Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #45 (27.05.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 27 maj 2008 Numer: 21/2008 (45)


Jak zwykle, Pulse pełen opinii na temat komiksów z zeszłego tygodnia, a jako bonus, redakcyjne opinie na temat sierpniowych zapowiedzi i jubileuszowego Wizarda.



Zapowiedzi na sierpień
Gil: Czy w tym roku sierpień będzie gorący? No, prywatnie mam nadzieję na co namniej dwa tygodnie... ale nie o to, nie o to. Sierpień w Marvelu zapowiada się przynajmniej ciepło. Wysoką temperaturę utrzymywać będzie Inwazja w fazie kulminacyjnej, która rozleje się po kilkunastu tytułach, a dodatkowo podniesie ją nowa porcja miniserii spod znaku SI. Przynajmniej mam nadzieję, że podniesie, a nie ochłodzi. Poza tym, mamy wiele tytułów w fazie rozruchu, więc albo będą zachwyty, albo marudzenie, że jednak nie to. Flagowe tytuły dla odmiany trzymają się mocno i nadal zachęcają. Pojawią się także nowe miniserie, nie związane z SI, spośród których chyba najbardziej obiecująco zapowiada się NYX. Jest też standardowo kilka 1-shotów, a wśród nich najbardziej oczekiwany przeze mnie komiks miesiąca, czyli X-Factor: Layla Miller. I know this stuff will rock.
S_O: Duuużo dobrego dla każdego geeka, który zamiast wypoczywać nad ciepłym polskim morzem (yeah, right) lub dziarsko wdrapywać się (yeah, right) na piękne polskie góry, woli podróżować po świecie Marvela. Thunderbolts w Amazing Spider-Manie i Moon Knighcie. Multum pajęczych one-shotów. Koniec runu Ennisa w Punisherze, uświetniona jego pierwszym komiksem o Franku (Punisher Kills the Marvel Universe z 1995). Koniec niektórych tie-inów do Secret Invasion! Początek kilku innych! Początek trzeciej serii Runaways i drugiej serii NYX! Super-Skrull w Novie (no co, lubię gościa)!! One-Shot o Layli Miller opowiadający o głośnej Summers Rebellion!!! HEEEEELL'S YEEEEAAAH!!!
Demogorgon: Przede wszystkim możemy zobaczyć, jak bardzo rozkręca się Inwazja - w miejsce jednego tie-inu, który zakończy się w sierpniu, dostaniemy 6 nowych. Nie martwię sie o Secret Invasion: Spider-Man: Brand New Day ze względu na Briana Reeda. Ba, może wreszcie coś dobrego wyniknie z BND dla reszty Universum. Po Secret Invasion: X-Men też spodziewam się dobrego poziomu. Mam nadzieję, że Secret Invasion: Thor będzie lepsze od Thor: Ages of Thunder. Nie wiem, co myśleć o Secret Invasion: Inhumans, zwłaszcza w cieniu Silent War. Nova i Guardians of the Galaxy zapowiadają się zachęcająco, mam tylko nadzieję, że Super-Skrull nie będzie w dwóch miejscach na raz. Reszta tie-inów dalej ma się dobrze, a Thunderbolts dostali porządną okładkę oraz dwa gościnne występy. Avengers/Invaders sie rozkręcają, a Wells pisze nową mini-serię o Venomie. Ciekaw jestem, czy nie myślał o zastąpieniu Gale'a w BND, pająkowi wyszłoby to na dobre...
Fylyp3g: Z nowości najbardziej czekam na reaktywowany tytuł, czyli NYX i nieco mniej na Runaways. Jak zwykle zaserwowano nam sporą dawkę tytułów spod znaku X i Avengers. Mam nadzieję, że w pierwszym przypadku poziom nieco się podniesie, bo na razie jest raczej słabo, nie licząc chlubnych wyjątków takich jak X-Factor, czy… No właśnie, cała reszta średnia albo wyjątkowo kiepska. Sytuację może podratować Astonishingowy Ellis i Millar w Wolverine. Jednak o tym przekonamy się już niedługo. Na koniec zostawiłem sobie: Secret Invasion i tak zarządzi!

Wizard #200
Gil: W tym miesiącu najbardziej chyba znany magazyn traktujący o komiksach obchodzi swój mały wielki jubileusz. Numer dwusetny podzielony został na dwie części, z których jedna ma charakter czysto wspominkowy, zestawiając na różne sposoby wszystko, co tylko się da, z siedemnastu lat istnienia pisma. Chciałbym polecić ten numer każdemu, kto interesuje się komiksem w nieco szerszym kontekście, bo oprócz rankingów można znaleźć tu także ciekawe opinie o tym, jak zmieniało się oblicze medium oraz masę przeróżnych ciekawostek. Zachęcam też do zmierzenia się z quizem, który pokaże, jak bardzo geekowaci jesteście.
Fylyp3g: Czytaliście ostatniego Wizarda? Nie?! To musicie natychmiast naprawić ten błąd. Jak jubileusz, to jubileusz! Takiej dawki dobroci magazyn dawno nie wrzucił w jednym wydaniu. Głównie mamy tu do czynienia z rankingami w niemal wszelakich odmianach. Warto sobie przypomnieć, co się przez ostatnie kilkanaście lat działo w komiksie. Nie tylko tym od Marvela. Wizard wiedzę encyklopedyczną wrzucił na swoje strony w formie pigułkowej, dzięki czemu to się po prostu czyta.



