komiksu.
MrG:
Zdecydowanie Coipel najbardziej pasuje do tej serii. Wrócił i od razu wrócił klimat. Wręczanie kwiatów, nauka bogów koszykówki, Loki i Balder na posterunku. A przy tym intryga Lokówki się zagęszcza. Dobre! 9/10

New Warriors vol. 4 #12
Gil: Chyba pospieszyliśmy się wszyscy, przewidując tendencję zwyżkową w tym tytule, bo po ostatnim numerze, ktory ciekawie rozpoczął historię, jej dalszy ciąg wraca na poziom przydługich walk i nudnych dialogów o abstrakcyjnych problemach. Da się z tego wyłowić jakąś treść, ale pozostaje pytanie, czy warto jej szukać, bo okazuje się mało wartościowa. Cóż, nie jest jakoś bardzo źle, ale trudno powiedzieć, że jest dobrze. Takie 4/10 na granicy z piątką.
Krzycer:
Dobry numer. Nie część, gdzie połowa zespołu "kłóci się" z Thrashem (cudzysłów wziął się z tego, że kłótnia została tak narysowana, jakby oni się tam zabijali... zwalam to na rysownika, bo jest to tak przesadzone, że aż nie wierzę, że Grevioux tak to napisał), ale część, w której czwórka z Chamberem (odmawiam nazywania go "Decibel") na czele kombinuje, jakby tu przeżyć. Ta część bardzo, bardzo fajnie wyszła... Aż szkoda, że w zasadzie nie ma rozwiązania i odcinek kończy się zrecyklingowanym cliffhangerem z poprzedniego numeru...

She-Hulk 2 #29
Gil: Dostajemy wreszcie wyjaśnienie, co spowodowało, że Jen straciła robotę i musiała zająć się łowieniem nagród. Wyjaśnienie jest zaskakujące i dogłębne, a jednak pozostawia za sobą kolosalny znak zapytania. Bo jeśli Moore był tylko pionkiem, to o co tak naprawdę chodzi? Z pewnością, ten numer jest kulminacją obecnego runu Petera Davida, a dalszy ciąg przyniesie nam odpowiedzi i dalsze pytania. Zaczyna się robić naprawdę ekscytująco, a PAD wyraźnie jest w swoim żywiole. Trzeba też przyznać, że numer ma kilka mocnych momentów z pogranicza thrillera, albo nawet horroru, co tworzy wyraźny kontrast ze zwyczajowymi przygodami Shulkie. Coś wisi w powietrzu. Ale zanim spadnie nam na głowy, mamy kolejną mocną 7/10.
Krzycer:
PAD! No to już wiemy, czemu Shulkie przestała prawniczyć. To znaczy - wiemy, jaka była bezpośrednia przyczyna, ale... Kto wynajął Darka Arta? I czy ten sam anonim wynajął Brana by sprzątnął Darka Arta? I kim w ogóle jest Bran i o co chodzi z jego alter ego?
A przede wszystkim - inwazja u progu, a Jazinda gdzieś zniknęła.


