Avalon » Publicystyka » Artykuł

X-Men ReLoad a rynek amerykański

Jak ocenić "Reload"? "Astonishing X-Men" zadebiutował na szczycie listy, sprzedaż "Uncanny X-Men" i "X-Men" wzrosła, kontynuacja "New Mutants" zanotowała gigantyczny skok. Jeśli jednak dokładniej zerknąć na listę, to zobaczymy, że sytuacja nie jest tak dobra. Niesamowicie promowany "Astonishing" wygrał z "Supermanem" o włos, mniej popularne x-tytuły nie przerwały trendów spadkowych, a skok "New X-Men: Academy X" wynikał ze sprytnej taktyki Marvela. Jak ostatecznie podsumować "Reload"?

Maj miał być przełomowym miesiącem dla x-tytułów. Ambicje szefostwa Marvela były duże, a nawet chyba zbyt duże biorąc pod uwagę realia rynku. Jak ocenić "Reload"? Na pierwszy rzut oka był sukcesem, bo "Astonishing X-Men" zadebiutował na szczycie listy, sprzedaż "Uncanny X-Men" i "X-Men" wzrosła, kontynuacja "New Mutants" zanotowała gigantyczny skok, a "Excalibur" i "District X" przyzwoicie zadebiutowały. Jeśli jednak dokładniej zerknąć na listę, to zobaczymy, że sytuacja nie jest tak dobra. Niesamowicie promowany "Astonishing" wygrał z "Supermanem" o włos, mniej popularne x-tytuły nie przerwały trendów spadkowych, a skok "New X-Men: Academy X" wynikał ze sprytnej taktyki Marvela, który powiązał sprzedaż tego tytułu ze specjalną wersją "AXM" (więcej o niej poniżej). Więc, jak ostatecznie podsumować reload? Sukces czy porażka? Odpowiedź leży gdzieś pośrodku - po prostu przy obecnym stanie rynku i taktyce, którą przyjął Marvel, wiele więcej nie dało się osiągnąć. Oczekiwania Marvela były większe, ale ciężko powiedzieć na czym je oparto. Marvel nie wyciągnął wniosku z zeszłorocznej porażki Tsunami. Wypuszczono wtedy kilkanaście tytułów, które albo zostały już zakończone, albo są na granicy upadku. Marvel postanowił zalać rynek nowymi tytułami, w myśl zasady "każdy znajdzie coś dla siebie". Niestety taka taktyka ciągnie za sobą niebezpieczeństwa, o których za chwilę napiszę.

X-MEN RELOAD A RYNEK AMERYKAŃSKI

Żeby jednak dobrze zrozumieć obecny stan przemysłu komiksowego w USA, musimy cofnąć się w przeszłość. W latach czterdziestych ubiegłego wieku, komiksy stały się niesamowitym hitem. Sprzedawały się w milionowych nakładach, a dzieciaki miały frajdę za niewielkie pieniądze. Z biegiem czasu, gdy rozwijały się inne gałęzie rozrywki, komiks tracił na popularności, ale był to powolny proces. Jeszcze w latach sześćdziesiątych komiksy typu "Jimmy Olsen" sprzedawały się w półmilionowym nakładzie. Przejdźmy do bliższych nam czasów - w połowie lat 80., dzięki takim hitom jak "Watchmen" Alana Moore'a, czy "Dark Knight Returns" Franka Millera, komiks ponownie znalazł się w centrum zainteresowania. Na początku lat 90., prezydent Bush wysyłał wojska amerykańskie do Iraku, mistrzem NBA byli Detroit Pistons, a X-Men walczyli z Magneto. Nie wszystko pozostało jednak takie same - dziś w USA i Kanadzie jest w sumie zaledwie 2000 sklepów komiksowych, a najlepsze tytuły sprzedają się w okolicach 200 tysięcy egzemplarzy. W 1992 roku X-Men #1 sprzedał się w ilości ośmiu milionów egzemplarzy, a nowe sklepy pojawiały się jeden po drugim. Przyczyną wielkiego komiksowego boomu byli nowi czytelnicy, którzy po raz pierwszy poznawali magię komiksu. Powstawały nowe wydawnictwa (Malibu, Valiant) i imprinty (Vertigo), a ceny komiksów rosły wielokrotnie już kilka tygodni od ukazania się. Wiele osób zaczęło kupować po kilka egzemplarzy tego samego numeru - jeden do przeczytania, pozostałe na dalszą sprzedaż. Wydawnictwa również zachęcały do takiej postawy, wypuszczając kolejne nowe tytuły i dodając do komiksów gratisowe gadżety, alternatywne okładki, hologramy. Ważniejsze było "opakowanie" komiksu niż to, co było w środku. Z perspektywy czasu widać, że ten boom nie mógł trwać wiecznie, a upadek był dramatyczny. Wielu czytelników przestało czytać komiksy, wydawnictwa wpadły w długi i do tej pory przemysł komiksowy nie odbudował swej pozycji.