Amazing Spider-Man #560 avalonpulse0045d.jpg
Fylyp3g: Niczego dobrego się po tym numerze nie spodziewałem. Poprzedni był fatalny, więc kolejny twór tego samego duetu to zeszyt skazany na porażkę artystyczną. Nie lubię w takich przypadkach używać "a nie mówiłem", jednak nic dodać, nic ująć. Rysunki zdają się być jeszcze gorsze, niż poprzednio. A to już nie jest źle, tylko totalnie fatalnie (widziałem na pierwszym planie kobietę bez twarzy i nie była to wcale mutantka o dziwacznej umiejętności pozbywania się facjaty). Historia także niczego ciekawego ze sobą nie niesie. Mnie po prostu nudzi, a strony przerzucam z konieczności. No i ta zarąbiście zaskakująca końcówka. Litości... Jeszcze kilka takich numerów i wiele osób zapomni o kimś takim, jak Spider-Man.
2 na 6 - Marvelu, nie idź tą drogą, i Ty suko Sabo...
Gil: Jest prawie tak jak przed tygodniem, tylko gorzej. Rysunki są przerażająco kiepskie. Nie wiem, kim jest Martin, ale wygląda na to, że do szkoły chodził z Ditko i Kirbym, tylko łaskawie nie zechciał przejść na emeryturę. Krótko mówiąc - to, co najgorsze w latach sześćdziesiątych. Jeśli chodzi o fabułę - jedynym jej jasnym punktem jest Paper Doll. Naprawdę ciekawy pomysł tak samo na postać, jak i na zdolności. Natomiast cała ta zabawa w paparazzi jest ciężkostrawna. Wiem, co Dan Slott próbuje pokazać, ale forma i treść jakoś tego nie oddaje, a kilka scen pozostawia wiele do życzenia. Tym razem będzie 4/10.
S_O: Dan Slott, tak? I don't think so.
Numer zadziwiająco słaby i napisany tylko dla ostatniej strony. Nie powiem, kto na niej jest, możecie zgadywać. Może któreś z Was trafi w dziesiątkę, Tygrysy. Co do nowej villainicy... nie jest tak ciekawa, jak się spodziewałem, ot, wojująca fanatyczka popularnego aktora. Gdyby nie to, że po ostatniej uwadze pewnego kolegi redaktora staram się trzymać jakiś poziom w moich wypowiedziach, wykorzystałbym niewybredny dowcip o
groupies i naturze jej mocy... Albo nie, bo Slott najwyraźniej to przewidział i wytłumaczył, że owa moc polega na czymś zupełnie innym, niż się początkowo wydaje.
Za to kreska robi to, czego nie robi Paper Doll.
CrissCross:
Tak jak dnem było, tak i jest. Tak jak niektóre tytuły ewoluują, a przynajmniej się starają, tak ten cofa się w rozwoju w zastraszającym tempie. Dodać do tego kiepską kreskę i mamy ocenę poniżej miernej.

Avengers Classic #12
Fylyp3g: Tylko dla lubiących klasyczne zeszyty. Sam zaliczam się do tego grona, więc ten tytuł bardzo mi się spodobał. Innym rysunki nie przypadną do gustu, dialogi uznają za debilne, a historyjki opowiedziane w tym zeszycie skierują do kosza (piszę głównie o pierwszej części numeru). ! na 6 – dla wybranych.


avalonpulse0045e.jpgAvengers: The Initiative #13
Hotaru: Kolejny numer ilustrowany przez pana Uy, ale nie drażnił mnie aż tak bardzo, jak jego poprzednie wybryki przy tym tytule. Może to dlatego, że do czynienia mamy głównie z nowymi postaciami, tak że nie mam odczucia, że rysownik bezcześci bohaterów, których lubię. Bo tych nowych postaci nie znam, więc i lubić ich nie mogę... niestety, po tej krótkiej historyjce bez morału nie mogę nawet powiedzieć, że chciałbym ich poznać. Dawajcie mi "starą gwardię". Marvelowi brakuje konsekwencji - najpierw funduje mutantom Decimation, aby przetrzebić ich szeregi, a potem wyjeżdżają z Inicjatywą, gdzie chcą obsadzić ponad 50 drużyn. I chcą obsadzić te drużyny takimi trzeciorzędnymi bohaterami... ech, czuję niesmak.
Gil: Trzynastka może nie pechowa, ale z pewnością niezbyt szczęśliwa. Bo nie można uznać za przejaw szczęścia dwa numery z rysunkami Uya pod rząd i trudno też mówić o szczęściu, gdy brakuje Dana Slotta w jego autorskim tytule. Gage stara się, jak może i daje nam całkiem ciekawą postać, której jak by nie nazywali (chociaż Captain Man-Boobs brzmi słodko), dla mnie pozostanie Bulwą. Opowieść ma swój morał i w ogóle, ale trudno porównywać ją z innymi spod znaku Inicjatywy, bo mocno się od nich odróżnia. No i nie bardzo podoba mi się ta nowa grupa rekrutów, w której brakuje osobowości. Tym razem będzie tylko 5/10.
S_O: W tym numerze są tylko dwie złe rzeczy:
1) Steve Uy. Serio, czyim on jest zięciem? Jego kreska jest tak paskudna, że aż człowiek chce przejrzeć najnowszego Spider-Mana! 2) Brak Slotta. N-Gage się stara, ale po prostu nie potrafi wyciągnąć z całkiem obojętnych nam postaci tego czegoś, co przyciąga nas do dziewczyny latającej na chmurce. Ja rozumiem, że jeśli Dan będzie miał podzieloną uwagę, to może zapomnieć, że ASM musi być do bani, ale doprawdy!
Fylyp3g: Nie jest to zły zeszyt, jednakże do wspaniałych też bym go nie zaliczył. Mamy nowych rekrutów, historyjkę taką se, małą naparzankę. Rysunki też ujdą w tłumie. Miałem małe dejavu przy czytaniu. 3 na 6 – średniak.
MrG:
Pechowa liczba, brak Slotta i Caselliego i w efekcie najsłabszy numer do tej pory. Sprawia wrażenie zapychacza. Rysunki są słabe, jak zawsze u Uya. To chyba najgorszy rysownik Marvela w tej chwili. Za to fabuła - nowi rekruci nie budzą zachwytu, ale od biedy ujdą, zwłaszcza że od teraz A:I ma przestać się skupiać na treningu, a zacząć na nowych drużynach. Całą historię Butterballa/Bounce widziałbym raczej jako "Nie zawsze, jak masz moc, jesteś fajny" niż historyjka o grubasie. Logiczne jest, że takie niewypały muszą się zdarzać często w Camp Hammond. 6/10

