Avalon » Publicystyka » Artykuł

Naleśnikomania (vol.2) #5: Prime Time



Kadr z komiksu Infinite Crisis


Hej, opowiedzieć wam jak zostałem tymczasowo zbanowany na twitterze za “grożenie śmiercią”? Bo zobaczyłem Ethana Van Scivera jęczącego jak to “SJW rujnują wszystko” i zrobiłem to, co zrobiłby każdy szanujący się fan komiksów. Zapytałem go, kiedy zacznie krzyczeć “Zabiję cię! Zabiję cię na śmierć!”.

Twitter jest popsuty. Jest popsuty w ten sam dwójnasób co Youtube czy Facebook. Wielkie platformy tego typu żerują na tym aby wciągnąć jak najwięcej zaangażowania od użytkowników. I jest dla nich zupełnie nieistotne, czy jest ono pozytywne, czy negatywne. Dlatego tak trudno jest je zmusić aby zrobiły coś z ludźmi nękającymi wybrane cele, głównie mniejszości, czy głoszący mowę nienawiści. Dlatego tak trudno im wziąć się za oczyszczenie swoich powojów z tych elementów, nawet kiedy łamią zasady serwisu. Nie pomaga, że z zatrudniają boty, które są pełne dziur w systemie, łatwych do manipulowania i częstych do popełniania błędów. Tak było z moim banem, który zniknął gdy tylko spojrzał na niego prawdziwy człowiek. Ale cała sytuacja skłoniła mnie do pewnych przemyśleń. Na temat Superboya Prime.

W listopadzie 1985 scenarzyści DC Comics Presents wrzucili Supermana w alternatywny świat. Nie było w nim superbohaterów a on sam był fikcyjną postacią. Co więcej, jego fanem był zwyczajny nastolatek o imieniu Clark Kent. Wkrótce młody Clark odkrywa, że ma moce jak te Supermana. Cała historia stanowiła hołd oddany młodym fanom DC. Których przygody ich ulubionych bohaterów miały inspirować do naśladowania stojących za nimi ideałów. Mówiło “tak, wy też możecie odmienić świat”.

Świat tego nowego Superboya został zniszczony w czasie Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach. Jednak on sam, wraz z niewielką grupką ocalałych, trafił do kieszonkowego wymiaru. To była obietnica, że DC nie zapomni o swoich fanach, idąc naprzód w swoim nowym Uniwersum. Pomijając remake w Superman: Secret identity z 2004, postać pozostała zapomniana.

Jej powrót nie spotkał się jednak z pozytywną reakcją.

Teraz tytułując się Superboy Prime, był jednym z głównych antagonistów w Kryzysie Nieskończoności z 2005 roku. W swoim kieszonkowym wymiarze spotkał Alexandra Luthora Jr . Spędzali oni czas oglądając wydarzenia w świecie DC. I doszli do wniosku, że to wszystko jest źle. Za dużo się zmieniło względem “dobrych, dawnych dni”.  Bohaterowie których znali umarli lub odeszli na emeryturę. Na ich miejsce przyszli inni. A opowiadane historie zaczęły być zbyt poważne. Zbyt często mierzyły się z problemami społecznymi czy politycznymi, z lepszym lub gorszym skutkiem. Obydwaj postanowili więc uciec i zmusić Wszechświat aby stał się znowu taki, jak za ich czasów. Nieważne ile będzie to kosztować ofiar.

Brzmi znajomo?

Kiedy Nieskończony Kryzys został wydany, Superboy Prime wywołał wiele głosów oburzenia. Trudno było nie widzieć go jako karykatury krytyków DC. Superboy Prime jęczał jak to źle, że wydarzyły się historie, które zdenerwowały wieloletnich fanów. Jak bezsensownie mroczny Kryzys Tożsamości. Pragnął wycofać wszystkie zmiany jakie zaszły od oryginalnego Kryzysu. A przecież do tej pory w DC istnieje spora grupa fanów, która własnie tego chce. Nie bez powodu jedną z konsekwencji poczynań Prime’a było wskrzeszenie Jasona Todda. Odczynił jedną z flagowych mrocznych historii ze świata Batmana. Ba, nawet to, że Jason wrócił jako wściekły na cały świat Red Hood pasuje pod tezę. Pokazuje, że nawet gdyby Prime dostał czego chce, czasy się zmieniły i nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki. Postać która kiedyś była hołdem oddanym fanom stała nagle drwiną z nich.

