Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Wojownicze Żółwie Ninja: Bodycount

Ci z was, którzy śledzą moją kolumnę It’s Morphin Time mogli dojść do wniosku, z resztą słusznego, że żywię ogromny sentyment do wczesnych lat dziewięćdziesiątych, zwłaszcza do popkultury tamtego okresu. Gloryfikuje poniekąd współczesnych twórców, którzy dają nowe życie zapomnianym seriom, dbając przy tym o spuściznę oryginał. Tym bardziej ucieszył mnie fakt, że na naszym ryku pojawi się komiks o Teenage Mutant Ninja Turtles, pochodzący z owego okresu, ale karykaturalnie radykalizujący znany obraz sprzed lat. Bodycount jest komiksem obrazoburczym, stawiającym mnie przed trudnym zadaniem. Jak go ocenić, skoro spełnia i łamie narzucane przeze mnie warunki?

Oczywiście, odrzucając moje podejście. Nie byłbym w stanie obiektywnie podejść do tego tytułu, gdybym patrzył na niego jak na klasyczne żółwie, czy współczesnych rangerów. Wyrywa się on takim ramą oceny, a już to zasługuje na zaliczenie mu wstępnej zalety.

Duet Eastman i Bisley świetnie bawił się podczas tworzenia tej opowieści i widać, że frajdę udało im się przelać na karty komiksu. Zgrabne połączenie jej z miłością do postaci owocuje oczywiście kolejnym plusem dla tego zeszytu.

Skoro już przy bohaterach jesteśmy, to ze znanych żółwi występ zalicza tutaj Raphael i ich kumpel w hokejowej masce – Casey. Widać, że to oni, ale jednocześnie komiks, zmienia ich osobowości w delikatny, acz widoczny sposób. Wszystko na potrzeby tego, co w komiksie dominuje, czyli przemocy i chaosu. Przez pierwsze strony przemykamy, oglądając brutalną potyczkę, żeby już za chwilę wpaść w wir kolejnej walki. Jeśli po drodze zaliczamy jakiś przystanek, to tylko po to, żeby na następnej posypał się grad pocisków.

Całość okraszona jest fabułą rodem z gangsterskiego (bynajmniej nie mafijnego) kina, a sam antagonista nie porywa, chociaż trzeba przyznać, że doskonale oddaje klimat wspomnianej kinematografii. Na uwagę zasługuje też humor, którego rodowód również sięga do sensacyjnego kina akcji.

Bohaterowie zatem szyci są na miarę opowiadanej historii, a fabuła jest tylko usprawiedliwieniem dla coraz większych karabinów maszynowych i wszechobecna przemoc. Jakim cudem dało się w tym zakochać przed laty? Najwidoczniej taki urok tej prostej mieszanki. Bo zakochać da się i dzisiaj.

Oczywiście pokochać Bodycount trzeba chcieć. Musimy przygotować się na lekturę komiksu, który wyłączy nas i pozwoli się dobrze bawić bez potrzeby myślenia. Jeśli zatem chcecie krwawej jatki z ikonicznymi bohaterami w rolach głównych – jest to pozycja dla was. Jeśli szukacie opowieści posiadającej głębie – możliwe, że na próżno jej tu szukać. Z tym komiksem można się naturalnie po prostu dobrze bawić, czego jestem najlepszym przykładem. Trzeba tylko potraktować go z przymrużeniem oka.

Cowabunga!

Mateusz "Hawk" Cebrat

Wojownicze Żółwie Ninja – Bodycount 
Scenariusz: Kevin Eastman
Rysunki: Simon Bisley
Tłumaczenie: Bartłomiej Burtea
ISBN: 978-83-8110-780-8
Oprawa: twarda
Ilość stron: 112
Format: 178×269
Cena: 55 zł

Komiks można kupić w sklepie wydawnictwa Non Stop Comics

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.