Avalon » Publicystyka » Artykuł

Kingpin goes vegan - komentarz do Amazing Spider-Man #12

Rodzyn: Poprzedni numer przywrócił mi wiarę w Spencera. Skupił się na relacji Spider-Mana i Jamesona. Całą jej genezę przedstawił już ten numer. Kto nie zna bogatej historii Pająka, ten tutaj zobaczyć może, jak kształtował się charakter Jonah, jak próbował zwalczać Spider-Mana i skąd w ogóle wzięła się jego niechęć do zamaskowanych bohaterów. Spencer odwala kawał dobrej roboty, czuć emocje postaci, które przelatane są humorystycznymi wstawkami. Może nie jest to najlepszy poziom dialogów, jaki mógłby zaprezentować, ale dobrze się to czyta. 

Nie jest to numer całkowicie przegadany, jest tu też sporo akcji ze Scorpionem na pierwszym planie. Nadal nie wiadomo, kto to wszystko ukartował. To znaczy wiemy, że Arcade na czyjeś zlecenie, ale czyje? Czy to Big Men z ostatniej strony czy może ktoś inny? Mam jeszcze jeden typ, ale... No nie wiem, czekam na kolejny zeszyt. 

Ryan Ottley odpowiedzialny za rysunki na pewno dodaje jej więcej uroku, szkoda, że przez dwtygodniowy tryb wydawniczy (choć nie tylko, Invincible zaliczał chyba przez niego opóźnienia) nie jest mu dane rysować całości. Mamy za to Humberto Ramosa w kolejnej wielkiej historii z Kravenem i... nie jestem szczególnie zachęcony do lektury. Ale wrócmy do tego zeszytu.

Mniej zabawniej niż ostatnio, nieco spokojniej, bez skakania między miejscami. Przyejmny numer i tylko do tej jednej strony poświęconej na powtórzenie wydarzeń z poprzedniego numeru nie rozumiem, większość komiksów robi to na pierwszych wprowadzających stronach, najczęściej w formie krótkiej notki. Spencer próbuje to wpleść w fabułę, ale nie zawsze jednak potrafi z tych powtórzeń wyciągnąć coś nowego. Tym razem mu się nie udało i taka przystępność dla nowych czytelników tych stałych może trochę męczyć. Może czepiam się, bo nie mam do czego innego się przyczepić? Czekam na ciąg dalszy, jestem zaintrygowany.

Dengar: Głowa nadal mnie boli po ostatnim facepalmie ale mimo to zabrałem się do lektury kolejnego zeszytu o Spider-Manie. Sięgam po niego z niejakim lękiem, że znowu będę musiał się strzelić w łepetynę żeby uwierzyć w to, co czytam. A może nie będzie tak źle? Z jakimś sadomasochistycznym uporem po każdej wtopie – moim zdaniem – daję Spencerowi szansę, że może wyjdzie na prostą drogę i napisze coś sensownego. Ale póki, co: jedziemy z tematem.

Numer otwiera jednostronicowy kadr pokazujący jak Spider i Jameson uciekają przed ścigającymi ich zbirami. A potem przeskakujemy do Century Club gdzie ma się odbyć gala na cześć J.J.J.’a, ale wszystko wskazuje, że godzinne spóźnienie Jonaha to dopiero początek. Kingpin liczy na to, że jego ofiara w końcu się pojawi, a wraz z nim Spider-Man. No cóż, możliwe, że Wilson się przeliczył i gala się wcale nie odbędzie, to się okaże. Ale trzeba przyznać, Spencer rzucił sucharem tak czerstwym, że można nim okna wybijać: na pytanie czy podawać kurczaka, Fisk odpowiada: „When Kingpin goes vegan, the whole city goes vegan…”. Boże, ludzie, dajcie wody! A potem tracimy prawie całą stronę abyśmy – jakby ktoś miał sklerozę – przypomnieli sobie, co się działo w poprzednim numerze. Po co? Szkoda papieru i tuszu… A potem nagle Jameson i Spider widzą sceny z przeszłości J.J.J.’a: to jak ojciec odsyła go do swojego brata i jego żony, jak odkrywa dziennikarstwo i tak dalej. Jonah jest zadowolony, lecz ani on, ani Spider nie wie, że to sprawka Arcade’a. Tajemniczy głos komentuje kolejne wydarzenia z życia Jamesona. A wszystko to ostatecznie prowadzi do starcia ze Scorpionem i resztą, których widzieliśmy na początku zeszytu. Jameson przejmuje kontrolę nad Spider-Zabójcą i walczy z dziwnymi muchami, natomiast Spider tłucze Scorpiona. A chwilę potem budynek traci ścianę i dach, a to wszystko za sprawą wielkiego Big Mana, który obwieszcza swój powrót. 

Widzę, że Spencer odświeża nieco starych wrogów Pająka, jak Enforcers czy Big Man. Aż z ciekawości wrzuciłem w Google Big Mana i wyczytałem, że jest to sekretna tożsamość Fredericka Foswella, który zginął w komiksie opublikowanym w 1967 roku… i prawdopodobnie powrócił do życia podczas Clone Conspiracy (jak twierdzi marvel wikia również wtedy zginął!). Ciekawe, że tak długo czekał na możliwość odegrania się na Spiderze i Jamesonie. Skoro chciał się zemścić to, po co czekał? Czyżby uknuł jakiś złowieszczy plan i teraz go wprowadzał w życie? To w końcu Big Man to Foswell czy nie Foswell? Co ma z tym wspólnego Arcade? 

Niestety, tak jak poprzednio: ciekawy jestem odrobinę, jeśli przegapię kolejny numer to chyba nie będę szczególnie zawiedziony. To, co ostatnio pisze Nick Spencer wcale mnie nie grzeje, a wręcz ziębi.



A wy co sądzicie o najnowszym numerze serii? Zapraszamy do dyskusji na naszym forum

Pamiętajcie, że możecie użyć kodu promocyjnego "INFINITY", by otrzymać 5% rabatu na komiksy Marvela.


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.