avalonpulse0046h.jpg Uncanny X-Men #498
Gil: Taa... a więc jednak Martynique. Jakoś jej od razu nie skojarzyłem - pewnie dlatego, że jest właściwie marginalną postacią. Ale dostała swoją szansę i wykorzystuje ją. Co prawda miałem nadzieję, że coś bardziej tajemniczego dzieje się w San Francisco, ale źle nie jest. Tym razem nieco ciekawsze rzeczy dzieją się jednak w Rosji. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, torturowania Wolverine'a nigdy dość, a wplątanie Omegi może nam przynieść fajną bijatykę. Miejmy tylko nadzieję, że to wszystko zostanie jakoś sensownie domknięte w następnym numerze, bo potem to już tylko jubileusze. Warto wspomnieć, że Choi utrzymuje tendencję zwyżkową. Jego panie wyglądają coraz lepiej, ale nad Colossusem i Icemanem musi jeszcze popracować. Całkiem fajnie wyszło, więc 7/10 dostanie.
Hotaru: Kolejny numer Brubakera, zbliżający nas do epokowego 500 numeru. I jest w najlepszym wypadku średnio. Odgrzebywanie złoczyńcy takiej klasy, jak Martynique (czy jak ją tam zwał) to cios poniżej pasa. Mam nadzieję, że spekulacje z forum internetowego, gdzie Bogini to tak naprawde Pixie z jej halucynogennym pyłkiem opętana przez Malice, okażą się prawdziwe - nosiłoby to wtedy znamiona minimalnego nowatorstwa i pomysłu na serię, a nie pozbawionej smaku papki, jak teraz. Bru, odpuść sobie i wracaj do tego, co podobno wychodzi ci dobrze.
CrissCross:
Nieźle. Chociaż hippisowska historyjka średnio mnie przekonuje, to dobrze się to czyta. Jest lekka, łatwa i przyjemna (a przy tym kolorowa). Rosyjska wyprawa fantastycznej trójki natomiast stanowi dobry kontrast. Jest na poważnie i krwawo. Me likes.

Ultimate Spider-Man #122
Hotaru: Lubię ten tytuł. Jedyny, na łamach którego Bendis mnie nie zawodzi. Tutaj mamy dość niestandardowe zagranie, bo - jakby nie patrzeć - to nie Peter, nie Mary Jane ani nawet nie Kitty, są bohaterami numeru. Co więcej, bardzo zgrabnie przedstawione mamy luki w filozofii Parkera i spodziewam się, że wpłynie to wkrótce na światopogląd Spider-Mana. Na koniec jeszcze słów kilka o świetnym jak zwykle Immonenie - nie uświadczymy tu ani jednego zepsutego kadru. Czego chcieć więcej?
Krzycer:
Bohater w opałach, eks i aktualna dziewczyna łączą siły, by mu pomóc, ale i tak numer zgarnia Shocker, o którym wreszcie się czegoś dowiadujemy i który okazuje się zaskakująco tragiczną postacią. Równie tragiczny z niego villain, ale to już inna historia. No i Roxxon. Znowu Roxxon. Ciągle Roxxon...
Numer zdecydowanie, zdecydowanie lepszy od poprzedniego. Miło ze strony Bendisa, że podzielił się z nami punktem widzenia Shockera, bo jak się przypomni te wszystkie lania, które mu sprawił Pająk (...czy my sami, grając w "Ultimate Spider-Mana"), to naprawdę żal się go robi.
No a skoro ostatnie dwa numery przypomniały czytelnikom Roxxon - wojnę symbiotów czas zacząć! Huzzah!


