Avalon » Publicystyka » Artykuł

To be Hunted - Komentarz do Amazing Spider-Man #16 i 16.HU

Komentarz zawiera spoilery do Amazing Spider-Man (2018) #16 i #16.HU

Rodzyn: Zaczęło się! Tzn. tytuł mówi, że to preludium, ale tak czy siak, historia The Hunted rozpoczyna się! Pierwsza wielka historia Nicka Spencera, do której szykowaliśmy się przez 15 numerów. I jak się zapowiada?

Kraven Łowca nie jest łatwą postacią do prowadzenia. Wszystko, co z nim się pojawi, będzie automatycznie porównwane do Ostatnich Łowów Kravena, jednej z najlepszych historii o Spider-Manie i ogólnie w uniwersum Marvela. Grim Hunt próbował mu dorównać i choć nie był wspaniałą historią, to był komiksem zadowalającym. Sam przyznam się szczerze, że wolę na ten moment bardziej komediowe podejście do tej postaci w Unbeatable Squirrel Girl. Zrobienie czegoś poważnego jest trudne i czy Spencer ma dobre podstawy? 

Z początku dostajemy streszczenie losów Łowcy, do czego Spencer nas już przyzwyczaił. Czy to odgórny nakaz, by każdy numer Pająka był przystępny dla nowych czytelników? Dodatkowo śledzimy jego dalsze losy, gdy High Evolutionary tworzy dla niego jego klony, które wysyła na łowy po całym świecie. Z ich wszystkich ostał się tylko jeden, który wybił swoich braci i Kraven... jest z niego dumny. Mamy tu dziwną scenę, i Spencer cały czas balansuje na pewnej granicy, tak że jego historia próbuje być poważna, jednocześnie wprowadzając wiele komediowych elementów. Sam nowy plan Kravena, w który angażuje "syna", jest równie dziwny. Łowca jest niezadowolony z tego, że bogacze polują na zwierzęta i chce cos z tym zrobić. Stwierdza, że woli dać lepszą broń tym ludziom i przeszkolić, żeby polowali na... innych ludzi. Przy czym mają to być różni totemiczni nadludzie, typu Scorpion czy Rhino, których porywali dla niego Taskmaster i Black Ant (swoją drogą, dlaczego Kraven nie dorzucił Black Ant do tego zestawu? Może dopiero to nastąpi, a ja przewiduję zwroty akcji...). Plan jest dziwnie skonstruowany i brak tu odpowiedniego zaakcentowania, dlaczego Łowca to robi i co chce osiągnąć. Ale w ogólnym rozrachunku, to powrót do poziomu z początku serii. Równie dziwne pomysły, ale całkiem dobrze rozpisane, miał Spencer na początku, więc dobrze to wróży na przyszłość.

Gorzej robi się w drugiej części zeszytu, gdy zmienia się rysownik i główni bohaterowie. Oj, Alberto Alburquerqe wypada baardzo słabo i znów pytam, dlaczego marvel nie znalazł kogoś o zbliżonym stylu do Ottley'a? W każdym razie, śledzimy tu losy młodego syna Lizarda, który chce odszukać znajomych z internetu, niewiedzących, że wygląda jak jaszczur. Gdy Ci się o tym dowiadują, panikują, a chłopak ściąga na siebie uwagę Taskmastera i Black Ant. Równolegle widzimy, że Peter po ostatnich wydarzeniach nie czuje się najlepiej, ale musi ruszyć na ratunek chłopakowi, gdy dzwoni do niego Connors.

Tak więc w ostatecznym rozrachunku wyszło średnio. Już sam nie wiem, czego oczekiwać po The Hunted...

Dengar: A więc stało się! "Road to Hunted" się rozpoczyna! Dowiemy się w końcu, co takiego wymyślił nasz ulubiony Myśliwy. No dobra, nie on bezpośrednio. Jego myślami kontrolował chwilowy bóg w świecie Spider-Mana, czyli Nick Spencer. Powiem tak, byłem ciekawy, co wymyślił. Ale nie żebym jakoś umierał z ciekawości. Moja ciekawość przypomina raczej sytuację, kiedy dziecko ze śrubokrętem próbuje wsadzić go do gniazdka w ścianie, jest ciekawe, ale równie dobrze chwilę później może się rozmyślić i wrócić do układania klocków. Więc ja obecnie mam w rękach śrubokręt i klocki i się zastanawiam.

