Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #43 (12.05.2008)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 12 maj 2008 Numer: 19/2008 (43)


Gdzie nie spojrzeć, dobre wiadomości: licznik odwiedzin Avalonu pokonał granicę czterech milionów; Marvel wydał drugi numer Secret Invasion; a kreatywni szczęśliwcy wygrali nagrody w pierwszym konkursie związanym z premierą Iron Mana
.



Amazing Spider-Man
#558

Gil: W porównaniu z poprzednimi numerami Gale'a, nie jest źle. Nie zmienia to jednak faktu, że w dialogach jest kupa bullshitu, a niektóre pomysły (zwłaszcza ten z komórką, tak genialnie wyjaśniony) wołają o pomstę. Co więc jest lepszego? Fakt, że to tylko jeden numer i jakoś mniej przeszkadzają te głupoty, a bardziej czuć akcję, ta zaś jest w miarę przyzwoita, jeśli darujemy sobie większość dialogów. Rysunki na poziomie lekko powyżej średniego, więc można przyznać 5/10.
S_O: Numer pełen powrotów. Wraca Gale. Wraca Freak. Wraca Menace - na kilka stron i bez konkretnego powodu. Wraca Jackpot i jej niebieski kolega - na okładce. Wraca nieśmieszny banter. Wraca pytanie, czemu miały służyć OMD i BND.
Serio, doszło do tego, że Bob, żeby zwiększyć sprzedaż, musiał wrzucić "zawsze śmieszny" dowcip o gejach. A Marvel, zamiast wywalić go na zbity pysk, jeszcze mu daje kolejne historie.
CrissCross:
Dno. Dno straszne. Zarówno pod względem fabuły, jak i tekstów. BND zawodzi na całej linii od początku. Mógłby już wrócić Mephisto i wszystko odkręcić.

Cable vol. 2 #3 avalonpulse0043d%281%29.jpg
Gil: Po mrożącej krew w żyłach opowieści o kradzieży ręki, dostajemy jakże przejmującą historię świata przyszłościowego. Szkoda tylko, że nic się w niej nie klei. Numer klei się za to od bullshitu, jaki ze stron wypływa. Najwyraźniej Cable i Bishop nie bardzo wiedzą, co się dzieje, skoro jeden chce ratować dzieciaka, żeby zapobiec tej przyszłości, a drugi zabić go w tym samym celu. A co jeszcze ciekawsze, okazuje się, że Bishop nagle potrafi absorbować energię kinetyczną ciosów. Kiedyś oddawał tylko to, czym w niego strzelali, ale widocznie kradzież ręki działa cuda. I jeszcze na koniec wparował future-hippie Cannonballs, pasujący tu jak nie powiem co, nie powiem gdzie. Całość okraszona rysunkami, które stają się już irytujące oraz obrzydliwymi, komputerowymi tłami. To najwyżej 3/10.

S_O:
Po pierwsze: ciężarówka, którą nas wita komiks, jest obrzydliwa i wygląda na zrobioną w pięć minut w edytorze grafiki 3D. Nie obraziłbym się, gdyby wymieniono Olivettiego na innego rysownika - chyba, że wzięto by przykład z Punisher War Journal i zamieniono go na Chaykina, wtedy NA PEWNO bym się obraził.
A poza tym, potężny błąd z naturą mocy Bishopa (tak, właśnie dlatego nie mógł absorbować energii z kart Gambita - bo była kinetyczna), lekcja historii na temat postapokaliptycznego świata, w którym Nathan spędzi trochę czasu i... wiedząc z zapowiedzi o "znajomej twarzy", spodziewałem się kogoś z wesołej kampanii z czasów Askani'sona, ale to też może być. Może w końcu wyjaśnią, czy jest Externalem...