Captain America vol. 5 #38 avalonpulse0045f.jpg
Gil: Yay! Ależ ja jestem przenikliwy! :P Co prawda zapomniałem, ze ten typek później został Grand Directorem, ale muszę przyznać, że akurat ten element pozytywnie wpisuje się w spisek Czachulca. Plus także za wbicie się z tematem w okres przedwyborczy w USA, dzięki czemu mamy wrażenie, ze dzieje się to w czasie rzeczywistym. Reszta już trochę gorzej. Bo chociaż dzieje się niby więcej, niż w ostatnich numerach, to nagle okazuje się, że seria powinna zmienić tytuł na "Falcon and Bucky", bo nagle ten wieloletni zabójca, odziany teraz we flagę, odkrywa, że znów chciałby być sajdkikiem. Sharon znowu okazuje się tragicznie naiwna i do tego nieostrożna. O taktyce defensywnej AIM nawet nie wspomnę. Może dostać 6/10, ale nie więcej.
S_O: O, witaj, akcjo, nie widzieliśmy się jakiś czas. Poza tym, uczucia podobne do tych u innych komentatorów - historia pisana wyraźnie pod TPB. Przy okazji dodam, że oprócz tego, że Gil przepowiedział tożsamość Steve'a z konserwy, ja osobiście wpadłem na bios Grand Directora, bawiąc się opcją "random page" na marveldatabase. Przypadek?
Fylyp3g: Hmmm… Ten komiks jest po prostu dobry. Zostawmy w spokoju fajne rysunki. Historia mi się podoba. Już od kilku numerów nie nawrzucałem "Kapitanowi", tak jest i z tym. Miałbym ochotę trochę pospoilerować, jednak powstrzymam się, postawię ocenę i będę czekał na kolejny zeszyt.
4 na 6 – brać to.
Krzycer:
Z tym Brubakerem jest taki problem, że pisze historie, które się fajnie czyta na raz (ponoć RaFotS'AE właśnie takie było - nie wiem, nie próbowałem) ale w pojedynczych numerach brakuje... czegoś. Mocnych zwrotów akcji i innych takich. Ot, na przykład tutaj - konserwa pojawiła się dwa numery temu, internauci mieli dwa miesiące na snucie różnych teorii, a ponieważ bodajże Gil wysnuł na Avalonie właściwą, to tutaj tylko krótkim "aha" skwitowałem jakieś ćwierć numeru, udowadniające jej słuszność.
Mimo to, otrzymujemy kolejną dobrą cegiełkę bardzo, bardzo dobrej historii. Tylko trzeba ją w trejdach czytać.

Iron Man vol. 4 #29
Gil: Skończyła się wielka i dobra historia, zaczyna się druga, która stoi pod znakiem zapytania. Na razie jest raczej spokojnie i bez rewelacji, bo dostajemy tylko prezentację nowego przeciwnika i kilku faktów z nim związanych. Może na pierwszy rzut oka nie wygląda zbyt oryginalnie, ale dobrze poprowadzona może również okazać się całkiem dobra. Dostajemy tez zbliżenie na oddział Alpha, przez co mam wrażenie, że odegra on w tej historii rolę redshirtów. Jedyny większy minus to problem z umiejscowieniem tego w czasie, bo wygląda raczej na opowieść z niedalekiej przeszłości, skoro tyle się dzieje wokół Iron Mana w innych miejscach. Ale czyta się dobrze, wiec 6/10 dostanie.
S_O: Początek nowej historii... Na razie jest nieszczególnie, ale może z czasem się rozpędzi. Na razie mamy jednego szalonego pianistę z nanotechnologicznymi bombami nuklearnymi, jednego byłego agenta S.H.I.E.L.D. i jeden groteskowy widok Iron Mana siedzącego na podłodze. No i gościa wyciągającego kij baseballowy z walizki - co w sumie było genialne.

