Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu - Kapitan Marvel


WYŻEJ, DALEJ, SZYBCIEJ... i oby CZĘŚCIEJ

W końcu. W końcu dostaliśmy film z żeńską superbohaterką w roli głównej w ramach Marvel Cinematic Universe. Trochę późno, ale można mieć tylko nadzieję, że Carol Danvers rzeczywiście przejmie stery całego uniwersum i dostaniemy jej jeszcze więcej na naszych ekranach w kolejnych latach - plany Marvela poznamy jednak dopiero po premierze Spider-Man: Far From Home

Film nie odbiega poziomem od innych marvelowskich produkcji, ogląda się go równie przyjemnie co inne genezy postaci. Nieco nudniejszy początek nadrabia o wiele lepsza druga połowa filmu, która sprawia, że chce się zobaczyć jeszcze więcej tych bohaterów. Geneza Kapitan opowiedziana jest w nieco odmiennej formie. Carol poznajemy w momencie, w którym nie pamięta swojej przeszłości, posiadając już moce i działając od kilku lat w szeregach Kree. Gdy nagle w wyniku różnych wypadków trafia na Ziemię, zaczyna odkrywać sekrety dotyczące samej siebie, ale i tajemnic wieloletniej wojny między Kree a Skrullami.

Brie Larson wydaje się być idealnym wyborem do roli Carol Danvers. Sympatyczna i zadziorna, świetnie pokazała też impulsywność i zagubienie swojej bohaterki, ale przede wszystkim jej siłę charakteru. W parze z Samuelem L. Jacksonem stworzyła jeden z ciekawszych duetów MCU i aż szkoda, że w takiej odsłonie w takim okresie czasowym ich już raczej nie zobaczymy. 

Choć na ekranie nie ma jej tak wiele, ciekawie wypadła też Lashana Lynch w roli dawnej przyjaciółki Carol, Marii Rambeau. Choć jedna czy dwie sceny z jej udziałem wypadły nieco zbyt pompatycznie i nienaturalnie, i tak żałuję, że pewnie po raz ostatni widzimy tę postać. Kto wie, może powróci w przyszłości grając córkę swojej bohaterki?

Zaskoczył mnie Ben Mendelsohn w roli Talosa, przywódcy oddziału Skrulli, z którym mierzą się nasi bohaterowie. Spodziewałem się kolejnego jednowymiarowego złoczyńcy, a dostaliśmy coś dużo ciekawszego. Nieco gorzej jest po drugiej stronie kosmicznego konfilktu, gdyż nieszczególnie przekonał mnie do siebie Jude Law w roli Yon Rogga, a i pozostali cżłonkowie towarzyszącego mu Starforce nie mieli szansy się wykazać, szkoda tu zwłaszcza Gemmy Chan w roli Minn-Ervy. Ale wiadomo, długość filmu mocno nas tu ograniczała. Szkoda trochę, że na ekranie nie zobaczyliśmy też Supreme Intelligence w całej okazałości, twórcy jednak dobrze nawiązali do komiksowego wyglądu Najwyższej Inteligencji Kree, a Annette Bening świetnie wywiązała się ze swojej roli, jaka się z tą postacią wiązała. Mnie to usatysfakcjonowało. 


Nie ma co jednak ukrywać, że gwiazdą i maskotką filmu na pewno będzie kot odgrywający rolę Goose'a. Kto czytał komiksy o Carol będzie wiedział nieco więcej jego historii, kto nie, ten mile się zaskoczy. Nie ma co ukrywać, że od pierwszych scen, w których się pojawia, kradnie prawie całą naszą uwagę. Każda scena z nim to koncert śmiechów i uroczych wzdechów na sali kinowej, kto lubi koty, ten na pewno będzie się dobrze bawił na seansie (ale nie tylko z tego powodu!). Kto zaś za nimi nie przepada... ten też powinien się uśmiechnąć przy kilku scenach, gwarantuję.

Co do efektów specjalnych, na pierwszy plan wychodzi przede wszystkim cyfrowe odmłodzenie kilku aktorów, z Jacksonem na czele. Marvel już w kilku wcześniejszych produkcjach udowodnił, że wychodzi im to bardzo dobrze, nie inaczej jest też tutaj. Świetnie prezentują się moce Carol, dopracowane są też wizualnie różne kosmiczne lokalizacje, ale i charakteryzacja Skrulli wypadła przekonująco - fakt, że nie wyglądają identycznie, a widać między nimi różnice, zdecydowanie zaliczyć można na plus. 

Humor, jak i scenariusz, nieco kulał z początku, ale druga połowa (a może i ciut wcześniej), nadrabia za całość. Konflikt Kree i Skrulli to świetny pomysł do eksploracji w kolejnych produkcjach ze znaczkiem Marvela, bo jest tu sporo potencjału jeszcze nie wykorzystanego w tym filmie. Twórcy pokazali wojnę tych ras w nieco innym świetle niż mogliśmy się spodziewać, pozostaje tylko pytanie, i tym bardziej warto się zastanawiać, co to wróży na przyszłość. 

Kto wyczekiwał nawiązań do oryginalnego Kapitana Marvela, a tak było w moim przypadku, nie powinien się zawieść. Samych mrugnięć do fanów komiksów o Carol było więcej, a wprawne oko wypatrzy w tłumie chociażby scenarzystkę Kelly Sue DeConnick, która sprawiła, że Carol z Ms. Marvel stała się Kapitan Marvel. Jako że jest to pierwszy film MCU wyświetlany w kinach po śmierci Stana Lee, pojawił się hołd dla tego jednego z twórców obecnej potęgi Marvela, i to w bardzo dobrym stylu. Oczywiście nie zabrakło scen po napisach. Na pierwszą niech czekają Ci, którzy wyczekują mocno kolejnej odsłony Avengers. Druga scena to już komediowy klip, który i tak wart jest tych kilku minut czekania. 

Jak pisałem na początku, trochę się na ten film naczekaliśmy, ale było warto. Carol Danvers na pewno namiesza nam w uniwersum i Thanos (i ktokowiek tam jeszcze czeka w kolejce) powinien obawiać się jej powrotu na Ziemię, a stara gwardia bohaterów może spokojnie odejść na emeryturę. Nieprzekonanych już od początku do tego filmu pewnie niczym nie przekonam, mówi się trudno. Warto go obejrzeć, i to nie tylko dlatego, że mamy tu pare nawiązań do wcześniejszych produkcji Marvela, przez które zaświecą się oczka ich fanom (choć ich znajmość w żadnym stopniu nie jest wymagana do czerpania przyjemności z seansu - wasz pierwszy film Marvela? Zapraszam do kina, idealny wybór). Mam nadzieję, że ten film jeszcze szerzej otworzy drogę na wielki ekran innym superbohaterkom, a sama Carol powróci w jeszcze ciekawszych filmach. 

Na koniec mogę poradzić Wam, że jeżeli macie młodszą siostrę, córkę, kuzynkę, zabierzcie je do kina w wolnej chwili na ten film. Nie pożałujecie seansu ani Wy ani One.

Wojtek "Rodzyn" Rozmus

Kapitan Marvel
Reżyseria: Anna Boden, Ryan Fleck
Scenariusz: Nicole Perlman, Meg LeFauve, Anna Boden, Ryan Fleck, Liz Flahive, Geneva Robertson-Dworet, Carly Mensch
W rolach głównych: Brie Larson, Samuel L. Jackson, Ben Mendelsohn, Clark Gregg, Lashana Lynch, Jude Law, Annette Bening, Gemma Chan, Lee Pace

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.