Avalon » Publicystyka » Artykuł

It's Morphin Time! #6 Shattered Grid cz. 2


Tekst zawiera spoilery z numerów #27-30, Mighty Morphin Power Rangers: Shattered Grid i Mighty Morphin Power Rangers FCBD

To idealny czas na lekturę Mighty Morphin Power Rangers Free Comic Book Day Special, który poskłada nam znane wydarzenia w solidnym streszczeniu, opowie o losie Rity z alternatywnej rzeczywistości, przedstawi niezwykłe byty z Centrum Mocy i da zajęcie Zordonowi, decydując też o jego przyszłych losach. Komiks stanowi uzupełnienie, które można pominąć w trakcie czytania Shattered Grid, niemniej znajdziemy tutaj kilka ciekawych informacji.

Power Rangers mają tylko kilka chwil na omówienie sytuacji w jakiej się znajdują z świeżo poznaną Lauren. Świadomi niebezpieczeństwa starają się opracować nowy plan działania, wspomóc przyjaciół z alternatywnej rzeczywistości i znaleźć wreszcie odpowiedz na broń armii Drakkona, która skutecznie odbiera moce wojowników w lateksowych strojach. Do centrum dowodzenia ponownie docierają złe wieści, kiedy Zordon uświadamia nastolatków o zmasowanym ataku w zasadzie na każdym froncie. Pojawia się jednak promyk nadziei, kiedy Rangerzy otrzymują wieści od niejakiej doktor K, której udało się skontrować wspomnianą broń armii Drakkona. Dostajemy jednocześnie wieści od Zacka z alternatywnej przyszłości, który również znalazł słaby punkt w siedzibie wroga. Uzbrojeni w nowe informacje nastolatkowie dzielą się na trzy drużyny i po wyznaczeniu zadań ruszają do działania. Muszę zaznaczyć, że scena ta przeprowadzona jest dynamicznie i budowanie akcji nie dłuży się niepotrzebnie. Pomaga nam też wcześniej przeczytany Annual, w którym widzimy toczące się bitwy, czy też wydarzenia doprowadzające do zyskania przewagi przez doktor K.

Zack, Trini i Billy ruszają wspólnie do alternatywnej przyszłości (chociaż czasu jako takiego nie ma, więc to teraz tylko gdzie indziej – może od tego zakręcić się w głowie, ale bardzo podoba mi się ta koncepcja), gdzie czekają na nich niedobitki z coinless. Poza alternatywnymi czarnym i żółtą wojowniczką, znajduje się tam też Skull, który przez wiele lat potajemnie szpiegował w szeregach armii Drakkona. To właśnie on zdobył informacje o Ninjorze, postaci obcej dla przybyszów – nie zdążyli oni go poznać jeszcze w swoim czasie. To może przyprawić o lekki zawrót głowy.

Jason i Lauren ruszają wspólnie do świata Power Rangers RPM, post apokaliptycznej wizji przyszłości, w której znaleźć mają doktor K. Para czerwonych wojowników, posiada pewną naturalną chemię, ale ciężko mi kupić, że mogłoby z tego wyniknąć coś więcej, a wyraźnie to sugeruje nam autor. Niemniej bohaterowie trafiają od razu w wir walki, pomagając, przy nieocenionym współudziale Zorda Jasona, odeprzeć oddział napastników. Nim jednak udaje się im rozmówić z poszukiwaną panią doktor, na scenę wkracza ponownie odmieniony Drakkon, stojący nie tylko na czele swojej hordy, ale wzbogacony również o nowych sojuszników – kilka reinkarnacji złych Rangerów jacy przewinęli się na przestrzeni wielu serii.


Docieramy do zeszytu #28 i zacznę tym razem od narzekania na rysunki Di Nicuolo. Czytając dialog jaki prowadzą miedzy sobą dwie różowe Rangerki musimy dobrze przyglądać się ich strojom, bo miejscami ich twarze wychodzą rysownikowi identycznie. Gdzieś zatracają się ich indywidualne cechy, a ledwie podobne fryzury zlewają się w zasadzie jednakowe. Na tym chyba kończą się wady tego numeru, bo reszta to zapierająca dech w piersiach pożywka dla fana komiksu.