Avengers/Invaders #1
Gil: Nie spodziewałem się wiele ponad typową akcję, opartą na przenosinach w czasie i tak prawdę mówiąc, właśnie to dostajemy. Na szczęście, oprócz "co", liczy się także "jak". Autorzy na szczęście postawili na budowanie akcji, a nie rzucanie od razu na głęboką wodę. Oprócz wątku głównego pojawiły się także poboczne, które mogą być interesujące. No i jeszcze to, co w tym numerze najlepsze, czyli występ Thunderbolts, którzy zostali wyzwani od nazistów i zbici na miazgę. Rysunki mogłyby być lepsze, ale nadrabia miodnością, więc dostanie mocne 6/10.
Demogorgon: Chyba jeden z najlepszych komiksów w tym tygodniu, lepszy nawet od Secret Invasion i dorównujący poziomem Mighty Avengers. Cieszę się z powrotu twórców Earth X do Marvela i jestem bardziej niż uradowany tym, co dzieje się w tym komiksie. Jak zwykle napięcie jest budowane powoli, ale akcji jest całkiem sporo, a gościnnie występujący Thunderbolts dostają lanie w pięknym stylu. Ciekaw jestem, kogo Invaders pokonają w następnej kolejności, o ile nie przejdą od razu do walki z Mighty Avengers. Wystawiam porządne 8/10, należy się.
S_O: Tutaj też mamy powrót. Powrót pierwotnych Invaders, bez tej doretconowanej dwójki. A razem z nimi przybył do naszego czasu zwykły szeregowiec, który, w przeciwieństwie do och, jak wielkich bohaterów, ma tyle rozumu, żeby podnieść leżącą gazetę i sprawdzić, jaka jest data. Ale fajnie jest, Spidey jest dowcipny, Thunderbolts są niezgrani, Iron Man ma obsesję, będzie dobrze.
I tylko odrobina niesmaku pozostaje, bo obecnie zamotani we flagę latają czterej goście...
Volf:
Zaskakująco dobre. Spodziewałem się wciśniętej na siłę w uniwersum 616 historii, a tymczasem mamy całkiem nieźle wpasowaną w post-civilwarowy świat opowieść. Reakcje Spidera i Tony'ego na pojawienie się Capa szczególnie cieszą, ciekawe, co z tego wyniknie. Denerwuje mnie tylko różne pokazywanie Penance'a - kulący się chłopaczek zdecydowanie nie pasuje mi do tego, co widziałem w CW Frontline, Penance: Relentless i Thunderboltsach.

Dark Tower Long Road Home #3
Hotaru: Numer tygodnia. I na tym mógłbym skończyć opiniowanie, lecz dodam jeszcze, że to super, że Alain w końcu używa swoich parapsychicznych zdolności tak zdecydowanie, że to super, że Roland nawet zamknięty w Krysztale nadal jest częścią Ka-Tet i że to super, że nawet jak Cuthbertowi puszczają nerwy, to nie traci swoistego poczucia humoru. Jesteśmy już za półmetkiem, a ja chcę więcej i więcej!

Foolkiller vol. 2 #5
Hotaru: I w końcu finał. Jedynie pięcioodcinkowa miniseria, a ciągnęła się stosunkowo długo. Czy było warto czekać na jej koniec? Nie jestem pewny. Bo niby zakończenie nie jest złe, ale też nie jest dobre. Spodziewałem się czegoś zdecydowanie mocniejszego i stąd mój zawód. Mimo tego po kolejną, zapowiedzianą już mini z Foolkillerem, na pewno sięgnę.
S_O: No i koniec dobrej i mocnej (jak zwykle) historii z MAXa. I muszę przyznać, że po okładce zapowiedzi następnej miniserii spodziewałem się zupełnie innego końca, po prostu zapomniałem, że Głupcobójca też ma jasne włosy. Ale i tak jest dobrze, najgrubszy głupca w Łestkołst martwy i porozsyłany do akcjonariuszy, biedna dziewczynka ma nowe serce, były głupca i tak dał się ubić... No i Sickle Moon się nie dał, bo tego właśnie się obawiałem.

avalonpulse0043e.jpg Iron Man: Viva Las Vegas #1
Gil: Wydawnictwo to na pierwszy rzut oka sprawia sporo problemów. Kiedy to się dzieje? W jakim świecie? Dlaczego nikt nie jest do siebie podobny? Cóż, po requiem dla Surfera i czołzenowanym Capie, najwyraźniej i tę historię możemy zaliczyć do elseworldów. A gdy już mamy z głowy ten dylemat, okazuje się, że historyjka jest całkiem przyjemna. Bez ciężaru continuity można robić, co się chce, a dzięki temu opowieść zyskuje na oryginalności. Naprawdę ciekawi mnie, co z tego smoka i jaszczurów wyjdzie (has it a fin? has it fangs?) i czy wytatuowane dziewczęta to Diamondback i Black Mamba? Chwyciło więc. Ale najmocniejszym punktem programu są świetne rysunki Granova. Ta Elsa, ta Pepper, te bad girls, ta... zbroja
;)
Ogólnie 7/10 się należy.
Krzycer:
To się dzieje w filmowej rzeczywistości? To czemu Tony wygląda jak Liam Neeson, a nie Robert Downey Jr? ;)
A poza tym - marnie. Zaczyna się fajnie, od Elsy Bloodstone nad Jangcy, a potem jest już tylko w dół. Reakcja pasażerów na akcję Iron Mana - lame. Stark z panienkami - no, niech będzie.
A potem to już tylko mieliśmy jaszczurki pełznące przez pustynię... i pełznące... i pełznące... i pełznące...
...i pełznące... i pełznące...
...i pełznące...
...