avalonpulse0045g.jpg Fantastic Four #557
Hotaru: Co za zawód! Jaka szkoda! To mogło być coś naprawdę fajnego! Po bezdennie głupim runie McDuffiego miał nastąpić obrót o 180 stopni, a co dostajemy? Średniawkę. Może i rzeczywiście zaszczepienie do scenariusza śladów logiki jest istotną poprawą po poprzednim skrybie, ale oczekiwałem dużo więcej! Na obecną chwilkę każde logiczne zagranie zostaje zniwelowane przez głupie, wynikające z lenistwa scenarzysty, któremu albo nie chciało się zachowywać spójności z resztą uniwersum Marvela, albo nie chciało się dopracowywać wątków własnego scenariusza. Wydaje mi się, że najlepiej z nową F4 bawią się Millar i Hitch - jest to tym bardziej bolesne, bo oczekiwana były tak wielkie.
Gil: Mówiłem już kiedyś, ze Millar jest przereklamowany? No tak, mówiłem. Tym razem jednak szczególnie wydaje mi się, że zaczął grywać w golfa z Loebem i omawiać z nim swoje pomysły, bo na taki poziom zeszły. W tym numerze pokazuje nam, jak użyć całej armii bohaterów jako tła, które nic nie robi i nic nie mówi (bo jedno "ale wielki robot" nic nie znaczy). No i właśnie - wielki robot. Tak zwany Anti-Galactus, który wygląda jak pospawana w dziupli pod Kielcami kombinacja części zamiennych do Gundama i Mazingera. Najgroźniejsza broń na Ziemi, która zostaje użyta aż na... czterech stronach? Jest aż tak dobry, czy aż tak zbędny? Pozostałych elementów fabuły prawie nie widać, z wyjątkiem panienki okrytej jedynie dolarami i hiper-romantycznej retrospekcji. Wszystko to pokazane w stylu, który każe zapytać, za co mafia połamała Hitchowi palce. Ocena: 4/10.
S_O: Czy "Ultimates" było przereklamowane? Pewne wiarygodne źródła (czyli ludzie, którzy to przeczytali) twierdzą, że nie. Mamy zatem tylko jedno sensowne wytłumaczenie: Millar został podmieniony!
Nie dość, że olewa nową rzeczywistość, którą pomagał tworzyć ("Civil War" anybody?), nie dość, że cała ostateczna walka z niezniszczalnym robotem trwała jeden splash-page, nie dość, że postanowił wykorzystać ten sam tani motyw z cliffhangerem, co zły klon Slotta, to jeszcze jedyna dobra rzecz w tym numerze, czyli panienka ubrana tylko w parę banknotów i z butelką szampana w ręce, jest rysowana przez Hitcha.
This is SO not what I signed up for.
Fylyp3g: Marku Millarze, znowu! Miałem nadzieję na coś naprawdę ciekawego. Myślałem, że gdy przejmiesz ten tytuł, to będzie się działo. No tak, dzieje się. Jednak co z tego, skoro dzieje się źle. Jednak nie jest źle, bo to superbohaterzy, więc muszą ciągle wpadać w kłopoty, jeno niedobrze z tym komiksem. Następnym razem, gdy będziesz brał się za jakiś tytuł, to zastanów się, czy masz na niego wizję. Bo ja w Ciebie nadal wierzę. Słyszy mnie ktoś? 3 na 6 – baaaardzo średni.
MrG:
Ok, za tę historię żółta kartka dla panów Millara i Hitcha. Obaj dali ciała. Nadal mamy jakis dziwny else-world, co się nie wiadomo kiedy i gdzie dzieje, a cała sprawa z mega-Capem skończyła się emocjonalnym bullshitem. Rysunki Hitcha wypadają też słabiutko. 2/10
Krzycer: J
uż wystarczająco się pastwiłem nad poprzednimi numerami Millara i Hitcha. Wystarczy, że powiem, że wszystkie wady są obecne i w tym odcinku.
Z plusów zaś... Pomyślmy... Obsypana banknotami Psionics witająca Johnny'ego, to raz. Reed projektujący hełm swojego mecha tak, żeby wyglądał fajnie, to dwa.
No i romantyczna rocznica żonatej pary. Ta scena się Millarowi udała.
Reszta - nie.


Ghost Rider vol. 5 #23 avalonpulse0045h.jpg
Gil: Skusiły mnie trzy magiczne słowa: Dan Ketch powraca. Zajrzałem więc i żałuję swojej naiwności. Najpierw dostałem po oczach rysunkami, które sprawiają, że pragnę uściskać Uya, ucałować Chaykina i klęknąć przed Romitą. Jak już zacząłem skupiać się na dymkach, żeby nie patrzeć na te bazgroły, pożałowałem znowu. Jest tak, jakby Way podrzucił nam krowi placek, a Aaron z pasją godną lepszej sprawy grzebał w nim patykiem. Ghost Rider umarł i trafił do piekła, a komiksy z jego udziałem powinny trafić tam również i spłonąć w ogniu piekielnym. Nie obchodzi nie, czy ogłoszą w zapowiedziach, że GR skopie dupę samemu Bogu - więcej tego nie dotknę.
Wystawiam 1/10 i idę się umyć.
S_O: Tutaj dla odmiany całkiem nieźle, już abstrahując od tego, kto był poprzednim scenarzystą. Ostateczna kraksa w środku nocy zaowocowała jednym zblenderowanym kanibalem, jednym policjantem z lobotomią wykonaną samym wzrokiem i jednym gościem z dziurką w głowie. No i nie jednym, ale dwoma znanymi nam skądinąd gośćmi na wyrąbanych w kosmos motorach. Danny (którego swoją drogą w ogóle nie znam) powrócił, dziecinko! A że kręcił się w tle przez ostatnie kilka numerów, jego przedstawienie na ostatniej stronie nie wydaje się tak złe, jak te w Spiderze i w Czwórce.
Fylyp3g: Ha-ha-ha. Nie wiem, czy to przez story, czy przez rysunki. Ha-ha-ha. Ciekawe, czy taki był zamysł na tę serię. Ha-ha-ha. Chyba nie. Ha-ha-ha. Jakby napisali na okładce: "flaki, wódki, wilkołaki" to ocena byłaby wyższa.
2 na 6 – ha-ha-ha.
hitano:
Hmm... Aaron daje radę. Nawet więcej, otrzymujemy całkiem całkiem ładne wykończenie historii z pielęgniareczkami. No cóż, Lucas nie wytrzymał presji - mówiąc szczerze nie dziwię sie mu wcale xd. Poza tym świetny pomysł z Duchem Zemsty szukającym zemsty tylko dla siebie. Ech, ale z Ghosciaka nam snobek wyrósł. Ale to jest klawe! No i nasz drugi motocyklista ruszający w pogoń za Blazem - oby wyszła z tego niezła zadymka. Ogólnie Aaron przywrócił jakiś poziom Riderowi. Co do rysunków, to nadal średnio, czy nawet słabo, ale jak na debiutanta to pewne sceny niezłe, ta z policjantem mu nawet wyszła. 6/10

