Avalon » Publicystyka » Artykuł

Komentarz do Defenders: The Best Defense

... pięciu one-shotów wchodzących w skład historii The Best Defense.


Na przestrzeni trzech tygodni grudnia, między piątym a dziewiętnastym dniem miesiąca, Marvel wydał pięć one-shotów, które złożyły się na historię The Best Defense. Jej bohaterami jest czwórka oryginalnych Defenders, drużyny, która od początku działała nieco mniej formalnie niż Avengers i widać to także na łamach tego komiksu. Widać, że po krótkim okresie, w którym pod marką Defenders kryli się street-levelowi bohaterowie Marvel, tytuł wraca do jej pierwotnych i właściwych herosów: Hulka, Namora, Doctora Strange'a i Silver Surfera. Jak ostatecznie zaprezentowała się historia The Best Defense? Omówmy po kolei każdy z zeszytów.  

Immortal Hulk: The Best Defense


Jeżeli czytacie główną serię Immortal Hulk (swoją drogą jedną z najlepszych serii wydawanych obecnie przez Marvel), to ten numer szczególnie nie odbiega od poziomu całości, ale prowadzi inną, poboczną historię, wprowadzając nas do całego crossovera. Bruce wiedziony przeczuciem trafia do odludnego miasteczka, a tam znajduje oko Agamotto i... szkielet Stephena Strange'a. Banner decyduje się rozwiązać zagadkę śmierci/morderstwa. Jego kolejnym krokom towarzyszą przebłyski z przeszłości w postaci kadrów z jego pierwszej serii - kadry, do których odwoływał się Ewing jeszcze przed startem Immortal Hulk, pokazując z czego czerpać będzie jego seria. To interesujący dodatek do całości i na pewno wzbogacający szatę graficzną, gdyż kadry Simone Di Meo są zaledwie poprawne i myślę, że lepiej sprawdziłyby się w historii z innym klimatem. 

Jedyne, co zeszyt ten póki co łączy z jakąś większą historią, to końcowy występ ducha starego Strange'a, który ma zacząć wyjaśniać Hulkowi co się stało, a także dziwna scena morderstwa obcego przez istotę w halloweenowym stroju ducha.


Namor: The Best Defense


Drugi zeszyt wydany w ramach Best Defense poświęcono Namorowi i historia nieco wynika z występu bohatera w aktualnej serii Avengers. Nie jest ona jednak potrzebna do zrozumienia zeszytu: po prostu Król Atlantydy szuka sojuszników na wypadek wojny ze światem na powierzchni. Chip Zdarsky, który pisać będzie serię Invaders, gdzie właśnie jedną z pierwszoplanowych postaci będzie Namor, dostał też szansę sprawdzenia się w ramach tego one-shota. Król Antlantydy jest zdeterminowany do zdobycia wartościowych sojuszników w walce z ludźmi chcącymi zniszczyć jego królestwo i odnajduje tajemniczy podwodny lud przechodząc przez magiczny portal. Rozmowy nie idą jednak po jego myśli. Całość wieńczy walka królów, a sam Namor (na własne życzenie) ląduje gdzieś wysoko w amtosferze, gdzie spotyka go deska Srebrnego Surfera, użyczając swojej mocy. Rysunki Carlosa Magno są niestety najgorsze z całego pięcioczęściowego wydarzenia, są dość klasyczne, brak w nich czegoś wyrazistego, co kazałoby mi szukać innych albumów twórcy.

Całość nie nawiązuje do zeszytu z Hulkiem, a jedyne co je łączy to kolejna plansza, na której widzimy dziwną postać w prześcieradle na głowie, ubranej niby jak duch w halloween, która zabija innego tajemniczego kosmitę. 


Doctor Strange: The Best Defense


Trzecim komiksem w ramach wydarzenia były przygody Doctora Strange'a. Zastanawiąjące, że zeszytu nie napisał Mark Waid, piszący aktualną serię o Stephenie. Zamiast niego dostaliśmy Gerry'ego Duggana, w tym momencie scenarzystę dużo ciekawszego, dla mnie więc spory plus. Ale i tak największym atutem są tutaj rysunki Grega Smallwooda, który potrafi odpowiednio oddać jednocześnie postapokaliptyczny charakter historii, ale i jej magiczne aspekty. Całość to hołd dla Steve'a Ditko, co widać w paru odwołaniach do klasycznych dzieł artysty. 

Mamy tu podstarzałego Strange'a jako ostatnią żyjącą istotę na Ziemi. Błąka się po niej, będąc atakowanym co jakiś czas przez wysłanników Dormammu. W końcu ten pojawia się we własnej osobie, a Strange wykorzystuje przeciwko niemu swoją ukrytą broń: wspartą magicznie głowę nieśmiertelnego Hulka. Ta eksploduje pochłaniając ze sobą wrogów. Dzięki magii i fragmentowi deski Surfera, Strange'owi udaje się przenieść do przeszłości, choć po drodze jego ciało ginie i to jego szkielet widzimy w one-shocie z Hulkiem. Ostała się tylko dusza, która przemawia do naszego zielonego olbrzyma.

I tak, nie zabrakło również tutaj sceny z postacią w prześcieradle. 