Po co przywołałem tą krótką historię rynku komiksowego? Żeby uświadomić wam, że przemysł komiksowy dalej znajduje się w kryzysie i pokazać, dlaczego "reload" nie przyniósł większego sukcesu. Największym problemem jest brak nowych czytelników. Łatwo zauważyć, że sprzedaż komiksów spada co miesiąc i Marvel nie ma pomysłu na poprawę tej sytuacji. Wydawało się, że wielkie kinowe produkcje powinny zachęcić fanów do kupowania komiksów. Tymczasem po premierze "X-Men" i innych filmów, sprzedaż komiksów z ich bohaterami praktycznie się nie zmieniła. To właśnie niewykorzystanie tej okazji było jedną z przyczyn zwolnienia Billa Jemasa, ale ostatnie superprodukcje (np. "Hulk") również nie przyciągnęły czytelników. Na pewno nie pomagają w tym ceny komiksów, które przez ostatnią dekadę wzrosły wielokrotnie więcej niż inflacja.

Co gorsza, wydawnictwa popełniają wiele błędów, które były przyczyną krachu z lat 90. Oto kilka z nich:
- Alternatywne okładki. Jest kilka rzeczy, których nie potrafię zrozumieć u Amerykanów (na przykład fascynacji baseballem, czy wyników ostatnich wyborów prezydenckich). Tak samo jest z kupowaniem tego samego komiksu z różnymi okładkami. Może wynika to z faktu, że dla mnie bardziej liczy się warstwa fabularna niż graficzna, ale po co wydawać kasę na ten sam numer tylko dla różnych okładek? Można by zostawić to w spokoju i przypisać dziwactwu czytelników, ale niestety sprzedaż alternatywnych okładek psuje rynek. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - kupno dwóch egzemplarzy tego samego komiksu oznacza często rezygnację z innego tytułu. Dzięki temu najpopularniejsze tytuły zyskają kilkanaście tysięcy egzemplarzy, a kilka mniej znanych tytułów znajdzie się bliżej zakończenia. Do niedawna wydawnictwa podchodziły do tego tematu ostrożnie, ale ostatnio poczynają sobie coraz śmielej (choć do lat 90. jeszcze daleka droga - zdarzyło się, że jeden numer "Gen 13" miał 13 różnych okładek).
- Zalew rynku. Od początku roku Marvel wydał 67 nowych tytułów, a ledwo co minął tego roku półmetek. Po "reloadzie" będzie wychodziło prawie 30 x-tytułów. What's wrong with that? Przecież wtedy każdy będzie mógł sobie kupić coś, co lubi. Niestety, brutalna rzeczywistość jest taka, że z tych 30 tytułów, pierwszy rok przetrwa góra 15 i to wliczając te pewniaki typu "Uncanny". Jeszcze raz przypominam, co spotkało Tsunami - "Mystique", "Emma Frost" i "Venom" to dziś jedyne jego pozostałości (a według nieoficjalnych informacji, te dwa ostatnie tytuły są już skasowane). Nie można po prostu wpuścić na rynek kilkunastu pozycji i liczyć, że ktoś je kupi. Próg poniżej którego tytuły są kasowane przez Marvela podniósł się ostatnio na poziom 30 tysięcy egzemplarzy. "Alpha Flight" osiągnie go za miesiąc (przy czwartym numerze), a "Cable/Deadpool" i "NYX" niewiele później. Fani tych tytułów już mogą się martwić o ich przyszłość, a przecież nie dotarliśmy jeszcze do końca pierwszych historii... Niestety, komiksy o mało znanych postaciach nie mają obecnie większych szans na powodzenie.