Marvel Adventures: The Avengers #24
Fylyp3g: Jakbym miał dzieci, to bym im tego nie pozwolił kupować. Takie to durne, słabe i nieciekawe, że aż żal. Rysunki też nie są zbyt fantastyczne. Jeśli Marvel chce zachęcić najmłodszych do czytania komiksów, to proszę bardzo, jednak nie takimi… 1 na 6 – zbędne.


avalonpulse0045i.jpgIncredible Hercules #117
Gil: Już mi się podoba Sacred Invasion. Sam pomysł stworzenia boskiej strike force do ataku na bogów najeźdźców, chętnych do zajęcia Ziemi, jest oryginalny i trafia w mój gust. Jeśli do tego dodamy interesujący skład owego oddziału, otoczkę wokół niego i komentarze Cho, a przede wszystkim ten ostatni panel - dostaniemy bardzo dobry początek bardzo dobrej historii. Dodatkowym plusem jest fakt, że Pak trzyma się prawidłowo nie tylko continuity, ale też takich faktów jak to, że Urania była muzą przepowiedni, zanim przekwalifikowała się na astronomię. Jedyne, co mi się tu nie podobało, to trochę męskie piersi Snowbird, ale i tak na 8/10 zasługuje.
S_O: Na na na na na na na na na God Squad! Świetny numer, po prostu wszystko w nim jest genialne. Do tego stopnia, że nawet kliszowaty motyw z dysfunkcyjną drużyną może się podobać. Greg Pak zamknął swojego sobowtóra (tego od WWH i WWH:A - Warbound) w piwnicy i bardzo dobrze. No i dowiedzieliśmy się, że owe skrullowe bóstwo, które wszystkich kocha, nie nazywa się Donald Tusk, tylko Kly'bn.
MrG: Nigdy w życiu nie zgadłbym, że to Pak. Zaleciało 100% Slottem, pewnie w rewanżu za słabo pisanego Taskmastera w A:I. Mamy God Squad i wygląda on nieźle. Odgrzebano kilka postaci, teraz pora włoić skrullobogom. Oczywiście na koniec sugerują nam, że ktoś jest/nie jest Skrullem, ale do tego już chyba przywykłem :P. 8/10
hitano:
God Squad TO JEST TO. PAK nadal pisze lepiej, jeśli nie ma zielonoskórego przy nim. Teksty, a dokładniej monolog Herca o tym, jak to zawsze siostra zrobi go w jajo, śliczny. Przy okazji używanie sobie na drzewach widać chłopaka odstresowuje. Cho jako przyjaciel w potrzebie również pasuje. Co do samego pomysłu na skład z Godeaterem i tym złym bogiem, co prawie by rozniósł Olimp, ciekawe. Widać Pak i van Lente nie chcą tylko problemu jako panteon Skrullów, ale również dygresje w samym god squad i DOBRZE! Ostatnia scena ciekawa. Może nie wszystko jest takie, na jakie się wydaje. Oby tylko trochę potrwało, zanim to się wyjaśni, czyli nie w następnym numerze. Rysunki naprawdę udane, pan co rysuje staje się moim ulubieńcem w rysowaniu Cho, ale i reszta kadrów wychodzi mu elegancko.

War Is Hell - First Flight Of The Phantom Eagle #3
S_O: Nadal do mnie nie przemawia. Główny bohater dostał trypla, schlał się i dostał tatuaż, ktośtam zginął, zgaduję, że ten rudy, ale nie mam pojęcia, kto to. Niech wskaźnikiem mojej obojętności względem tego numeru będzie fakt, że niespecjalnie chce mi się nawet narzekać na Chaykina.
Fylyp3g: To nie jest komiks bezsensowny, jak chciałem na początku napisać. On jest tylko zwyczajnie głupi. To jak Twój kolega, który chce być za wszelką cenę kól i dżezi, więc rozwala głową cegłówki. MAX miał wiele lepszych momentów. Ostatnio na Avalonie mogliście przeczytać bios, którego bohaterką jest Jessica Jones. Sięgnijcie do archiwum, przeczytajcie raz jeszcze Alias, a swędzące jajka sobie darujcie. 2 na 6 – strata czasu.