W dzisiejszych czasach trudno jednak nie patrzeć na postać w innym świetle. Żyjemy w erze Youtube i mediów społecznościowych. To pozwala nawet takim łajzom jak ja być słyszanymi. Internet dał megafon w ręce wszystkich fanów. W tym i tych najbardziej toksycznych. Takich, którzy nie dorośli do posiadania tak wielkiej mocy. Widzimy co się dzieje gdy próbują oni manipulować opinią publiczną. Tworzyć fałszywe wrażenie, że rzeczy które im się nie podobają (a które głównie dotyczą kobiet) są powszechnie znienawidzone. Pamietacie fale nienawiści na nowe Gwiezdne Wojny, Kapitan Marvel, She-Rę czy Batwoman ? Są w dużej mierze sfabrykowane właśnie przez takich ludzi. Działają oni w nadziei, że zdołają wmówić opinii publicznej i, co ważniejsze, producentom, że te tytuły są niepopularne. Oczywiście gdy te filmy zarabiają biliony dolarów, ich wysiłki wyglądają śmiesznie. Ale jednak trudno jest nie mieć skojarzeń ze smarkaczem, który próbował zmusić rzeczywistość do posłuszeństwa. Za pomocą pięści.

Obecnie Superboy Prime jest doskonałą krytyką dla ruchów pokroju ComicsGate czy GamerGate. Jest świetnym symbolem tego jak toksyczni stali się fani. Jak wydaje im się, że mogą wszystko, wszystko im się należy i wiedzą lepiej niż wszyscy inni. Wiele z niesławnych scen w jego karierze świetnie odzwierciedla zachowanie tych ludzi.

Zacznijmy od ślepej nienawiści wobec tak zwanych “legacy characters”. ComicsGate wydaje się eksplodować z nienawiści ilekroć ktoś nowy przejmuje jakiś tytuł. Zwłaszcza jeśli jest do kobieta albo przedstawiciel mniejszości. Jeśli zapytasz któregoś z nich to jest gotów próbować wmówić ci, że Riri Williams jest socjopatką. A Kamala Khan promuje “islamski ekstremizm”. Albo, że Miles Morales to tylko tania podróbka Petera Parkera. A Nadia Van Dyne to hańba bo spędza więcej czasu na swojej naukowej pasji niż bijąc ludzi w twarz. W podobny sposób nienawidzili wcześniej Cassandry Cain i Jaime’go Reyesa. Na długo zanim w ogóle istniał sztandar pod którym się dziś zbierają. Idę się założyć, że nienawidzili każdej postaci która w ich mniemaniu zastąpiła wersje ze Srebrnej Ery Komiksu, tak zwane “oryginały”. Co jest rzecz jasna przykładem hipokryzji z ich strony. W końcu Hal Jordan nie jest “oryginalną” Zieloną Latarnią a jedynie następcą Alana Scotta. Barry Allen nie jest pierwszym Flashem, Jay Garrick jest. Barbara Gordon? Pierwsza Batgirl nazywała się Bette Kane. I tak samo Superboy Prime nie jest pierwszym Superboyem. Oryginalny Superman był pierwszy. Nie przeszkadza mu to jednak rzucić się z pięściami na Connera Kenta. “Nie wiem jak uszło ci to na sucho! Wmówiłeś wszystkim, że jesteś Superboyem! Nawet nie masz peleryny!” Wykrzykuje. 

Kolejna cecha charakterystyczna ComicsGate. Niezdolność do zaakceptowania własnych błędów i obwinianie za nich innych. Prime pokazał to gdy przypadkowo zabił Panthę. I zaczął wykrzykiwać jak to totalnie wina jego przeciwników. “Rujnujecie wszystko! Rujnujecie mnie!” Krzyczał, wyrywając Riskowi rękę.  To bynajmniej ostatni raz gdy będzie obwiniał innych za swoją sytuację i własne błędy życiowe.