X-Force vol. 3 #4 avalonpulse0046i.jpg
Gil: To się porobiło... No dobra, skoro jest promocja na metalowe skrzydła, to ja też chcę. Nawet fanatyka mogę poudawać. Ale na poważnie, fabuła nadal się rozwija, tylko brakuje wyraźnego punktu skupienia, do którego mogłoby to zmierzać. Miejmy nadzieję, że wkrótce coś się wyjaśni. Mocnym punktem numeru jest zaskakujące posunięcie Rahne i kolejne rozporcjowanie Warrena. Ale z pewnością, więcej uwagi przyciągną konsekwencje tego czynu, czyli jego ponowna archangelizacja. Może ona budzić wątpliwości, ale tak naprawdę jest logiczna. Kiedyś tam jego metalowe skrzydła po prostu się rozpadły, bez żadnego powodu, a teraz okazuje się, że po prostu upodobniły się do organicznych. Nie da się podważyć sensu tego wyjaśnienia, ale powstaje pytanie, czemu nikt tego nie zauważył - przecież musieli go badać od czasu do czasu. Na szczęście, to nie należy do historii. Do całości możemy dodać jeszcze jazdy Logana i rebusy w głowie X-23, a to wszystko, razem z rysunkami, daje nam porządne 7/10.
Hotaru: Pozytywne zaskoczenie. Wprawdzie kreska zaliczyła odczuwalny spadek formy, ale za to scenariuszowo mamy tendencję zwyżkową. Nie spodziewałem się zagrania z Rahne i takiego wykorzystania Angela - kto wie, może na powrót stanie się interesującą postacią? Chyba po raz pierwszy od czasu premiery tego tytułu z taką radochą czekam na kolejny numer. Kyle i Yost nie zapomnieli, jak pisać, od czasu New X-Men.
TheNewlyAwoken: Miałem pewne opory co do tej serii, głównie z powodu niechęci do scenarzystów, ale muszę przyznać, że się Kyle i Yost wyrobili. Jest mrocznie, jest zaskakująco, trochę naciągana ta armia skrzydlatych i przemiana Archangela, ale mimo to zaskakująco i ciekawie. Zachowanie Laury i jej totalne niezrozumienie sposobu myślenia Wolverine'a też bardzo fajnie wyszło.
Archie: Wow! Jak do tej pory najlepszy numer i do tego najbardziej emocjonujący komiks w tym roku. Wiedzieliśmy, że pojawi się Archangel, ale sposób jego wprowadzenia ma zero przewidywalności. Po kilku spokojnych stronach napięcie zaczyna wzrastać w niesamowitym tempie i Purifiers tutaj naprawdę rozwijają skrzydła. Już nie mogę się doczekać następnego numeru :D .
Słabe i przereklamowane Secret Invasion niech się schowa przy znakomitym X-Force vol. 3.


Young Avengers Presents #5
Gil: Pamiętacie teorię sinusoidy? Nadal działa. Tym razem spadek nie jest aż tak mocny, ale jednak trudno powiedzieć, że fabuła tego numeru miała wiele sensu. Cassie się kurczy, więc trzeba pogadać o problemach nastolatków z poczuciem winy. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że sytuacja oparta jest na nieprawdopodobnych zbiegach okoliczności, a ta rozmowa przypomina kącik porad w Bravo Girl. Oczywiście, Grevioux wykorzystał każdą okazję, by wcisnąć coś o swoich New Warriors i tak się tym przejął, że zupełnie zapomniał, że Cassie jest teraz członkinią Inicjatywy. Na szczęście dużym plusem są rysunki, które rekompensują częściowo słabość scenariusza. Może być 5/10.
Hotaru: No proszę - i w ten sposób możemy na własne oczy przekonać się, co by było, gdyby ktoś zapragnął rysować jak Cassaday, nie posiadając przy tym talentu. Scenariusza nie chcę nawet komentować - do tej pory tylko jeden numer tej miniserii sprostał moim oczekiwaniom. Haniebne bezczeszczene dorobku Heinberga - szkoda słów.
TheNewlyAwoken: Nużące, nudne, niepotrzebne - to wszystko, co można powiedzieć na temat tego numeru. Ewidentny brak pomysłu na postać Stature.
Krzycer:
O. Muszę przyznać, że zjadliwsze to było od wszystkich numerów New Warriors Greviouxa, ale... Pojednanie Cassie z mamusią via iTelefon wypadło sztucznie - poprzerzucały się kliszami i wszystko jest spoko. Do tego zupełne przemilczenie bądź co bądź rozłamu w grupie - pewnie, Cassie to kumpela i w ogóle, trzeba jej pomóc i w ogóle, ale... Słowem się nie zająknęli na temat jej przejścia na stronę Starka. Zgrzyt. Niewielki, bo cała czwórka miała ważniejsze rzeczy na głowie, niż wypominanie sobie uraz... ale i tak - zgrzyt.