Mighty Avengers #14
avalonpulse0045j.jpg
Hotaru: Wow, cały numer poświęcony Sentry'emu. Bohaterowi, którego mam w głębokim poważaniu, od kiedy zaczął się pojawiać w tytułach, które czytuję, i który jest dla mnie tak płytki, że niektóre Mary Sue wydają się przy nim jak z życia wzięte. Jak więc mogę ocenić numer, w którym praktycznie nie ma niczego innego? Takiego numeru nawet nie chce mi się oceniać.
Gil: Po dwóch naprawdę genialnych numerach, Majty nieco się opuszczają. Wygląda na to, ze kilka najbliższych numerów skupi się na pojedynczych postaciach, pokazując wpływ Inwazji na nie, albo ich wpływ na Inwazję. Pierwszy na patelnię poszedł Sentry, który długo nic nie robił, wiec na zdrowie mu to wyszło. Plan był prosty, wykonanie również, ale za to efekt dość imponujący. Teraz cała nadzieja w Pustce. Jedyne, co może mi się tu nie podobać to fakt, że wydarzyło się to nieco za szybko. To i nierozwiązane wątpliwości co do Lindy. Ale za to, jeśli dobrze zinterpretowałem inny fragment, cesarzowa Skrullów ma dzidziusia z Cagem, a to komplikuje sprawy. Ocena: 7/10.
S_O: Doskonały ruch, wysyłać najcwańszego agenta do roli Jarvisa. Skubaniec jest na swój sposób potężny. Z innych ciekawostek, Zieloni wpadli na 9/11 znacznie wcześniej, niż "nasi". Ciekawe jest zebranie Skrullów, na którym nie pojawia się nikt nowy (no, chyba, że stoją w cieniu) - całkiem sprytne, Brian, całkiem sprytne. Pozwala powoli odkrywać kolejne karty, jednocześnie wskazując fanom, że "przecież pokazałem wszystkich! No i co z tego, że połowa stała w cieniu?" No i na koniec wejście Voitry'ego - szczerze, tego się nie spodziewałem.
Fylyp3g: Inwazja rozkręca się na dobre. Ok., już się rozkręciła, ale to tak fajnie brzmiało, że musiałem użyć tego zdania na początku. Całkiem nieźle przedstawiono tu element wykluczenia. Biedny Sentry, oj biedny on taki. Ciekawe, kto następny dostanie wciry
A poza tym… 4 na 6 – ...Skrullowie knują, niedobre te kosmity.
hitano:
Ech, szkoda, że nie numer o Skrullelektrze. Co do samej historii z Sentrym, to nieciekawa, bo sam bohater dla mnie nieciekawy. Jednak fajnie wypadły kadry dotyczące planu Jarvisa czy też najchytrzejszego agenta Skrullów. Pomysł niezły, dostaliśmy też ciekawe wykonanie, jednak nie po drodze Skrullów. Dobry ruch ze strony Bendisa. Rysunki gorsze nawet od tego, co pokazał Hitch w tym tygodniu. Wolałem już perypetie Nicka i jego składu. Za to jak Majty przyśpieszyły w wydawaniu. Ładnie! 5/10
CrissCross:
Sentry jest średnio ciekawą postacią, więc i numer takiż. Ale nie jest źle. Zazębia się to wszystko ślicznie z głównym wątkiem Inwazji. Zobaczymy tylko, jaką rolę odegra w tym wszystkim Void.

Ultimate Fantastic Four
#54

Gil: Kolejny numer, do którego zajrzałem po przeczytaniu jednej z zachęcających opinii na forum. Ostatnio czytałem UFF przy okazji annuala z Inhumans, bo tak szczerze mówiąc interesuje mnie ona... wcale. Chciałem jednak zobaczyć, jak wygląda zultymatyzowana Agatha Harkness i wiem już, że doczytam historię do końca, bo okazała się intrygująca. To głównie zasługa pułkownik psycholog sexual harrasment Agatki, ale reszta też jest całkiem wciągająca. Szkoda, że rysunki są tak strasznie imażowe. Ocenę dam... 6/10.
Fylyp3g: Jeden z dwóch fantastycznych komiksów w tym tygodniu. Niestety kolejny, który jest fantastyczny tylko z racji tytułu. Nie będę się rozpisywał, bo nie ma sensu. Zwyczajnie mi się nie podobało. Nie tylko ten zeszyt, niemal cała seria zeszytów Ultimate Fantastic Four. 2 na 6 – tylko dla fanatycznych fanów fantastycznej familii.
hitano:
Jest nieźle. Mamy rozterki, mamy babę, która przyłazi do firmy i szuka wszystkiego, co złe jak na razie. Zobaczy się, jakie ma prawdziwe intencje. Mamy też nową superduper grupę, która chce być tą jedną jedyną w Stanach od ratowania. Tzn. na taką mi wygląda. Mamy też, że Johnny pretenduje do zachowań jak w 616, czyli nie opiera się pięknym kobietom. Mamy też Tylera Kirkama z ładnymi rysunkami nadal. Cały numer mamy niezły. 7/10
MrG:
Fabułka ciekawa, mamy naprawdę hot! Agathę Harkness i Siódemkę z Salem. Pani pułkownik już wykształciła... więź z Johnnym, a o 7 niewiele da się powiedzieć. Jedyne, co irytuje, to lekka Liefeldowatość rysunków. 7/10

