Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu - Ant-Man i Osa (DVD)

Pierwszy film o przygodach Ant-Mana nie zapowiadał się na kinowy sukces. Postać doskonale znana komiksomaniakom, osobom znającym superbohaterów jedynie z kreskówek lub filmów mogła wydawać się odległą. Szczególnie, że widzowie nie śledzą historii oryginalnego Ant-Mana (Hanka Pyma), a Scotta Langa, nowszego bohatera pełniącego tę rolę. Film wbrew obawom okazał się wielkim sukcesem. Sporo mówiło się o dobrze napisanych postaciach posiadających bardzo autentyczne relacje, dobrym klimacie przyziemności oraz świetnym, idealnie wpasowującym się w koncept humorze. Po sukcesie pierwszej części, premiera drugiego filmu wydawała się formalnością. Niestety czas pokazał, że druga część przygód Ant-Mana nie została tak dobrze przyjęta. Osobiście uważam, że niektórzy internetowi krytycy przesadzają. Wydanie filmu na DVD i Blu-Ray, które od niedawna możemy kupić w polskich sklepach jest dobrym miejscem by jeszcze raz przyjrzeć się filmowi. Oczywiście ze spoilerami!

Na samym początku zaznaczę, że film mi się podobał. Nie będę przyrównywał go do pierwszej części albo do innych filmów MCU. Jest to po prostu dobre ponad półtorej godziny zabawy, które co prawda nie zapadnie mi jakoś szczególnie w pamięć, jednak dało dużo rozrywki. Nie od każdego filmu oczekujemy przecież, że będziemy o nim pamiętali przez następną dekadę. Możliwe, że moje podejście bierze się z mojego podejścia do filmowego Ant-Mana. Jest to w gruncie rzeczy przyjazna postać, która ma w sobie ogrom pozytywnej energii, jednak nie jest kimś, kto będzie stał w pierwszym szeregu (abstrahując od roli jaką będzie miał w Avengers: Endgame). To koleś, który ma wykorzystać swoje moce w imponujący sposób i rozbawić mnie przez chwilę. W filmie Ant-Man i Osa doskonale spełnia rolę, którą mu w MCU nadałem. Nie każdy musi więc odbierać to wszystko tak jak ja. 

Skoro oczekiwałem prostej rozrywki, to co dostałem? Film, który jest całkowicie niezobowiązujący, posiadający pewne wady (które mogą wkurzać), ale który da się całkiem przyjemnie obejrzeć. A jakie wady da się zauważyć na pierwszy rzut oka? 

Może jest to jakieś zawodowe zboczenie i nie dotyczy to stricte filmu Ant-Man i Osa, ale ktoś kto dopuścił się takich czynów (w świetle Sokovia Accords) jak Scott raczej nie dostałby dwóch lat aresztu śledczego, nawet przy pójściu na ugodę. Nawet jeżeli by dostał, byłby bardziej chroniony (przypominam, że jest narażony na kontakt z Pymami, którzy dysponują cząsteczkami Pyma, co zresztą zostało w filmie pokazane). Ja wiem, że to jest film superhero i tego wymagała fabuła, ale no niestety, trochę sprawia to, że ten cały filmowy świat superbohaterów jest jeszcze mniej realny (i przy okazji utwierdza w przekonaniu, że to Cap ma rację, bo jeżeli rząd amerykański, który ma mieć zwierzchność nad Avengers, jest tak mało zapobiegawczy, to God Bless America). 

Z rzeczy, które dla odmiany mogą wkurzyć nie tylko mnie, mogę wskazać wątek gangsterów, którzy przewijają się przez cały film. Na początku kreują się na kogoś naprawdę niebezpiecznego, jednak w toku filmu bardziej zbliżają się do komediowej strony filmu. Nie wiem, czy to sami gansgterzy, czy to po prostu ich interakcje z ekipą Scotta dają takie efekty, ale autentycznie kiedy pojawiali się na ekranie miałem ochotę przewinąć film wprzód. Jestem prawie przekonany, że gdyby ich wyciąć, może i film byłby krótszy i nie dawał kilku okazji fabularnych, jednak na pewno oglądałoby się go przyjemniej.