Spójrzmy teraz jak ComicsGate i podobne ruchy twierdzą, że niby są prawdziwymi fanami. Podczas gdy gotowi są zaatakować każdego kto się wypowie przeciwko nim. Dostali piany gdy potępili ich Neil Gaiman, Larry Hama, Frank Cho, Fabian Nicieza, Bill Sienkiewicz czy Erik Larsen. Ci sami ludzie, którzy zbudowali te “stare dobre czasy” o których powrót rzekomo się ubiegają.  Jakie naprawdę były owe czasy i ludzie za nimi stojący się nie liczy. Ważne aby powtarzać wersję głoszoną przez propagandę. W tym kontekście jest coś fascynującego z relacją jaką Superboy Prime ma z klasycznymi bohaterami. O ile bowiem twierdzi, że walczy o powrót “starych, dobrych czasów” tak naprawdę nie ma dla nich żadnego szacunku. Gdyby miał, czy zamordowałby Supermana ze Złotej Ery Komiksu? Prawda jest taka, że on ma tę samą przeszłość, o którą niby walczy gdzieś, tak naprawdę obchodzi go tylko i wyłącznie jego własne ego. On chce się czuć jak bohater, nieważne ile potwornych rzeczy robi w tym celu.

ComicsGate pokazuje, że tak naprawdę nie obchodzą ich rzeczy, o które rzekomo walczą. Co się liczy aby nie widzieli niczego, co może rzucić wyzwanie ich poglądom. Wystarczy wspomnieć o feminizmie bez drwiny a zaczną toczyć pianę z pyska. Jednakże jeśli ta sama osoba znajdzie się pod krytyką ich przeciwników, nagle ruszają w jej obronie. Mieliśmy tego przykład z Chelseą Cain. CG sączyło pod jej adresem jad od kiedy wyszedł zeszyt Mockingbird #8. Z okładką gdzie główna bohaterka nosi koszulkę z nadrukiem “Zapytaj mnie o moją feministyczną agendę”. Ci ludzie dostali totalnego szału z powodu okładki i byli gotowi ogłosić Cain antychrystem. Nie tak dawno Cain znalazła się pod falą krytyki za jej nowy tytuł, Maneaters. Ba, nawet nie za sam komiks a za to, w jaki sposób zareagowała na krytykę istniejącą od czasu początków tej serii. Umieściła cytaty jej krytyków jako totalitarną propagandę w historii. I nagle ComicsGate zaczęło wykrzykiwać, jak to tak zwani “sjws” są nielojalni i zdradzają własnych “przyjaciół”. Zachowali się jak gdyby dla nich bycie po tej samej stronie broniło kogoś od wszelkiej krytyki. I tak, bądźmy szczerzy, jest. Przy całej tej gadce o tym jak to tylko chca dobrych komiksów, pokazali, że to ich w ogóle nie obchodzi. Dla nich to jest czarno-biały konflikt. Gdzie jedna strona jest 100% dobra a druga - zła, bez żadnych wyjątków, odcieni szarości czy różnic poglądów. To bardzo przypomina Sinestro Corps. Gdzie Superboy Prime sprzymierzył się z Anti-Monitorem. Wiecie, tym samym gościem, który odpowiada za zniszczenie jego świata i “starych, dobrych czasów” za którymi tak tęskni? Anti-Monitor symbolizuje wszystko, czego Prime nienawidzi. Ale smarkacz radośnie połączył z nim siły. Wszystko aby wygrać z kimkolwiek akurat walczy.