avalonpulse0045k.jpg Ultimate X-Men #94
Hotaru: Nareszcie! Po tych wszystkich miesiącach, kiedy na stołku scenarzysty siedział Kirkman, przyszedł ktoś, kto wie, o co chodzi w linii Ultimate. Co z tego, że Coleite nie jest komiksowym wygą - daje radę. Marka Brooksa też lubię, więc nie mam tu na co narzekać. Zastanawiam się, do runu jakiego scenarzysty ten będzie najbardziej podobny - Millara, Bendisa czy Vaughana? Już zacieram rączki, x-ludzie znów stali się intersujący.
Fylyp3g: Na rynku pojawił się nowy komiks. Tylko nie wiadomo dlaczego, zdobi go numer "94". Po ostatnich, niezbyt zacnych "przebojach" X-Men ze świata Ultimate można dojść do takich wniosków. Historia wreszcie jest ciekawa. Może nie niesamowita, zjawiskowa i wiekopomna, jednak czyta się to dobrze. Rysunki nie przeszkadzają, choć od zachwytów jestem daleki. Jaki będzie ten run? Na pewno lepszy niż poprzedni. 4 na 6 – naciągane.
CrissCross: Skok jakościowy po runie Kirkmana jest kolosalny mimo, że to tylko jeden numer. Choć trochę nie spodobały mi się niektóre momenty. Choćby to, że cała akcja odbyła się tak bez żadnego wstępu. Na zasadzie: "Pierwsza strona, druga, ŁUP BUM BAM, ale nam nakopali, ciąg dalszy nastąpi". Zabrakło mi tu jakiejś uwertury albo czegoś takiego. Poza tym, ten start Wolverine'a, że niby to po niego przyszli, taki jakiś sztuczny i oklepany. Aż się prosi, żeby tu zacytować Magneto z pierwszego filmu (chyba nietrudno zgadnąć, jaki). Poza tym mam tu jakieś dziury logiczne. W poprzednim numerze Jean sobie odleciała, a tu jest znowu z grupą. A co było w międzyczasie??? No i co Sunfire i Jubilee mają wspólnego z Alpha Flight?
Czekam na jakieś odpowiedzi. Ale i tak jest lepiej, niż było przez ostatnich ileś miesięcy.
zedicus:
Numer świetny - Piotr nie ma chyba szczęścia w universum Ultimate (a może właśnie ma :)). Pierw poznajemy go jako dilera broni, potem geja, a teraz ćpuna. Pomysł z tym, że zmiana ciała (albo skóry) w metal nie zwiększa siły, świetny. Numer ma tylko jedną wadę: nijak ma się do wcześniejszej historii Piotra. :D Ale i tak czyta się świetnie - czekam na więcej.

X-Factor vol. 3 #31
Fylyp3g: Tytuł jak zwykle dobry. Jednak forma troszkę spadła w ostatnich numerach. Ten czytało mi się ok., lecz bez tych wszystkich "ochów", które towarzyszyły mi przy większości zeszytów z tego runu. Było kilka fajnych kawałków, rysunki jak zwykle po staremu. Hmm, Mutant Town w ogniu… Może w następnym numerze będzie ciekawiej.
4 na 6 – z widokami na zacną przyszłość.
Gil: Ciekawy finał arcadowego arcu, w którym największą rolę odgrywa płonąca dzielnica. PAD znów ma okazję pokazać swoją mocną stronę, czyli naturszczyków jednorazowego użytku, z których każdy jest ciekawostką sam w sobie. A co porabiają X-Factor? Najlepszą odpowiedzią będzie chyba: miotają się. Ta część nie należy do ich najlepszych występów, ale przynajmniej końcówka sugeruje, że to miotanie do czegoś doprowadzi i już samo to jest dobre. Nadal klimat jest średni i czuć pewne braki, ale poziom historii nie spada i na swoje 7/10 zasługuje.
Hotaru: Nie spodobał mi się ten numer. Ani samej historii PADa, ani rysunków zwykle dobrego Raimondiego nie odebrałem pozytywnie. Znając scenarzystę, to wcale nie jest aż takie płytkie, na jakie wygląda - nowe postaci na pewno zostały wprowadzone po to, aby zabłysnąć w jakichś przyszłych storyline'ach, ale trochę niefajnie, że jeśli się wytnie te introdukcje, to po całej historii z Arcadem nie zostaje nic chociażby minimalnie interesującego. No, ale dość narzekania - historyjka się skończyła i następna może być tylko lepsza.
S_O: Koniec historii, trochę za mało Arcade'a, jak na mój gust (chociaż pomysł z maską genialny!). Naszej wesołej kompanii w końcu coś się udaje, kilka epizodycznych postaci się pojawia (nie mogę użyć terminu "redshird", bo wszyscy przeżyli. Na złość), kilka niezłych tekstów również... Ale czegoś tu brak...
CrissCross:
Od zniknięcia Layli tytuł stracił trochę na jakości. Ale czyta się nadal przyzwoicie. Mam jednak nadzieję, że Factory wrócą do poprzedniej formy, bo taki pesymistyczny klimat troszkę przynudza.

