Avalon » Publicystyka » Artykuł

Naleśnikomania (vol.2) #3: Aquacontext


[tekst zawiera spoilery dotyczące filmu Aquaman - do. redakcji]

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. To się też odnosi do kwestii co dla danego fana może być do zaakceptowania. Weźmy na przykład Aquamana. Bardzo lubię nowy film. Miałem jednak kilka rozmów z różnymi znajomymi. Ludźmi, którzy chodzą do kina na chyba każdy możliwy film. I zauważyłem, jak odmienne są nasze poglądy. Co się moim znajomym nie podobało, to to jak Aquaman w finałowej bitwie pozwala na śmierć setek wrogich żołnierzy. Choć podobno miał być “przyjacielem wszystkiego co żyje”. Spytałem się, gdzie go ktoś go tak określił. I podobno miała to być scena w barze, gdzie Arthur nie chce się mieszać w atlantydzką politykę. Argument dla mnie zupełnie niezrozumiały. Dodajmy, że Aquaman przerywa bitwę na rzecz pojedynku, gdy tylko Mera zwraca mu uwagę na liczbę ofiar.

Pozostałe argumenty były podobnej natury. “Mera jest okrutna, bo nie przejmuje się życiem swoich poddanych wysłanych aby ją zabić”. I jakoś niewiele pomaga zwracanie uwagi, że to nie są poddani Mery bo ona jest księżniczką Xibil a nie Atlantydy. Do tego z jej perspektywy jest wygnańcem skazanym na śmierć, której podwodny świat się wyrzekł, w chwili gdy ocaliła Arthura. Nawet fakt, że w spotkaniu z the Trench Arthur atakuje pierwszy jest zły. Facet cały film pokazywał, że najpierw bije, potem gada, a myśli na samym końcu. I jest źle pisany bo jego pierwszą reakcją na widok koszmaru rodem z Lovecrafta jest...najpierw bić? Aquaman nigdy na oczy nie widział Trench i jedyne co o nich wie, to że zjedli jego matkę. Ktoś może argumentować, że tak samo by zareagował gdyby to byli the Brine albo Fishermen. Tylko że wtedy Mera by go pewnie powstrzymała. Ale o Trench Mera wie niewiele więcej niż Arthur. To potwory, nikt wysłany do nich nie wrócił i zjedli królową Atlantę.

Trochę mnie martwi takie podejście do krytyki, które zdradza moim zdaniem dwa nastawienia. W krytyce DC często panuje dalej przekonanie, że wszyscy to nieskazitelne przykłady moralności. Jak Superman. Batman walczy z tym wizerunkiem od lat. A jednak mimo wszystko kwestia nie zabijania jest zbyt ważna, aby mógł ją kiedykolwiek zrzucić. Jest takim samym wzorem cnót jak Superman, tylko w przebraniu gota. Filmy Snydera cierpią ponieważ próbowały odejść od tego wizerunku za bardzo i zrobiły z Wayne’a mordercę. Wyobraźcie sobie o ile lepszy byłby konflikt moralny Batflecka w Batman v Superman gdyby on nie zabijał. Pamiętacie jego obłąkańcze mamrotanie jak to Superman nie jest człowiekiem? Nagle staje się desperacką próbą przekonania samego siebie, że nie łamie swoich zasad zabijając Clarka. Nagle ta przeklęta “Martha” staje się silnym momentem. Chwilą, gdy Batman nie może dłużej wmawiać sobie, że człowiek którego chce zabić nie ma matki i nie był kiedyś dzieckiem. Ale ponieważ Batman zabija w filmie na prawo i lewo, nic z tego nie ma wydźwięku jaki mieć powinno.

Często krytykę, która pasowała do Batmana i Supermana w ich filmach próbuje się zaaplikować do innych postaci. Widziałem oskarżenia, jakoby Wonder Woman i Aquaman byli równie bezwzględni. I to nie ma dla mnie sensu, bo ani Diana ani Arthur nie mają być takimi paragonami jak Clark i Bruce. Jasne, Wonder Woman wciąż jest inspirująca i pełna współczucia, ale jest wojowniczką. Charakteryzuje się o wiele większym pragmatyzmem w kwestii zabijania od swoich kolegów z Trójcy DC. A Aquaman od dawien dawna jest bohaterem fantasy tylko pod wodą. Bliżej mu do wojownika-króla rządzącego za pomocą mie...trójzębu znaczy się. A już ten z filmów w szczególności jest po prostu podwodnym Conanem Barbarzyńcą. I to mu wychodzi na dobre. Ale DC nie zaspokoiło oczekiwań ludzi co do moralności ich dwóch najpopularniejszych bohaterów. Więc typowy fan wydaje się oczekiwać, że ktoś inny ich zastąpi. I jest niezadowolony gdy tego nie dostaje. Nawet jeśli film tym razem potrafi uchwycić ducha pierwowzoru.