Invincible Iron Man #1
Gil: Najpierw dobra wiadomość: jest kilka oczek powyżej poziomu Ordera. Nie znaczy to niestety, że nie ma w tym wszystkim nieścisłości i dziur logicznych, ale przynajmniej daje się czytać i jest nawet interesujące. Stane junior został rozbudowany do poziomu, przy którym utrzymuje na sobie uwagę na zasadzie enigmy. Wątek Iron Manów 2.0 okazał się dość intrygujący i chętnie poczekam na rozwinięcie. Ale i tak Knaufowie piszą lepszego z Iron Manów. I gdyby jeszcze Fraction na siłę nie wciskał wszędzie wątków pseudoerotycznych, miałby większe szanse. No i jeszcze te rysunki... Salva z sobie tylko wiadomych powodów uznał, że Antoś nie powinien wyglądać jak Robert Downey jr., tylko jak Tom Sellec, Pepper wzorowana jest chyba na Edycie Jungowskiej, a Dugan na byłym bodajże pośle Putrze. Co autor myślał, kiedy tworzył? Diabli wiedzą. Ocena mino wszystko: 6/10.
S_O: I... jest nadspodziewanie dobrze. Nie tak, jak u Knaufów, ale i tak daje radę. Narracja Starka ciekawie poprowadzona, Zake Stane też nieźle rozpisany, fajne nawiązanie do Armor Wars... tylko twarze czasem paskudnie wyglądają.

Logan #3

Gil: No. I to by było na tyle. No. Tak, jak się spodziewaliśmy. Mniej więcej. Bez rewelacji - typowy Logan. Ale za scenkę z wyrwaniem i pożarciem serca bonus się należy. Będzie więc 6/10, ale takie niezbyt mocne.

S_O: OK, ja rozumiem, że Vaughan był zajęty pisaniem najlepszych odcinków w tym sezonie LOSTa (Confirmed Dead i Shape of Things to Come - powiedzcie mi, że się mylę), ale żeby odstawiać taką kiszkę? Jedyny ciekawy moment to wyrwanie serca. Ale żeby dla tej jednej sceny pisać cały, marny, numer?