Różowe wojowniczki, po przygnębiającym dialogu, odnajdują ledwo dyszącą po walce z żołnierzami Drakkona, różową (a jakże) wojowniczkę z Lost Galaxy. Ku ich zaskoczeniu okazuje się nią być Karone, dawniej Astronema – jedna z głównych antagonistek In Space. Rangerki wspólnie wracają na pokład Pterodaktyla, w którym czekają na nich inni niedobitkowie spośród przeróżnych drużyn Power Rangers. Odnosząc się tutaj do całego eventu, większość z nich pojawi się zwykle tylko w tle, bądź raptem na kilku panelach, ale zwykle będzie się to wiązało z jakimś ciekawym dialogiem, czy fajnie poprowadzoną relacją. Należą się tutaj słowa uznania dla autora, któremu przy takim natłoku postaci udało się nie zatracić tempa, a jednocześnie zaserwować wiele smaczków, dla mniej i bardziej hardcore’owych fanów.

Bitwa trwa w najlepsze kiedy przenosimy się do Corinth (Power Rangers RPM) jest ona po brzegi wyładowana akcją i nieważne jak dobrze znamy biorących w niej udział Rangerów, śledzimy ją z zapartym tchem. Kiedy na scenę wkracza Drakkon, czujemy się pozbawieni jakiejkolwiek nadziei, jedno uderzenie jego miecza obala sporą grupę Rangerów, którym już po chwili z nieba spada kawaleria.

W alternatywnej przyszłości (czy jeszcze wypada ją tak nazywać?), bohaterowie uwalniają Ninjora z niewoli, niestety okupując to najwyższą z cen. Jesteśmy świadkami śmierci Zacka z przyszłości, co paradoksalnie sprawia, że w tej rzeczywistości jedyną pozostałą przy życiu oryginalną Rangerką jest Trini (pomijając wspomniany jeden kolor, którego nie doliczyliśmy się ostatnio, ale o tym nieco później).

Rangerzy uciekają z pola bitwy, Drakkon tryumfalnie staje na tle płonącego miasta, a Ninjor wyjawia nam jego zamiary. Pragnie on, poprzez prowadzony podbój Rangerów i przejęcie ich mocy, dotrzeć do samego Morphin Grid. Jest on coraz bliżej celu, rzeczywistość wyraźnie pęka coraz bardziej na naszych oczach.


Przed ostatecznym starciem atmosfera zawsze opada na moment i takim właśnie momentem dla Shattered Grid jest zeszyt #29. Dowiadujemy się jaki los spotkał Rangerów, których pojmał Drakkon, widzimy jak Lord traktuje zdrajców w swojej armii i poznajemy zabójczynie rangerów. Uwieziona jest ona w czasie sprzed Shattered Grid, przez co nie może ona wrócić do swojej alternatywnej rzeczywistości i wspomóc w walce swojego władcę. Okazuje się jednak, że łuk, jej broń, który trzymał ją pod wpływem zaklęcia Drakkona (identycznego jak urok onegdaj rzucony na niego przez Ritę), został zniszczony. Świadomy utraty sojusznika Drakkon kończy rozmowę z Kim. Podjęte przez nią działania śledzić będziemy na stronach Go Go Power Rangers, teraz mogę wam jedynie zdradzić, że to punkt zwrotny dla całej historii. Doliczyliśmy się też w końcu wszystkich Rangerów z tego świata.