Ale przyjmijmy wariant ze śrubokrętem. Początek tego zeszytu nawiązuje do pierwszych numerów tej serii, a więc widzimy Kravena i dwóch myśliwych. Krótka rozmowa, czy może bardziej monolog Kravena o polowaniu i dowiadujemy się, że Sergei nie chce zabić drugiego myśliwego… tylko zamierza uczynić z niego myśliwego, takiego chyba przez duże „M”. Ciekawe… czyżby nagle w Myśliwym obudził się instynkt tacierzyński i zapragnął, aby wychować sobie następcę? Jego dzieci mu nie wystarczyły? Ach, no tak… przecież Sergei zabił swoją żonę, potem Alyoshę – swego syna, a jego córka Ana odeszła. Oczywiście losy Kravena Spencer swoim klasycznym zwyczajem przypomina nam i poświęca temu aż całą stronę. Potem dowiadujemy się, że Kravinoff dopadł Wielkiego Ewolucjonistę i zabijając jego dzieła, zmusił go do współpracy. Really? Ewolucjonista dał się tak podejść? Istota, która walczyła ze Srebrnym Surferem czy Ultronem uległa Kravenowi? Nie kupuję tego… a jakby tego było mało, stworzył on dla Sergeia klony, mające być jego synami?? 87 mini-Kravenów? Wygląda na to, że wyczułem pismo nosem. Sorry, Nick… ale to bullshit! Nie kupuję tego! Jakby tego było mało, każdy mini-Kraven – po szybkim dorośnięciu – uczy się polować, zabijać bla bla bla… tylko po to by jeden z nich zabił swoich „braci”. No a jakby inaczej? Okey, rozumiem. Wzmianki o tym, że ludzie polują na dzikie zwierzęta dla zabawy to coś dobrego. Popieram w szczególności potępianie tych pseudo-myśliwych! Dobrze, że tak poważny temat został poruszony. Jeśli dobrze zrozumiałem: Kraven i Arcade złapali wszystkich zwierzęcych herosów i złoczyńców, aby szarzy, pragnący emocji myśliwi na nich polowali zamiast na dzikie zwierzęta? Nie kumam, nie rozumiem…

Potem mamy dalszy ciąg burzy hormonów, czyli rozwinięcie wątku Billy’ego Connorsa. Chłopak – lub raczej jaszczur – wymknął się z kanałów, aby udać się na imprezę. Okazuje się, że go nie ma na liście gości więc wkurzony nastolatek przedziera się przez ochronę i próbuje porozmawiać z organizatorką imprezy. Gdy wszyscy odkrywają, że jest mini-Jaszczurem wszystko staje na głowie. Dziwicie się? Bo ja nie. Finał jest taki, że Taskmaster i Black Ant łapią Connorsa juniora. A chory Spider-Man dostaje telefon od Curta i Marthy i rusza na pomoc. Jednak nie udaje mu się uratować chłopaka. Co więcej, przylatuje do niego Spider-Tracer mówiący głosem Black Cat, że przydałaby się jej pomoc, a dodatkowo znalazła Billy’ego.

Kurczę… no mam bardzo mieszane uczucia. Bardzo, bardzo. Wątek Kravena… no ani grzeje, ani chłodzi. Chociaż bardziej bym się skłaniał ku chłodzeniu. No nie kupuję tego, poważnie. Próbuję wykrzesać z siebie, chociaż minimum zadowolenia z tego komiksu, ale kurdę nie potrafię. Nudziłem się podczas lektury! Poważnie! Wizualnie nie jest najgorzej, chociaż taka przeplatanka rysowników jest trochę wkurzająca. Lizard autorstwa drugiego rysownika, Alberto Albuquerque, wygląda dziwacznie. Jakoś w jego wykonaniu MJ ma sporo piegów na twarzy. Kiedykolwiek je miała? Taskmaster z kolei wygląda jak Szkieletor z He-mana. A, skąd Black Cat miała Spider-Tracera? Cosik się tu kupy nie trzyma. I trochę nie czaję, Spider rusza na pomoc Billy’emu, w tym samym czasie widzimy jak Taskmaster i Mrówa go dopadają, Spider widzi to w wiadomościach (nie wiemy czy to live, ale napis „now” mógłby to sugerować” i nagle Felicia mówi mu, że znalazła Billy’ego? A, no i Peter ma wyrzuty sumienia, że nie zajął się duetem T&BA bo ratował ciotkę May? Zieeew!

Generalnie: numer kiepskawy. Nie przeczytałbym, to wiele bym nie stracił. Więc zabawa ze śrubokrętem skończyła się nie najlepiej. Prąd mnie kopnął i niewiele z tego wyciągnąłem.