Silver Surfer: The Best Defense


Jason Latour podjął się pisania i rysowania czwartej części Best Defense, w której głównym bohaterem jest Srebrny Surfer. Postać ta do niedawna miała własną serię autorstwa Dana Slotta i Mike'a Allreda, gdzie Norin z towarzyszką u boku w stylu Doctora Who przemierzał całe uniwersum. Wtedy jeszcze wolny od Galactusa, ale od jakiegoś czasu znów występuje w roli jego heralda (a sam Galan również niedawno przestał być Lifebringerem a stał się ponownie World Eaterem) i takim go też widzimy tutaj. Surfer stara się wyjaśnić dla swego Pana tajemnicę innej istoty, która pożera planety dla ich energii, kradnąc mu je praktycznie sprzed nosa. Spotyka na swej drodze m.in. młodą bohaterkę z tej samej rasy co Yondu (narracja nieśmiało sugeruje, że to jego córka, ale nie brałbym tego za pewnik). Całość to przede wszystkim pokaz graficznych umiejętności Latour - zdaję sobie sprawę, że jego rysunki nie każdemu mogą się spodobać, ale mnie w 100% kupuje, nie tylko kreską, ale i kolorami. Chętnie widziałbym więcej przygód Surfera i Galactusa w jego wykonaniu albo innych kosmicznych bohaterów. Występ gościnny w nowych Straznikach? Ze scenariuszem Catesa mógłby to być komiks roku.

Całość w dość niewielkim stopniu wiąże się z wcześniejszymi zeszytami. Mamy oczywiście postać w kostiumie ducha, a na koniec deska ucieka Surferowi, by uratować Namora we wspomnianej już scenie, ale nic poza tym. Jak się jednak okaże, to wątek nowego pozeracza planet stanie się osią finałowego zeszytu.


Defenders: The Best Defense


Finałowy zeszyt tej niecodziennej miniserii zbiera wszystkich naszych bohaterów w jednym miejscu (scenariusz Ewinga, rysunki Bennetta, więc twórców Immortal Hulk). Duch Strange'a z przyszłości opowiada Hulkowi, co doprowadziło do wymarcia ludzkości i zniszczenia Ziemi w przyszłości oraz jak temu zapobiec. Wiąże się to oczywiście z historią Surfera, gdyż jak się okazuje, to podjęcie m.in. przez niego złej decyzji w starciu z zagrożeniem doprowadzi do niespodziewanych konsekwencji. Stephen i Hulk udają się do piekła, gdzie olbrzym mierzy się z podrzędnymi demonami, których działania po części odpowiedzialne są za obecną sytuację. Namor pojawia się dość szybko w pobliżu walki (jak się okazuje, magiczne podwodne przejście zaprowadziło go na zupełnie inną planetę, a nie w inną część ziemskiego oceanu) i wspiera Surfera. Ich przeciwnikiem jest Nebulon (to on krył się pod strojem ducha... nie wnikam w ten wątek, byś może ma jakieś korzenie w historii Defenders, skoro złoczyńca ten już wcześniej się z nimi mierzył). Bohaterowie na jakiś czas zażegnują konflikt (choć nie powstrzymują nowego pożeracza planet) i rozdzieją się: Surfer wraca do Galactusa, Namor na Atlantydę, Hulk również na Ziemię, a duch starego Doctora (ten młody z tej rzeczywystości nigdy się nie pojawia) pojmany zostaje przez Mephisto i na ostatniej stronie zapowiada, że to dopiero początek...



W tych pięciu one-shotach drzemał spory potencjał, ale gdzieś to się wszystko jednak rozjechało. Każdy z pierwszych czterech one-shotów indywidualnie był ciekawy (jedynie Namora był nie polecał, chyba że byłby wstępem do jakiejś interesującej solowej serii). Historia z Hulkiem mogła spokojnie rozegrać się na łamach jego serii gdzieś w tle głównych wydarzeń. Opowieść o Strange'u z rysunkami Smallwooda to również szansa na coś ciekawszego niż odbywa się w jego solowej serii, taki Strange Old Man. Przygody Surfera i Galactusa również mają potencjał na coś ciekawszego niż jeden one-shot, zwłaszcza z Latourem odpowiedzialnym za całość. Do tego mało satysfakcjonujący finał, który jest zaledwie wstępem do czegoś, o czym nie mamy póki co żadnego pojęcia. Gdzie powróci ten wątek? W nowych Strażnikach Galaktyki? 


Gdybyście chcieli sięgnąć po te komiksy, to jednak warto poznać je w całości dla całego kontekstu, choć zeszyty ze Strangem i Surferem w miarę bronią się jako niezależne całości. Ja widziałbym to wszystko jak pierwszą Anihilację, kilka miniserii budujących podstawy do większego wydarzenia, zamiast tych paru one-shotów. Zeszyty próbowały opowiadać indywidualne historie, z głównym wątkiem gdzieś w tle, a później z zaskoczenia w ostatnim zeszycie próbuje się go zakończyć. Szkoda, że tak wyszło, a całość przeszła nieco bez echa.

Wojtek "Rodzyn" Rozmus

A wy co sądzicie o najnowszym numerze serii? Zapraszamy do dyskusji na naszym forum. 

Pamiętajcie, że możecie użyć kodu promocyjnego "INFINITY", by otrzymać 5% rabatu na komiksy Marvela.


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.