W centrum dowodzenia zespół stworzony z najróżniejszych przedstawicieli świata Rangerów prowadzi ostatnią naradę wojenną. Zack podkreśla ten fakt z niemalże chorobliwym zacięciem fana starych filmów. Do nietypowego grona dołącza Grace, a Ninjor opowiada o wieży, która ma za zadanie umożliwić Drakkonowi wejście do Centrum Mocy. Plan przerywa nagłe lądowanie kapsuły, z której wyłania się Andros – lider Power Rangers In Space, który odkrył miejsce przetrzymywania pojmanych wojowników. Przez to, że wojownicy pochodzą z różnych okresów w czasie, jego spotkanie z siostrą (Karone z Lost Galaxy jest jego siostrą i choć stoi po dobrej stronie, dla Androsa wciąż trwa okres, w którym jest ona Astromeną) wypada bardzo emocjonalnie. Przybyła na wcześniej Grace wspiera Rangerów swoim potężnym statkiem/stajcą kosmiczną, która zostaje również rozpoznana jako pojawiająca się później Terra Venture. Najdziwniejszym spośród wszystkich jest fakt, że Zordon nagle może poruszać się swobodnie w formie gigantycznej lewitującej głowy. Można to zaakceptować z lekkim przymrużeniem oka.

Kolejna ze scen, to taka, w której zwykle słyszymy w tle wzniosłą melodię. Power Rangers z całej rzeczywistości odpowiadają na wezwanie i spadają teraz niczym kolorowy deszcz przed centrum dowodzenia. Dwa panele, z czego jeden zajmujący dwie strony wychodzą w końcu epicko rysownikowi. Do tej pory zaliczył kilka wpadek, ale udaje się to zrekompensować.

Anubis Cruger i Zordon udają się na rozmowę z tajną bronią w walce z i tak zbyt potężnym dla armii Rangerów Drakkonem. Ostatnia strona prezentuje nam zasiadającą na tronie, a nieobecną od początku crossovera Ritę Repulse.

Przygotowania dobiegają końca po obu stronach barykady. Drakkon w końcu dołącza do kolekcji brakujący morfer, problem z którym wynikał z ostatniej z historii zaprezentowanych w Annualu.

Jeszcze kilka kadrów udaje się zgrabnie ukraść na zaprezentowanie różnych relacji wśród wojowników, żeby w końcu stanęli oni przed Jasonem, który wygłasza budującą, wzniosłą mowę. Podkreśla, że choć Drakkon kradnie ich moce, to nigdy nie będzie tym, kim oni będą zawsze – Power Rangers. Najlepsza chwila w motywacji czerwonego wojownika następuje jednak, kiedy ten przekazuje Kim smoczy sztylet Tommy’ego wraz ze zbroją przyjaciela.

To co dzieje się dalej, cechuje dobrze napisany crossover. Komiks nabiera błyskawicznego tempa, jest wyładowany akcją i scenami zapierającymi dech w piersi. Mamy tutaj wszystko: coraz większe Zordy, Rangerów wspólnymi siłami pokonujących armie przeciwnika i wreszcie Lorda Drakkona, który powala i obdziera z mocy na polu bitwy wszystkich, którzy rzucą mu wyzwanie. O jego losie decyduje wystrzelony w niego przez Kim smoczy sztylet, wywołując u niego tym samym nagłe osłabienie. Teleportowany do swojego zamku spostrzega Ritę siedzącą na jego tronie. Czarownica używa przeciwko niemu broni dobrze znanej z serialowych przygód Power Rangers, mianowicie świecy, którą odebrała ostatecznie moc zielonego wojownika. Rozwiązanie to nie dość, że jest sensowne to efekt jego działania daje nam iskrę nadziei na dobre zakończenie. Na nieszczęście Rita próbuje ugrać coś dla siebie w całym zamieszaniu, przez co ona i towarzyszący jej Zordon, Anubis i Ninjor zostają porażeni prądem przez Finstera-5. Lord Drakkon świadomy opuszczających go sił, podejmuje dramatyczną decyzję wkroczenia do Morhin Grid. Poświęcając przyjaciela i zostawiając za sobą szalejącą bitwę osiąga upragniony cel.


