Avalon » Publicystyka » Artykuł

Komentarz do Amazing Spider-Man (2018) #24

Komentarz zawiera spoilery do Amazing Spider-Man (2018) #24

Rodzyn:
Nigdy za bardzo nie interesował mnie wątek tajemniczego złoczyńcy, który od początku serii działał gdzieś w tle, będąc zapowiedzią czegoś dużo większego. Bezimienna, odrażająca kreatura dręczyła różnych złoczyńców, w tym i Mysterio, który jest głównym bohaterem tego zeszytu - na okładce go jednak nie ma, a szkoda, bo może sukces filmu by kogoś do komiksu przyciągnął. Na okładce za to mamy informację o tym, że poznamy imię tajemniczej obandażowanej postaci - jak mnie nie interesowała na początku, tak teraz mnie to też nie ciekawi, tym bardziej, że nie poznajemy jej prawdziwej tożsamości, a pseudonim, o którym nawet wzmianka budzi przerażenie w bezwzględnych złoczyńcach.

Kindred. 

Tak oto nazywa się nasz przeciwnik do zapewne kolejnego wielkiego wydarzenia, a może i jeszcze kolejnego, bo kto wie czy tak szybko Spencer zdecyduje się rozwiązać ten wątek. Wróćmy jednak do Mysterio.

Zeszyt poprzez jego rozmowę z terapeutą streszcza nam mniej więcej jego losy, wiemy że zginął i trafił do piekła, po czym odnalazł znów drogę do świata żywych. W piekle poznał Kindred, który wciąż budzi w nim przerażenie. I słusznie, bo ten pojawia się na miejscu i pozbawia Becka życia. Drastyczny, choć niepotrzebny ruch, znając jednak fabułę kolejnego zeszytu, muszę przyznać, że to ładnie rozegrany zeszyt. 

Część tych wydarzeń choć jest rzeczywista, w jakiś sposób śni się także Parkerowi. Ten zmęczony ostatnimi wydarzeniami próbuje znaleźć ukojenie w ramionach MJ. Gdy jednak nadchodzi pora snu, ma koszmar, który wyjawia mu imię Kindred. Jak postać aż tak mocno może wpływać na psychikę Parkera? Intrygujące, czekam na ciąg dalszy.

Dengar: Po kiepskim „Hunted” z moim zdaniem kretyńskim epilogiem, który wymienił nam Kravena na Kravena, nadszedł czas na kolejny zeszyt o przygodach Człowieka Pająka. No i trzeba na początku przyznać, że dwudziesty czwarty komiks serii Amazing Spider-Man przykuwa uwagę czytelnika okładką. A co takiego niezwykłego jest w tej okładce, zapytacie. Otóż jedyną ciekawostką jest tajemnicza postać owinięta bandażami, którą swego czasu ochrzciłem imieniem "Bugman". I zgodnie z wszelkimi zapowiedziami, mamy się dowiedzieć czegoś o tej postaci. Jako, że ów "Bugman" jest – moim zdaniem – póki co najsensowniejszą rzeczą, którą do tej pory Nick Spencer napisał, jestem zaintrygowany i chętnie zapoznam się z tym komiksem. Mam nadzieję, że scenarzysta nie schrzani sprawy i z ciekawej postaci nie uczyni byle popierdółki. A obawiam się, iż taka możliwość jest jak najbardziej realna. 

Ale nie ma co snuć czarnych scenariuszy przed lekturą kolejnych zeszytów. Przejdźmy jednak do aktualnego, w którym początek jest dość sielski i niewinny bo Peter akurat jest na randce z kobietą, którą kocha najbardziej na świecie… Hmm… czy kiedyś nie mówił tego samego o Gwen? Ale mniejsza o to. W którymś momencie rozmyślań, Parker przypomina sobie ostatnie wydarzenia, w tym, że Kraven go złamał i zmusił do przekroczenia pewnej granicy. Jednak to nie jest najgorsze dla naszego bohatera, najbardziej wstrząsnęła nim wizja sprowadzona nań właśnie przez Kravinoffa. Okej, rozumiem, że dla Spider-Mana MJ i ciotka May są najważniejsze na świecie i pewnie mając do wyboru: uratować jedną z nich lub setkę osób, wybrałby oczywiście bliskie sobie kobiety. Rozumiem, pewnie każdy zrobiłby tak samo. Trochę denerwujące jest to, że Spencer momentami strasznie się cacka i pieści z tym Parkerem. Niby Pająk przyznaje, że był nie sobą przez ostatnie dni, że właśnie przekroczył pewną granicę, że Kraven go złamał jednak jakoś wygląda to tak, że te wydarzenia nie odcisnęły na nim żadnego piętna, że to wszystko blednie w obliczu wizji o Mary Jane. Moim zdaniem, Spencer powinien troszkę więcej czasu poświęcić na myślenie o tym, jak pisać Spidera. Bo jednak jego Spider momentami jest jakiś taki bezpłciowy. 