Nie mogę też nie wspomnieć o relacji Scotta i Hope - całkowicie zmarnowany potencjał. Kluczem do zrozumienia ich romansu jest poprzedni film. Następnie mamy pustkę i powrót w Ant-Manie i Osie. Problem polega jednak na tym, że podczas pustki zdążyli się pokłócić (oczywiście o udział Scotta w wydarzeniach znanych z Civil War). Konflikt w filmie został zarysowany zbyt skrótowo. Co prawda doskonale rozumiemy zachowanie Hope, lecz film mógłby lepiej wyrażać to jak ona się czuje, jaki udział w tym miał jej ojciec. Samo podejście Scotta także mogłoby zostać wyartykułowane. Co dostajemy? Niezręczne momenty, w których Scott próbuje jakkolwiek zagadać. Oprócz tego, kiedy jest już lepiej, wzajemne spojrzenia Scotta i Hope (czasem przerywane wtrąceniami Hanka, który wyrażał dokładnie moje odczucia w tych momentach). Nie zapominajmy o happy endzie, który wyraża się w… gapieniu się na siebie! Jeżeli zapytalibyście mnie o najgorętszy związek w MCU, a ja nie chciałbym zdradzić wam mojej opinii, wiecie już kogo możecie wykreślić z listy potencjalnych wyborów. 

Na początku napisałem, że film mi się podobał. Potem napisałem co wyżej. Co więc było w nim fajnego? Przede wszystkim struktura. Tak jak wspomniałem, zamykając oko na te niedoróbki, to jednak Ant-Man i Osa potrafi wciągnąć. Dostajemy całkiem interesujące nowe postacie, które naturalnie mają swoją historię. Żarty potrafią rozbawić (chociaż doskonale potrafią też tego nie robić), walki są ładnie pokazane, a motywacje bohaterów są dobrze odbieralne. Czego chcieć więcej? Nie mamy też klasycznego villaina, co też jest czymś, co dobrze robi filmom superbohaterskim. A teraz czas na imienne plusy.

Duży plus za historyczną podbudowę. Wątek Ant-Mana w MCU uważam za bardzo dobrze rozbudowany. To, że wcześniej mieliśmy Ant-Mana i Wasp (wybaczcie, ale „Osę” pozostawię tylko do używania w tym fatalnym tłumaczeniu tytułu), którzy faktycznie działali jest czymś… miłym. Nie zobaczymy oczywiście ich przygód, ale sam fakt, że w MCU istnieje Hank Pym i Janet Van Dyne, którzy ratowali świat, jest miły. Jeszcze fajniejsze jest, że w MCU funkcjonował Goliath. A czymś jeszcze lepszym, że jednym z przeciwników naszych małych i wielkich bohaterów był Elihas Starr! To zaledwie wspomnienie niektórych faktów, których mogłoby w ogóle nie być bardzo poszerza to uniwersum i mnie osobiście satysfakcjonuje. Bardzo dobrze było też zobaczyć Janet. Osobiście od początku filmu myślałem, że misja się nie uda i jej nie pokażą, jednak się myliłem. A jeszcze lepiej jest zobaczyć Hanka i Janet razem uśmiechniętych. Mam nadzieję, że przynajmniej w MCU będą ze sobą szczęśliwi. 

Dobrym pomysłem była sama Ghost. Jakoś w wydaniu MCU wolę przeciwników nie będących po prostu złymi ludźmi. Ghost ma nie tylko całkiem fajną genezę, to jeszcze da się ją zrozumieć. Po trailerach sądziłem, że będzie to ktoś w rodzaju kwantowego złodzieja, lecz zrozpaczona, bojąca się śmierci i cierpienia dziewczyna o wiele bardziej do mnie trafia. 

No i dwa plusy, bez których nie mogłoby się obejść - relacja Scotta z córką zawsze dobrze wypada, nie da się tego nie zauważyć także i w tym filmie. Jeżeli chodzi o drugi plus - mrówka. Po prostu. 

Osobiście polecam Ant-Mana i Osę. Możecie kupić DVD sobie albo komuś kto jeszcze tego filmu nie widział. Upewnijcie się jednak, że ma odpowiednie podejście do tego filmu, bo jestem świadomy tego, że bez niego może nie wypadać on aż tak dobrze. 

Sobb

Ant-Man i Osa
reżyseria: Peyton Reed
scenariusz: Chris McKenna Erik Sommers Paul Rudd Andrew Barrer Gabriel Ferrari
występują: Paul Rudd, Evangeline Lilly, Michael Peña, Walton Goggins, Bobby Cannavale, Judy Greer, Tip "T.I." Harris, David Dastmalchian, Hannah John-Kamen, Abby Ryder Fortson, Randall Park, Michelle Pfeiffer, Laurence Fishburne, Michael Douglas




Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.