X-Men Divided We Stand #2
avalonpulse0045l.jpg
Fylyp3g: Poprzedni numer średnio mnie zainteresował. Za to o tym mógłbym pisać niemal tylko dobrze. Trzy z pięciu historii trzymają poziom (plus jedna średnia i jedna słaba), którego ostatnio często brakuje tytułom z głównego nurtu X. Z rysunkami jest podobnie. Tylko ostatnie story może się niezbyt podobać.
4 na 6 – polecam.
Gil: Jest lepiej, niż poprzednio, co znaczy, że więcej niż jedna historyjka jest dobra. Co więcej, nawet trzy z pięciu są dobre. Pierwsza jest bardzo nostalgiczna, druga stanowi wstęp do czegoś, co zobaczymy wkrótce, a trzecia w dość intrygujący sposób interpretuje niedawne wydarzenia i być może również coś obiecuje. To trzy pierwsze i wspomniane trzy dobre. Czwarta próbuje w mało przekonujący sposób łatać dziury w fabule Cable'a, a ostatnia jest w ogóle nie wiem, po co - takie sobie bulbotanie. Graficznie też jest lepiej, bo chociaż poziom nie jest jednakowy, to do niczego nie można się specjalnie przyczepić. Takie czytadło, nawet pozytywne w odbiorze, więc 6/10 dostać może.
Hotaru: Nie jest źle. Pierwsza historyjka o McCoyu jest zdecydowanie najlepsza - wbrew temu, co próbuje udowodnić na łamach Legacy, Carey nadal potrafi pisać. Rysunki Eatona też są zdecydowanie najlepsze z całego zeszytu. Część o Illyanie mogłaby być fajna, ale strasznie drażniło mnie, że zamiast w boksach narracyjnych, kwestie Darkchylde były w dymkach dialogowych, przez cały czas dziewuszka gada do siebie - wewnętrzny monolog byłby o wiele bardziej na miejscu, a tak otrzymaliśmy jakieś zaburzenie psychiczne. Aleksem w ogóle się nie interesuję, ale fajnie było zobaczyć, że po Silent War Irving nie poszedł na emeryturę. Dwie pozostałe historyjki to zwykłe zapchajdziury. Reasumując, chociaż brak tu takiej perełki, jak historia Skottiego Younga z pierwszej odsłony, to nie jest źle - mogło być gorzej. Ale mogło być też o wiele lepiej.
S_O: Pierwsza historia - ze sprzątającym Beastem - bardzo dobra, wprowadzająca w taki typowy dla przeprowadzek, nostalgiczny nastrój. Druga, o Illyanie, jest tylko preludium dla czegoś większego, ale jako samodzielne dzieło niespecjalnie się broni. W trzeciej historii, okraszonej rysunkami nie zawsze lubianego Irvinga, Alex, znowu w depresji, dowiaduje się o sytuacji na Ziemi. Wyszło to całkiem zgrabnie i ciekawie, mam szczerą nadzieję, że coś większego z tego wyjdzie. Historyjka o Forge'u raczej zbędna i zrobiona tylko dlatego, że komuś się smutno zrobiło, że Czerwonoskóry zaraz po powrocie z otchłani niepamięci został skopany nie raz, ale dwa razy. Ostatnia historia, o Dani i Nori, również niezbyt potrzebna, a do tego okraszona nie za bardzo mi podchodzącymi rysunkami.
Krzycer: W
olałem pierwszą połówkę. Tutaj dostajemy za dużo monologów. O wiele za dużo.
Ale - Beast sprzątający instytut wypadł sympatycznie. Magik... no, przypomniała o sobie. Havok - też przypomniał o sobie. Nie ma lekko, biedaczek. Zobaczymy, ile jeszcze tam posiedzi, zanim go scenarzyści wyciągną. Forge jest bidny, bo go wszyscy biją - ta historyjka trochę niepotrzebna mi się wydała. Dani i Noriko zaś poprzerzucały się kliszami...
Pierwszy zbiorek DWS wypadł o parę klas lepiej.




Okładki tygodnia

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

 

Hit tygodnia:

avalonpulse0045a.jpgUltimate Fantastic Four #54

Autor:
Billy Tan

Lex: Przeważnie chwalę okładki, których autor wpadł na jakiś oryginalny pomysł. Tym razem jest inaczej - Human Torch jest w dosyć standardowej pozie, którą spotkamy w wielu komiksach z udziałem Fantastycznej Czwórki. Tło też niczym się nie wyróżnia, poza zagadkowym, niebieskim paskiem w prawym dolnym rogu (to kawałek Mr. Fantastica - okładki UFF #54-57 po złożeniu tworzą całość). Tym, co wyróżnia dzieło Billy'ego Tana, jest po prostu świetne wykonanie. Human Torch wygląda niezwykle dynamicznie, płomienie na jego ciele są wyśmienicie dopracowane, a kolory świetnie dobrane. Ta okładka krzyczy "ULTIMATE!".

avalonpulse0045b.jpgWolverine: Origins #25

Autor:
Simone Bianchi

Hotaru: Nie od wczoraj wiemy, ze Simone Bianchi będzie wraz z Warrenem Ellisem odpowiadał za kształt Astonishing X-Men po odejściu Whedona i Cassadaya. Dlatego też cieszy, kiedy rysownik daje radę stworzyć ładnie skomponowaną, dynamiczną i pełną szczegółów okładkę - pozwala to mieć nadzieję, że i Astonishing w jego wykonaniu będzie pozytywny w odbiorze. Jedyne, co mnie martwi, to tusz i kolory zwykle nakładane na szkice Bianchi - o ile sprawdzają się przy okładkach, nie jestem przekonany co do ich adekwatności na zwykłych stronicach. Ale pożyjemy, zobaczymy.


Gniot tygodnia:

avalonpulse0045c.jpgFantastic Four #557

Autor:
Bryan Hitch

Lex: Hitch to jeden z moich ulubionych rysowników, więc z pewnym zaskoczeniem przyglądam się tej okładce. Miało być dynamicznie (pierwszy plan) i jednocześnie tajemniczo (tło), a wyszło nieczytelnie. Koślawe postaci w dziwnych pozach, zbyt ciemne i zlewające się barwy - Hitcha stać na wiele więcej.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.05.21



Redaktor prowadzący: Lex
Korektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.