Oczywiście ktoś może zapytać co z faktem, że Prime nagle zwraca się przeciwko Anti-Monitorowi i zmusza go do ucieczki? To bardzo proste. Prime robi to dopiero gdy ten jest już na granicy śmierci. I ze słowami “jesteś taki jak oni. Jesteś słaby.” To nie różni się wiele od CG. Którego członkowie nie praktykują bynajmniej własnych słów. Są gotowi wdeptać w ziemię własnych sojuszników przy pierwszej oznace słabości. Doug Tennapel dołączył do nich bo jest fanatykiem religijnym, który nie mógł znieść, że w komiksach są geje. Odszedł bo Ethan Van Sciver napuścił na niego swoich fanów gdy poczuł się zagrożony jako “samiec alfa” tej bandy. Nie zrozumcie mnie źle, do diabła z Tennapelem. Ale to pokazuje, że to nie tylko banda hipokrytów ale i toksyczna grupa gotowa zwrócić się przeciwko sobie nawzajem.

Skoro jesteśmy przy religijnych fanatykach, to jest Mike S. Miller. Facet który kiedyś próbował udowodnić, że ewolucja to kłamstwo za pomocą...kart do Yu-Gi-Oh!. Miller swego czasu zniszczył jeden z niedokończonych szkiców zmarłego Mike’a Weringo. Przerobił go na okładkę swojego własnego komiksu i promował jako pracę denata. A kiedy podniosły się głosy krytyki, że postąpił karygodnie, rozzłoszczony zniszczył tę okładkę. Tyle jeśli chodzi o szacunek dla swoich wielkich poprzedników. I znów przypomina mi się tutaj Superboy Prime i to jak w Countdown to Final Crisis znęcał się nad biednym Mr. Mxyztplk. Trudno chyba o większy symbol tej samej, niewinnej przeszłości o którą Prime walczy, niż Imp z 5-tego Wymiaru. A jednak Prime traktował go jako niewolnika. Zero szacunku, liczyło się tylko jak może go wykorzystać dla swoich celów.

Skoro jesteśmy już przy Countdown to warto tam wspomnieć jaką rolę ma w tym komiksie Prime. Przemierza światy w poszukiwaniu swojej starej ziemi. I jeśli trafi na coś innego, to niszczy taki świat w akcie bezsensownego okrucieństwa. Podobnie Comcisgate ma fiksację na punkcie komiksów pewnego jednego, określonego typu. I automatycznie nienawidzą wszystkiego co nie jest dokładnie w tym samym stylu. Jest tyle wspaniałych komiksów, tyle nowych światów do odkrycia. Ale oni będą pluć na wszystko, co nie jest tanią podróbką lat 90-tych. Bo wiecie “Wszystko było lepsze na MOJEJ Ziemi” jak to powiedział Superboy Prime.

Co powiecie na niezdolność do nie robienia z siebie durnia nawet kiedy uda im się trafić w jakieś zgniłe jajo? ComicsGate okazało to gdy raz udało im się trafić na Erica Esquivela. Który krytykował ich a potem okazało się, że znęcał się nad swoją dziewczyną i składał niedwuznaczne propozycje nastolatkom. I najpierw próbowali wmówić wszystkim, że ich przeciwnicy Esquivela bronią. A kiedy zdali sobie sprawę, że każda osoba na ich liście wrogów potępiła gościa niemal natychmiast. Więc zrobili zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i twierdzili, że “sjws pożerają się nawzajem”. Co wspaniale obnaża ich hipokryzję. W tym incydencie dali się poznać jako banda bufonów i właśnie jako to zostaną zapamiętani.  Podobnie jak nikt nie będzie pamiętał walki Superboya Prime z innym niesamowicie potężnym złoczyńcą, Monarchem. Przynajmniej nie jako starcia potęg które unicestwiło cały alternatywny Wszechświat. Wszyscy będą pamiętać, że Prime cały czas jęczał i wykrzykiwał bzdury typu “Zabiję cię! Zabiję cię na śmierć!”