Mighty Avenger
s #13
avalonpulse0043f.jpg
Gil: Gdyby Majty stały na takim poziomie od początku, ceniłbym je wyżej nawet, niż New. Ale skoro wygląda to na sytuację tymczasową, jedyne co mogę zrobić, to przyznać tytuł numeru tygodnia. Należy się, bo przegania o całą długość Secret Invasion - zupełnie jakby Bendis dawał z siebie to, co najlepsze, we współpracy z Meleevem. Perłą numeru niekwestionowaną jest oczywiście Layla, za którą wszyscy tęsknimy. Ale są tu też inne klejnoty: Fury wyglądający jak Samuel L. Jackson, Daisy zbierająca poczwarków, dziesięcioletni bóg strachu (aż chce się zapytać, gdzie drugi syn Aresa - Phobos i Deimos to by był dynamic duo!) i wreszcie (choć nieoficjalnie) all-new all-differend Skrull Kill Crew. Wspaniały skrypt, wspaniałe rysunki, mocarne 8/10.
Demogorgon: Mam rozumieć, że Fury uderzy na Skrullów z MC2 (gdzie też się roi od dzieci dawnych bohaterów/przestępców)? Sam pomysł wydaje mi się ciekawy, aczkolwiek nie jestem pewien, jak może sensownie zadziałać taka grupa. Komiksowi należy się jednak wysoka nota. Po pierwsze za klimat, po drugie za rysunki, a po trzecie, rzecz jasna, za Laylę Miller (aczkolwiek nie rozumiem, czemu jest ona ubrana tak samo, jak Maria Hill w poprzednim numerze). 8/10
Hotaru: Przede wszystkim, szacun dla Maleeva za wspaniałą oprawą graficzną. Po drugie, szacun dla Bendisa za wykorzystanie Layli Miller, za którą tak mi tęskno. I to by było na tyle plusów. Reszta jeśli nie jest neutralna, to negatywna. Niedorzecznych motywów mamy tu trochę zbyt wiele - nie kupuję, że Daisy wiedziała, bo Nick jej powiedział. Skąd do jasnej wiedział Nick? Ma jakąś kryształową kulę, która mu wykrakała, kiedy uaktywnią się czyjeś moce? Nie? Tak? Ares nie skapuje się, że syn mu zniknął? Ech... trochę to grubymi nićmi szyte, ale i tak lepiej od głównej serii...
S_O: Zbieranie poczwarek do nowego Howling Commandos - czy trzeba czegoś więcej? Do tego pokazuje się Layla Miller (chociaż nie w swojej firmowej fryzurze. Szkoda). I tylko trochę to dziwne, że wszyscy herosi i łotrzy nie robią najwyraźniej nic innego oprócz chodzenia po świecie i zapładniania przypadkowych kobiet. No ale z drugiej strony, kto tego nie robi, nie?
Volf:
Fury zbiera armię. Ok, fajnie. Mam tylko nadzieję, że jego przygotowania do obrony świata przed inwazją nie będą się ograniczały do zmontowania kolejnej grupy superbohaterów i w kolejnych numerach pokaże on jakiś genialny plan powstrzymania Skrullów.
CrissCross:
Layla! Ależ mi jej brakowało. I nieważne, że to nie X-Factor. Nieważne, że krótko. Ważne, że Layla! Poza tym, Fury zbiera armię. Szkoda tylko, że rysunki trochę słabe.

Nova vol. 4 #13

Gil: Jeśli ktoś myślał, że z przyjścia Galactusa nie da się już wycisnąć nic nowego, grubo się mylił. Od tej strony jeszcze go nie oglądaliśmy. Sytuacja przedstawiona jest w bardzo logiczny sposób, tak jak została zaplanowana cała akcja ewakuacji planety, ale pojawia się ten dodatkowy element chaosu, który sprawia, że nic nie idzie zgodnie z planem. Teraz Richa czeka typowo nieporozumieniowy smackdown z Surferem, więc można zacierać ręce, a później pewnie razem zajmą się Harrowem - i też dobrze! Tradycyjnie, kawał dobrej historii, a powrót Alvesa też zaliczam na plus. Ocena: 7/10.
S_O: Ewakuacja jak z "Titanica" Camerona - bogaci spierniczają, a biedni się topią. I Rich Rider w roli boskiego Leo, który walczy z kosmiczną odmianą Shadow Kinga i Galactusem w (nominowanej do Oscara) roli góry lodowej. Mimo tego, jak brzmi to, co napisałem, numer mi się podoba... tylko trochę mniej, niż wcześniejsze.