Amazing Spider-Man #16
"The Hunted" Prelude
scenariusz: Nick Spencer
rysunki: Ryan Ottley i Alberto Albuquerque



Rodzyn: Dziwna sprawa z tą numeracją... Nie pierwszy raz Marvel z czegoś podobnego korzysta, ale chyba za każdym razem w innym celu. Raz były to dodatkowe one-shoty, które miały podsumować dotychczasową historię i być dobrym miejscem do startu dla nowych czytelników. Raz po prostu zaznaczały, że dany numer to część osobnego eventu, ale nie były osobnymi numerami, tylko zwykłym dopiskiem do zwykłej numeracji. Teraz... To dodatkowe historie dopowiadające wydarzenia, które nie dzieją się w głównej serii. Pytanie, czy to oznacza, że można je spokojnie pominąć? Nawet nie są uwzględniane w tzw. legacy numbering, więc według Marvela niewiele znaczą. Czemu nie wydano ich jako osobne one-shoty? Czy ta pozorna ciągłość w ramach serii się lepiej sprzedaje? Najwidoczniej.

Przejdźmy do samego numeru: mamy tu nawiązanie do wątku, który w powyższym zeszycie został przedstawiony na zaledwie jednym kadrze: Black Cat przekazuje Peterowi wiadomość, że znalazła dziecko Connorsa, którego ten szuka. Tutaj mamy całą historię, która ją do tego miejsca doprowadziła. Widzimy, jak Black Cat radzi sobie z odzyskanymi wspomnieniami związanymi z Peterem, gdy ten ujawnił jej kilka numerów wcześniej swoją tożsamość. Widzimy, jak para się spotyka, a Parker wręcza jej specjalny nadajnik, który będzie mogła wykorzystać, gdyby coś się stało: wystarczy, że nagra na niego wiadomość, a on do niego trafi (co też uczyniła). Poza tym, Felicia dostaje zlecenie od Hammerheada, jej byłego podwładnego, który chce by odnalazła Owla. Przestępca został schwytany przez Black Ant i Taskmastera, a Black Cat gdy odnajduje ich kryjówkę odnajduje tam też dziecko Connorsa. Kobieta decyduje się pomóc chłopcu zamiast ratować Owla, ale jak się okazuje, to wszystko było planem dwójki podwładnych Kravena i Hammerheada. Tak oto kobieta wpada w ręce i pytanie, czy uda jej się wydostać, czy też dopiero Pająk zdoła jej pomóc.

Pochwalić muszę zarówno Spencera jak i Ibana Coello. Całość to luźna, pełna akcji historia, która jednocześnie potrafi dobrze pokazać uczucia i przemyślenia Felicii. Coello może nie jest bezbłędny, ale udaje mu się poprowadzić ciekawie całą akcję. Aż zacząłem się zastanawiać, czy nie sięgnąć po serię Black Cat, która wkrótce wystartuje. Na plus na pewno rysunki Foremana, choć nie wiem na ile będą pasować do postaci, na minus okładki Campbella, fuj, a scenarzysta Jed MacKay... nie miałem okazji poznać. Może to będzie dobra okazja.

Dengar: Już na samym początku muszę zadać najważniejsze pytanie. Czy rzeczywiście trzeba było dodawać do tego numeru „.HU”? Nie można było tego zeszytu oznaczyć 16 i potem dalej lecieć z numeracją? Nie kryję, że te zabiegi z point coś-tam lekko działają mi na nerwy. Trochę poczułem się tak, jakby w ostatniej chwili Spencer wpadł na pomysł, żeby napisać zapchaj-dziurę, która opóźni wydanie 17 zeszytu ASM, bo kto wie, może chciał dopracować ten zeszyt? Albo to zagranie mające na celu trzymanie nas dłużej w niepewności? Czort wie, ale już na samym początku ten komiks ma u mnie minusa.