Mighty Morphin Power Rangers: Shattered Grid, to osobny zeszyt o powiększonej nieco liczbie stron, zamykający omawiany przez nas event. Musze przyznać, że zabierałem się za niego długo, nie przez brak zainteresowania, czy znudzenia eventem, a przez strach co tak naprawdę czekać na mnie może w środku. Obawy te miały dwa niezależne od siebie źródła. Z jednej strony naprawdę bałem się o losy bohaterów, z drugiej zaś o jakość historii świadomy częstego losu tak dużych wydarzeń. Do tej pory Shattered Grid był jednym z najlepszych crossoverów jakie miałem przyjemność śledzić, wiedziałem jednak, że o jego losie przesądzić musi ostatecznie finał serii. Przełamując strach otworzyłem w końcu zeszyt. Co takiego czekało na mnie w środku?

Bitwa wchodzi w kulminacyjną fazę, kiedy największy znany Zord Serpentera staje na straży wieży. Rangerzy wpadają na pomysł połączenia pozostałych Zordów z różnych rzeczywistości czego efekt przechodzi najśmielsze oczekiwania. Zack ma w przyszłości nazwać potężną maszynę bojową, tym czasem rozpoczyna się zajadłe starcie. Jason zasiada za sterami Q-Rexa i w samobójczym ataku niszczy cel. Nie ma tutaj mowy o najmniejszym nawet triumfie, kiedy ogromny Drakkon wyłania się z portalu w ostatecznej formie. Na przestrzeni wszystkich przemian z eventu, ta w końcu dorównuje pierwszemu występowi antagonisty. Biały blask ogarnia całe pole bitwy.

Terra Venture dostało misję oswobodzenia więzionych Rangerów i znaleźli się oni na pokładzie statku w chwili, kiedy przed oczami Grace, Karony i Androsa wszechświat pokrył się nagle pajęczyną pęknięć i zalał wszystko w białym blasku.

Tommy je śniadanie, kiedy jego ojciec – Zordon czyta gazetę z tytułem na pierwszej stronie Drakkon the Glory Road. Komplementowany przez mamę – Ritę, szybko kończy posiłek i wychodzi przed dom. Świat został zaatakowany przez dziwne istoty, bohater wzorem Supermana rozpina koszulę ukazując nam kryształ na jego piersi.

Drakkon jest uwielbianym przez tłumy bohaterem, który stoi na straży bezpieczeństwa świata. W pierwszej kolejności udziela zawsze wywiadu swoim ulubionym dziennikarzom – Zackowi i Trini. Zapewnia o bezpieczeństwie świata, kiedy w zielonym dymku pojawia się pytanie o prawdziwość tej rzeczywistości.


Wydarzenia z Go Go Power Rangers doprowadziły do umieszczenia w sercu Tommy’ego fragmentu kryształu chaosu. W ten sposób przetrwał on zawieszony gdzieś w niebycie, mogąc jedynie niemo obserwować jak Drakkon rozrywa jego świat na strzępy i wygrywa. Teraz to on rozbija złudzenie jakie stworzył dla siebie Drakkon. Przywraca wspomnienia przyjaciołom łącznie z znajdującymi się w tym świecie Lauren i Jen. Dowiadujemy się też, że antagonista jest w posiadaniu czegoś nazywanego  Sercem Mistrza, potężnego artefaktu, który uczynił go boską istotą.
Dochodzi w końcu do starcia, w którego celem jest jedynie umożliwienie Tommy’emu dotknięcia wspomnianego kryształu. Efektem tego kontaktu jest odseparowanie Drakkona i Tommy’ego od wszystkiego, łącznie z ich mocami. Ostateczne, emocjonalne starcie rozgrywa się właśnie tutaj i ma głęboki wydźwięk. Drakkon jest jedynym Tommy’m w całym multiwersum, który okazał się być złym, jedynym, który odwrócił się od przyjaciół. To decyduje o jego ostatecznej porażce.

Świat zaczyna się rozpadać, a z kłamstwa jakim się okazał zabierają bohaterów byty z Morphin Grid. Tommy wyciąga po raz ostatni rękę w stronę Drakkona. Ten jednak bez słowa odwraca się na pięcie, pozostając samotnie w rzeczywistości czekającej na zagładę.