avalonpulse0043g.jpgSecret Invasion #2
Gil: Hmm... W porównaniu z poprzednim numerem dostrzegam spadek. W porównaniu z tegotygodniowymi Majtami wypada blado. Dlaczego? A dlatego, że poprzednio wątki wysypały się z worka, kopiąc po głowie średnio co dwie strony, natomiast tym razem oprócz bijatyki i splashów dostajemy niewiele. Ot, jedno spotkanie małżeńskie po latach, ciekawą wymianę opinii nad zielonym truchłem i spadającą na NYC armię skrullozrzynaczy. Na dodatek rysunki coraz mniej mi się podobają. Yu potrafi lepiej, a tutaj leci kantem, jakby się oszczędzał. Przykład: w życiu bym się nie domyślił, że są tam Young Avengers, gdyby się nie przedstawili. No cóż, pozostaje mieć nadzieję, że to spadek jednorazowy, bo pewne rzeczy trzeba było pokazać i czekać na ciąg dalszy. Nadal jest to 7/10, ale mniej niż Nova.
Demogorgon: Jestem pod wrażeniem pracy Yu, zwłaszcza przy współpracy z zespołem inkier/nakładacz kolorów (aczkolwiek Skrull Void wyszedł im dosyć dziwnie.). Należy mu się jednak minus za Young Avengers, których nie za bardzo potrafiłem rozpoznać. Jestem też całkiem zadowolony z obrotu wydarzeń i liczę, że Secret Invasion do końca utrzyma taki poziom, lub poziom z poprzedniego numeru. Aczkolwiek muszę też wspomnieć, że znienawidziłem Skrullów atakujacych New York od pierwszego wejrzenia. Skoro już potrafią kopiować zdolności, mogliby przynajmiej wysilić się na skopiowanie czyjegoś gustu w kwestii strojów. 7/10
Hotaru: Nie lubię rysunków Yu. Więc będzie to dość wymowne, kiedy powiem, że scenariusza nie lubię jeszcze bardziej. Po porządnym pierwszym numerze kolosalny spadek formy. Poczynając od nudnej jak flaki z olejem (i bezsensownej, kiedy po jednej stronie jest i Wanda, i Phoenix) walki może-Skrulów z może-Skrullami, po sensacje z Mockingbird (nikomu nie mówiła, wiec nikt nie ma prawa wiedzieć - prooooszę, a telepatia to co, nie aplikuje się do blondynek?). Następnie mamy teaserów ciąg dalszy - odesłanie do tie-inów z Fantastic Four i Young Avengers.
Nie kupuję tego - zacznij Bendis pisać komiks, a nie ulotkę reklamową.
S_O: Nieco spadek formy. Walka "taka se", ale wejście smoka nawet niezłe. Rozmowa nad zzieleniałymi trupami za to przedstawiona całkiem dobrze (i kto wie, czy cokolwiek miało się naprawdę wydarzyć 12 X, może to tylko hasło... Ale ja lubię ten stan niepewności i schizofrenii). No i teraz już wiemy, skąd zwykli ludzie będą wiedzieć o Inwazji.
Krzycer: Po poprzedniej bombie tutaj jest... nie spokojniej, na pewno nie, ale jakoś... nudniej. Mockingbird wprowadza trochę emocji, dla mnie niestety niewiele, bo Avengers zacząłem czytać po Disassembled i po prostu nie znam tej pani.
Za to rozmowy Logana i Cage'a nad zesquishowanym Spider-Skrullem sympatycznie wypadły.
A desant Skrullów - ojejku. Ojejku. Czy oni nie mogli wraz z tymi superbohaterami porwać jakiegoś dobrego projektanta? Połowa z nich wygląda jak zżynki bohaterów 616 (w sumie nic dziwnego) a druga połowa - jak przeciwnicy Power Rangers...
kid777: Heh, nawet lepsze, niż #1. Bendis nie skacze po tematach, skupia się na jednym wątku. Wprawdzie jest nim walka, ale raz, że fajnie przedstawiona, dwa, że trudno inaczej wyobrazić sobie numer, w którym spotykają się dwie grupy herosów - w większości zdublowanych lub formalnie martwych... No i zaczyna się prawdziwa inwazja, szkoda, że znowu w NY... :[

Omega: The Unknown #8
Gil: Łoooł... Chyba muszę w końcu zapamiętać nazwisko scenarzysty, bo wkrótce zajmie miejsce obok Jima Morrisona i Kurta Cobaina. Serio. Nie wiem, co on bierze, ale jak już przedawkuje, na pewno zostanie ikoną popkultury. Tym razem pojeeechał... Pioseneczka, słoik, mini Freddie Krueger. Ogromny ROTFL! I jeszcze tekst numeru: "I will avange your dead buddy, but first you have to die." Z tym numerem seria wzniosła się wysoko ponad przeciętność, więc dostanie 8/10, ale nie jest to takie same 8/10, jak w Majtach ;)

The Punisher War Journal vol. 2 #19
S_O: Nadal rysuje Chaykin. Ale poza tym, nawet dobrze. Nie pierwsze strony, gdzie Frank idzie na poranne zakupy, ale momenty z Jigsawem, cała sytuacja wrobienia Castle'a, strzelanina z gościem w prochowcu... No i Bridge i jego Aniołki pod koniec. Źle nie jest.


