Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Iron Man" - charleene


RECENZJA IRON MANA

Moja komiksowa znajomość z Iron Manem trwała krótko (ale może jeszcze do siebie wrócimy), lecz była bardzo intensywna. Nosiła tytuł Extremis. Extremis ukształtowało moje widzenie Tony’ego Starka i sprawiło, że wydobył się z otchłani niechęci i zażenowania (kto oglądał kreskówkę na Fox Kids – zrozumie) i zajął naprawdę poczesne miejsce wśród zamieszkujących moją pamięć bohaterów. Może nie obraca się wśród elit, może nie siedzi na najwyższej półce, ale uczucie, jakim go darzę, jest bardzo stabilne, głęboko zakorzenione, pozytywne i nie do ruszenia – nawet Civil War go nie zmieniło. A to wszystko dzięki jednej scenie. Scenie, w której Tony lata dla czystej przyjemności latania.

Nie rozprawia o mocy i odpowiedzialności. Nie przeżywa rozterek moralnych. Nie boi się, że ktoś go zobaczy. Nie ma kompleksów, nie chowa się w cieniu, nie cierpi za ludzkość. Po prostu jest zmęczony konstruowaniem gadżetów, kierowaniem firmą i generalnie życiem biznesmena, chce polatać i czerpie z tej czynności czystą, niczym nie skrępowaną frajdę.

Może trochę nadinterpretuję, ale do tego są ci wszyscy bohaterowie, żeby ich sobie interpretować, jak się czytelnikom żywnie podoba. Tak więc mój Iron Man poza oczywistym bohaterstwem, szlachetnością i im podobnymi zaletami posiada pewną – dość sporą - dozę beztroski. Takiego Iron Mana chciałam zobaczyć w kinie.

I zobaczyłam. Ba – dostałam więcej, niż się spodziewałam. Jestem dziewczyną. Nie kręcą mnie wybuchy i pranie się po mordach samochodami (a przynajmniej kręcą mnie nie tylko one). Nie kręci mnie wierność lub niewierność temu, co się działo w komiksie. Najbardziej kręci mnie historia, a właściwie jej bohaterowie. Chcę, żeby byli prawdziwi, nawet jeśli latają po świecie w czerwono-złotym, metalowym kombinezonie.

Filmowy Tony Stark jest prawdziwy. Poznajemy go jako sympatycznego, wyluzowanego kolesia, a potem okazuje się być głupim... Draniem. Generalnie nic wielkiego, materiał na bohatera z niego żaden, niewiele traumatycznych przeżyć, ma wszystkiego na pęczki, kobiety go uwielbiają i w ogóle.

Można nawet zapomnieć, że jest geniuszem... Ale właśnie kiedy zaczynamy doceniać ten geniusz, zaczynamy poznawać go lepiej, poznawać go od strony, o którą on sam siebie nie podejrzewał.

Robert Downey Jr. spisał się świetnie. Naprawdę świetnie. Zwykle nie zwracam uwagi na dobrą grę aktorską – w sumie na tym powinna polegać, że zapominamy, że to jest gra – ale scena, w której Tony zostaje sparaliżowany, była naprawdę, naprawdę dobra. Powiedziałabym nawet że mistrzowska, ale boję się, że ktoś mnie posądzi o miłość do tanich chwytów.

Nieco mniej podeszła mi początkowo postać kreowana przez Gwyneth Paltrow, czyli Żywy Dowód Na To, Że Świat Jest Niesprawiedliwy (dlaczego ja nie mogę tak wyglądać?). Generalnie nie lubię głównych bohaterek, które robią z siebie idiotki... Ale jeśli się nad tym zastanowić – Pepper była tylko sekretarką. Nie była przystosowana do nietypowych sytuacji i w zasadzie powinno się docenić fakt, że nie zrobiono z tej postaci "niezwykle twardej, zachowującej zimną krew w każdej sytuacji, wspaniałej kobiety". Choć mogłaby naprawdę mniej piszczeć w decydujących momentach. I nie biegać w szpilkach. NIE DA SIĘ biegać w szpilkach.

Pod względem fabuły Iron Man nie jest jakimś arcydziełem. Jest bardzo dobry, ale zabrakło trochę polotu, choć muszę przyznać, że wątek Pepper i Tony’ego nieco całość podciąga (tak samo jak S.H.I.E.L.D., czego byście nie myśleli o tanich dowcipach). Bardzo dużym plusem było dla mnie to, że proces przemiany Tony’ego i konstruowania kombinezonu zajął – tak mi się przynajmniej wydaje – więcej, niż same działania superbohaterskie. Może niektórym się to nieco dłużyło, a może jest to standardowa technika w tego typu filmach (oglądam ich zawstydzająco mało), tym niemniej – podobało mi się.

Mogłabym pisać jeszcze długo – o świetnej pracy kamery, o tym, jaką frajdę sprawił mi widok Tony’ego wykuwającego swoją maskę w jaskini (wyglądał jak mityczny kowal z jakiegoś monumentalnego filmu fantasy), o niesamowitych gadżetach, o tym, jak bardzo chciałabym być jak Gwyneth... Ale nie będę o tym pisać, bo właściwie chyba wszyscy wiemy, o co mi chodzi. Iron Man jest dobrym filmem. Ma świetne aktorstwo, przyjemną fabułę, fajne efekty specjalne, kilka spektakularnych wybuchów i dowcipne dialogi. Warto go obejrzeć i tyle.

Autor: charleene
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.