Drugi problem jaki zauważyłem, również bardzo częsty, to tak zwana “fotelowa kompetencja”. Z tym to się spotykam niewiarygodnie często. Ktoś sobie siedzi wygodnie w swoim fotelu w domu z ciepłym kakao. I mówi jak powinni się “rozsądnie” i “logicznie” zachowywać fikcyjni bohaterowie. Nieraz w sytuacjach życia i śmierci. Wiecie, kiedy ludzie podejmują decyzję pod wpływem silnego stresu i emocji. Totalnie sytuacja gdy jest wiarygodne, że każdy będzie kierował się tylko rozsądkiem i żelazną logiką. Widziałem różnych ludzi często używających tych argumentów. Zawsze bez brania pod uwagę osobowości i charakterów postaci albo okoliczności. Osobiście uważam, że takie gadanie nie ma wiele sensu. Zachowanie które nie jest zgodne z charakterem postaci jest źle napisane. I to niezależnie, czy bohater zachowuje się głupio czy rozsądnie. Ludzie mają swoje uprzedzenia i swoje doświadczenia. Dwie osoby w tej samej sytuacji zachowają się zupełnie inaczej w zależności od okoliczności. Twierdzenie, że ktoś postąpił nierozsądnie często wymaga ignorowania tego kontekstu. Ile razy jest robione z perspektywy kogoś, kto wie rzeczy, których bohater wiedzieć nie może, nawet nie śmiem liczyć.

Doskonały przykład mamy w pierwszym tomie Opowieści z Narnii. Edmund, dziesięciolatek, znajduje się nagle w zimnym lesie, naprzeciwko tajemniczej damy, która oferuje mu poczęstunek. I od czytelnika oczekuje się, że uzna przyjęcie “ptasiego mleczka” za akt zdrady i moralnego upadku. To scena traktowana na równi ze interesami Ewy z wężem lub Judaszem przyjmującym 30 srebrników. Co jest nienormalne. Ten dzieciak jest zagubiony sam w lesie w środku zimy. I ma uciekać przed jedynym dorosłym bo autor wie, kim ta osoba jest. Autor, nie Edmund. Dodajmy, że Ed jest wychowany w czasach gdy od dzieci wymagano absolutnego posłuszeństwa. A kara cielesna była jak najbardziej akceptowalna przez społeczeństwo. On w tej sytuacji nie ma nic do gadania. Z jego perspektywy kobieta w bieli mówi żryj ptasie mleczko albo każę cię stłuc i zostawię być zamarzł z dala od domu. C. S. Lewis każe nam potępić Edmunda za co właściwie? Za bycie dzieckiem i zachowanie się jak dziecko? Że nie zajrzał do notesu autora i nie wie, że to go ugryzie w tyłek? Że nie jest dorosłym mężczyzną i nie zachowuje się jak dorosły? By nie było, nie ja pierwszy wysuwam ten argument. Ana Mardoll zrobiła to w swojej serii esejów Deconstructing Narnia, gdzie też zwraca uwagę, że cała sytuacja miałaby inny wydźwięk, jeśli miejsce Edmunda zająłby Edward Cullen1.

Podobnie myślę ma się sprawa z Aquamanem. Aquaman i Superman są zupełnie odmiennymi osobami. Z zupełnie odmiennymi doświadczeniami i poglądami. Ich charaktery są tak różne, jak to tylko możliwe. Czemu więc oceniamy postępowanie Arthura przez pryzmat tego, co by na jego miejscu zrobił Clark? Ludzie marudzą jaki to Superman jest zbyt idealny. Że nie można się z nim utożsamiać bo nie zachowuje się realistyczne jak człowiek tylko jak anioł. A potem ci sami ludzie dostają bohatera który zachowuje się jak człowiek, są źli, że nie zachowuje się on dokładnie jak Superman?

Bo mówcie co chcecie. Ale zachowanie Arthura w pierwszym spotkaniu Trench jest realistyczne. Nie tylko jestem gotów uwierzyć, że tak by się zachował prawdziwy człowiek, mam tego dowody:

 


W Nowym Roku życze wam wszystkim partnera lub partnerki gotowych postąpić tak jak ten pan. I idźcie z nimi na Aquamana.


1 Ana Mardoll, Narnia Themes: Character Context, http://www.anamardoll.com/2012/12/narnia-themes-character-context.html

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.