X-Factor - The Quick And The Dead avalonpulse0043h.jpg
Gil: PAD po raz kolejny stanął na wysokości zadania i wypchnął Quicksilvera z dołka, w którym się znalazł. Zrobił to w całkiem logiczny sposób i używając ciekawych środków, a przy tym uniknął banału w stylu: "oj, pobłądziłem, ale teraz znowu będę dobry". Pietro dostał swoją szansę, ale nie ma w tym cienia schematu, ani banału, bo ani nie przyszła zbyt łatwo, ani sprawa nie została rozstrzygnięta. Właściwie, ten one-shot jest wielkim znakiem zapytania postawionym na Quicksilverze. No więc, co dalej? Czekamy. Ocena nie może być inna, niż 7/10 i nie powiem, jak się ma do innych, bo to różne klimaty.
Hotaru: Kiedy scenarzystą jest Peter David, to nie może być źle, prawda? Dlaczego wiec czuję taki zawód? Prócz kilku fajnych dialogów nie znalazłem tu niczego, co usprawiedliwiałoby wydanie takiego komiksu. Ponownie mamy do czynienia z wycofywaniem poprzednich punktów fabularnych (z serii martwy-żywy, kaleka-skoczek, bez mocy-z mocami). Jak dla mnie Pietro mógł zgnić w tym więzieniu. A ten numer mógł zostać na biurku wydawcy. Szkoda, że tak się nie stało.
S_O: Czego nie lubimy? Ex-mutantów, którzy nagle odzyskują moce. I mimo, że rozmówki z projekcjami w więzieniu całkiem, całkiem, to nic nie zabije niesmaku z kolejnego repowerowania. A taki fajny, badassowy villain z Pietra był, chlip, chlip. P'add, coś ty zrobił z Peterem Davidem?
Krzycer: No, nareszcie Pietro odbił się od dna. Oby. A samo odbicie... sceny w celi jeszcze w miarę, wizje różnie. Rozmowa z Magneto wyszła w porządku, z Laylą w sumie też. Tylko... czy Quicksilver ma jakąś, jakąkolwiek odporność na cokolwiek? Bo z tym odbiciem się od samolotu i upadkiem do oceanu to PAD co nieco przesadził...
CrissCross: E tam. Nic specjalnego. Okazuje się, że Pietro ma swoją moc. I tyle. Mam tylko nadzieję, że wyjaśnią, skąd. Bo żeby tak sobie po prostu pomyśleć "mam moc i już" to trochę słabe tłumaczenie. Poza tym, nic ciekawego. Pietro odnajduje w sobie bohatera, którym zawsze niby był, tylko niekoniecznie mu się to udawało. Miałem nadzieję na coś lepszego.

Thunderbolts - Reason in Madness
Gil: Spodziewałem się czegoś innego, ale i tak poza rysunkami nie mam na co narzekać. Przynajmniej Gage pokazał reakcję innych łotrzyków na istnienie T'boltsów i zrobił to w całkiem ciekawy sposób. Gargan zachował się tak, jak powinien, a Norman pojechał po bandzie - również tak jak powinien. Nie jest to może klimat ellisowy, ale jest poprawnie i całkiem przyjemnie się czyta. Tylko te rysunki jakieś koślawe trochę. Ocena: 7/10, ale niezbyt mocna.
S_O: Znacznie lepiej, niż przy poprzednim one-shocie. Norman porządnie szalony, Venom leczy kompleksy, drużyna superłotrów dostaje bęcki od zwykłego człowieka... no i gratulacje dla N-Gage'a, bo prawie do końca nie wiedziałem, kto kogo zdradzi. Przestaję się martwić o T-Boltsowy tie-in do SI.
Krzycer:
N-Gage fajnie pisze T-Boltów. To już wiedzieliśmy. Teraz jednak wyszło, że na dodatek świetnie prowadzi Osborna. Normana kojarzę głównie z TASu i filmowego Pająka - w obu wypadał średnio, a nawet nędznie. Tutaj... tutaj to z niego prawdziwy badass.
A najbardziej spodobały mi się wybuchające pendrive'y ;)