- Obciążanie sklepów. Wydawnictwa powinny dbać o sklepy, bo bankructwo każdego kolejnego oznacza dla nich straty. Niestety, Marvel chyba tego nie zauważa. Jakiś czas temu ogłosił, że nie będzie dodrukowywał swych komiksów. Co to oznacza? Sklepy muszą teraz kupować komiksy ze sporym zapasem, bo jeśli akurat jakiś numer okaże się hitem, nie będą mogły go dokupić. Dla porównania - DC nie prowadzi takiej strategii. Jeśli zerkniecie na listę poniżej to zobaczycie, jak wiele komiksów tego wydawnictwa jest dodrukowywanych w kolejnych miesiącach. Jestem pewien, że dodruk Supermana #205 będzie wynosił przynajmniej kilkanaście tysięcy egzemplarzy, czyli gdyby DC zachowywał się tak, jak Marvel, to "Astonishing" nie zajęłoby pierwszego miejsca na liście.
- TPB. Nie mam nic przeciwko trade-paperbackom (zeszyty zbierające po kilka numerów danego komiksu), ale wydawnictwa nie prowadzą rozsądnej polityki na tym rynku. Wiele osób nie kupuje komiksu co miesiąc, czekając na TPB, żeby zaoszczędzić i móc od razu przeczytać całą historię. Niestety wielokrotnie to podejście prowadzi do upadku tytułu, bo wydawnictwa widząc słabą sprzedaż miesięczną, ogłaszają zakończenie komiksu, nim zdąży ukazać się TPB.

Jeżeli popsuł się wam lekko humor po przeczytaniu tego tekstu, to nie przejmujcie się - rynek komiksowy nie czeka w najbliższym czasie krach. Po prostu jest już tak słaby, że raczej nie grozi mu nagły odpływ czytelników, bo zostali już na nim tylko najwierniejsi fani. Bądźcie spokojni o los "Uncanny X-Men", które będą czytali wasi wnukowie. Wydawnictwa widzą, że z samej sprzedaży komiksów się nie utrzymają, dlatego już teraz większość ich przychodów pochodzi z licencji filmowych i sprzedaży zabawek (ale to już temat na inny artykuł). Dlatego wypowiedzi Joe Quesady sprzed kilku miesięcy, z których wynikało, że liczy, że "Astonishing X-Men" będzie się sprzedawał w okolicach 400-500 tysięcy, a "Uncanny" 300 tysięcy egzemplarzy świadczą albo o wielkim optymizmie redaktora naczelnego Marvela, albo o braku rozeznania sytuacji na rynku.

Nieprawdą jest, że obecnie ukazują się słabsze komiksy, niż było to dawniej. "Sleeper", "Y: The Last Man" i wiele innych pozycji (głównie z imprintów Wildstorm i Vertigo) wyglądają dobrze nawet na tle "Watchmen". Problemem jest fakt, że te najciekawsze tytuły radzą sobie fatalnie. Niezwykle oryginalny "Seaguy" Granta Morrisona zadebiutował w tym miesiącu na 103 miejscu, czyli niżej, niż takie gnioty, jak Marvelowskie "Iron Fist" czy "Silver Surfer". Rynkowi komiksowemu potrzeba rewolucji, a nie reloadu...

Lex

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.