avalonpulse0046j.jpg X-Men Legacy #212
Gil: Tym razem mamy numer cajunocentryczny, w którym udaje się przywrócić Gambita jako postać do stanu używalności. Nie zmienia to faktu, że mocno się zużył, ale znowu da się go czytać. Intryga związana z Alamogordo posuwa się do przodu konsekwentnie, odsłaniając kolejne tajemnice i stawiając dalsze pytania. Jaka jest rola Shawa? Kto i dlaczego chce ich pozabijać? Kiedy w końcu wtrąci się Sinister? Jest ciekawie, a historia w końcu stabilizuje się i koncentruje na czymś konkretnym. Dodatkowym plusem jest coś, na co czekałem od dawna, czyli Deodato w x-tytule. Chętnie zobaczyłbym tego więcej. Szczerze zainteresowany dalszym rozwojem akcji, wystawiam mocne 7/10.
Hotaru: Nadal nie jestem przekonany do tego tytułu. Nie przepadam za Xavierem, mam głęboko Gambita, a retrospekcyjne historyjki z Sinisterem to coś, co mieliśmy fundowane już w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Zamiast szumnie brzmiącego Legacy mogliby po prosty zrobić przedruki.
CrissCross:
Wreszcie zaczyna mi się podobać. Chociaż motyw przypominania sobie dzieciństwa dopiero po rozchlapaniu mózgu pociskiem jest nadal drażniący i będzie się snuł za tym tytułem jeszcze długo, to i tak jest ciekawie. Historia ma potencjał i mam nadzieję, że go nie zmarnują i nie skończy się na jakichś bzdurach, a tak często bywa w Marvelu. No i Gambit powraca. Może jeszcze nie jest to jego najwyższa forma, ale już jest znaczny postęp w porównaniu z tym, co musieliśmy oglądać od dłuższego czasu.
Czekam na następny numer z niecierpliwością.
hitano:
Hmm.. Carey robi to coraz ciekawsze. Gambit powraca. Xavier zaczyna łączyć fakty, choć jego mózg nadal mu robi w te i wewte wypady do starych dobrych, czy też nowych, metaforycznych wydarzeń z przeszłości. No i zabójcy, którzy chcą zabić wszystkich ważnych. Ogólnie jest naprawdę dobrze, a rysunki trzymają poziom. 7/10



Okładki tygodnia

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

 

Hit tygodnia:

avalonpulse0046a.jpgShe-Hulk 2 #29


Autor: Mike Deodato


Gil: Fakt do zapamiętania: Wszystkie okładki Deodato w tej serii są świetne. Właściwie, nie trzeba wyjaśniać, dlaczego - wystarczy spojrzeć. Shulkie wygląda bardzo realistycznie, a na dodatek hot like hell. I jeszcze patrzy się wprost na czytelnika, dzięki czemu z pewnością nie da się przejść obok zeszytu obojętnie w sklepie. Odpowiednie cieniowanie nadaje wszystkiemu nieco klimat, adekwatny do zawartości. Dodatkowy plus należy się natomiast za twórcze wykorzystanie napisu tytułowego. Z pewnością jedna z okładek roku.

 

 

Gniot tygodnia:


avalonpulse0046b.jpgKing-Size Hulk #1


autor: Frank Cho


duczmen: Lubię okładki z Hulkiem. Nie jest to postać, którą jakoś uwielbiam oglądać, ale mnie nie drażni i to plus. Tutaj niestety coś nie wyszło. Pan czerwony Hulk wydaje się brać "na klatę" jakiś lodowiec, który rozpada się bardzo nierealistycznie. Do tego ta mina kojarząca mi się raczej z przykrą czynnością fizjologiczną, a na pewno nie z gniewem, co zapewne było celem autora. Tło w ogóle nijakie - mamy kreski. Wygląda to jakoś nieatrakcyjnie i mnie straszy.

 

 




Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.05.29


Redaktor prowadzący: LexKorektor: S_ORedaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.