Główną bohaterką tego zeszytu jest nie kto inny jak Felicia Hardy, czyli Black Cat. Co ona może mieć wspólnego z tym wszystkim? Czas pokaże, ale widzieliśmy już że Nick Spencer postanowił eksploatować tę postać i moim zdaniem na siłę wrzucić ją z powrotem w życie Petera / Spidera. Oczywiście w iście spencerowskim stylu przez początkowe kilka stron poznajemy życie i rozterki Black Cat i czytamy jak się czuła, gdy Doktor Strange rzucił czar, który pozwolił wymazać z pamięci całego świata tożsamość Spider-Mana. No okej, fajnie że poznajemy myśli i uczucia Felicii … ale czy to jest aż tak ważne, że trzeba poświęcać temu osobny zeszyt? Bo chyba zanosi się na to, że cały komiks to „życie i rozterki Black Cat” w pigułce. Hmm... póki co nie rozumiem, po co Felicia rzuca się na gangsterów. Tłumaczenie tego zapasem agresji, którą musi z siebie wyrzucić jest debilizmem... szczególnie że okłada po mordach ludzi, którzy jeszcze nie tak dawno byli jej psami bojowymi. No i akurat trafia na swojego niedawnego przybocznego, Hammerheada i tak od słowa do słowa, proponuje jej robotę. W końcu jest najlepszą złodziejką... a jemu ktoś „ukradł” kumpla, Owla. Co ciekawe, Felicia się zgadza (a ponoć jest znowu tą dobrą, a jednak pomaga temu złemu, weź tu zrozum koty?) i rozpoczyna poszukiwania. Oczywiście dość szybko trafia na pokład statku, w którym urzęduje Taskmaster i Black Ant. Na pokładzie statku znajduje uwięzionego w klatce Billy'ego Connorsa, któremu mówi że jest na misji z całą grupą bohaterów... Po co go okłamywać? No ale i tak Black Cat zachowuje się jak dupek bo zostawia dzieciaka i rusza na poszukiwania Owla. No i w ostatniej chwili widzimy jak zmienia zdanie i postanawia uratować małego Jaszczura. Serio? Musiała o tym myśleć? Każdy jeden bohater by bez wahania ratował dzieciaka (nawet pokrytego łuską) niż zbira pokroju Owla. Niestety przeszkadza jej pojawienie się Czarnej Mrówy. Jak się okazuje, Hammerhead ją wystawił. No ja się nie dziwię. Każdy gangus pozbyłby się szefa który zmienia fronty. A przecież Hammerhead z tego co kojarzę aspiracje do kierowania przestępczym półświatkiem miał. Koniec końców, Black Cat dostaje wciry. W ostatniej chwili wypuszcza Spider-Tracera, który informuje Pająka o całej sytuacji. A właśnie, we fleshbackach widzimy jak Peter daje jej pudełeczko ze Spider-Tracerem... co początkowo mogło wyglądać na zaręczyny. Teraz to się totalnie pogubiłem, bo już nie wiem kiedy te sceny z przeszłości miały miejsce. Skoro miała cały czas Tracera, to czemu Spider nie namierzył jej, jak jeszcze była po Ciemnej Stronie Mocy? Jak ja nie lubię takich niedociągnięć.

Sam nie wiem co myśleć o tym komiksie. Z jednej strony, prędzej czy później Spencer musiałby wylać żale Black Cat, bo ewidentnie widzę, że zamierza pisać o tej postaci. Z drugiej, można było poprowadzić akcję tego zeszytu w inny sposób. Nie przemawiają do mnie pobudki Felicii. Wmanewrowanie jej w pomoc Hammerheadowi jest kiepskie... nie kupuję tego, że przyszła okładać po ryjach akurat swoich ludzi, zamiast wyruszyć w miasto by oklepać jakichś złodziejaszków czy chociażby wandali. Mam mieszane uczucia, jednak bardziej się skłaniają ku negatywnej ocenie. Nie spodobało mi się okłamanie małego Connorsa i to, że postanowiła olać ratunek dzieciaka na rzecz ratowania Owla. Co prawda wróciła się po Jaszczura juniora, ale musiała się nad tym zastanawiać? Sorry, Nick, ale ten numer dla mnie to strata czasu. Na pewno na plus przemawia szata graficzna. Chociaż trochę moim zdaniem piersi Black Cat są za duże. Zawsze takie miała? 

I tym optymistycznym (i okrągłym) akcentem chciałbym zakończyć wylewania pomyj na ten zeszyt. Jeśli ten poziom będzie prezentować całe „Hunted” to się chyba zaziewam na śmierć. Mam nadzieję, że się mylę.

Amazing Spider-Man #16.HU
"The Hunted" tie-in
scenariusz: Nick Spencer
rysunki: Iban Coello

Amazing Spider-Man #16 i Amazing Spider-Man #16.HU możecie nabyć w sklepie ATOM Comics w różnych wariantach okładkowych 

Pamiętajcie, że możecie użyć kodu promocyjnego "ENDGAME", by otrzymać 5% rabatu na komiksy Marvela.

A wy co sądzicie o najnowszym numerze serii? Zapraszamy do dyskusji na naszym forum.


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.