A skoro o bezpłciowych postaciach mówimy, to bezpłciowe wydaje mi się to, co Spencer zrobił z pewnym bańkogłowym złoczyńcą. Powiedziałbym że to pewnie dlatego, że w kinach lada moment pojawi się film z Pająkiem i Mysterio w roli głównej, lecz muszę przypomnieć, że powrót Becka widzieliśmy już wcześniej na łamach ASM. A jeszcze wcześniej widzieliśmy jak był na emeryturze w serii Ben Reilly: The Scarlet Spider. Rozumiem, że w BR Beck był postacią epizodyczną, miał odegrać swoją rolę i odejść w niepamięć. Jednak z tego co pamiętam, zarzekał się że porzucił tożsamość Mysterio. Ni z gruchy, ni z pietruchy pojawił się w ASM Spencera dosłownie na chwilę i zniknął, by teraz powrócić na kozetce w Instytucie Ravencroft. No i tu na wspomnianej kozetce, podczas rozmowy terapeuta sugeruje, że mistrz iluzji zagubił się między prawdą a ułudą, że upozorował samobójstwo i popadł w obsesję na temat Piekła. Hmm… upozorowanie samobójstwa? Może i Mysterio byłby w stanie to zrobić, jednak to co widzieliśmy w „Diable stróżu” nie wyglądało na iluzję czy efekt hipnozy. Ale domyślam się, że powrót z Piekła jest bardziej rzeczywisty niż teoria terapeuty. W końcu nie takie rzeczy widzieliśmy na kartach komiksów, prawda? Co ciekawe, aby zmierzyć się ze swoimi lękami, Beck powinien nazwać dręczącego go demona, jednak Quentin odmawia. Jest wręcz przerażony. Trochę jak w klasycznym horrorze, gdy nawiedzony nie może na głos wypowiedzieć imienia ducha/demona, bo ten usłyszy i się rozzłości. Nagle w pomieszczeniu zaczynają się pojawiać robaki… stonogi oraz szczury. Terapeuta początkowo myśli, że to sprawka Becka lecz po chwili daje dyla i zostawia go samego. Nagle z mroku wyskakuje "Bugman", niczym Boogyman spod łóżka. No i trzeba przyznać, że wygląda dość groteskowo. I mnie ten wygląd przekonuje, odrobina mroku i może klimatu właśnie rodem z horroru nieco rozruszają Spider-Mana. Spencer tworzy postać, która ma potencjał i może stać się fundamentem do dobrej i mrocznej historii. Co z tym zrobi? Zobaczymy. 

Tajemniczy nieznajomy oświadcza, że przybył przeprosić Becka i dodaje, że rzeczywiście był on w Piekle… a po chwili przepraszając atakuje go swoimi wielgachnymi stonogami, które zdają się wyrastać z jego pleców. Chwilę później widzimy zakrwawioną kozetkę, dymiącą, rozbitą szklaną kopułę Mysteria… i oderwaną rękę. Jest brutalnie, jest krwawo. Rzeczywiście Bugman może dodać swoistej pikanterii tej serii. Ciekawy jestem. Co jest intrygujące, Bugman kieruje się bezpośrednio do Petera, pyta go czy wszystko widział. Stwierdza, że ma nadzieję, iż Peter czuje się odpowiedzialny…. Nagle Parker budzi się zlany potem i zapewnia MJ że to nie był koszmar. Mówi o swojej wizji i tajemniczej postaci, która każe mówić o sobie: Kindred. Tak więc Bugman oficjalne zyskał imię, Kindred. Nie brzmi ono szczególnie groźnie i złowieszczo. Ale przecież pozory mogą mylić, prawda?

Czuję się zaintrygowany postacią Kindreda. Jestem ciekaw czy Spencer w jakiś ciekawy i sensowny sposób pokieruje tą postacią, jestem ciekaw jej motywacji, planów, zamiarów. No na obecnym etapie, jestem ciekawy wszystkiego co ma związek z tym tajemniczym człowiekiem… o ile nim jest. Chyba po raz pierwszy od ponad dwudziestu trzech numerów (nie liczę tych wszystkich .HU) jestem zainteresowany na poziomie wyższym niż przeciętny. 

Czekam na kolejne zeszyty z Kindredem.

Amazing Spider-Man #24 
"One on One"
scenariusz: Nick Spencer 
rysunki: Ryan Ottley


Pamiętajcie, że możecie użyć kodu promocyjnego "ENDGAME", by otrzymać 5% rabatu na komiksy Marvela. 

A wy co sądzicie o najnowszym numerze serii? Zapraszamy do dyskusji na naszym forum.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.