Ego Comcisgate nie zna granic. Nieważne jak wiele ponoszą porażek, wciąż widzą siebie jako najlepsza rzecz, jaka przytrafiła się komiksom. Ethan Van Sciver sam nazwał ich największym wydarzeniem od czasu gdy Stana Lee. Jest to ironiczne o tyle, że ruch ten wyraźnie traci na rozbiegu i doznał wielu poniżających porażek. Nie by ktokolwiek z CG chciał o nich słuchać. Idea, że mogą być czymkolwiek innym niż tą wielką, dominująca siłą, która zmieni bieg historii jest dla nich obelgą. I tu również przypomina mi się Superboy Prime. Tym razem w Final Crisis: Legion of Three Worlds. Gdzie odkrywa, że w przyszłości jest zapamiętany jako zaledwie pomniejszy wróg Supermana. Jego figura w muzeum jest schowana w szafie bo nikogo nie obchodzi. Holograficzny Jimmy Olsen streszcza jego historię jako pasmo porażek. Określa go mianem “drobnej niedogodności” aniżeli prawdziwego złoczyńcy. Prime, oczywiście, dostaje szału. “On ma wszystkie te posągi a ja jestem porzucony i zapomniany?!” Wykrzykuje. Jego plan unicestwienia Legionu to nic innego jak próba pozostawienia po sobie śladu. Nawet jeśli za cenę porzucenia wszelkich złudzeń, że jest bohaterem. Byle tylko pozostawił po sobie wielkie dziedzictwo. “Toyman? Cyborg Superman? Bizarro? Generał Zod? Doomsday? Lex Luthor? Ich miejsce w historii będzie NICZYM w porównaniu z moim!

W sumie to nawe, że za cel obiera sobie Legion of Super-Heroes ma odzwierciedlenie w zachowaniu CG. W końcu czego nienawidzi ten ruch? Różnorodności, jedności, tolerancji. Idea, że mieliby otworzyć medium komiksowe na nowych fanów rozwściecza ich. Nie chodzi nawet o to, by nie widzieć żadnej osoby innego koloru skóry, płci czy orientacji. Ale przeraża ich myśl, że tacy fani mogliby nie być dłużej wyjątkiem potwierdzającym regułę. Wiecej niż kimś kto lubi komiksy adresowane w pierwszej kolejności do białych mężczyzn, nawet jeśli jednym z nich nie jest. Przeraża ich pomysł, że komiksy mogłyby być prawdziwie adresowane do wszystkich na równi. Że mogłyby nie być robione tylko z myślą o nich. Stąd ich wieczne narzekanie na “wymuszoną różnorodność”. Ten taniec wygląda mniej-więcej tak. Bierzemy jakiś komiks w którym bohaterem nie jest biały mężczyzna i twierdzimy, że jest zły. To czy jest czy nie nie ma znaczenia. Ważne by twierdzić, że on jest zły bo autorzy dodając reprezentację, czy to kobiet, czy mniejszości, poświęcili jakość. Co zabawne jeśli zmusić kogoś aby wyliczył jakie są problemy takiego komiksu? Nie mają one nic wspólnego z różnorodnością. Gdyby wszystkich zastąpić białymi mężczyznami, problemy nie znikną. A zmiana historii tak, aby zlikwidować rzekoma wady nigdy nie wymaga usunięcia różnorodności. Cały argument jest z gruntu fałszywy. Korelacja nie oznacza przyczynowości, nawet jeśli akurat trafi się jakiś naprawdę zły komiks. “Wymuszona różnorodność” oznacza tylko “nie lubię tego i to ma różnorodność, więc to musi być jej wina”. A za czym, wedle słów holograficznego Jimmy’ego Olsena stoi Legion? “Zainspirowany przez Supermana, pierwszego kosmicznego imigranta, Legion reprezentuje różnorodność, jedność, tolerancję.

