Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Amazing Spider-Man. Globalna Sieć tom 1 Wrogie przejęcie

Dan Slott za sterami kolejnej serii o przygodach Pajęczaka serwuje swoim czytelnikom rewolucje na skalę światową. Dosłownie, bo tym razem nasz ulubiony Ścianołaz nie działa w sąsiedztwie tylko międzynarodowo. Akcja niniejszego komiksu rozpoczyna się, uwaga uwaga, w Szanghaju, gdzie Spider i Mockingbird ścigają członków organizacji Zodiak. I już na pierwszej stronie dowiadujemy się jakie zmiany dotknęły naszego gamoniowatego Petera Parkera... a nie, już wcale nie jest takim gamoniem! Jest w końcu panem prezesem, założycielem i właścicielem Parker Industries, która opracowała gadżet znany jako webware zapewniający tani, szybki Internet, coś takiego jakby smartwatch. Dan Slott w tej serii totalnie zmienia wizerunek nie tylko Petera Parkera ale i samego Spider-Mana. Peter nadal jest skromnym kolesiem, który podkreśla, że nie zarabia kokosów tylko tyle ile członkowie kadry menadżerskiej średniego stopnia. Podczas konferencji prasowej pada argument, że jest Tonym Starkiem dla ubogich. Trochę w tym racji jest, Slott niestety kopiuje Starka: Pająk jest ochroniarzem Parkera, a na dodatek posiada wiele przeróżnych bajeranckich zabawek jak zbroja, spider-mobile czy rażące prądem sieci. Jakby tego było mało, Peter zadbał o to aby nikt przypadkiem nie połączył jego nieobecności z obecnością Spider-Mana: zatrudnił niegdysiejszego ni to wroga, ni to sojusznika w roli „Spidera”. Nie będę zdradzać kogo, przynajmniej na razie. 

Czy taka zmiana wizerunku Spidera wyszła mu na dobre? No ciężko mi powiedzieć, do tej pory Spider działał na swoim podwórku i miał niekiedy problemy z ogarnięciem wszystkiego. A teraz narzuca sobie by działać globalnie? Nie jest to szczyt oryginalności, a zamartwianie się o pół świata... a co tam pół, o jedną czwartą! To już nie lada wyzwanie. Spider nie jest Supermanem czy Thorem aby błyskawicznie przemieścić się z miejsca na miejsce i sprostać jeśli nie każdemu, to chociażby większości zagrożeń. 

Slott jednak serwuje nam różne, przeróżne wątki które są – moim zdaniem - ciekawsze od pościgu za Zodiakiem. Bo warto w tym miejscu wspomnieć, że Pająk działa – zupełnie jak niegdyś Stark – ramię w ramię z S.H.I.E.L.D. O co dokładnie chodzi z tą sprawą? Tego scenarzysta nam jeszcze nie wyjaśnił, lecz na pewno niedługo poznamy odpowiedź na nurtujące nas pytanie. Z tą organizacją chyba do tej pory się nie zerknąłem... i przyznam szczerze, niezbyt mnie zaciekawiła. Chyba Slott mógł wymyślić coś bardziej interesującego. Jednak na pewno ciekawy jest motyw Living Braina, bez wątpienia zapowiada on kłopoty! Człowiek w czerwonym garniturze spotykający się z Rhino (kiedy go wyciągnęli z nosorożcowej skóry?!) i Curtem Connorsem wydaje się być jeszcze bardziej tajemniczy i ciekawszy. Mordobicie z Human Torchem? Całkiem zabawnie to wyszło. Również interesujący jest wątek Madagaskaru i powrót pewnego czarnego, lub może raczej zielonego charakteru. Slott bez wątpienia bierze garść przeróżnych wątków, wrzuca je do wielkiego wora i potrząsa aby je wymieszać dość mocno by mogły stworzyć w szerszej perspektywnie jedną – miejmy nadzieję – logiczną całość.

Ciężko jest mi ocenić jednoznacznie ten komiks. Z jednej strony są tu fajne elementy, które przyciągnęły moją uwagę, jednak są też rzeczy które niezbyt mi się podobały. Nie mówię, że to miałoby być jakieś "WOW!", ale odrobinkę lepiej mogłoby być. Slott kombinuje jak może ale chyba miejscami przekombinowuje: z racji na pełnioną funkcję, non stop lawiruje między Spiderem a Peterem. Ciężko jest się skupić na jednym z nich, na dłużej pokierować fabułą tak, aby pierwsze skrzypce grał któryś z nich. Scenarzysta stawia Petera przed zagrożeniem ze strony Zodiaku: kradzieży danych Parker Industries, jednak pisze to wszystko w ten sposób, że Parker nieszczególnie się tym przejmuje, ba, ma rozwiązanie na każdą ewentualność. Chyba nie do takiego Petera jestem przyzwyczajony. 

Jak dla mnie bolączką jest pasożytniczy związek z ciotką May, ja wszystko rozumiem, ale trochę mnie to zaczyna irytować. Lecący na misję Spider odbiera wiadomość od May i Jaya, że zostali zaatakowani... i co robi? Olewa dotychczasowe zadanie, katapultuje Mockingbird, olewa Fury'ego i leci na złamanie karku aby pomóc ciotce. Takie zachowanie tylko potwierdza, jak głęboko w poważaniu Peter ma zagrożenie ze strony Zodiaka. Trochę nużące jest takie eksploatowanie ciotki May, która niemal zawsze jest w tarapatach i odwraca uwagę Spidera od innych zagrożeń. Najlepsze jest to, że starsza pani zawsze znajduje się w centrum jakiejś rozpierduchy i nigdy nic jej się nie dzieje. Myślę, że jednak czasami można by było ją zostawić w spokoju i w inny sposób skłonić Petera do działania na innym froncie. 

Na pewno plusem jest dodatek w postaci krótkich historyjek o Spider-Woman, Silk czy Spider-Manie (Moralesie), krótkie przyjemne opowiastki. Czy należy rozumieć, że ich druk może sugerować, że Egmont wyda ich solowe przygody? Byłoby fajnie, nie mówię nie! Chętnie bym przeczytał o przygodach Milesa Moralesa. 

Podsumuję: Wrogie przejęcie nie jest komiksem ani porywającym, ani strasznie nudnym. Jest komiksem... powiedzmy, że neutralnym. Czyta się dobrze, ale żeby szaleć po lekturze to nie za bardzo. Bilans plusów i minusów daje nam zero. Kiepskawy wątek Zodiaka i eksploatacja ciotki May, z drugiej strony Living Brain, czerwony garnitur i zielony gość. Liczę, że drugi tom będzie lepszy. 

Dengar

Amazing Spider-Man: Globalna sieć tom 1 Wrogie przejęcie
Scenariusz: Dan Slott 
Rysunki: Giuseppe Camuncoli 
Kolory: Marte Gracia 
Liczba stron: 144 
Cena: 39,99 zł 
Zawiera: The Amazing Spider-Man (2015) #1-5

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za egzemplarze do recenzji

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.