avalonpulse0043i.jpg Young X-Men #2
Gil: Powiedzmy, że jest mniej niedorzecznie, niż w numerze pierwszym. Ale czy to znaczy, że jest dobrze? Nie. W porównaniu z tym dobre byłoby zapalenie ucha środkowego. Od jednego i drugiego głowa boli i zbiera się na wymioty, ale tylko jedno jest uleczalne. I mam tu na myśli styl Guggenheima, który jest nieuleczalnie nielogiczny. Nawet jeśli mniej bzdur wciska w dialogi, oś fabularna historii pozostaje kiepska. Bo czy ktoś normalny wysyłałby świeżo zebraną grupę dzieciaków przeciwko oddziałowi wyszkolonych żołnierzy? Na pewno nikt normalny. Ponadto, dobre rysunki w tym komiksie kończą się na piersiach z okładki. Już wolę kable przyszłości, więc ocena będzie 2/10.
S_O: Nie jest tak tragicznie-tragicznie, jak poprzednio, ale nadal postaci są pisane out-of-character, zero wytłumaczenia, Greymalkin się kręci (no, przynajmniej wiemy, że nie jest mutantem)... Już nie wspominając o tym, że Cyclops albo jest niemiłosiernie głupi, albo zebrał Młodych po to, żeby ich zabić, bo że zrobił to, żeby wykorzystać takich głąbów do pokonania wytrenowanych i zaprawionych w bojach New Mutants, nie uwierzę.
Krzycer:
Z wierzchu - nie jest to wielka sztuka, ale nie jest też tragicznie. Ot, trening, potem misja, która - zaskoczenie! - idzie źle. A na koniec zaskakująca zdrada.
Zaglądając pod spód - jestem stuprocentowo pewien, że mam rację i ten Cyclops to nie jest prawdziwy Cyclops. Teraz nawet Guggi mi to potwierdza słowami Rockslide'a. No chyba, że to czający się po kątach Greymalkin ma taki wpływ na elektronikę.
Jednak moje podejrzenie brzmi: mamy do czynienia z hucpą. Young X-Men zostali zebrani przez jakieś cyclopsowe LMD do wyeliminowania Sunspota i jego grupy. Przypuszczam, że cyclopsowym LMD steruje Shaw albo Pierce albo ktoś inny z Hellfire, chcący wyeliminować Sunspota. Który zebrał wokół siebie starych znajomych, żeby mieć przewagę nad resztą Hellfire albo w celu zmontowania jakiejś alternatywnej grupy mutantów, bo przecież "X-Men się skończyli".
Czemu tak kombinuję? Bo to jedyna wersja wydarzeń, do której mogę tak dopasować scenariusz, żeby miał sens.




Okładki tygodnia

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

 

Hit tygodnia:

avalonpulse0043a.jpgDark Tower Long Road Home #3

Autor: Marko Djurdjevic

Hotaru: Okładki Djurdjevica ostatnimi czasy zaczęły mnie męczyć - jego styl uznałem za zbyt charakterystyczny, a Artysta trzymał się go zbyt kurczowo. Dlaczego więc zdecydowałem się wyróżnić tę okładkę? Bo Djurdjevic zrozumiał, z czym musi się zmierzyć, i wplótł w swą kompozycję hołd do artysty serii - Jae Lee (którego okładka jest poza konkurencją). Dark Tower, za sprawą Lee i Isanove'a, posiada jedną z najbardziej klimatycznych opraw graficznych, a ta okładka staje się z nią komplementarna. Na koniec wspomnę jeszcze o innych fajnych okładkach tego tygodnia: Thunderbolts: Reason in Madness #1, oraz Franklin Richards: Not-So-Secret Invasion #1.

avalonpulse0043b.jpgX-Factor - The Quick And The Dead

Autor: Boo Cook

Lex: Nie wiem, czy autor tej okładki czytał Ruins Warrena Ellisa, ale jego praca od razu skojarzyła mi się z jednym z kadrów z tamtej miniserii. A że wspomnienie o tamtej opowieści mam wybitnie pozytywne, to te skojarzenia zachęciły mnie do lektury komiksu. Quicksilver w wersji Cooka jest wyraźnie przegrany, załamany i rozbity, a świadczą o tym nie tylko rany i krew, ale również jego postawa i anatomia (z takim brzuszkiem ciężko szybko biegać). Do tego widok zza krat, ceglane tło - widać, że rysownik przyłożył się do detali i wykazał sie sporym zaangażowaniem.


Gniot Tygodnia

avalonpulse0043c.jpg Young X-Men #2

Autor: Terry Dodson

Hotaru: Oto dowód na strategię stosowaną przez dział marketingu Marvela. Jeśli komiks nie ma w środku niczego do zaoferowania, wystarczy, że na okładce pojawią się duże, sterczące krągłości. To wszystko. Nie trzeba wtedy już zajmować się takimi bzdurami, jak tło, czy kompozycja. Zupełnie jak w Hollywood - kiedy brak talentu, wystarczą cycki.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2008.05.07



Redaktor prowadzący: Lex
Korektor: S_O
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.