Komuś może być żal członków CG którzy zniszczyli swoje kariery. Mamy przecież utalentowanych artystów jak Donal DeLay, którzy rzucili dawną pracę i stanęli po stronie ruchu. Nie wspominając o setkach naiwniaków którzy myśleli, że CG pomoże im ufundować ich komiksy. A tylko spalili sobie wszystkie mosty do wymarzonej kariery. Mnie ich nie jest żal. Każdy z nas ma przyszłość i to jego odpowiedzialność aby jej nie zmarnować. Każdy wie, że przemysł komiksowy to mała grupa gdzie wszyscy się znają. Każdy autor ci powie “Uważaj na czyjej stopie dzisiaj staniesz. Być może będziesz musiał ją całować jutro.”. Jeśli zrazili do siebie kogo się da dla dziecinnych powodów, mają tylko siebie samych do obwiniania. I ponownie nasuwa się tutaj Prime. Który okazuje się, ma w przyszłości zostać Time Trapperem, jednym z najpotężniejszych bytów w kosmologii DC. Do czasu kiedy Prime nie staje z nim oko w oko. I ma miejsce jedna z najbardziej durnych konwersacji w historii komiksu. “Ty niby jesteś mną? Nigdy nie będę taki stary i pomarszczony. I ja nigdy bym nie zapuścił brody.” Wykrzykuje Prime. “Wiem, że jesteś mądrzejszy od innych ale ja jestem mądrzejszy od ciebie więc zamknij się i..” Odpowiada Trapper ale Prime przerywa mu “Nie mów mi co mam robić, dziadzie!”. “Nie mogę uwierzyć, że byłem takim głupkiem.” tylko nakręca dzieciaka z iście genialną ripostą “Kogo nazywasz głupkiem, głupku?!”. “Nie podchodź bliżej! Ostrzegam cię!” Próbuje załagodzić sytuację Trapper, ale nadaremno. “Nikt mnie nie ostrzega, to rozdaję ostrzeżenia. Oto pierwsze: Moja pięść wyśle twoje sztuczne zęby na drugi koniec czaszki!” to ostatnie słowa jakie wypowiada Prime nim przywala własnej przyszłości. I unicestwia ich obu w paradoksie czasowym.

Nie jestem pewny co właściwie Comcisgate chce osiągnąć. Niezależnie od tego, czy osiągną swój cel...co dalej? Liczą, że wrócą do swoich zajęć i wszyscy zapomną jak się zachowywali? Zapomną groźby, nękanie, doxxing czy nawet szczeniackie obelgi? Zapomną czemu banda fanów komiksów zachowywała się w ten karygodny sposób? Czy oni naprawdę myślą, że konsekwencje takiego zachowania nie będą się za nimi ciągnąć do końca życia? Wiecie, Superboy Prime w końcu wraca na swoją Ziemię. Jednak ku jego przerażeniu, w zastaje rodziców i swoją dziewczynę czytających pewne komiksy. Nieskończony Kryzys, Sinestro Corps, Legion of Three Worlds. “Czytaliśmy przez co przeszedłeś.” Mówi jego ojciec. “Wiemy dokładnie co zrobiłeś.

I jaki jest koniec Superboya Prime? Piwniczak, wściekle postujący swoje żale na Internecie. “Myślą, że jestem bezsilny. Że nie mogę stąd nic zrobić. Mylą się. Nigdy się mnie nie pozbędą.”. Jasne, były potem jeszcze dwie historie z tym kretynem. W jednej żywe trupy próbują go dopaść w czasie Blackest Night. W drugiej powraca by zemścić się na Teen Titans i kończy pokonany i uwięziony w Source Wall. I pewnie, możemy mieć kolejne zrywy gatorów na długo po tym jak ruch całkiem odejdzie w zapomnienie. Możemy patrzeć jak konsekwencje ich akcji wracają by ich ugryźć w tyłek. Ale to jednak koniec w Legionie najlepiej oddaje jego naturę. Bo koniec końców Superboy Prime sam zredukował się do roli toksycznego fana, którego zawsze uosabiał.

Ktoś może narzekać czemu wciąż pisze o Comcisgate. Pomijam fakt, że jest to grupa walcząca o zniszczenie wszystkich komiksów które lubię. I zastąpienie ich chłamem który o mało nie zraził do całego medium. Tu nie chodzi tylko o nich. Comcisgate, Gamergate, IStandWithVic... Coraz więcej mamy przypadków toksycznych fanów. “Ja zawsze przetrwam.” Mówi Prime. I ma rację. Jak długo fani nie pójdą po rozum do głowy, będzie istniał i on.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.