Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu animowanego "Doctor Strange" - Thorlief

RECENZJA FILMU DR STRANGE

Kolejny bohater Marvela doczekał się przeniesienia swoich przygód z kart komiksu na ekran. Tym razem jest to mało znana postać w naszym kraju, a mianowicie doktor Stephen Vincent Strange. Jest to następna produkcja Marvela po "Ultimate Avangers" i "Ultimate Avengers 2" skierowana do młodzieży.

Przejdźmy do szczegółów... Film od razu zaskakuje pierwszą sceną: znikąd wydobywa się demon, zabijając bezbronnych cywilów, a zaraz za nim w pościg ruszają obrońcy sanktuarium. Przypadkowym widzem tego wszystkiego staje się bogaty, światowej sławy neurochirurg, Stephen Strange. Z początku wydaje się nam gburowatym samolubnym sknerą, który dba tylko o swoją karierę i pieniądze i aż się prosi, żeby dostać po łbie. I tak też się staje, Strange pod wpływem dziwnej wizji ulega groźnemu wypadkowi, tracąc władzę w dłoniach. Zrozpaczony szuka ratunku po całym świecie, wydając cały swój majątek, w końcu ląduje na bruku. Wtedy to pomaga mu tajemniczy człowiek imieniem Wong, który proponuje mu podróż głęboko w góry Tybetu, gdzie Stephen ma zostać uleczony. Nie trafia jednak do nowoczesnej klinki, a na starą świątynię, gdzie pewien starożytny okultysta proponuje uleczenie jego ducha. Tak nasz bohater uzyskuje swoje moce magiczne.

Fabuła filmu w większości zgadza się z tą komiksową, jest prosta i czytelna, bo w końcu ma trafiać do młodego widza. Jak to zwykle bywa, skupia się po prostu na odwiecznej walce dobra ze złem. Stephen zostaje ściągnięty do Tybetu, aby wyleczyć swój niedowład, a tu niespodzianka - będzie nauczany starożytnej sztuki magicznej, by stać się Magiem Naczelnym. Wszystko to po to, by bronić Sanktuarium przed starożytnym bytem Dormammu, który wciąż wysyła swoich popleczników celem zdobycia sanktuarium. Drugą postacią, która rzuca się w oczy, jest jeden z najlepszych i najbardziej doświadczonych wojowników Starożytnego imieniem Mordo. Jest bardzo ambitny i liczy, że to właśnie jemu po śmierci Czarownika Naczelnego przypadnie zaszczytny tytuł. Między Stephenem, a Mordo rozegra się olbrzymi konflikt kończący się tym, że jeden z nich w końcu zdradzi Starożytnego.

Co do animacji, to mi osobiście bardzo się podoba, jest bardzo podobna do tej, jaką możemy zobaczyć w obrazie "Niezwyciężony Iron Man" ("Invincible Iron Man"), również efektu współpracy Marvel/Lions Gate. Sceny walki świetnie ułożone: piękne animacje zaklęć czy dopracowane postacie. Wszystko to sprawia, że film jest przyjemny dla oka.

Ścieżka dźwiękowa może nie jest najlepsza, ale też do najgorszych nie należy. Ogólnie muzyka dobrze dobrana do tego, co się dzieje w filmie. Gwoli ścisłości: czego można było się spodziewać po Guyu Michelmore, który w swoim dorobku autorskim ma trzy filmy na krzyż i kilka wcześniejszych produkcji Marvela? 

Podsumowując: film jest niezły nie tylko dla młodszych widzów. Osobiście polecam go każdemu. Fani Doktora Strange'a oczywiście też tutaj znajdą coś dla siebie. Wśród wszystkich animowanych produkcji Marvela doktorek jest na szczycie, moim zdaniem najlepszy animowany film, jaki udało im się zrobić na spółkę ze studiem Lions Gate. 


Autor: Thorlief
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.