Zakończenie komiksu jest niezwykle enigmatyczne. Bohaterowie mogą wspólnymi siłami stworzyć nowy świat, bądź przywrócić stary porządek. Rodzi to wiele obaw, towarzyszące im jednak byty dodają, że podobnie jak rozbita szklanka, po sklejeniu świat już nigdy nie będzie taki sam. Nawiązuje to bezpośrednio do wcześniejszych słów Jen z Time Force. Bohaterowie decydują się uratować wszystkie światy. Dostajemy też wyczekiwany od dawna pocałunek.

Obawiałem się tego, że po lekturze będą mi towarzyszyć mieszane uczucia. Przede wszystkim powrót Tommy’ego i jego mesjanizm, może nie przypaść każdemu do gustu, zwłaszcza, że Higgins podkreślał wielokrotnie, że Tommy nie żyje i nic tego nie zmieni. Można to oczywiście traktować jako zabieg marketingowy, ale jeśli autor szukał możliwości wywrócenia świata do góry nogami, to była ku temu idealna okazja. Osobiście część mnie cieszy się z powrotu bohatera i mam też nadzieję, że zobaczymy go w przyszłości, inaczej musielibyśmy się pożegnać również z Jasonem. Zakończenie pozostawia nas z wieloma pytaniami, z dużą dozą niepewności, ale to dobrze. Zwłaszcza, że ostatnie strony zapowiadają coś wcześniej niespotykanego, ale o tym za chwilę.


Podsumowując pierwszy i największy event w historii Power Rangers musze przyznać, że faktycznie zasługuje on na swoje miano. Była to epicka, emocjonalna podróż, która powinna satysfakcjonować każdego, kto po nią sięgnie. Przemyślana i nie tak bardzo chaotyczna, jak można byłoby się obawiać przy takiej ilości postaci, nie uniknęła jednak wad. Począwszy od nie zawsze dobrych rysunków, miejscowym braku konsekwencji, na pozostawiającym nas z niedosytem zakończeniu skończywszy. To ostanie nie zalicza się może do wad w ich standardowym dla komiksu rozumieniu, ale powinniśmy móc wiedzieć więcej na zakończenie tak dużego crossovera. Co się zaś tyczy bohaterów, bo to oni zawsze tworzą historię, trzeba przyznać, że po lekturze ma się ochotę poznać mniej znanych Rangerów z mniej popularnych serii. Drakkon zasługuje na tytuł największego i najlepszego złoczyńcy w historii Power Rangers, a to też niewątpliwie zaleta (zwłaszcza, że panteon takowych jest dość barwny i ciekawy), tylko ulubieniec publiczności kradnący trochę światła dla siebie na koniec może nieco zgrzytać. Power Rangers zawsze byli o przyjaźni i różnorodności, więc sposób pokonania Drakkona nie powinien budzić kontrowersji. Żegnamy się w tym miejscu z Higginsem w roli scenarzysty serii, więc ocena eventu jest też ostateczną oceną jego pracy. To zdecydowanie jeden z najlepszych eventów komiksowych ostatnich lat w ogóle. Shattered Grid polecam serdecznie każdemu.

Co czeka nas dalej? Jak wspomniałem wyżej ostatnie strony komiksu zapowiadają nową erę w świecie Mighty Morphin Power Rangers. Terra Venture znajduje się gdzieś w rozerwanej rzeczywistości, a enigmatyczne zakończenie nie daje nam odpowiedzi, dlaczego wszystko jeszcze nie wróciło do normy i czy w ogóle wróci. Oto stoi przed nami nowa grupa złożona z Rangerów z różnych okresów w czasie. Rozpoczyna się swoista walka o przetrwanie, a wraz z nią – Beyond The Grid.

Zanim jednak sięgniemy po kolejne dalsze losy serii Mighty Morphin Power Rangers od BOOM! Studios, wybierzemy się w podróż w czasie do początków istnienia grupy nastolatków o nieprzeciętnych umiejętnościach. Już teraz zapraszam was do lektury Saban’s Go Go Power Rangers.

Do kolejnego It’s Morphin Time!

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.